ISSN 2657-9596
Fot. Robert Pastryk / Pixabay

Stwórz własną pizzę – czyli jak kradnie się demokrację

Bartek Lech
14 września 2020
Bartek Lech zadaje pytanie co się dzieje z naszą demokracją? Czy zasady dane nam są raz na zawsze, czy ktoś nam demokrację kradnie?

Kiedy zamawiamy pizzę, w menu jest zawsze opcja: stwórz własną! Można wtedy dobrać składniki, sosy, grubość i typ ciasta. Wyjątkowość napędem współczesności! A co by było, gdyby przy zamówieniu powiedzieć: poproszę pizzę ze spodem zrobionym z utartych ziemniaków. Jako sos wezmę śmietanę, a jako składnik duszone pieczarki”. Takie danie, w zależności od regionu, nazywamy różnie, ale jedno jest pewne: nie jest to już pizza.

I dokładnie to dzieje się dziś z demokracją, przy której majstrują niektórzy przywódcy, w obawie że ta prawdziwa, oparta na filarach współpracy, wolności i prawa, pozwala na zbyt daleko idącą konkurencję, która w efekcie może pozbawić ich władzy. Niestety jest to zjawisko uniwersalne – dotyczy zarówno różnych regionów świata, jak i różnych wymiarów organizowania się ludzi: państwa, organizacji społecznych, związków zawodowych i także partii politycznych. I wbrew pozorom nie jest to, jak chciałaby władza, “problem wewnętrzny”.

Brunatnieje Ameryka

Donald Trump właściwie zmienił oblicze tego, co nazywamy dziś “wolnym światem”. I to do tego stopnia, że ten “wolny świat” oddala się coraz bardziej od demokracji. Jeden z komentatorów po wyborze Trumpa na Prezydenta USA powiedział: “Gratuluję Pani Merkel, od dziś to ona jest liderem wolnego świata”. To symboliczne, ale polityka to przede wszystkim starcie symboli. Te jednak biorą się z konkretów. I tak, od dziesięcioleci w USA trwa przecież konflikt kompetencyjny, w którym konstytucjonaliści zarzucają kolejnym prezydentom, że ci próbują stanowić prawo poprzez “decyzje wykonawcze”, czyli rozporządzenia, pomijając Kongres. I choć Trump tego nie wymyślił, to sam w sobie jest skutkiem właśnie tego przesuwania granicy pomiędzy tym, co w demokracji jest dopuszczalne, a tym, co nie jest.

Sama jego prezydentura to ciągłe przesuwanie “okna dyskursu”[1] – to strategia wielu autokratów, którzy raz na jakiś czas powiedzą coś tak skrajnie niedopuszczalnego, że reszta ich decyzji jawi się jako normalna. Naśmiewanie się podczas kampanii z osoby niepełnosprawnej oczyściła późniejsze maczystowskie zachowania Trumpa, które w porównaniu do pierwszego wybryku nie jawiły się już tak skrajnie. Podobnie z demokracją – ostre słowa pod adresem gubernatorów stanowych, którzy wprowadzili nakaz noszenia maseczek koronawirusowych, stworzył większą akceptację dla pomysłów wysłania armii (która leży w gestii prezydenta), aby ta “pomogła gubernatorom w uspokojeniu” protestów Black Lives Matter.

Pomijając “brunatność” treści polityki Trumpa, to sam jego centralizm i zamach na federacyjność, lokalność czy regionalność w tworzeniu demokracji to kwintesencja skrajnej prawicy. Ta choroba centralizmu, znana w Polsce z poprzedniego ustroju, przechodzi odnowę. I to właśnie za sprawą przesuwania granic przez autokratów, którzy uzasadniają swoją pełnię władzy argumentem, że “przecież mnie wybrano”.

Najbardziej niebezpieczne jest w tym jednak to, że zaczyna się takie oszustwo uważać za “real politics”, do której aspirują mierni pseudoprzywódcy, bojący się prawdziwej konkurencji. Ta trwa cały czas, nie tylko w okresie kampanii wyborczej. Żadna władza w demokracji nie jest przecież stanem stałym, a długość mandatu jej sprawowania jest umowna.

Ponad wszystko, warto pamiętać, że to co dziś nazywamy “kadencyjnością”, przez wieki było osiągane ścięciem głowy królowej bądź króla z dnia na dzień i bez ostrzeżenia. Stworzenie ustrojów pozwoliło na rozwiązania bardziej humanitarne. Ustroje opierają się na prawie i zaufaniu w to, że władza nie szkodzi “za bardzo” ludowi. Nie ma jednego bez drugiego. Taki konsensus to bardzo cienka ścianka wielu naczyń połączonych, której w obecnym kryzysie nie warto próbować przesuwać.

Europa (jednak) Demokracji

Europa kontynentalna, a przez to cała Unia, jest mniej erupcyjna niż USA. Rozwinięta biurokracja, będąca codzienną zmorą i powodem do krytyki polityki w Europie, nakłada wiele filtrów na konflikty i de facto je łagodzi. Skonfliktowane strony uczestniczą w takiej ilości forów i procesów, że zanim konflikt napęcznieje, jest zdemobilizowany. Stąd przecież skrajna prawica, żyjąca konfliktem, szczyci się koalicją z ultra-libertarianami, którzy marzą o świecie przedpaństwowym.

Nie ma lepszego przykładu na to niż lipcowy szczyt Unii Europejskiej. Przecież to, że liderki i liderzy 27 państw stosują się do zasady, że nie wyjadą z Brukseli, dopóki się nie dogadają” nie jest takie oczywiste. I tak do rekordu z negocjacji Traktatu w Nicei zabrakło dwóch godzin. To znaczy też, że Unii jednak warto bronić. Oczywiście, że łatwo byłoby to zbyć cynizmem – jako że ten szczyt dotyczył podziału funduszy. Ale nie jest to takie proste: to, “kto ile dostanie kasy”, to tylko połowa rozmowy, druga część natomiast dotyczy tego, na co je może wydać. A to drugie to już wspólnota polityczna.

Pomimo fake newsowej kampanii pisowskiej warunek praworządności jest w porozumieniu budżetowym i ma się dobrze. Mało tego, to, co kiedyś było jedynie artykułem 7 Traktatu i wymagało operacji na poziomie głów państw, teraz de facto skierowano do Komisji Europejskiej, która jest o wiele mniej podatna na chwilowe interesy rządów. Warto zwrócić uwagę, że Parlament Europejski (PE) chce jeszcze bardziej demokratycznych i jednoznacznych rozwiązań, i między innymi dlatego zawiesił przegłosowanie budżetu unijnego 2021-2028.  Negocjacje pomiędzy unijnymi instytucjami i na forum PE mogą trwać miesiącami (włącznie z możliwością prowizorium budżetowego na 2021r., jeśli do grudnia nie dojdzie do porozumienia) Praworządność jako wartość nadrzędna UE będzie w tych debatach podstawowa – ale nie tylko w tym kontekście.

Lepiej późno niż wcale

Pomimo że Europa może się jawić jako mniej “wybuchowa”, nie oznacza to jednak, że skrajna prawica jest u nas mniej niebezpieczna. Antyunijne ruchy szowinizmu narodowościowego, wspierane zza wschodniej granicy, mają się dobrze. Aż za dobrze.

W kampanii europejskiej 2019 prezydent Francji i kanclerzyni Niemiec opublikowali listy o swoich planach co do przyszłości Unii. Prezydent Macron w swoim wystąpieniu, po raz pierwszy w historii Unii, wskazał na potrzebę wspólnotowego podejścia do zagrożeń zewnętrznych dla europejskich procesów wyborczych. Jak się później okazało, nie było to nieuzasadnione.

Po wyborach do PE Komisja Europejska alarmowała o prowadzonej “ciągłej i trwałej działalności dezinformacyjnej” państw trzecich w kontekście kampanii do europarlamentu. Ta obejmowała “tłumienie frekwencji i wpływanie na preferencje wyborców”. Obecnie baza danych Grupy Zadaniowej ds. Dezinformacji ,  powołanej przy Europejskiej Służbie Zagranicznej, zawiera aż 6 500 tysiąca konkretnych przykładów nieprawdziwych przekazów, płynących z “prokremlowskich źródeł”.

Fake newsy i dezinformacja – czyli wpływanie na percepcję poprzez rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji – skierowane na zmianę preferencji wyborczych po myśli interesów geopolitycznych państw trzecich i/lub grup interesów to tylko część manipulacji naszych procesów demokratycznych.

O wiele bardziej skomplikowane na poziomie unijnym będzie ustalenie wspólnych zasad finansowania kampanii wyborczych. Nie mniejszym przecież skandalem niż Cambridge Analytica był fakt zaciągnięcia 9,4 miliona euro pożyczki przez skrajnie prawicowy Front Narodowy Marine Le Pen w rosyjskim banku. W podobny zresztą sposób sfinansowano kampanię na rzecz Brexitu.

Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę przestarzały stan europejskich infrastruktur wyborczych. Brzmi technicznie, ale wystarczy zobrazować sobie, jak wygląda karta wyborcza w wyborach powszechnych w Polsce: kserokopia, której jedynym zabezpieczeniem jest… pieczątka. W innych państwach starego kontynentu wcale nie wygląda to lepiej. Systemy wyborcze w państwach Unii oparte są w zbyt dużym stopniu na zaufaniu obywateli wobec państwa, które w ostatnich dekadach stopniało. Biorąc pod uwagę zewnętrzne zagrożenia, reformy wydają się nieuniknione. Ale im starszy system, tym trudniej o reformę.

PE na swoim czerwcowym posiedzeniu powołał speckomisję, która ma zbadać holistyczne podejście do sprawy. Jej mandat jest ograniczony do zagrożeń zewnętrznych dla procesów demokratycznych w Unii, ale bez wątpienia w swojej pracy komisja nie obędzie się bez zerknięcia do wewnątrz.

Polska

Nasz kraj znajduje się na liście 10 demokracji na świecie, które obecnie doświadczają największego demokratycznego regresu[2]. A pozytywna ocena naszego ustroju spadła w Polsce o ponad 25%[3] – to największy spadek w naszej części Europy. Tragicznie też wypada index równowagi pomiędzy trzema władzami (ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą)[4]. I niby jest to jasne, bo jesteśmy na ulicach, pod sądami, śledzimy ustawkę strony rządowej w Sądzie Najwyższym i Trybunale Konstytucyjnym czy zamach na wolności obywatelskie i prawa kobiet, LGBTQIA i  wszystkich innych, którzy nie pasują do “narodu PiS”. Oczywistości jednak mają to do siebie, że należy je powtarzać, bo inaczej można się nazbyt do nich przyzwyczaić.

Gdy ktoś każe mi streścić to, na czym polegają demokratyczne wybory, mówię, że zaczynają się one w szkole. I tak jak złożoność “zagrożeń hybrydowych”, których obecnie doświadczają europejskie demokracje, w tym Polska, odpowiedź na nie będzie złożona do tego stopnia, że wymaga osobnej Polityki Demokracji. Naprawa “małych usterek” da ulgę na chwilę, a dziura w postaci deficytu demokratycznego będzie się tylko powiększać.

O ile nie ma co upatrywać całego ratunku w procesach wspólnotowych Unii, to będą one elementem pomagającym w reformie. Ale tylko tam, gdzie będzie z kim na rzecz tych reform pracować. Tu nie obędzie się bez działań w kraju. Nasza polska demokracja już dawno nie była okraszona aktualizacją i całościowym spojrzeniem. A to wymaga nie tylko larum tuż przed czy tuż po wyborach, które jeśli już, to są konsekwencją całości ignorowania demokracji przez władzę od dziesięcioleci.


Przypisy

[1] Inaczej zwanym “Oknem Overtona”.

[2] International Institute for Democracy and Electoral Assistance: https://www.idea.int/sites/default/files/publications/the-global-state-of-democracy-2019.pdf

[3] Bennett Institute for Public Policy – University of Cambridge:

https://www.bennettinstitute.cam.ac.uk/media/uploads/files/DemocracyReport2020.pdf

[4] Bertelsmann Stiftung: https://www.bti-project.org/content/en/reports/global-report-d/global_findings_democracy_2020_EN.pdf

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.