Polacy na Litwie

Polski głos w domu nad Wilią

Bartłomiej Kozek
24 sierpnia 2012

W żadnym kraju należącym do obszaru b. ZSRR społeczność polska nie stanowi tak dużego odsetka ludności jak na Litwie. Litwa jest też – obok USA i od niedawna również Wielkiej Brytanii – jednym z największych ośrodków polskojęzycznych mediów poza granicami Polski. Media nie tylko przekazują informacje z kraju i ze świata, ale również interpretują je, kształtując ich wyborem oraz towarzyszącym mu komentarzem opinie swoich odbiorców. Już to, o czym przeczytamy, co usłyszymy i co zobaczymy, a czego nie, wpływa na nasz sposób widzenia świata i hierarchię ważności, jaką przypisujemy poszczególnym zjawiskom czy tematom.

W przypadku polskich mediów na Litwie interesujące wydają się zarówno poruszane przez nie tematy, jak również podejście do takich kwestii, jak stosunek do państwa litewskiego, do Polski i polskości, do historii lokalnej społeczności polskiej. Jak opowiadają one o sobie i o wizji społeczności, którą chcą reprezentować? Odpowiedzi poszukajmy w działach „o nas”, umieszczonych na stronach internetowych poszczególnych redakcji. Te najczęściej niepozorne miejsca, do których rzadko się zagląda, okazują się wiele mówić. Świadomie bądź nie, dają pewien obraz historii i teraźniejszości wspólnoty, do której kierują swój przekaz.

Między sierpem a młotem

Dzieje „Kuriera Wileńskiego” – jedynego na Litwie polskiego dziennika – czyta się z zapartym tchem. Gazeta ta jest spadkobierczynią „Czerwonego Sztandaru”, komunistycznego periodyku, wydawanego od r. 1953 w celu przekonania tamtejszej społeczności polskiej do nowej władzy. Taka przeszłość wymaga opowiedzenia, szczególnie, jeśli chce się odciąć od ówczesnej linii programowej oraz wszelkich „błędów i wypaczeń”. Zdecydowano się zatem na przyjęcie – wygodnego na od wieków na wielokulturowych obszarach – klucza etnicznego. Komunistyczna władza powołuje do życia gazetę, „w której pracowali początkowo w ogromnej większości Żydzi i Rosjanie”. Mieli oni na celu nie tylko siać wrażą propagandę, ale też działać na rzecz skłócenia i tak już pozostających ze sobą w konflikcie społeczności litewskiej i polskiej.

W historii tej następuje jednak zwrot akcji. W redakcji – powoli, ale konsekwentnie – zwiększać się miała liczba Polaków. Bocznymi drzwiami, czytelnym „na mieście” szyfrem wprowadzają oni w pisanych przez siebie artykułach niewygodne dla władz tematy i perspektywy mówienia o nich:

Drukowanie podręczników w języku polskim, działalność szerokiej wówczas sieci polskojęzycznego szkolnictwa, kadra pedagogiczna, zdobywanie wykształcenia w innych zawodach, twórczość literacka i kulturalna — te tematy sygnalizowane były najpierw w listach czytelników do redakcji, następnie zaś trafiały na łamy już opracowane przez fachowych dziennikarzy, a co najważniejsze — jako „postulaty ludzi pracy“ kierowane były do instytucji najwyższej władzy. Coraz bardziej widoczny stawał się na łamach podział na nieuchronny balast, czyli materiały partyjno-propagandowe, których autorami byli w ogromnej większości Rosjanie, Żydzi i Litwini, a artykuły pisane przez Polaków — i dla Polaków.

W opisie dziejów gazety tworzy się więc wizję rzeczywistości, w której obce grupy narodowościowe obniżały jakość powołanego przez siebie do życia pisma, zdaniem anonimowego autora artykułu skupiając się na prezentowaniu sztampowej, pozbawionej polotu i indywidualizmu propagandy. Polacy w redakcji z kolei mieli zgoła inną rolę – komunistyczny język mieli wykorzystywać do przemycania wywrotowych dla systemu treści, istotnych dla lokalnej społeczności polskiej. Dzięki przyjęciu takiej narracji, gdy przechodzimy do strony prezentującej osoby zaangażowane w pracę dziennika i w ich biogramach wyczytujemy informacje o pracy w „Czerwonym Sztandarze”, ma ona być świadectwem niezłomnego patriotyzmu, nie zaś współtworzenia komunistycznego organu prasowego.

Działalność „Czerwonego Sztandaru” jest dla redakcji „Kuriera Wileńskiego” powodem do chluby i podkreślania ciągłości między tymi pismami, mimo iż po drodze zmieniła się jego struktura własnościowa (dziennik partyjny, później krótkotrwale rządu litewskiego, następnie oddany w prywatne ręce) oraz tytuł, co mogłoby być świetną okazją do zerwania z przeszłością. Chęci takiego zerwania nie widać, wręcz przeciwnie, redakcja chwali się rolą, jaką gazeta pełniła w animacji życia kulturalnego Polaków w ZSRR. Brak granic wewnątrz ZSRR miał umożliwiać jej swobodną dystrybucję wśród społeczności polskich w innych republikach, a nawet do 20 tys. egzemplarzy trafiać miało do „Wilniaków” w Polsce, prezentując im, przynajmniej zdaniem autora artykułu, pozbawiony propagandy obraz sytuacji w rodzinnych stronach. „Czerwony Sztandar” miał również dbać o obecność Polek i Polaków w przestrzeni miasta, reaktywując kiermasze kaziukowe czy też angażując się w ocalenie przed zniszczeniem cmentarza na Rossie.

Z zaprezentowanego przez „Kurier Wileński” opisu rzeczywistości przed 1989 r. mogłoby wynikać, że Polacy byli najbardziej odporną na uroki komunizmu nacją na Litwie. Dowiemy się, że stanowili znikomy procent w tamtejszej partii komunistycznej, nie dowiemy się za to na przykład o tym, że to władze KPZR tamowały lituanizacyjne zapędy lokalnego odgałęzienia partii. Znajdzie się tu miejsce na przypomnienie o problemach z litewskim nacjonalizmem, ale już nie na pomysły ze schyłkowych czasów pieriestrojki, kiedy to polscy parlamentarzyści zabiegali o utworzenie z Wileńszczyzny i części Białorusi autonomicznej, radzieckiej republiki Wschodniej Polski.

„Gazeta nie omija też zjawisk niepożądanych we własnym środowisku i nie hołduje pseudopatriotycznej zasadzie, że wszystko, co polskie, musi być poza krytyką” – deklaruje „Kurier Wileński”. Czy tak jest w istocie? W publikowanych w ostatnim czasie na stronie artykułach dużo miejsca zajmują relacje ze zjazdów lokalnych stowarzyszeń czy też religijnych uroczystości. Osobny dział poświęcony jest polskiemu szkolnictwu, co wskazuje na poczucie misji wobec lokalnej społeczności. Działy te dobrze wpisują się zresztą w inny cytat z narracji dziennika o samym sobie, wskazującym na pewność siebie, poczucie własnej wartości oraz brak kompleksów, które to podejście chcą wszczepić swoim czytelnikom. Modelowy litewski Polak to ich zdaniem „Obywatel Europy, nie mający wobec niej żadnych kompleksów, lecz pamiętający o tym, że on również oferuje jej prawdziwe wartości”.

Polski głos w Twoim domu

Radio znad Willi historię ma krótszą. W wileńskim eterze, na częstotliwości 103,8FM, pojawiło się 1 lipca 1992 r. Siłą rzeczy nie może odwoływać się do swej działalności w czasach sowieckiej Litwy, dlatego też w opowiadaniu o sobie skupia się na pionierskich początkach oraz podkreśla dzisiejszą rolę w animowaniu życia kulturalnego litewskich Polaków. Akcentuje się przede wszystkim ciekawą biografię twórcy rozgłośni, Czesława Okińczyca – litewskiego prawnika, posła na tamtejszy Sejm w latach 1990-1992, który później – co ciekawe – bezskutecznie starał się o reelekcję nie z listy polskiej mniejszości, ale partii socjaldemokratycznej. Wspomina się również o dużym wsparciu ze strony polskich instytucji i mediów przy okazji startu radia, między innymi ze strony Fundacji im. Stefana Batorego, Polskiego Radia, RMF FM czy radia „S” (dzisiejsza sieć Eska).

Innym ważnym aspektem autonarracji jest podkreślanie – analogicznie do „Kuriera Wileńskiego” – aspektu budowania lokalnej społeczności polskiej. Radio czyni to na bardziej masowym poziomie, nie chwaląc się np. animacją wieczorów poetyckich, ale sprowadzeniem do stolicy Litwy Ryszarda Rynkowskiego czy Czerwonych Gitar. Także promowane na antenie imprezy – od wyborów najpiękniejszej Polki na Litwie po spotkania rolnicze – nie są pozbawione charakteru integrującego miejscową społeczność polską.

Większość tych działań animacyjnych, skierowana jest raczej na wewnętrzną integrację polskiej wspólnoty niż na jej integrację z litewską większością. Widać to także w ramówce rozgłośni – znajdziemy w niej polską listę przebojów, natomiast w playliście próżno wśród anglojęzycznych szlagierów szukać litewskiej muzyki. Łatwiej przyjdzie nam znaleźć długie, wieczorne audycje skierowane do Białorusinów, niż jakiekolwiek nadawane po litewsku albo dedykowane polsko-litewskiemu dialogowi. Można momentami odnieść wrażenie, że oglądamy stronę internetową którejś ze słowno-muzycznych rozgłośni regionalnych Polskiego Radia, nie zaś polskiej rozgłośni nadającej w innym kraju. Fakt ten podkreśla nadawanie – obok wiadomości lokalnych przygotowywanych przez rozgłośnię – serwisów informacyjnych publicznego polskiego nadawcy. Jedyne, co może nam przypomnieć o litewskim pochodzeniu rozgłośni, to stosowna domena internetowa oraz pojedyncze, pojawiające się na stronie banery.

Podkreślanie zasług w rozbudzaniu życia kulturalnego na Wileńszczyźnie jest bardzo przydatne w sytuacji, gdy zestawiamy je z obecnością audycji słownych w ramówce Radia znad Wilii. Choć proces ich ograniczania na rzecz muzyki nie zaszedł tak daleko, jak w komercyjnych rozgłośniach w Polsce, widać wyraźnie, że nie dominują one nad programem. Nadawca stara się balansować między rynkową opłacalnością a poczuciem misji wobec lokalnej społeczności. Część chwytów może wydać się nam znajoma, jak np. emitowanie cotygodniowej audycji o ważnym na Wileńszczyźnie temacie – zwrocie ziemi jej przedwojennym właścicielom – w sobotni poranek, o 8 rano. Nie da się jednak zaprzeczyć, że znajduje się miejsce na audycje, które w typowej rozgłośni komercyjnej w Polsce raczej nie byłyby emitowane, np. cotygodniowy magazyn katolicki czy program o polskim szkolnictwie.

PL.LT

PL.LT to symboliczny zapis motta, kierującego internetowym portalem Wilnoteka. Powstał on na bazie materiałów filmowych przygotowywanych dla 15-minutowego polskojęzycznego magazynu litewskiej telewizji publicznej LTV – „Albumy wileńskie”, a także magazynu realizowanego dla TVP Polonia o tej samej co portal nazwie. Także i tu aspekt budowania społeczności odgrywa istotną rolę. „Stawiamy przede wszystkim na młode pokolenie PL.LT – Polaków na Litwie. Pokolenie, w którym obie tożsamości, zarówno polska, jak i litewska, zlały się w jednakowym stopniu, tworząc nową tożsamość, oryginalną i regionalną w europejskim znaczeniu” – deklarują jego twórcy. Różnice w stosunku do starszych, tradycyjnych mediów widać w doborze promowanych tematów: mniej tu relacji ze zjazdów czy religijnych uroczystości, więcej zaś sportu, kultury i bieżących wydarzeń.

Wilnoteka, choć wykorzystuje nowoczesne medium i pragnie być miejscem refleksji, zadaje pytania nie o odpowiednie dla poszczególnych jednostek wartości, lecz o sposób ich odnajdywania się w obrębie wspólnoty. Trudno do końca określić, czy jest to wspólnota narodowa czy etniczna, jako że – choć w autonarracji nie brak odniesień do „Macierzy” – jednocześnie wyraźnie zauważa się odrębność między Polakami w Polsce a Polakami na Litwie:

Co stanowi podstawę tożsamości PL.LT w czasach, gdy tradycyjne wartości się chwieją? Czy chodząc do niepolskiej szkoły, zakładając rodzinę z nie-Polakiem, wyjeżdżając do pracy w Irlandii, przestajemy być PL.LT? Czy też wstydząc się mówić po polsku z Polakami zza Niemna lub przechodząc na litewsko-rosyjski żargon, stajemy się tylko „tutejsi” (jak nam to próbuje wmówić określona propaganda): szary tłum bez własnej tożsamości i postawy, bez wartości i poglądów…

W tych kilku zdaniach widać różnicę między życiem w większościowej a w mniejszościowej grupie narodowościowej. Ta druga – szczególnie na obszarze o tak powikłanej przeszłości i nadal niezałatwionych bieżących sprawach – łatwo może wpaść w syndrom oblężonej twierdzy. W zetknięciu z nowoczesnością i różnymi strategiami życiowymi, choć stara się w nowoczesny, atrakcyjny sposób opowiedzieć o ważnych dla młodych sprawach, portal zadaje pytania raczej niemieszczące się w kanonie politycznej poprawności. W debacie społecznej w Polsce pytanie o małżeństwo z nie-Polakiem/nie-Polką pojawia się praktycznie wyłącznie w talk showach w rodzaju „Rozmów w toku”, i to w odniesieniu do partnerów o znacznie większej różnicy kulturowej niż Polska i Litwa. To jednak zupełnie inny kaliber niż portal informacyjny, jakim jest Wilnoteka.

Do przodu czy wstecz?

Inne dostępne na Wileńszczyźnie polskie media nie mają tak dalece rozbudowanej autonarracji. Z kronikarskiego obowiązku warto wspomnieć, że sygnał TVP Polonia transmitowany jest z nadajnika w stolicy Litwy, dzięki czemu lokalna społeczność ma szeroki dostęp do bieżących doniesień z Polski i oferty filmowej, serialowej i kulturalnej emitowanej przez publicznego, polskiego nadawcę. Do tego może ona słuchać codziennej, półgodzinnej audycji polskojęzycznej na antenie litewskiego radia.

Warto również wspomnieć o „Tygodniku Wileńszczyzny”, dawniej ukazującym się pod tytułem „Przyjaźń”. Podobnie jak i ukazujący się od 1990 r. (wpierw jako dwutygodnik, następnie jako miesięcznik) „Magazyn Wileński” z powodu dłuższego cyklu wydawniczego nie skupia się na poszukiwaniu własnych informacji. Znacznie lepiej odnajdują się w roli konserwatywnej formacji, dlatego znajdziemy tu znacznie więcej niż gdzie indziej artykułów poświęconych historii, w tym tej martyrologicznej. Tytuły „Magazynu Wileńskiego” mówią same za siebie, np.: „Polskością silni!” czy „Bo wolność krzyżami się mierzy”. Witryna „Tygodnika Wileńszczyzny” z kolei promuje odnośnik do strony internetowej polskiego „Naszego Dziennika”. Tematy takie jak uroczystości religijne czy patriotyczne zajmują znacznie więcej miejsca niż w „Kurierze Wileńskim”. Towarzyszą im materiały historyczne, które jednak nie są jedynie skupione na martyrologii – znajdziemy tu chociażby materiał poświęcony Wilii i trwającej od 200 lat tradycji prowadzonych na niej badań hydrologicznych.

Choć autonarracje poszczególnych mediów uderzają w wysokie tony, to już ich codzienne, praktyczne działanie nie wydaje się odbiegać aż tak znacząco od praktyki mediów w Polsce. Media, którym poświęciłem najwięcej uwagi – „Kurier Wileński”, Radio znad Wilii oraz portal Wilnoteka – mają pewne cechy wyróżniające je od komercyjnych przedsięwzięć nad Wisłą, wynikające z poczucia misji wobec tamtejszej społeczności. Nie jest jednak tak, by misja ta przesłaniała chęć przygotowania atrakcyjnego dla szerszego audytorium przekazu. Znajdziemy tu więc miejsca na ogłoszenia czy polityczne informacje z Litwy. Radio znad Wilii poza byciem „polskim głosem w Twoim domu” emituje również popularne zagraniczne hity.

Ilustracja: Robert Wielgórski (Barry Kent), Wikimedia commons, CC-BY.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *