Urna wyborcza, Polska 2010

Liczy się każdy głos

Dirk Holemans
12 lutego 2015

Głosowanie w wyborach jest w Belgii obowiązkowe. Mimo to coraz więcej ludzi z niego rezygnuje. Oznacza to, że głosy osób gorzej sytuowanych zaczynają być słabiej słyszane. Organizacje społeczne mogą jednak podejmować świadome kroki, by tematy społeczne nie znikały z debaty politycznej. Taką próbę podjęto niedawno we Flandrii.

Słabe głosy w kampanii wyborczej

Gdy rusza kampania, często warunki dyktują najsilniejsi. Czołowi politycy otrzymują dużo czasu antenowego, zaś organizacje dbające o interesy ekonomiczne najsilniejszych graczy mają uprzywilejowany dostęp do siedzib partyjnych. Oznacza to również, że potrzeby gorzej sytuowanych grup zaczynają znikać w medialnym szumie – chyba że ich tubą staną się organizacje pozarządowe.

Podczas niedawnych wyborów we Flandrii organizacje społeczeństwa obywatelskiego zorganizowały kampanię pod hasłem „Liczy się każdy głos”. Jej celem było wpłynięcie na debatę publiczną poprzez pracę z osobami zagrożonymi wykluczeniem społecznym. Wykorzystywano takie narzędzia jak wysuwanie postulatów politycznych, lobbing, konferencje prasowe, a także specjalna strona internetowa przypominająca, że „głosowanie to nie zabawa”.

Oddajmy głos samym organizatorom: „LICZY SIĘ KAŻDY GŁOS to projekt partycypacyjny, oferujący grupom gorzej sytuowanym przedwyborczą tubę. Pomagają one w tworzeniu propozycji programowych, które są ich zdaniem kluczowe w walce z biedą i wykluczeniem”. Kampania ta ma zatem na celu stworzenie w debacie publicznej przestrzeni, w której głos zabrać będą mogły również osoby w gorszej sytuacji społeczno-ekonomicznej. To im najbardziej grozi zniechęcenie polityką, niegłosowanie i poczucie opuszczenia przez polityków.

Z punktu widzenia społeczności

Tezę tę potwierdza Ilse Hackethal, dyrektorka Samenlevingsopbouw, organizacji społecznej, będącej jednym z najważniejszych filarów wspomnianej kampanii:

Pracownicy socjalni, organizacje młodzieżowe czy animatorzy społeczności lokalnych ciągle stykają się z ludźmi uważającymi, że politycy nie mają im nic do zaoferowania. Badania pokazują, że w roku 2012 aż 25% elektoratu nie głosowało. Tam gdzie mieszkam – w Borgerhout – wskaźnik ten wyniósł 35%. Boli mnie to. Oznacza to bowiem, że część osób, stojących ze mną w porannej kolejce po świeże pieczywo, matki i ojcowie odprowadzający swoje dzieci do bram szkoły, młodzi ludzie na przystanku tramwajowym czy część mych sąsiadów nie posiada swojej reprezentacji politycznej.

Każdego dnia w mieście, w którym żyję i pracuję, zauważam nierówności społeczne. Nie każdy żyje w mieszkaniu, które jest przystępne cenowo i w dobrym stanie, z odpowiednią liczbą pokojów dla swoich dzieci. Nie wszyscy młodzi mogą liczyć na zdobycie umiejętności w dziedzinach, którymi się interesują. Nie każdy radzi sobie z otaczającą go biurokracją. Jeśli chcemy zmierzyć się z tymi wyzwaniami, jest niezwykle istotne, by „zwykli ludzie” przekazywali swój punkt widzenia politykom. Niezależnie, czy chodzi o bezpieczeństwo osób poruszających się na rowerach, tanie budownictwo mieszkaniowe czy szkołę dla ich dzieci, ich głos się liczy. I robi różnicę.

Opierając się na dotychczasowych doświadczeniach naszej organizacji i naszych partnerów uważamy, że to bardzo ważne, by ludzie prezentowali swoje racje, zakasali rękawy i wspólnymi siłami szukali rozwiązania swoich problemów. By stali się aktywni i brali odpowiedzialność również za politykę. Za pośrednictwem projektu „Liczy się każdy głos” kilkanaście różnych organizacji postanowiło zasypać przepaść między życiem politycznym a codziennym, ludzkim doświadczeniem. Udało się.

Działanie dla zmiany

Brzmi nazbyt teoretycznie? Projekt miał z pewnością jeden widoczny rezultat – debaty polityczne z czołowymi graczami politycznymi, które odbyły się w 13 miastach. Sale wypełnione były ludźmi z różnych grup społecznych, którzy normalnie raczej nie wzięliby udziału w tego typu wydarzeniach. Osoby zagrożone wykluczeniem uważnie się do nich przygotowały, zabierały w ich trakcie głos oraz prezentowały swoje postulaty.

Samenlevingsopbouw stawia sobie za cel „wspieranie i wzmacnianie słabszych grup – tak, by wykorzystując własne zasoby mogły znaleźć rozwiązania lokalnych problemów, z jakimi się mierzą”. Na rzecz tego celu organizacja współpracuje z przeszło 200 innymi partnerami lokalnymi we Flandrii. Przeprowadzili oni wywiady z przeszło 8 tysiącami ludzi, rozmawiając z osobami, które najczęściej ignorują tradycyjną politykę i uważają polityków za osoby niedostępne. Na podstawie wspomnianych wywiadów przygotowali memorandum na temat istotnych tematów społecznych, którego kluczowymi hasłami była „solidarność” oraz „redystrybucja”.

Z dokumentem w ręku wybrali się do partyjnych siedzib oraz lokalnych kandydatek i kandydatów, lobbując m.in. za przejrzystym, sprawiedliwym systemem podatkowym, w którym najsilniejsze ramiona dźwigają największe ciężary. Uczestnicy projektu argumentowali, że środki publiczne powinny być wykorzystywane do inwestycji w powszechnie dostępne usługi publiczne wysokiej jakości, nowe, godne miejsca pracy, edukację zapobiegającą wykluczeniu społecznemu, tanie mieszkania oraz ochronę zdrowia.

Zmienianie perspektywy polityków

Aktywne kontakty z politykami oznaczają, że zarówno eksperci, jak i zwykli ludzie mogą z nimi porozmawiać na temat problemów, z którymi prawdopodobnie stykali się rzadko lub zgoła nigdy. W jaki sposób przeżyć z zasiłków? Ile paczek pieluch zużywa co miesiąc dwuletnie dziecko? Skąd wziąć pieniądze na drobne podarki do wręczenia w szkole? Jak, żyjąc w przeludnionym mieszkaniu, przypilnować odrobienia przez dzieci zadania domowego? Dla biorących udział w projekcie było to nie lada przeżycie. Okazało się, że politycy, decydujący o ważnych aspektach polityki społecznej byli wobec tych pytań równie bezbronni, co ludzie, którzy zadają je sobie każdego dnia.

Innym ważnym narzędziem była strona internetowa „Głosowanie to nie zabawa”. Zaprosiliśmy elektorat do poszerzenia wiedzy na temat wyzwań, którymi politycy powinni zająć się po wyborach. Za pomocą fotografii zaczepialiśmy osoby odwiedzające, sprawdzając ich wiedzę na temat problemów społecznych w kraju. Informowaliśmy również o pomysłach na ich przezwyciężenie, które zawarliśmy w memorandum i które zaproponowały poszczególne partie polityczne. Za pomocą umieszczania własnych fotografii odwiedzający mogli zagłosować na poszczególne propozycje.

Innym elementem projektu były rzucające się w oczy działania w przestrzeni publicznej (np. postawienie namiotu), mające zwracać uwagę na kwestie takie jak wysokie czynsze. Wiązały się one z jasnym przekazem – w tym wypadku z informowaniem, że przystępny dla przeciętnego portfela czynsz nie powinien pochłaniać więcej niż 1/3 dochodów gospodarstwa domowego.

Projekt „Liczy się każdy głos” pokazał, że ludzie z grup zagrożonych wykluczeniem społecznym mogą zostać zaangażowani w wybory, jeśli czują, że są traktowani poważnie, a ich głos jest zauważany i doceniany. Dla polityków stanowi to z kolei wyjątkową okazję do nawiązania konstruktywnego dialogu z grupami, do których ciężko byłoby im normalnie dotrzeć.

Artykuł Every vote counts: social themes on the political agenda ukazał się w „Green European Journal” (Zielonym Magazynie Europejskim). Przeł. Bartłomiej Kozek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.