Jesteśmy dostatecznie silni, żeby walczyć o swoje prawa

Krystian Legierski
5 lipca 2010

Sytuację prawną związków tworzonych przez osoby tej samej płci można uregulować na co najmniej cztery sposoby: w formie małżeństwa, związku partnerskiego, umowy cywilnoprawnej lub konkubinatu. Umożliwienie parom jednopłciowym zawierania małżeństwa wymagałoby w Polsce zmiany konstytucji, natomiast wprowadzenie związków partnerskich jedynie przyjęcia odpowiedniej ustawy.

Te dwa modele różni to, że w przypadku związków partnerskich partnerzy lub partnerki mają mniej praw. Na przykład nie mogą wspólnie adoptować dziecka, często nie mogą nosić wspólnego nazwiska, mimo zawarcia związku nadal są kawalerem lub panną itd. Jednak w obu przypadkach osoby chcące zawrzeć związek w zasadzie nie mają wpływu na prawa i obowiązki, jakie na siebie przyjmują. To ustawodawca określa, do czego każdy z partnerów we wzajemnych relacjach jest zobowiązany, a do czego upoważniony. Na przykład osoby zawierające małżeństwo są z mocy prawa zobowiązane do wspólnego pożycia, wierności, wzajemnej pomocy, współdziałania dla dobra rodziny czy obowiązku alimentacyjnego w określonych przypadkach. Tych zobowiązań małżonkowie nie mogą wyłączyć, nie mogą ich też rozszerzyć.

Inaczej jest, jeśli związek zawiera się w formie umowy cywilnoprawnej. W tym przypadku to osoby zawierające związek decydują o tym, jakie prawa i jakie obowiązki chcą na siebie przyjąć. Mogą te prawa i obowiązki określić na wzór małżeństwa, mogą je ograniczyć, np. wyłączyć obowiązek alimentacji lub wierności. Ale mogą też je rozszerzyć, np. obowiązek alimentacyjny rozciągnąć również na przypadki nieprzewidziane w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym.

Umowa cywilnoprawna oraz związek partnerski zasadniczo różnią sie od małżeństwa pod względem sposobu, w jaki ulega rozwiązaniu. Małżeństwo rozwiązuje się przez rozwód, co oznacza, że nie decydują o tym małżonkowie, lecz sąd. Małżonkowie mają jedynie prawo zwrócić się do sądu o orzeczenie rozwodu. Sąd decyduje po przeprowadzeniu rozprawy i zebraniu dowodów (polegających między innymi na pytaniu o to, czy wygasło życie intymne między małżonkami), z których jednoznacznie wynika, że wszelkie więzi łączące małżonków wygasły. Jeśli sąd dojdzie do wniosku, że pewne więzi między małżonkami nadal istnieją, rozwód nie zostanie orzeczony. Ale nawet jeśli nie istnieją już żadne więzi między małżonkami, sąd również z innych powodów może odmówić orzeczenia rozwodu. Natomiast związek partnerski i umowę cywilnoprawną rozwiązuje się wyłącznie na mocy decyzji parterów chcących się rozstać. Żaden sąd ani inna instytucja nie decyduje o tym, czy związek ma trwać nadal czy może się zakończyć. Jeśli jeden partner odmawia zgody na rozwiązanie związku, rozwiązuje się on na mocy wypowiedzenia składanego przez drugiego z partnerów.

Czwarty model to konkubinat. W modelu tym osoby, które żyją ze sobą w związku nieformalnym zyskują pewne prawa względem siebie, wynikające wyłącznie z faktu wspólnego pożycia. O nabyciu przez konkubentów określonych praw decydują takie okoliczności. jak np. długość związku lub złożone przed odpowiednim urzędem oświadczenie o pozostawaniu w związku. Z chwilą złożenia takiego oświadczenia lub udowodnienia pozostawania w związku przez określony czas partnerzy zyskują pewne prawa i obowiązki.

Warto podkreślić, że w ramach jednego państwa może występować jeden model otwarty dla par homo- i heteroseksualnych (np. małżeństwo). Ale mogą też występować równolegle dwa lub więcej rozwiązania. Są kraje, w których małżeństwo jest otwarte dla par homo- i heteroseksualnych, oprócz tego zaś istnieją związki partnerski (również otwarte dla wszystkich bez względu na orientację) oraz konkubinaty.

Moim zdaniem najlepiej byłoby uregulować sytuację związków partnerskich w formie umowy cywilnoprawnej. Uważam tak z kilku powodów. Po pierwsze ustawa taka daje osobom tworzącym związek wolność określania własnej sytuacji prawnej, co wydaje mi się niezwykle ważne i odpowiadające oczekiwaniom współczesnego człowieka. Po drugie rozwiązanie takie jest atrakcyjne również dla osób heteroseksualnych jako alternatywa dla małżeństwa (związek partnerski, będący w zasadzie ułomną wersją małżeństwa, nie może stać się atrakcyjną alternatywą). Po trzecie model umowy cywilnoprawnej jest krokiem naprzód w myśleniu o związku. Sądzę, że obecnie ludzie najczęściej wiążą się w pary po to, żeby być ze sobą szczęśliwymi i spełnionymi. A jeśli dzieje się inaczej, to związek niekoniecznie stanowi dla nich wartość samą w sobie.

Co ważne, uchwalenie ustawy regulującej sytuacje prawną związków jednopłciowych  w dowolnym modelu przy odpowiedniej woli ustawodawcy może załatwić wszystkie problemy i zagwarantować pełną równość z małżeństwami heteroseksualnymi. Jest to możliwe nawet w przypadku związków partnerskich. W pewnych systemach prawnych  małżeństwa są przeznaczone wyłącznie dla par hetero-, a związki partnerskie dla par homoseksualnych, ale zakres praw jest identyczny, włączając w to możliwość adopcji dzieci. Można sobie wyobrazić również sytuację, w której model umowy cywilnej gwarantuje wszystkie prawa zawarte w instytucji małżeństwa, a dodatkowo daje również możliwość osobistego kształtowania własnych praw w związku.

Nic się jednak nie uda, jeśli środowisko osób o progresywnych poglądach nie będzie umiało zrozumieć, zbudować i wykorzystać naszej potencjalnej siły politycznej. Nasze oczekiwania mogą na długo pozostać w sferze życzeń. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich uświadomiłem sobie, w jaki sposób należy tę siłę budować. Jedyną drogą jest bezwzględna walka o nasz własny interes, walka aż do momentu, kiedy nasze głosy lub ich brak zostaną docenione i wzięte pod uwagę. To zaś można osiągnąć tylko w jeden sposób: przez konsekwentne głosowanie wyłącznie na tę osobę lub partię, która wyraźnie zapowiada uchwalenie odpowiedniej ustawy. A jeśli takiej oferty nie kieruje w sposób wyraźny żadna osoba lub partia, to trzeba protestować poprzez oddawanie nieważnego głosu. Same tylko głosy gejów i lesbijek powyżej 18 roku życia to prawdopodobnie ok. 1,5 mln. Czyli dużo więcej, niż potrzeba do przechylenia szali w wyborach. Oczywiście nigdy nie będzie pełnej jednomyślności, ale nawet gdybyśmy przyjęli minimalistyczne założenia i zdołali zbudować siłę chociaż pół miliona świadomych i roszczeniowych wyborców, to jestem przekonany, że sukces mielibyśmy w kieszeni.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *