Jedzenie zamiast bomb

Artur Jagódka
6 lutego 2014

Świat, w którym głównym beneficjentem środków wypracowywanych przez społeczeństwo, są wąskie elity finansowe i rządowe, jest światem postawionym na głowie. Próbą zaradzenia tej sytuacji jest idea Food Not Bombs.

Na czym się (nie) oszczędza

W roku 2012, gdy w całej Europie na dobre szalał kryzys ekonomiczny, Polska – umacniając swoją pozycję w NATO – zwiększyła wydatki zbrojeniowe o 7%. Wedle przewidywań, które zakładają budżet wysokości 43 mld dolarów w przeciągu kilku kolejnych lat, wzrośnie on jeszcze o 33%. Takie ambitne plany stawiał przed sobą minister Tomasz Siemoniak.

Jednocześnie, aby utrzymać w ryzach dług publiczny, rok wcześniej z 22% do 23% wzrosła podstawowa stawka podatku VAT, a wraz z nią – koszty dóbr i usług. W efekcie wzrósł w Polsce odsetek ludzi żyjących na granicy ubóstwa, niebędących często w stanie wyżywić swoich dzieci. Wbrew zapewnieniom posła Niesiołowskiego skala niedożywienia dzieci w nadwiślańskim kraju jest problemem ogromnym (zagrożenie ubóstwem dotyczy już ok. 22% dzieci).

Świat, w którym głównym beneficjentem środków wypracowywanych przez społeczeństwo, są wąskie elity finansowe i rządowe, jest światem postawionym na głowie.

Na lokalnym targu

Rok temu, przy okazji wizyty na miejscowej giełdzie żywności (lokalsom znanej jako Rybitwy) zobaczyłem wielkie kosze na śmieci, po brzegi wypchane warzywami. Były tam pomidory, kalafiory, papryka i całe mnóstwo innego jedzenia, które z powodzeniem można by sprzedać, być może po obniżonej cenie, nie wspominając o tym, ilu potrzebujących krakowian mogłoby dzięki tym „śmieciom” nakarmić swoje rodziny.

Ciężko szukać tutaj winnego wśród rolników i dystrybutorów, którzy „gorszej jakości” warzyw nie mogą sprzedać i nie mają ich gdzie magazynować. Tutaj szwankuje system. System redystrybucji, który pozwoliłby przesunąć te nadwyżki towaru z miejsca, gdzie tratuje się go jako „odpad” – mimo że jest w pełni wartościowym produktem – do miejsc takich jak szkoły publiczne, organizacje pomocy potrzebującym czy wreszcie do samych potrzebujących.

Jedzenie zamiast bomb

Food Not Bombs („jedzenie zamiast bomb”) to międzynarodowa, oddolna inicjatywa społeczna, niezależna od jakiegokolwiek rządu, która rozdaje ciepłe wegetariańskie posiłki ludziom potrzebującym.

Idea, jaka za nią stoi to przeświadczenie, że środki społeczne (budżet państwa) wydawane są na niesłuszne cele (zbrojenia, wsparcie dla elit finansowych), podczas gdy obywatele głodują. Napędza ją również świadomość bezsensowności niszczenia nadprodukcji żywności w obliczu ubóstwa ludzi.

Nie ma tutaj hierarchii czy budżetu organizacji, zjadanego w większości przez jej administrację. Jedzenie pozyskiwane jest bezpośrednio od rolników, którzy mieli zamiar pozbyć się nadmiaru swojego towaru, lub ze śmietników, do których ów nadmiar już trafił. To, czego nie da się dostać za darmo, jest kupowane za pieniądze zgromadzone podczas niezależnych imprez benefitowych.

Food Not Bombs jest ideą wielowymiarową. Jest inicjatywą polityczną: udowadnia, że działalność oddolna może być remedium na ślepotę rządzących. Jest wyrazem sprzeciwu wobec bezsensownych wojen i wyścigu zbrojeń w obliczu głodujących ludzi. Jest ideą ekologiczną, zwracającą uwagę na bezsens marnowania żywności. Przebija przez nią współczucie – wobec ludzi, których nie stać na posiłek i ciepłe ubrania, ale także wobec zwierząt, których śmierć jest zbędna, aby przygotować pełnowartościowy posiłek.

Przede wszystkim jest dowodem na to, że nie musimy czekać, aż system zostanie uzdrowiony. Aż kolejne wybory dopuszczą do władzy ludzi, którym los współobywateli naprawdę będzie leżał na sercu. To dowód, że małym nakładem środków i energii możemy wspólnie zrobić coś tu i teraz.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.