Negocjacje umów o wolnym handlu pokazują, jak słabo nasze rządy chronią nas przez ponadnarodowymi firmami-gigantami. (więcej…)

Niewielkie gospodarstwa, a takich jest w Polsce większość, nie radzą sobie dobrze w starciu z sieciami handlowymi dyktującymi warunki na rynku spożywczym. Jednak rynku jak dotąd nikt nie próbował korygować. (więcej…)

Kawałek zioła i wytwarzane z niego produkty budzą ogromne emocje. Tak duże, że zamiast czerpać z niego zyski wolimy wsadzać za jego posiadanie do więzienia. (więcej…)

Polscy politycy uwielbiają prześcigać się w zapewnieniach o tym, kto bardziej „wyciśnie brukselkę”. Sprawdzamy, czy pozyskane ze środków unijnych środki inwestowane są w lepszą przyszłość. (więcej…)

Napięta sytuacja w Ukrainie oraz zbliżający się wielkimi krokami szczyt klimatyczny w Paryżu. Druga część relacji z Kongresu Młodych Europejczyków w Budapeszcie. (więcej…)

Dlaczego dostęp do Internetu staje się kolejnym polem walki? Jak powinien wyglądać system edukacyjny, by w realny sposób walczył z dyskryminacją? Czy można skutecznie walczyć o prawo do mieszkania? (więcej…)

Ekonomia korporacyjna nie zostawia dużo miejsca na kwestie ekologiczne i społeczne – twierdzi deputowany do niemieckiego Bundestagu Gerhard Schick, który opowiada nam o swojej książce „Ekonomia korporacyjna? Nie, dziękuję!”. (więcej…)

W Europie narasta opór przeciwko negocjowanemu między UE i USA układowi o partnerstwie handlowo-inwestycyjnym (TTIP). Stanowi on wielką niewiadomą, wszystko owiane jest mgłą tajemnicy. Sytuacja przypomina negocjacje pomiędzy dwoma największymi korporacjami na świecie. Społeczeństwa, które poniosą skutki podpisania umowy nie są informowane, tak jak wybrani przez nich w demokratycznych wyborach przedstawiciele.

Roman Rewald, który jest członkiem rady nadzorczej Amerykańskiej Izby Handlowej i partner w Weil, Gotshal & Manges stwierdził podczas VII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, że o handlowych umowach nie można decydować w formie referendum społecznego, powinni to robić eksperci. Nie precyzuje jednak, w jaki sposób powinni zostać oni wyłonieni. Zapewne samo takie postawienie sprawy zapewne mocno by go zaskoczyło.

Obietnice wolnego handlu

Mimo że nie znamy jeszcze treści układu, wiemy już, czego się możemy spodziewać. Podobne układy zawierane były już wcześniej. Najstarszym i dotąd stawianym za przykład jest Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu (NAFTA), który wszedł w życie w 1994 r. Dla zwolenników neoliberalnej gospodarki jest on wzorcem, który starają się kopiować w innych tego typu porozumieniach.

Warto się więc mu przyjrzeć bliżej, by przekonać się, jakie skutki może mieć dla nas. Szczególnie interesujący z punktu widzenia Polski jest wpływ NAFTA na gospodarkę Meksyku. Ten kraj, podobnie jak Polska stara się dopiero dołączyć do najlepiej rozwiniętych gospodarczo państw na świecie. Z perspektywy 20 lat można już powiedzieć, że mu się to nie udało.

Oczekiwania, ale i obawy w momencie podpisywania układu były ogromne. Zwolennicy przekonywali, że tylko gospodarka uwolniona od protekcjonizmu państwa może szybko się rozwijać i skutecznie zapewnić trwały wzrost. Przystąpienie do strefy wolnego handlu ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą miało nieuchronnie prowadzić do wyrównania się poziomu życia we wszystkich tych krajach. Umowa była więc cywilizacyjną szansą na likwidację biedy, podniesienie standardów demokratycznych i społecznych.

Amerykanie w zamian mieli mieć większą łatwość w inwestowaniu pieniędzy. Wyrównanie się poziomów życia miało rozwiązać narastający problem nielegalnej imigracji. Dzięki NAFTA Meksyk miał wejść na ścieżkę dynamicznego wzrostu a bogatsze kraje z północy również miały poprawić wskaźniki wzrostu.

Co z tym wzrostem

Odpowiedź, na ile udało się zrealizować te zapowiedzi, przynosi raport sporządzony przez Sierra Club, najstarszą organizację obrońców środowiska w Stanach Zjednoczonych.

Został on przygotowany na podstawie badań przeprowadzonych przez ponad sto grup non profit, agencje rządowe i uczelnie w 20. rocznicę wprowadzenia w życie umowy o wolnym handlu. Autorzy zestawili dane o wzroście PKB per capita w czasie, gdy Meksyk był w NAFTA i stwierdzili, że wzrósł on w tym okresie tylko o 19%. To niewiele, zważywszy że dotyczy państwa rozwijającego się.

Jeszcze skromniej wyglądał wzrost, kiedy porównano go z innymi państwami w regionie. Na dwadzieścia krajów Ameryki Łacińskiej, które znalazły się w zestawieniu, Meksyk znalazł się na 18. pozycji ze średnim wzrostem 0,9% rocznie. Gorsze wyniki uzyskała tylko Wenezuela i Gwatemala. Dla porównania najszybciej rozwijająca się Panama osiągnęła 4,4% rocznie, Argentyna 2,5%, a Brazylia 1,8%. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że pozostając poza NAFTA Meksyk mógłby liczyć na większy wzrost. Przemawia za tym fakt, że w latach 1960-80, kiedy prowadzona była zupełnie inna polityka gospodarcza, produkt krajowy brutto per capita niemal podwoił się.

Rozwarstwienie i miejsca pracy

W ostatnim dwudziestoleciu wprowadzony model gospodarczy doprowadził za to do niespotykanego rozwarstwienia meksykańskiego społeczeństwa. Symbolem tych przemian może być Carlos Slim Helu, którego majątek szacowany jest na ponad 77 mld dol. Tylko w 2013 r. zarobił 4 mld, dzięki rosnącym kursom akcji swoich firm. Przez wiele lat był najbogatszym człowiekiem na świecie, tymczasem skala ubóstwa w kraju wcale się nie zmniejsza.

W corocznym raporcie przygotowywanym przez OECD Meksyk jest jednym z krajów o największych nierównościach społecznych. Gorsza sytuacja jest tylko w innym państwie Ameryki Łacińskiej – Chile. Sekretarz generalny OECD José Ángel Gurria stwierdził: Osiągnęliśmy punkt krytyczny. Nierówności w krajach OECD są na najwyższym poziomie, odkąd rozpoczęliśmy badania. Dochody 10% rodzin w Meksyku nie przekraczają 1000 dolarów w skali roku. Ponadto według statystyk OECD kraj sytuuje się poniżej średniej światowej pod względem dostępu do Internetu, telefonizacji i infrastruktury.

Zwiększająca się przepaść między najzamożniejszymi i najuboższymi warstwami społeczeństwa nie jest czymś neutralnym dla gospodarki. Rosnące nierówności powstrzymują wzrost gospodarczy.

Wejście do strefy wolnego handlu miało spowodować napływ inwestycji z północy, a to miało się automatycznie przełożyć na rozwój technologiczny i tworzyć nowe miejsca pracy.

Faktycznie, na początku dynamicznie rozwijały się tzw. maquiladoras, fabryki zakładanych przez Amerykanów w strefie przygranicznej. Za bardzo niskie pensje Meksykanie produkowali tam głównie na amerykański rynek. Oszczędności wynikające z niższych płac oraz luźnych przepisów o ochronie środowiska i świadczeń dla robotników przyniosły duże korzyści korporacjom. Dzięki temu mogli skuteczniej rywalizować z zagrażającymi im towarami z UE. Niestety, Meksykanie tylko w niewielkim stopniu mieli udział w wypracowanych w ten sposób zyskach.

Cios w rolnictwo

Najgorsza sytuacja zapanowała jednak w rolnictwie. Szacuje się, że w 1994 r. z pracy na roli utrzymywało się w Meksyku 10,7 mln ludzi. W 2007 r. liczba ta spadła do 8,6 mln. Te liczby nie w pełni oddają sytuację w tym sektorze gospodarki. Liczba pracowników sezonowych, którzy nie mogą już pracować na własnej ziemi, wzrosła w tym czasie aż o 151% i osiągnęła poziom 4,7 mln osób. Najczęściej są oni słabo opłacani i niepewni zatrudnienia w następnych latach. Podejmując pracę, mieszkają w barakach bez dostępu do wody, toalety i prądu.

Produkcja rolna stała się paradoksalnie mniej opłacalna w Meksyku po wejściu do NAFTA. Wyniszczenie rodzimej produkcji rolnej wynikało z dopuszczenia na tamtejszy rynek subsydiowanych przez rząd amerykańskich produktów rolnych po cenach poniżej kosztów własnych.

Przez liberalizację zmienił się dotychczasowy sposób uprawy ziemi. Małe gospodarstwa rodzinne zanikają i zastępują je wielkie farmy. Tradycyjne uprawy zastępuje rolnictwo przemysłowe oparte na intensywnym nawożeniu, szkodliwych dla środowiska środkach ochrony roślin i monokulturze. Twórcy raportu z Sierra Club zwracają szczególną uwagę na szkody wynikające z wylesienia i niezrównoważonego zużycia wody w rolnictwie, na prawo korporacji do podważania w trybunałach handlowych przepisów chroniących naturalne środowisko i klimat czy rozszerzenie eksportu brudnych paliw kopalnych w okresie, gdy powinniśmy inwestować w czystą energię.

Żądają wstrzymania negocjacji w sprawie nowych paktów handlowych, które niszczą jakość powietrza, wodę i grunty oraz odbierają ludziom zatrudnienie. Alejandro Villamar, który uczestniczył w przygotowaniu raportu z ramienia meksykańskiej organizacji ekologicznej, ubolewa nad lekceważącym podejściem zwolenników umów o wolnym handlu do spraw ważnych dla ludzi i ich otoczenia. Zwraca też uwagę, że zamiast wyciągnąć naukę z fiaska, jakim okazała się NAFTA, państwa członkowskie dążą do zawierania podobnych umów handlowych.

Ucieczka przed „cudem”

W takiej sytuacji nie budzi zdziwienia fakt, że wielu Meksykanów zamiast szukać zatrudnienia w kraju, podjęła próbę przedostania się za północną granicą. Jak się szacuje, w 1990 r.. w Stanach Zjednoczonych przebywało 4,5 mln nieudokumentowanych imigrantów. Dziś ich liczba zapewne przekroczyła już 12 mln. Pieniądze przesyłane przez nich do kraju są drugim po przychodach z handlu ropą naftową źródłem wpływów budżetowych. Wykonywanie nisko płatnej i znacznie poniżej kwalifikacji pracy, któremu towarzyszy strach przed deportacją, jest dla większości Meksykanów bardziej atrakcyjne niż uczestniczenie na miejscu w „cudzie”, który dokonał się dzięki powstaniu NAFTA.

W Polsce panuje niemal konsensus co do potrzeby podpisania TTIP. Dla dużej części naszych elit neoliberalna droga rozwoju, jaką wyznacza w pewien sposób NAFTA, jest bardziej pożądana od modelu integracji zastosowanego w przypadku UE. Umowa ze Stanami Zjednoczonymi postrzegana jest jako szansa na rozmontowanie i tak już szwankującej solidarności europejskiej. W swoim ideologicznym zaślepieniu elity nie dostrzegają oczywistej prawdy: na umowie zyskają duże gospodarki a stracą mniejsze, takie jak Polska.

Meksyk z neoliberalnego punktu widzenia osiąga wskaźniki, o których Polska może tylko pomarzyć. Dług publiczny nie przekracza 30% PKB, deficyt budżetowy stanowi tylko 2,2% PKB. Stopa inflacji wynosi ok. 5%. Makroekonomiczne wskaźniki wyglądają okazale, ale kryje się za nimi bieda. Ponad 30% Meksykanów musi przeżyć za mniej niż 2 dolary dziennie. W indeksie państw upadłych Meksyk spada coraz niżej. Rządzący zdają się nie widzieć, że wojny narkotykowe, które niszczą kraj, mają swoje źródła w przyjętym modelu rozwoju. Podobnie zresztą jak masowa emigracja do Stanów Zjednoczonych.

Timothy Clapham w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej: trzeźwo zauważa: „TTIP i NAFTA mają mało wspólnego z zagwarantowaniem wolnego przepływu towarów i usług. Chodzi raczej o ugruntowanie opartych na konkretnej ideologii zasad ekonomicznych dotyczących produkcji, własności i praw inwestorów”. Podpisanie TTIP będzie tylko świadczyć o tym, że niczego nie nauczyliśmy się z kryzysu gospodarczego, do jakiego doprowadziły rozwiązania, które zostaną wzmocnione poprzez TTIP. Zamiast poddać rynki większej kontroli, damy im nowe instrumenty, które jeszcze w większym stopniu uniezależnią je od państw narodowych.

TTIP a polskie rolnictwo

Jak pokazują meksykańskie doświadczenia, najbardziej na przyjęciu TTIP może stracić polskie rolnictwo. Może to przyspieszyć niekorzystne dla polskiej wsi przemiany, polegające na ekspansji wielkich gospodarstw przemysłowych. To będzie rodziło potrzebę szerszego wprowadzenia upraw GMO, które w większości krajów UE są zakazane.

Ale to niejedyne zagrożenia. Jak podaje Krajowa Rada Izb Rolniczych w Stanach Zjednoczonych „inne jest też podejście do stosowania sztucznych hormonów i antybiotyków. Za Atlantykiem są one dozwolone, a w UE zostały one zakazane w latach 90. W amerykańskim przemyśle mięsnym stosuje się środki chemiczne do odkażania mięsa: chlor do kurczaków, kwasy organiczne do wieprzowiny, a aż 80 proc. sprzedawanych antybiotyków używanych jest w produkcji żywności pochodzenia zwierzęcego, w tym jako środki wspomagające wzrost”.

Sprawy związane z jakością produkcji to tylko jedno z zagrożeń. Równie niebezpieczny jest napływ tanich dotowanych produktów amerykańskich, które wcześniej zdążyły z powodzeniem wyniszczyły rolnictwo w Meksyku. Należy się poważnie zastanowić, czy dla nieco tańszych telewizorów warto podpisywać układ, który rodzi więcej zagrożeń niż szans. Meksyk przystępując do NAFTA mógł jeszcze nie być tego świadomy. My powinniśmy.

Pielęgniarki po raz kolejny walczą o podwyżki i godne warunki pracy. Mijają lata, a warunki ich pracy nie ulegają istotnym zmianom na lepsze – i to mimo zapewnień kolejnych rządów. (więcej…)

Rolnictwo to jedna z dziedzin gospodarki zużywających najwięcej wody, a jednocześnie bardzo wrażliwych na wszelkie zmiany i zaburzenia w jej obiegu.

Problemy z wodą

W ciągu 50 lat światowe zapotrzebowanie na wodę wzrosło trzykrotnie, w ciągu 20-30 lat ma się jeszcze podwoić. Ziemia pustynnieje na ogromną skalę. W ciągu ostatnich 30 lat na całym świecie podwoiła się powierzchnia obszarów dotkniętych suszą. Ekstremalne susze i zjawisko pustynnienia to obecnie problem wszystkich kontynentów, nie wyłączając Europy czy Stanów Zjednoczonych.

Ogromne straty, jakie przynoszą w rolnictwie susze i powodzie, odbijają się zarówno na światowych rynkach, jak i na losach ludzi w skali lokalnej. Choć w Polsce nie grozi nam jeszcze zamiana w pustynię, w drugiej połowie XX w. wykazano zwiększoną liczbę dni suchych w roku w niemal wszystkich regionach kraju. Szczególne zagrożone suszą są Wielkopolska, Ziemia Lubuska i Kujawy, gdzie powoduje ona miliardowe straty w rolnictwie.

Jedną z przyczyn suszy jest osuszanie mokradeł pod uprawy, zajmowanie jak największej przestrzeni pod intensywną produkcję rolną, dla zysku, bez oglądania się na środowisko czy przyszłe pokolenia. Rolnictwo potrzebuje wody, ale jej nadmiar, szczególnie w postaci powodzi i podtopień, również nie jest korzystny.

Wszystko jest w porządku, jeśli rolnictwo zlokalizowane jest poza terenami zalewowymi, jednak doliny rzeczne należą często do obszarów najżyźniejszych, a apetyt na nowe ziemie rośnie wraz z wyjałowieniem gleb na obszarach bezpiecznych. Tereny, które zawsze były zalewowymi łąkami czy mokradłami, są zajmowane przez uprawy lub zabudowywane. Konieczne są kolejne prace regulacyjne i melioracyjne.

Jednostronna melioracja

Słowo „melioracje” oznacza „polepszanie”, poprawę stosunków wodnych, ale w praktyce, przynajmniej w naszym kraju, jest to zwykle osuszanie, a nie nawadnianie. Rolnicy zalewani przez rzekę domagają się odszkodowań i utrzymywania rowów oraz cieków w takim stanie, aby woda szybko i sprawnie odpływała z zagospodarowanych terenów. Utrzymywanie takie polega na regularnym odmulaniu, odpowiednim kształtowaniu koryta cieku w kształt trapezu, wykaszaniu roślinności, usuwaniu przeszkód.

Woda rzeczywiście spływa, jednak proste, gładkie koryto skutkuje często wzrostem jej energii i kiedy w czasie powodzi jest jej więcej, czyni większe szkody, zwłaszcza na terenach położonych niżej. Tereny zalane przez powódź szybko wysychają – bez retencyjnej funkcji mokradeł po klęsce wielkiej wody przychodzi klęska suszy.

Wpływ na przyrodę

Prace regulacyjne i utrzymaniowe, zarówno na rzekach górskich, jak i nizinnych, nie są obojętne również dla przyrody. Zróżnicowane koryto rzeki ze strukturami takimi jak ploso, rynna, bystrzyna, bystrze, kaskada, kociołek itp., typowe dla rzeki naturalnej, ale też kształtujące się z czasem w wielu ciekach dawniej uregulowanych, a nawet na sztucznych kanałach i rowach, to miejsce życia setek gatunków.

Warstwa mułu usuwana koparką z dna rzeki to tak naprawdę strefa życia – jej wyrzucenie na brzeg można porównać do usunięcia darni na łące czy runa i ściółki w lesie. To tutaj żyją liczne gatunki bezkręgowców, w tym małże, tutaj żyją ryby czy ukorzeniają się rośliny – choćby rzadkie, biało kwitnące włosieniczniki.

Wykaszanie roślinności wodnej i przybrzeżnej to niszczenie siedlisk kolejnych organizmów – ptaków, owadów, ryb związanych z szuwarami, w których ukrywają się, żerują czy odbywają tarło. Pogłębiony, wyrównany kanał z trapezowato ukształtowanym, pozbawionym żyznego mułu dnem jest martwy – zwierzęta i rośliny potrzebują wiele czasu, by go zasiedlić, a niektóre nie wrócą tu nigdy.

Jednak prace utrzymaniowe nie wpływają tylko na organizmy związane z ciekiem. Chociaż założeniem konserwacji cieków nie jest zwykle trwałe obniżenie poziomu wody, to jednak nawet przyspieszenie jej spływu powoduje pogorszenie stanu wielu ekosystemów typowych dla dolin rzecznych – torfowisk, lasów łęgowych, podmokłych łąk i szuwarów. Zdarza się, że wskutek zamulenia czy zarośnięcia starych systemów melioracyjnych dolina rzeki spontanicznie renaturyzuje się, wracają rzadkie gatunki i ekosystemy związane z dłużej utrzymującym się zalewem – remont rowów, choć teoretycznie jest tylko powrotem do stanu „na papierze”, może drastycznie zmieniać warunki wodne. Inny problem to urządzenia hydrotechniczne – jazy czy tamy, blokujące wędrówkę na tarło ryb migrujących, choćby łososiowatych – pstrąga, troci, łososia.

Ramy prawne

Z pomocą ekosystemom wodnym i zależnym od wody przychodzi prawo unijne, w tym Ramowa Dyrektywa Wodna. Jednym z jej założeń jest obowiązek utrzymania cieków naturalnych w dobrym stanie ochrony, którego kryteria są ściśle określone. Dotyczy to również cieków o znacznym stopniu przekształcenia, które wywodzą się z cieków naturalnych.

Instytucje zajmujące się gospodarką wodną coraz lepiej rozumieją, że współpraca z przyrodnikami jest niezbędna. 20 maja w Grębocinie koło Mińska Mazowieckiego w ramach projektu „Społęczna kontrola zarządzania ekosystemami wodnymi w Polsce” odbyło się spotkanie przedstawicieli Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych z przyrodnikami z organizacji pozarządowych, a także naukowcami oraz urzędnikami.

Dwie strony przedstawiły swoje punkty widzenia, opowiedziały o problemach, wyzwaniach, perspektywach. Początkowo wydawało się, że między meliorantami a przyrodnikami trudno będzie znaleźć porozumienie, pozbyć się uprzedzeń i wyjść poza wzajemne oskarżenia, jednak po całym dniu dyskusji powstał wspólny dokument z kilkunastoma postulatami zmian prawnych umożliwiających prowadzenie prac utrzymaniowych i regulacyjnych w taki sposób, aby jak najmniej szkodziły one przyrodzie.

Czy uda się je wdrożyć? Pewnie potrzeba na to czasu, ale dialog – częściowo wymuszony przez prawo – już się rozpoczął.

Kryzys migracyjny to kolejny po Grecji test dla europejskiej solidarności. Europy nie stać na to, by go oblała. (więcej…)

Wiejska szkoła. W dość powszechnym odbiorze wciąż kojarzy nam się z niedoinwestowaniem i brakami edukacyjnymi, w wiejski nauczyciel wciąż może być postrzegany przez pryzmat siłaczki z Konopielki. (więcej…)