W czasie wykładu w Australii Naomi Klein skrytykowała niebezpieczną politykę klimatyczną Donalda Trumpa, określając ją jako „niemoralną i potworną”.

Kanadyjska pisarka i aktywistka, Naomi Klein odebrała 2016 Sydney Peace Prize i wygłosiła ciętą mowę, w której odniosła się do zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich i czynników, które to umożliwiły.

Jeżeli istnieje jedna, najważniejsza lekcja, jaką można wyciągnąć ze zwycięstwa Trumpa, być może brzmi ona: „Nigdy, ale to nigdy nie lekceważmy siły nienawiści, bezpośredniego odwołania się do niechęci wobec „innych” w celu przejęcia władzy…szczególnie w czasie kryzysu gospodarczego” – powiedziała Klein, autorka między innymi „Doktryny Szoku” i „To zmienia wszystko: Kapitalizm  kontra klimat”.

Nazywając Trumpa „demagogiem”, Klein omówiła następnie inne lekcje, jakie „można wyciągnąć z naszej, trwającej zaledwie trzy dni, nowej rzeczywistości”.

Powiedziała, że jedna z nich to fakt, że „cierpienie będące konsekwencją kryzysu gospodarczego jest realne i nie znika samo z siebie – po czterech dekadach korporacyjnej polityki neoliberalnej i prywatyzacji, deregulacji, wolnego handlu i zaciskania pasa możemy być tego pewni”.

Następna lekcja jest taka, że „jedynie odważny program, który jest autentycznie re-dystrybucyjny, może przemówić do tego bólu i frustracji i skierować je tam, gdzie leży prawdziwa przyczyna – w stronę sprzedajnych elit politycznych, które wzbogaciły się ponad miarę na wyprzedaży majątku publicznego, grabieży naszych ziemi, wody i powietrza, i deregulacji naszego systemu finansowego”.

Lecz stworzenie takiego programu wymaga odrobienia „jeszcze głębszych lekcji”, powiedziała Klein.

„Jeśli chcemy obronić się przed takimi jak Donald Trump – a każdy kraj ma swojego Trumpa – musimy natychmiast skonfrontować się z-, i zwalczyć rasizm i mizoginię w naszej kulturze, w naszych ruchach, i w nas samych. Tego nie można odkładać na później, nie można traktować jako dodatku. Jest to kluczowa przyczyna,, umożliwiająca komuś takiemu jak Trump dojście do władzy”.

„Nie wystarczy również założenie, że jeśli walczymy o pokój i sprawiedliwość ekonomiczną, największe korzyści z tego odniosą Czarni i ludy tubylcze, ponieważ to oni są najbardziej poszkodowani przez obecny system nierówności gospodarczej, represje państwowe i zmiany klimatu” – powiedziała. „Istnieje zbyt długa i bolesna historia ruchów lewicowych i liberalnych, które wystawiły do wiatru kolorowych pracowników, ludy tubylcze, kobiety i ich pracę. Dla zbudowania ruchu, który rzeczywiście nie będzie wykluczał nikogo, konieczna jest prawdziwie nie wykluczająca wizja, która zaczyna się od tych, którzy są traktowani najbardziej brutalnie i wykluczeni, i to oni powinni mieć decydujący głos w jej kształtowaniu”.

W osobnych wywiadach, których udzieliła w czasie pobytu w Australii w celu odebrania nagrody, i w komentarzu obok artykułu wstępnego opublikowanego w czwartek, Klein szczególnie ostro skrytykowała niebezpieczną politykę klimatyczną Trumpa – w tym jego zapowiedź wycofania Stanów Zjednoczonych z Porozumienia Paryskiego, które ma na celu ograniczenie globalnego ocieplenia.

„Poza USA, w obliczu groźby samowolnego zniszczenia tego porozumienia powinniśmy zacząć domagać się sankcji ekonomicznych wobec USA” – napisała Klein.

Planowane przez Trumpa podwojenie krajowej produkcji paliw kopalnych przy jednoczesnym ograniczeniu pomocy dla krajów biednych, które są najbardziej dotknięte podnoszeniem się poziomu morza, określiła jako „niemoralne i potworne”.

„Wierzę, że społeczność międzynarodowa odpowie bardzo, bardzo szybko. Musimy dać sygnał, że nie można wyrzucać na śmietnik tych wypracowanych z takim trudem porozumień międzynarodowych i nie ponieść żadnych konsekwencji”.

Deirdre Fulton, Common Dreams

źródło: Common Dreams

Artykuł udostępniony na podstawie licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 License

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

za: Ekobuddyzm – buddyzm ekologiczny

Cluj-Napoca, 31 października 2016 r. – Walka przeciwko rolnictwu przemysłowemu i o sprawiedliwą i zrównoważoną przyszłość  rolnictwa i rolników uczyniła w tym tygodniu duży krok naprzód w trakcie zakończonego dzisiaj największego w historii Europejskiego Forum na rzecz Suwerenności Żywnościowej. [1]

nyeleni_2016

Po pięciu dniach dyskusji, delegaci z ponad 40 krajów ustanowili fundament dla odzyskania i relokalizacji naszych systemów żywnościowych i pomnożenia platform współpracy na rzecz suwerenności żywnościowej na całym kontynencie. W Forum wzięła udział ogromna różnorodność ludzi zaangażowanych w system żywnościowy, w tym rolnicy, pracownicy zatrudnieni w sektorze spożywczym i rolnym, działacze związkowi, naukowcy, aktywiści, rybacy, pasterze, przedstawiciele społeczności tubylczych, konsumenci i obrońcy praw człowieka.

Głównym osiągnięciem forum była konwergencja organizacji z Europy Wschodniej i Azji Centralnej z ich odpowiednikami w Europie Zachodniej.

Ramona Duminicioiu z będącej gospodarzem forum rumuńskiej organizacji Eco Ruralis powiedziała: „Większość krajów w Europie Wschodniej jest podobna do Rumunii: mają one bardzo dużą, pełną życia, lecz równie wrażliwą populację wiejską, zagrożoną zawłaszczaniem ziemi i inwestycjami globalnego kapitału w tanią ziemię. W tym tygodniu zainicjowaliśmy wspólną walkę i usprawniliśmy koordynację ruchu na rzecz suwerenności żywnościowej w Europie Zachodniej. Jeśli ruch na rzecz suwerenności żywnościowej będzie silny w Europie Wschodniej i w Azji Centralnej, będzie również silny na całym kontynencie”.

Konwergencja w Cluj-Napoca doprowadziła do sformułowania wspólnych planów dotyczących żywności i rolnictwa, w celu promocji modelu agroekologicznego.

Sekretarz Generalny Urgenci (międzynarodowa sieć Rolnictwa Wspieranego przez Społeczność), Jocelyn Parot powiedział: „Miliony konsumentów w całej Europie wspierają oparte na agroekologii, alternatywne modele rolnictwa: przyłączają się oni do rolników w ich walce o odzyskanie demokratycznej kontroli nad łańcuchami żywnościowymi. Apelują o zmianę polityk publicznych, które powinny ochraniać ich inicjatywy, zamiast forsować destrukcyjne imperatywy biznesowe. To forum było dla organizacji konsumenckich przełomowym krokiem naprzód w tworzeniu strategii w ramach ruchu na rzecz suwerenności żywnościowej”.

Aby stawić czoła niszczycielskiej eksploatacji ze strony przemysłowego systemu żywnościowego, forum wybrało szereg kluczowych działań. Zawierają one strategie mające na celu zapewnienia równych i sprawiedliwych praw dla pracowników gospodarstw rolnych – a w szczególności dla pracowników migrujących – polityk publicznych, które oddają zasoby (w tym ziemię, wodę i prawa własności ludności rdzennej) w ręce lokalnych społeczności zamiast korporacji, jak również stworzenie systemów dystrybucji żywności opartych na lokalnych, zrównoważonych produktach, dążenie do wprowadzenia prawnie wiążącego traktatu w ramach ONZ regulującego prawa biznesu i prawa człowieka oraz zbudowania ruchu, który w większym stopniu sprzyjałby integracji grup marginalizowanych i grupy takie reprezentował. Kluczowe znaczenie dla wszystkich tych działań ma agroekologia, radykalnie lokalne, otwarte i zrównoważone podejście do rolnictwa.

Co się rzadko zdarza podczas dyskusji wokół polityki żywnościowej, na forum poruszono kwestię wojny i jej konsekwencji – delegacja turecka mówiła o wielkim znaczeniu obrony pokoju.

Ali Bulent Erdem z Ciftci-Sen, Konfederacji Związków Drobnych Rolników w Turcji, powiedział: „Wojna zmusza ludzi do opuszczenia ich ziemi i domów, pozbawia ich środków utrzymania. Kryzys związany z uchodźcami w Turcji i Europie jest rezultatem wojny. Jako obrońcy suwerenności żywnościowej walczymy o prawa dla uchodźców i zapraszamy ich do naszych krajów. Obrona pokoju ma podstawowe znaczenie dla globalnej walki o suwerenność żywnościową”.

W opozycji do narastającego nacjonalizmu, zjednoczyliśmy się niezależnie od kraju pochodzenia, od Wschodu do Zachodu, spotykając się i łącząc siły. Pośród negocjacji toksycznych umów handlowych, takich jak porozumienie CETA pomiędzy Unią Europejską a Kanadą, które zagrażają samemu istnieniu drobnych rolników, solidarnie opowiadamy się za suwerennością żywnościową, która stanowi centrum naszej współpracy.

***

Przypisy:

[1] Więcej informacji i wpisów blogowych z forum można znaleźć tutaj (po angielsku i hiszpańsku): http://nyelenieurope.net/blog

Co to jest suwerenność zywnościowa?  http://nyelenieurope.net/food-sovereigntyhttp://nyelenieurope.net/sites/default/files/2016-06/NYELENI_Declaration_Polish.pdf

 Podczas gdy tegoroczne forum odbyło się w Europie, ruch ma charakter międzynarodowy. Ruch Nyéléni narodził się w Mali w 2007 roku, i zmierza do lokalnej, demokratycznej własności naszej żywności – suwerenności żywnościowej. Więcej o historii ruchu Nyéléni: http://nyelenieurope.net/nyeleni-history

[2] Traktat ten ma szczególne znaczenie w obliczu rosnącej potęgi agrobiznesu. Oświadczenie Nyéléni Europe popierające wiążący traktat ONZ o odpowiedzialności korporacji: http://zielonewiadomosci.pl/news/drobni-rolnicy-mowia-nie-naduzyciom-agrobiznesu/

[3] Co to jest agroekologia? http://zielonewiadomosci.pl/tematy/feminizm/deklaracja-miedzynarodowego-forum-na-rzecz-agroekologii-nyeleni-2015/

źródło: Nyéléni Europe 

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Starzenie się społeczeństwa będzie zmieniać nasze miasta i usługi publiczne. Jeśli zmiany te realizować będziemy z głową skorzystamy na nich wszyscy. (więcej…)

Prokremlowskie media w arbitralny sposób używają materiałów z działających na terenie Unii mediów do wspierania swoich narracji. (więcej…)

600 drobnych rolników i rolniczek, aktywistek i przedstawicieli organizacji społecznych zgromadzonych w Rumunii w ramach Europejskiego Forum na Rzecz Suwerenności Żywnościowej Nyeleni wyraża zdecydowany sprzeciw wobec nadużyć dokonywanych przez wielki biznes. Jednocześnie wzywa rządy swoich krajów do poparcia wiążącego traktatu ONZ o odpowiedzialności korporacji (ang. Binding Treaty), który nakładałby na międzynarodowe firmy, w tym gigantów agrobiznesu, odpowiedzialność za łamanie praw człowieka, a także wprowadzał mechanizmy jej egzekwowania.

Forum Nyeleni Europe, Cluj-Napoca, Rumunia. Foto. Instytut Globalnej Odpowiedzialności

Forum Nyeleni Europe, Cluj-Napoca, Rumunia. Foto. Instytut Globalnej Odpowiedzialności

Co najmniej 185 aktywistów i aktywistek zginęło w 2015 r. na całym świecie w obronie ziemi, lasów i rzek przed niszczącymi wpływami przemysłu i korporacji. Oznacza to, że średnio 3 osoby w tygodniu były mordowane, najczęściej w niewyjaśnionych okolicznościach, ponieważ ośmieliły się przeciwstawić biznesowi, broniąc swoich społeczności. To rekordowa liczba, stanowiąca wzrost o 59% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Przemoc, eksmisje, zastraszanie, zawłaszczanie ziemi i represjonowanie działaczy i działaczek ruchów społecznych stały się praktykami powszechnie stosowanymi przez międzynarodowe korporacje, w tym duży agrobiznes, a także lokalne elity i rządy. Ta przemoc skutkuje prywatyzacją natury, koncentracją ziemi i zwiększonym nadzorem prywatnych firm nad łańcuchem żywności. Przemysłowy system żywnościowy wykorzystuje robotników rolnych i spożywczych, zwłaszcza tych, którzy nie mają formalnych praw do swojej ziemi ani innych dokumentów.

Wiążący traktat o odpowiedzialności korporacji, nad którym toczą się prace w w ramach ONZ byłby krokiem w kierunku naprawienia obecnej sytuacji. W tym tygodniu, od 24 do 28 października, na forum Rady Praw Człowieka ONZ w Genewie, rządy wszystkich państw mają szansę poprzeć powstanie wiążącego takiego traktatu , którego celem jest ochrona praw człowieka przed nadużyciami biznesu i umożliwienie ofiarom tych nadużyć dochodzenie sprawiedliwości. Kraje europejskie muszą być aktywnymi negocjatorami tego procesu, by ukrócić nadużycia dokonywane przez korporacje.

Drugie spotkanie Europejskiego Forum na rzecz Suwerenności Żywnościowej Nyeleni w Rumunii odbywa się do 30.10.2016. Najświeższe informacje ze spotkania znajdziesz tutaj.

źródło: Instytut Globalnej Odpowiedzialności

Czy progresywne siły polityczne muszą być wrogie religijności? Czy da się budować sojusze w konkretnych sprawach, a nie zgadzać się w innych? (więcej…)

Zarówno prokremlowskie, jak i niezależne media w Rosji często upraszczają i “tabloidyzują” doniesienia na temat Unii Europejskiej, przedstawiając ją jako słabą, nazbyt tolerancyjną oraz skłonną potępiać wartości chrześcijańskie. (więcej…)

Wywiad z Olivierem De Schutterem, byłym Specjalnym Sprawozdawcą ONZ ds. Prawa do Żywności, współprzewodniczącym Międzynarodowego Panelu Ekspertów ds. Zrównoważonych Systemów Żywnościowych (International Panel of Experts on Sustainable Food Systems (IPES-Food), przeprowadzony latem tego roku przez Marijnę Bouwmeester z De Helling, instytutu naukowego holenderskich Zielonych – Groen Links i kwartalnik Groen Links: https://bureaudehelling.nl/ .

Krótsza wersja tego wywiadu została opublikowana w języku holenderskim w jesiennym wydaniu tego czasopisma: https://bureaudehelling.nl/tijdschrift/%092016-3/voedsel 

Foto. www.greens-efa.eu

Foto. www.greens-efa.eu

 

Politycy muszą uczyć się z doświadczeń żywieniowych obywateli. Raport IPES

Jedna z głównych rekomendacji raportu IPES mówi o potrzebie zbudowania zróżnicowanych systemów agroekologicznych. Jak to rozumiesz? Rodzi to zawsze jedno wielkie pytanie: czy zróżnicowane/zrównoważone systemy będą w stanie zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe (tj. „nakarmić świat w 2050 roku”). Dlaczego mamy jak do tej pory tak mało dowodów naukowych na to, że zróżnicowane agroekologiczne systemy żywnościowe mogą nam zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe?

Olivier De Schutter: Narrację, według której będzie nam trudno „nakarmić 9 miliardów ludzi”, uznaliśmy za jedną z głównych przeszkód, jeśli chodzi o  przejście do bardziej zróżnicowanych i odpornych agroekologicznych systemów rolniczych. Narracja ta jest problematyczna z trzech powodów.

Po pierwsze, nie bierze pod uwagę ogromnej niewydolności i marnotrawstwa lub strat w obecnych systemach żywnościowych, a kwestie te powinny być traktowane priorytetowo. Po drugie, prowadzi do promocji wielkoskalowego rolnictwa przemysłowego, które w rzeczywistości zwiększyłoby jedynie ilość dostępnych kalorii, kosztem rentowności małych gospodarstw mających kluczowe znaczenie dla przetrwania biednych mieszkańców terenów wiejskich na całym świecie, a także jakości odżywiania. Po trzecie, zakłada ona z góry, że mniejsze gospodarstwa, stosujące zróżnicowane formy gospodarowania, są mniej wydajne.

W rzeczywistości jednak tego rodzaju gospodarstwa uzyskują bardzo wysoką wydajność z hektara: są o wiele bardziej efektywne pod względem wykorzystania zasobów ( zużycia ziemi i wody) od wielkich gospodarstw przemysłowych. Jednocześnie wymagają jednak większych nakładów pracy, co sprawia, że w zbudowanej przez nas gospodarce żywnościowej, która opiera się na obniżaniu kosztów („low-cost” food economy), są mniej konkurencyjne. Wszystkie badania wykazują, że istnieje odwrotna zależność pomiędzy wielkością gospodarstwa a produktywnością z hektara: im mniejsze gospodarstwo, tym większe plony z hektara – lecz także więcej pracy dla robotników rolnych.

Cytat z z raportu IPES (z podsumowania) „Jednak nie należy zakładać, że zwrot ku zróżnicowanym systemom agroekologicznym, zagrażałby >>bezpieczeństwu żywnościowemu<<. Tak jak pokazano powyżej, tendencja do pojmowania bezpieczeństwa żywnościowego jako >>nakarmienia świata<< (tj. ilości produktów na światowych rynkach netto) nie odzwierciedla tego, co naprawdę ma znaczenie dla polepszenia sytuacji ludzi, którym tego bezpieczeństwa brakuje”. Co ma zatem znaczenie dla poprawy jakości życia ludzi pozbawionych bezpieczeństwa żywnościowego?

Olivier De Schutter: Ci, którzy są dzisiaj głodni, to ludzie biedni, w przeważającej większości na globalnym Południu, których nie stać na zakup żywności na rynku i którzy nie są w stanie wyprodukować żywości na potrzeby własnej konsumpcji. Są to ludzie, którzy nie mają stałego zatrudnienia lub zarabiają zbyt mało i nie mają dostępu do ochrony socjalnej, albo bezrolni czy też małorolni mieszkańcy wsi, którzy walczą o przetrwanie, utrzymując się z produkcji rolnej wyłącznie na własne potrzeby lub okazjonalnie wynajmują się do pracy w wielkich gospodarstwach. Trzeba zająć tymi wszystkimi problemami: godziwą pracą, rozszerzeniem ochrony socjalnej i wsparciem dla drobnego rolnictwa rodzinnego. Wszystko to należy upowszechniać. Jeżeli nie rozwiążemy tych kwestii, zwiększenie produkcji, niezależnie jak bardzo, nie zmniejszy głodu.

Dlaczego tak trudno jest dotrzeć z twierdzeniem, że „głód nie jest problemem technicznym, lecz politycznym” do szerszej publiczności i sprawić, by stało się ono bardziej znaczące w debacie publicznej?

Olivier De Schuter: Głód wynika z faktu, że ludzie mają zbyt mało żywności, by utrzymać się przy życiu i zachować zdrowie. Jest to jedna z wielu różnych form niedożywienia w dzisiejszym świecie – inne z nich to niedobór mikroelementów i otyłość. Te trzy rodzaje niedożywienia są ze sobą w złożony sposób powiązane. Ponieważ głód jest na swoim podstawowym poziomie związany z niemożnością zaspokojenia potrzeb fizjologicznych, postrzega się go jako kwestię, której rozwiązanie zależy od czynników pogodowych i związanych z uprawą gleby – wyzwanie dla agronomów i hodowców roślin.

Jednak w rzeczywistości głód jest problemem mającym związek ze sprawiedliwością społeczną. Znakomicie podsumował to Amartya Sen w swoim eseju „Poverty and Famines” (Ubóstwo i głód) z 1981 roku, pisząc w pierwszej linijce (jeśli dobrze pamiętam):„Niedostępność żywności jest jedną z wielu przyczyn głodu. Nie jest jedyną przyczyną głodu”. Miał na myśli to, że główną przyczyną jest brak dostępu do pożywienia, wynikający z niskiej siły nabywczej całych grup ludności.

Jakie działania polityczne należy podjąć w celu przejścia na nowe zrównoważone i zróżnicowane systemy rolne? A także: w jaki sposób polityka europejska i polityki narodowe kolidują ze sobą? Jakie konkretne środki można zastosować na szczeblach narodowych i jakie powinno być podejście na poziomie polityki unijnej?

Olivier De Schutter: Przejście na agroekologiczne, zróżnicowane systemy rolne konieczne jest we wszystkich regionach, lecz droga do osiągnięcia tego celu będzie się bardzo różniła w zależności od miejsca – z powodu różnic w przyjętych modelach produkcji rolniczej. W Europie najważniejsze jest zagwarantowanie stopniowej internalizacji (tj. uwzględnienia w kosztach produkcji, a więc również w finalnej cenie płaconej przez konsumenta) znacznych społecznych, zdrowotnych i ekologicznych kosztów zewnętrznych rolnictwa przemysłowego. Musi to być połączone z mocną polityką społeczną na rzecz wzmocnienia siły nabywczej rodzin o najniższych dochodach oraz z o wiele większym wsparciem dla agroekologicznych metod rolniczych, które powinno obejmować także rozwój nowych rynków, tak by umożliwić rolnikom sprzedaż ich produktów w lepszych warunkach. Należy również zmniejszyć zależność od zapotrzebowania na standaryzowane produkty rolnicze ze strony wielkich korporacyjnych nabywców.

Jest to złożone zadanie, ponieważ wymaga skoordynowanego działania obejmującego różne działy polityki, które muszą podążać razem w tym kierunku i czynić to w odpowiednim tempie. Na przykład wymuszenie internalizacji kosztów zewnętrznych prowadzące do wzrostu cen podstawowych produktów żywnościowych, przeprowadzone bez uprzedniego zagwarantowania – poprzez odpowiednią politykę społeczną – ochrony przed wzrostem cen dla rodzin o niskich dochodach, mogłoby być niebezpieczne. Właśnie dlatego w Unii Europejskiej niezbędna jest wspólna polityka żywnościowa.

Alternatywne sieci żywnościowe

Na konferencji Voedsel Anders (Food Otherwise) w lutym 2016 roku mówiłeś o tworzeniu alternatywnych sieci żywnościowych, a w szczególności o stojących przed nimi wyzwaniach: o tym, że nie powinny one delegitymizować polityki opartej na głosowaniu i wyrażaniu opinii, lecz ją poszerzać i uzupełniać. Twój niepokój budziło to, że – jak się wydaje – wiele z tych sieci nie potrzebuje polityki, a czasami nawet ma do niej stosunek niechętny. Może to spowodować lukę, wiąże się z ryzykiem delegitymizacji polityki. Co twoim zdaniem powinny zrobić zarówno te sieci, jak i lokalni politycy, by wypełnić tę lukę?

Olivier De Schutter: Demokracja reprezentatywna, jaka rozwinęła się w 20. wieku – w której głównymi aktorami są partie polityczne i profesjonalni politycy, a  ludzie są po prostu proszeni o głosowanie co cztery lub pięć lat, aby upoważnić swoich przedstawicieli do podejmowania za nich decyzji – znajduje się na końcu całego cyklu. Zwiększyła się przepaść pomiędzy społeczeństwami a klasą polityczną, zarazem ludzie są lepiej poinformowani, a także bardziej niecierpliwi niż w przeszłości: chcą więcej polityki, a nie mniej, zdają sobie sprawę, że polityka taka jak dotychczas przegrywa wyścig z czasem, nie sprawdza się w obliczu wyczerpywania się zasobów i zagrożeń ekologicznych.

Rozwój alternatywnych sieci żywnościowych, wraz z całym wachlarzem innowacji społecznych, w dziedzinach takich jak produkcja energii, recykling i transport, jest wyrazem tej niecierpliwości: ludzie nie chcą czekać, aż zadziała system polityczny, chcą znajdować swoje własne rozwiązania. Rola polityki nie stała się przez to mniej ważna, lecz przybiera inną formę: zamiast przyjmowania jedynie regulacji prawnych i stosowania bodźców ekonomicznych w celu sterowania społeczeństwem, politycy powinni zastanowić się, w jaki sposób umożliwić obywatelom podejmowanie takich inicjatyw, odpowiednich dla warunków lokalnych. Z tego powodu na znaczeniu zyskuje polityka lokalna, na poziomie miasta lub regionu.

Mówiłeś także o potencjale małych inicjatyw, które często opierają się na pracy niewielkiej liczby osób/wolontariuszy, i o tym, czy powinny się one powiększać (pod względem rozmiaru, skali działalności), czy też raczej rozwijać się przez „pączkowanie” (rozmnażać się). Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat, a także o roli, jaką mają tutaj do odegrania politycy?

Olivier De Schutter: W początkowych stadiach innowacji społecznych innowatorzy są raczej odosobnieni: odkrywają nowe sposoby działania, wytwarzania lub kupowania żywności, albo produkcji energii, w opozycji do głównego nurtu systemu. Jednak z czasem ci „nowatorzy” kształtują nowe normy społeczne, do których inni stopniowo się dostosują, i za jakiś czas nieprzestrzeganie nowo ustanowionej normy może narazić na szwank reputację tych, którzy pozostali z tyłu (na przykład dzisiaj dotyczy to ludzi, którzy nie stosują recyklingu bądź używają samochodów nawet na krótkich dystansach). Tak więc niewielki początkowo rozmiar innowacji społecznych, które są czasami bardzo lokalne i angażują zaledwie garstkę ludzi, nie oznacza, że są one mało ważne.

Ponadto mały rozmiar może być warunkiem ich sukcesu, ponieważ sprawia, że są dobrze dopasowane do lokalnych zasobów, kontekstu i motywacji miejscowych uczestników. Dążenie do powiększania takich innowacji pod względem rozmiaru i skali działalności może być iluzoryczne, i często lepiej jest stworzyć „przestrzeń” dla ludzi, aby mogli znaleźć swoje własne rozwiązania. Politycy mogą (a być może muszą) wspierać ten ruch – ucząc się z takich eksperymentów, rozumiejąc przeszkody blokujące ich rozwój i stopniowo je usuwając, aby z czasem mogły służyć całemu społeczeństwu.

Demokracja żywnościowa

Jak już wiele razy wspominałeś, nasze systemy żywnościowe opierają się obecnie przede wszystkim na regulacjach prawnych i zachętach ekonomicznych. Apelujesz często o demokrację żywnościową. W jaki sposób powinno się ją wprowadzić lub stworzyć? Z jakiego rodzaju zmianami stosunków władzy musi się to wiązać? Czyje głosy – teraz ignorowane – muszą zostać wysłuchane?

Olivier De Schutter: Demokracja żywnościowa oznacza poprawę przejrzystości, uczestnictwa i odpowiedzialności w procesie podejmowania decyzji dotyczących polityki rolnej i żywnościowej, w tym rozwój nowych form uczestnictwa, takich jak rady polityki żywnościowej. Demokracja żywnościowa ma kluczowe znaczenie, ponieważ w innym przypadku rządy stają się zazwyczaj zakładnikami wielkich graczy z przemysłu rolno-spożywczego i mogą stracić z oczu dobro ogółu oraz długoterminowe negatywne skutki przemysłowych systemów żywnościowych.

Brak wystarczającej reprezentacji wielkich, rozproszonych grup interesów (w tym tych z konsumentów, którzy są zaniepokojeni konsekwencjami zdrowotnymi spożywania przetworzonej żywności, na przykład) został rozpoznany już dawno temu. Jest jednak jeszcze coś innego: jeżeli te inne, obecnie niewystarczająco reprezentowane grupy nie będą miały więcej do powiedzenia w kwestii kształtowania systemów żywnościowych, wyobraźnia polityczna pozostanie ograniczona, przeważać będą rozwiązania typu „jak zwykle” i nawet najbardziej postępowi politycy nie uzyskają wsparcia w swoim dążeniu do reform.

Jakie są twoim zdaniem szczególne (polityczne) wyzwania dla Holandii, która jest jednym z największych światowych eksporterów żywności? Czy (zielonym) politykom uda się zaangażować wszystkich do pracy nad wspólnym celem, od rolników po przedsiębiorstwa i konsumentów? Jakie będzie, według ciebie, największe wyzwanie?

Olivier De Schutter: Przejście na zrównoważone, zróżnicowane systemy rolnicze wiąże się z wieloma wyzwaniami. Obejmują one czynniki kulturowe (przekonanie, że tylko oparte na paliwach kopalnych rolnictwo przemysłowe jest w stanie zapewnić wystarczającą ilość żywności), czynniki ekonomiczne (konkurencyjność takiego rodzaju rolnictwa, ponieważ na rynkach, tak jak są one obecnie zorganizowane, wymaga ono mniejszych nakładów pracy) oraz czynniki polityczne (dominacja w procesie podejmowania decyzji pewnych aktorów gospodarczych).

Prawdopodobnie największym wyzwaniem jest tzw. zależność od ścieżki, w którą daliśmy się złapać – wybory z przeszłości, które znajdują odzwierciedlenie w tzw. utopionych kosztach inwestycyjnych (tj. kosztach poniesionych na rozwój wielkoskalowej infrastruktury i subsydia), są bardzo trudne do odwrócenia. To właśnie z tego powodu konieczna jest mobilizacja wszystkich aktorów społecznych i stworzenie nowych sojuszy – np. pomiędzy ekologicznymi organizacjami pozarządowymi, które niepokoją się wpływem rolnictwa przemysłowego na środowisko,  a organizacjami pragnącymi zachęcić kraje globalnego południa do inwestycji w ich własne systemy rolne i zmniejszenia zależności od importu żywności. Inny możliwy sojusz – to pomiędzy rzecznikami zdrowia publicznego, bijącymi na alarm z powodu skutków zdrowotnych naszej diety, a politykami, którzy niepokoją się skutkami fiskalnymi zwiększających się kosztów ochrony zdrowia związanych z nadwagą i otyłością.

Jesteś wielkim fanem miejskich polityk żywnościowych, takich jak w Mediolanie i Utrechcie. Jako mieszkaniec Utrechtu zauważam pewne działania w kierunku wspólnej strategii żywnościowej, ale w tej chwili ograniczają się one do wydziału zdrowia w lokalnej administracji. Lokalne, narodowe i międzynarodowe instytucje rządowe są generalnie bardzo podzielone na różne wydziały i departamenty, a polityka żywnościowa odnosi się do  wielu różnych działów. Jak, twoim zdaniem, politycy i administracja mogliby zająć się tym w sposób bardziej holistyczny?

Olivier De Schutter: Dokładnie z tego powodu potrzebujemy strategii zintegrowanych na wszystkich poziomach. Obecnie mamy do czynienia z dwoma rodzajami niewydolności zarządzania, które łącznie wyjaśniają trudności, z jakimi konfrontują się społeczności na wszystkich szczeblach (lokalnym, narodowym, międzynarodowym), próbując zapewnić sobie dobre samopoczucie i zdrowie i skutecznie przekształcić środowisko sprzyjające otyłości w takie, które służyłoby realizacji tych celów. Pierwsza niewydolność to brak koordynacji i spójności pomiędzy różnymi dziedzinami polityki (rolnictwo, edukacja, ochrona środowiska, rozwój terenów wiejskich, infrastruktura, szczególnie transportowa itd.). Druga – to niezdolność do przeciwstawienia się dominacji, zarówno gospodarczej, jak i politycznej, najważniejszych aktorów dominującego systemu żywnościowego – korporacji rolno-spożywczych (w tym nabywców hurtowych i głównych przetwórców żywności) i wielkich sprzedawców detalicznych w szczególności.

Pojawiły się dwie taktyki transformacyjne, które mają na celu poradzenie sobie z tymi problemami. Jedna to rozwijanie strategii wielosektorowych, poprawianie spójności pomiędzy różnymi dziedzinami polityki poprzez wieloletnie plany działania z przydzieleniem zadań (w ten sposób określając zakres obowiązków i poprawiając odpowiedzialność), określanie ram czasowych, ustalanie wskaźników, aby móc ocenić postęp, oraz tworzenie – w niektórych przypadkach – niezależnych mechanizmów monitorowania. Widzimy to w działaniu na poziomie miast (np. Pakt ws. Miejskiej Polityki Żywnościowej w Mediolanie z 2015 roku), na poziomie rządów narodowych (zostały przyjęte różne strategie narodowe lub plany działania, pod różnymi nazwami, czasami odnoszącymi się wprost do prawa do żywności, częściej bardziej ogólnie do „bezpieczeństwa żywnościowego i odżywiania”, z walką z otyłością jako jednym z priorytetów) i na poziomie globalnym (ze wzmocnieniem w listopadzie 2009 roku mandatu i wpływu Komitetu ds. Światowego Bezpieczeństwa Żywnościowego (CFS) i uczynieniem zeń najważniejszego forum w ramach światowej konferencji ws. skoordynowanych działań przeciwko niedożywieniu).

Inną taktyką jest rozwijanie lokalnych innowacji, takich jak krótkie łańcuchy żywnościowe i bezpośrednie powiązania pomiędzy konsumentami a rolnikami, rolnictwo miejskie i podmiejskie, w tym ogrody warzywne w miastach, programy „od rolnika do szkół” itp. Te innowacje powstają najczęściej z inicjatywy społeczności ( rodziców, sąsiadów, organizacji non-profit itp.), a nie lokalnych władz, chociaż są często przez nie wspierane i w wielu przypadkach władze samorządowe stają się kluczowym partnerem.

Moim zdaniem, wyzwaniem na dzisiaj jest rozwijanie tych obiecujących inicjatyw – poprzez pokazywanie najlepszych praktyk, warunków sukcesu czy potencjalnych przeszkód/przyczyn porażki, a także ukazywanie, w jaki sposób te dwie wymienione strategie mogą ze sobą współdziałać. Innymi słowy: w jaki sposób stworzyć na wszystkich poziomach sposób zarządzania, który – z jednej strony – poprawiałby spójność pomiędzy różnymi dziedzinami polityki i kierował nas w stronę podejścia angażującego całą administrację rządową w działania na rzecz takiego przekształcenia środowiska, by nie sprzyjało otyłości, z drugiej – maksymalizuje znaczny potencjał oddolnych inicjatyw społecznych działających na rzecz tego samego celu.

Trybunał Monsanto

Jesteś członkiem komitetu sterującego Trybunał Monsanto, który odbędzie się w październiku w Hadze. Jakie są główne cele Trybunału Monsanto?

Olivier De Schutter: Międzynarodowy Trybunał Monsanto został powołany, aby stworzyć forum dla ofiar, na którym mogłyby one wyrazić swoje obawy, oraz po to, by umożliwić ocenę prawną tych zarzutów. Powinno to zachęcić do podejmowania działań prawnych na poziomie krajowym oraz ośmielić ofiary do domagania się zadośćuczynienia za poniesione szkody. Powinno to także pobudzić rządy do poważniejszego traktowania ich obowiązku ochrony praw człowieka, które są zagrożone na skutek działalności Monsanto. Jest to, w pewien sposób, nowa forma aktywizmu, który dąży do sojuszu społeczności prawniczej z ruchami społecznymi, w nadziei, że umożliwi to skuteczniejszą walkę z bezkarnością korporacji.

Trybunał oceni również zasadność wysuwanych wobec Monsanto oskarżeń o popełnianie zbrodni zagłady ekologicznej (ecocide), jak również rozważy, czy międzynarodowe prawo karne powinno zawierać przepisy dotyczące tego rodzaju przestępstw. Do jakiego stopnia, twoim zdaniem, zagłada ekologiczna powinna być uważana za przestępstwo?

Olivier De Schutter: Trybunał Monsanto będzie się w przeważającej części opierał na obowiązującym międzynarodowym prawie dotyczącym praw człowieka. Jednak oceni również rezultaty postępowanie przedsiębiorstwa jako przykład zagłady ekologicznej, tak by zilustrować potrzebę uznania jej za część międzynarodowego prawa karnego. Powinno to wypełnić cel pedagogiczny.

Biotechnologia/GMO

Czy twoim zdaniem uprawy GMO powinny zostać zabronione? Dlaczego? Czy jest to istotne pytanie i czy należy je w takiej formie zadawać?

Olivier De Schutter: GMO stanowi niewielką część o wiele większej debaty dotyczącej różnych ścieżek rozwoju rolnictwa, i dziwne, że spolaryzowało tak wiele uwagi. O wiele ważniejszy jest wybór pomiędzy zuniformizowanym rolnictwem przemysłowym (którego częścią jest historia biotechnologii) a agroekologią, i na tym powinna skupić się debata.

Jednakże nie należy lekceważyć poważnych wątpliwości związanych z GMO, które odnoszą się do bezpieczeństwa żywności (długoterminowego wpływu na zdrowie konsumentów, którzy spożywają żywność GMO), wpływu na środowisko (utraty bioróżnorodności i pojawienia się „super-chwastów” po wprowadzeniu upraw odpornych na herbicydy) oraz opłacalności ekonomicznej dla rolników systemu, w którym stali się oni tak bardzo zależni od niewielkiej liczby dostawców nasion, pestycydów i nawozów.

Naprawdę istotne pytanie dotyczy kosztów utraconych możliwości (opportunity costs): czy tak olbrzymie inwestycje w badania i rozwój nowych odmian GMO są usprawiedliwione, jeśli weźmiemy pod uwagę te wszystkie różnego rodzaju koszty? Czy nie opóźnia to w czasie przejścia do bardziej odpornych i zrównoważonych form rolnictwa? Czy nie sprzedajemy jako „rozwiązań” czegoś, co jest tylko doraźnym działaniem?

Co sądzisz o twierdzeniach sektora biotechnologicznego i wielu z twoich kolegów ze środowiska naukowego, że potrzebujemy biotechnologii w rolnictwie, aby nakarmić świat w 2050 roku? Niedawno 109 naukowców (laureatów Nagrody Nobla) wspólnie wystąpiło z tego rodzaju twierdzeniem i zaapelowało do ruchów ekologicznych o zaprzestanie sprzeciwu wobec GMO.

Olivier De Schutter: Niestety ci laureaci Nagrody Nobla, z których bardzo niewielu jest specjalistami w zakresie rolnictwa lub redukcji ubóstwa na globalnym południu, zostali wprowadzeni w błąd. Ich list zawiera wiele błędów merytorycznych. Złoty Ryż poniósł porażkę nie na skutek działań Greenpeace, którego jedyną rolą było ujawnienie pewnych faktów na temat niedotrzymanych obietnic tej dziedziny badań.  Złoty Ryż okazał się niewypałem, ponieważ nie sprawdził się na polu z agronomicznego punktu widzenia.

Z tego powodu znajduje się nadal w fazie testów polowych, i w tym momencie jest bardzo wątpliwe, czy będzie możliwy jego dalszy rozwój. Greenpeace nie ma nic do tego. Istnieją również poważne wątpliwości co do jego zdolności (zarówno w oryginalnej wersji, która została porzucona, jak i nowej, opatentowanej przez Syngentę) do skutecznego zwalczania niedoboru witaminy A. To smutne, że naukowcy zamiast informować opinię publiczną o potwierdzonych faktach naukowych, dali się dokooptować do kampanii PR, opartej na tendencyjnym przedstawieniu rzeczywistości.

Jako sprawozdawca ONZ badałeś wpływ biotechnologii na rolników globalnego południa. Czy mógłbyś przedstawić w zarysie swoją ocenę?

Olivier De Schutter: Nie, ponieważ nie da się sformułować ostatecznych wniosków. Na przykład bawełna Bt przyniosła korzyści niektórym rolnikom w Indiach: tym, którzy mają zarówno  dostęp do kredytów na rozsądnych warunkach, jak  do rynków, i którzy posiadają areał ziemi uprawnej umożliwiający skorzystanie z efektu skali i prowadzenie gospodarstwa w sposób do pewnego stopnia kapitalistyczny. Owszem, oni mogą skorzystać.

Lecz wielu innych rolników – szczególnie tych najbiedniejszych, którzy zmuszeni są do pożyczania pieniędzy na lichwiarskich warunkach i uprawiają niewielkie skrawki ziemi, które zastawili pod pożyczki i mogą je stracić, jeśli plony będą słabe – zostało bardzo dotkliwie poszkodowanych przez tę technologię. Trudno jest w tej kwestii sformułować ogólne twierdzenia. Jedno jest dla mnie jasne: rozwiązania, które „zadziałały” dla przeciętnego amerykańskiego rolnika na Środkowym Zachodzie, niekoniecznie zaspokoją potrzeby rolników z Południa, którzy gospodarują na o wiele mniejszą skalę i w zupełnie innych warunkach.

źródło: www.greens-efa.eu

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Tłumaczenie  ukazało się w Zielonych Wiadomościach nr. 028/lipiec 2017, do ściągnięcia w formacie pdf: http://zielonewiadomosci.pl/numer/28/

Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.

 

Poważne wyzwania z którymi mierzy się Unia Europejska postawiły dalszą integrację pod znakiem zapytania. Młodzi ludzie mają tu do odegrania kluczową rolę. (więcej…)

Kiedy w mediach pojawiła się wiadomość, że Wojciech Smarzowski postanowił nakręcić „Wołyń”, głównym moim uczuciem była obawa. (więcej…)

Symboliczny Trybunał w w Hadze apeluje do Międzynarodowego Trybunału Karnego o podjęcie działań przeciwko molochowi biotechnologicznemu.

W dniach 14-16 października w Hadze odbywa się międzynarodowy trybunał mający na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na pogwałcenia praw człowieka i zniszczenia ekologiczne dokonywane przez biotechnologicznego i chemicznego giganta na całym świecie, jak również ukazanie braku działania ze strony Międzynarodowego Trybunału Karnego, który powinien pociągnąć tego rodzaju rodzaju zbrodniarzy do odpowiedzialności karnej.

Trzydniowy „trybunał moralny” został zorganizowany przez międzynarodową koalicję organizacji zajmujących się ochroną praw człowieka i ochroną środowiska.

Symboliczny sąd kieruje się wytycznymi Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości ONZ i jego ustalenia nie mają mocy prawnej – jego zadaniem jest zebranie opinii prawnych i przygotowanie gruntu prawnego dla przyszłych procesów sądowych.

Jak podają organizatorzy, wśród świadków i ekspertów znajdują się specjaliści w dziedzinie ochrony zdrowia, „ofiary” i przedstawiciele społeczności poszkodowanych w wyniku spryskiwania pestycydami : z Argentyny, Brazylii, Kolumbii, Francji, Indii, Sri Lanki i Paragwaju, rolnicy i hodowcy nasion z Australii, Bangladeszu, Burkina Faso, Kanady i Francji, pszczelarze z Jukatanu i Meksyku, naukowcy z Brazylii, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i USA. Przed Trybunałem będzie również zeznawał były Specjalny Sprawozdawca ONZ w sprawie prawa do żywności, Olivier De Schutter.

„Trybunał może nie być wiążący prawnie, lecz uwydatni on palącą potrzebę stworzenia podobnych mechanizmów prawnych w celu pociągnięcia do odpowiedzialności karnej korporacji, winnych zniszczeń w swojej pogoni za zyskiem” – powiedziała Heidi Chow z organizacji Global Justice Now.

Trybunał odbywa się w czasie, gdy coraz bardziej realna staje się fuzja Monsanto z gigantem chemicznym Bayer, która spowoduje powstanie największego biotechnologicznego i agrochemicznego przedsiębiorstwa na świecie.

Monsanto próbuje zlekceważyć trybunał, określając je mianem „szopki”. Lecz zdaniem aktywistów jest on, jak podaje the Guardian „testem prawa międzynarodowego”, i uważają, że nieustająca działalność przestępcza Monsanto musi zostać ujawniona.

„Monsanto ignoruje zniszczenia dla ludzi i środowiska powodowane przez jego produkty, i prowadzi swoją destrukcyjną działalność, posługując się strategią systematycznego ukrywania: poprzez lobbowanie instytucji regulacyjnych i rządów, uciekając się do kłamstwa i korupcji, finansując sfałszowane badania naukowe, poddając presji niezależnych naukowców, i manipulując prasą i innymi mediami” – oświadczył Andre Leu, prezes Międzynarodowej Fundacji na rzecz Rolnictwa Ekologicznego (INFOAM-Organics International, która jest jednym z organizatorów wydarzenia.

To prawda – nie tylko produkty Monsanto są szkodliwe: nowy raport Corporate Europe Observatory (CEO) pokazuje, że wpływy polityczne i lobbing Monsanto przyczyniły się do globalnej erozji demokracji, chaosu ekologicznego i niesprawiedliwości społecznej.

Raport zatytułowany „Monsanto Lobbying: An Attack on us, our planet and democracy” (Lobbing Monsanto: Atak na nas, naszą planetę i demokrację” został przygotowany z intencją, by służył jako przewodnik podczas postępowania przed trybunałem.

Jak powiedział Leu: „Historię Monsanto czyta się jak podręcznikowy przykład bezkarności, przynoszącej zyski korporacjom i ich kierownictwom, których działania przyczyniają się do kryzysu klimatycznego i kryzysu biosfery oraz zagrażają bezpieczeństwu planety”.

EcoWatch podsumowuje notorycznie długą historię szkodliwego wpływu Monsanto na prawa ludzi i środowisko: „Monsanto, które jest coraz bliższe wartego 66 miliardów dolarów przejęcia przez niemieckiego giganta farmaceutycznego Bayer, już od początku zeszłego stulecia jest powodem nieustających kontrowersji związanych z wpływem jego produktów na zdrowie i środowisko.

Długa lista produktów Monsanto obejmuje zabronione, wysoko toksyczne chemikalia takie jak kwas 2,4,5-trichlorofenoksyoctowy (składnik gazu bojowego Agent Orange), PCB i zabroniony w Europie herbicyd Lasso. Glifosat, kontrowersyjny składnik środka chwastobójczego Roundup, jest najpowszechniej używanym na świecie pestycydem. Monsanto jest też największym na świecie producentem nasion modyfikowanych genetycznie”.

Zdaniem aktywistów, wzrastająca potęga korporacji powoduje coraz większe zagrożenia dla ludzi i planety.

„Przestępstwa korporacji widzimy wszędzie, korporacje stają się coraz większe, domagają się władzy absolutnej, całkowitej bezkarności, i używają coraz bardziej agresywnych środków przeciwko ludziom i planecie” – napisała znana aktywistka, naukowiec i współorganizatorka trybunału, Vandana Shiva w artykule opublikowanym niedawno na stronie Common Dreams.

„Zgromadzenie Ludowe nie tylko podsumuje przeszłe i obecne przestępstwa. Postara się przewidzieć przyszłe zbrodnie, po to, by im zapobiec”.

Na podstawie: Common Dreams, EcoWatch.

Przetłumaczył i opracował Jan Skoczylas

System rozstrzygania sporów pomiędzy inwestorami a państwami (ISDS) umożliwia zagranicznym przedsiębiorstwom pozywanie rządów przed ich własne, specjalnie w tym celu powołane sądy arbitrażowe, jeśli uznają, że jakiekolwiek zmiany polityki publicznej mogą potencjalnie ograniczyć ich spodziewane zyski. O prawomocności danego oskarżenia decydują nie sędziowie, lecz zespół trzech korporacyjnych prawników, w których interesie leży zwiększenie liczby spraw. Od ich decyzji nie można się odwołać. Propozycja zawarcia mechanizmu ISDS w Transatlantyckim Partnerstwie w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) i kompleksowej umowie gospodarczo-handlowej między Kanadą a Unią Europejską (CETA) wywołała falę protestów społecznych i politycznych, a przytłaczająca większość uczestników  konsultacji przeprowadzonych przez Komisję Europejską zdecydowanie ją odrzuciła.

Komisja odpowiedziała zmienionym wnioskiem zastępującym „stary” system ISDS „nowym” niezależnym Systemem Sądów ds. Inwestycji (Investment Court System – ICS).

Nowy raport: „Zombie zwany ISDS” pokazuje dobitnie, że wniosek Komisji Europejskiej w sprawie korporacyjnych sądów inwestycyjnych nie jest niczym więcej jak cyniczną próbą zmiany marki. W skrócie, „nowy” ICS jest ISDS, który powstał z grobu: ISDS zombie.

 

Zombie zwany ISDS: Reżim ochrony praw korporacji, przemianowany właśnie na system sądów inwestycyjnych, ciągle nie chce umrzeć
Streszczenie raportu

Przez ostatnie dwa lata uwagę obywateli, polityków i mediów przykuwała bezprecedensowa, ogólnoeuropejska kontrowersja wokół pewnego, jeszcze do niedawna mało znanego elementu międzynarodowych umów handlowych – tzw. systemu rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem (ang: Investor-state dispute settlement ), w skrócie ISDS.

Zapisy o ISDS znajdują się w tysiącach umów międzynarodowych. Dają one przedsiębiorstwom możliwość wnoszenia pozwów przeciwko państwom w przypadku zmiany ich polityki, o ile zdaniem danej firmy zmiana ta wpływa niekorzystnie na jej zyski, i to również wtedy, gdy chodzi o działania służące ochronie zdrowia publicznego lub środowiska naturalnego. Pozwy te są wnoszone z pominięciem sądów krajowych – rozstrzygają je międzynarodowe trybunały arbitrażowe, złożone w każdym przypadku z trzech prywatnych prawników, którzy decydują, czy ważniejszy ma być prywatny zysk, czy interes publiczny. Trybunały tego rodzaju zasądziły do tej pory na rzecz wielkich koncernów na całym świecie miliardy dolarów w formie odszkodowań wypłacanych z pieniędzy podatnika, często z tytułu działań podjętych w interesie publicznym.

Kiedy Komisja Europejska zaproponowała włączenie podobnych, rygorystycznych zapisów na rzecz korporacji do negocjowanej właśnie umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi, czyli transatlantyckiego partnerstwa w dziedzinie handlu i inwestycji, spotkało się to z masowym sprzeciwem: ponad 97 proc. spośród rekordowo wysokiej liczby 150 tys. uczestników konsultacji społecznych odrzuciło pomysł przyznawania korporacjom takich przywilejów. Został on także skrytykowany przez poszczególne państwa członkowskie UE i Parlament Europejski. ISDS stał się „najbardziej toksycznym akronimem w Europie” według słów unijnej komisarz ds. handlu Cecilii Malmström.

Dlatego też, aby jakoś obejść ogromy sprzeciw społeczny wobec ISDS, Komisja Europejska postanowiła posłużyć się inną nazwą, gdy jesienią 2015 r. opublikowała zmienioną propozycję zapisów w sprawie rozstrzygania sporów inwestycyjnych, która od tej pory miała być punktem wyjścia we wszystkich negocjacjach inwestycyjnych UE, w tym w negocjacjach w sprawie TTIP. W miejsce „starego” systemu ISDS Komisja obiecała wprowadzić „nowy” i rzekomo całkowicie niezawisły system, który gwarantowałby rządom prawo do stanowienia regulacji, zwany systemem sądów inwestycyjnych (ang: Investment Court System), w skrócie ICS.

Analiza zawarta w niniejszym raporcie pokazuje jednak, że zaproponowany system sądów nie oznacza wcale końca ISDS. Przeciwnie, ICS da kolejnym tysiącom firm możliwość obchodzenia krajowych systemów prawnych i wnoszenia pozwów przeciwko państwom w równoległych trybunałach, jeśli tylko wprowadzane przez te państwa prawa i regulacje będą stanowić zagrożenie dla zysków owych firm. ICS otworzy drogę do miliardowych wypłat z pieniędzy podatników na rzecz wielkiego biznesu i może ograniczyć zdolność rządów do wprowadzania pożądanych rozwiązań politycznych służących ochronie ludzi i środowiska. Grozi także zamknięciem na zawsze państw członkowskich UE w niesprawiedliwym reżimie ISDS.

Ujmując rzecz najkrócej, zaproponowany „nowy” system sądów inwestycyjnych to powstały z grobu system ISDS. To ISDS w wersji zombie.

Najważniejsze ustalenia:

1. Liczba pozwów wniesionych przez inwestorów przeciwko państwom, a także kwota dochodzonych odszkodowań, wzrosła dramatycznie w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci: o ile w roku 1995 wiadomo było o trzech takich sprawach, w styczniu 2016 r. było już blisko 700 ujawnionych pozwów, przy czym w samym 2015 r. wniesionych zostało 70 nowych spraw, co stanowi absolutnie rekordowo wysoką liczbę. Drastycznie wzrosła także suma pieniędzy, będąca stawką tych postępowań – w jednym przypadku zasądzono od państwa odszkodowanie w gigantycznej wysokości 50 mld USD. Głównymi beneficjentami były wielkie korporacje i bogate osoby prywatne.

2. W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci inwestorzy wnosili pozwy o miliardowe odszkodowania z tytułu szkód dla zysków swoich firm, wynikających ich zdaniem z wprowadzanych w interesie publicznym przepisów i decyzji rządów. Państwa na wszystkich kontynentach musiały mierzyć się z pozwami po uchwaleniu przepisów antytytoniowych lub zakazów stosowania toksycznych chemikaliów, podjęciu działań antydyskryminacyjnych bądź działań na rzecz stabilności finansowej, nałożeniu ograniczeń na brudne przedsięwzięcia górnicze, itp. W przypadku Unii Europejskiej 60 proc. pozwów przeciwko jej państwom członkowskim miało związek z ochroną środowiska naturalnego. Pewien prawnik broniący interesów państw w tych sprawach nazwał ich podstawę prawną zapisaną w międzynarodowych umowach inwestycyjnych „prawniczą bronią masowego rażenia”.

3. Zaproponowany przez UE „nowy” model ISDS (przemianowany na ICS) jest równie niebezpieczny dla demokracji, interesu publicznego i publicznych pieniędzy jak stary model, z którym mamy do czynienia np. w umowie UE-Singapur. Nie licząc pewnych ulepszeń proceduralnych, takich jak poprawiona procedura wyboru arbitrów, wzmocnione zasady etycznego postępowania i ustanowienie izby odwoławczej, przemianowana wersja zasadniczo przewiduje te same przywileje dla inwestorów, często ujęte w dokładnie tych samych słowach, co umowa UE-Singapur.

4. W myśl nowej propozycji UE inwestorzy będą mieli możliwość zaskarżania niedyskryminacyjnych i zgodnych z prawem działań na rzecz ochrony zdrowia, środowiska naturalnego i innych celów interesu publicznego, ponieważ propozycja ta przewiduje te same, szerokie prawa dla inwestorów, na które do tej pory powoływały się firmy takie jak Philip Morris (który pozwał Urugwaj z tytułu wprowadzenia przez ten kraj przepisów antytytoniowych) i TransCanada (która zamierza dochodzić od rządu Stanów Zjednoczonych odszkodowania w wys. 15 mld USD z tytułu odrzucenia wniosku o pozwolenie na budowę kontrowersyjnego rurociągu Keystone XL).

5. Na podstawie propozycji UE możliwe będzie wypłacanie korporacjom miliardowych odszkodowań z pieniędzy podatników, w tym z tytułu utraty przyszłych, potencjalnych zysków (jak w przypadku Libii, której nakazano wypłatę 905 mln USD na rzecz firmy, która zainwestowała zaledwie 5 mln USD). Możliwe będzie także zasądzanie odszkodowań z tytułu praw i regulacji służących interesowi publicznemu. Zaproponowane przez UE zapisy dotyczące ochrony prawa państw do stanowienia regulacji nie ochronią rządów przed koniecznością ponoszenia takich potencjalnie obezwładniających kosztów.

6. Propozycja UE wręcz zwiększa ryzyko kosztownych pozwów skierowanych przeciwko działaniom na rzecz interesu publicznego, ponieważ nadaje inwestorom jeszcze szersze prawa niż wiele istniejących traktatów inwestycyjnych, na podstawie których inwestorzy wnieśli do tej pory setki pozwów przeciwko państwom na całym świecie:

a) wprowadza ochronę „uzasadnionych oczekiwań” inwestorów w ramach klauzuli o „sprawiedliwym i równym traktowaniu”, przez co stwarza ryzyko, że w prawie zostanie skodyfikowana bardzo szeroka wykładnia tego przepisu, ustanawiająca „prawo” do stabilnego otoczenia regulacyjnego. Dałoby to inwestorom bardzo silne narzędzie do zwalczania zmian regulacyjnych, nawet takich, które wprowadzane są w świetle nowej wiedzy albo w wyniku określonego demokratycznego wyboru dokonanego przez ludzi.

b) swoista klauzula parasolowa obecna w propozycji UE przenosi wszystkie pisemne porozumienia zawarte przez państwo w związku z inwestycją na poziom prawa międzynarodowego, zwielokrotniając ryzyko kosztownych pozwów. Klauzuli tej nie ma w umowie CETA między UE i Kanadą, prawdopodobnie dlatego, że strona kanadyjska odrzuciła ją jako zbyt ryzykowną.

7. Jeśli umowa TTIP między USA i UE będzie zawierać zaproponowane zapisy dotyczące praw inwestorów, spowoduje to zwielokrotnienie zakresu odpowiedzialności i ryzyka finansowego ponoszonego przez państwa członkowskie UE w stosunku do tego, co grozi im obecnie na podstawie podpisanych do tej pory umów: w ramach TTIP dziewiętnaście kolejnych państw zostanie narażonych na bezpośrednie ryzyko pozwów ze strony amerykańskich inwestorów (obecnie ryzyko to dotyczy tylko 9 państw, które mają podpisane umowy inwestycyjne z USA); TTIP obejmie ponadto wszystkie amerykańskie inwestycje w UE (obowiązujące obecnie umowy obejmują zaledwie 1 proc. tych inwestycji); a prawo do wnoszenia pozwów uzyska ponad 47 tys. firm (obecnie przysługuje ono ok. 4,5 tys. firm). Skutkiem TTIP może być blisko 900 nowych pozwów amerykańskich inwestorów przeciwko państwom członkowskim UE (w porównaniu z 9 takimi pozwami toczącymi się obecnie na podstawie istniejących umów).

8. W myśl zapisów proponowanych przez UE, transnarodowe firmy będą mogły pozwać nawet rząd własnego kraju – wystarczy, że w tym celu stworzą odpowiednią strukturę inwestycji, obejmującą zagraniczną filię, lub poproszą o wniesienie pozwu swojego zagranicznego udziałowca. W kontekście TTIP to zagrożenie jest szczególne realne z uwagi na fakt, iż podmioty amerykańskie posiadają europejskie papiery wartościowe o łącznej wartości 3.5 biliona USD. Trudno byłoby znaleźć „europejską” firmę, która nie miałaby możliwości wniesienia pozwu przeciwko UE lub państwu członkowskiemu za pośrednictwem swojego „amerykańskiego” inwestora.

9. Zawarte w unijnej propozycji zapisy dotyczące praw inwestorów to prosta droga do zastraszenia decydentów politycznych, co może potencjalnie utrudnić wprowadzanie potrzebnych rozwiązań przez państwa. Już teraz można podać przykłady porzucania projektów legislacyjnych służących ochronie środowiska i zdrowia, opóźniania ich wejścia w życie lub dostosowywania ich do życzeń korporacji w wyniku wniesienia przez inwestora kosztownego pozwu lub sformułowania takiej groźby. Kanada i Nowa Zelandia opóźniły na przykład wejście w życie przepisów antytytoniowych ze względu na ryzyko pozwów ze strony dużych firm tytoniowych.

10. Zaproponowany przez UE proces rozstrzygania sporów nie gwarantuje niezawisłości, ma natomiast wbudowaną tendencję do faworyzowania inwestorów. Ponieważ tylko inwestorzy mogą wnosić pozwy w ramach ICS, stwarza to zachętę dla arbitrów (przemianowanych obecnie na „sędziów”), by podczas rozpatrywania pozwów trzymać ich stronę – bo to oznacza więcej pozwów, więcej honorariów i więcej prestiżu w przyszłości. Restrykcyjne kryteria doboru arbitrów, brak kresów karencji i luki w zaproponowanych zasadach etycznego postępowania dla arbitrów mogą sprawić, że trybunały będą obsadzane przez tych samych prywatnych prawników, którzy do tej pory napędzali boom w arbitrażu inwestycyjnym i zbudowali własne biznesy na zachęcaniu inwestorów do składania pozwów i szerokim interpretowaniu prawa inwestycyjnego z myślą o przyciągnięciu kolejnych klientów.

11. Istnieją poważne wątpliwości, czy ICS jest zgodny z prawem UE, ponieważ oznacza pomijanie sądów europejskich i ma fundamentalnie dyskryminacyjny charakter, gdyż nadaje specjalne prawa tylko inwestorom zagranicznym. Otrzymują oni możliwość kwestionowania orzeczeń sądów, decyzji rządów i przepisów uchwalanych przez parlamenty, poczynając od szczebla lokalnego po europejski.

12. Zaproponowany przez UE system ochrony inwestycji zamiast odesłać ISDS do lamusa grozi zamknięciem państw UE w tym układzie na zawsze. Państwa nie będą miały praktycznie żadnej możliwości uwolnienia się od przywilejów inwestorskich z chwilą, gdy zostaną one zapisane w dużych umowach handlowych takich jak TTIP czy CETA (ponieważ wiązałoby się to z koniecznością wyjścia z UE). Zaproponowane przez Komisję Europejską stworzenie wielostronnego sądu inwestycyjnego – czyli zasadniczo światowego sądu najwyższego, do którego dostęp miałyby tylko korporacje – oznacza ryzyko utrwalenia systemu, który już teraz jest rażąco niesprawiedliwy, ponieważ jednej stronie, najczęściej dużym korporacjom i bogatym osobom, nadaje wyjątkowo silne i możliwe do egzekwowania prawa, podczas gdy druga strona, czyli zwykli obywatele, dostają tylko obowiązki.

Podjęta przez UE próba nadania trwałego charakteru systemowi arbitrażu inwestycyjnego i poszerzenia jego zakresu przypada w momencie, kiedy coraz więcej osób, reprezentujących całe spektrum poglądów politycznych, wypowiada się przeciwko temu korporacyjno-prawnemu kaftanowi bezpieczeństwa, a coraz liczniejsze rządy starają się z niego uwolnić.

Niniejszy raport kończy się wezwaniem do działania, wyznaczając jako cel obalenie wszystkich istniejących porozumień umożliwiających korporacjom wnoszenie pozwów przeciwko państwom w międzynarodowych trybunałach, kiedy prawa i regulacje stanowione przez rządy tych państw zagrażają ich zyskom; zablokowanie wprowadzenia dodatkowych „kart praw korporacji” w planowanych umowach takich jak TTIP i CETA; oraz odrzucenie planów stworzenia światowego sądu najwyższego, dostępnego wyłącznie dla korporacji i dla bogatych.

Cały raport w formacie pdf: Zombie zwany ISDS: Reżim ochrony praw korporacji, przemianowany właśnie na system sądów inwestycyjnych, ciągle nie chce umrzeć