Mierzenie pulsu postępu

Bartłomiej Kozek
20 października 2017

Dyskusja o alternatywnych wskaźnikach rozwoju powraca. Duński wkład w tę debatę to zastąpienie wzrostu PKB danymi lepiej mierzącymi kondycję planety, społeczeństwa i gospodarki.

Na początek – poznajcie Alternatywę. Duńską partię polityczną, która powstała w roku 2013, a już w dwa lata później zdobyła 9 mandatów w tamtejszym parlamencie – Folketingu.

Hygge w wersji eko

Jest ona ciekawa z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze – udało jej się wbić klinem między dotychczasowe ugrupowania, co przy dość wysokich wymogach dotyczących rejestracji partii nie było sprawą łatwą.

Po drugie – dała elektoratowi szansę na zagłosowanie na typową, zieloną agendę polityczną. Chociaż bowiem od lat działa tam formacja, należąca do Europejskiej Partii Zielonych – SF – to jednak ma ona dużo dłuższą historię, a sama jej nazwa – Socjalistyczna Partia Ludowa – wyraźnie wskazuje, że ekopolityka nie jest jej jedynym punktem odniesienia.

Po trzecie – zaproponowała dość twórcze połączenie znanych postulatów Zielonych z całego świata (w tym widoczny w codziennym jej działaniu demokratyczny charakter dyskusji i pracy) z odświeżonym językiem, w którym dużą rolę odgrywał technooptymizm, kreatywność czy przedsiębiorczość.

Podkreślanie tych wartości nie oznaczało odejścia od krytyki neoliberalizmu czy postulowania ambitnych zmian w rodzaju skracania czasu pracy czy wprowadzenia dochodu podstawowego – skłaniało raczej do podkreślania, że w obliczu wyzwania związanego ze zmianami klimatu potrzebujemy współpracy między sektorem publicznym, prywatnym oraz innymi instytucjami życia społecznego.

Po czwarte wreszcie Alternatywa ma międzynarodowe ambicje, czego przejawem chociażby siostrzane inicjatywy w tak różnych krajach jak Nepal czy Wielka Brytania. Stara się również udostępniać sporą część wytworzonej przez siebie wiedzy – od postulatów programowych po analizy tematyczne – na swej anglojęzycznej stronie internetowej.

(Nie tylko) Gospodarka – głupcze!

To tam właśnie znajdziemy ponad 70-stronicowe opracowanie „The Triple Bottom Line”, powracające do jednego z kluczowych tematów ekopolitycznych niemal od zarania powstania tego prądu ideowego – odejścia od mierzenia postępu za pomocą wzrostu gospodarczego.

Argumenty na rzecz tego zwrotu znane są od lat. W dużym skrócie – zawiera się w nim zarówno produkcja towarów, jak i chociażby aktywność gospodarcza wynikła z naprawą skutków klęsk żywiołowych czy wojen. Nie ma w nim również miejsca na tak istotne aspekty naszego życia, jak niepłatna praca opiekuńcza czy stan środowiska.

Jak przypominają zresztą twórcy duńskiego raportu nawet gdy w latach 30. XX wieku rodziła się idea mierzenia produktu krajowego brutto jej twórca – ekonomista Simon Kuznets – ostrzegać miał przed używaniem jej w charakterze miernika postępu społecznego.

Jak widzimy po serwisach ekonomicznych ostrzeżenie to nie znalazło posłuchu. Co więcej – PKB i jego wzrost stało się tak istotnym punktem odniesienia, że zamiast poszukiwać alternatywnych mierników jakości życia próbuje się wpisać do tej pory nieurynkowione fragmenty świata w jego logikę. Handel emisjami gazów cieplarnianych jest tego dobrym przykładem.

Alternatyw (nomen omen) w tym zakresie nie brakuje. Niektóre z nich – jak chociażby przygotowany przez brytyjski think-tank New Economics Foundation Wskaźnik Szczęśliwej Planety (Happy Planet Index) mieliśmy przyjemność opisywać na łamach Zielonych Wiadomości.

Mierzyć na nowo

Co proponują Dunki i Duńczycy? Przede wszystkim zamiast przykrawania dwóch istotnych aspektów naszego funkcjonowania na świecie – kwestii ekologicznych i społecznych – do języka ekonomii potrzebne jest nam ich docenienie i tym samym traktowanie wskaźników ze wspomnianych kategorii na równi z tymi gospodarczymi.

Nie wydają się oni również przekonani do tego, że zestawienie ze sobą obok PKB i jego wzrostu po jednym – nawet najbardziej szerokim – wskaźniku ekologicznym i socjalnym da nam pełen ogląd tego, czy poprawia się nam jakość życia. Co więcej – sam wzrost PKB nie powinien ich zdaniem być wskaźnikiem promowanych w „działce” gospodarczej.

Zamiast tego otrzymujemy propozycję dwóch głównych i kolejnych czterech dodatkowych mierników postępu w każdej ze wspomnianych trzech kategorii. W wypadku kwestii ekologicznych na pierwszy ogień poszłyby emisje gazów cieplarnianych oraz poziom bioróżnorodności, przy społecznych – stopień satysfakcji z życia oraz poziom żywotności społeczności lokalnych, zaś wskaźnikami ekonomicznymi byłby poziom dającego satysfakcję zatrudnienia oraz stopień nierówności społecznych.

Wspomniane statystyki uzupełnianie byłyby danymi dotyczącymi m.in. poziomów subsydiów dla paliw kopalnych, skali wykluczenia społecznego czy wysokości wydatków na badania i rozwój.

Już z tego, niekompletnego przecież, wyliczenia widać wyraźnie, że niejeden rząd powinien dokonać istotnych korekt w prowadzonej przez siebie polityce.

Nawet tam, gdzie z pozoru mogłyby one kontynuować trzymanie się kursu na uznawane ze neoliberalne działania – jak w wypadku długofalowego bilansowania się dochodów i wydatków publicznych – Alternatywa zauważa, że nie może to przyczyniać się do pogarszania tanu środowiska czy powiększania poziomów nierówności. Odpowiedzią nie jest zatem ich zdaniem np. ścinanie wydatków na edukację lecz wzmocnienie mechanizmów redystrybucji.

Nowa mapa, nowy kurs

Osoby odpowiedzialne za „The Triple Bottom Line” zauważają, że pełne wdrożenie proponowanych przez siebie zaleceń wymagać będzie zwiększonych wysiłków urzędów statystycznych dotyczących przygotowywania odpowiedniej jakości danych, umożliwiających wiarygodne porównywanie obecnej sytuacji z historycznymi wskaźnikami.

Wyzwanie to nie powinno jednak stanowić wymówki do trzymania się dotychczasowych, uważanych przez nie za anachroniczne sposobów sprawdzania jakości naszego życia. Słusznie zauważają, że wybór ważnych dla nas wskaźników jest wyborem politycznym, za pomocą którego deklarujemy, jakie wartości są dla danego społeczeństwa istotne.

Wiele (nie tylko o Danii) mówi chociażby przywołana w raporcie skromność danych na temat poziomów bioróżnorodności czy wycofanie się przez prawicowy rząd w Kopenhadze ze szczegółowego sprawdzania wskaźników społecznych za pomocą Europejskiego Sondażu Społecznego.

Pytanie o to, czy którykolwiek rząd zdecydowałby się na podobny krok, gdyby chodziło o szczegółową analizę wzrostu PKB wydaje się pytaniem retorycznym.

Duńska propozycja nie jest wyryta w kamieniu, nie aspiruje również do bycia chodzącym ideałem. Dużą rolę odgrywają w niej kryteria subiektywne, takie jak odczuwalny poziom zadowolenia z życia. Proponuje się je również w tych dziedzinach, w których można podyskutować o zastosowaniu bardziej „obiektywnych” wskaźników (np. lat przeżytych w zdrowiu zamiast własnej oceny w skali 1-10).

Nie jest to jednak w żadnym wypadku wotum nieufności co do propozycji Alternatywy – raczej punkt do dyskusji, umożliwiającej opracowanie możliwie jak najlepszego zestawu wskaźników, które kierować mogłyby polityką publiczną i społeczną wyobraźnią również nad Wisłą. Lektura kolejnej propozycji ich zestawu uzmysławia, jak bardzo taki zwrot w naszej wyobraźni by się nam przydał.

Zdj. Fragment okładki publikacji

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *