Niebezpieczeństwo tuż za moim progiem

Barbara Jarmoska
24 marca 2015

Tuż za moim progiem czai się niebezpieczeństwo, które sprawia, że na przemian kulę się ze strachu, szukam ulgi w zaprzeczaniu i krzyczę z oburzenia. Nie wiem, jak walczyć z tak potężnym wrogiem. Jak na ironię, przez 35 lat byłam zwiastunką dobrego stanu zdrowia i świetnego samopoczucia.

Ostatnimi czasy całymi godzinami planuję, w jaki sposób zgromadzić rodzinę, a następnie opuścić mój dom, strony rodzinne i znaleźć dla nas nową małą ojczyznę. Nie jesteśmy już tutaj bezpieczni. Zjawiły się przedsiębiorstwa gazowe i roszczą sobie prawa do tysięcy akrów Penns Woods. Departament Ochrony Środowiska (Department of Environmental Protection – DEP) zezwolił na budowę odwiertów gazowych na terenie lasu stanowego Loyalsock, który otacza moją posesję. Susquehanna River Basin Commission (SRBC) wydaje zezwolenia na pobór milionów galonów wody z działu wodnego, do którego należy strumień przepływający przez podwórko przed moim domem.

Przez dziesięciolecia jedyną drogą do tego oddalonego, przepięknego i bogatego w dziką faunę i florę rejonu była Butternut Grove – wąska droga „bez wyjazdu”, przechodząca obok podjazdu do mojego domu. Kończyła się na szlaku spacerowym w lesie stanowym Loyalsock. Zazwyczaj podczas moich dwumilowych spacerów wzdłuż tej drogi nie mijał mnie nawet jeden samochód. Spuszczony ze smyczy pies truchtał obok mnie, a jeśli ktoś przejeżdżał – byli to sąsiedzi, którzy zwalniali, aby mnie pozdrowić albo zatrzymywali się, żeby trochę pogadać, jak to mają w zwyczaju ludzie na wsi.

Strumień Loyalsock jest zaraz za wałem – o rzut kamieniem od drogi. Mogłam jeździć pod górę na moim koniu do miejsca, gdzie jednopasmowa droga przechodziła w ścieżkę spacerową imienia Dad-Dad Chapmana na terenie lasów stanowych. Tej ścieżki już nie ma – została zagrodzona, a w miejscu dawnego wejścia stoją tablice ostrzegające, że to teren prywatny i wejście będzie karane. Piły mechaniczne i wywrotki napełnione żwirem przekształciły wąską ścieżkę w szeroką żwirowaną drogę, biegnącą przez las do dwóch odwiertów, położonych niemalże jeden obok drugiego. Żeby zbudować tę drogę, ścięto wiele drzew, ukochana niegdyś ścieżka wiodąca przez ziemię, którą nazywa się „wspólnym bogactwem”, jest teraz zagrodzona, strzeżona i nie zaprasza już myśliwych, turystów, rowerzystów górskich, narciarzy i jeźdźców. Skończyły się moje codzienne spacery i częste przejażdżki konne, podobnie jak inne proste przyjemności wiejskiego życia nad brzegiem pięknego strumienia.

Życie wszystkich mieszkańców Butternut Grove zmieniło się na zawsze za sprawą korporacji roszczących sobie prawo do wysyłania swoich ciężarówek w górę drogi, zanieczyszczania powietrza spalinami diesla, wwożenia na górę pełnych ciężarówek toksycznych chemikaliów do szczelinowania i zwożenia z powrotem na dół milionów galonów trujących ścieków.

Nie czujemy się już dłużej bezpiecznie, nie możemy cieszyć się Loyalsock – cudownym strumieniem, który zaczyna się w Sullivan County i płynie swoim korytem 64 mile do wschodniej odnogi rzeki Susquehanna. Nie da się oszacować wartości tego strumienia, który przez lata zapewniał aktywny wypoczynek setkom wędkarzy, kajakarzy, pływaków i posiadaczy letnich domków kempingowych – ofiarując im wodę, która tańczy i migoce i podtrzymuje życie bogactwa ryb, płazów, ptaków oraz innej dzikiej fauny i flory – wodę, która jest teraz mieszana z toksycznymi chemikaliami i wtłaczana pod wysokim ciśnieniem w skały formacji Marcellus Shale.

Mój dziadek kupił tych 20 akrów z milowym dostępem do strumienia w 1933 roku. Nasze rodzinne wspomnienia związane z tym miejscem są bezcenne, a moje wnuki byłyby piątym pokoleniem biegającym po łąkach, pływającym w potoku, jeżdżącym na koniach i spacerującym w pobliskich lasach. W naszym coraz szybciej zmieniającym się społeczeństwie tak głębokie korzenie są bardzo cenne i rzadkie. A jednak – mój syn i jego rodzina wyprowadzili się do miejsca położonego 300 mil stąd, na północ od Battleboro w stanie Vermont, daleko od rodziny, lecz również z dala od łupków, szukając bezpieczniejszego miejsca do życia. Ci z nas, którzy zostali, również myślą o opuszczeniu naszego dziedzictwa i o wyjeździe z tego rejonu.

Przemysł wydobywczy przez lata planował swoją strategię, uchylając prawa stanowe i federalne, które mogłyby zapewnić nam ochronę. Panuje tutaj gorączka gazowa, a to specjalne miejsce, które niegdyś nazywaliśmy naszym domem, zostało „spisane na straty”.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

przeczytaj także: Gaz łupkowy? Nie, dziękujemy! Za duże ryzyko

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *