„Dziękuję” to za mało

FELIETONY SPORTOWE
3 marca 2012

Było tak, jak przewidziałem: Marcin Różalski choć przegrał swój pojedynek na KSW 18, to przecież jednak go wygrał. Wyzwanie okazało się jeszcze trudniejsze, niż pierwotnie zapowiadane: na ringu naprzeciwko Różala stanął w końcu nie Jerome Le Banner (którego tuż przed walką wyeliminowała kontuzja), ale sam Valentijn Overeem. To zawodnik o klasę trudniejszy dla Marcina: ma za sobą blisko 60 zawodowych walk MMA, a dla Marcina to przecież była dopiero trzecia walka w tej formule. Różnica doświadczenia jest więc kolosalna. Overeem pokonał wcześniej takich gigantów, jak sam Randy Couture. Jasne, że ma i liczne porażki, ale to zawodnik, który nie „hoduje” sztucznie swego rekordu, tylko walczy z najlepszymi. Jest aktualnie w treningu przed inną walką planowaną na maj, więc przyjechał znakomicie przygotowany.

O walce tak piszą znawcy-komentatorzy: „Overeem szybko pokonał Różalskiego”. „Polak poległ już w pierwszej rundzie”. „Rozczarowanie: różal na deskach” i dalej w tym duchu. Byłem w Płocku i widziałem tę walkę na żywo, więc odpowiadam im, choć – niełatwo jest opowiadać koncert głuchemu… W trzydziestej sekundzie walki Overeem nadział się na pierwszą twardą kontrę i było już widać, że Różalski wcale nie speszył się formatem przeciwnika, że walka będzie wyrównana. Pod koniec pierwszej minuty po mocnej wymianie Holender sprowadził Polaka i komentatorzy już zaczęli lamentować, że to początek końca. Ale Różal wcale nie utracił kontroli i kiedy w połowie drugiej minuty Overeem nie mogąc nic zdziałać górą, poszedł do dźwigni na stopę, to Różalski zapiął pierwszy dźwignię. Czytelnicy mają prawo nie wiedzieć: dźwignia prosta na stopę – tzw. taktarow (od nazwiska Olega Taktarowa, który stosował ją pierwszy) – jest niezwykle bolesna. Niemal przez minutę Różalski był bardzo bliski zwycięstwa: Overeem zwijał się, pierwszy musiał puścić stopę Marcina, potem nie udał się mu atak górą i wydawało się, że zaraz odklepie. Ale w dwudziestej sekundzie trzeciej minuty Holender skręcił się nagle do drugiej stopy Marcina, zapiął klucz i – Marcin musiał się poddać. Zwyciężyło doświadczenie, jednak pojedynek był naprawdę piękny, techniczny, wyrównany i Różal był o włos od zwycięstwa.

Można było tę walkę rozegrać inaczej: kunktatorsko unikać parteru, klinczować w stójce, skupić się na obronie i brzydko, nudno ale bezpiecznie przewalczyć 10 minut. Ja jednak wolę stokroć Różala-ryzykanta, którego ponosi ułańska fantazja, który przyjmuje walkę w parterze z samym Overeemem i omal nie wygrywa z nim. Szacunek!

Tym, którzy sporty walki próbują oglądać i komentować na zimno, dedykuję tę oto historię: niektórzy wiedzą, że niedawno zmarłą Wisławę Szymborską łączyła serdeczna przyjaźń i wzajemna fascynacja z Andrzejem Gołotą. Nie mogąc dotrzeć osobiście na pogrzeb poetki, zamieszkały w USA Gołota oprócz bukietu 89 białych róż przysłał wiersz dla pani Wisławy:

Braknie mi Ciebie w moim narożniku
mimo że nigdy nie stąpałaś po ringu.
Pozostaną wiersze.
„Dziękuję” to za mało…

Przyznaję bez cienia zakłopotania: popłakałem się czytając to. Ilekroć komuś przyjdzie do głowy pisać o sportach walki na zimno, niech przypomni sobie ten wiesz.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *