Pudrowanie arbitrażu

Simon McKeagney
1 lipca 2015

Jednoznaczne odrzucenie przez opinię publiczną uprzywilejowania inwestorów w mechanizmie arbitrażu nie zniechęca Komisji Europejskiej, która uparcie usiłuje przeforsować to rozwiązanie w porozumieniu TTIP.

Już od półtora roku trwają zapoczątkowane przez Komisję Europejską publiczne konsultacje w kwestii mechanizmu arbitrażu inwestycyjnego (ISDS) w porozumieniu TTIP. Gdy rozpoczęto je w marcu 2014 r., było jasne, że chodzi o złagodzenie narastającego w Europie niepokoju. Ludzie coraz lepiej zdawali sobie sprawę, co wprowadzenie takiego zapisu oznaczałoby dla demokracji. Utrzymująca się niepewność podsyca napięcie. Ponieważ po ogłoszeniu wyników konsultacji okazało się, że 97% respondentów odrzuciło zawarcie klauzuli ISDS w umowie UE-USA, spanikowana Komisja nie traci ani chwili, poszukując czarujących słówek, które pomogłyby jej ocalić ideę arbitrażu.

Nadzieje, że komisarz Malmström ostatecznie zakończy tę pantomimę konsultacji przez oficjalne konsultacje z Parlamentem Europejskim, które za pomocą prawniczego języka odniosłyby się do obaw i wyznaczyły politykę UE w kwestii arbitrażu na najbliższą przyszłość, ponownie spaliły na panewce. Zamiast tego otrzymaliśmy komunikat w formie dokumentu pt. Inwestycje w TTIP i dalej – ścieżka reform – zaprezentowany europosłom zasiadającym w Komisji Handlu Międzynarodowego.

Oczywiście, gdyby Komisji naprawdę chodziło o wzięcie pod uwagę wyniku konsultacji, Malmström mogłaby już dawno po prostu odrzucić ISDS i skupić się na innych kwestiach, które dotyczą umowy handlowej UE-USA. Zamiast tego, dwoi się i troi, aby uratować mechanizm, którego nikt nie potrzebuje i którego nikt nie chce (za wyjątkiem lobby biznesowych).

Nie taka nowa propozycja

To nie przypadek, że ledwie parę dni przed ogłoszeniem przez Malmström „ścieżki reform” niemiecki socjaldemokratyczny wicekanclerz Sigmar Gabriel opublikował własny dokument, proponujący reformę ISDS. Desperacko próbuje odzyskać poparcie w obliczu dominującej w niemieckiej debacie opozycji wobec arbitrażu inwestycyjnego.

Obie propozycje skupione są na poprawkach, których wprowadzenie do mechanizmu ISDS już wcześniej sugerowano. Chodzi o bardziej przejrzyste reguły, mocniejsze sformułowanie zapewnień o prawie do regulacji, możliwy mechanizm apelacji i określenie związku między krajowymi i międzynarodowymi forami, na których inwestorzy mogą szukać rekompensaty. Wiele z tych pomysłów zostało już zawartych w umowie handlowej CETA między UE a Kanadą, więc nie są niczym szczególnie nowym. Jednak, jak wskazuje Ska Keller, propozycje te nie odniosły się do fundamentalnej kwestii; mówią tylko o tym jakiego rodzaju arbitrażu chcemy, a nie tego, czy w ogóle go chcemy:

Kosmetyczne zmienianie mechanizmu, przy zachowaniu tych samych prerogatyw dla korporacji byłoby niewiele więcej niż zabiegiem czysto PR-owym. To ignorowanie sedna problemu. Propozycja nie dotyka w ogóle faktu, że inwestorzy zyskują dla siebie dodatkowy system sądowy, który zajmie się jedynie ich prawami, a nie obowiązkami.

Któż więc kupi ten „nowy” magiczny język arbitrażu? Rodzina polityczna Sigmara Gabriela trzyma karty również na poziomie europejskim. Grupa socjaldemokratów, druga największa w Parlamencie Europejskim, wyraziła w ubiegłym roku poważne zastrzeżenia wobec mechanizmu ISDS. Wielu socjaldemokratycznych członków Parlamentu Europejskiego otwarcie odrzuciło potrzebę jego zawarcia w TTIP. Niemal połowa komitetów opiniodawczych parlamentu odrzuciła ISDS w kilku minionych miesiącach – przy czym wielu socjaldemokratycznych europosłów dołączało do krytycznych głosów z całego spektrum politycznego. Jednak wysiłek zdaje się być skoncentrowany na wynalezieniu do opowiadania o arbitrażu pewnej formy języka, który mogliby poprzeć socjaldemokraci.

Pudrowanie świni

Dziś komisarz Malmström wciąż musi dopiero znaleźć taki język. Wydaje się to niemal niemożliwe, biorąc pod uwagę, jak poważna jest to debata. Arbitraż stał się kwestią zbyt toksyczną, aby zyskać szerokie poparcie. Rzecznik Grupy Zielonych/EFA ds. handlu Yannick Jadot powiedział:

Komisarz Malmström próbuje złagodzić najbardziej perwersyjne aspekty ISDS, ale nie odnosi się do kwestii tego, dlaczego podobny mechanizm jest w ogóle potrzebny w porozumieniu UE z USA, Kanadą lub kimkolwiek innym. Zamiast uwzględnić jasny i spójny sprzeciw wobec umożliwiania wielonarodowym korporacjom sądowej walki z demokratycznymi rządami i ustawami, Komisja próbuje tę świnię arbitrażu upudrować.

Nowy stały trybunał?

Najbardziej wyraźną zmianą w stanowisku Komisji jest dążenie do utworzenia w przyszłości pewnej formy stałego międzynarodowego trybunału arbitrażowego. Jest to ważne głównie dlatego, że oznacz to przyznanie w końcu, że obawy opinii publicznej wobec arbitrażu są rzeczywiście uzasadnione czy też, jak stwierdziła komisarz Malmström, „nie jest to odpowiednie w XXI wieku”.

Pozostaje jednak wielkie pytania, czy taki nowy sąd rzeczywiście zastąpiłby ISDS. Nie tylko Malmström wyraża się w tej kwestii niejasno. Pani komisarz wciąż twierdzi, że ponowne otwarcie umów CETA i z Singapurem (obie zawierają klauzule ISDS) jest absolutnie wykluczone. W tym sensie TTIP może skutkować w krótkim okresie korektą systemu ISDS, niezależenie od tego, czy UE ostatecznie doprowadzi do utworzenia międzynarodowego sądu arbitrażowego.

Mimo to plany utworzenia takiego sądu są obecnie nieokreślone i pozbawione harmonogramu. Co gorsza, odsunęły debatę od fundamentalnej kwestii, czy w ogóle potrzebujemy arbitrażu inwestycyjnego. Tej kwestii unika się przez stworzenie zasłony dymnej nowych pomysłów, które czynią ISDS bardziej strawnym. W ramach TTIP „poprawiono” mechanizm arbitrażu, proponując ciało apelacyjne z sędziami zatrudnionymi na stałych etatach. Ma to być pomost, który ma nas zbliżyć do bardziej trwałego sądu. Może byłaby to pozytywna zmiana, gdyby była wielostronna i gdyby wprowadzono ją pod patronatem np. ONZ, tak aby w wiążący sposób zrównoważyć prawa i obowiązków inwestorów. Jednak obecna propozycja pozostaje ograniczona do reform mających osłodzić arbitraż inwestycyjny w ramach umowy UE-USA.

Nie mając do dyspozycji tekstów prawnych, nie wiemy dokładnie, czego Komisja chce od przyszłego sądu. Powstaje obawa, że taka propozycja byłaby formą przepchnięcia mechanizmu ISDS teraz, z jakąś nadzieją, że stały trybunał byłby rozwiązaniem dla innych umów w przyszłości. Wciąż jednak nie zostaliśmy przekonani, że arbitraż jest w ogóle potrzebny.

Artykuł pochodzi ze strony ttip2015.eu. Przeł. Tomasz Szustek.

STOP_TTIP_tlo

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *