GMO w Europie

Co trzeba wiedzieć o GMO

Katarzyna Lisowska
17 września 2012

GMO, czyli genetycznie modyfikowane organizmy (bakterie, rośliny, zwierzęta) tworzy się za pomocą technik laboratoryjnych, niewystępujących w naturze, przy pomocy inżynierii genetycznej. Do materiału genetycznego modyfikowanego organizmu wprowadza się obcy gen. Można np. wprowadzić do bakterii gen człowieka odpowiedzialny za syntezę insuliny, albo do rośliny przenieść gen z bakterii, który koduje toksynę zabójczą dla larw szkodników. W ten sposób można uzyskać zupełnie nowe cechy, których wyjściowy organizm nigdy nie posiadał.

Kontrowersje wokół GMO

Wytwarzanie genetycznie modyfikowanych mikroorganizmów do celów przemysłowych czy farmaceutycznych nie budzi większych kontrowersji. Takie GMO utrzymywane są w warunkach laboratoryjnych, pod ścisłą kontrolą, i nie wydostają się do środowiska.

Wątpliwości i obawy dotyczą genetycznie modyfikowanych roślin uprawnych i zwierząt hodowlanych. Po pierwsze dlatego, że w tym przypadku GMO wkracza do produkcji żywności, a po drugie – produkcja ta odbywa się w środowisku naturalnym. Obawy dotyczą więc bezpieczeństwa zdrowotnego i zagrożeń środowiskowych.

GMO w rolnictwie

Ponad 90% uprawianych obecnie na świecie odmian GMO zawiera jedynie dwa rodzaje modyfikacji. Jedna z nich powoduje oporność na środki chwastobójcze, a druga – zdolność syntezy bakteryjnej toksyny Bt, która niszczy szkodniki upraw. Najczęstszą marką handlową roślin odpornych na herbicyd są odmiany Roundup Ready (Monsanto). Są one odporne na herbicyd Roundup, produkt tej samej firmy. Modyfikacja pozwala stosować opryski herbicydowe w czasie sezonu wegetacyjnego. Chwasty giną, a uprawy GMO tolerują herbicyd.

Wbrew rozpowszechnionym opiniom, GM odmiany roślin odpornych na suszę i inne zmiany klimatyczne, mogące rosnąć na glebach zasolonych, jak również słynny „złoty ryż” wzbogacony w prowitaminę A, wciąż pozostają w sferze badań laboratoryjnych i nie są dopuszczone do uprawy ani do spożycia. Przemysł biotechnologiczny nie jest zainteresowany komercjalizacją roślin odpornych na suszę, zasolenie gleby, chłód itp. – ze względu na ich „niedostateczny potencjał marketingowy”.

GMO na świecie

Na podstawie raportów ISAAA można stwierdzić, że największymi producentami zbóż GMO są: USA (69 mln ha), Brazylia (30,3 mln ha), Argentyna (23,7 mln ha), Kanada (10,4 mln ha) oraz Indie (10,6 mln ha).

Producentami na średnią skalę są: Chiny (3,9 mln ha), Paragwaj (2,8 mln ha), Pakistan (2,8 mln ha), Republika Południowej Afryki (2,3 mln ha), Urugwaj (1,3 mln ha), Boliwia (0,9 mln ha), Australia (0,7 mln ha), Filipiny (0,6 mln ha), Burma i Burkina Faso (0,3 mln ha), Meksyk (0,2 mln ha) oraz Hiszpania (0,1 mln ha).

Pozostałe kraje, w których odnotowano uprawy GMO, mieszczą się w stawce „poniżej 0,05 mln ha”. Przy czym są wśród nich również kraje takie jak Niemcy, w których w 2011 r. uprawiano wyłącznie ziemniak Amflora i na powierzchni… zaledwie 2 hektarów. Inne kraje to: Honduras, Kostaryka, Kolumbia, Chile, Egipt, Niemcy, Czechy, Portugalia, Hiszpania, Szwecja, Rumunia, Słowacja i Polska.

Wbrew unijnym przepisom o koegzystencji upraw tradycyjnych i modyfikowanych polskie uprawy GMO nie są rejestrowane przez żadne instytucje państwowe i nikt w rzeczywistości nie wie, gdzie one są, ani jaką zajmują powierzchnię. Media mówią o 3 tys. ha, powtarzając te liczby za organizacjami związanymi z biotechnologią (np. Polska Federacja Biotechnologii czy ISAAA). Uprawy takie rzeczywiście istnieją, co udało się wykazać aktywistom Greenpeace w 2010 r., którzy wykonali odpowiednie testy biochemiczne na polu kukurydzy pod Raciborzem. Ich łączny obszar jest jednak jedynie tematem spekulacji, a nawet może celowo być zawyżany przez lobby GMO.

GMO w Europie

W UE wolno uprawiać dwie rośliny GMO: kukurydzę MON810 (odporną na szkodniki) i przemysłowego ziemniaka Amflora. Osiem krajów UE wprowadziło zakaz uprawy kukurydzy MON810 – Francja, Niemcy, Włochy, Austria, Grecja, Luksemburg, Bułgaria i Węgry. W Szwajcarii w wyniku ogólnonarodowego referendum obowiązuje moratorium na wszelkie uprawy GMO. Ziemniak Amflora praktycznie w ogóle nie został wprowadzony do produkcji. W 2011 r. uprawiano go łącznie na powierzchni 18 ha (16 ha w Szwecji i 2 ha w Niemczech). Firma BASF ogłosiła niedawno, że wycofuje się z komercjalizacji Amflory w Europie, a także przenosi poza Europę swoje laboratoria badawcze. Dane ISAAA (międzynarodowej organizacji promującej biotechnologię) za 2011 r. pokazują, że w Europie uprawiano GMO tylko w 8 krajach i na łącznym obszarze poniżej 0,1% całej ziemi uprawnej.

Unijny rejestr żywności i pasz GMO, które wolno importować do Europy, obejmuje 7 pozycji. Są to: soja, kukurydza, rzepak, bawełna, ziemniak Amflora, burak cukrowy oraz paszowa pulpa z GM bakterii i drożdży.

GMO w Europie
GMO w Europie

Wbrew zatem temu, co sugerują podprogowo ilustracje zamieszczane zazwyczaj w artykułach o GMO, nie ma na europejskim rynku żywności genetycznie modyfikowanych pomidorów, truskawek ani innych warzyw i owoców. Głównym GM produktem, z jakim możemy się zetknąć w żywności, jest soja i jej pochodne, jak białko sojowe czy lecytyna. O ile w Polsce, tak jak w całej Europie, jest obowiązek znakowania produktów zawierających powyżej 0,9% domieszki GMO, można mieć wątpliwości, czy jest on przestrzegany w odniesieniu do przetworzonej żywności zawierającej dodatek białka sojowego. Z kolei dodatek skrobi modyfikowanej (np. kukurydzianej) bywa często przez konsumentów mylony z GMO, chociaż w tym przypadku chodzi o chemiczną modyfikację skrobi, a nie genetyczną modyfikację rośliny.

W Europie nie ma więc zalewu żywności GMO i jej asortyment jest mocno ograniczony. Pozostają jednak wątpliwości, czy polski konsument ma zagwarantowane prawo wyboru, gdyż obowiązek znakowania żywności GMO może nie być przestrzegany. Wiadomo też, że w Polsce, tak jak i w USA, wywierane są naciski na producentów, aby nie stosowali oznakowań w rodzaju „nie zawiera GMO”, co jakoby godzi w wolny rynek i konkurencję (sic!). Nic z takich nacisków nie robi sobie Ukraina, gdzie panuje wyraźna moda na oznaczenia „bez GMO”. Można je spotkać na wielu produktach spożywczych, a nawet… na papierze toaletowym.

Czy żywność GMO jest bezpieczna dla zdrowia?

Decyzje polityczne w sprawie GMO podejmowane są na całym świecie w oparciu o przesłanki ekonomiczne, jednak opinia publiczna jest najbardziej zainteresowana zagadnieniami zdrowotnymi i te kwestie są przedmiotem gorącej debaty. W mediach dominuje dwojaki, sprzeczny przekaz: przeciwnicy GMO kładą duży nacisk na możliwe zagrożenia zdrowotne, zaś zwolennicy biotechnologii rolniczej twierdzą, że udowodniono brak zagrożeń ze strony genetycznie modyfikowanej żywności.

W niedawnym czasie wykonałam analizę kilkunastu polskich prac badawczych dotyczących GMO, zwracając w szczególności uwagę na ich założenia metodyczne. Przeanalizowałam też, w jaki sposób wyniki tych badań są omawiane i interpretowane w różnych sprawozdaniach i popularnych opracowaniach oraz w mediach. Okazuje się, że jako dowód bezpieczeństwa żywieniowego GMO powszechnie cytuje się badania z zupełnie innego zakresu. Np. badania dotyczące wydajności produkcyjnej pasz GMO, w których w ogóle nie oceniano wpływu GMO na zdrowie, tylko zużycie paszy w tuczu zwierząt (ile paszy musi zjeść brojler, aby osiągnąć wagę 2 kg). Część badań rodzi zastrzeżenia metodologiczne, np. ziarno roślin odpornych na herbicyd używane w badaniach pokarmowych pochodzi z roślin uprawianych bez stosowania oprysków herbicydowych. Taki eksperyment nie ocenia rzeczywistego narażenia zwierząt i konsumentów.

W sprawozdaniach i opracowaniach popularyzatorskich częstą praktyką jest powoływanie się na dane niepublikowane, które nie przeszły procesu recenzji naukowej. A zatem zwolennicy GMO stosują inną miarkę do siebie niż do przeciwników, którym takie postępowanie natychmiast wypominają i piętnują. Tak było w przypadku badań rosyjskiej badaczki Iriny Ermakovej, która obserwowała negatywny wpływ soi GMO na zdrowie szczurów, ale swoich wyników nigdy nie opublikowała w recenzowanym czasopiśmie, tylko pokazywała na konferencjach naukowych. Te badania zostały zdyskredytowane jako niewiarygodne i nikt dziś się na nie nie powołuje. Jednak gdy chodzi o poparcie tezy, że „żywność GMO jest bezpieczna”, najwyraźniej obowiązują inne kryteria.

Przekaz o rzekomo udowodnionym braku zagrożeń zdrowotnych ze strony żywności/pasz GMO, jaki dociera do opinii publicznej i decydentów, nie jest obiektywny. Z kolei lektura światowej literatury naukowej dotyczącej bezpieczeństwa GMO dostarcza mieszanych wniosków. Są zarówno publikacje, w których udowadnia się, że karma GMO jest bezpieczna, jak i takie, w których obserwuje się odchylenia od normy fizjologicznej u zwierząt karmionych GMO. Na szczególną uwagę zasługuje metaanaliza wykonana przez zespół prof. Seraliniego z Uniwersytetu Caen we Francji, który przeanalizował ponownie wyniki 19 wcześniejszych prac innych zespołów badawczych i dopatrzył się statystycznie znamiennych odchyleń u zwierząt doświadczalnych. Nieznaczne zaburzenia dotyczyły najczęściej parametrów pracy nerek i wątroby.

Należy zatem podsumować, że za wcześnie dziś na ocenę, czy żywność/pasza GMO jest całkiem bezpieczna. Na razie zbyt krótki jest okres obserwacji, a wyniki badań naukowych nie są zgodne. Mimo wszelkich starań, jakich dokładają koncerny biotechnologiczne i szeroko rozumiane lobby GMO, aby zdeprecjonować każdego naukowca, który podważa aksjomat o bezpieczeństwie GMO, zbyt wiele jest niepokojących sygnałów, aby można je było całkowicie zlekceważyć.

Pestycydy w żywności GMO

Coraz więcej danych naukowych wskazuje, że herbicydy takie jak Roundup mogą powodować wady rozwojowe i problemy z płodnością. Nie wiadomo dotąd, jakie działanie może mieć toksyna Bt w organizmie człowieka. Niepokojący jest z pewnością fakt, że zarówno Roundup, jak i toksyna Bt przenikają do krwi człowieka. Jeszcze niedawno sądzono, że toksyna Bt ulega degradacji w pH soku żołądkowego i że ssaki nie mają w jelitach receptorów pozwalających wchłaniać to białko. Dziś już wiadomo, że jest inaczej.

Kanadyjscy badacze przeanalizowali próbki krwi pobrane od 30 ciężarnych kobiet i ich nowo narodzonych dzieci oraz od 39 kobiet niebędących w ciąży. W próbkach poszukiwano herbicydów i produktów ich metabolizmu oraz białka Bt. Toksynę Bt wykryto u 93% przebadanych matek i u 80% noworodków, a także u 69% kobiet niebędących w ciąży. Metabolit jednego z herbicydów (kwas 3-MPPA) znaleziono we krwi u wszystkich ciężarnych i u wszystkich noworodków (100%). Te dane wskazują, że żywność wytworzoną w technologii GMO trudno uznać za zdrową.

Koegzystencja upraw tradycyjnych i GMO

Doświadczenia krajów, w które najdłużej obecne są uprawy GMO, pokazują, że skuteczna ochrona przed zanieczyszczeniem jest praktycznie niemożliwa. Światowy rejestr przypadków skażenia tradycyjnych upraw i żywności domieszką GMO notuje rocznie kilkadziesiąt takich przypadków (www.GMcontaminationregister.org). Skalę problemu pokazuje przykład Japonii, gdzie w ogóle nie uprawia się roślin GMO, a dziko rosnące rośliny GM rzepaku znaleziono w portach morskich i na poboczach dróg. Prawdopodobnie zanieczyszczenie pochodzi z importowanych nasion, zgubionych podczas transportu do zakładów olejarskich. Udokumentowano także zjawisko krzyżowania się transgenicznego rzepaku (Brassica napus) ze zdziczałymi populacjami blisko spokrewnionych gatunków, B. rapa i B. juncea.

Coraz częściej rolnicy tradycyjni dochodzą odszkodowań w sądach. 21 marca 2011 r. niemiecki oddział Bayer AG został obciążony odszkodowaniem 136,8 mln dol. dla rolniczej spółdzielni Riceland Foods z Arkansas za zanieczyszczenie przed 4 laty produkowanego przez nich ryżu. Zanieczyszczenie domieszką GMO spowodowało utratę rynków zbytu i możliwości eksportowych.

Na koszt upraw GMO coraz większy wpływ ma także nasilające się zjawisko powstawania odporności chwastów na herbicydy stosowane w uprawach GMO oraz uodparnianie się szkodników upraw na odmiany Bt.

Sytuacja prawna w Polsce

Ramowe stanowisko rządu z 2008 r. głosi, że Polska dąży do tego, aby być krajem wolnym od GMO w zakresie rolnictwa. W rzeczywistości to stanowisko pozostaje martwe, a przepisy prawne niespójne.

Kwestii GMO dotykają trzy akty prawne: ustawa o GMO, ustawa o nasiennictwie i ustawa o paszach. Każda z nich wymaga nowelizacji lub wprowadzenia nowych, skutecznych rozporządzeń wykonawczych. W ustawie nasiennej jest wpisany zakaz obrotu ziarnem GMO, ale nie ma zakazu uprawy takich roślin. Ustawa o GMO z 2001 r. nie odnosi się w ogóle do kwestii upraw, która pojawiła się dopiero po wejściu Polski do UE. W tej sytuacji niektórzy rolnicy przywożą ziarno GMO zza granicy i uprawiają je na swoich polach, a prokuratura nie widzi w tym znamion przestępstwa. Aby zatem wdrożyć ramowe stanowisko rządu, należałoby wprowadzić zakaz uprawy roślin GMO. Mimo wielu przedwyborczych obietnic ministerstwo rolnictwa do dziś takiego zakazu nie wydało.

Z kolei ustawa o paszach wprowadza zakaz importu pasz GMO do Polski, jednak wciąż nie stworzono skutecznych mechanizmów pozwalających uniezależnić się od importu i dlatego vacatio legis dla tego zapisu jest co jakiś czas przesuwane. Lobby GMO działa na tyle skutecznie, że polska produkcja zwierzęca jest niemal w całości uzależniona od importowanej z Argentyny i USA modyfikowanej śruty sojowej: import wynosi ok. 2 mln ton rocznie i wart jest ponad 3 mld zł. Walka toczy się zatem o to, czy ten niebagatelny strumień finansowy popłynie za ocean, czy do kieszeni polskich rolników, ewentualnie innych producentów białka nie-GMO. Również istniejący rządowy projekt wspierania rodzimej produkcji białka paszowego jest torpedowany przez to lobby, a paszarnie korzystające z licznych zachęt do zakupu soi GMO nie są zainteresowane produkcją pasz z rodzimych komponentów (rzepak, bobik itp.) lub z importowanej soi tradycyjnej (z Ukrainy czy Chin).

Czy Polska może wprowadzić zakaz upraw GMO?

Podczas Forum Debaty Publicznej zorganizowanego przez prezydenta Komorowskiego cała Polska mogła usłyszeć, że zakaz upraw GMO jest możliwy. Prawniczka z MSZ przedstawiała analizę, z której wynika, że unijne prawo pozwala na wprowadzenie zakazu bez narażania Polski na kary finansowe. Dziwnym trafem informacji tej nie podchwyciły media. Najwyraźniej nie mają też zamiaru skorzystać z niej politycy, dla których ta analiza została sporządzona.

Jedna możliwość wprowadzenia zakazu wynika z art. 23 dyrektywy 2001/18/WE, który zawiera tzw. klauzulę ochronną, umożliwiającą państwom członkowskim wprowadzenie tymczasowego ograniczenia lub zakazu stosowania i sprzedaży konkretnego GMO. Niektóre państwa UE skutecznie ograniczyły stosowanie GMO na swoim terytorium w oparciu o tę klauzulę.

Kolejna możliwość jest specyficzna dla Polski i wynika z korzystnego dla nas wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie T-69/08. Wyrok ten daje Polsce możliwość ustanowienia zakazu upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych na terytorium kraju, z zastrzeżeniem możliwości takich upraw w strefach wyznaczanych przez ministra rolnictwa.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

8 thoughts on “Co trzeba wiedzieć o GMO

  • 18 września 2012 at 08:19
    Permalink

    Pani Lilanno, a czy ma Pani jakieś merytoryczne argumenty? To proszę je przedstawić, chętnie posłuchamy i podyskutujemy. Ale jeśli jedynym Pani argumentem pozostaje inwektywa, to sama Pani wystawia sobie smutne świadectwo. Jeśli chce Pani kogoś przekonać, to proszę rozmawiać. A jeśli chce Pani tylko powymachiwać „bełkotem”, no cóż, mnie w moim wieku to już nie denerwuje, tylko się wydaje pocieszne :D

    Reply
  • 21 września 2012 at 10:25
    Permalink

    Nie bardzo rozumiem dlaczego Pani powołuje się na badania badaczki Iriny Ermakowaej. Dobrze Pani wie ze jej badania nigdzie nie znalazły potwierdzenia a ona wycofała się z prezentacji swoich odkryć w świecie naukowym. Kiedyś takim guru ekologów był tancerz Smith który napisał wiele bzdur.
    Szkoda ze nie napisała Pani o szkodliwości chemii która leje się na warzyw i owoce.
    Nie rozumiem Pani nienawiści do GMO. Ten Diabeł nie jest nie taki straszny. W niektórych krajach GMO rośnie od wielu lat i nic.
    Przed chwila zjadłem modyfikowana kukurydze (tak napisano na etykiecie przyklejonej na puszce) i nic się nie dzieje.
    Postępu nikt nie zatrzyma.
    Problem z przemieszczaniem się roślin nie tylko dotyczy GMO. Na statkach po rozładunku odbywa się mycie ładowni a resztki ładunku wyrzuca się za burtę. Pobiera się do zbiorników balastowych wodę z portu która wypompowuje się w porcie docelowym. Turyści którzy przywożą do swoich ogródków rożne dziwne rośliny. Itd. To ze znajdę w swoim ogródku jakąś nieznana mi roślinę nie powinno być zaskoczeniem. Dlatego dziwie się Pani.

    Reply
  • 2 października 2012 at 06:10
    Permalink

    Jacku jeszcze w XVIIIw trzy czwarte produkcji światowej oparte było o niewolnictwo, wiele osób było głęboko przekonanych ,że NIE DA się tego zmienić …a jednak. To że TOBIE coś wydaje się niemożliwe nie oznacza ,że jest niemożliwe a jedynie ze masz niewielkie poczucie sprawczości, małą wiedzę, słabą wiarę i ograniczoną wyobraźnie ;))

    Reply
  • 2 października 2012 at 06:29
    Permalink

    Jacku jak widzę nie udało ci się przeczytać artykułu ze zrozumieniem. Po pierwsze prof Lisowska nie powołuje się na badania Ermakowej ale podaje je jako przykład stosowania odmiennych kryteriów wobec badan pro i anty GMO. O szkodliwości chemikaliów np Roundupu była w tekście mowa. Od jednego papierosa też nikt nie dostaje raka (i to w trybie natychmiastowym) czy uważasz zatem ,że papierosy nie szkodzą? Twój przykład z kukurydzą jest naprawdę tak naiwny, że aż rozczulający. Postępu się nie zatrzyma? -Zwykły frazes ale ok żeby to zdanie miało sens jaki mu nadajesz w odniesieniu do GMO proszę udowodnij,że GMO to postęp. Mniejsze plony, większe koszty upraw, większe zużycie chemii, degradacja gleb i środowiska itd to nazywasz postępem???!!!A przepraszam na jakiej podstawie? No i argument o przemieszczaniu roślin…analogicznie skoro ludzie nagminnie wyrzucają śmieci do lasu powinniśmy w ogóle zrezygnować ze śmietników i wysypisk? ;-)))

    Reply
    • 21 września 2015 at 08:57
      Permalink

      Panie Jacku! Tylko te wszystkie „darwinowskie” modyfikacje odbywały się w sposób naturalny. Tam gdzie natura uważała, że modyfikacja jest zła,- nota bene wymuszona przez człowieka – potomstwo było niepłodne (np muły). W GMO człowiek posunął sie za daleko wymuszając na naturze zgodę.

      Reply
  • 10 października 2012 at 06:43
    Permalink

    „Tak było w przypadku badań rosyjskiej badaczki Iriny Ermakovej, która obserwowała negatywny wpływ soi GMO na zdrowie szczurów, ale swoich wyników nigdy nie opublikowała w recenzowanym czasopiśmie, tylko pokazywała na konferencjach naukowych. Te badania zostały zdyskredytowane jako niewiarygodne i nikt dziś się na nie nie powołuje. Jednak gdy chodzi o poparcie tezy, że „żywność GMO jest bezpieczna, najwyraźniej obowiązują inne kryteria.”Napisała Pani Dr. Ja to odbieram jako powołanie się przez Panią Doktór na badania Iriny Ermakovej tylko , że źli ludzie nie uznali jej badań. Po co by się powoływała na jej badania?
    Mam nadzieje ze Pani zna teorie Darwina? Uczeni potwierdzili ze życie na ziemi powstało z jednej komórki. To wszystko co żyje i porusza się jest dziełem ewolucji. To co rośnie i żyje ciągle się zmienia.. Możemy ten proces nazwać GMO. Człowiek cały czas świadomie lub nieświadomie coś zmienia. Badania nad GMO trwają już kilkadziesiąt lat. Obejmując właściwie wszystko co otacza człowieka. Nie ma jednoznacznych wyników świadczących o szkodliwości modyfikowanej żywności. Nawet Pani Dr. Użyła słowa „może”.
    GMO polega na manipulowaniu komórkami, czyli tworzeniem nowych roślin. Proces który odbywa się cały czas w przyrodzie. Nie mogę dopatrzeć się gdzie tu jest coś szkodliwego?
    Tak Pani Klaudio wprost przeciwnie niż Pani uważam ze GMO zmieni świat. W tym roku nagrodę Nobla dostało dwóch uczonych manipulujących komórkami.
    Myślę ze Pani wie ze roślinki oblewa się chemia żeby zniszczyć szkodniki i choroby. Ta chemia która zostaje w roślinkach nie jest obojętna dla naszego zdrowia. Właśnie jednym z celów uczonych jest stworzenie roślin odpornych na choroby i szkodniki i bardziej plennych. Roślin i zwierząt które pozwolą na wyżywienie 7 miliardów ludzi

    Reply
  • 8 listopada 2012 at 07:44
    Permalink

    Roundup (i inne środki zawierające glifosad)jest jednym z najczęściej stosowanych pestycydów w polskim tradycyjnym rolnictwie. Pryska się nim masowo w celu desykacji (i przy okazji zniszczenia chwastów) na kilka tygodni przed zbiorem np rzepak, zboża, rośliny strączkowe. Pryska się nim także czasami przed siewem lub po zbiorze roślin. Ma niższą klasę toksyczności od większości insektycydów. Całkowicie odpornym (od zawsze) chwastem na Roundup jest np. skrzyp polny. Napis modyfikowana nie oznacza zawsze modyfikowana genetycznie. Czy w takim razie żywność GMO jest bezpieczna? Odpowiedzi należy szukać w publikacjach z listy filadelfijskiej i należy cytować lub dokładnie tłumaczyć, a nie interpretować. Zwłaszcza jak się nie publikowało samemu badań naukowych na ten temat. Jeśli ktoś chce znać prawdę, to nie należy sugerować się ani publikacjami sponsorowanymi przez np. Monsanto, ani histerycznymi publikacjami pseudoekologów. Lepiej jest się nauczyć naukowego bełkotu, niż wypisywać denerwujące bzdury w każdym zdaniu. Moim zdaniem całkiem zdrowa jest tylko żywność z własnego ogródka (jeśli nie jest przy drodze). W żywności ekologicznej mogą zdarzyć się mykotoksyny, chorobotwórcze bakterie (jeśli niewłaściwie używa się jako nawozu odchodów zwierzęcych itd). w tradycyjnym rolnictwie niebezpieczne są niewłaściwie stosowane pestycydy. W GMO (na razie) niektóre białka roślin i pozostałości po glifosadzie. Średnia zdrowotność moim zdaniem kształtuje się tak jak cena, im droższy nieprzetworzony produkt żywnościowy tym zdrowszy. Trzymałbym się natomiast z daleka od przetworzonych produktów z wielu składników i zawierających wiele dodatków chemicznych. Jeśli ktoś chce jeść w miarę tanio i zdrowo to musi sam gotować i znać swój organizm.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *