Strona główna » Artykuły » Tematy » Miasto » My tu mieszkamy

My tu mieszkamy

Od 25 lat mieszkam na Muranowie. To dzielnica z klimatem i niezwykłą historią. Kocham ją i chcę, aby się tu dobrze i ciekawie żyło.

Latem zatrzymała mnie na podwórku sąsiadka, starsza pani. Jest samotna. Chciałaby czasem wyjść na powietrze, posiedzieć wśród zieleni, popatrzeć na ludzi, porozmawiać z sąsiadami. W okolicy są aż dwa parki: Krasińskich i Saski, ale dla kogoś, kto – jak pani Jadzia – ma problemy z chodzeniem, ten dystans jest nie do pokonania.

Przed domem, pod drzewami, stały niegdyś dwie ławki. Kilka lat temu zieleń osiedlową ogrodzono płotkiem, a ławki usunięto. Skwer służy teraz wyłącznie do podziwiania. Doceniam dbałość miasta o estetykę osiedla, a jednak w samym założeniu tkwi błąd: grodzenie to wykluczenie ludzi ze wspólnej sąsiedzkiej przestrzeni. – Tu nie ma dla nas miejsca. A przecież my tu mieszkamy! – mówi z żalem pani Jadzia.

Chodzi nie tylko o starszych. Jedyna rozrywka, dostępna dzisiaj dzieciom z mojego podwórka, to bieganie po dojazdowych uliczkach. Na trawnik wejść im nie wolno. A przecież rodzice nie zawsze mają czas, aby pójść z nimi do parku. Czy nie powinny móc bezpiecznie i ciekawie bawić się u siebie?

A kiedy dzieci dorastają – zaczynają okupować z piwem pozostałe jeszcze ławki, schodki i bramy. Ulubione miejsce to schody prowadzące do liceum u zbiegu Nowolipia i Karmelickiej. Można się na to oburzać. Ale młodzież ma naturalną potrzebę bycia razem, a w okolicy nie ma dla nich innej oferty.

A przecież mamy znakomite tradycje! Kiedy za czasów złego socjalizmu planowano osiedle Muranów, przewidziano tu boiska do siatkówki, stoliki szachowe, stoły do ping-ponga, piaskownice. W Pałacu Działyńskich był dom kultury, a na terenie policji – piękny plac zabaw dla dzieci. Dziś, w czasach dobrego kapitalizmu, pałac wynajmuje firma komputerowa, „policyjny” plac zabaw dawno zlikwidowano, a w miejscu boiska stoi hala sportowa. Tak, można do niej wejść, ale za pieniądze… Stoły się rozpadły, piaskownice nie istnieją.

Chcemy decydować o miejscu, w którym mieszkamy! Osiedlowa zieleń ma być dla ludzi. 2-3 ławki dla osób starszych i młodych matek, ogrodzona piaskownica dla dzieci – taki powinien być podwórkowy standard. Potrzebne jest także w okolicy centrum dla seniorów, gdzie mogliby się spotkać, pograć w brydża czy szachy, ale też nauczyć obsługi internetu. A dla młodzieży – placyk sportów miejskich, tak by mogła się wyszaleć, zamiast pić. Nie ma miejsca? Jeśli zechcemy, na pewno się znajdzie.

Autorzy

Odkryj więcej z Zielone Wiadomości

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej