Zielony feniks z popiołów

Bartłomiej Kozek
20 stycznia 2012

Zeszłoroczne wybory parlamentarne w Irlandii cofnęły Zielonych o lata świetlne. Kara za udział w centroprawicowym rządzie koalicyjnym, który zmagał się ze skutkami kryzysu ekonomicznego, okazała się surowa. Po klęskach w wyborach do Parlamentu Europejskiego i do władz lokalnych zdobyli jedynie 1,8% głosów w wyborach do Dáil Éireann. Po raz pierwszy od 22 lat w Dáil nie ma zielonego głosu. Dziś partia zwiera szyki i rozpoczyna wdrażanie planu, który ma ją przywrócić do politycznej gry. W jaki sposób chcą osiągnąć ten ambitny cel?

Od milionera do zera

W 2007 r. irlandzcy Zieloni zdawali się być panami sytuacji. Rekordowe jak na tamtejsze warunki poparcie 4,7% dało im 6 mandatów w 141-osobowym parlamencie. Co ważniejsze, stali się języczkiem u wagi. Koalicja prawicowej Fianna Fáil z neoliberalnymi Progresywnymi Demokratami nie zdołała utrzymać większości. By zdobyć niezbędne do spokojnego rządzenia poparcie, rozpoczęli negocjacje z Zielonymi. Partia – mimo sporych wątpliwości, wyrażanych zarówno przez ruchy społeczne, jak i osoby z samej partii, zagłosowała za wejściem do rządu. Już od samego początku naraziła się na krytycyzm. Partie, z którymi zdecydowała się współrządzić, zatwierdziły decyzję o budowie autostrady przez antyczne wykopaliska Tary, Zielonym nie udało się też zapobiec budowie gazociągu wykorzystywanego przez koncern Shell. W obu tych sprawach Zieloni prowadzili przed wyborami ostrą kampanię przeciw Fianna Fáil.

Co najmniej kuriozalnie wyglądała sytuacja, w której poprzedni lider partii, Trevor Sargent, krytycznie podchodzący do wejścia do koalicji rządowej, mianowany został ministrem rolnictwa. Pomimo rzeczywistych sukcesów w trudnym otoczeniu politycznym, takich jak rozwój szerokopasmowego internetu, znaczące zwiększenie udziału energii ze źródeł odnawialnych w bilansie energetycznym kraju, ustawa o związkach partnerskich czy przygotowanie prawa, które miało ograniczyć ryzyko powstawania baniek spekulacyjnych na rynku mieszkaniowym, widać było, że Zieloni traktowani są przez Fianna Fáil jak kwiatek do kożucha.

Nie udało się im zaprezentować przekonującej odpowiedzi na problemy związane z oparciem się gospodarki „celtyckiego tygrysa” na zagranicznych inwestycjach i niskich podatkach. Kryzys finansowy zmusił kraj do ubiegania się o pomoc międzynarodowych instytucji finansowych, co oznaczało m.in. cięcia w sieci zabezpieczeń społecznych i w usługach publicznych. Zieloni firmowali te niepopularne posunięcia, jednocześnie chwaląc się tak „wiekopomnymi” sukcesami, mającymi być efektem ich obecności w rządzie, jak… promowanie możliwości przewożenia rowerów w pociągach.

Sprzątanie pobojowiska

Po klęsce, oznaczającej również utratę budżetowych subwencji i kłopoty z zachowaniem tak podstawowej infrastruktury partyjnej, jak jej biuro, musiało przyjść otrzeźwienie. Niedawno zatem partia pod nowym przewodnictwem (Johna Gormleya zastąpił były minister komunikacji, energii i zasobów naturalnych Eamon Ryan) zaprezentowała podczas specjalnej imprezy fundraisingowej z okazji 30-lecia istnienia zielonej partii politycznej w Irlandii swój plan odbudowy.

Pod względem politycznym ich sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Ekologia przestała być w zmagającym się z efektami kryzysu kraju istotnym tematem politycznym, a elektorat wrażliwy społecznie, do tej pory z sympatią spoglądający w stronę Zielonych, przeszedł do Partii Pracy, socjalistów z Sinn Féin oraz mniejszych radykalnie lewicowych formacji zgrupowanych w Sojuszu Zjednoczonej Lewicy. W połączeniu z ograniczonymi funduszami na funkcjonowanie proces odbudowy zielonej polityki w Irlandii wymagać będzie tytanicznej pracy.

Jakie działania zawarto w planie odbudowy partii? Celem na najbliższy czas jest efektywne wykorzystanie partyjnego wolontariatu poprzez wyodrębnienie siedmiu grup roboczych. Każda z nich miałaby się zająć inną działką partyjnej działalności: (1) pracą organizacyjną i dbałością o realizację zawartych w strategii celów, (2) „gabinet cieni”, złożony z 15 osób, komentujący poczynania koalicyjnego rządu Fine Gael i Partii Pracy, (3) osoby zajmujące się pozyskiwaniem środków finansowych, (4) pozyskiwaniem nowych członkiń i członków, (5) pracą nad obecnością w internecie, (6) komunikowaniem głównych postulatów partii, oraz (7) obsługą partyjnego biura.

Ważnymi, pojawiającymi się przed partią wyzwaniami, jest załatanie „białych plam” na mapie „zielonej wyspy”, organizacja serii spotkań na uniwersytetach, służących pozyskaniu do działalności młodych twarzy, a także zacieśnienie współpracy z siostrzanymi partiami z Anglii i Walii, Szkocji oraz Francji, np. za pośrednictwem dorocznego festynu politycznego. Za priorytet uznano także większą obecności partii na szczeblu europejskim poprzez ściślejszą współpracę i zwiększenie liczby osób uczestniczących w działaniach Europejskiej Partii Zielonych.

By utrzymać się na politycznej powierzchni, do zapewnienia skromnego, ale wystarczającego działania partii potrzeba jej – wedle zawartych w jej planie strategicznym wyliczeń – 100 tys. euro rocznie, czyli około 450 tys. złotych. Połowę spośród tych środków chce ona uzyskać poprzez „Przyjaciół Zielonych” – osoby, które w zamian za regularne informowanie o postępach partii będą chciały wpłacić darowiznę w wysokości 100 euro. Poprawę stabilności finansowania ma przynieść podwojenie w ciągu roku członkostwa w partii do 2 tys. osób, co przynieść ma m.in. większe zaangażowanie wszystkich jej szczebli we współpracę ze społecznościami lokalnymi oraz organizacjami pozarządowymi.

Trzy lata na zmiany

Najbliższe wybory w Irlandii – do Parlamentu Europejskiego oraz samorządów – odbędą się za trzy lata. To dużo czasu, by przygotować się do nich na tyle, aby powiększyć zieloną reprezentację we władzach lokalnych ponad obecnych 13 radnych i by choć jedna osoba z Irlandii wzmocniła grupę Zielonych w Europarlamencie. Czy powyższe działania będą wystarczające do odniesienia planowanego sukcesu? Na dziś największym problemem okazuje się brak chęci rozliczenia się z własną obecnością w poprzednim, prawicowym rządzie. Dotychczas dominująca narracja mówiła o idealistycznej partii, uwikłanej w pragmatyczny alians, dzięki któremu pomogła Irlandii w czasach kryzysu i mogła wdrożyć szereg postulowanych przez siebie działań, szczególnie w kwestiach ekologicznych.

Sęk w tym, że bez wzięcia na siebie współodpowiedzialności za fiasko poprzedniego rządu trudno będzie Zielonym odzyskać zaufanie wyborców. Wizerunek „partii jednego tematu” – ekologii – w sytuacji, gdy nie jest to temat poruszający społeczną wyobraźnię, może stanąć na drodze odbudowy partii. Czekanie na potknięcia chadecko-socjaldemokratycznego rządu nie wchodzi w rachubę – nie brakuje innych partii, które mają większe szanse na skorzystanie w takiej sytuacji. Przed ekipą Eamona Ryana długa droga do powrotu do irlandzkiego parlamentu, mam zatem nadzieję, że dadzą nam powody, by trzymać za nich kciuki.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *