Zagraniczni obserwatorzy nie mogą się nadziwić, że powszechnie krytykowany premier Węgier Viktor Orbán właśnie zapewnił swojemu rządowi drugą kadencję, na dodatek utrzymując większość dwóch trzecich miejsc w parlamencie. Tajemnicą sukcesu Orbána jest porażka węgierskiej lewicy. (więcej…)
System międzynarodowego handlu pełen jest nierówności. Ruth Bergan z Trade Justice Movement o problemach światowego handlu i możliwych alternatywach. (więcej…)
Jesienią 2013 r. Partia Zielonych Anglii i Walii zagłosowała za poparciem inicjatywy, która odebrałaby bankom możliwość tworzenia pieniędzy i zwróciła ją podlegającym demokratycznej kontroli instytucjom państwowym. Czym jednak są pieniądze? Czy rzeczywiście banki tworzą je z niczego? Dlaczego reformowanie pieniędzy i regulowanie finansów jest tak ważne dla kwestii społecznych i środowiskowych, z którymi się dziś mierzymy?
Dysfunkcyjny system
Pod koniec 2010 r. ówczesny gubernator Banku Anglii, sir Mervyn King powiedział, że „ze wszystkich sposobów organizowania bankowości, najgorszy jest ten współczesny”. To stwierdzenie, z którym zgodziłoby się wielu ludzi spoza sektora bankowego (i równie wielu wewnątrz niego). Kryzys finansowy lat 2007/2008 spowodował ogromny wzrost bezrobocia i cięcia usług publicznych, ponieważ rządy wielu krajów były zmuszone ratować upadające banki. Wiele państw znajdujących się w centrum kryzysu nadal cierpi z powodu konsekwencji tych działań.
Wydaje się jasne, że nasz system bankowy jest u swych podstaw dysfunkcyjny, jednak pomimo niezliczonych analiz w gazetach i prasie ekonomicznej, niewiele napisano o rzeczywistych powodach takiego stanu. Choć w funkcjonowaniu sektora bankowego nie brak problemów, podstawowym z nich jest fakt, że kolejne rządy oddały odpowiedzialność za tworzenie nowych pieniędzy prywatnemu sektorowi bankowemu.
Większość pieniędzy używanych dziś przez ludzi i firmy na całym świecie nie jest tworzona przez banki centralne czy państwowe, takie jak Europejski Bank Centralny, Bank Anglii czy Rezerwa Federalna, ale przez sektor prywatny. Banki tworzą nowe pieniądze w postaci zapisów księgowych na kontach, gdy udzielają kredytów.
Według słów Kinga, gdy jeszcze zarządzał Bankiem Anglii, „gdy banki udzielają pożyczek swoim klientom, tworzą pieniądze poprzez kredytowanie ich kont”. Działa to też w drugą stronę. Gdy z kolei nowe pieniądze (lub depozyty) są wykorzystywane do spłaty, proces odwraca się i pieniądze „znikają” z gospodarki.
Gdy banki czują się pewnie i chętnie udzielają pożyczek, tworzone są nowe pieniądze. Zyski są czerpane z odsetek pobieranych przy kredytowaniu. Banki poprzez system premii, prowizji i innych sposobów motywowania skłaniają więc pracowników do zwiększania ilości pożyczek, co prowadzi do tworzenia pieniędzy. Pożyczki te zazwyczaj przekierowywane są do rynków finansowych i sektora nieruchomości.
W efekcie nasza gospodarka przesunęła się w stronę pompowania baniek finansowych i spekulacji, zostawiając społeczeństwo z górą długów. Dotyka to nas wszystkich. Obecny system monetarny jest powodem, dla którego istnieje destrukcyjny cykl ożywienia i recesji oraz dla którego poszczególne osoby, firmy i rządy mają problemy z zadłużeniem.
Kreacja pieniądza pod lupą
Banki centralne twierdzą, że kontrolują proces kreacji pieniądza, jednak rzut okiem na napędzany długiem kryzys ostatnich paru lat podaje tę tezę w wątpliwość. Oddając władzę tworzenia pieniędzy prywatnym bankom, państwa sprowadziły na gospodarkę niestabilność, ponieważ pobudki banków gwarantują nadmierne tworzenie pieniędzy (a tym samym również i długów) aż do momentu destabilizacji systemu finansowego.
Tej tezy bronił niedawno przewodniczący brytyjskiego Urzędu Nadzoru Finansowego, lord Adair Turner, który powiedział, że „kryzys finansowy lat 2007/2008 miał miejsce, ponieważ nie udało nam się ograniczyć tworzenia pieniędzy i kredytów przez prywatny system finansowy” (2012).
Nadzieja życia w stabilnej i dobrze prosperującej gospodarce może pozostać niezrealizowana w świecie, w którym podaż pieniędzy zależy w całości od aktywności pożyczkowej banków, goniących za krótkoterminowymi zyskami. Próby lepszej regulacji obecnego systemu monetarnego raczej nie zakończą się sukcesem: gdy tylko dana regulacja zapobiegająca określonemu rodzajowi problemów w funkcjonowaniu systemu finansowego okazuje się skuteczna, kwestią czasu jest to, kiedy lobbyści zaczną argumentować, że „nie jest ona już potrzebna”.
Zamiast próbować regulować obecny system bankowy, należy zmienić podstawową zasadę tworzenia pieniędzy i wpuszczania ich do gospodarki. Positive Money, organizacja którą założyłem w 2010 r., popiera reformę systemu monetarnego, która odebrałaby władzę tworzenia pieniędzy bankom i zwróciła ją demokratycznej, odpowiedzialnej i funkcjonującej w przejrzysty sposób organizacji. Chcemy kreacji pieniądza, służącej interesowi publicznemu, a nie takiej, która ma na celu krótkoterminowe interesy sektora bankowego.
Reformując sektor bankowy
Głównym elementem reform jest odebranie bankom zdolności tworzenia nowych pieniędzy (w formie depozytów bankowych), gdy udzielają one pożyczek. Najprostszą metodą jest wymaganie od nich, aby wyraźnie rozróżniały konta, w których obiecują dokonywać wypłat na żądanie/z szybkim dostępem oraz pozostałych, w których klient zgadza się, by jego fundusze były poddane ryzyku inwestycyjnemu.
Rachunki bieżące są wtedy przekształcane w walutę elektroniczną emitowaną przez państwo („suwerenne pieniądze”), zamiast obietnicy wypłaty środków przez bank. System płatności jest zaś funkcjonalnie oddzielony od części kredytowej interesów instytucji bankowej. Czynność pożyczania obejmowałaby wówczas transfer państwowej waluty elektronicznej od oszczędzających do pożyczających.
Banki – zamiast twórcami pieniędzy, stałyby się pośrednikami w ich przepływach. Podaż pieniędzy byłaby stabilna – niezależnie od tego, czy ilość pożyczek rosłaby czy malała. Banki, pozbawione możliwości kreacji pieniędzy poprzez udzielanie pożyczek, straciłyby sporą część władzy i wpływu na stan naszej gospodarki.
Zamiast w prywatnych bankach pieniądze powstawałyby w bankach centralnych (jak EBC czy Bank Anglii) i przekazane byłyby rządom (lub zostałyby podzielone pomiędzy rządami narodowymi w wypadku strefy euro), które mogłyby wówczas wydatkować je zgodnie z demokratycznie wyrażonym interesem publicznym.
Istnieją trzy sposoby, na które pieniądze docierałyby do gospodarki realnej: dodatkowe wydatki rządowe, ulgi podatkowe (np. obniżanie tych podatków, które mocniej obciążają mnie zamożnych) lub udzielanie dywidendy obywatelskiej każdemu obywatelowi danego kraju.
Podczas gdy pieniądze tworzone przez banki napędzają głównie bańki na rynku nieruchomości i rynkach finansowych, te tworzone przez rządy wprowadzane byłyby bezpośrednio do gospodarki realnej. Przyczyniłoby się to do zwiększenia zatrudnienia i przyniosłoby korzyści zwykłym ludziom, nie tylko tym najbogatszym. W 2012 r. ekonomiści MFW Michael Kumhof i Jaromir Benes opublikowali opracowanie, w którym modelowali skutki takich zmian – odkryli, że spowodowałoby to znaczny spadek poziomu zadłużenia prywatnego i wzrost zatrudnienia.
W stronę zmiany
Każda próba odebrania bankom zdolności tworzenia pieniędzy napotka gwałtowny opór z ich strony, co oznacza, że taka zmiana wymaga ruchu ją popierającego. Organizacja, którą stworzyłem w 2010 r., ma na celu zbudowanie właśnie takiego ruchu – wiemy jednak, że nie stanie się to w przeciągu jednej nocy.
Istnieje na szczęście coś, co rządy mogłyby zrobić, aby natychmiastowo odnieść się do tych problemów. Zamiast napędzać gospodarkę przez pozwolenie bankom na tworzenie pieniędzy i pogrążanie się gospodarstw domowych w długach lub przez napędzanie rynków finansowych luzowaniem polityki monetarnej, Europejski Bank Centralny mógłby po prostu wytworzyć nowe pieniądze i przekazać je rządom na wydatki publiczne.
Pieniądze te dotarłyby do gospodarki realnej znacznie bardziej efektywnie niż pieniądze tworzone przez luzowanie polityki monetarnej – a więc bez polegania na zwiększaniu zadłużenia przez gospodarstwa domowe. Uczyniłoby to gospodarkę bezpieczniejszą i pomogłoby zwykłym ludziom, a nie tylko rynkom finansowym.
Taka polityka, zaproponowana przez lorda Turnera, byłego przewodniczącego brytyjskiego Urzędu Nadzoru Finansowego, mogłaby zostać użyta w szeregu sytuacji. W Wielkiej Brytanii, gdzie ożywieniu gospodarki towarzyszy rosnące zadłużenie prywatne, takie dodatkowe wydatki skompensowałyby wzrost długu i zapobiegłoby zadłużeniu prywatnemu, które może doprowadzić do kolejnego kryzysu. W Europie, która jest zagrożona ześlizgnięciem się w deflację (potencjalną spiralę spadających cen i wydatków), dodatkowe wydatki mogłyby pomóc rozruszać gospodarkę.
Podczas gdy głównym skutkiem tworzenia pieniędzy przez banki jest wzrost cen nieruchomości i napędzanie spekulacji, pieniądze tworzone przez państwa mogą zostać wydane na cele o realnej wartości gospodarczej i społecznej. Niedawno opublikowana przez moich kolegów praca, „Suwerenne pieniądze: Torowanie drogi zrównoważonej gospodarce” nakreśliła dwa sposoby, na które kreacja jedynie10 mld funtów przyniosłaby ogromne korzyści społeczne i ekonomiczne.
Jeden z nich to wydawanie pieniędzy na przystępne cenowo domy, by poradzić sobie z ich niedoborem w Wielkiej Brytanii. Wydanie 10 mld funtów na ten cel prowadzi do wzrostu PKB o 25 mld funtów, jednocześnie obniżając koszty życia zwykłym ludziom.
Drugą możliwością jest zatrudnienie ludzi w celu termorenowacji domów i mieszkań. Budownictwo mieszkaniowe Wielkiej Brytanii jest jednym z najmniej efektywnych energetycznie w Europe – oznacza to, że mimo jednych z najniższych cen za kilowatogodzinę energii, ogromne jej ilości „przeciekają” przez ściany budynków. Inwestycje mające na celu poprawienie efektywności energetycznej mogłyby zmniejszyć zapotrzebowanie gospodarstw domowych na energię o 40%, jednocześnie zmniejszając emisję dwutlenku węgla.
Obecne próby uregulowania systemu finansowego to za mało – potrzebna jest fundamentalna reforma sposobu tworzenia pieniędzy. Istnieje ogromny potencjał w odzyskaniu władzy nad kreacją pieniądza na korzyść obywateli. Jesienią 2013 r. Partia Zielonych Anglii i Walii zagłosowała za poparciem rozwiązań, które to umożliwią.
Wyzwaniem jest teraz wywołanie szerszej debaty publicznej wokół fundamentalnych pytań: a) kto powinien być uprawniony do tworzenia pieniędzy i b) jak powinny one być spożytkowane?
Artykuł Positive Money: How to Fix the Creation of Money ukazał się w „Green European Journal”. Przeł. Tomasz Szustek.
Jeśli chcemy okiełznać sektor finansowy za pomocą racjonalnych regulacji, Zieloni muszą zbić argumenty przeciwników, proponując rozwiązania, które jednocześnie zapewnią kredytowanie realnej gospodarce i – przede wszystkim – finansowanie zielonej transformacji przemysłowej. (więcej…)
„Kiedy przychodzą rachunki, muszę usiąść i szperać po szafkach, żeby sprawdzić, co jeszcze mi zostanie na tydzień; żeby zobaczyć, co mi będzie musiało wystarczyć, zanim będę mieć pieniądze na zakupy spożywcze. Najgorzej, jak przychodzą rachunki za opał – po prostu mnie na to nie stać. Muszę wyłączyć ogrzewanie i wyjść z domu, bo jest za zimno” – mieszkaniec Tottenham, Haringey
Jak się żyje na minimum socjalnym w Wielkiej Brytanii, w czasie gdy przez kraj przetaczają się cięcia budżetowe, recesja i reformy państwa opiekuńczego?
Heat or eat
W ostatnich dwóch latach staraliśmy się zrozumieć, jak radzą sobie ludzie o najniższych dochodach, mieszkający w najuboższych okolicach. Przekonaliśmy się, w jaki sposób rządowe zmiany w polityce społeczno-gospodarczej – począwszy od cięć w wydatkach publicznych i warunkach funkcjonowania państwa opiekuńczego, aż po wzrost prywatnie dostarczanych usług publicznych i rozciągnięcie logiki rynkowej na państwo opiekuńcze – wpływają na codzienne życie ludzi.
Wielu ludzi doświadcza dziś codziennej niepewności. Rosnące koszty życia, bezrobocie i/lub prekariat, praca w niepełnym wymiarze lub słabo opłacana, zmiany w opiece społecznej, długi. Nasze badania pokazują upowszechnianie się prekaryjnych warunków pracy, umów na czas określony i „kontraktów zerowych” (umowa z pracownikiem bez gwarancji pracy – przyp. red.), niepełnego zatrudnienia i bardzo niskich płac.
„Szukam pracy i uważam za bardzo, bardzo trudne znalezienie chociaż w połowie przyzwoitej pracy za odpowiednią stawkę. Zaoferowano mi pracę za 4,5 funta za godzinę, w 2012 orku. Jak to możliwe?”
Taka praca spycha wielu na pozycję „pracujących biednych”. Dziś jest ich w Wielkiej Brytanii więcej niż biednych na bezrobociu. Słabe warunki gospodarcze pogarszają się z powodu prującej się siatki zabezpieczenia socjalnego: zasiłki i ulgi podatkowe stają się mniej szczodre, coraz bardziej warunkowe i surowe.
Cięcia usług publicznych i ograniczenie ulg podatkowych dla osób o niskich dochodach stwarzają niemożliwą presję na ludzi, którzy wkraczają w życie i muszą zająć się innymi członkami rodziny, jednocześnie pracując. W związku z rosnącą biedą, coraz więcej osób nie może sobie pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Niektórzy muszą wybierać między ogrzewaniem a jedzeniem (heat or eat). Mnożą się – i w związku z planami rządu najprawdopodobniej będą się nadal mnożyć – przypadki chorób psychicznych i bezdomności.
„Koszty życia się zwiększają, ale twój dochód nie rośnie. Dlatego musisz dokonywać racjonalnych, a czasem absurdalnych cięć – np. dotyczących ogrzewania mieszkania. A ostatnia zima była naprawdę surowa. Nie możesz dobrze ogrzać swojego domu, musisz jeść rzeczy tańsze i niższej jakości, ale jak możesz czuć się dobrze, żyjąc w ten sposób? To błędne koło” – mieszkaniec Aston, Birmingham
To wszystko zwiększa z kolei popyt na usługi zdrowotne, mieszkaniowe i poradnicze – by wymienić tylko kilka. Ale usługi, z których przyzwyczajono się korzystać w potrzebie, są teraz niedofinansowane. Stają się coraz bardziej ograniczone i selektywne. Local Government Association, organizacja reprezentująca interesy samorządów, przestrzega, że w ciągu kilku lat niektóre usługi mogą zupełnie zniknąć.
Inne ostatnio opublikowane dane potwierdzają nasze badania. Badania wykonane przez London School of Economics pokazują, że dochód netto (po opłatach mieszkaniowych) dziesięciu procent najbiedniejszych londyńczyków spadł od czasu kryzysu finansowego o 24%, w porównaniu do średniej 3,5% w całym kraju.
Fundacja Josepha Rowntre oraz Blog Guardian Cuts udokumentowały rezultaty cięć w ciągu ostatnich lat. Z kolei Kampania Spartakusa i Fawcett Society zwróciły uwagę na to, które grupy otrzymały najcięższy cios – ludzie z niepełnosprawnością i kobiety.
Rząd twierdzi, że „największy ciężar spada na najsilniejszych” i że „przejrzystość” jest jedną z zasad usprawiedliwiających kontrolę wydatków. Ma ona dotknąć nie „ciężko pracujących ludzi”, a tylko „obiboków” – tych, którzy chcą coś za nic. Ta budująca podziały i fałszywa opowieść – „pracujący kontra lenie” – tak naprawdę demonizuje ludzi niezdolnych pracować nie ze swojej winy.
A to dopiero początek: planowane są cięcia przez co najmniej kolejne trzy miesiące i zmiany w opiece społecznej, które będą kontynuowane w przyszłym roku. Oznacza to, że ludzie korzystający z transferów socjalnych odczują dalszy spadek dochodów. Już dziś usługi publiczne są skoncentrowane bardziej na gaszeniu pożarów niż na przeciwdziałaniu ich występowaniu.
Uprawnienia kurczą się, wsparcie jest opatrzone coraz to nowymi warunkami. Siatki zabezpieczeń socjalnych są coraz bardziej dziurawe i coraz mniej zdolne kogokolwiek chronić. Sprzyja to wzrostowi nierówności – a w efekcie problemów społecznych, takich jak choroby psychiczne, zapełnianie się więzień, zablokowanie dróg społecznego awansu,
Cięcia nie są drogą do wyzdrowienia, ale do pogorszenia społecznych i gospodarczych warunków życia dla wielu ludzi w interesie wąskiej garstki.
Czy istnieje alternatywa?
Wpływ dalszego zaciskania pasa nie może być złagodzony, i sytuacja będzie się prawdopodobnie pogarszać. Można jednakże podjąć działania na poziomie społeczności, które zamortyzują najgorsze efekty zmian.
Nasze badania pokazały, że istnieją użyteczne strategie, które, wdrożone na poziomie lokalnym, mogą pomóc ludziom przetrwać epokę zaciskania pasa. Obejmują one „podejście oparte na atutach” – uznanie, że ludzie to nie tylko wiązka potrzeb, że posiadają bezcenne ludzkie i społeczne zasoby. Przy odpowiednim rodzaju wsparcia, są oni w stanie i chcą odgrywać aktywną rolę w ulepszaniu życia swojego i życia swojego sąsiedztwa. Zaliczają się do nich również banki czasu, oddolne tworzenie wiedzy, jak również metody mierzenia wartości społecznej i wspierania jakości życia.
Wiele zależy od tego, jak lokalne władze i placówki zdrowotne będą współpracować z mieszkańcami i organizacjami społecznymi. Wciąż posiadają one znaczne zasoby i mogą podjąć strategie oparte o podejmowanie decyzji na jasnych zasadach w celu promowania sprawiedliwości społecznej. W pełnej wersji naszego raportu, wyróżniamy pięć wskazówek dla lokalnego oporu przeciw cięciom:
1. Promocja sprawiedliwych rozwiązań;
2. Uwzględnianie w polityce samorządów wartości społecznej, gospodarczej i ekologicznej;
3. Współprodukcja usług społecznych;
4. Uznanie jakości życia za priorytetowy cel usług publicznych;
5. Rozwój lokalnych zrównoważonych gospodarek.
Artykuł Surviving austerity ukazał się na stronie New Economics Foundation. Przeł. Tomasz Goliński.
…czyli jak wysterylizowano kotkę (na gorącym, blaszanym dachu). (więcej…)
Zarówno dla prawicy, jak i dla jakobińskiej lewicy federalizm to synonim rozpadu państwa. Z kolei dla baskijskich i katalońskich nacjonalistów federalizm oznacza porzucenie marzenia o pełnej suwerenności… Kto w Hiszpanii w ogóle popiera federalizm? (więcej…)
Czy słyszeliście o gazie łupkowym?
Na pewno tak – to bogactwo, które mamy na wyciągnięcie ręki.
Czy słyszeliście o technologii wydobycia?
Pewnie tak – niewielka ingerencja w środowisko, technologia zapewniająca pełne bezpieczeństwo, przejściowe zmiany w krajobrazie…
Czy słyszeliście o proteście rolników w Żurawlowie?
Może co nieco – grupa zmanipulowanych, upartych wieśniaków, która nie chce bogatego inwestora w swojej wsi.
Jeżeli taka jest wasza wiedza, to jest ona zgodna z wiedzą zdecydowanej większości Polaków.
Nie wiemy już, jakimi słowami mówić do Was. Od 10 miesięcy kontynuujemy aktywny protest przeciwko działaniom firmy CHEVRON, która prowadzi poszukiwania gazu łupkowego w naszej gminie. Od 10 miesięcy mówimy, piszemy, krzyczymy, prosimy, aby urzędnicy, politycy, dziennikarze, działacze społeczni i tzw. zwykli obywatele zastanowili się nad argumentami, którymi się posługujemy. Ostrzegaliśmy już przed:
- arogancją koncernu, który łamiąc prawo i zupełnie nie licząc się z mieszkańcami daje nam przedsmak przyszłej „współpracy”. Jak do tej pory „współpraca” ta sprowadza się do spotkań w sądzie, gdzie występujemy w roli OSKARŻONYCH, mimo, że firma dotąd nie potrafi zgromadzić dokumentów, które uprawniałyby ją do prowadzenia wierceń;
- tym, że nasze ziemie na Zamojszczyźnie należą do najżyźniejszych w Polsce, a przy gęstości odwiertów, które będą konieczne do eksploatacji złoża, stracimy możliwość jej uprawiania;
- możliwością skażenia wód podziemnych, opierając się na doświadczeniach amerykańskich (w samej Pensylwanii złożono w 2012 roku-499, a w 2013 roku- 398 doniesień o skażeniu wód). Cała Lubelszczyzna znajduje się na Głównych Zbiornikach Wód Podziemnych, które są rezerwuarem wody pitnej również dla przyszłych pokoleń. Wystarczy awaria jednego odwiertu, by doszło do nieodwracalnych szkód;
- produkcją ogromnych ilości toksycznych ścieków, przy braku technologii ich skutecznego oczyszczenia;
- przymusowymi wywłaszczeniami, bo udokumentowane złoże staje się celem publicznym (koncesje na gaz łupkowy zajmują ok. 1/3 powierzchni Polski);
- planami rozpoczęcia poszukiwań gazu w samym sercu Roztocza (gmina Susiec);
- hałasem, rozjeżdżonymi przez cysterny drogami, zniszczoną infrastrukturą…
I co? I nic. Sprawy, które powinny wstrząsać i nie pozwolić spokojnie zasnąć, prawie nikogo nie obchodzą. Śpijcie dalej, drodzy państwo. Niech do snu utulą Was słowa A. Jagusiewicza, Głównego Inspektora Ochrony Środowiska (sic!): „Kontrole wobec przedsiębiorców poszukujących i rozpoznających złoża gazu z łupków, powinny być dla nich przyjazne i żadnym wypadku nie zniechęcać ich do dalszej eksploatacji tego surowca”.
Proszę pamiętać o głównym przesłaniu urzędnika, zajmującego się ochroną środowiska: NIE WOLNO ZNIECHĘCAĆ INWESTORA!
W tym właśnie kierunku od kilku lat zmierza proces legislacyjny w Polsce. Główny Geolog Kraju S. Brodziński stwierdził wprost, że należy dokonać takich regulacji prawnych, aby przeciwnicy gazu łupkowego nie mogli używać prawa w celu zablokowania procesu wydobycia. Jesteśmy przekonani, że moment przebudzenia nie będzie przyjemny. Jeżeli złoża w Polsce okażą się perspektywiczne i opłacalne, koncerny wydobywcze nie będą miały „nieprzyjemności” związanych z uciążliwymi kontrolami, zainteresowanie społeczeństwa będzie tak nikłe, jak do tej pory, a przepisy prawa zablokują możliwość prowadzenia skutecznego protestu, to… No właśnie, to co? Może warto zapytać mieszkańca Ekwadoru lub Nigerii co będzie dalej.
Nie prosimy już nawet o wsparcie naszego protestu. Od tylu miesięcy to robiliśmy, że wiemy, iż jest to mało skuteczne. Prosimy o wyłączenie TV i włączenie myślenia (jest to hasło jednego z niezależnych portali internetowych) i całkowicie samodzielne zainteresowanie się przyszłym gazowym Eldorado w Polsce i tym, w jakim celu rozmontowywane są w naszym kraju resztki demokracji. Eldorado? Być może tak – ale dla kogo?
Mieszkańcy protestujący w Żurawlowie, gmina Grabowiec, powiat zamojski
http://www.facebook.com/OccupyChevronPL
http://occupychevron.tumblr.com/
Zobacz też:
Tak mocno przywykliśmy do kojarzenia klasy średniej z ideą „sukcesu”, że trudno nam przyjąć do wiadomości fakt, że sytuacja się zmienia. Już nie tylko biedni borykają się z trudnościami, także klasy średnie przestają wygrywać. (więcej…)
Jeszcze parę tygodni temu w ponowne wejście węgierskich Zielonych (Lehet Más a Politika!) do parlamentu mało kto wierzył. Udało się. (więcej…)
Istnieje alternatywa dla polityki zaciskania pasa – to zielona polityka budżetowa, łącząca zrównoważony rozwój i sprawiedliwość społeczną. Pięć wskazówek do zbudowania takiego budżetu przedstawia Molly Scott Cato, rzeczniczka Partii Zielonych Anglii i Walii ds. gospodarki. (więcej…)
Zmiana władzy na Ukrainie oraz rosyjskie działania na Krymie po raz kolejny rozpoczęły debatę na temat tego, w jaki sposób Europa powinna realizować własną politykę bezpieczeństwa. Wśród pomysłów pojawiają się najczęściej mało „zielone” postulaty – zwiększanie wydatków zbrojeniowych, import gazu łupkowego z USA czy odejście od ambitnej polityki klimatycznej na rzecz powrotu węgla i atomu.
Czy zwolenniczki i zwolennicy zrównoważonego rozwoju mają inne pomysły? Tak – i to od dawna przemyślane, o czym świadczy powstała jeszcze w r. 2008 koncepcja Europejskiej Agencji Energetyki Odnawialnej – ERENE, mającej być podstawą wspólnej unijnej polityki energetycznej oraz uniezależniania się m.in. od dostaw ropy i gazu z Rosji.
Przeciwnicy Zielonego Nowego Ładu często twierdzą, że jeden z jego elementów – pełne przejście na odnawialne źródła energii – jest niewykonalny. Na potwierdzenie swych tez podają przykład naszego kraju, w którym przy obecnym poziomie technologicznym jedynie 68% energii mogłoby być czerpane z takich źródeł, jak biomasa, energia wiatrowa, geotermia czy fotowoltaika.
Zapomina się o tym, że jesteśmy częścią Unii Europejskiej, a solidarność energetyczna, mogąca być remedium na uzależnienie od dostaw ropy i gazu z Rosji, może być zrealizowana na wiele sposobów. Jednym z nich jest ERENE – idea powołania Europejskiej Wspólnoty Energii Odnawialnej, w szczegóły której wtajemnicza nas < href='http://www.pl.boell.org/downloads/ERENE_studium_PL.pdf ' target='_blank'>publikacja Fundacji im. Heinricha Bölla.
Na czym zatem miałby opierać się ta idea? Z grubsza rzecz biorąc na tym, na czym EURATOM – powstała w latach 50. XX w. wspólnota europejska, służąca skoordynowaniu i promowaniu rozwoju energetyki jądrowej w Europie. Jak piszą autorzy publikacji, Michaele Schreyer i Lutz Mez, nadszedł już czas na nowe spoiwo integracji europejskiej.
Pokazują oni, że zróżnicowane warunki produkcji energii na kontynencie skłaniają do stworzenia narzędzi, ułatwiających produkcję i handel energią odnawialną. Dla przykładu – Hiszpania, mająca kolosalne możliwości rozwoju energii fotowoltaicznej dzięki inwestycjom w przebudowę sieci energetycznych i poprawie ich jakości mogłaby eksportować swoje nadwyżki do Francji, która takich nadwyżek mieć nie będzie.
Ten długofalowy plan musi iść w parze z ograniczaniem zużycia energii i podnoszeniem efektywności energetycznej. Wiązać się to będzie z poprawą jakości życia (obniżenie cen energii w dłuższym okresie) bez wyrzeczeń co do jakości życia.
Autorka i autor sugerują ponadto, że energetyczna samowystarczalność Europy może być wzmocniona poprzez ściślejszą kooperację z państwami regionu śródziemnomorskiego. Nakłonienie ich do instalacji fotowoltaiki na Saharze i eksportu energii do UE pozwoliłoby im otrzymać kolejne, pewne źródło dochodów, które mogłyby zostać przeznaczone na zrównoważony rozwój społeczny, ekologiczny i ekonomiczny tych krajów.
Ważnym pytaniem dotyczącym tego pomysłu jest to, w jaki sposób wprowadzić go w życie. Najbardziej spektakularnym, ale i najtrudniejszym do zrealizowania scenariuszem byłoby zastąpienie EURATOMU przez ERENE. Bardziej prawdopodobne byłoby jednak bądź to wydzielenie osobnej wspólnoty europejskiej, bądź też przygotowanie tego typu programu w ramach samej Unii. Być może na samym początku nie wszystkie państwa członkowskie byłyby nim zainteresowane, jednak wraz z osiągnięciem pewnej „masy krytycznej” i pierwszych sukcesów do tej pory sceptyczne państwa zaczęłyby wchodzić w ten projekt.
Na czym polegałaby jego atrakcyjność? Opierałby się na zasadach subsydiarności, a więc wspierałby działania nakierowane bądź to na współpracę transgraniczną, bądź też takie, które nie są opłacalne z punktu widzenia wspólnoty lokalnej lub inwestycji pojedynczego państwa. Większość przychodów tego projektu nie pochodziłaby bezpośrednio z budżetów państw w niego zaangażowanych, ale z zysków z tytułu handlu emisjami.
Im więcej dane państwo włożyłoby do wspólnego worka, tym większą miałoby szansę na większe finansowanie projektów. Wsparcie dla sektora badań i rozwoju, prawo do tworzenia jednolitych standardów prawnych, instalacji demonstracyjnych czy też podnoszenia jakości sieci energetycznej – to tylko niektóre z narzędzi, w które powinna zostać wyposażona ERENE.
Do urzeczywistnienia tego projektu niezbędna jest debata publiczna w państwach członkowskich UE. Obywatelki i obywatele tych państw w wielu sondażach wypowiadają się na rzecz zwiększenia roli energetyki odnawialnej i zmniejszania udziału energetyki jądrowej w miksie energetycznym.
Wybory do Parlamentu Europejskiego są dobrą okazją do poruszania tego tematu oraz do naciskania na instytucje krajowe i europejskie odpowiedzialne za politykę energetyczną.
Zaktualizowana wersja artykułu, który ukazał się pierwotnie na blogu Zielona Warszawa.