Polityka miejska w czasach prawicowego populizmu

Bartłomiej Kozek
21 lipca 2017

W burzliwych czasach trudno oderwać się od wielkiej polityki – nawet jeśli dyskusja toczyć się ma przede wszystkim wokół tej lokalnej.

Na otwartej debacie o nowych, progresywnych ruchach miejskich i samorządowcach, która odbyła się w zeszłym tygodniu w ramach Zielonego Letniego Uniwersytetu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu nie zabrakło odniesień do bieżącej polityki.

Nic w tym dziwnego – nieczęsto bowiem większość parlamentarna stara się nie tylko nagiąć prawo do swoich interesów, ale zmieniać je w wygodnym dla siebie kierunku bez poszanowania dla zapisów obowiązującej (przynajmniej na papierze) konstytucji.

Razem? Osobno? Dokąd?

Nie dziwi zatem, że prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, wzywał do zwarcia szyków. – Albo zjednoczymy się w obronie wspólnych wartości, albo za dwa lata będzie jak na Białorusi czy Ukrainie – ostrzegał wywodzący się z ruchów miejskich polityk Platformy Obywatelskiej, roztaczając wizję jesiennych zatrzymań policyjnych, mających na celu wyeliminowanie przeciwników politycznych Prawa i Sprawiedliwości.

Z popularnym w PO pomysłem na zwarcie szyków opozycji pod jednym sztandarem polemizował socjolog, były (współ)redaktor naczelny „Zielonych Wiadomości”, Adam Ostolski, przenosząc środek ciężkości na to, jak radzić sobie z obecnym konfliktem politycznym.

– Konflikty są naturalnym elementem demokracji – dziś jednak ich artykulacja ma w Polsce patologiczny charakter. W efekcie łatwo doprowadzić do plemiennej polaryzacji, w wyniku której każdy przypisany zostanie do jednej ze stron politycznego sporu, bez możliwości przejścia na drugą stronę – diagnozował sytuację publicysta „Krytyki Politycznej”.

– W elektoracie PiS nie brak osób, którym nie podoba się stosunek tej partii do sądów czy uchodźców, traktują ją jednak jako „mniejsze zło” tak samo, jak po drugiej stronie niektórzy traktują PO. Jeśli będziemy mówić, że wszyscy zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości to faszyści to jedyne co osiągniemy, to stabilizację poparcia dla obozu rządzącego. Potrzebny jest szacunek i obrona umożliwiających dyskutowanie ze sobą przestrzeni wspólnych – podsumował.

Kto siał wiatr?

Do wypracowania skutecznej strategii dla progresywnej polityki potrzebna jest jednak również rzetelna analiza przyczyn aktualnego stanu rzeczy.

Prezydent Jaśkowiak wskazał tu bunt młodych, będący sprzeciwem wobec rzeczywistości zmuszającej do pracy na umowach śmieciowych czy do zaciągania wieloletniego kredytu mieszkaniowego. Przewodnicząca Partii Zieloni, Małgorzata Tracz, dopełniła ten obraz. – Student nie jest dziś już studentem. Odczuwa presję finansową, musi orientować się na rozwój swej kariery. Mało kto docenia, kiedy angażuje się on w aktywizm społeczny.

Współprowadzący spotkanie weteran ruchów miejskich, Lech Mergler, przypomniał o konserwatywnym zwrocie młodych w Polsce. – Popularność skrajnej prawicy zauważalna jest nawet w grupach takich jak młoda inteligencja, częściej u mężczyzn niż u kobiet – przypomniał dane. – Politycy nie oferowali im rozwiązań, bo nie traktowali ich w kategoriach własnego elektoratu, w przeciwieństwie np. do seniorów – argumentowała Tracz.

Trudno zresztą o artykulację różnych potrzeb i interesów, gdy dochodzi do ograniczenia wspólnej przestrzeni. Jak zauważyła w swym nagranym wprowadzeniu do dyskusji badaczka oraz działaczka ruchów feministycznych, Elżbieta Korolczuk, miasto okazuje się dziś – wobec chociażby zawłaszczenia mediów publicznych – jednym z nielicznych obszarów, gdzie możliwa jest jeszcze debata publiczna. Obszarów, które jak zauważył Mergler bywają (przynajmniej w wypadku dużych ośrodków) bardziej niż inne odporne na polityczny urok lokalnych odmian „dobrej zmiany”.

Emocje i interesy

Co zatem zrobić, by odwrócić trendy na korzyść progresywnej polityki? Panelistki i paneliści skupili się na kwestiach związanych z potrzebą przynależności i pozytywnej tożsamości. – Mamy konserwatywną edukację – nie tyle z powodu katechezy co nacjonalistycznej polityki historycznej. Jeśli jedynym językiem, jakim będziemy mówili będzie indywidualizm to nie trafimy do poszukujących poczucia wspólnoty w coraz bardziej płynnym świecie – komentował Ostolski.

– Mamy dziś do czynienia z powrotem stosowanego jeszcze przez Narodową Demokrację schematu wbijania w poczucie braku bezpieczeństwa socjalnego wbijania kijka antysemityzmu czy lęku przed obcym – uważa Hanna Gill-Piątek, aktywistka miejska, urzędniczka i publicystka. – Prawica ma namiętności, których często brakuje po lewej stronie sceny politycznej. Namiętności które czuć, gdy na przykład maszeruję w łódzkim pochodzie upamiętniającym Rewolucję roku 1905 – dodała.

Miejski aktywizm również pozostaje w tej układance ciekawą opcją. Na swoich przykładach jego zalety w kwestii mobilizowania do działania prezentowały współprowadząca spotkanie Lidia Makowska z „Lepszego Gdańska” oraz Kongresu Ruchów Miejskich i Jarosław Koźlarek z organizacji „Miasto Prowincjonalne” z Konina.

Gill-Piątek opowiadała z kolei o niełatwym „marszu przez instytucje” osób, które zdecydowały się na działanie w charakterze miejskich urzędników. Działanie, które dla niektórych bardziej radykalnych działaczek i działaczy wydaje się zdradą ideałów, dla jego zwolenników zaś szansą na zmianę przyzwyczajeń w urzędach.

Jak zatem widać miasta nie są odizolowanymi od siebie i świata wyspami. Na ich los – i na toczące się w ich obrębie dyskusje – wpływa również sytuacja na szczeblu krajowym. Szczeblu, który miał wedle zwolenników a to głębszej integracji europejskiej, a to rosnącej roli globalnej międzymiastówki” tracić na znaczeniu.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *