Ludzie nie wiedzą, co to jest GMO

Grzegorz Kuczek , Joanna Szewczyk
10 sierpnia 2011

Ludziom nie mówi się, że powodem chorób cywilizacyjnych mogą być produkty wysoko uprzemysłowionego rolnictwa. Grzegorz Kuczek, reporter programu TVN “Uwaga!”, twórca filmu dokumentalnego Obcy gen, w rozmowie z Joanną Szewczyk.

Jak to się stało, że zajął się pan tematem GMO?

Przyszedł do mnie pewien człowiek, który zapytał, czy znam temat GMO, mówił o różnych nieprawidłowościach. Zainteresowało mnie to. Zacząłem czytać na ten temat i stwierdziłem, że sam dotąd niewiele o tym wiedziałem. Na kolegium redakcyjnym powiedziałem, że chcę się tym zająć i dostałem zielone światło. Zacząłem czytać opracowania naukowe, głównie w internecie…

Z jakich opracowań pan korzystał?

Przez dwa miesiące, dzień w dzień wieczorami czytałem wszystko, co na ten temat znalazłem: polskie informacje, dane z urzędów, badania, różne publikacje zagraniczne. Trafiłem np. na prace Charlesa Benbrooka ze Stanów Zjednoczonych pokazujące, że tak naprawdę plony GMO nie rozwiązują problemów świata. Znalazłem dane mówiące o tym, że w stanach, w których się stosuje GMO, spadają plony. Dużo tego było, naprawdę. Musiałem mieć jakąś wiedzę, żeby rozmawiać z ludźmi.

Czy dla pana jako dziennikarza ten temat był trudny? Czy łatwo było dotrzeć do niezależnych ekspertów?

Tu nie ma niezależnych ekspertów, każdy prezentuje jakąś opcję. Jedni są za żywnością ekologiczną, inni za przemysłową. Było trudno. Kiedy zaczynałem z kimś rozmawiać na ten temat, zawsze słyszałem pytanie: „Po co pan to robi? Przecież i tak panu tego nie puszczą…”. Mówiono mi, że temat dotyka interesu wielkich firm, że to jest silne lobby itd., itp. Do dzisiaj mam w pamięci rozmowę z jednym profesorem, który powiedział, że chętnie ze mną porozmawia, ale wie, że ten materiał i tak pójdzie do kosza… To chyba wynika z doświadczeń w innych krajach europejskich i w USA, gdzie dziennikarze zajmujący się tematem żywności spotykają się z różnymi szykanami. Okazało się jednak, że film bez żadnych przeszkód został wyemitowany.

A jak było z gromadzeniem materiałów? Ludzie chętnie wypowiadali się do kamery?

Są naukowcy, którzy zajmują się tym tematem od lat, ale nie chcą o nim rozmawiać. Jeden naukowiec powiedział mi wprost, że nie będzie rozmawiał o GMO, ponieważ zaszkodziłoby to firmom agrochemicznym i on mógłby stracić pracę albo pieniądze na badania. Jego uczelnia korzysta z pieniędzy, które firmy agrochemiczne za pośrednictwem różnych fundacji i innych podmiotów przekazują uczelniom na badania. Jeśli chodzi o przedstawicieli przemysłu biotechnologicznego, to dokładnie wiedziałem, co powiedzą, bo to jest po prostu mantra, którą powtarzają przy każdej okazji. I to są często informacje nieprawdziwe. Bardziej mi zależało na rolnikach, którzy się tym zajmują, czy na przedstawicielach handlowych, ale ich trudniej było namówić do rozmowy. Jeden rolnik zgodził się wystąpić i do dzisiaj ma do mnie pretensje, że pokazałem to tak, a nie inaczej. A ja po prostu z nim rozmawiałem i pokazałem, czym się zajmuje. Pokazałem, że dla niego liczy się tylko biznes. Pytałem go, czy zdaje sobie sprawę z konsekwencji stosowania kukurydzy modyfikowanej genetycznie…

Takich rolników było więcej?

Rozmawiałem z kilkoma rolnikami, ale tylko jeden zgodził się wystąpić w filmie.

Czy oni są gdzieś zrzeszeni? Zastanawiam się, jak można zdobyć informację, że ktoś uprawia GMO.

Pocztą pantoflową. Długo szukałem tych rolników, ponieważ informacje o tym, że uprawiają GMO, nie są nigdzie dostępne. Mówi się, że w Polsce jest produkowane bardzo dużo żywności transgenicznej, ale jeśli chodzi o konkrety, to nie ma oficjalnych danych. Od różnych informatorów dowiadywałem się, w jakich miejscach Polski znajdują się uprawy. To jest delikatna sprawa, ponieważ z prawnego punktu widzenia kwestia upraw GMO w Polsce nie jest jednoznaczna. I jeśli ktoś ma występować przed kamerą, to z reguły odmawia, bo nie wie, jak zareagują sąsiedzi itd. Dlatego ciężko było dotrzeć do tych ludzi.

A jakie były pana wrażenia ze spotkania z rolnikami ekologicznymi?

Wrażenie zrobili na mnie bardzo dobre. Natomiast nie wiedziałem, że mają aż tak poważne problemy. Dopiero rozmowy z nimi uświadomiły mi wiele rzeczy, np. zagrożenie wynikające z przepylania się roślin genetycznie modyfikowanych z tradycyjnymi. W Niemczech znaleziono śladowe ilości roślin GMO nawet w produktach BIO. To pokazuje, z jakim ogromnym zagrożeniem mamy do czynienia, z agresywną technologią. Ci rolnicy są w naprawdę kiepskiej sytuacji. To ludzie pozostawieni sami sobie, zrozpaczeni. Nie mają żadnego wsparcia w naszych władzach, nie robi się wiele, żeby im coś ułatwić i pomóc. Jedyna nadzieja, że ludzie pójdą po rozum do głowy i zaczną kupować produkty naturalne i zdrowe.

Mnie zaskoczyła informacja, że polskie firmy nasiennicze są prywatyzowane i wykupowane przez ogromne światowe koncerny. W rezultacie rolnicy muszą sprowadzać ekologiczne pasze zza granicy, podczas gdy kiedyś produkowały je polskie małe firmy.

Chodzi o koncerny, które w USA, Argentynie albo Brazylii mają wielkie pola z uprawami GMO, także na ziemiach, gdzie specjalnie pod te uprawy wykarczowano Puszczę Amazońską. Produkują tam paszę dla zwierząt. Więc te koncerny przejmują polskie firmy po to, żeby sprzedawać swoje produkty, a nie polskie. I koło się zamyka.

W Indiach dziesiątki tysięcy rolników popełniły samobójstwo po tym, jak wprowadzili uprawy bawełny transgenicznej. Ich plony drastycznie spadły, podpisali umowy z Monsanto na zakup ziaren. Firma także udzielała im pożyczek i zostali uzależnieni. Ci ludzie nie mieli za co wykarmić swoich rodzin. Ich bezwzględnie wykorzystano i oszukano. Ta historia jest w Polsce nieznana, można o niej przeczytać w książce Świat według Monsanto napisanej przez francuską dziennikarkę Marie–Monique Robin…

Ci rolnicy uwierzyli w to, co mówiły firmy biotechnologiczne – że będzie lepiej. Tutaj się też ludziom mówi, że będzie lepiej. Oczywiście nikt nie wspomina o tym, że po polach będą chodzić ludzie i sprawdzać, czy rolnicy zapłacili za patent. Teraz nasiona są też opatentowane i płaci się za nie, ale nie są GMO.

Czy czuł pan, że zetknął się z dużym lobby? W niektórych wypowiedziach bohaterów pana reportażu pojawia się strach.

Bo to jest silne lobby. Ci ludzie się boją, bo w grę wchodzą duże pieniądze, które firmy agrochemiczne przeznaczają na badania naukowe i potem chcą zarabiać na patentach. Zrobią wszystko, żeby te uprawy tutaj były i żeby były legalne. Jeżeli nie od razu, to metodą małych kroczków. Zagrożenie dla naturalnych upraw jest ogromne. Jest przecież mnóstwo dowodów na to, że uprawy GMO przepylają się z naturalnymi i je zdominowują. Ale ludzie boją się narażać dużym koncernom.

Spotkał pan lobbystów pracujących na rzecz zmian korzystnych dla firm agrochemicznych?

Byłem na publicznym wysłuchaniu ustawy o GMO w Sejmie. Przyszła tam przedstawicielka ambasady amerykańskiej. Mówiła, że USA są zainteresowane tym, co dzieje się w rolnictwie. Wiadomo też, że amerykańska firma Monsanto wspiera różnych polityków w USA podczas wyborów, te informacje można znaleźć na ich oficjalnych stronach internetowych. Więc ta pani nie przychodzi bez powodu na takie spotkania, nawet jeśli mówi, tak jak na filmie, że przyszła prywatnie.

Mówił pan, że nie było kłopotów z emisją filmu. A czy miał pan jakieś problemy w gromadzeniu materiału?

Mieliśmy trudności, gdy chcieliśmy sfilmować wpływający do portu w Gdańsku statek, który przywozi do Polski genetycznie modyfikowaną śrutę. Dzwoniłem do zagranicznych firm, które sprowadzają taką śrutę i oni mi nie chcieli powiedzieć, kiedy i gdzie taki statek wpływa do portu. A rocznie do Polski sprowadza się ok. 2 mln ton śruty sojowej, więc takich statków musi trochę być… Dowiedziałem się o tym zupełnie przypadkiem podczas rozmowy z przedstawicielką młynów czy spichlerzy z Pomorza. Podczas rozmowy rzuciła nazwę statku i datę, którą ja sobie zanotowałem. Potem się wycofała i nie zgodziła się na nagranie, ale nazwę statku zachowałem i dzięki temu udało się go namierzyć. Do ostatniej chwili informacje o tym, czy statek wpłynął, czy nie, była nieznana. Przez prawie całą noc siedziałem na łączach z dyżurnym portu, aby ustalić, czy statek wpłynął już na polskie terytorium. Oni bardzo długo nie mieli tej informacji.

Statek widmo…

Tak, statek widmo (śmiech). I dopiero o 8.00 rano dowiedzieliśmy się, że ok. 16.00 statek będzie wchodził do portu.

Czy to zawsze tak wygląda?

Nie wiem, niech pani spróbuje sprawdzić pod pretekstem, że chce pani coś sfilmować. Ciekawe, czy podadzą pani rzeczywistą datę, czy nie.

A co się dalej dzieje z przywiezioną śrutą?

Zostaje załadowana na samochody dostawcze, jedzie do mieszalni pasz, a potem trafia do zwierząt. Głównie do świń i kurczaków. Trafia na nasze stoły w postaci mięsa. Dobrze, że o tym mówimy. Niech ludzie wiedzą, że te 2 mln ton rocznie genetycznie modyfikowanej śruty sojowej nie rozpływa się w powietrzu, tylko my ją zjadamy w mięsie z chowu przemysłowego. Trzeba im to uświadamiać. Najgorsze, że ludziom się nie mówi, że powodem chorób cywilizacyjnych mogą być produkty wysoko uprzemysłowionego rolnictwa. Lobbyści mówią: „Dlaczego mamy zakazywać sprowadzania tej soi, skoro już i tak tyle się jej sprowadza?”. To jest działanie na zasadzie faktów dokonanych.

Czy można coś z tym zrobić?

Osobiście staram się świadomie robić zakupy. Zajmuje mi to sporo czasu. Zwracam uwagę na to, co jest w środku, czyli na skład, datę ważności, wszystkie etykiety. Oczywiście na etykietach nie ma tych najważniejszych informacji. Jeśli na opakowaniu jest napisane „skrobia kukurydziana”, to ja nie wiem, czy ona jest modyfikowana genetycznie, czy nie. Myślę, że nie jest trudno o nadużycia i oszukiwanie klientów.

Oszukują?

Niejednokrotnie w naszych programach ujawnialiśmy, że na żywności się oszukuje. Zresztą to mówią też ludzie, którzy w tej branży pracują, że to jest najlepsze miejsce do oszukiwania ludzi, ponieważ ludzie muszą jeść, to jest podstawowa czynność życiowa. Czy pani sobie wyobraża, że przez tydzień pani nie będzie jadła? Długo pani nie pociągnie. Każdy jedzenie kupuje i chce kupować tanio, i firmy robią, co mogą, żeby sprostać tym oczekiwaniom i jednocześnie jak najwięcej zarobić. Niewiele ludzi sprawdza, co kupuje, niewielu mamy świadomych konsumentów. A organizacje konsumenckie nie są w Polsce zbyt silne. Gdyby było tak, jak we Francji czy w Niemczech, że ludzie zwracają uwagę na to, co kupują i jedzą, i oszuści ponoszą konsekwencje… Może nie byłoby takich problemów, jak np. różne przypadki „odświeżania” wędlin.

Na podpis prezydenta czeka przyjęta przez Sejm ustawa nasienna. Dużo mówi się o tym, że ona tylnymi drzwiami może zalegalizować uprawy GMO w Polsce.

Dziennikarze mogą o tym pisać i mówić, ale ci, którzy za to odpowiadają, urzędnicy i politycy, którzy powinni stać na straży naszego bezpieczeństwa żywnościowego, nic z tym nie robią. Na co dzień zajmują się tym aktywiści, a poza tym mało kogo to interesuje. Mam wrażenie, że ludzie w Polsce sobie nie zdają sprawy, co to jest GMO. Tylko niektórzy zwracają uwagę na opakowania, na informacje umieszczone na produktach… Ale nadal nie ma dyskusji o tym, jak to wygląda na świecie, czy rzeczywiście plony są lepsze, czy ta żywność jest zdrowa, bezpieczna. A to jest przecież temat, którym powinni się zajmować wszyscy dziennikarze, ponieważ to dotyczy naszego zdrowia i naszych dzieci. Nie można tego tak zostawić.

Czy ma pan w planach kolejne tematy ekologiczne?

Tak, dwa. Ale to jest tajemnica redakcyjna i nie mogę nic powiedzieć, poza tym, że one się pojawią już wkrótce…

Program Uwaga! TVN pt. Lobbing na rzecz GMO można obejrzeć na stronie stacji.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

34 thoughts on “Ludzie nie wiedzą, co to jest GMO

  • 10 sierpnia 2011 at 23:52
    Permalink

    Podziwiam za odwage. Bohater naszych czasow to rezyser, dziennikarz, pisarz ktory walczy ze smokiem o tysiacu glow (mafie, lobby, politycy na ich uslugach). To naprawde niebezpieczny zawod bo spoleczenstwo jest bierne i nie mozna liczyc na jego poparcie w razie zagrozenia.
    Robert Saviano ktory narazil sie mafii i otrzymal jej wyrok musi sie ukrywac i jest praktycznie wiezniem ale caly czas pracuje by opinia publiczna o nim nie zapomniala i bawala mu wsparcie , czyli ochrone (…)
    – Inny problem o ktorym dramatycznie malo wiedza Polacy:
    Jesli pewne kraje Europy rezygnuja z energii nuklearnej, licza ze moga ja KUPIC u sasiadow. Szwajcaria np u Francuzow. Ale i innne kraje Europy bardzo zacieraja rece na nasze przyszle dostawy gazu lupkowego.
    Malo kto zna chyba w Polsce lub bierze na serio film Gasland ktory wplynal na przebudzenie ekologicznej opozycji i wstrzyma juz zaczete projekty i odwierty probne we Francji. Sarkozy nie bedzie narazal swojej popularnosci przed wyborami! Po co? Kiedy Polska bedzie exportowac tanio swoj gaz do krajow osciennyc. Zyski wzbogaca lobby miedzynarodowe ktore wykupia koncesje a Polsce zostana skazone ziemie, zatruty system wod pod- i naziemnych No i jakis ochlap zyskow.
    Myslimy ze bedziemy niezalezni od Rosji? Naiwnosc.
    Kto zabroni Rosji by Gazprom wykupil przez postawione firmy strategicznie decydujace partie odwiertow?
    Strakegia obecnego rzadu krory wie ze sie nie utrzyma nie polega na zabezpieczanu przyszlosci Polsce lecz szybkich zyskow sobie i swoim TERAZ!!!
    Straty nie do naprawienia!
    Coz, to WY mieszkacie w tym kraju -walczcie!!!

    Reply
  • 11 sierpnia 2011 at 23:33
    Permalink

    Czy to przypadek, że media w Polsce milczą, że importowana do Polski z Ameryki Południowej soja GMO, którą masowo karmi się zwierzęta na wielkich fermach hodowlanych w Polsce, jest zabójcza dla środowiska naturalnego całego kontynentu południowoamerykańskiego, a zwłaszcza dla Amazonii? Czy chodzi o to, byśmy nie wiedzieli, że kupując wyroby mięsne i jaja kurze wielkich producentów w Polsce, po kawałku zjadamy Płuca Ziemi – Amazonię rujnując klimat naszej Planety.

    ”Soję uprawia się tylko dla zysku, tylko by żywić państwa rozwinięte, żywić krowy, kury I świnie. Profity rosną, a my zostajemy z kataklizmem. Jest to konflikt kapitalizmu i innego podejścia do życia. Kapitalizm nie wie, co to etyka, dla niego liczy się tylko zysk.”

    Ojciec Edilberto Sena, Brazylia

    Reply
  • 15 sierpnia 2011 at 00:10
    Permalink

    dużo tekstu z którego mało wynika.
    nigdzie nic konkretnie nie jest napisane czy GMO jest niezdrowe i czemu należy z nim walczyć.

    Reply
  • 15 sierpnia 2011 at 16:49
    Permalink

    @raa: Bo nie o tym jest ten wywiad. To rozmowa z doświadczonym dziennikarzem o tym, w jaki sposób się zdobywa informacje o GMO – tematem rozmowy jest informacja, dezinformacja, media i lobbing, a nie medycyna czy dietetyka.

    Reply
  • 15 sierpnia 2011 at 20:37
    Permalink

    nie prościej iść na studia? z artykułów się konkretów nie dowie. po co powtarzać slogany z ulotek, nawet jeśli się ich przeczytało najwięcej? :))

    Reply
  • 19 sierpnia 2011 at 19:06
    Permalink

    dobry wywiad, a to GMO to straszne gówno, niszczące środowisko, oraz łańcuch żywieniowy. Kto by pomyślał żeby karmić krowy śrutą sojową i kukurydzą zamiast trawą? ale tak siędzieje już u zdecydowanej większości producentów wołowiny

    Reply
  • 19 sierpnia 2011 at 19:11
    Permalink

    aaa jeszcze jedno założę się o każde pieniądze że gdy TVN zostanie kupiony przez amerykańską korporację to nie będzie już słowa na temat GMO na tej antenie chyba że tylko psalmy pochwalne. zobaczycie.

    Reply
  • 23 sierpnia 2011 at 21:49
    Permalink

    Żal mi tego człowieka – szuka sensacji za wszelką cenę. Jego film „dokumentalny” Obcy gen był dość mocno skrytykowany przez środowisko naukowe ( http://dolinabiotechnologiczna.pl/wydarzenia/gmo-naukowi-pl-kontra-tvn/ i jeszcze jeden link, który niestety zgubiłem). Ciężko żyć w świecie, w którym ludzie uwierzą w każdą bzdurę, byleby była „tajna” nie mając żadnych podstaw do ocenienia prawdziwości informacji.

    Jeśli ktoś się chce mocniej wgłębić w temat dezinformacji sianej przez „przeciwników GMO”, polecam tę stronę: http://academicsreview.org/reviewed-content/genetic-roulette/
    A cały Internet dalej swoje pewnie i tak będzie klepał „GMO TO ZŁO” jak baba zdrowaśkę, ech.

    Reply
  • 23 sierpnia 2011 at 23:43
    Permalink

    „Żal mi człowieka, który napisał powyższy komentarz, ten podpisany DMT. Nie dość, że zaczyna wypowiedź od argumentu ad personam (co samo w sobie jest już dostatecznym nieszczęściem), to jeszcze najwyraźniej nie umie czytać ze zrozumieniem”.

    Żartowałam. Chciałam tylko pokazać, jak się fajnie rozmawia, kiedy ktoś zaczyna od dowalenia oponentowi.

    Ale jednak kilka rzeczy wyjaśnijmy, żeby to niezrozumienie się nie przepylało.

    Po pierwsze, nie ma jednego „środowiska naukowego”, w każdym razie nie w sprawie GMO. Już choćby dlatego, że jak pokazał w mądrym komentarzu Adam Wajrak, inne jest spojrzenie genetyków, inne ekologów: http://wyborcza.pl/1,76842,10137176,Moja_prosba_do_prezydenta.html Komitet Ochrony Przyrody PAN ostrzega przed uprawami GMO – jeśli Polska Akademia Nauk to nie jest środowisko naukowe, to ja już sama nie wiem, co nim jest.

    Po drugie, autor reportażu jest nagradzanym i cieszącym się uznaniem dziennikarzem śledczym. I zastosował do tematu z powodzeniem metody dziennikarstwa śledczego. Głównym tematem filmu nie jest nauka, ale lobbing. I każda osoba zainteresowana wartością nauki powinna ten film obejrzeć i się nim przejąć, bo niestety odsłania on różne nieczyste mechanizmy, które przeszkadzają naukowcom w tworzeniu prawdziwej wiedzy. Że to nie jest żadne szukanie „tajności”, to wie każdy, kto rozumie słowo „grant” albo wyrażenie „fundusze na badania”.

    Po trzecie, wspomniane stowarzyszenie dziennikarzy naukowych miałoby nieco większą wiarygodność, gdyby te same argumenty (o potrzebie bezstronności, oddania głosu dwóm stronom itp.) wysuwało także wobec tendencyjnych, pro-GMO materiałów publikowanych w polskich mediach. Niestety, tego nie robi, co sprawia, że uznałabym ich głos za tendencyjny i niezbyt wiarygodny w tym przypadku.

    Reply
  • 24 sierpnia 2011 at 21:59
    Permalink

    Nie powinno być żadnych „stron”. Cadania lub ich syntezy powinny być źródłami, do których należy się odnieść. Tzw. cherry-picking nie przybliża do prawdy, przejrzenie wielu źródeł jest potrzebne. A jak Pan dziennikarz jedzie specjalnie do Seraliniego, który używa takiej metody statystycznej, która akurat pasuje mu pod tezę, to gdzie tu obiektywizm? Źródło: http://academicsreview.org/reviewed-content/genetic-roulette/section-1/1-3-bt-corn-is-safe/ i te wypisane tamże

    Reply
  • 31 sierpnia 2011 at 22:05
    Permalink

    @Adam:
    Depesza oddaje stan faktyczny: publika jest trochę przeciwko GMO. Bo publika nie zna się na nauce.

    Reply
  • 1 września 2011 at 00:52
    Permalink

    W tej depeszy jest dużo więcej. O wywieraniu presji i „zmiękczaniu” urzędników RP.
    A mam pytanie: Komitet Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk jest przeciw uwalnianiu upraw GMO. Czyżby nie znali się na nauce?

    Reply
    • 6 września 2011 at 13:53
      Permalink

      Przeczytałem Pański artykuł. Mam wrażenie ze cierpi Pan na jakaś manie prześladowcza. Ktoś popełnił samobójstwo, inny nie chce rozmawiać bo boi się itd.
      Nie dawno na BBC pokazywano film o GMO o zaletach jak i zagrożeniach. Tez na radio była dyskusja na ten temat. Zgromadzili się przeciwnicy jak i zwolennicy i śmiało wypowiadali swoje poglądy.
      Bo jak Pan wie, że modyfikowana żywność jest ratunkiem do dużo krajów gdzie uprawy niszczone są na skutek rożnych chorób na które nie działa chemia. Za kilka lat nie będzie afrykańskich bananów które chorują na nieznaną chorobę. Plantatorzy zwrócili się do genetyków o wyhodowanie odmian odpornych. Amerykanie hodują świnie które dają dwa razy więcej mięsa niż te standardowe. Modyfikowane rośliny dają wyższe plony i są bardziej odporne na choroby. W Polsce są tez uprawiane.
      Robi Pan wielka sensacje ze udało się Panu zlokalizować statek ze modyfikowana śrutą. Następnym razem ten statek zwinie do Hamburga i ciężarówkami ta śruta znajdzie się u nas. To jest walka z wiatrakami szczególnie, że w UE nie ma przepisów zabraniając GMO. Postępu się nie zatrzyma.
      Rosie liczba ludności na naszym globie. Ta masę ludzi trzeba będzie wyżywi. Szczególnie, że za kilka lat światu grozi głód.
      Modyfikowań żywność na rynku znajduje się od kilkunastu lat i jak na razie nie widać skutków ubocznych.

      Reply
  • 7 września 2011 at 00:48
    Permalink

    Przepraszam za błędy. Nie potrafię wyjaśnić skąd one się wzięły.

    Reply
    • 9 września 2011 at 08:35
      Permalink

      Wrzawa wokół głodu na świecie trwa od lat. Nie przypominam sobie jednak,aby Monsanto w jakikolwiek sposób wspomogło głodujących. Owszem – podpisze umowę, zakontraktuje na wiele lat swoje wadliwe nasiona i w razie potrzeby sądownie upomni się o swoje pieniądze u tych najbiedniejszych.
      Bezkarnie prowadzą swoje eksperymenty na mieszkańcach USA. Raporty o stanie zdrowia amerykanów są z roku na rok coraz gorsze – coraz więcej ludzi z nadmierną otyłością, choroby serca, układu oddechowego, alergie to tylko część jak to nazywają chorób cywilizacyjnych.
      Ja czegoś takiego w Polsce nie chcę.

      Reply
  • 8 września 2011 at 23:41
    Permalink

    Jacku, błędy w Twojej wypowiedzi wzięły się stąd, że kopiując z naszego firmowego podręcznika PR nie zwróciłeś uwagi na użycie właściwej formy. Ale dobrze ci idzie, nie przejmuj się, dostaniesz premię.
    Z pozdrowieniami od martwych myszek,
    – Lukrecja Borgia, starszy specjalista ds wizerunku w Monsanto.

    Reply
  • 9 września 2011 at 09:05
    Permalink

    Jacku, w uzupełnieniu odpowiedzi Lukrecji Borgii:) odpowiem ci i ja – zupełnie serio. Bo może naprawdę o pewnych rzeczach nie słyszałeś?

    1) Przyczyną głodu na świecie nie jest brak żywności, tylko jej niesprawiedliwy podział. Nie ryzykowne manipulacje genetyczne są więc potrzebne, tylko zmiana sposobu gospodarowania żywnością – w skali globu. Na ten temat np.: http://bendyk.blog.polityka.pl/2011/08/24/spor-o-gmo-nie-straszmy-glodem/

    2) Technologia GMO może być dobra w laboratorium, gdzie wykorzystuje się ją do celów przemysłu i farmacji, ale nie na polu, gdzie organizmy modyfikowane replikują się w sposób niekontrolowany, zarażając tradycyjne uprawy i niszcząc bioróżnorodność. Oznaczałoby to zagładę rolnictwa tradycyjnego i ekologicznego.

    3) Firmy biotechnologiczne – np. Monsanto – patentują swoje ziarno i traktują je jako własność intelektualną. Oznacza to konieczność każdorazowego corocznego zakupu ziarna do wysiewu, czyli trwałe uzależnienie finansowe rolników od wielkich światowych koncernów. Taka sytuacja zawsze prowadzi do bogacenia się rekina, a biednienia płotki, a nierzadko do bankructwa tego ostatniego.

    4) Pomimo tak usilnie lansowanych (również przez ciebie) „dobrodziejstw” i „postępowości” GMO – 9 krajów europejskich zakazało u siebie tych upraw.

    To były fakty, a teraz opinia: Ten rzekomy „postęp” jest postępem wyłącznie w zakresie grubości portfeli właścicieli koncernów (Monsanto itp.). W każdym innym sensie oznacza cofnięcie się w rozwoju i zagładę. Niezły pomysł – opatentować produkcję żywności i wyrugować wszelkie inne uprawy! Nie ma chyba lepszego sposobu, aby zagwarantować sobie panowanie nad światem.

    Reply
  • 10 września 2011 at 15:33
    Permalink

    Nie zgadzam się z szanownymi przedmówcami ze problem głodu nie jest istotnym zagrożeniem. Problem jest i to dla wszystkich  krajów. Po prostu liczba ludności się zwiększa a z kolei ilość ziem uprawnych zmniejsza się . Na to wpływa dużo czynników. Ale to jest osobny temat.
     Coraz trudniej jest zebrać plony. Po prostu oprócz pogody która nie jest łaskawa dla  zbiorów to jeszcze rożnego rodzaju grzyby, bakterie czy robactwo nie mają litości. Na roślinki leje się coraz więcej chemii. Na plantacjach jabłek drzewa pryska się średnio siedem razy. No i jemy czystą chemia
    Pisałem o afrykańskich plantacjach ,które zostały zaatakowane przez choroby z którymi nie można sobie dać rade. Jeśli genetycy nie wyhodują odporne drzewka to pożegnamy się z bananami.
     A wracając do bananów. Proszę porównać drzewo bananowca dziko rosnącego a te miniaturki drzew wydające kiść o wadze 60 kg. Kolosalna różnica. Czy u mamy do czynienia z genetyka?A orzechy kokosowe na dwu metrowych drzewkach. Ale nie tylko banany bo można kupić winogrona wielkości śliwek, czy śliwki wielkości jabłek Itd. Każdy z tych produktów nasączony jest chemia , która niszczy zarazki a tez hamuje okres dojrzewania. Pozwala to statkiem dotrzeć do Europy np.. z dalekiego Chile Osobnym tematem jest mięso.
    Uważam ze walka z GMO nie ma sensu. Po prostu jest już za późno a każdy zakaz można obejść. Zdaje się ze w 10 krajach europy wprowadzono zakaz GMO ale to wcale nie zmniejszyło ilości produktów z żywnością modyfikowana która znajduje się na półkach sklepów. Myślę ze należało by oznakować tego typu produkty żeby kupujący wiedział co kupuje. Uważam GMO wymaga solidnych badan. Jest dużo za ale tez są obawy. Zakaz to dla mnie takie odfajkowanie tematu. ,który nic nie da.
    O firmie Monsanto nie wiele wiem. Jedynie słyszałem ze kilku rolników kupuje tam nasiona. Czy to jest jedyny który handluje nasionami GMO?
    Śmieszy mnie stwierdzenie ze jedzenie produktów modyfikowanych powoduje otyłość obywateli Stanów. Pierwszy raz byłem tam na początku 70 lat. Spotkałem bardzo dużo otyłych ludzi. Wtedy mówiło się ze to cola , chipsy i TV która Amerykanie ubóstwiają. No i mało ruchu. Do sklepu oddalonego o 100 metrów jeździ się samochodem. Od tego czasu nie wiele się zmieniło. Nie GMO robi z ludzi grubasów tylko tryb życia jaki pędzą. Tak jak mnie śmieszy ze jedzenie w Mac Donaldzie powoduje otyłość. Bzdury. Kiedyś byłem na wyspie położoną nie daleko Nowej Zelandii. Akurat odbywały się się wybory miss. Zwyciężyła pani która ważyła 150 kg. Wszystko to rzecz gustu.
    Podobno genetycznie zmodyfikowana roślinność może jakoś oddziaływać na inne rośliny. Tylko ze po kilku latach nikt tego nie stwierdził. Ekolodzy mówią ze to za mało czasu. Pytani ile potrzeba?

     

    Reply
  • 11 września 2011 at 05:25
    Permalink

    Nie bardzo rozumiem co to znaczy ekologiczna żywność. Uważam ze takiej nie ma. Od kilkunastu lat mieszkam na wsi. Uprawy ekologiczne mogą się odbywać jedynie w zamkniętej przestrzeni a to niestety jest bardzo drogie. Na otwartej przy naturalnym nawożeniu i ekologicznymi opryskami rośliny przegrywają z rożnego rodzaju chorobami. Jedynym ratunkiem jest chemia i to w podwójnych dawkach . Po prostu wszystko się zmienia, mutuje się. Ciągle są nowe choroby które atakują człowieka tak samo dzieje się z roślinami. Na wsiach ‚ /tam gdzie mieszkam/ ciężko spotkać jaskółki czy wróble. Naturalnych wrogów tego co się rusza.
    Jeden z rolników który zajmuje się uprawa ekologiczna . Zgłosił to, już nie pamiętam komu. W każdym razie dostał instrukcje co ma robić. No i ścisłe ja przestrzegał. Zebrał niewiele bo mu plony choroby zjadły. Teraz uprawia „ekologicznie” ale po swojemu.
    Mam tez wątpliwości co do nawozów naturalnych. Zwierzęta mają rożnego rodzaju bakterie ,wirusy itd., które wydzielane są z kałem a to jest używane do nawożenia. A tym karmią się rośliny /takim przykładem może być ekologiczna farma która wyhodowała śmiertelne kiełki/.
    Zdaje się. Raport ONZ na który Pan się powołuje jest tyle wart jak ten który sporządził „uczony” o topnieniu lodów w Himalajach nie wychodząc z domu.
    Myślę ze oglądał Pan zdjęcia , reportaże z z pól Afrykańskich które są niszczone przez rożnego rodzaju latających, pełzających stworów Żadna chemia nie jest w stanie je zniszczyć. Proszę tez przeczytać raport o stanie plantacji bananów afrykańskich. Przykro mi ale nie pamiętam gdzie można go znaleźć/ W TV można zobaczyć film na kanale BBC . Myślę ze będą go powtarzać.Zastanawia mnie tez skąd ekolodzy wezmą odporne na choroby rośliny i te które dadzą podwójne plony?
    Pozdrawiam

    Reply
    • 12 września 2011 at 18:43
      Permalink

      „Nie zgadzam się z szanownymi przedmówcami ze problem głodu nie jest istotnym zagrożeniem. Problem jest i to dla wszystkich krajów.”

      Czy ja powiedziałam, że nie ma problemu głodu? Nie. Powiedziałam, że lekarstwem na istniejący głód nie jest manipulacja genami, tylko sprawiedliwy podział żywności. Zawłaszczenie produkcji żywności przez biotechnologię może doprowadzić wyłącznie do jeszcze większych nierówności ekonomicznych na świecie.

      Jeśli naprawdę nie jesteś agentem Monsanto, to znaczy, że po prostu b. mało wiesz na temat GMO. Polecam jeszcze raz tekst specjalisty-przyrodnika:
      http://www.zieloni2004.pl/art-4012.htm

      Reply
      • 13 września 2011 at 08:50
        Permalink

        @Jacek: „Nie wiem co to znaczy sprawiedliwy podział żywności. Żywność jest towarem i podlega regułom rynkowym czyli rządził pieniądz.”

        I w tym cała rzecz, że nie wiesz, Jacku.
        Sprawiedliwy podział żywności polega na tym, żeby TAK USTALIĆ REGUŁY RYNKU I HANDLU MIĘDZYNARODOWEGO, aby bogata Północ nie umierała z przejedzenia, a biedne Południe – z głodu. Bo rynek nie jest bytem obiektywnym – stworzył go człowiek i człowiek może i powinien określać sposób jego funkcjonowania.

        Reply
  • 13 września 2011 at 06:03
    Permalink

    Zapewniam Pana ze nie jestem agentem Monasnto.
    Przeczytałem wskazany przez Pana artykuł. Naprawdę nic nowego nie wnosi. Wszystko się sprowadza się jedynie do gdybania. Autor artykułu to przyznaje ,cytuje „ uboczne skutki upraw GMO zapewne poznamy w pełni za 1-3 pokolenia.”
    Każdy medal ma dwie strony. Szkoda ze Pan i jego koledzy widzicie jedna stronę. Kilka razy powoływałem się na programy BBC o GMO, w które uważam za obiektywne. Polecam.
    Nie wiem co to znaczy sprawiedliwy podział żywności. Żywność jest towarem i podlega regułom rynkowym czyli rządził pieniądz.

    Reply
  • 13 września 2011 at 08:46
    Permalink

    Jestem panią Pandą, nie panem, Jacku:)

    Artykuł nie wnosi wiele w zakresie skutków samej technologii GMO, gdyż NIE TEMU JEST POŚWIĘCONY. Tylko TECHNIKOM LOBBINGU, jakie stosują koncerny biotechnologiczne, aby wymusić na rządach promowanie GMO. Na ten temat ukazały się też ostatnio przecieki z Wikileaks:
    http://www.naturalnegeny.pl/aktualnosci/wikileaks-ujawnia/
    Na temat samej technologii – raz jeszcze zachęcam do przeczytania artykułu prof. L. Tomiałojcia, do którego link podałam w poprzednim wpisie.

    A teraz… Załóżmy na chwilę, że masz rację, że GMO istotnie ratuje przed głodem, a żywności brak, bo kurczą się obszary rolne. W takim razie mam pytanie: po co GMO W POLSCE, gdzie – pomimo że wielu ludzi żyje b. skromnie – o głodzie nie ma mowy, a mnóstwo ziemi, niegdyś uprawianej, leży obecnie odłogiem? I bujnie pleni się na nich tylko żółto kwitnąca nawłoć?

    Reply
  • 14 września 2011 at 07:51
    Permalink

    Przepraszam Panią Pandę. Przeczytałem notatkę z Wikileaks. Nie jestem zaskoczony. Po prostu dużo firm stosuje rożnego rodzaje naciski na polityków. Po prostu koncerny płacą i wymagają. Tak się dzieje na całym świecie. U nasz tez przechodzą dziwne ustawy. Żyję dość długo na tym świecie i przestałem się dziwić. Rządzi pieniądz i kłamstwo. Niestety dotyczy to tez ekologów. Ale o tym później.
    Większość znajdujących na terenie Polskiej jest słabej klasy. Głównie są przeznaczane na łąki. To co Pani nazywa” żółto kwitnąca nawłoć?” To jest dobry interes dla rolnika. Za to są duże dotacje z UE.
    Wróćmy do pytania czy grozi nam głód. Mam inne zdanie. Niska kulturę rolna. Niewłaściwe uprawy, które powodują erozje ziemi. Male gospodarstwa 3-10 ha. których jest większość. Drogie uprawy. Każdy z rolników usiłuje mieć komplet maszyn lub wynajmuje. Te gospodarstwa pracują głownie na wyżywienie właścicieli. Zwiększająca się ilość ludności. Moda na domy na wsi czy domy letniskowe. Dopłaty UE. Tych czynników jest więcej
    Nie jestem pewien czy zacofane rolnictwo jest w stanie wyżywić zwiększająca się liczbę ludności? Szczególnie, że do dawna nie jesteśmy samowystarczalni. Zboża jak i inne produkty musimy sprowadzać.

    Reply
    • 21 września 2011 at 14:31
      Permalink

      Długo mnie tu nie było, Jacku – wyjeżdżałam. Teraz też nie mam czasu, więc tylko króciutka uwaga co do polskich nieużytków:
      Widzę, że nie masz pojęcia, co to jest nawłoć:) Zapewniam cię, że za to nikt żadnych dotacji od nikogo nie dostaje – TO CHWAST. Pospolite, łatwo pleniące się ziele, natychmiast zarastające nieuprawiany kawałek ziemi. Polecam sprawdzenie w Wikipedii:)
      Tak że ziemi leżącej odłogiem naprawdę w Polsce jest od groma – wystarczy ją obsiać i obsadzić. Sama pamiętam nie tak odległe czasy, kiedy szumiały tam łany zbóż. Jeśli coś importujemy, to na pewno nie z powodu niezdolności do wyhodowania żywności we własnym zakresie. Skąd taki pomysł????

      Reply
  • 30 września 2011 at 08:07
    Permalink

    Pando. Masz racje ze dużo ziemi leży odłogiem. Porośnięte rożnego rodzaju chwastami. Piszesz ze wystarczy obsiać i obsadzić. Czy nie zastanawia Ciebie dlaczego duże obszary są ugorami pomimo ze siano jest dobrym interesem. Cześć tych ziem jest nie do ruszenia a mianowicie:
    1. Stanowią własność ludzi którzy nie maja nic wspólnego z rolnictwem a ziemie traktują jako dobra lokatę.
    2. Płacąc KRUS płacimy znacznie mniej niż ZUS a wystarczy być właścicielem ziemi. Wykorzystują to ludzie prowadzący działalność nie związaną z rolnictwem.
    3. Sprawy spadkowe ciągnące się latami. Często, później ziemia trafia do nie rolników.
    4. Ziemia o nieuregulowanym prawie własności. Często po PGR.
    5. W gospodarstwach ludzi starszych gdzie brakuje już sil a młodzi uciekli do miasta.
    6. Ziemia przeznaczona na sprzedaż.
    Pozdrawiam Jacek

    Reply
  • 30 września 2011 at 17:24
    Permalink

    Atak na GMO przez ekologów jest tak samo dla mnie niezrozumiały jak przerwanie budowy obwodnicy wschodniej w Warszawie z powodu rybki znalezionej w bajorze.
    Wczoraj zrobiłem tygodniowe zakupy. Przyjrzałem się składowi poszczególnych produktów. Oprócz tego zasadniczego znalazłem pięć w innych więcej składników o nazwach nie znanych mi. Niektóre były oznaczone literka E i cyframi. To czysta chemia. Znajduje się to wszędzie nawet w pojemniku zawierające solone filety śledziowe. A tony chemii wylewanych w czasie oprysków które oprócz tego ze zjadamy, wnikają do gleby niszcząc wszystko co żyje. Czy to jest groźniejsze od GMO. Niestety nikt mi nie odpowie. Po prostu to jest czyste gdybanie. Nie ma żadnych dowodów na szkodliwość modyfikowanej żywności a może wprost przeciwnie. Pozwoli na wyeliminowanie chemii.

    Reply
  • 11 października 2011 at 01:32
    Permalink

    @panda
    „1) Przyczyną głodu na świecie nie jest brak żywności, tylko jej niesprawiedliwy podział” – z czego wynika ten niesprawiedliwy podział? Z tego że najbiedniejsi w Afryce nie są w stanie wyhodować wystarczająco dużo, by zaspokoić swoje potrzeby. Prędzej czy później sprowadza się to do praw rynku – jeśli biedak w Afryce nie ma wystarczającej siły nabywczej, to nie będzie miał co jeść. Pomoc humanitarna tylko maskuje poblem. Jak można być tak oderwanym od rzeczywistości by twierdzić że większa obfitość żywności nie pomoże w rozwiązaniu tego problemu?

    „Nie ryzykowne manipulacje genetyczne są więc potrzebne” – dlaczego twoim zdaniem te manipulacje są ryzykowne, skoro konsensus naukowy od lat mówi o tym, że żywność GMO nie jest szkodliwa dla zdrowia?

    „2) Technologia GMO może być dobra w laboratorium, gdzie wykorzystuje się ją do celów przemysłu i farmacji, ale nie na polu, gdzie organizmy modyfikowane replikują się w sposób niekontrolowany, zarażając tradycyjne uprawy i niszcząc bioróżnorodność” – co za bzdura! Jeśli do dzikich rośin wprowadzamy nowy gen, to z definicji różnorodność genetyczna się zwiększa.

    „3) Firmy biotechnologiczne – np. Monsanto – patentują swoje ziarno i traktują je jako własność intelektualną. Oznacza to konieczność każdorazowego corocznego zakupu ziarna do wysiewu” – mam dla ciebie ważny nius: prawie żaden rolnik z kraju rozwiniętego od połowy ubiegłego wieku nie odkłada zebranego ziarna na siew. Wynika to stąd że dominują odmiany hybrydowe, które nie zachowują swoich cech w następnym pokoleniu. Nawet dla roślin zachowujących cechy mało kto się w to bawi – ziarno zachowane przez rolnika prawie zawsze ma znacznie gorszą jakość od zakupionego od hodowcy.
    Swoją drogą, zmonopolizowanie rynku przez kilka firm jest konsekwencją koszmarnie drogich i zbędnych testów, które musi przejść każda odmiana GMO, a za których wprowadzenie odpowiadają Zieloni. Od wielu lat odmiany będące mutantami popromiennymi i chemicznymi, powstałe w sposób zupełnie przypadkowy, wprowadzano na rynek bez żadnych testów i nie spowodowało to żadnych negatywnych skutków. Dlaczego w przypadku GMO, których proces powstawania jest ściśle kontrolowany miałoby być inaczej?

    „4) Pomimo tak usilnie lansowanych (również przez ciebie) „dobrodziejstw” i „postępowości” GMO – 9 krajów europejskich zakazało u siebie tych upraw” – to jest jedynie dowód na skuteczność nienaukowej propagandy przeciwko GMO oraz istnienie pewnych głęboko zakorzenionych, irracjonalnych obawy Europejczyków, a nie jakiś zasadniczy problem z GMO. Równie dobrze można powiedzieć, że opozycja Zielonych wobec energii jądrowej jest dowodem na to, że tylko udają oni swoją wiarę w globalne ocieplenie, bo zapobiegnięcie minimalnemu ryzyku od EJ jest dla nich ważniejsze od absolutnie pewnego spustoszenia, jakie sprowadzi na cały świat globalne ocieplenie.

    „W każdym innym sensie oznacza cofnięcie się w rozwoju i zagładę” – jakoś w USA ludzie nie umierają ak muchy, mimo że większość zboża jest tam GMO. I nie wyjeżdzaj mi tu z ich otyłością, bo to był problem od bardzo dawna, zanim jeszcze wynaleziono GMO.

    „Niezły pomysł – opatentować produkcję żywności i wyrugować wszelkie inne uprawy!” – to sprzeciwiaj się systemowi patentowymi który pozwala na takie bzdury, a nie na technologii o olbrzymich możliwościach! To rozwiązałoby też inne problemy, takie jak patentowanie oprogramowania ograniczające rozwój technologii komputerowych. W walce z niespełniającym już swojej roli systemem patentowym w pełni poparłbym Zielonych. W nienaukowej propagandzie przeciw GMO – nigdy w życiu.

    Reply
  • Pingback: To będzie międzynarodowy skandal większy niż ACTA » GMO - Wiadomości

  • Pingback: Ten genetyczny plon możemy zbierać już zawsze » GMO - Wiadomości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *