Trzeba trochę zamieszać

Katarzyna Bienias , Bartłomiej Kozek
14 listopada 2014

Katarzyna Bienias, liderka zielonogórskich Zielonych i kandydatka do rady gminy Kożuchowa, opowiada o swojej drodze politycznej i dalszych planach w rozmowie z Bartłomiejem Kozkiem.

Bartłomiej Kozek: Do Zielonych przeszłaś – wraz z kilkoma innymi osobami z Zielonej Góry – z Twojego Ruchu. Dlaczego zaangażowałaś się w tworzenie tamtej formacji politycznej i co sprawiło, że zmieniłaś partyjny szyld?

Katarzyna Bienias: Swoją przygodę w Twoim Ruchem (wtedy Ruchem Palikota) zaczęłam od przyjęcia zaproszenia do startu z jego list w wyborach parlamentarnych w 2011 r. z okręgu obejmującego całe województwo lubuskie. Wtedy (jak i dziś) aktywnie włączałam się w ruch LGBT na Ziemi Lubuskiej. W tamtym czasie partia budowała swoje listy do parlamentu (teraz, jak mniemam – według określonego klucza). I to był też ten krótki moment, w którym pojawiło się coś, co pozwoliło nam uwierzyć, że możemy mieć realny wpływ na nasze sprawy.

Ta świeżość zachwyciła i dała możliwość aktywnego włączenia się w budowanie polityki na nowo. Głównie dzięki naszym zaangażowaniu udało się wprowadzić posła w sejmowe mury i rozpocząć aktywne działania w Lubuskiem. Sama też, od samego początku aż do połowy 2014 r., pełniłam funkcję Sekretarzyni Zarządu Okręgu i rzeczniczki prasowej. Niestety wraz z działaniami głównych organów partii, para ulatywała. Uczucie, że formuła się wyczerpała – a więc zmęczeni byliśmy już obietnicami, zapewnieniami bez pokrycia i wyżerającymi od środka konfliktami – sprawiło, że nadszedł czas na poważny rachunek sumienia. Pora odpowiedzieć sobie na pytania: co chcę robić? z kim? w jaki sposób?

Zieloni zawsze byli na mojej orbicie. Na pewno trzeba było dojrzeć do pewnych decyzji (nie tylko politycznych!), jednak pewnego wieczoru usiedliśmy razem ze znajomymi i stwierdziliśmy, że chcemy uczestniczyć w czymś, co realnie reprezentuje nasze poglądy. Na tę decyzję złożyły się także odwiedziny Ani Grodzkiej. No i to był ten moment! Zostaliśmy pchnięte i pchnięci w zielone ramiona. A później to już poszło…

BK: Jako jedyne koło Partii Zieloni zdecydowaliście się do startu do sejmiku wojewódzkiego. Co spowodowało taki, a nie inny wybór?

KB: Mierzymy siły na zamiary! Smutną prawdą jest, że aby zostać zauważonymi w ogóle, trzeba trochę zamieszać. Podsumowaliśmy swoje siły, uwzględniliśmy ambicje, przeanalizowaliśmy możliwości… I udało się nam wystawić pełne listy do Sejmiku Województwa Lubuskiego we wszystkich okręgach wyborczych. Razem z ruchami miejskimi i Ruchem Sprawiedliwości Społecznej udało się nam na nowo postawić ruch obywatelski na nogi i zaangażować niesamowitych ludzi w budowanie czegoś nowego. Wiemy, że to dopiero początek, ale to dobra okazja do zaznaczenia swojej obecności. Poza tym mamy też mocną grupę do rad miast i gmin.

Dla nas to już sukces. Od powołania zielonogórskiego koła Partii Zieloni minęły trochę ponad trzy miesiące i nie dość, że po tym czasie wystawiamy listy, to udało się nam to lepiej niż niektórym partiom mającym na takie działania przewidziane środki! Sami sobie stawiamy poprzeczkę – czy w przyszłości może być inaczej?

BK: Jak oceniasz obecny rozwój Twojego województwa i w jaki sposób zielona wizja polityczna mogłaby zmienić na lepsze sytuację w regionie?

KB: Lubuskie otrzymało bardzo przyzwoicie wyglądający kawałek z europejskiego tortu. Zanim jednak to wydarzenie przekujemy w sukces, powinniśmy rozliczyć dotychczasowe działania. Mam wrażenie, że poprzednia Strategia Województwa Lubuskiego nie została w pełni wykorzystana. Oprócz kilku chwytów marketingowych mamy pokaz arogancji, rozbijania strategii (obecną rozliczymy dopiero za kilka lat!), lekceważenie mieszkanek i mieszkańców Lubuskiego oraz propagandę pseudosukcesu.

Zielona Wizja Polityczna to nie tylko nowa jakość zarządzania, ale i przekształcanie bieżącej infrastruktury energetycznej i elektroenergetycznej, działania poprawiające jakość kapitału przyrodniczego (np. nadal brakuje tu kompleksowych rozwiązań w zakresie gospodarki wodno- ściekowej). Utrzymuje się niski poziom kapitału ludzkiego i społecznego. W gąszczu zagadnień mogę wyliczyć te najważniejsze: brak systemu przepływu informacji o możliwości pozyskania inwestorów, niska jakość połączeń drogowych, kolejowych i lotniczych z innymi regionami kraju i krajami UE; dekapitalizacja sieci kolejowej oraz jej zły stan techniczny, niski poziom dostępności Internetu, zwłaszcza w obszarach wiejskich oraz dekapitalizacja urządzeń melioracji – w tym systemu ochrony przeciwpowodziowej, przestarzałe sieci i urządzenia ochrony środowiska, słabo rozwinięta infrastruktura społeczna, brak zaufania społecznego.

Celowo mówię hasłami. Chcę pokazać, jak wiele jest w Lubuskiem do zrobienia i jak mało dotychczas zostało zrobione. Pora zakasać rękawy i budowę rozpocząć od odbudowy. Poszczególne zagadnienia nie były poruszane przez dekady!

BK: Jak współpracuje się Wam z Ruchem Sprawiedliwości Społecznej? W miastach takich jak Warszawa czy Wrocław komitety Zielonych i RSS ze sobą rywalizują, podczas gdy w województwie lubuskim tworzycie wspólną listę. Trudno się ją budowało?

KB: Nie! Zupełnie nie! Zbiegliśmy się w czasie – kiedy formowaliśmy zielonogórskie koło Partii Zieloni, RSS również zaczynał swoje działania. Przeplataliśmy się w inicjatywach, bywaliśmy na wspólnych spotkaniach, więc naturalne było, że do wyborów idziemy połączonymi siłami. Wykorzystaliśmy też nasze wcześniejsze umiejętności w organizowaniu wyborów i zabraliśmy się za kwestie merytoryczne. Określiliśmy swoje siły, policzyliśmy się i wspólnie wzięliśmy się do pracy. Mamy taki dobry, zdrowy i interesujący związek partnerski – mamy wspólne cele i nijak nam się różnić. Wszyscy robimy swoją Małą Rewolucję. To naprawdę wystarczy!

BK: Kto jeszcze współtworzy Wasz komitet? W jaki sposób udaje się wam łączyć dość zróżnicowane postulaty programowe?

KB: Tworzymy szeroką koalicję lubuską, m.in. ruchy miejskie, społeczne, działaczy i działaczki Partii Zieloni, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, zielonogórskiej grupy Kampanii Przeciw Homofobii. Wszystkich nas łączy wrażliwość społeczna i szczere zaangażowanie na rzecz poprawy jakości życia zwykłego mieszkańca i mieszkanki województwa lubuskiego. Dlatego postanowiliśmy połączyć swoje siły i wspólnie czerpać z naszych doświadczeń.

BK: Wybory już wkrótce będą za nami. Jakie pomysły na zaznaczenie swojej obecności po ich zakończeniu mają Zieloni w Zielonej Górze?

KB: Teraz biegamy z ulotkami i plakatami wyborczymi, ale wiem, że to dopiero początek. Niezależnie od tego, jaki będzie nasz sukces wyborczy (bo sukces już jest!), dopiero zaznaczamy swoją zieloną obecność. Już w przyszłym roku czekają nas kolejne wyzwania.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *