Kiedy słyszymy o walce ze zmianami klimatu najczęściej myślimy o globalnych wysiłkach i zobowiązaniach państw narodowych. Warto jednak pamiętać i o innych graczach. (więcej…)

Stowarzyszenia, fundacje, czyli instytucje tzw. trzeciego sektora, społeczeństwo obywatelskie, NGOsy interesują mnie jako przykład zarządzania oporem. Chodzi o przekształcanie społecznie wspieranych, nieformalnych metod samo-organizacji, które kształtują się w konfrontacji z władzą i dążą do zniesienia nierówności, w coś, co wytwarza, jak to ujął jeden z wielkich magnatów, Andrew Carnegie, „harmonię między pałacem milionera, a chatą chłopa”.

Działając w grupie nieformalnej – Syrenie – zauważam że nasza wyobraźnia dotycząca metod organizowania się podlega ciągłej presji – wzorce, którę są nam dzisiaj powszechnie sugerowane to wzorce partii politycznych, okrągłych stołów czy NGOsów, a nie np. strajków, rewolt i powstań ludowych: Sierpnia 1980, Wybrzeża 1970, Poznania 1956, itp. Fakt ten jest o tyle godny zastanowienia, że przecież wzorce z owej domeny „społeczeństwa obywatelskiego” nigdy nie były skuteczniejsze od oddolnych zrywów społecznych. Więcej – te obywatelskie negocjacje itp. nie zaistniałyby bez „nieobywatelskich” strajków.

Przez zarządzanie oporem rozumiem zarządzanie wyobraźnią o strategiach oporu- jak budować ruch, zacieśniać więzi solidarności, jak uczyć się z jednej akcji na drugą, poszerzać pole krytyki, eskalować mądrze konflikt. To, że dziś za wzorce mamy społeczeństwo obywatelskie to skutek sporych, historycznych starań ucywilizowania oporu. Kieruję się następującą refleksją: Tam, gdzie ruchy społeczne dążyły do wyrównania przepaści w bogactwie, tam oprócz twardych represji, władze starały się otoczyć pieczą opór społeczny, narzucając własną – mniej groźną – wersję zbliżenia biednych do bogatych poprzez filantropię i kontrolowane dotowanie. Nasz kraj stał się przykładem takich skutecznie wdrażanych miękkich strategii władzy po 1989 r.

Kiełki wolności

W okresie ostrej transformacji wolnorynkowej w Polsce, światowe fundacje, agencje i państwa, rozszerzając swe wpływy na nowe peryferia kapitalizmu, inwestowały gotówkę w każdą sferę życia społecznego w naszym kraju. Za przykład weźmy program władz USA. Amerykański fundusz na rzecz rozwoju kapitalizmu w Polsce był zatwierdzony po wizycie Busha seniora w 1989 roku i dosłownie miał na celu zasiać wolny rynek na naszych terenach – został nazwany „Aktem Ziarno” (the SEED act- Support Eastern European Democracy Act). Dotacjami i zasobami władz USA zarządzała u nas w kraju USAID, czyli rządowa agencja międzynarodowego rozwoju, często we współpracy z prywatnymi amerykańskimi fundacjami, takimi jak np. Fundacja Forda, Sorosa, braci Rockefeller, a także z Bankiem Światowym i MFW.

USAID doradzała m.in. Ministerstwu Przekształceń Własnościowych w planach krajowej prywatyzacji, wspierała rozwój rynku nieruchomości i stworzenie ustawy o prawach autorskich, forsowała powstanie prywatnych funduszy inwestycyjnychi. Sponsorowała ponadto przekształcenia wydziałów ekonomicznych np. na Uniwersytecie Warszawskim. Wpływała na zmianę ustawodawstwa na bardziej sprzyjające biznesowi oraz kształtowała programy szkolenia sędziów, prokuratorów, adwokatów i wykładowców szkół prawniczych; opiniowała projekty ustaw np. mieszkaniowej, zmiany Konstytucji; wspierała powstanie neoliberalnych think-tanków, szkolenia dziennikarzy, opracowanie polityki i strategii NBP itd.

Jednak dotacje i zagraniczny know-how miały także za zadanie „ucywilizować” gniew i potencjał samoorganizacji, którą wyzwoliła w ludziach Solidarność. Między 1989 a 1999 rokiem, USAID otaczała pieczą młode organizacje demokratyczne- w szczególności feministyczne i ekologiczne. Nowych liderów wysyłała na sponsorowane staże zagranicą, umożliwiała publikacje, organizowała konferencje, sprowadzała ekspertów, pomagała zdobyć odpowiednią literaturę, wykształcić język i cele organizacji. Dotowała te gałęzie Solidarności, które skupiały się na indywidualnych poradach prawnych dla pracowników. Szkoliła polską policję w dziedzinie „walki z przestępczością i w technikach przesłuchań”ii.

Normalizowanie transformacji

Transformacja to niełatwe zadanie: ludzie, którym udało się obalić totalizującą władzę, stawiając sobie jako cel samorządy i kontrolę pracowników nad produkcją, musieli dostosować się do modelu pracy na rzecz prywatnego kapitału. Musieli odłożyć na bok strategie samo-organizacji i nauczyć się zaciskać zęby (i pas!) póki ich rzeczywistość wciąż przypominała koszmar, a nie „American dream”. W 1990 roku 10% gospodarstw domowych znajdowało się na granicy ubóstwa, w 1991-25%, w 1992-39%iii. I ludzie dawali wyraz swojej męce: w 1992 roku miało miejsce 6,351 strajków, łącznie ponad 1,855 straconych dni roboczychiv. W tych latach dramatycznie wzrosła też przestępczość zorganizowana: w 1993 co 1,5 minuty włamywacze składali wizytę w prywatnych mieszkaniach (co 11 minut w obiektach publicznych) , co 14 minut ginął samochódv. W 1992 r. podłożono 1.852 ładunki wybuchowe, w 1993 r.: 1.881.

Przy takich zagrożeniach, wielkie starania były więc wkładane w tłumienie niepokojów i normalizację okresu transformacji. Przyjęcie ostrego kursu na kapitalizm elity starego i nowego systemu ujęły jako naturalny skutek rozwoju, wręcz bezpośredni efekt walk społecznych z poprzednich lat. Kluczowe w tym celu stało się wytyczenie linii ewolucyjnej od ruchu Solidarności do idei „społeczeństwa obywatelskiego”, od związków i ruchów pracowniczych, do organizacji pozarządowych. W 1995 r., zorganizowano seminarium w polskim senacie, pod tytułem, „Budowa społeczeństwa obywatelskiego, rola organizacji pozarządowych”. W raporcie z tego spotkania znaleźć można m.in wypowiedź Adama Struzika, dzisiejszego marszałka województwa mazowieckiego. Społeczeństwo obywatelskie, przekonuje Struzik, „zrodziło się z ducha rewolucji francuskiejvi.”

Uczestnicy seminarium w konkluzjach jednak zaznaczali, że „społeczeństwo obywatelskie” wykuwało się w latach 70-tych w środowisku dysydentów w Polsce, w kontrze do władzy totalitarnej. Dziś jednak, nie ma już potrzeby przyjmować takiej pozycji. W zamian to organizacje pozarządowe mają za zadanie współdziałać z władzami i wypełniać lukę po naturalnie kurczącej się roli państwa w sferze opieki społecznej.

Podczas konferencji, warsztatów, seminariów, wymian studyjnych i wielu publikacji sponsorowanych przez światowe fundacje w latach 90., kładziono nacisk na rzeźbienie „postaw obywatelskich”, gdzie samoorganizacja i walka o cokolwiek miały logicznie prowadzić do rejestracji organizacji pozarządowej lub partii politycznej. Nie-obywatelskie taktyki, jak oddolne budowanie więzi w walce z wyzyskiem, przyklejono do obrazu starego systemu. W nowym systemie, miały one ustąpić miejsca obywatelskim zachowaniom, takim jak okrągłe stoły, konsultacje, wcielanie się w rolę tzw. watchdoga, pisanie petycji, itd.

Nowi obywatele w służbie miękkiej władzy

„Dziś, 25 proc. Polaków jest związanych z organizacjami pozarządowymi, podczas gdy przynależność do związków zawodowych jest na poziomie 7 proc” – chwalił się w 1999 Jakub Wygnański, cytowany w raporcie USAID, pozując do zdjęcia „w budynku przy ulicy Szpitalnej, w pokoju gdzie wcześniej Solidarność odbywała swoje pierwsze spotkania. Teraz mieści się tu grupa organizacji pozarządowych, z których wiele uzyskało wsparcie od USAID”. vii

Dziś w Polsce istnieje ponad 80 tys. stowarzyszeń i fundacjiviii. W latach 2006-2009 powstawało tu codziennie ponad dziesięć nowych organizacji pozarządowychix. Według danych z 2012 roku, członkowie i władze regularnie pracują bez wynagrodzenia w 94 proc. spośród tych organizacjix.

Jednak w kapitalistycznych realiach, z natury, rozwarstwienie społeczne się powiększa. W 2011 r. w Polsce mieszkało aż 50 tys. milionerów, a według firmy Deloitte, na 192 państwa świata Polska obecnie zajmuje pod tym względem 25 miejscexi. Jednocześnie, w tym samym kraju, wg raportu NIK ponad 6 milionów ludzi żyje w nędzy mieszkaniowejxii, jesteśmy europejskim liderem w liczbie emigrantówxiii, a także głodnych dzieci, i to mimo popularnej akcji „Pajacyk” prowadzonej od 1998 roku przez Polską Akcję Humanitarną, dzięki której wydano już 10 milionów posiłków.

Nie twierdzę, że ci woluntariusze nie wkładają ogromnego wysiłku, który pomaga ludziom przeżyć w ciężkich czasach wyzysku. Programy przetrwania są kluczowe, o ile mamy dożyć lepszych warunków życia. Dlatego historycznie w ruchach oporu, programy przetrwania miały nierozłączną partnerkę w drugiej części ruchu, która prowadziła działalność wywrotową, dążąc do wykorzenienia systemu rosnących przepaści społecznych.

Z perspektywy władzy, miękkie strategie po prostu się bardziej opłacają. W przeglądzie 20 ostatnich lat swojej działalności w naszym regionie USAID wylicza, że wydatki na zbrojenia z budżetu władz amerykańskich, w okresie 1948-1986 pochłoneły 6,3 biliona dolarów, czyli około 163 miliardy dolarów roczniexiv. Strategicznie inwestowana filantropia natomiast w latach 1990-2012 kosztowała łącznie 20 miliardów dolarów, czyli około 900 milionów roczniexv.

Naszym zadaniem jest rozpracowanie historii strategii miękkiej władzy nad społecznym oporem. Istnieje obecnie w Polsce i na świecie wiele sił z ogromnym zapleczem finansowym, które pragną przywrócić urok stosunków wręcz poddańczych. Już dziś ledwo połowa pracowników w Polsce może liczyć na wypłatę na czas, powszechne stają się napędzane (re)prywatyzacją rugi chłopskie i miejskie. Tej tendencji do tej pory nie powstrzymały praworządne organizacje społeczeństwa obywatelskiego. W miarę jak coraz mniej jest ziemi i pieniędzy do zagrabienia, elity imają się coraz bardziej brutalnych form osiągania zysku. Zarazem, istnieje ogromny dorobek w historii ruchów wyzwoleńczych, na który możemy powoływać się w praktyce naszych działań bez potrzeby rejestracji kolejnego NGO.

Maria Burza

Kolektyw Syrena

Artykuł jest skróconą (przez Autorkę) wersją artykułu, który ukazał się w broszurce „ABC kapitalizmu – zeszyt trzeci” – do ściągnięcia i zamówienia w formie papierowej na stronie internetowej balcerowicz.com.

Przypisy:

i „Reforma emerytalna dokonała wielkiego kroku w 1997 r., z przejściem kluczowej ustawy tworzącej prywatne fundusze emerytalne i ciało nadzorcze. Kilkoro kluczowych prawodawców, dziennikarzy i urzędników wzięło udział w sponsorowanych przez USAID wycieczkach studyjnych do Chile i Argentyny, na podstawie dośwadczeń których, oparte są reformy w Polsce”. USAID Congressional Presentation Fiscal Year 1999 ANNEX III: Europe and the New Independent States, Str. 178.

ii „USAID i Polskie Dziesięciolecie”. Str. 101- 175

iii Adam Minkiewicz, 1996. Zagrożenia Społeczne w „Społeczeństwo polskie w latach 1989-1994 : zagadnienia polityki społecznej / Zbiór oprac. pod red. Antoniego Rajkiewicza. Warszawa : Friedrich-Ebert-Stiftung, Str. 167 – 189.

iv Tamże.

v Tamże.

vi „Budowa Społeczeństwa Obywatelskiego- rola organizacji pozarządowych w Polsce”, Kancelaria Senatu RP, Warszawa, 12 czerwca 1995. Dział Opracowań Tematycznych. Seria: Stenogramy. Str. 1-2

vii „USAID i Polskie Dziesięciolecie” str. 59

viii „Polskie organizacje pozarządowe 2012”. Badania aktywności obywatelskiej stowarzyszenie Klon / Jawor. Str. 2

ix Jan Sowa, 2015. „Inna Rzeczpospolita jest możliwa! Widma przeszłości, wizje przyszłości”. W.A.B. Str. 240

x „Polskie organizacje pozarządowe 2012”. Badania aktywności obywatelskiej stowarzyszenie Klon / Jawor. Str. 6

xiii http://polska.newsweek.pl/emigracja-z-polski-bliska-rekordu-liczba-emigrantow-newsweek-pl,artykuly,348282,1.html

xiv „20 Years of USAID Economic Growth Assistance in Europe and Eurasia”. 2013. Str. 2

xv Tamże.

Przed wakacjami do Sejmu trafił projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Zawiera szereg zmian, które ingerują w spójny dotychczas system ochrony zwierząt oraz przeprowadzania inwestycji. Zagrożone są najcenniejsze przyrodniczo miejsca w Polsce.

Ministerstwo Środowiska proponuje zmiany, które negatywnie wpłyną na system ochrony polskiej przyrody i są sprzeczne z wiążącym Polskę prawem unijnym. Przyjęcie nowelizacji może spowodować, że pod inwestycje zostaną zagarnięte unikatowe obszary, za co mogą grozić Polsce kosztowne postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Jeśli zmiany w obecnym kształcie zaakceptuje parlament, znów okaże się, że to prawo unijne ma skuteczniejsze narzędzia niż prawo polskie w obronie naszego wspólnego dobra – polskiego bogactwa przyrodniczego. Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi wzięła udział w konsultacjach społecznych, postulując pozostawienie dotychczasowych regulacji.

Kosmetyczne zmiany…

Po pierwsze, nowelizacja zmienia pojęcie „pozyskiwanie” zwierząt. Rozszerza definicję tak, by obejmowała ona już nie tylko „chwytanie”, ale też „zabijanie”. Ma to na celu przede wszystkim ułatwienie zabijania bobrów. Motywy są jasne – bóbr wyrządza znaczne szkody w rolnictwie – tylko w 2014 r. odszkodowania wypłacone z budżetu sięgnęły 17 milionów złotych, a rząd chce je ograniczyć. Jednak od razu sięga po najostrzejszy środek, jakim jest odstrzał. Obecnie odstrzał zwierzęcia jest możliwy dopiero po wyczerpaniu innych możliwości ograniczania strat, np. po odgrodzeniu siatką czy pomalowaniu drzew. Po zmianie ustawy zabijanie, ten środek jak dotąd stosowany wyłącznie w ostateczności, stanie się pierwszym wyborem. Ministerstwo nie przedstawiło żadnego planu w zakresie zwiększenia wykorzystania i skuteczności środków prewencyjnych nieingerujących tak radykalnie w przyrodę.

Bóbr, podobnie jak wilk, ryś czy niedźwiedź, jest chroniony przez prawo unijne, a dokładnie przez dyrektywę siedliskową. Dyrektywa ta zezwala na zabijanie bobrów tylko w wyjątkowych sytuacjach, pod warunkiem, że nie ma alternatywy oraz, że nie zagraża to przetrwaniu danej populacji. Prawo to zostało wdrożone do polskiej ustawy o ochronie przyrody. Jednak proponowana nowelizacja powoduje, że wymogi unijne mogą nie być prawidłowo przestrzegane, i to nawet wobec zwierząt podlegających ochronie ścisłej. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że proponowany przepis zostanie uznany za sprzeczny z prawem unijnym.

…o doniosłych skutkach

Po drugie, zmiana ma dotyczyć wydawania zezwoleń na przedsięwzięcia realizowane na obszarach chronionych w ramach sieci Natura 2000. Dotyczy to tych działań, które mogą szkodzić przyrodzie, nie ma wobec nich mniej szkodliwych alternatyw oraz których realizacja jest jednocześnie uzasadniona ze względu na nadrzędny interes publiczny. Taka zgoda może być wydana tylko wtedy, gdy możliwe jest podjęcie tzw. działań kompensacyjnych, które ograniczą szkodę w środowisku przyrodniczym. Przykładowo, jeśli dla realizacji konkretnej inwestycji konieczna jest wycinka lasu, odtworzenie będzie polegać na zalesieniu innego obszaru. Po wejściu w życie nowelizacji organ będzie musiał – a nie jak do tej pory tylko mógł – wydać zgodę na realizację projektu. Sposób zapisania tego w ustawie może spowodować, że urzędnicy będą czuli się zobligowani do wydawania zgód na szkodliwe projekty, nawet jeśli odpowiednia rekompensata szkód nie będzie możliwa, na przykład z powodu braku odpowiedniego miejsca.

Ta zmiana jest niezgodna z prawem unijnym, gdyż nowelizowany artykuł chroni również obszary, które dopiero mają być przyłączone do sieci Natura 2000, lecz czekają na decyzję Komisji Europejskiej w tej sprawie. Przeprowadzenie projektu w takim miejscu może doprowadzić do trudnej do oszacowania utraty gatunków i siedlisk. Polskie prawo po nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Środowiska pozwoli natomiast na rozpoczęcie niszczycielskich przedsięwzięć, zanim dany obszar zostanie odpowiednio zbadany. Bez tego niemożliwa będzie ocena wartości przyrodniczej danego terenu i w konsekwencji – określenie działań, jakich wymaga prawo unijne, by naprawić wyrządzone szkody. Takie działanie jest sprzeczne z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości i polskich sądów, i będzie groziło sankcjami wobec Polski.

Do kogo należy polska przyroda?

Jak widać pozornie niewielkie zmiany – rozszerzenie zakresu terminu „pozyskiwanie” oraz wykreślenie słowa „może” – niosą za sobą bardzo poważne zagrożenie dla ochrony przyrody w Polsce. Zwiększenie ram jednego pojęcia ustawowego zmienia interpretację każdego przepisu posługującego się tym sformułowaniem. W tym konkretnym przypadku może doprowadzić to do niebezpiecznych nadużyć także względem objętych ochroną ścisłą żubrów czy wilków. Usunięcie jednego wyrazu może spowodować obniżenie minimalnych poziomów ochrony gatunków i trwałe zniszczenia unikatowych miejsc. Proponowane zmiany otwierają furtkę działaniom wyniszczającym nasze wspólne dobro, jakim jest środowisko.

Pytanie o przyszłość integracji europejskiej stało się szczególnie ważne po głosowaniu Zjednoczonego Królestwa za wyjściem z Unii Europejskiej. (więcej…)

Związki zawodowe, organizacje społeczne i producenci rolni sprzeciwiają się przyjęciu CETA – umowy o wolnym handlu między Kanadą i Unią Europejską, która ma ma być zatwierdzona do podpisania przez UE 22 września na szczycie ministrów handlu. W środę podczas konferencji prasowej wezwali Sejm do jak najszybszego przygotowania uchwały w tej sprawie.

14199642_380770418713208_154886195235841865_n

 

Akcja Demokracja, Instytut Globalnej Odpowiedzialności, Instytut Spraw Obywatelskich, OPZZ oraz OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych wystąpiły wspólnie, domagając się od Sejmu nacisku na rząd, aby nie godził się na tymczasowe wdrożenie CETA zanim umowy nie zatwierdzi polski Sejm. Podobne uchwały podjęły już parlamenty węgierski i holenderski.

Komisja Europejska wobec fiaska TTIP próbuje nam wmówić, że CETA to coś innego. To nieprawda. Zagrożenia dla rolnictwa i żywności czy mechanizm arbitrażu łączy obydwie umowy – uważa Maria Świetlik z Akcji Demokracji.

Odrzucenie niekorzystnych umów o wolnym handlu jest kluczowe dla naszej przyszłości. Rolą Sejmu jest głos obywateli wyrazić i wezwać rząd do odrzucenia tymczasowego wprowadzenia CETA. Dyskusja nad ewentualnym przyjęciem umowy musi się odbyć z udziałem różnych środowisk w otwartej debacie, a nie za zamkniętymi drzwiami – dodaje.

Środowiska rolnicze nie wyrażają zgody na przyjecie umów ani ze Stanami Zjednoczonymi ani z Kanadą, jesteśmy świadomi, że to jest ostatni gwóźdź do trumny polskiego rolnictwa – stwierdził Sławomir Izdebski z OPZZ RiOR.

Nasza sytuacja jest już tragiczna, podpisanie tej umowy jest zbrodnią przeciwko polskiemu rolnictwu, naszej zgody na to nigdy nie będzie  – podkreśla.

Z jednej strony we współpracy z ministerstwem rolnictwa pracujemy nas wsparciem polskich rodzimych gospodarstw i przedsiębiorstw i przeciwdziałamy ekspansji największych korporacji w Polsce, a z drugiej strony minister rozwoju z tego samego rządu robi coś dokładnie odwrotnego? Jestem pełen zdziwienia, bo byłem przekonany, że do tego nie dojdzie. Dlatego nie wykluczamy, że rolnicy przyjadą do Warszawy, by przypomnieć o swojej obecności – zakończył.

Obawy podzielają związki zawodowe. Piotr Szumlewicz z OPZZ: Dostaliśmy tylko 3 dni na wypowiedź odnośnie tych umów, jest to kolejny przykład tego, że rząd nie dyskutuje należycie ze związkami. Oczekujemy zablokowania porozumień w obecnym kształcie, naszym zdaniem powinniśmy rozpocząć dyskusję od nowa, organizacje społeczne i związkowe powinny mieć więcej czasu na rozpatrzenie tych dokumentów. Natomiast, jeśli w umowach pozostaną mechanizmy arbitrażu, to dla tego typu rozwiązań jest po prostu veto z naszej strony. 

Wskazał też zagrożenie dla poszczególnych sektorów – Skutki CETA dla branż, w których liczy się płaca minimalna i standardy pracy jak hutnictwo i górnictwo czy dla sektora zamówień publicznych, gdzie może dojść do większej konkurencji ze strony korporacji amerykańskich i kanadyjskich, wymagają pogłębionych rozważań.

Na koniec skierował pytanie bezpośrednio do wicepremiera Morawieckiego: – Dlaczego jest Pan za tymi rozwiązaniami, jeśli mogą one zaszkodzić polskim pracownikom i polskiej gospodarce?

22 września odbędzie się spotkanie ministrów handlu w Bratysławie, które może zdecydować o tymczasowym wdrożeniu CETA. Organizatorzy konferencji oczekują, że do tego czasu Sejm przyjmie uchwałę sprzeciwiającą się wejściu w życie porozumienia bez zgody posłów i posłanek. Projekty rezolucji, przygotowane przez kluby PSL i Kukiz’15, leżą są już skierowane do dalszych prac.

Żadna z umów transatlantyckich nie zawiera korzyści dla społeczeństw, jedynymi beneficjentami będą korporacje. Po 20 latach umowy NAFTA widać, że takie są skutki umów o wolnym handlu  – podkreśliła Paula Lota z INSPRO

Komisja Europejska forsuje tzw. tymczasowa implementację, co oznacza, że zapisy tej umowy będą już obowiązywały, zanim wypowiedzą się na jej temat parlamenty krajowe – tak nie wygląda demokracja. Elity europejskie niczego się nie nauczyły z ACTA i Brexitu – podsumowała.

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych części umów TTIP i CETA jest system ochrony inwestorów. System sadów arbitrażowych ICS niewiele różni się od dotychczasowego arbitrażu ISDS, nie usunięto kluczowych problemów z nim związanych: inwestorzy zagraniczni mają nadal dodatkowy mechanizm, którego nie posiadają przedsiębiorcy krajowi – wyjaśnia Marcin Wojtalik z IGO.

Polskie firmy praktycznie nie korzystają z tego systemu, zatem arbitraż w CETA nie będzie służył naszym przedsiębiorcom. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy politycy, kwestia tej umowy nie jest przesądzona, polska może postawić tamę przywilejom korporacji wypowiadając się na forum UE – podkreślił.

Prawie 500 osób z Akcji Demokracji znalazło czas i motywację by napisać do posłów i posłanek z prośbą by zajęli się tym tematem, dziś przekazujemy te listy, licząc, że 460 parlamentarzystów również znajdzie czas by zająć się tą kluczową dla naszej przyszłości sprawą – mówi Maria Świetlik z Akcji Demokracji.

Nie pozwolimy zamieść sprawy pod dywan – dodaje.

Członkowie Akcji przekazali pudła z listami do posłów. Odrzucenie niekorzystnych umów o wolnym handlu jest kluczowe dla naszej przyszłości. Rolą Sejmu jest ten głos obywateli wyrazić i wezwać rząd do odrzucenia tymczasowego wprowadzenia CETA bez konsultacji – zaznacza Świetlik.

14212723_380770168713233_1373866132841514461_n

źródło: Akcja Demokracja

Oto twój kraj. Podziwiaj jego naturalne skarby, jego naturalne zasoby, podziwiaj jego historię, jego romantyzm jako święte dziedzictwo dla dzieci twoich, jak i ich dzieci. Nie pozwól zapatrzonym w siebie ludziom, albo chciwym interesom okradać twój kraj z jego piękna, jego bogactwa i jego romantyzmu.

Prezydent USA, twórca 23 amerykańskich parków narodowych,
Teodor Roosevelt

 

Profesor Hugo Conwentz – niemiecki Gdańszczanin, jeden z twórców europejskiego ruchu ochrony przyrody, jest uznawany również za ojca europejskich parków narodowych. Niemiecki przyrodnik Aleksander von Humboldt stworzył w XIX w. pojęcie „pomnika przyrody”, prof. Conwentz już w początkach swojej działalności rozwinął tę ideę, inwentaryzując pomnikowe głazy narzutowe na dzisiejszym Pomorzu Gdańskim, a następnie tworząc rejestr starych, pomnikowych drzew na terenach Polski. W roku 1909 pod wpływem idei Hugo Conwentza pierwsze parki narodowe w Europie tworzy Szwecja.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Puszczy Białowieskiej w 1915 roku, administracja niemiecka rozpoczęła rabunkową eksploatację zasobów tego ostatniego lasu naturalnego na Niżu Europejskim. W ciągu 3,5 roku okupacji zdołano wyciąć gigantyczną ilość 5 mln m³ puszczańskiego drewna. By ten cel osiągnąć, Niemcy budują w pobliskiej Hajnówce dwa ogromne tartaki, fabrykę suchej destylacji drewna, a także 300-kilometrową sieć wąskotorowej kolejki leśnej, pozwalającej sięgać po zasoby nawet najdalszych zakątków puszczy.

W tym czasie jednak Hugo Conwentz przekonuje dowództwo armii niemieckiej do oszczędzenia choć części puszczy. Na podstawie badań naukowych opracował on plan utworzenia na północ od Białowieży dużego rezerwatu leśnego chroniącego najcenniejszą część Puszczy Białowieskiej. W konsekwencji jego wysiłków, na początku 1918 roku niemiecki zarząd leśny wyznaczył wyłączony z użytkowania gospodarczego obszar o powierzchni ok. 30 km kwadratowych. Na urzędowej mapie teren ten oznaczono jako Naturschutzpark – po latach stał się on pierwszym polskim Parkiem Narodowym. Zmarły w 2015 r. obrońca Puszczy Białowieskiej – Janusz Korbel pisał: „Paradoksalnie, to właśnie Niemcy, którzy potwornie puszczę wyrżnęli podczas wojny – utworzyli tutaj pierwszy rezerwat i po prawdzie to Hugo Conwentzowi należałoby postawić w Białowieży pomnik lub chociaż nazwać jego imieniem ulicę”.

26819684245_e012530a7a_zGdy przed 25 laty zdecydowałem się być przewodnikiem turystycznym w Białowieskim Parku Narodowym, bardzo szybko dostrzegłem, że docierają tu turyści ze wszystkich kontynentów – ta puszcza stała się na całym świecie symbolem naturalności środowiska, a także swoistym miejscem pielgrzymkowym. W latach 90-tych, spośród Europejczyków, szczególnie często była ona odwiedzana przez Holendrów, od których szybko nauczyłem się dwóch znaczących holenderskich słów: mooi bos –„piękny las” – były to słowa szczególnie często przez nich powtarzane. W Holandii wycięto lasy już przed dwoma tysiącami lat – dla mieszkańców tamtejszych bezleśnych polderów dzikość puszczy to coś zupełnie niezwykłego – to coś jakby z innej planety…

Pewnego czerwcowego dnia szliśmy do puszczy Parkiem Pałacowym w Białowieży z dyrektorem zieleni miejskiej Amsterdamu, który na widok kwitnących parkowych trawników przystanął i wykrzyknął: „Jaki wspaniały widok! My w Holandii nigdy nie widzimy tych wszystkich kwitnących gatunków traw, bo z zasady kosimy je przed kwitnieniem”. Holandia to jeden z najbardziej rozwiniętych krajów świata – czy rzeczywiście rozwój musi oznaczać fundamentalną ingerencję w środowisko? Albo inaczej – czy wtłaczanie natury w karby ograniczonych ludzkich wyobrażeń to rzeczywisty „rozwój”? Czy o taki rozwój nam chodzi?

Nie ma wątpliwości co do tego, że fenomen ocalenia Puszczy Białowieskiej stał się wyzwaniem dla zachodniego paradygmatu wydajności i produktywności. Ostatni las naturalny Europy ocalał, ponieważ carom Wszechrusi zabrakło praktycznego umysłu Holendrów. Rosyjscy imperatorzy zamiast zyskownie sprzedawać 40 metrowe białowieskie kolosy na deski, woleli widzieć puszczę jako teren swoich polowań, i to polowań nie byle jakich – carowie polowali na największe ssaki Europy – żubry. Z punktu widzenia Holendrów czy Niemców władcy Rosji byli niewiarygodnie zacofani – oni zamiast zamienić puszczańskie drewno na gotówkę, woleli tam polować! Cóż za marnotrawstwo! Miliony kubików dębiny i drewna jesionu gnije w lesie! Tak, to prawda – osiemnastowieczni władcy Polski czy carowie Rosji zdecydowanie nie rozumieli kapitalizmu, tej ideologii przeliczanego na jednostki monetarne zysku i straty. Ideologii mówiącej: „Jeżeli coś nie da się zmierzyć (przeliczyć na pieniądze?) – nie istnieje!”.– oni głęboko tkwili w feudalizmie. Feudalizm to ustrój w którym pozycji społecznej danej osoby nie określa jej majątek – pieniądz. W feudalizmie liczy się pozycja w piramidzie feudalnej podległości – tu właśnie pozycja, status feudalny – daje pieniądze, a nie odwrotnie. Stąd dla władców największego państwa świata – rosyjskich carów, najważniejsze było pokazanie swojego statusu – najwyższej pozycji w feudalnej hierarchii. I do tego celu Puszcza Białowieska nadawała się doskonale – gatunek ginący – żubr europejski ostał się na wolności jedynie tutaj. Nie było innego władcy na świecie, który mógłby na te królewskie zwierzęta polować – to właśnie dlatego carowie otoczyli puszczę ścisłą ochroną.

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Czy nie jest tak, że harmonii z przyroda nie da się zaplanować, zorganizować, zaksięgować czy wyprodukować? Ktoś powiedział, że logika ciągłego wzrostu, to logika komórki rakowej. Harmonii natury obce jest pojęcie wzrostu za wszelką cenę dlatego najbardziej bogate, najbardziej rozwinięte ekosystemy to ekosystemy nieekspansywne – zrównoważone. Nauka o środowisku mówi: „Dojrzały ekosystem stanowi ogromną ilość związków pomiędzy jego składnikami: drzewami, podszytem, runem leśnym, glebą, grzybami, owadami i zwierzętami”. Tutaj równowaga jest wynikiem subtelnej sieci wzajemnych wpływów i zależności. Tak, jak ciągle odkrywamy nowe gatunki roślin czy zwierząt, tak samo powoli poznajemy elementy tej sieci. Biolog Anna Kujawa pisze, że Puszcza Białowieska jest: „wielowiekowym, wielogatunkowym lasem naturalnym, w którym ciągłość procesów ekologicznych (w tym zamierania drzew i przywracania składników w nich zgromadzonych do gleby Puszczy) spowodowała, że fragment Puszczy jakim jest Białowieski Park Narodowy jest najbogatszą w gatunki grzybów ostoją w Polsce. Na obszarze 0,03% Polski rośnie tu co najmniej 47% wszystkich grzybów wielkoowocnikowych znanych z terenu naszego kraju.”

Według brytyjskiego naukowca – Jamesa Lovelocka cała nasza planeta nie jest jakąś bezładną masą mieszających się i reagujących przypadkowo ze sobą związków chemicznych, lecz żywym, samoregulującym się organizmem stanowiącym jedną wielką, harmonijną i niepodzielną całość. Wszystkie żywe organizmy – od bakterii, aż do płetwali błękitnych; od podmorskich alg, aż po tysiącletnie sekwoje, mają jeden wspólny cel – działanie dla podtrzymania istnienia całego środowiska.

26215232963_b89eca132f_z

Można zapytać: Kiedy wreszcie zaczniemy postrzegać Naturę jako swego przyjaciela, a nie wroga, z którym albo musimy prowadzić nieustanną walkę, albo naturę „czynić sobie poddaną”, ograniczając, regulując, sterylizując, modyfikując?

Naturalne ekosystemy Puszczy Białowieskiej, tak jak jej żubry, możemy dziś oglądać wyłącznie dzięki ludziom, którzy płynęli pod prąd (nieprzypadkowo mówi się, że „z prądem płyną tylko śnięte ryby”). Taki był Hugo Conwentz. W czasach rewolucji przemysłowej był niestrudzonym orędownikiem ochrony przyrody – występował między innymi na: I Kongresie Ochrony Krajobrazu w Paryżu (1909 r.), także na konferencjach naukowych w Pradze i Brnie (1913 r.), których następstwem było powołanie w Czechach i na Morawach pierwszych organizacji ochrony przyrody. Jego seria wykładów wygłoszonych w roku 1904 w Szwecji tak poruszyły rząd i szwedzką opinię publiczną, że już pięć lat później utworzono tam pierwsze europejskie parki narodowe. W 1906 r. dzięki staraniom prof. Conwentza, powstał w Gdańsku pierwszy Urząd Konserwatora Przyrody.

Hugo Conwentz pochodził z rodziny mennonickiej wyznającej prymat dobra wspólnego nad interesem indywidualnym. Dla mennonitów podstawowe wartości to: równość, solidarność społeczna, oraz współodpowiedzialność. Mennonici są pacyfistami – odrzucają przemoc jako sposób rozwiązywania konfliktów, nie noszą i nie używają broni, obowiązuje ich zakaz sprawowania wysokich urzędów, nie uznają hierarchii kościelnej, odmawiają też pełnienia służby wojskowej – za co nie raz spotykały ich prześladowania. Mennonici to także mistrzowie osuszania terenów zalewowych i walki z powodziami, są uznawani za swoistych pionierów ruchu ekologicznego – robili wiele, by zrozumieć procesy przyrodnicze w swoim otoczeniu. Dzięki tej wiedzy mogli przekształcać otoczenie przyrodnicze w sposób niedestrukcyjny.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Kształt unijnych instytucji jest wadliwy – mówi w wywiadzie dla Zielonego Magazynu Europejskiego Yanis Varoufakis, były minister finansów Grecji. (więcej…)

Dwa lata temu grupa działkowiczek i działkowców w proteście przeciwko dzikiej deweloperce w Warszawie zajęła opuszczone ogródki działkowe. Otworzyli miejsce  dostępne dla wszystkich – Radykalne Ogródki Działkowe (ROD).

Wspólnie z sąsiadkami i sąsiadami prowadzą ogrody warzywne i próbują wypracować alternatywy dla upraw wielkoobszarowych i innych patologii masowej produkcji żywności. Zbudowali kolektor słoneczny i turbinę wiatrową. Niestety firma developerska, która jest właścicielem  części terenu, zapowiedziała zniszczenie ogrodów, pomimo że z przyczyn prawnych w najbliższych latach nie będzie mogła go zagospodarować. Redakcja Zielonych Wiadomości podpisuje się pod Listem otwartym w obronie ROD.  Poniżej jego treść. Więcej informacji o Radykalnych Ogródkach Działkowych w Warszawie na stronie Reclaim the Fields Polska.

Nie zgadzamy się na zniszczenie ROD!

ROD to nazwa ogrodów społecznych, którym opiekuje się kolektyw powiązany z europejską siecią Reclaim the Fields, przeciwstawiający się nasilającemu zjawisku grabieży ziemi w miastach i na wsi, oraz globalnemu rynkowi żywności. Przestrzeń dawnych ogrodów działkowych, na terenie których działa kolektyw ROD, daje możliwość eksperymentowania z produkcją zdrowej, wysokowartościowej żywności, niezależnymi źródłami energii i technologiami, które pozwolą zastąpić te używane dziś, a mające destrukcyjny wpływ na środowisko. ROD to oddolnie zorganizowana przestrzeń dostępna dla każdego, w której wiedza i umiejętności przekazywane są za darmo i w przystępny sposób.

Jednak wszelkie działania społeczne są solą w oku wielkich korporacji. Spółka Dom Development zapowiedziała, że w ciągu dwóch tygodni zniszczona zostanie duża część ogrodów i stojących tam obiektów, w tym instalacji stworzonej przez międzynarodową grupę artystów, na której umieszczona jest turbina wiatrowa – przedmiot warsztatów dotyczących odnawialnych źródeł energii. Dekonstrukcja instalacji z turbiną wynika z nakazu Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, jednak zrównanie z ziemią większej przestrzeni ogrodów to już pomysł Dom Development. Spółka ma świadomość, że takie działanie to strata pieniędzy, ponieważ wciąż nie posiada ani praw do całości gruntu, ani praw do zabudowy. Przez ponad rok nie zwracała uwagi na działania kolektywu, mimo świadomości jego istnienia, ale teraz decyduje się na drastyczne kroki, które nie przyniosą pożytku ani jej, ani społeczności lokalnej.

Tymczasem w Warszawie wciąż brakuje miejsc, które w przejrzysty sposób szerzyłyby informację na temat światowego rynku żywnością i jego wpływu na sytuację lokalną. Istnienie grupy, która promuję ideę suwerenności żywnościowej i energetycznej, oraz lokalnej samorządności jest bardzo cenne. Tym bardziej, że kolektyw w niekomercyjny sposób dzieli się wiedzą z zakresu uprawy i technologii (np. budowy małych turbin wiatrowych, produkcji nasion niemodyfikowanych genetycznie, ogrodnictwa, techniki budowy z materiałów z recyklingu, itp.)

Ziemia, powietrze, woda i energia stanowią podstawę naszego życia. Nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy płacić za dostęp do powietrza lub słońca. Już teraz coraz częściej prywatyzowane są zasoby wody, czy patentowane poszczególne gatunki roślin i zwierząt. Opłata licencyjna za posadzenie ogórka jest zwyczajnie absurdalna, tak samo jak absurdalne jest prawo by w imię zysku niszczyć, zatruwać bądź zabudowywać ogromne obszary gruntów, dzięki którym mamy co jeść. Szaleństwem jest pozbawianie się jedzenia produkowanego w najbliższej okolicy na rzecz importu na przykład z USA, Hiszpanii czy Kambodży. Ci, którzy kontrolują ziemię, kontrolują nasze życie, ponieważ to oni mają władzę nad tym co, i czy w ogóle, pojawi się na naszym stole.

Urbanizacja i rozbudowa, taka jak na warszawskim Mokotowie, gdzie działa kolektyw ROD, może przedstawiać siebie jako postęp zapewniający przestrzeń życiową dla rosnącej populacji miasta. Jednak rynek mieszkań i wynajmu tworzony jest przez spekulantów, a pułapki kredytowe i podwyższanie czynszów stwarzają warunki do tak zwanych „legalnych” eksmisji. W centrum miasta przestrzenie biurowe i biznesowe mają pierwszeństwo w stosunku do mieszkań. W rezultacie władze oddają deweloperom także ostatnie przestrzenie społeczne w pozostałych dzielnicach, z których do tej pory mieszkańcy korzystali za darmo. Wszystko w odpowiedzi na rzekomo rosnący głód mieszkaniowy.

Szkody dla środowiska powodowane przez takie projekty budowlane są ogromne i opierają się na całkowitym lekceważeniu zasobów lokalnych. Nawet jeżeli ludzie mają nowe domy to środowisko w jakim przychodzi im żyć przypomina zabetonowaną klatkę z logiem osiedla, a ostatnim miejscem publicznym jest przystanek autobusowy. Urbanizacja to nie rozwój. Rozwój to zachowanie i odtworzenie zdrowej ziemi, produkcja żywności, dostęp do czystej wody i zrównoważone korzystanie z zasobów.

Dostęp do ziemi uważamy za podstawową gwarancję niezależności i praw każdego człowieka. Dlatego nie zgadzamy się na bezmyślne niszczenie terenu zielonego, który z przyczyn prawnych w ciągu najbliższych lat nie może zostać zagospodarowany w żaden inny sposób. Apelujemy o pozostawienie terenu ROD w nienaruszonym stanie!

 

  • Reclaim the Fields Polska

  • Kolektyw ROD

  • Agata Dylak – Prezes Spółdzielni Domków Jednorodzinnych “Ku Wiśle”

  • Regina Synoradzka – Członek Zarządu SDJ “Ku Wiśle”

  • Paweł Tempczyk – Członek Rady Nadzorczej SDJ “Ku Wiśle

  • Redakcja Zielonych Wiadomości

 

źródło: Reclaim the Fields Polska

W dyskusjach na temat idei wypłacanego bezwarunkowo dochodu gwarantowanego wiele słyszymy na temat jego docelowej wizji. W jaki sposób możemy jednak do niej dojść? (więcej…)

– Francja żąda zerwania negocjacji TTIP – oświadczył wczoraj rano minister handlu Francji, Matthias Fekl. To pierwsze tak jednoznaczne postawienie sprawy przez – do niedawna – głównego promotora umowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Dzień wcześniej, 29 sierpnia o fiasku rozmów w ramach 14 rundy negocjacji informował też wicekancelerz Niemiec, Sigmar Gabriel.

– Miejmy nadzieję, że Komisja Europejska w końcu przyjmie do wiadomości, że ten projekt pora zakończyć. Po Brexicie, wycofaniu się Francji i rosnącym sprzeciwie wewnątrz władz niemieckich, jest bardzo mało prawdopodobne by ta umowa została kiedykolwiek zaakceptowana – komentuje kampanierka TTIP Akcji Demokracji, Maria Świetlik.

Umowa ze Stanami jest krytykowana we Francji głównie z powodu zagrożenia dla tamtejszego rolnictwa i jakości żywności. Badania wskazują, że jej skutkiem może być znaczne obniżenie cen skupu w UE, co bezpośrednio zagraża także polskiemu rolnictwu.  

– Cieszmy się zwycięstwem, ale nie zapominajmy o drugiej tego typu umowie, CETA, tu batalia wciąż trwa – przypomina Maria Świetlik – Już na pierwszym posiedzeniu Sejmu Komisja Spraw Unii Europejskiej ma pracować nad uchwałą wzywająca polski rząd do niezgody na tymczasowe wprowadzenie umowy CETA. W komisji będą rozpatrywane dwie wersje uchwały zgłoszone przez kluby Kukiz’15 i PSL.

Umowa o wolnym handlu z Kanadą (CETA) jest gotowa do przyjęcia. W tej chwili kraje członkowskie negocjują już tylko sposób jej ratyfikacji. Komisja Europejska zaproponowała, by umowę uznać za częściowo podlegającą ratyfikacjom krajowym, Dyskusja dotyczy zatem tego, które części traktatu będą musiały być głosowane w parlamentach krajowych. Kilka państw domaga się tego m.in. w odniesieniu do budzącego ogromne kontrowersje systemu inwestor-przeciw-państwu, który pozwoli 40 tys. firm z Kanady pozywać państwa unijne za regulacje chroniące interes publiczny.
Komisja zaproponowała także „tymczasowe wprowadzenie” CETA do czasu zakończenia procesu ratyfikacji przez wszystkie kraje członkowskie.

– To bulwersująca próba obejścia zasad demokracji – komentuje Świetlik.

Proces ratyfikacji będzie trwał kilka lat, a w tym czasie CETA może zniszczyć nasze rolnictwo m.in. poprzez likwidację ceł wwozowych a dzięki „współpracy regulacyjnej” wprowadzić na rynek szkodliwe substancje.

Środowiska rolnicze bacznie przyglądają się tym umowom, wiedząc jak zgubne mogą mieć dla nich skutki. Rolą Sejmu jest reprezentowanie naszych interesów, a tu zarówno głos ekspertów jak i społeczeństwa daje jasne wskazówki – nie zgadzamy się na tajne negocjacje naszych praw, chcemy chronić jakościową żywność i zasoby naturalne  – dodaje ekspertka Akcji Demokracji – To będzie kluczowy sprawdzian dla polskiego rządu – czy rzeczywiście będzie bronić, jak wielokrotnie deklaruje, polskich rolników? – zastanawia się Świetlik.

–  Czas na zerwanie negocjacj TTIP, ale też nie można ratyfikować umowy CETA, bo to TTIP bis – ponad 41 000 amerykańskich firm będzie mogło skarżyć UE i kraje członkowskie poprzez swoje kanadyjskie filie do sądów arbitrażowych o gigantyczne odszkodowania z kieszeni podatników, w razie zmniejszenia zysków z powodu zmiany przepisów na korzyść pracowników, środowiska, konsumentów. Umowę bilateralną z Kanadą Polska może wypowiedzieć, ta będzie nas obowiązywała na zawsze, dopóki będziemy w UE – powiedziała prezeska Fundacji Strefa Zieleni, Ewa Sufin-Jacquemart.

Apel Akcji Demokracji (www.akcjademokracja.pl/rolnictwo) i innych organizacji społecznych o wyłączenie zapisów dotyczących rolnictwa i żywności z umów TTIP i CETA podpisało ponad 14 tysięcy osób.

źródło: Akcja Demokracja

Foto: ULRIKE SCHMIDT / CAMPACT/Flickr/Creative Commons

Foto: ULRIKE SCHMIDT / CAMPACT/Flickr/Creative Commons

Zmiana modeli produkcji nie powinna kończyć się wyłącznie na zmniejszeniu ich negatywnego wpływu na środowisko. (więcej…)

Unia Europejska jest – z zielonej perspektywy – daleka od doskonałości, jednak gdy znajduje się w zagrożeniu musimy ruszyć z pomocą dla jej idei oraz projektu. (więcej…)