Austriaccy Zieloni przeprowadzili referendum w sprawie przekształcenia wiedeńskiej ulicy Mariahilferstraße w pasaż pieszy. Referendum zakończyło się sukcesem, ale jednocześnie zmusza nas do przemyślenia narracji o zielonym mieście. Jak zyskać poparcie tych, którzy pozostają sceptyczni wobec obietnic zielonej transformacji? (więcej…)
Książkę Ewy Majewskiej „Sztuka jako pozór?” recenzuje Mikołaj Spodaryk. (więcej…)
Mimo niewątpliwego postępu w drodze do stworzenia bardziej odpornego systemu finansowego na poziomie Unii Europejskiej, wciąż daleko do pełnego sukcesu. Wyzwanie jest tym pilniejsze, że nasz system bardziej niż kiedykolwiek pozostaje zdominowany przez banki „zbyt duże” (lub zbyt powiązane), by upaść – a przez to zbyt niebezpieczne, by istnieć. (więcej…)
Odpowiedź brzmi – nie! Na pewno nie dla osób mieszkających w domach jednorodzinnych, które prowadzą jednoosobowe gospodarstwo domowe. Co więcej, jest dla tych osób krzywdząca. Pokażę to na własnym przykładzie. Mija już czwarty miesiąc od wprowadzenia nowych zasad gospodarowania odpadami w mojej dzielnicy – można już zatem wyciągnąć pewne wnioski.
Jestem wdową na emeryturze, bez dodatkowych przychodów. Mieszkam w domu jednorodzinnym w jednej z dzielnic Warszawy, w której nowe zasady ustawy śmieciowej wprowadzono już 1 lutego br. Staram się gospodarować odpadami ekologicznie, nie produkować ich zbyt dużo, a odpady żywieniowe, zielsko i skoszoną trawę składam do kompostnika. Gazety i opakowania tekturowe oddaję prywatnej firmie, która odbiera je bezpłatnie co 3-4 tygodnie.
Segregacja śmieci na naszym terenie odbywa się już od kilku lat. Firma, uprzednio odbierająca od nas odpady komunalne, wprowadziła ich podział na papier, plastik i szkło – każde zbierane w oddzielnym worku. Był też oczywiście worek na odpady mieszane.
Odpady segregowane były odbierane raz w miesiącu, mieszane zaś 1-2 razy w tygodniu. Dla każdego typu odpadów określono koszt odbioru jednego worka. Koszty wywozu, jakie ponosili mieszkańcy, zależały od liczby worków i rodzaju odpadów. W moim przypadku kształtowały się one na poziomie 10-15 zł miesięcznie.
Jak to wygląda obecnie?
Niestety, firma obsługująca naszą dzielnicę odpadła w przetargu. Nawet gdyby wygrała nie byłoby już jednak szans na powrót do starych dobrych czasów. Dlaczego? Dlatego, że w życie weszła tzw. ustawa śmieciowa, a wraz z nią przyjęta przez warszawskich radnych nowa, według mnie kuriozalna, metoda naliczania opłat. Obecnie opłata nie zależy od ilości i rodzaju wywożonych odpadów, ale od liczby osób przypadających na jedno gospodarstwo domowe. Nowe stawki opłat za wywóz śmieci w Warszawie są inne dla mieszkańców domów jednorodzinnych, inne zaś – dla budynków wielorodzinnych.
Od 1 lipca 2013 stawka za wywóz śmieci w domach jednorodzinnych, w przypadku selektywnej zbiórki odpadów, miała wynosić odpowiednio: w gospodarstwach jednoosobowych – 44,50 zł, w gospodarstwach dwuosobowych – 68 zł, a w trzyosobowych i większych – 89,00 zł. Ustawa nie weszła jednak w życie z dniem 1 lipca ubiegłego roku. Protesty mieszkańców wpłynęły na zmianę wysokości stawek. Stołeczni radni uchwalili nowe, trochę niższe opłaty za wywóz śmieci.
Obecnie w przypadku domów jednorodzinnych, w których mieszka jedna osoba, opłata ta wynosi 30 zł, dla dwóch osób – 45 zł, a dla trzech i więcej – 60 zł. W blokach i kamienicach – jeżeli lokal zamieszkuje jedna osoba – trzeba zapłacić 10 zł, jeśli dwie – 19 zł, trzy – 28 zł, a cztery i więcej – 37 zł. Stawki dotyczą wywozu odpadów, gdy dokonywana jest ich segregacja.
Jak to wygląda w praktyce?
Od 1 lutego bieżącego roku do końca maja z mojej posesji zostaną wywiezione: 1 worek szkła, 1 worek papieru i plastiku oraz 1 pojemnik z odpadami mieszanymi. Usługa ta kosztuje mnie 120 zł (4 miesiące x 30 zł) – zgodnie z cennikiem firmy uprzednio obsługującej naszą dzielnicę kosztowałaby mnie ona poniżej 50 zł (a więc około 41 % obecnej ceny). Za wywóz jednego worka, zgodnie z zasadami nowej ustawy oraz uchwały Rady Warszawy, płacę więc 40 zł.
Osób zamieszkujących w domach jednorodzinnych i prowadzących gospodarstwo jednoosobowe na terenach dzielnic, takich jak moja, które do Warszawy dołączyły dopiero kilka/kilkanaście lat temu, jest bardzo dużo. W większości przypadków są to osoby starsze, na emeryturze lub rencie, owdowiałe – większość z nich to kobiety. Ich sposób gospodarowania odpadami oraz ilość tych odpadów jest zbliżona do mojej.
Czy ktoś się zastanawiał przez chwilę nad tym, jaką nierówność wprowadziły stawki obowiązujące dla gospodarstw jednoosobowych w domach jednorodzinnych? Czy o to chodziło? Mam nadzieję, że nie, tylko – jak to często u nas bywa – nikt o tym nie pomyślał.
Nie chodzi o to, by ktoś zasiadający we władzach miasta litował się nad starszymi, samotnymi osobami i ustalił dla nich niskie stawki. Chodzi o to, by byli traktowani na równi z innymi. Gdy analizuje się wysokość stawek podanych przed chwilą przeze mnie, nie sposób owej równości zauważyć. Dlaczego właśnie ta grupa społeczna, ponosi – w przeliczeniu na jedną osobę – najwyższe opłaty. Wydaje się, że zgodnie z powtarzanymi często przez polityków i samorządowców słowami, powinna ona być raczej chroniona.
Wiem, że przyjęte przez warszawskich radnych zasady są krytykowane również przez inne grupy mieszkańców. Może należałoby zastanowić się nad możliwością obciążania mieszkańców Warszawy kosztami wywozu faktycznie przez nich wytworzonych śmieci, tym bardziej, że nie sprawdza się – przynajmniej w mojej okolicy – wizja, że przyjęcie takiego rozwiązania spowoduje koniec wywożenia śmieci do lasu. W pięknym parku krajobrazowym, na obrzeżach którego mieszkam, śmieci nadal nie brakuje.
Było to niestety do przewidzenia.
Nazwisko i adres znane Redakcji
maj 2014 r.
Artykuł powstał w ramach projektu Zdaniem Seniora prowadzonego przez Fundację Zaczyn.
Rolnictwo Wspierane przez Społeczność to alternatywa dla tych, którzy chcą wiedzieć, skąd pochodzi ich żywność, a zarazem sposób na bezpośredni kontakt między miastem i wsią. Czy okaże się panaceum na problemy polskiego rolnictwa? (więcej…)
Wszyscy to słyszeliśmy: „Przyszłość należy do was, młodych”. Pewnie tak samo jak ja zastanawialiście się, dlaczego na tę przyszłość musimy czekać, no i kto w takim razie posiada teraźniejszość.
To powiedzenie ma dwoiste konotacje. Z jednej strony mówi, że teraźniejszość należy do poprzedniego pokolenia i że młodzi ludzie powinni poczekać, aż przyjdzie ich pora (tzn. kiedy będą starzy). Z drugiej strony oznacza to również, że nadzieja, oczekiwanie lepszej przyszłości jest sprawą samych młodych ludzi. Nawet jeśli możemy nie zgadzać się z tym twierdzeniem, myślę, że niesie ono ze sobą przekonanie bardzo szeroko rozpowszechnione w społeczeństwie. Młodzi ludzie muszą wierzyć w lepszą przyszłość i ją budować; w innym razie to się nie uda.
Jednak gdy poczucie nadziei zaczyna znikać, ta pozytywna wizja przyszłości również blaknie. Ludzie obecnie sprawujący władzę i ich poprzednicy budują model gospodarczy, który generuje nieustające kryzysy. W każdym takim kryzysie na skutek niesprawiedliwych decyzji tracą właśnie „przyszłe pokolenia” (tak jak biedni, którzy cierpią z powodu niesprawiedliwych decyzji bogatych).
Oczywiście nie chodzi tylko o wiek. Znaczną rolę odgrywa ideologia i grupowe interesy, różnice pokoleniowe to po prostu jeszcze jeden wymiar do uwzględnienia. Nie tylko w przypadku sytuacji gospodarczej. Zmiany klimatu i kwestie ekologiczne również dotykają młodych. Ale problemy gospodarcze wysuwają się dziś na pierwszy plan.
Powoli tracimy oczekiwanie lepszej przyszłości, tak wydawałoby się nieodłączne od ludzkiej natury. W sytuacji, gdy 50% młodych ludzi szuka pracy, najczęściej bezskutecznie, pozytywne myślenie staje się coraz trudniejsze.
Jednak mimo tego, że dla większości młodych ludzi w UE sytuacja jest bardzo ponura (co wynika nie tylko z uwarunkować gospodarczych), wygląda na to, że coś drgnęło. Obudziły się oddolne ruchy społeczne. Zbiorowe wyrażanie gniewu i frustracji doprowadziło do zwiększenia świadomości ludzi odnośnie do własnego położenia i wzmocniło głos tych, którzy padają ofiarą polityką zaciskania pasa. Co więcej, ruchy protestu w różnych krajach, przynajmniej do pewnego poziomu, rozszerzyły swój sprzeciw na skalę europejską.
Do pewnego stopnia problemy stały się globalne. Ten zbiorowy protest pozostał jednak głosem sprzeciwu, wyrazem frustracji. Poza żądaniami większego udziału w demokratycznym podejmowaniu decyzji nie pojawiła się jasna wizja, czego pragną protestujący zamiast zaciskania pasa, zamiast kapitalizmu.
Oczywiście sprzeciw wobec polityki rządu jednoczy ludzi bardziej niż formułowanie alternatywy. Ale jeśli taka nie istnieje, choćby w ogólnym wymiarze, trudno oczekiwać, aby zmiany poszły w innym kierunku niż do tej pory. Nie ma potrzeby znajdywania odpowiedzi na wszystkie problemy albo skoncentrowania się na tylko jednej sprawie. Młodzi ludzie są różni, chcą różnych rzeczy i mają różne interesy. Dzielą fazy swojego życia i wielu – choć nie wszyscy – mają te same problemy, ale niekoniecznie te same pomysły.
Młodzi są zwłaszcza i specyficznie (choć w różny sposób) dotknięci przez kryzysy. Nie tylko przez kryzys gospodarczy, ale również klimatyczny. Kryzysy, o których mowa, nie są jedynie produktem niesprawiedliwej polityki młodzieżowej. Zostały one spowodowane przez niesprawiedliwą politykę społeczną, gospodarczą, ekologiczną. Dlatego odpowiedzią na problemy młodych ludzi nie jest ulepszona polityka młodzieżowa. Młodzi muszą zostać włączeni i angażować się we wszystkie dziedziny polityki. A to dlatego, że wszystkie obszary polityki ich dotyczą. Może teraz, może później, ale wszyscy zostaną nimi dotknięci.
Nie wystarczy czekać na przyszłość, zanim zrobimy coś naprawdę. Nie wystarczy również symboliczna obecność tej czy innej młodej osoby na scenie politycznej. Ważna jest cała różnorodność młodych ludzi. Na nasze życie wpływają decyzję, które podejmowane są teraz; wpływają ludzie, którzy są przy władzy właśnie teraz; jeśli chcemy mieć głos, musimy pracować nad polityką we wszystkich jej obszarach. Przyszłość jest teraz.
Felieton ukazał się w publikacji Federacji Młodych Europejskich Zielonych „Reclaim the Future!”. Przeł. Tomasz Goliński
O zbliżającym się ogólnopolskim Zjeździe Kooperatyw w Krakowie, ideach spółdzielczości oraz ekonomii współdzielenia opowiada Jędrzej Cyganik z Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej w rozmowie z Bartłomiejem Kozkiem. (więcej…)
W belgijskim systemie federalnym stołecznemu regionowi Brukseli przypadły szerokie kompetencje, zwłaszcza w dziedzinie środowiska i energii. Frankofońska partia Ecolo uczestniczy w koalicyjnym rządzie regionalnym od 2004 r. W tym czasie udało jej się zmniejszyć o 25% przeciętne zużycie energii na głowę mieszkańca. (więcej…)
Przyszłość kolei zależy od tego, co się stanie z przewozami regionalnymi. Obawiam się, że czeka nas seria działań pozorowanych, aby przekonać opinię publiczną, że coś się robi. Niestety od mieszania herbata nie robi się słodsza. Leszek Miętek w rozmowie z Marcinem Wrzosem. (więcej…)
Dla Yanna Mouliera-Boutanga wszyscy jesteśmy niczym pszczoły. Każdego dnia „zapylamy” bowiem miliony platform cyfrowych, wytwarzając inteligencję, informacje i interakcje składające się na rdzeń nowej gospodarki. Co ma do powiedzenia o przyszłości kapitalizmu, bezwarunkowym dochodzie podstawowym i reformie systemu podatkowego? Z Yannem Moulierem-Boutangiem rozmawia Blaise Mao. (więcej…)
Pomimo prawicowej fali we francuskich wyborach lokalnych Zieloni odnieśli duże zwycięstwo – wybór burmistrza Grenoble. W ten sposób dowiedli, że powstaje nowa, energiczna alternatywa na lewo od socjalistów. Jakie wnioski można wyciągnąć z ich kampanii? (więcej…)
Kandydatka Zielonych na szefową Komisji Europejskiej, Ska Keller, w rozmowie z publicystą „Zielonych Wiadomości” Bartłomiejem Kozkiem. (więcej…)