Inny kolor Francji

Bartłomiej Kozek
4 października 2013

Społeczność karaibska i afrykańska nad Sekwaną po dziś dzień walczy o uznanie swojego wkładu w życie kraju. Al Jazeera postanowiła przybliżyć historię tej walki.

Emancypacyjne dążenia i walka o równouprawnienie Afroamerykanów w Stanach Zjednoczonych, także dzięki popkulturze, znane są na całym świecie. Filmy o niewolnictwie, wojnie secesyjnej i roli Abrahama Lincolna, a także dokumenty poświęcone ruchowi praw obywatelskich i postaci Martina Luthera Kinga regularnie pojawiają się na wielkim i małym ekranie.

Tymczasem dzieje innej czarnej społeczności – zamieszkującej Francję – pozostają w dużej mierze nieznane szerszej widowni. Sama społeczność, a także jej wewnętrzne zróżnicowanie, są w dużej mierze niewidzialne dla opinii publicznej. Przyczynia się to do tego, że gdy już jakieś bieżące wydarzenie (np. zamieszki na przedmieściach w r. 2005) wydobywają ją z cienia, najczęściej kończy się to jej stereotypizacją i podkreślaniem „braku integracji” z szerszym społeczeństwem.

Anglojęzyczna Al Jazeera postanowiła spojrzeć na tę kwestię głębiej, czego efektem stał się trzyczęściowy dokument „Czarna Francja”. Jego twórcy – Pascal Blanchard i Juan Gelas – zaprezentowali widzom ciągnącą się przez ponad stulecie walkę o równouprawnienie, skończenie z kolonizacyjnym paternalizmem oraz uznanie zasług dla kraju. Uznanie, które rzadko przychodziło łatwo – przykładem wypowiedzi Jacques’a Chiraca o imigrantach, których zapach oraz hałaśliwość miały doprowadzać do szału „francuskiego robotnika” albo Nicolasa Sarkozy’ego o braku istotnego wkładu Afryki w globalną cywilizację.

Imperium i jego poddani

Choć mający karaibskie lub afrykańskie pochodzenie politycy czy intelektualiści pojawiali się w życiu publicznym Francji co najmniej od czasu rewolucji 1789 r., a w 1848 r. kraj ten zdecydował się na zniesienie niewolnictwa, kwestie rasowe w francuskiej polityce na dobrą sprawę pojawić się miały zdaniem autorów dokumentu dopiero na przełomie XIX i XX w. To wtedy pełnego kształtu zaczęło nabierać francuskie imperium kolonialne – wtedy też poczucie wyższości białych nad czarnymi święcić miało największe tryumfy. Jego przykładem były chociażby karykatury czarnoskórego posła do parlamentu, jakie ówczesna prasa z lubością umieszczała na swych okładach, a także repliki afrykańskich wiosek, odtwarzanych wraz z ich ludnością w charakterze muzealnych eksponatów na wystawach światowych.

Nawet wówczas jednak sytuacja była skomplikowana i niejednoznaczna – dla przykładu Francja była dla wielu Afroamerykanów ze Stanów Zjednoczonych krajem, w którym czuli się znacznie swobodniej niż w USA. Pierwsze postaci ze świata sportu zaczęły przeorywać społeczną świadomość, stanowiąc wyzwanie dla przekonania o wyższości białej rasy. Nie bez znaczenia miał być również wpływ kulturowy „czarnej twórczości” – od „le jazz”, przez swing i karaibskie brzmienia, aż po coraz większą obecność osób karaibskiego i afrykańskiego pochodzenia w reprezentacjach sportowych tego kraju.

Polityczne uznanie przychodziło jednak znacznie trudniej. Udział olbrzymiej grupy afrykańskich żołnierzy we francuskim wysiłku podczas I wojny światowej nie przyniósł znaczącej poprawy sytuacji w koloniach, sami zaś żołnierze, po demobilizacji, w większości zostali odesłani z Europy. Na konferencji wersalskiej w procesie podejmowania decyzji nie brała udział żadna osoba o czarnej skórze. Gdy ćwierć wieku później nad „starym kontynentem” znów zawisła groźba wojny, obietnice dotyczące ludności skolonizowanej były niewiele mniej mgliste, niż te z czasów poprzedniej „wielkiej wojny”. Kiedy w r. 1944 Alianci wyzwolili Paryż, czarni żołnierze nie zostali dopuszczeni do udziału.

Obywatelki i obywatele

Wywołanych przez dwie wojny światowe zmian politycznych nie dało się już jednak zatrzymać. Po wyborach w r. 1945 reprezentacja czarnoskórych posłów we francuskim parlamencie urosła z poziomu pojedynczych jednostek do grupy 60 polityków. Dla porównania – dziś jest ich zaledwie piątka. W 1946 r. status zamorskich departamentów uzyskały Gwadelupa, Martynika, Reunion oraz Gujana Francuska, co otworzyło proces zrównywania praw ich mieszkanek i mieszkańców z tymi, jakimi cieszyła się ludność Francji metropolitarnej. W 1960 r. większość dawnych afrykańskich kolonii tego kraju uzyskała niepodległość. Osoby je zamieszkujące stanęły przed nie lada możliwością – mogły bądź to budować dobrobyt nowo powstających państw, bądź też zdecydować się na emigrację do centrum dawnego imperium.

Wielu z tej okazji skorzystało – szczególnie z karaibskich departamentów zamorskich. Na ich biedę i przeludnienie, które zaczęło prowadzić do zamieszek na tle etnicznym, Francja odpowiedziała stworzeniem agencji BUMIDOM, sprowadzającej do Europy tamtejszą ludność. Zasilała ona szeregi francuskiej klasy robotniczej, wykonując najczęściej nisko płatne prace, na które biała ludność francuska nie miała już zbyt wiele ochoty. Studencka rewolta r. 1968 i późniejszy kryzys naftowy wydobyły na światło dzienne fatalne warunki, w jakich przyszło żyć czarnoskórym pracownikom. Koniec powojennej prosperity oznaczał polityczną zmianę nastrojów. Francja wstrzymała napływ siły roboczej ze swych dawnych kolonii, a niechętne imigrantom nastroje znajdywać zaczęły ujście w aktach przemocy oraz rozkwicie skrajnie prawicowego Frontu Narodowego.

Ostatnie dziesięciolecia były skomplikowanym czasem dla społeczności afrykańskich i karaibskich. Z jednej strony powoli zaczęły przebijać się do głównego nurtu francuskiego życia medialnego, z drugiej – musiały radzić sobie ze stygmatyzującymi stereotypami na ich temat, napędzanymi przez wzrost przestępczości na przedmieściach. Francja uznała niewolnictwo, z którego przez wieki czerpała korzyści, za zbrodnię przeciwko ludzkości, ale też tamtejsze media nadal za problemy z integracją wolą częściej obwiniać islam i poligamię niż na przykład wadliwe funkcjonowanie systemu społecznego i związane z nim rozwarstwienie. Jak zauważa jeden z bohaterów „Czarnej Francji”, myślenie w kategoriach etnicznej tożsamości coraz częściej wypiera w dyskursie publicznym dawne kategorie, takie jak klasy czy stosunek do wiary.

Splot polityki i kultury

Wielką zaletą trzyczęściowego dokumentu Al Jazeery jest prezentowanie szerokiej panoramy społecznych przemian – nie tylko suchych faktów politycznych, ale też archiwaliów o życiu codziennym – czy też podkreślanie roli kultury w uznaniu istnienia oraz tożsamości społeczności karaibskich i afrykańskich. Obok międzywojennej tancerki Josephine Baker znalazło się miejsce dla poety Aimé Cesaire’a, a obok współczesnych raperów – na Franza Fanona i jego krytykę esencjalizacji czarnoskórej tożsamości, mającej jakoby dyktować ludziom ich zachowania oraz gusty.

Duża ilość głosów reprezentantek i reprezentantów współczesnej „czarnej społeczności” we Francji stanowi kolejny atut filmu. Dzięki nim możemy się z pierwszej ręki dowiedzieć, jak poruszane w nim kwestie oddziaływały na ich życie i światopogląd. Na własne oczy możemy się przekonać, że nawet odległe w czasie wydarzenia mają wpływ na ich teraźniejszość – jak choćby wtedy, gdy widzimy nieco już starszego pana, któremu łamie się głos na pytanie reportera o jego uczucia, związane z odnalezieniem swoich przodków na liście dawnych niewolników. Możemy również dowiedzieć się o różnicach między społecznościami karaibskimi i afrykańskimi, które przez długie lata pozostawały w izolacji od siebie, ale też między samymi osobami pochodzenia afrykańskiego. Usłyszymy też odpowiedzi na pytania o ich własne poczucie tożsamości – o to, co daje im świadomość swego pochodzenia i w jaki sposób wpływa ono na postrzeganie samych siebie jako obywatelek/obywateli Francji. To niezmiernie ciekawe głosy, które warto wysłuchać.

Black France, reż. Pascal Blanchard, Juan Gelas, Francja 2013. Dokument dostępny do darmowego obejrzenia na stronie Al Jazeery.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *