Czarna tradycja, zielona przyszłość

Adam Ostolski
4 grudnia 2012

W listopadzie 2013 r. odbędzie się w Warszawie COP – konferencja ONZ w sprawie zmian klimatu. Nietrudno domyślić się, jaki jest misterny plan Tuska: zatrzymać możliwość globalnego porozumienia, które zmusiłoby Polskę do przestawienia się na zielone źródła energii. Czy jest szansa na powstrzymanie tego planu? Tak, jeśli zbudujemy szeroki sojusz – przeciwko neoliberalizmowi i na rzecz sprawiedliwej transformacji. Ważnym partnerem w takim sojuszu mogą być dla ekologów górnicy.

Jeśli miałbym wskazać obszar, w którym rząd Donalda Tuska przejawia niezłomną konsekwencję, to jest nim polityka klimatyczna. Polska kilkakrotnie wetowała plany wprowadzenia ambitniejszej polityki klimatycznej na szczeblu Unii Europejskiej, opornie wdraża unijne prawo dotyczące zielonej energii czy efektywności energetycznej, blokuje globalne porozumienia w sprawie zmian klimatu… Rozmawiać z tym rządem o polityce klimatycznej to jak rzucać grochem o ścianę.

Sprawy do przemyślenia

Jest i dobra strona tej sytuacji: ekolodzy zrozumieli w końcu, że próby układania się z rządem są jałowe. I zaczynają na poważnie rozmawiać… z górnikami. W marcu 2012 r. odbyła się w Katowicach konferencja „Czarno-zielony okrągły stół” zorganizowana wspólnie przez Zielony Instytut i Związek Zawodowy Górników w Polsce. Eksperci z obu stron rozmawiali o polskiej polityce energetyczno-klimatycznej. I jak pokazuje obszerna relacja Łukasza Molla opublikowana rok temu na łamach „Zielonych Wiadomości”, okazało się, że mamy wiele puntów wspólnych.

Wierzę, że ewentualne porozumienie między górnikami a ekologami może być czymś więcej niż kompromisem znajdującym się gdzieś „pośrodku” między ich dotychczasowymi stanowiskami. Warto poszukać wspólnej płaszczyzny, która nie będzie wynikała z wzajemnego miarkowania swoich postulatów, lecz przeciwnie – z ich uwspólnionej radykalizacji. W tym celu trzeba się zastanowić, co w naszym sposobie myślenia utrudnia porozumienie. Dotyczy to obu stron, tu jednak chciałbym przyjrzeć się tylko tej, którą znam lepiej, czyli poglądom krążącym w ruchu ekologicznym. W myśleniu ekologów dostrzegam trzy silnie zakorzenione dogmaty, które trzeba rozbroić, aby porozumienie z górnikami stało się możliwe.

Dogmat 1: Górnictwo to przede wszystkim miejsca pracy

„Miejsca pracy” to jeden z głównych wątków w dyskusjach o polityce klimatycznej. Jej przeciwnicy twierdzą, że redukcja emisji CO2 oznaczałaby likwidację setek tysięcy miejsc pracy w górnictwie. Jej zwolennicy ripostują, że redukcja emisji CO2 oznaczałaby stworzenie setek tysięcy miejsc pracy w zielonej gospodarce: przy wytwarzaniu energii ze źródeł odnawialnych, ocieplaniu budynków itp. Wskazują też, że Polska już dziś importuje węgiel, a więc zmniejszanie zużycia węgla w gospodarce nie wpłynęłoby początkowo w ogóle na zatrudnienie w górnictwie. Zmniejszyłoby za to zależność Polski od importu tego surowca, a pieniądze, które zostałyby w kraju, można by sensownie zainwestować, np. w tworzenie miejsc pracy.

Z punktu widzenia ekologów miejsca pracy to bodaj jedyna pozytywna strona górnictwa. Poza tym górnictwo to tylko pylica i inne choroby zawodowe, wypadki, szkody górnicze, hałdy, zanieczyszczenia itd. itp. Tyle że z punktu widzenia górników i mieszkańców tradycyjnie górniczych regionów górnictwo to także pewna tożsamość, dająca szczególne poczucie godności. To praca budująca między ludźmi więzi solidarności i wzajemnej odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo. To pewien sposób życia i zbudowana na węglu cywilizacja.

Zieloni lubią podkreślać jej ciemne strony, ale zbyt łatwo zapominają o jej osiągnięciach. Nie tak dawno temu to właśnie węgiel pozwolił ludziom wydobyć się zacofania, umożliwił robotnikom zorganizowanie się i walkę o swoje prawa, której zawdzięczamy m.in. powszechne prawo wyborcze, ubezpieczenia społeczne, przepisy BHP czy prawo pracy. Wszyscy jesteśmy dziećmi cywilizacji opartej na węglu, nie powinniśmy więc robić z siebie jej wrogów.

Są jednak ważne powody, dla których ta cywilizacja i związany z nią sposób życia muszą odejść w przeszłość. Dobrze wiemy, że dalsze poleganie na węglu stanowi zagrożenie dla naszej przyszłości. Tyle że wbrew pozorom podkreślanie wyłącznie ciemnych stron tej cywilizacji nie ułatwia rozstania. Jeśli chcemy dokonać zielonych zmian, powinniśmy odnaleźć w sobie wdzięczność za to, co nam dała, poczuć dumę z jej osiągnięć i pozwolić ludziom na żałobę po świecie, który odchodzi w przeszłość.

Dogmat 2: Zielona energia to gwarancja większej demokracji

Obietnica głębszej demokracji to jeden z najmocniejszych argumentów za przestawieniem się na odnawialne źródła. Pozwalają one na produkcję energii w sposób rozproszony, łączenie ról producenta i konsumenta, uniezależnienie od potężnej centrali. Ale wizja „demokracji energetycznej”, jakkolwiek pociągająca, naznaczona jest ryzykownym technologicznym determinizmem. Uderzająco przypomina toczące się w latach 90. dyskusje o internecie i „demokracji sieciowej”. Mówiono wówczas, że internet radykalnie zdemokratyzuje życie społeczne i politykę. Zapowiadano, że w epoce internetu automatycznie zapanuje pełna wolność słowa. Wydawało się oczywistą oczywistością, że w internecie cenzura jest niemożliwa.

Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Dziś wiemy już, że internet stwarza obywatelkom i obywatelom nowe możliwości, ale też niesie nowe zagrożenia. Okazało się, że można go cenzurować, a co gorsza umożliwia śledzenie obywateli przez rządy i korporacje na niespotykaną dotąd skalę. Demokratyczny potencjał internetu nie jest mrzonką, ale jego realizacja zależy od tego, co sobie sami wywalczymy. Pojawienie się ruchów „pirackich” było oznaką dojrzałości koncepcji demokracji sieciowej. Zrozumieliśmy, że demokracja nie jest dzieckiem technologii, lecz wyrasta z walki ludzi o swoje prawa.

To samo dotyczy odnawialnych źródeł energii. Zwolennicy demokracji energetycznej wiążą nadzieje z „inteligentnymi sieciami energetycznymi”, umożliwiającymi rozproszoną produkcję energii. Połączone taką siecią gospodarstwa domowe czy zakłady pracy są zarazem odbiorcami i konsumentami energii, a więc nie są uzależnione od jednego centralnego źródła. Takie sieci mogą zwiększyć niezależność ludzi, ale mogą też stać się instrumentem kontroli i śledzenia obywateli przez państwo lub firmy energetyczne. Niosą ze sobą szansę na więcej demokracji, ale nie dają na to żadnej gwarancji. Podobnie rozproszenie produkcji energii: decentralizacja to nie to samo, co demokracja. Decentralizacja może zarówno zmniejszać, jak i zwiększać władzę państwa nad ludzkim życiem. Wszystko zależy od tego, jaką siłę przetargową wobec państwa i korporacji będą mieli zwykli ludzie – pracownicy, konsumenci, drobni przedsiębiorcy.

W gospodarce opartej na węglu siła przetargowa górników jest duża; mogą ją wykorzystywać w interesie całego świata pracy (choć nie zawsze się tak dzieje). Jakie będą źródła oddolnej siły w gospodarce opartej na energetyce rozproszonej? Jakie będą cele i zadania ruchów ekologicznych, kiedy wizja demokracji energetycznej osiągnie podobną dojrzałość, jak wizja demokracji sieciowej? Nie rezygnując z marzeń, już dziś warto się nad tym zastanawiać.

Dogmat 3: Unijna polityka klimatyczna jest zasadniczo słuszna

Zasadniczo tak, ale… W sporze o unijną politykę klimatyczną ekolodzy mają skłonność do przyjmowania roli jej rzeczników i obrońców. To zrozumiałe w sytuacji, gdy rząd wraz ze znaczną częścią opozycji odmawia przyjęcia do wiadomości, że kryzys klimatyczny jest realny i zagraża także Polsce, a zielona modernizacja jest dla nas szansą. Z punktu widzenia zielonych ideałów unijna polityka klimatyczna pozostawia jednak naprawdę wiele do życzenia. Przede wszystkim dlatego, że reprezentuje wąską, technokratyczną wizję ekologii, oderwaną od kwestii sprawiedliwości społecznej.

Alternatywą dla „popierania” unijnej polityki klimatycznej przez ekologów jest żądanie jej głębszego uspołecznienia. Kwestie sprawiedliwości społecznej nie są tylko dodatkiem do ekologii, lecz jej nieodłączną częścią. Polityka klimatyczna musi obejmować konkretne gwarancje i zobowiązania, dotyczące np. zapobiegania ubóstwu energetycznemu, inwestycji w rozwój społeczny regionów odchodzących od górnictwa, praw pracowniczych i socjalnych, ochrony prywatności użytkowników inteligentnych sieci przesyłowych itd. Lista nie jest zamknięta, a konkretne postulaty mogą się wyłonić dopiero w ramach pogłębionej i otwartej dyskusji. Zarówno w kwestiach ekologicznych, jak i społecznych rząd da nam tyle, ile sobie wywalczymy. A razem możemy wywalczyć więcej.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *