Kozetka dla polskiego mieszczaństwa

Bartłomiej Kozek
6 marca 2015

Czy przez całe dziesięciolecia udało się nam przegapić fakt, że II wojna światowa i okres stalinowskiego terroru zupełnie przeorały naszą tkankę społeczną?

Z jednej strony pamiętamy o tym, że w latach 1939-1956 nasz kraj stracił sporą część swoich dotychczasowych elit. Naukowcy, wojskowi, intelektualiści i politycy padali ofiarą obozów koncentracyjnych, gułagu, ginęli w Katyniu i w trakcie powstania warszawskiego. Zniszczona również została mieszkająca na wieków na ziemiach polskich społeczność żydowska.

Z drugiej jednak możemy zadać sobie pytanie o to, co te tragiczne wydarzenia tak naprawdę znaczą dla funkcjonowania społeczeństwa nim dotkniętego. Czy mają jakiekolwiek przełożenie na naszą dzisiejszą rzeczywistość, inne niż okresowe rozważania osób starszych o „elemencie”, który napłynął do Warszawy po II wojnie światowej, jakie można od czasu do czasu usłyszeć na stołecznych ulicach bądź w autobusach?

Narodowa psychoanaliza

Wykorzystanie narzędzi znanych z języka terapeutycznego w ostatnim czasie zaczęło być nieco szerzej stosowane w rodzimym spojrzeniu na historię – dość wspomnieć „Fantomowe ciało króla” Jana Sowy. Emocje, jakie owa książka wzbudziła, pokazują, że ich wykorzystanie nie jest pozbawione kontrowersji. „Prawdziwi” historycy – ale również naukowcy o lewicowych poglądach – zwracają uwagę na ich mankamenty, z luźnym podejściem do faktów włącznie.

Andrzej Leder potencjalnej krytyki się nie zląkł i postanowić pójść podobnym tropem, biorąc w swej książce „Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej” pod lupę inny wycinek polskiej historii i nieco inne kategorie psychoanalityczne. Jego uwagę zwróciło 17 lat, w trakcie których dotychczasowa, ukształtowana przez wiele wieków struktura klasowa na ziemiach polskich runęła, a rządzące stosunkami społecznymi imaginarium znalazło się w poważnym kryzysie.

Jakie jego zdaniem miały być fundamenty ten struktury społecznej i wyobrażeniowej? Cechami charakterystycznymi miała być dominacja warstw szlacheckich oraz wywodzących się z nich elit naukowych, politycznych czy wojskowych, utrzymujących symboliczną dominację nad krajem. Trudno było o przeciwwagę w sytuacji, gdy zdecydowaną większość klasy średniej miała tworzyć społeczność żydowska, której odrębność (podkreślana chociażby przez polskie środowiska narodowe) utrudniała jej wywieranie realnego wpływu na państwo. Dodajmy do tego mentalnie nadal wyczerpanych pańszczyzną chłopów, by odmalowany na kartach książki Ledera nie budził wielu nadziei.

Czas zmian

Potem jednak nadchodzi wojna, a po niej – nowe, rewolucyjne porządki. Trzymilionowa społeczność żydowska zostaje w dużej mierze zniszczona, a jej (oraz Niemców z „ziem odzyskanych”) mieszczańskie majątki przejmują Polacy. Z dworków znikają dawni właściciele, a ich ziemia trafia w ręce chłopów. Raptowna industrializacja sprowadza setki tysięcy mieszkanek i mieszkańców wsi do miast. Powoli rodzi się – przynajmniej zdaniem Ledera – nowoczesne społeczeństwo.

Ale zaraz – powie ktoś. Czy to oznacza, że latom rzezi i przelewu krwi, z dziejącą się na oczach Polaków żydowską Zagładą, mamy zawdzięczać to, że zrzuciliśmy ostatnie, feudalne jarzma? Już samo to pytanie budzi niepokój – i jak się zdaje o to właśnie autorowi „Prześnionej rewolucji” chodzi. Jego zdaniem fakt, że z jednej strony jako tako wpisujemy się w ramy nowoczesności, z drugiej zaś – nadal sporo w nas fantazji o szlacheckim pochodzeniu i zagubionym gdzieś na niegdysiejszym wschodzie II Rzeczpospolitej dworku wskazuje na to, że w latach 1939-1956 coś się zmieniło. Coś, czego do końca nie przepracowaliśmy.

Polska (nie)świadomość

Jakie zatem kategorie badawcze uznaje za istotne w swoim wywodzie? Tytułowe „prześnienie” ma wiązać się z faktem, że modernizacja miała nastąpić w wyniku jej narzucenia przez siły zewnętrzne, nie była zatem świadomym procesem czy oddolnym, rewolucyjnym wrzeniem. W efekcie – nawet jeśli w trakcie wojny i stalinizmu dochodziło do wydarzeń, o których po cichu marzono (np. o odbiciu handlu z rąk społeczności żydowskiej), to łatwo jednak było je przerzucać na „innego”. Efekty tego stanu rzeczy widać po emocjach, jakie budzą dyskusje wokół niezbyt chlubnych kart stosunków polsko-żydowskich, takich jak Jedwabne.

Działania „innego” czy „innych” zdaniem Ledera polskie masy przeżywały transpasywnie. Korzystały ze zniknięcia grup wpływu oraz dostępności ich majątku, mogły się po cichu cieszyć z korzystnych w ich mniemaniu zmian społecznych, a jednocześnie nie musiały zawsze same brudzić sobie rąk przekraczaniem norm etycznych. Nie oznacza to, że do takich przekroczeń nigdy nie dochodziło (sam Leder wspomina choćby o ciężkich bojach o odzyskanie przez pewną żydowską rodzinę swej fabryki w Lublinie wkrótce po zakończeniu działań wojennych), jednak niewątpliwie ułatwiało obchodzenie dotychczasowego silnie oddziaływającego systemu symbolicznego.

Nowe, ludowe władze miały po wojennym koszmarze dwie możliwości – albo, wzorcem dawnych rewolucji burżuazyjnych, zmieniać ów system, dorzucając do grup uprzywilejowanych kolejne warstwy społeczne (np. burżuazję po rewolucji francuskiej), albo też kwestionować pole symboliczne jako takie, zastępując je czymś w rodzaju permanentnej rewolucji, w której jedyną stałą jest np. toczący ją wódz.

Zdaniem Ledera po 1956 r. komunistyczne władze w Polsce zaczęły wycofywać się z budowy własnego porządku symbolicznego, zadowalając się utrzymywaniem wpływów, kompromisami z alternatywnymi ośrodkami władzy (kościół katolicki) czy znaczeń (inteligencja) oraz deklarowaniem służebności wobec klasy robotniczej, której spora część de facto stworzyła zręb ówczesnej klasy średniej.

Sushi a sprawa polska

Czy wizja Ledera jest przekonująca? Na pewno nie sposób odmówić jej atrakcyjności. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Czy jako ilustrację mentalnego poddaństwa „chamów” wobec „panów” tak łatwo nadaje się „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza? Czy z taką łatwością można tworzyć z dość zróżnicowanych grup społecznych (co sam Leder zresztą przyznaje przy okazji omawiania społeczności żydowskiej) ujednolicone byty, co przyczynia się do pomijania ważnych tropów mogących podważyć nieco zaproponowane imaginarium – jak chociażby ruch ludowy, wspierana przezeń kultura czy działania spółdzielcze?

Mimo tych wątpliwości wydana przez Krytykę Polityczną książka jest ważnym dziełem. Już sam fakt, że przesuwa naszych przodków z dworków na rolę i zmusza do refleksji nad niełatwym okresem historii najnowszej, stanowi jej istotną zaletę. Choć chyba nazbyt surowo ocenia współczesne, polskie mieszczaństwo, niezbyt zainteresowane źródłami swojego pochodzenia (jedzenie sushi nie powinno w idealnym świecie świadczyć o stopniu wykorzenienia kulturowego), to jednak warto poznać jego wizję źródeł aktualnej struktury polskiego społeczeństwa.

Andrzej Leder, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014, 208 str.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *