Feminizm – kartka

Polityka równościowa bez ambicji

Krzysztof Śmiszek
2 sierpnia 2011

Cztery lata koalicji PO-PSL to dla polityki równościowej lata niewykorzystanych szans. Wciąż brak całościowej polityki antydyskryminacyjnej. Większość działań inicjowana jest oddolnie. Ale społeczeństwo, nawet najbardziej aktywne, nie dokona zmiany, nie mając partnerów w rządzie.

Cztery lata rządów koalicji PO-PSL to dla polityki równościowej lata niewykorzystanych szans. Wprawdzie mniej było, w porównaniu z poprzednim rządem PiS-Samoobrona-LPR, otwartej homofobii, seksizmu czy innych tego typu zjawisk. Ale lista spraw do załatwienia w dziedzinie przeciwdziałania dyskryminacji pozostaje długa. Uregulowanie związków partnerskich, in vitro, ratyfikacja Konwencji ONZ w sprawie Praw Osób z Niepełnosprawnościami, uregulowanie sytuacji prawnej osób transpłciowych, zakaz mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści – to tylko niektóre przykłady pilnych kwestii. W większości przypadków rząd milczy, nie dając jasnego sygnału czy jest za, czy też przeciw. A niekiedy wręcz kwestionuje potrzebę polityki równościowej ustami… rządowej pełnomocniczki ds. równego traktowania Elżbiety Radziszewskiej, która związki partnerskie uznaje za „nieakceptowane społecznie”, a zakaz mowy nienawiści uważa za „zagrożenie dla wolności słowa”.

Lata 2007–2011 pełne były natomiast działań fasadowe, nieprzyczyniających się do konkretnej zmiany społecznej. Mało ambitne projekty ustaw czy wrzucanie do debaty publicznej kwestii, które następnie były przez rząd porzucane, to charakterystyczne dla ostatnich lat działania władz.

Najważniejsza dyskusja wokół równości i przeciwdziałania dyskryminacji w ostatnich latach wiązała się z przygotowywaniem Ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania (tzw. ustawą równościową). Polskie władze od ponad dziesięciu lat pracowały nad aktem prawnym, który wdrożyłby unijne regulacje w tym zakresie. Konserwatyzm parlamentarzystów i zdecydowany sprzeciw kościoła katolickiego, wzywającego do porzucenia prac nad tego typu regulacjami, przez lata wstrzymywały proces wdrażania antydyskryminacyjnych standardów do polskiego prawa. Dopiero realna groźba potężnych kar finansowych ze strony UE skłoniła rząd i parlament do przyśpieszenia prac nad ustawą. 31 sierpnia 2010 Rada Ministrów przyjęła długo oczekiwany projekt ustawy równościowej. Przyjęty przez rząd, a następnie 3 grudnia tego samego roku przez parlament projekt budzi jednak wiele zastrzeżeń i kontrowersji.

Przyjęcie ustawy w zaproponowanym kształcie oznacza, że Polska wywiązała się ze swoich unijnych zobowiązań jedynie minimalnie, na dodatek traktując kwestie ustawowego przeciwdziałania dyskryminacji w sposób wybiórczy. Niezwykle krytycznie ustawę oceniają ci, dla których jest ona przeznaczona, czyli osoby doznające dyskryminacji z powodu płci, orientacji seksualnej, rasy, religii, niepełnosprawności czy wieku. Polska ustawa równościowa na tle rozwiązań przyjętych w innych krajach wypada mało ambitnie. Realizuje większość zapisów dyrektyw unijnych, definiując takie zjawiska jak dyskryminacja bezpośrednia, pośrednia, molestowanie czy molestowanie seksualne, ale wprowadza tę ochronę na bardzo zróżnicowanym poziomie dla poszczególnych grup społecznych.

Odpowiedzialna za prace nad tą ustawą Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania, Elżbieta Radziszewska, twierdzi, że samo prawo unijne nie jest konsekwentne i nie przyznaje takiej samej ochrony przed dyskryminacją wszystkim grupom społecznym. To prawda, ale sytuacja ta jest od lat przedmiotem krytyki. Środkiem częściowo niwelującym tę zadziwiającą hierarchię ochrony praw człowieka w Unii ma być projekt nowej dyrektywy antydyskryminacyjnej przedstawiony przez Komisję Europejską w 2008 r., popierany zresztą bez większych zastrzeżeń przez polski rząd.

Myli się jednak minister Radziszewska, mówiąc, że tak ograniczony projekt ustawy wynika z ram prawnych ustalonych przez Unię Europejską. W myśl prawa unijnego dyrektywy wyznaczają jedynie prawne minimum, które kraje członkowskie mogą swobodnie rozszerzać, jeśli dzięki temu skuteczniej będą osiągać cel dyrektywy. W przypadku ustawy równościowej rząd z takiej możliwości nie skorzystał, ograniczając się jedynie do koniecznego minimum. Rząd zaproponował tym samym przepisy, które plasują Polskę nie tylko za takimi krajami jak słynąca z nowoczesnych rozwiązań antydyskryminacyjnych Szwecja, Finlandia czy Wielka Brytania, lecz także w tyle za Bułgarią, Węgrami, Rumunią, Albanią czy Serbią, gdzie rozwiązania prawne gwarantują skuteczne ścieżki dochodzenia praw naruszonych dyskryminacją.

Brak znaczącego dorobku legislacyjnego w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji to tylko jeden z przejawów braku całościowej polityki równościowej rządu PO-PSL. Wizytówką podejścia rządu do tych kwestii są działania Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania Elżbiety Radziszewskiej. Biuro Pełnomocniczki jest przykładem organu, który zamiast działań prewencyjnie i antycypować zagrożenia, w dużej mierze jedynie reaguje na pojawiające się oznaki dyskryminacji, najczęściej zgłaszane przez specjalistyczne organizacje pozarządowe lub konkretne osoby. O tym, jak niepoważnie traktowane są zadania pozostające w gestii Pełnomocniczki, najlepiej świadczy fakt, że kierowany przez nią urząd po raz pierwszy w historii nie sięgnął po unijne pieniądze (w kwocie ok. 300 tys. euro) przewidziane przez Komisję Europejską dla rządów państw członkowskich UE na przeciwdziałanie nierównościom.

Nie dziwi więc zdecydowana reakcja społeczeństwa obywatelskiego. Rządowy projekt ustawy równościowej spotkał się z krytyką ekspertów i organizacji pozarządowych na co dzień reprezentujących interesy grup dyskryminowanych. W odpowiedzi na niedostateczne konsultacje społeczne oraz ignorowanie przez rząd głosów tych, którzy są najbardziej zainteresowani nowymi przepisami antydyskryminacyjnymi, powstała nieformalna platforma organizacji społeczeństwa obywatelskiego oraz związków zawodowych: Koalicja na Rzecz Równych Szans. W jej skład wchodzą obecnie czterdzieści cztery podmioty. Sam fakt powstania takiej platformy nie byłby może niczym dziwnym, ale sytuacja, w której po raz pierwszy w historii polskiego ruchu „równościowego” jednym głosem zaczęły mówić organizacje LGBT, kobiece, żydowskie, romskie, reprezentujące niepełnosprawnych czy osoby starsze, to wydarzenie bez precedensu. I to zjednoczenie jest chyba jedynym realnym sukcesem rządu PO-PSL w dziedzinie wspierania równości.

Nie ma w Polsce całościowej i skoordynowanej polityki antydyskryminacyjnej prowadzonej przez rząd. Większość działań inicjowana jest oddolnie, przez społeczeństwo obywatelskie. Samo w sobie nie jest to niczym złym, świadczy bowiem o umiejętności i gotowości wzięcia odpowiedzialności za te kwestie przez obywateli. Jednak zorganizowane społeczeństwo, nawet najbardziej aktywne, nie jest w stanie dokonać zmiany społecznej, nie mając odpowiednich partnerów na poziomie rządowym. A tych ciągle brak.

Tekst ukazuje się w ramach cyklu Polska po 4 latach PO. Zapraszamy do lektury i dyskusji!

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *