Dwugłos o sztuce i przyrodzie: Ptak
Monika: Dominiko, jesteś artystką, a ja naukowczynią społeczną – porozmawiajmy o sztuce I przyrodzie. Nie w sensie teorii czy historii sztuki przedstawiającej naturę, ale o stanie świadomości, komunikowanym przez naturę wyobrażaną przez sztukę. Socjolog Hartmut Rosa pisze o rezonansie, czyli o szczególnej właściwości relacji człowieka ze światem. Jest to niejednoznaczny, nieliniowy sposób tworzenia więzi między istotami i rzeczami, które mogą być bliskie lub odległe. Rezonans sprawia, że uczestniczący w nim w zasadniczy sposób zmieniają się wzajemnie. Świat w ten sposób „mówi” do nas i słuchanie go sprawia, że pojawiają się doświadczenia nadające i tworzące sens. Nie da się go kupić, spowodować, wyprodukować, zaplanować – ale też nie jest przypadkiem, nie wydarza się mimo woli. Udział w nim wymaga dyscypliny, cierpliwości i świadomości. Dzięki rezonansowi możliwa jest regeneracja społeczeństw ludzkich. Jednym z potężnych nośników rezonansu jest sztuka. Dlatego nie jest to działalność czysto pięknoduchowska, lecz coś, co ma praktyczną moc generowania nowej energii.
Dominika: Na przełomie XI i XII wieku w Chinach żył dość nietypowy artysta, zajmujący się głównie tradycyjnym malarstwem Huaniaohua czyli obrazami ptaków i kwiatów. Ten rodzaj malarstwa był zapoczątkowany w Chinach w VII wieku a następnie rozprzestrzenił się w dalekiej Azji, natomiast artysta który mnie ciekawi nazywał się Huizong Song i był również ósmym cesarzem dynastii Song. Dziś jeden z najbardziej cenionych artystów chińskich, straszna klapa jako polityk.
Huaniaohua, jest fascynującym zjawiskiem po części dlatego, że stało się tak popularne na ogromnym obszarze ale też i na przestrzeni wieków – trzynaście stuleci malowania wron, wróbli, srok, żurawi, gołębi, kosów, gęsi… kwiatów śliwy, róż, irysów. Huizong uciekał od odpowiedzialności w stosunku do swoich rodaków, ale i musiał czuć wielki pociąg do współgrania z naturą, do tego rodzaju poezji, którym jest stan tworzenia. Jego zwój ‘Zięby i Bambus’ jest nadzwyczaj piękny, delikatny, prawie kruchy – jak takie mikro epizody z ptasiego życia które w mgnieniu oka znikają. Natomiast po bokach samego obrazu są liczne pieczęcie kolektorów, a sam zwój posiada inskrypcję, zapewne jednego z właścicieli, w której autor opiewa genialnego artystę i szczęście jakie spotkało ‘nic nie znaczące ptaki’ które stały się tematem obrazu. I tak wątki władzy zakradają się do tego niezwykłego dzieła. Mimo to, obraz nie przestaje być zapisem spotkania artysty z naturą, nie przestaje cieszyć. Wydaje mi się że sztuka może być czymś co nawiedza artystę, cóż, nawiedza każdego kto ją widzi. To co mówi obraz, może być czymś zupełnie odwrotnym od tego co mówi kontekst, a jednak te rzeczywistości mogą współistnieć.
M: Pięknie to sformułowałaś i wspaniale pasuje do tematu, jakim są ptaki! Bo one nawiedzają nas przecież. A poprzez artystów nawiedzają nas w sposób szczególny, bo przynoszą jakieś dodatkowe wieści z zaświatów, prawieków czy świata władzy, tak jak w przypadku cesarskiego dzieła o którym piszesz. Przecudne zięby – one naprawdę chyba się zakradły do świata władzy, który, moim zdaniem, miał ogromne szczęście, że spotkał te ptaki – nic nie znaczące w kontekście władzy, niewinne.
Ja mam zupełnie inny przykład, ale też pokazujący zakradanie się znaczeń przenoszonych przez ptaki. Karolina Matyjaszkowicz, która maluje motywy inspirowane kulturą ludową regionu łowickiego, gdzie się wychowała i gdzie mieszka, często maluje ludowe zaświaty, postaci z legend, z pogranicza rzeczywistości materialnych i wyobraźni. Bywają to ptaki niesamowite, pół-ptaki pół-postaci ludzkie, ptaki bajkowe, bażanty, gołąbki, łowickie pelikany – uwielbiam wszystkie. Moja pochodząca z Łowicza babcia Weronika opowiadała mi w dzieciństwie bajki zamieszkane przez takie ptaki. Ale Karolina maluje też ptactwo domowe, przez mieszczuchów często uważane za niezbyt inteligentne albo co najmniej strasznie zwykłe, banalne. Kurki i kogutki Matyjaszkowicz są jednocześnie zwykłe jak i niesamowite. Dwa kogutki walczą ze sobą któremu dostanie się tłusty czort w charakterze smakołyku. Kurki i kogutki tańczą wokół rajskiego drzewa, towarzyszą boginkom na ukwieconych łąkach… Tak, zdecydowanie – różne rzeczywistości mogą współistnieć dzięki ptakom w sztuce!
D: Na Karolinę Matyjaszkowicz patrzyłam dosłownie kilka dni temu, i też pomyślałam o niej w kontekście ptaków! Przedziwna przestrzeń w jej obrazach. Tam jest olbrzymie bogactwo, a mit i wyobraźnia mają w tej różnorodności żywotność, są materialne. Matyjaszkowicz też mówi o tym że te ‘zaświaty’ mają źródło w opowieściach jej babci. Na mnie też babcia miała ogromny wpływ, jej opowieści na moją wyobraźnie. Właściwie to ona ją ukształtowała, dała mi rytm do którego aspiruje. Natomiast dziadek artysty o imieniu Xavi Bou, ukształtował jego wrażliwość niezapomnianymi długimi spacerami. Patrząc na sikorki skaczące po gałązkach sosny za moim oknem, wydały mi się one takimi migającymi żółtymi gwiazdkami. Dlatego pomyślałam że ruch jest centralny u ptaków. Xavi Bou wypracował sobie bardzo ciekawą technikę fotograficzną w której ten ruch pokazuje. Kształt ptaka właściwie znika, a pojawia się kształt ruchu. To ciekawe w kontekście ‘Rytmu Życia’ Kępińskiego, który opowiada o tym jak lubimy unieruchamiać naturę po to aby ją zbadać, a jednak życie, aby było życiem, musi być ruchem, zmianą, rytmem. To bardzo lubię w ‘Ornitographies’ Xavi Bou, ale i w zdjęciach i rzeźbach ptaków jego poprzednika, Etienne-Jules Mareya. I to nawiedzanie ptaków i ich punkt widzenia też jest bardzo ciekawy, ale jeszcze się z tym pomarynuje.

M: Wspaniałe! Nie znałam tych prac. Ruch ptaków bardzo do mnie przemawia! Moja babcia bardzo lubiła nabożeństwa majowe – mówiła, że są szczególnie piękne. Wszyscy zbierają się wokół tymczasowego ołtarza na zewnątrz. Figurka Matki Boskiej ozdobiona jest kwiatami. Zwłaszcza w jej rodzimym łowickiem te dekoracje są szczególnie kolorowe. Mówiła wtedy, że jest tak pięknie, że przylatują ptaki. To kojarzy mi się z obrazem Guercina przedstawiającym Madonnę z Dzieciątkiem. Na wskazującym palcu Marii przysiadł wróbelek. Obie postaci patrzą z uwagą na małego ptaszka, który patrzy na nich równie uważnie. Jest sporo takich wyobrażeń w sztuce Renesansu, ale także współcześnie – na przykład u François Peltier Madonnę otaczają zimorodki. Te ptaszki są stacjonarne, “Twoje” są przedstawione w locie. Nie znałam wcześniej tej sztuki z dynamicznymi ptakami. Jednak na tych “moich”, maryjnych widać wyraźnie, że ptaki przysiadły tam chwilowo, z bardzo szczególnej okazji – i tak okazja rodzi nadzwyczajne zaufanie i radość, co się sumuje w jakiś nieliniowy sposób do nadziei. Tak jak babcia mówiła: jest tak pięknie, że przylatują ptaki.
D: Genialny Guercino, wbił mnie w fotel. Intymność i kruchość sceny, ciekawość dziecka i bliskość pomiędzy postaciami są żywe, ja mam wrażenie że taka czułość i spokój mogą być meritum życia. Jednak po pewnym czasie patrzenia i czytania o obrazie, natrafiłam na dosyć smutny szczegół – delikatny, prawie niewidoczny, sznureczek biegnący od nóżki wróbelka do rączki dziecka. Okazuje się że w tamtym czasie trzymanie w domu małych ptaszków jako zwierząt domowych było popularne, szczególnie szczygłów, i ten motyw ze sznureczkiem powtarza się. Natomiast nie jest to reguła: jest taki obraz Martina Schongauera ‘Madonna w Ogrodzie Różanym’ z 1473r – i on mi bardzo przypomina historie Twojej babci, ‘jest tak pięknie, że przylatują ptaki’. Choć cierpienie jest tam zapowiedziane i symbolicznie i przez wyrazy twarzy Madonny i dzieciątka, to ten moment bycia razem jest enklawą, jest pełen miłości, obecność ptaków mówi o jego łagodności i o szczególności tej okazji… ‘Okazja rodzi nadzwyczajne zaufanie i radość’. Takie momenty, które jak ziarna, potem przez lata kiełkują nadzieją. To jak mocno żyją w nas te chwile z naszymi babciami – dobro, piękno i zaufanie, bliskość. Taka chwila może stać się centrum całego życiorysu. Twoje połączenie zaufania z nadzieją zaskoczyło mnie ale masz absolutnie rację. A więc siejemy nadzieję przez zaufanie… No właśnie, a przecież gołębica z gałązką oliwną niesie nadzieję, ziarno zaufania… Patrzę na Gołębice Picassa. Znowu nawiedza nas ptak… I mam do Ciebie pytanie, czy ptak, który stał się symbolem może jeszcze rezonować? Czy być może jest już jednostką zbyt zamkniętą? To znaczy, czy można naprawdę zobaczyć, poczuć zwierzę lub jakąkolwiek istotę, jeśli na pierwszym planie pojawia się jej symbolika, czy jest tam miejsce na słuchanie?
M: Dobre pytanie! Bez łatwej odpowiedzi. Z jednej strony wszystko, co jest banalizowane, powielane, sprzedawane, traci moc rezonansu. Z drugiej strony, niektóre obrazy mają korzenie sięgające głęboko, aż do archetypicznych źródeł. Ich moc jest niewyczerpywalna. Tak dzieje się chyba z Gołębicą, którą zostawił nam Picasso, ale która przecież przyleciała z góry Ararat, ba, znad Jordanu i z Wieczernika. Przypomina nam o tym, że łaska jest możliwa, że drzewa oliwkowe niosą życie, że pokój to podarunek od samego Boga i że każdy człowiek może znaleźć swój język nie budując niebotyczne wieże, ale siedząc wokół wspólnego stołu.
Niedawno w rozmowie o utraconych marzeniach przyjaciel przywołał inny ptasi symbol – Feniksa. Pojawia się, także archetypicznie, w różnych postaciach – jako żar-ptica, simurg… Uwielbiam, go w wierszach sufich, na przykład u Faridoddina Attara, o tym jak ptaki poszukiwały mitycznego simurga i odkryły “przy okazji” oświecenie. Do tego wiersza nawiązuje stary obraz przedstawiający ptaki i zwierzęta wirujące wokół górzystego zielonego kształtu. Jak dla mnie – to antidotum na Wieżę Babel.
D: Bardzo mi przez tą naszą wymianę przenikają wątki przekraczania światów, wymiarów, ptaki, które podróżują pomiędzy, przynoszą pokój, zakradają się do różnorodnych światów, stają się świadkami, przybywają jakby na uroczystość. Przekraczają też czas, niosąc ze sobą archetypy. Jest taka praca, która wydarzyła się tylko kilka razy w Nowym Jorku i w Londynie – ‘Flight by Night’ Duka Riley’a, praca która w Londyńskiej odsłonie, w której ją widziałam, upamiętniała gołębie pocztowe pierwszej wojny światowej. Był to performans, który wydarzył się w moim sąsiedztwie w Thamesmead. Poszłam tam na skróty, przez dawne pole golfowe, obok wiktoriańskiej oczyszczalni ścieków. To miejsce było szczególnie dla mnie ukochane, nazwałyśmy je z koleżankami ‘Arkadia’, bo pasały się na nim konie, wyglądało trochę nadludzko, i nie istniało w google maps. Przeszłam więc przez Arkadię zarośniętą polną ścieżką, w tle słysząc ‘Boatman’s Call’ Nicka Cave’a, jeden z moich ulubionych albumów lat nastoletnich, który grano przed performansem. I tam, zaraz po zachodzie słońca, przed starym gołębnikiem, na łące nad Tamizą, patrzyłam na bandy gołębi które zamiast wiadomości nosiły na nóżkach małe światełka. Ich ruch, jak latające galaktyki, dał niebu dynamikę, trójwymiarowość; dźwięki chorągwi i gwizdków nawoływaczy hipnotyzowały. Uderzyła mnie ich wzajemna relacja, synergia, współdziałanie; taki ruch próbowaliśmy naśladować na studiach z performansu. Trzeba stracić wstydliwość, poczucie ego, poczucie, że jest się oddzielnym od grupy, że jest się widzianym. Fantazja, swoboda, elegancja i wspólnota w tym ruchu gołębi zafascynowały mnie.
M: Piękna opowieść, dziękuję za nią! Tak, ptaki jako istoty przenikające między wymiarami świata… Zresztą w buddyzmie tybetańskim czasami widzi się w ptakach dakinie. Być może nawet każdy ptak jest dakinią. Dakinie to istoty niosące żeńską energię stworzenia. Można z nimi rozmawiać pod postacią ptaków. Analogicznie energie Stwórcy przenoszone są między poziomami stworzenia przez judeo-chrześcijańskich archetypicznych aniołów, które w starej ikonografii bywały przedstawiane jako istoty podobne do ptaków. Przemawiają do mnie średniowieczne rysunki przedstawiające przycupnięte po ptasiemu postaci, podobne do jaskółek, tylko bardziej kolorowe.
D: Jeden z moich ulubionych cytatów o sztuce:
[Artists] are driven to lessen the burden of the unbearable disparity between their conscious and unconscious minds, and so to achieve peace. When they make art, their non-rational synthesis has the power to bring us peace.
– autorstwa Davida Mameta z fantastycznej książki ‘Three Uses of The Knife’…
Myślę czy pokój to jakaś integracja wymiarów… ptak, który przynosi pokój jest materialnym łącznikiem, jego lot przekłuwa światy i zszywa je ze sobą jakby nicią, tak jak robi to umysł u Leonarda Cohena…
Obrazy:
1) Cesarz Huizong, Zięby i Bambus (detal), , Chiny, wczesny wiek XII, zwój: jedwab
2) Karolina Matyjaszkowicz, Walka o Czorta, 2013, akryl, płyta, 69×122 cm
Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.



