Wzmocnić udział, ale czyj?

Lidia Makowska
1 lutego 2012

Konsultacje społeczne, obywatelska inicjatywa uchwałodawcza, kompetencje rad dzielnic i osiedli – to tylko niektóre z kwestii objętych przez prezydencki projekt ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego. Kogo wzmacnia, a kogo nie wzmacnia ten projekt?

W lutym 2012 r. prawdopodobnie trafi do Sejmu prezydencki projekt ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego. Miał to być pierwszy projekt ustawy zgłoszony przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Prace nad projektem utknęły jednak w Kancelarii. To pierwszy projekt ustawy zgłoszony przez Prezydenta Komorowskiego. Intencja projektu jest słuszna: dać mieszkańcom prawne narzędzia do większego zaangażowania się w sprawy swojego miasta. Zapowiadano rzetelną, pogłębioną debatę i przejrzyste procedury konsultacji. Włączyły się do nich środowiska pozarządowe oraz przedstawiciele i przedstawicielki samorządów: prezydenci miast, wójtowie, Związek Miast Polskich.

28 marca 2011 r. organizacje działające na rzecz demokracji lokalnej w Gdańsku i Sopocie wysłały wspólny pakiet propozycji zmian do ustawy. Przedstawiliśmy propozycje rozwiązań, obejmujących m.in. możliwość wyboru systemu wyborczego na poziomie gminy (np. ordynacji opartej na Pojedynczym Głosie Przechodnim). Zaproponowaliśmy usprawnienia w przeprowadzeniu referendum lokalnego oraz uregulowania ułatwiające zgłaszanie inicjatywy uchwałodawczej przez mieszkańców. Przygotowaliśmy propozycje zapisów, wprowadzających budżet obywatelski w gminach oraz usprawnienia dotyczące zwiększenia roli rady miasta.

W listopadzie na stronach Kancelarii Prezydenta RP opublikowano ostateczną propozycję, która ma trafić do komisji sejmowych. Ani jeden z naszych pomysłów nie został uwzględniony. Co więcej: zwyciężyły rozwiązania zgłoszone przez lobby samorządowców, blokujące rzeczywistą partycypację obywatelską.

Jednostki pomocnicze – komu przeszkadzają?

Z ostatecznej wersji propozycji na stronie Kancelarii Prezydenta RP usunięto cały rozdz. 8. Były tam m.in. zapisy zwiększające kompetencje rad osiedli i dzielnic, w tym inicjatywa uchwałodawcza w jednostkach pomocniczych. Propozycje uchwał, składanych przez rady osiedli lub dzielnic, byłyby rzeczywistym instrumentem zwiększającym udział mieszkańców we współdecydowaniu o najbliższym otoczeniu.

Poznań czy Kraków to miasta o najbardziej rozwiniętym systemie rad dzielnic / osiedli. W Gdańsku w wyborach do rad jednostek pomocniczych w 2011 r. wybrano aż 28 rad, czyli o 15 organów więcej niż 4 lata wcześniej. Skąd takie zainteresowanie działaniem na poziomie rad dzielnic / osiedli? Mieszkańcy zaczynają doceniać ich potencjał. Dzięki nim mogą skuteczniej artykułować i realizować potrzeby „zwykłego mieszkańca”, dotyczące spraw w najbliższej okolicy. Rady osiedla / dzielnic to też laboratoria i inkubatory demokracji obywatelskiej, co pokazuje przykład Poznania. W Trójmieście pilnie śledzimy dokonania poznańskich kolegów i koleżanek na Sołaczu czy Jeżycach.

Na początku stycznia 2012 r. gdańscy przedstawiciele rad dzielnic / osiedli prześlą do Prezydenta pismo z prośbą o przywrócenie do propozycji ustawy zapisów z rozdz. 8, zwiększających m.in. kompetencje rad osiedli i dzielnic w polskich miastach. Mam nadzieję, że zachęcimy do podobnych działań inne miasta.

Bariery dla inicjatywy obywatelskiej

Prezydencki projekt ustawy zakłada uregulowanie konsultacji społecznych. Projekt umożliwiałby umocowanie konsultacji w miejskim statucie także z inicjatywy grupy mieszkańców, a nie tylko radnych czy prezydenta miasta. To dobre rozwiązanie, podobnie jak wysłuchanie obywatelskie czy zapytanie obywatelskie. Ustawa reguluje też wprowadzenie inicjatywy uchwałodawczej przez mieszkańców. Tu jednak, zamiast ułatwić zgłaszanie uchwał obywatelskich, eksperci wprowadzili zaporowe progi liczby podpisów wymaganych do wniesienia projektu uchwały: musi go poprzeć aż 15% wszystkich uprawnionych do głosowania mieszkańców miasta. Obecnie w Gdańsku próg wynosi 2000 podpisów, ustawa wymagałaby natomiast prawie 58 tys. (!). Obowiązujący gdański próg i tak należy do najwyższych w skali kraju: w Sopocie potrzeba 200 podpisów, w Słupsku 400, a w Toruniu 150. Wprawdzie lokalni radni mogliby w myśl prezydenckiego projektu próg podpisów obniżyć, wprowadzając odpowiednie zapisy w statutach miast, ale w praktyce wiemy, że to raczej mało realne.

Konsultacje nie są wiążące

Rozwiązania dotyczące konsultacji mają jeden feler: konsultacje są jedynie publicznym zadaniem pytania, prowadzeniem dyskusji czy wyrażeniem opinii. Ich wyniki nie są wiążące dla radnych czy prezydentów miast. Angażują aktywność społeczną, ale nie mają siły sprawczej, by wprowadzić realne zmiany. Wiążące rozstrzygnięcia gwarantuje natomiast referendum lokalne. Wiedzą o tym samorządowcy i pewnie są zadowoleni z pominięcia w projekcie ustawy propozycji dotyczących ułatwień w przeprowadzeniu referendum lokalnego w sprawach istotnych dla rozwoju miasta.

Nowe przywileje prezydentów

W projekcie ustawy znalazły się także zapisy, które – mówiąc bez ogródek – mogą blokować rozwój demokracji obywatelskiej w Polsce. Akt prawny, którego założeniem miało być zwiększenie roli mieszkańców we współdecydowaniu o sprawach miasta, stał się de facto projektem ustawy wzmacniającym jednowładztwo wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, przy jednoczesnym zmniejszeniu kompetencji rad gmin.

Zaniepokojenie budzą propozycje, umożliwiające prezydentom miast (wójtom lub burmistrzom) pełnienie jednocześnie funkcji senatora. Obecnie prezydent miasta nie może być ani posłem ani senatorem. Nowa ustawa zabraniałaby tylko pełnienia mandatu posła. Senatorski immunitet jest cenny, dawałby prezydentom miast bezpośredni wpływ na stanowienie korzystnego dla nich prawa. Immunitet chroniłby też przed procesami sądowymi, co byłoby np. wygodne dla prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, oskarżonego o korupcję.

Mniejsza rola rady miasta

Prezydent miasta miałby być w świetle nowej ustawy organem wykonawczym i zarządzającym zarazem. Oznacza to w praktyce, że od tej pory wiele decyzji nie wymagałoby uchwał rady miasta. Prezydent mógłby je podejmować jednoosobowo. Rola radnych zostałaby więc znacząco ograniczona. Nawet nieudzielenie absolutorium w sprawie wykonania budżetu nie oznaczałoby automatycznego ogłoszenia referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta, co obowiązuje w obecnej ustawie.

Czy propozycja ustawy – zgodnie z nazwą – zwiększa udział mieszkańców w działaniach gminy? Na pewno zachęca do debaty. To też cieszy. Ale nie przewiduje skutecznych narzędzi współudziału mieszkańców w bezpośrednim podejmowaniu decyzji. I to trzeba koniecznie zmienić w komisjach sejmowych. Środowiska obywatelskie już szykują pakiet konkretnych poprawek, które mogłyby nadać ustawie rzeczywiste obywatelskie oblicze.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

7 thoughts on “Wzmocnić udział, ale czyj?

  • 4 lutego 2012 at 22:50
    Permalink

    Dziękujemy, poprawione.

    Reply
  • 5 lutego 2012 at 10:24
    Permalink

    Nie jestem zwolennikiem dawania większych uprawnień mieszkańcom. Aktywność ludzi budzi się w momencie zagrożeń a głownie sprawdza się do bronienia własnych prywatnych interesów. Danie większych uprawnień rożnym komitetom które zawiązują się na ogól w jednej sprawie spowoduje sparaliżowanie prac w gminach a tez miasta.

    Reply
  • 5 lutego 2012 at 22:48
    Permalink

    Jacku, stawiasz sprawę na głowie. W świetle Konstytucji to mieszkańcy są samorządem, a zarząd gminy czy radni, jeśli mają jakąś władzę, to dlatego, że dali im ją mieszkańcy. Na tym polega system demokratyczny, że władza należy do obywatelek i obywateli, którzy sprawują ją bezpośrednio bądź przez przedstawicieli. Jeśli obywatele chcę mieć więcej władzy bezpośrednio to jest to ich prawo, a nie czyjaś łaska.

    Reply
  • 6 lutego 2012 at 17:59
    Permalink

    Całkowicie się zgadzam. Tak powinno być. Tylko ze większość ludzi nie dojrzała jeszcze do demokracji. W wyborach bierze udział 50% mieszkańców lub mniej.
    Wybory w gminach: przeważnie jest jeden kandydat który sprawujący władzę od wielu lat. Na ogół nie ma przeciwników a są to tak dobrani żeby nie byli konkurencyjni.
    Z radnymi jest to samo.
    Mieszkańcy zamykaj się w swoich domkach, mieszkaniach i nic ich nie obchodzi. Łączy ich jedynie jakieś zagrożenia. Tworzą komitety i głośno krzyczą. Przegrają lub wygraj i to koniec ich działalności. Myślę ze upłynie dużo czasu żeby nasze społeczeństwo było jak Holendrzy czy Francuzi.

    Reply
  • Pingback: Absolutorium, Odwołanie, Referendum a może IMPEACHMENT ? | Nowa Stepnica

  • 19 lutego 2012 at 12:19
    Permalink

    Tylko czy aby społeczeństwo mogło się zmienić nie trzeba mu dać ku temu narzędzi? Jeśli ludzie będą otrzymywać komunikat: nie można wam ufać, nie jesteście kompetentni, macie złą wolę, najpewniej zadziała to jak samospełniające się proroctwo. Takie podejście będzie nas raczej odsuwać niżeli zbliżać do wykształcenia w społeczeństwie postaw podobnych jak w krajach o wysokim wskaźniku partycypacji społecznej.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *