Zmiana reguł w globalnym handlu

Bartłomiej Kozek
25 maja 2018

Czy potrafimy sobie jeszcze wyobrazić międzynarodową wymianę handlową opartą na trosce o ludzi i przyrodę?

Unijni decydenci nie zasypują gruszek w popiele. Korzystając z ograniczonego zainteresowania Stanów Zjednoczonych nowymi porozumieniami handlowymi (czego dowodem rezygnacja z udziału w transpacyficznym bloku TPP czy walka o renegocjację północnoamerykańskiego układu NAFTA) rozważają porozumienia z innymi graczami na globalnym rynku.

Podczas gdy administracja Donalda Trumpa usiłuje doprowadzić Pekin do ustępstw, które zapobiegną globalnej wojnie handlowej, coraz głośniej mówi się o porozumieniach UE z Japonią, Australią czy Nową Zelandią. Mają one doprowadzić m.in. do liberalizacji wzajemnego dostępu do rynków zamówień publicznych oraz zacieśnić więzi w sektorze rolnictwa oraz usług.

W tył zwrot?

Jeszcze niedawno wydawało się, że trend ten może ulec zahamowaniu. Waszyngton – realizując wyborcze hasła Trumpa – porzucił dyskusje nad porozumieniem TTIP. Kontrowersyjna umowa z Kanadą – CETA – blokowana była przez parlament Walonii. Przez Europę przetaczały się protesty obywateli, zaniepokojonych potencjalnymi negatywnymi skutkami ekologicznymi i społecznymi.

Wydaje się jednak, że odpowiedzią aktualnie stojących za sterem w Brukseli na nawrót protekcjonizmu jest postawienie na wolny handel. W równaniach zysków i strat przeważają zapewnienia o wzroście gospodarczym. Dużo rzadziej pojawiają się za to wątki, związane chociażby z wynikłym ze wzrostu wymiany handlowej wzrostem emisji gazów cieplarnianych.

Jeśli jednak założyć, że międzynarodowa wymiana handlowa będzie nam potrzebna nawet w wypadku, gdy postawimy na większą lokalizację naszych gospodarek, skracanie łańcuchów dostaw czy lokalną, realizowaną w modelu gospodarki o obiegu zamkniętym produkcję przemysłową wspomaganą drukarkami trójwymiarowymi to potrzeba alternatywnego modelu globalnej wymiany handlowej pozostanie niezmiernie istotna.

Próba znalezienia złotego środka między nieskrępowanym, nieliczącym się z lokalnymi uwarunkowaniami wolnym handlem a marzeniem o gospodarczej autarkii pozostaje trudnym zadaniem. Na poszukiwania zdecydował się ruszyć europejski oddział międzynarodowej organizacji Friends of the Earth – ich efekty zaprezentowała ona w raporcie „Setting Course for Sustainable Trade. A New Trade Agenda that Serves People and the Environment”.

Skutki uboczne

FoEE porusza w nim kwestie, z powodu których pozostaje krytyczna wobec wielu działających obecnie porozumień. Przypomina o rosnącym udziale transportu dóbr w emisjach gazów cieplarnianych. Zauważa też, że traktaty ustanawiają pozostający poza demokratyczną kontrolą arbitraż, wykorzystywany do podważania przyjmowanych na szczeblu krajowym regulacji, dotyczących środowiska czy zdrowia publicznego.

Jako alternatywę podaje siedem filarów, na bazie których powinny zostać oparte reguły globalnego handlu przyjaznego ludziom i środowisku. Aktywiści nie zadowalają się tym, by były one wpisane w nowe porozumienia – domagają się ich wpisania w już istniejące traktaty bądź ich rozwiązanie i ponowne wcielenie w życie już z ważnymi dla nich postulatami.

Filary te realizować mają w praktyce zasady trwałego, zrównoważonego rozwoju, gwarantując jednocześnie prawo do demokratycznego ustanawiania wysokich standardów socjalnych i ekologicznych oraz dając narzędzia do ich promowania na globalną skalę.

Nowy kierunek

Jak miałoby to wyglądać w praktyce? W publikacji znajdziemy szereg pomysłów, takich jak wyłączenie z liberalizacji rynku towarów o wysokim śladzie węglowym, wprowadzenie podatku węglowego na tego typu importowane towary (z którego dochody przeznaczane byłyby na pomoc w ekologicznej transformacji Globalnego Południa), wygaszenie dotacji i subwencji dla sektora paliw kopalnych czy efektywne opodatkowanie transportu morskiego i lotniczego, odzwierciedlające jego wpływ na zmiany klimatu.

Istotną rolę powinny – poza rozwiązaniami fiskalnymi – odgrywać również kwestie prawne. Prawo do skarżenia koncernów niszczących środowisko i łamiących prawa człowieka, wpisywanie w traktaty handlowe zasady przezorności czy klauzuli o wyższości praw człowieka i porozumień klimatycznych nad zapisami traktatów handlowych – to wszystko działania, mieszczące się w tej kategorii.

Inną kluczową kwestią jest zapewnienie, by porozumienia handlowe nie uniemożliwiały realizowania działań na rzecz rozwijania lokalnej gospodarki i upowszechniania się wysokich standardów. Punktem odniesienia powinny być zatem zrównoważone zamówienia publiczne, a nie jedynie najniższa, oferowana cena. Ochrona prawa do kupowania lokalnych produktów i wspierania procesu zazieleniania gospodarki i rozwoju przemysłowego (np. za pomocą korzystnych taryf dla energetyki odnawialnej), nie zaś zostawienia wszystkiego „niewidzialnej ręce rynku”.

Wszystko to wymaga zdaniem aktywistów zrealizowania jeszcze jednego celu – zwiększenia transparentności traktatów handlowych, i to już na poziomie ich negocjacji. Swoje własne uwagi i poprawki powinien mieć prawo zgłaszać również Parlament Europejski. Same porozumienia powinny być poddawane regularnej ewaluacji (mogącej stać się powodem renegocjacji danego traktatu), a także być podpisywane na określony okres zamiast bezterminowo.

Bitwa o handel

Brzmi dość protekcjonistycznie? Niewykluczone. Porównajmy jednak te postulaty z działaniami aktualnego rządu Stanów Zjednoczonych by zauważyć, że nie mamy tu do czynienia z próbą przeforsowania zasady „najpierw Europa”. Spora część zysków z podtrzymania taryf czy np. opodatkowania transakcji finansowych wspierałaby lokalne gospodarki również poza kontynentem. W raporcie znajdziemy zresztą również propozycję obniżenia stawek na tropikalne owoce i warzywa hodowane z poszanowaniem zasad zrównoważonego rozwoju i godnej płacy.

Osoby odpowiedzialne za raport zadają ważne pytania. Czy celem globalnego handlu ma być zwiększanie obrotów czy może poprawa dobrostanu ludzi i planety? Wspieranie działań na rzecz walki ze zmianami klimatu – czy może ich podminowywanie? Promowanie otwartej dyskusji na temat jego kształtu – czy może uznawanie, że są to eksperckie decyzje, którym obywatelska partycypacja jedynie szkodzi?

Do niedawna wydawało się, że o tego typu wątpliwościach nie było sensu dyskutować – wszak raz przyjęte porozumienie zdawało się być wyryte w kamieniu. Przykład Donalda Trumpa dowodzi, że tak być nie musi. Ryzyko, że bez publicznej debaty i zgody na taką, a nie inną politykę handlową zostanie ona zmieniona w kolejnym cyklu wyborczym przestało być jedynie hipotetycznym scenariuszem.

Nie da się zaprzeczyć, że prosta zmiana polityki handlowej, pozbawiona całościowych działań na rzecz transformacji ekologicznej (od wspierania lokalnych gospodarek aż po wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych) może skończyć się kłopotami gospodarczymi – z wojną handlową włącznie. Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy na ten temat dyskutować. Raport Friends of the Earth daje aktywistom argumenty w tej dyskusji.

Argumenty, które mogą się im przydać już wkrótce.

Zdj. Fragment okładki raportu „Setting Course for Sustainable Trade. A New Trade Agenda that Serves People and the Environment”

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.