Żniwa zmian

Tomas Tomilinas
22 lutego 2017

Sporo uwagi wzbudziło zeszłoroczne zwycięstwo Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych.

Zielony Magazyn Europejski rozmawia z posłem tego ugrupowania, Tomasem Tomilinasem, na temat jego partii, jej spojrzenia na Europę oraz źródłach sukcesu w niełatwych warunkach konserwatywnego elektoratu, różnorodności etnicznej oraz pozycji geopolitycznej.

ZME: W ostatnich wyborach parlamentarnych Litewskiemu Związkowi Chłopów i Zielonych udało się osiągnąć wielki sukces – stać się największą partią oraz utworzyć rząd. Co odpowiada za ten skok poparcia?

TT: Przez długi czas uznawano nas za małą partię regionalną o zielonym i nakierowanym na rolnictwo spojrzeniu. Udawało się zdobyć reprezentację na szczeblu lokalnym – grupę burmistrzów oraz udział w budowie większości samorządowych.

Nie zdołaliśmy jednak wcześniej przekroczyć pięcioprocentowego progu wyborczego – na szczeblu krajowym reprezentował nas pojedynczy poseł oraz jeden eurodeputowany (od 2014). Polityczne sukcesy, takie jak udana kampania w referendum w sprawie budowy nowych elektrowni jądrowych (w roku 2012 62,6% osób głosujących opowiedziało się przeciwko) nie przekładały się na sukcesy wyborcze.

Uważam, że istnieje szereg powodów dla których tym razem się udało. Najważniejszym z nich było moim zdaniem określenie sytuacji na Litwie jako kryzysu społecznego.

Przypominaliśmy, że jesteśmy najubożsi w Unii Europejskiej, doświadczamy za to – wedle niektórych badań – najwyższych poziomów emigracji. Mamy do czynienia z katastrofą demograficzną. Chcemy to zmienić. Pozostałe partie głównego nurtu powtarzały, że wszystko jest dobrze i że kraj zmierza w dobrym kierunku, ciesząc się wzrostem PKB. Mamy też jednak, jak przypominaliśmy, wzrost poziomów biedy i nierówności. Dlaczego?

Innym źródłem sukcesu – powiązanym z bardziej ogólnym, populistycznym trendem europejskim – jest poszukiwanie przez ludzi nowych twarzy, które z pewnością posiadamy. Zaproponowaliśmy rząd technokratów – zamiast polityków znaleźli się w nim profesjonaliści oraz znane persony spoza kręgów władzy. Zadeklarowaliśmy, że w rządzie nie będzie partyjnych nominatów.

Dotrzymaliśmy słowa – mamy tylko jednego członka partii w rządzie (na 11 ministerstw) i premiera, który nie należy do ugrupowania. Podobnie jak część spośród ministrów znalazł się na listach wyborczych, większość z nich to jednak eksperci w swoich dziedzinach, dysponujący własnym, niezależnym autorytetem.

Obecny premier zasiadał w poprzednim socjaldemokratycznym rządzie, do którego trafił mając doświadczenie bycia szefem policji w okresie walki ze skandalami korupcyjnymi. Jego dołączenie do naszej drużyny wyborczej było kolejnym z czynników naszego sukcesu.

ZME: Gdzie pozycjonujecie się na litewskiej scenie politycznej?

TT: Za naszą partią stoi długa tradycja. Nie jesteśmy formacją nową, ugrupowaniem jednego tematu czy stronnictwem satyrycznym, jakie zdarzały się w naszym kraju w przeszłości.

Jeśli chodzi o opozycję, to składają się na nią dziś partie konserwatywne i liberalne. Jest również partia polskiej mniejszości, która zachowuje się wobec nas dość neutralnie, nie będąc przesadną opozycją wobec naszego rządu. Jest również małe populistyczne ugrupowanie – Porządek i Sprawiedliwość. Wszystkie partie są proeuropejskie, póki co nie mieliśmy w parlamencie formacji skrajnie prawicowych.

Udało nam się zdobyć 56 ze 141 mandatów w Sejmie, co daje nam bardzo dużą większość. Konserwatyści – druga siła – mają ich tylko 31. Żadnej partii nie udało się przeskoczyć pułapu 40 posłów od roku 1996. Rządzimy z socjaldemokratami, będącymi mniejszym, ale bardziej doświadczonym koalicjantem. Oznacza to, że musimy iść na różnego rodzaju kompromisy.

W kwestiach społeczno-ekonomicznych jesteśmy raczej na lewo od centrum. Wspieramy regulację w otoczeniu, które w regionie nadal przywiązane jest do deregulacji i prywatyzacji.

Na konkretnych przykładach pokazywaliśmy, że publiczna własność i zarządzanie np. usługami ciepłowniczymi oznacza niższe koszty, dobrą jakość i efektywność.

Inną ważną dla nas kwestią były propozycję liberalizacji kodeksu pracy (tzw. „Pakiet społeczny Kodeksu pracy”) które mocno nastawieni na inwestorów socjaldemokraci chcieli wdrożyć, by sprawić im radość. Obiecaliśmy zatrzymać tę reformę argumentując, że zależy nam przede wszystkim na szczęściu ludzi – na ich dobrostanie, a nie tylko na bezpośrednich inwestycjach zagranicznych. Tak też zrobiliśmy.

W miejsce tej reformy zaproponowaliśmy model trójstronny, opierający się na nowej równowadze, regulacjach oraz realnym dialogu społecznym (i kompromisach) ze związkami zawodowymi, mającymi dziś na Litwie niewielką siłę przetargową oraz zdolność do samoorganizacji.

Wielką obietnicą naszej kampanii była reforma struktury sektora publicznego, na którą istniało zapotrzebowanie społeczne. Chodzi o cięcia administracji rządowej – ale, co należy podkreślić, nie wydatków publicznych. Wydajemy więcej niż europejska średnia na biurokrację i ministerstwa, ale bardzo niewiele na emerytury czy opiekę społeczną, czego dowodem najniższy przeciętny wskaźnik redystrybucji w Europie (27%).

Wolimy, by pieniądze przeznaczano na ludzi zamiast na biurokrację. Postanowiliśmy na przykład zlikwidować Departament do spraw Młodzieży, ale nie wydatki na młodych – zintegrowaliśmy go po prostu z innym. Korupcja i klientelizm w używaniu sektora publicznego jako źródła zatrudnienia dla partyjniaków był istotnym tematem kampanii. Zadeklarowaliśmy, że będziemy walczyć z tymi zjawiskami.

Litwa ma bardzo małą, otwartą gospodarkę. Rządowe interwencje nie będą zbyt wielkie – nadal musimy mierzyć się z oczekiwaniami inwestorów, jako że musimy mając taką strukturę być konkurencyjni.

ZME: W porównaniu do innych europejskich partii ekopolitycznych tworzycie wyjątkowy związek. Opowiedz coś więcej o sojuszu między Zielonymi a „chłopami”. Jak działa w praktyce?

TT: Po pierwsze nie jest to sojusz. Nie jest tak, że do partii weszli jacyś Zieloni z miast. Nie było też fuzji dwóch ugrupowań. Nadal istnieje mała, miejska partia Zielonych z jednym posłem, która krytykuje nas za bycie niedostatecznie zielonymi.

Historia naszego ugrupowania jest nieco inna. Powstaliśmy w roku 1991 kiedy wiejska rzeczywistość była bardzo odmienna od dzisiejszej. Było dużo więcej małych gospodarstw rodzinnych. Zawsze walczyliśmy o ich interesy, ale nie byliśmy w stanie dostatecznie mocno zmienić się w momencie wejścia do Unii Europejskiej, które poskutkowało większymi gospodarstwami oraz subsydiami. Zachowaliśmy naszą tożsamość, mimo iż nasz wpływ na rzeczywistość był niewielki.

Uprzemysłowienie oraz członkostwo w UE zmniejszyło wysoki odsetek Litwinek i Litwinów żyjących na obszarach wiejskich, nadal jednak mieszka tam 1/3 populacji. Wiele z nich pracuje na roli, ale większość już nie. Właśnie dlatego nazywamy się chłopami, a nie rolnikami. Pod tym określeniem mieścimy również wiejskich nauczycieli czy lekarzy.

Chłopstwo to coś więcej niż uprawa ziemi – to podejście do życia, przyrody i środowiska.

To ruch wiejskiej Litwy, stawiający na obronę stylu życia wsi. Oczywiście są wśród nas również znani rolnicy przemysłowi, ale też nominowaliśmy dość radykalnego ekologa – jednego z liderów protestów z lat 1989-1991 – na ministra środowiska. W naszej partii widać sprzeczności i konflikty, ale radzimy sobie z nimi.

ZME: Niektórzy krytykują waszą partię za postawę wobec kwestii takie jak prawa osób LGBTIQ, prawa człowieka czy prawa kobiet, uważając ją za nazbyt konserwatywną. Jak wyglądają wasze poglądy w tych sprawach?

TT: Większość naszych członków i reprezentantów ma chrześcijańsko-demokratyczne podejście do rodziny i praw mniejszości. Brakuje wiedzy na temat kwestii związanych z prawami człowieka. Wydają się zarazem oczywiste i nazbyt abstrakcyjne. Z pewnością nie zamierzamy prezentować pomysłów antyaborcyjnych podobnych do tych z Polski – dużo bardziej te związane z dialogiem, planowaniem rodziny oraz wspieraniem kobiet. Jako partia jesteśmy dość konserwatywni, choć w rządzie, w którym zasiadają młodzi specjaliści po trzydziestce, tendencja ta jest znacznie słabsza.

Naszą strategią od początku było unikanie skupiania się na kwestiach LGBTQI w trakcie kampanii, jako że temat ten jest dość kontrowersyjny wśród partii głównego nurtu oraz w społeczeństwie. Szanujemy bardzo konserwatywny elektorat, opierający się na wartościach chrześcijańskich i rodzinnych. Unikaliśmy tematu wiedząc, że wewnątrz partii są na jego temat bardzo zróżnicowane opinie.

Nasz premier jasno stwierdził publicznie, że jest za związkami partnerskimi. Sam jestem działaczem na rzecz praw człowieka, mamy jednak również aktywistów pro-life, dla których ważne są wartości rodzinne. Naszym celem jest informowanie społeczeństwa i równoważenie interesów, nie zaś stawanie się platformą dla radykalnych postulatów.

ZME: Jakie jest stanowisko partii wobec mniejszości polskiej i rosyjskiej?

TT: Również i ta kwestia jest na Litwie drażliwa. Mniejszościom tym w roku 1991 wraz z powstaniem kraju automatycznie przyznano obywatelstwo, co nie zdarzyło się w Estonii czy na Łotwie. Obie te mniejszości niedawno połączyły swe reprezentacje polityczne, zdobywając od 4 do 8% głosów. Mamy wobec nich liberalne podejście, utrzymujemy normalne relacje.

Chcemy wpuścić do związanych z nimi kwestiami nieco świeżego powietrza by przestać się kłócić o drobne detale, powodujące trudności w relacjach z Polską.

Jest ona dla nas najważniejszym sojusznikiem jako największy regionalny gracz – wszelkie nieporozumienia powinny być rozwiązywane najszybciej jak to tylko możliwe.

Wsparcie dla polskiej i rosyjskiej mniejszości bywa uważane za wspieranie Rosji, mającej nad nimi niemały wpływ. Mniejszość polska zamieszkuje wschód kraju i ogląda rosyjską telewizję, stając się bardziej podatną na tamtejszą propagandę. Są tu jednak pewne obostrzenia, w tym blokowanie rosyjskich stacji telewizyjnych na naszym terenie. Wpływ Moskwy na Wilno związany jest również z relacjami biznesowymi oraz dostawami energii.

ZME: Jak opisałbyś dzisiejsze wpływy Rosji na Litwie? Jakie przybierają formy?

TT: To bardzo kontrowersyjna kwestia, w sercu której tkwi problem bezpieczeństwa narodowego. Kiedy mówisz o elektryczności czy elektrowniach jądrowych mówisz tu o Rosji. Litwa jest aktualnie uzależniona od importu energii elektrycznej z Rosji.

Budujemy most energetyczny z Europą, harmonizujemy systemy. To projekt techniczny i kompleksowy, który wciąż trwa. Wspieramy oderwanie się od rynku elektryczności z Rosją. Mieliśmy również sporo problemów z handlem płodami rolnymi, teraz jednak z powodu przeorientowania eksportu na zachód Europy ma on mniej uciążliwy charakter.

Jesteśmy z Rosją powiązani ekonomicznie, ale nie politycznie. Nie mamy ciepłych stosunków z tamtejszymi władzami. Często je krytykujemy. Nasze priorytety dotyczące polityki zagranicznej – tak w czasie kampanii jak i teraz – są jasne. To jedyna dziedzina, w której nie domagamy się zmian polityki.

Współpracując z Rosją pośrednio akceptujesz jej postawę wobec praw człowieka.

Nie chcemy tego robić, jako że podmywa to nasze możliwości, dotyczące upowszechniania szacunku dla praw człowieka w naszym kraju. Chcemy jak najszybszego stworzenia niezbędnych połączeń energetycznych.

ZME: Litwa zdecydowała się niedawno na przeszkolenie swych obywatelek i obywateli w taktyce partyzanckiej na wypadek rosyjskiej inwazji…

TT: Graniczymy z Rosją. Widzieliśmy, co się działo w Ukrainie. Wizja ta stanowi realne zagrożenie, na które musimy się przygotować. Nie chodzi o militaryzację społeczeństwa – powinno ono po prostu wiedzieć, jak się bronić i znać potencjalne ryzyka.

Podjęte zostały kroki w celu realizacji NATO-wskiego zobowiązania dotyczącego przekazywania 2% narodowego budżetu na obronę. Nasza partia wspiera również decyzję ze szczytu NATO w Warszawie o rozlokowaniu żołnierzy w państwach bałtyckich, mogących stawić czoło rosyjskiemu zagrożeniu. Nie robiliśmy z tego jednak tematu kampanii wyborczej.

ZME: Jak Twoja partia widzi przyszłość Europy i projektu europejskiego?

TT: Kiedy dwa lata temu wstąpiliśmy do Grupy Zielonych w Parlamencie Europejskim w dużej mierze zgodziliśmy się z ekopolityczną postawą – pozytywną oraz proeuropejską – nie jesteśmy jednak europejskimi federalistami.

W wielu wypadkach nadal uważamy, że szczebel narodowy pozostaje kluczowy, a naprzód można iść w ramach konfederacji z silnym Europarlamentem.

Toczymy na te tematy istotne debaty – jesteśmy w trakcie budowania naszej tożsamości. Jako że proces budowy wspólnego stanowiska nadal trwa niektórzy ministrowie nie odpowiedzieliby na pytanie o ich osobisty stosunek do projektu europejskiego.

ZME: Jak wyobrażacie sobie przyszłość Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych w europejskiej zielonej rodzinie?

TT: Mocno pracujemy nad wzmacnianiem wzajemnych kontaktów. Niewielka część naszych reprezentantów zajmuje obecnie europejskie pozycje przywódcze – chcemy to zmienić. Póki co jesteśmy tylko częścią Grupy Zielonych w PE, jest to jednak dla nas ważna sprawa. Nowy rok poświęcimy na nawiązywanie więzi. Chciałbym sprowadzić do Europarlamentu szefów komisji parlamentarnych – większość z nich to nasi liderzy.

Myślimy o bliższych relacjach z Zielonymi z Brukseli. Rozważamy formalne wstąpienie do Europejskiej Partii Zielonych. Najpierw jednak musimy uporządkować nasz własny dom. Wciąż nie brak odmiennych stanowisk między ważnymi elementami naszego ugrupowania. Rozmawiamy o integracji z europejską rodziną – najpierw jednak musimy zintegrować się sami!

Artykuł „Harvesting Change: A New Green Political Force in Lithuania” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłum. Bartłomiej Kozek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *