ISSN 2657-9596

Na przekór konserwatywnej fali

Ulrike Lunacek
22/05/2014

O „raporcie Lunacek”, wzmacniającym ochronę praw osób LGBT w Europie, a także o dalszym rozszerzaniu Unii Europejskiej na wschód opowiada austriacka europosłanka Ulrike Lunacek.

Zielony Magazyn Europejski (ZME): Byłaś sprawozdawczynią raportu, który stanowi „mapę drogową” działań przeciw homofobii. Został on przyjęty przez Parlament Europejski w lutym 2014 r. Dlaczego jest on taki ważny?

Ulrike Lunacek: W porównaniu z innymi kontynentami, w Europie mamy już dość dobre prawodawstwo w kwestii praw osób LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych). W 17 państwach członkowskich pary tej samej płci mogą zawierać związki partnerskie lub małżeństwa. Jest dyrektywa antydyskryminacyjna w dziedzinie zatrudnienia. Od czasu, gdy jakieś 30 lat temu wychodziłam z ukrycia jako lesbijka, widoczny jest wielki postęp.

Jednak z badania opublikowanego w 2013 r. przez Agencję Praw Podstawowych wynika, że niemal dwie trzecie osób LGBT w Unii Europejskiej obawia się spacerować po ulicy za rękę z ukochaną osobą. Mniej więcej co czwarta z nich doświadczyła przemocy fizycznej lub słownej, zaś pewna liczba osób została zaatakowana lub pobita z powody bycia lesbijką lub gejem.

ZME: Zatem to właśnie to badanie przekonało Parlament, że konieczna jest jakaś reakcja?

UL: Parlament Europejski wcześniej już kilkakrotnie zwracał się do Komisji o przedstawienie strategii walki z homofobią i dyskryminacją z powodu orientacji seksualnej i tożsamości płciowej. Ale Komisja zawsze odmawiała, tłumacząc, że w zupełności wystarcza pakiet legislacyjny zwiększający ochronę ofiar przestępstw (victim package), obejmujący również osoby LGBT. Dlatego właśnie Parlament, a dokładniej Komisja Wolności Obywatelskich postanowiła wystąpić z własnej inicjatywy z raportem wzywającym Komisję do przygotowania takiej „mapy drogowej”. Byłam sprawozdawczynią tego raportu, co oznacza, że to mnie przypadło zadanie naszkicowania propozycji tekstu i negocjowania jej finalnego kształtu. Miałam duże wsparcie ze strony kontrsprawozdawców z innych grup, w tym również Roberty Matsoli, która reprezentuje w Parlamencie maltańskich konserwatystów, ale sama jest bardzo postępową kobietą.

ZME: Możesz podać jakieś przykłady rekomendacji zawartych w twoim raporcie?

UL: Mapa drogowa jasno wskazuje obszary, gdzie potrzebne jest działanie, wskazuje też, jakiego rodzaju działania można podjąć. Odnosi się też jednak bardzo wyraźnie do zasady pomocniczości, każącej rozgraniczać kompetencje Komisji i państw członkowskich. W dziedzinie edukacji raport stwierdza, że Komisja powinna ułatwiać wymienianie się przez państwa członkowskie najlepszymi praktykami, dzięki którym wzmacnia się pozytywny obraz osób LGBT np. w podręcznikach szkolnych. Nacisk położony jest również na szkolenia dla policji w kwestiach związanych z homofobią.

ZME: Pewne kontrowersje wzbudziła kwestia praw tych par homoseksualnych, które zawarły małżeństwa…

UL: Istotnie, mapa drogowa odnosi się do kwestii praw małżeństw poruszających się w granicach Unii. Np. para lesbijek z dziećmi, która wzięła ślub w Hiszpanii lub małżeństwo gejów ze Szwecji czy Wielkiej Brytanii może przeprowadzić się do Austrii, Polski bądź na Słowację. Powinni oni mieć równe prawa zgodnie z tym, co małżeństwo lub partnerstwo oznacza w kraju, z którego pochodzą. Ta prosta rekomendacja była szeroko nadużywana przez przeciwników raportu, oskarżających nas, że chcemy narzucać państwom członkowskim wprowadzanie małżeństw jednopłciowych. To żałosne. Doskonale wiadomo, że taki pomysł nie przeszedłby w Parlamencie, mimo że oczywiście sama go osobiście popieram. Ale to nie leży w kompetencjach Unii Europejskiej.

ZME: Podobno spotkałaś się też z negatywnymi reakcjami.

UL: O tak, byłam naprawdę zdumiona liczbą mejli, jakie otrzymałam w ciągu jednego tygodnia. Było ich ponad 40 tysięcy, większość z tymi samymi zarzutami, prawdopodobnie wysyłano je automatycznie przez stronę internetową. Były to zarzuty wyssane z palca. Jeden z nich głosił, że wraz z przyjęciem przez Parlament mojego raportu osoby LGBT uzyskały na poziomie unijnym prawo weta! Niesłychane. Otrzymałam też trochę mejli z wyrazami nienawiści, a nawet groźby. Moja strona internetową została zhakowana cztery dni przed głosowaniem. To jest rosnąca grupa, zbieranina chrześcijańskich fundamentalistów i nacjonalistów, przeciwników Unii Europejskiej, prawicowców, którzy jednoczą się wokół kwestii praw LGBT i praw kobiet. Są dobrze zorganizowani i mają dużo pieniędzy na działalność.

ZME: Dostrzegasz to zjawisko w całej Europie, czy tylko w niektórych krajach?

UL: To się dzieje na całym kontynencie. Najwięcej mejli dostałam z Hiszpanii, ale ta kampania działa w wielu państwach członkowskich, poprzez różne strony internetowe. Pisali do mnie też Francji, gdzie przeciwnicy byli świeżo zmobilizowani po krajowej debacie o małżeństwach jednopłciowych. W przypadku jednej konserwatywnej europosłanki zadzwonili wręcz do domu, by ją przekonywać do głosowania przeciw mojemu raportowi. Mimo to poparcie dla mapy drogowej było w Parlamencie bardzo szerokie, głosowało za nią 398 europosłów, więcej, niż się spodziewałam. I to był naprawdę dobry znak, że europosłowie z bardziej konserwatywnych partii nie wszyscy ulegli naciskom przepełnionych nienawiścią ludzi, którzy w gruncie rzeczy nie rozumieją, na czym polega homofobia.

ZME: Ten punkt można więc już odhaczyć. Co jeszcze jest do zrobienia?

UL: Mój raport nie ustanawia nowego prawa, ale to wyraźna prośba do Komisji, by popchnęła sprawy do przodu. Przed wyborami ważne jest, by kandydaci i kandydatki do Parlamentu, a także do Komisji Europejskiej, podpisali zobowiązanie do obrony praw LGBT propagowane przez organizację ILGA Europe. Po wyborach ponownie utworzymy z podobnie myślącymi ludźmi z różnych frakcji intergrupę LGBT. Podczas przesłuchań kandydatów i kandydatek do nowej Komisji będziemy dopytywać, czy podpiszą się pod tym zobowiązaniem.

ZME: Jakimi innymi kwestiami dotyczącymi dyskryminacji, np. wobec kobiet, zajmowałaś się w tej kadencji?

UL: Wiosną 2010 r. Komisja Kobiet oraz większość w Parlamencie przegłosowały, że pracujące kobiety powinny mieć prawo do 20 tygodni płatnego urlopu macierzyńskiego po porodzie. Ojcom powinny natomiast przysługiwać dwa tygodnie płatnego urlopu tacierzyńskigo, tuż po porodzie, razem z matką (dyrektywa stosowałaby się też do rodziców w rodzinach jednopłciowych). Jednak Rada – czyli rządy państw członkowskich – blokuje wprowadzenie tego prawa w życie, tłumacząc, że byłoby to zbyt kosztowne. To moim zdaniem bardzo nieodpowiedzialne, jeśli weźmiemy po uwagę, jak ważne byłoby to z punktu widzenia równego udziału kobiet w zatrudnieniu oraz walki ze szklanym sufitem w miejscu pracy. Pracodawcy powinni przyzwyczaić się, że także mężczyźni zostają w domu, kiedy mają dzieci, zaś ojcowie muszą mieć szansę zacząć bardzo wcześnie się uczyć okazywać odpowiedzialność za nowo narodzone dziecko. W następnej kadencji na pewno wrócimy do tej sprawy.

ZME: Porozmawiajmy o rozszerzeniu. Gdy w październiku 2013 r. Komisja ogłosiła swoją strategię w kwestii rozszerzenia, byłaś bardzo krytyczna. Jaka jest twoja wizja dalszego rozszerzania Unii?

UL: Faktycznie daje się zauważyć coś w rodzaju znużenia rozszerzaniem Unii. Wydaje się, że po przystąpieniu Chorwacji państwa członkowskie nie palą się do przyjmowania dalszych kandydatów. Oczywiście w przypadku Czarnogóry, Serbii, Macedonii czy innych krajów proces akcesyjny tak czy inaczej potrwa lata. Jednak Parlament Europejski powtarza przy każdej okazji, że musimy popierać rozszerzenie, ponieważ daje to tym krajom – zwłaszcza na Bałkanach Zachodnich – perspektywę trwałego pokoju i stabilności. Nie możemy dopuścić do powtórzenia się wojennych okropieństw, do jakich doszło po rozpadzie Jugosławii. I musimy to powtarzać właśnie teraz, gdy stoimy w obliczu nowego zagrożenia dla pokoju na kontynencie, gdy Rosja anektuje Krym, a Ukrainie grozi destabilizacja. Perspektywa europejska jest dla krajów na Bałkanach Zachodnich siłą napędową reform demokratycznych, gospodarczych i socjalnych. Podstawowe znaczenie ma tu, jak się widzieliśmy w przypadku Chorwacji, przepracowanie przeszłości i postawienie zbrodniarzy wojennych przed sądem. Obserwujemy proces normalizacji między Kosowem a Serbią. To się jeszcze nie dokonało, to będzie piekielnie trudne, ale znam tak wielu młodych ludzi z krajów bałkańskim, którzy są zdeterminowani, by pracować na rzecz przystąpienia swoich krajów do Unii Europejskiej, walcząc przy tym przeciwko korupcji i zorganizowanej przestępczości. Chcą po prostu żyć w normalnych, nowoczesnych państwach, gdzie obowiązują rządy prawa. To jest wielka obietnica europejskiej akcesji.

ZME: Taka jest wizja. Ale może też dojść do głębokiego rozczarowania, jeśli ta wizja się nie spełni.

UL: Oczywiście, zawsze jest rozczarowanie, gdy obietnice nie spełniają się do końca. Taka jest polityka. Jednak w Chorwacji widzimy, ile zmienił proces akcesyjny. Ostatecznie także w samej Chorwacji system uległ poprawie. Wciąż nie jest doskonały, ale np. położenie mniejszości się poprawiło. Można mówić o swego rodzaju pojednaniu z Serbią. Wzrosła świadomość praw LGBT i poparcie dla marszów równości w opinii społecznej. Choć wiele pozostaje do zrobienia. Niektóre państwa blokują przyjmowanie innych, jak Grecja, która nie chce dopuścić do akcesji Macedonii. Wraz z moją zieloną koleżanką z Holandii Marije Cornelissen doprowadziłyśmy do przyjęcia przez Parlament w raporcie na temat Macedonii propozycji, by przyjąć dla tego kraju nazwę geograficzną, np. Macedonia Północna czy coś w tym rodzaju, tak aby móc otworzyć proces negocjacji akcesyjnych.

ZME: A jak wygląda obecnie dyskusja na temat Bośni?

UL: Najbardziej martwi mnie sytuacja w tym kraju. Jego konstytucja przywiązana jest do etniczno-religijnej definicji obywatelstwa. Ludzie, którzy nie mieszczą się w żadnej z przewidzianych kategorii, np. Żydzi, ateiści czy osoby o mieszanym etnicznie pochodzeniu, nie mają swojego miejsca w tym systemie. Dwadzieścia lat temu było to dobre, bo pozwoliło zakończyć wojnę, ale teraz powinno się zmienić. Mam nadzieję, że w przyszłości coś drgnie w tej sprawie, bo obecnie nie ma realnie woli do zmieniania konstytucji.

ZME: Z punktu widzenia Zielonych Bałkany to również region wielkich wyzwań ekologicznych.

UL: W Czarnogórze planowano budowę wielkiej elektrowni wodnej na rzece Morača. Działa nowa partia polityczna, Pozitivna Crna Gora, bardzo bliska Zielonym. Jej liderem jest Darko Pajović, który działał w ruchu ekologicznym, prowadziliśmy wspólną kampanię przeciw tej elektrowni. Ale planowane są następne… We wszystkich tych krajach konieczne byłoby zainwestowanie większych środków w ocieplanie budynków, aby obniżyć rachunki za ogrzewanie, a także w efektywność energetyczną i w odnawialne źródła energii. Będziemy jako Zieloni zajmować się tymi sprawami również w następnej kadencji Parlamentu.

ZME: Wracając do znużenia rozszerzaniem Unii, czy nie jest w jakimś sensie nieuchronne, gdy przypatrujemy się wszystkim tym coraz głośniejszym dyskusjom o „Europie dwóch prędkości”?

UL: Osobiście nie przepadam za tą ideą, ponieważ obawiam się, że uwolniłoby to siły odśrodkowe. Ci, którzy pozostaliby poza twardym jądrem Europy, po prostu mogliby odpłynąć. I w przyszłości naprawdę moglibyśmy mieć dwie Europy, które będą się od siebie coraz bardziej oddalać. Nie chciałabym tego, i nie uważam, żeby to było zgodne z zieloną wizją Europy. Musimy utrzymać kontynent w jedności. Oczywiście wiele rzeczy trzeba w Europie zmienić. Wciąż duże znaczenie mają neoliberalne koncepcje gospodarcze, a za mały nacisk kładzie się na wymiar społeczny. Ale wprowadzenie odrębnego budżetu dla strefy euro czy odrębnego parlamentu dla strefy euro to prosty sposób na rozbicie kontynentu.

ZME: Co mogą przynieść obecne wybory z zielonej perspektywy? Twój kolega Philippe Lamberts przestrzega, że w wielu krajach w Europie, a także w Parlamencie Europejskim istnieje ryzyko „wielkiej koalicji”.

UL: Doświadczyliśmy już tego w tej kadencji Parlamentu, z Martinem Schulzem. Schulz chce teraz zostać szefem Komisji Europejskiej z ramienia socjaldemokratów. Niektórzy sądzą, że byłby świetnym szefem Komisji, i że jest szansa na progresywną większość w Parlamencie. Trzeba jednak wiedzieć, że Schulz będzie musiał uzyskać poparcie Angeli Merkel, a więc znów możemy wylądować z „wielką koalicją”, w ramach której socjaldemokraci będą w kolejnych kwestiach coraz bardziej ustępować konserwatystom. Tak więc jedyną szansą na zmianę, jakiej pragniemy w Europie, jest głos na Zielonych.

Artykuł Improving LGBT rights in times of a conservative reaction ukazał się w Green European Journal (Zielonym Magazynie Europejskim). Rozmowę przeprowadzono 18 marca 2014 r.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Discover more from Zielone Wiadomości

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading