Żurawlów to wioska na Zamojszczyźnie znana z 400-dniowego, zakończonego sukcesem protestu rolników przeciwko planom odwiertów amerykańskiej firmy Chevron w poszukiwaniu gazu łupkowego. To najdłuższy dotychczas protest antyłupkowy na świecie. Jedna z aktywnych jego uczestniczek, Barbara Siegieńczuk, pojechała na zaproszenie warszawskiego i waszyngtońskiego biura Fundacji im. Heinricha Bölla do USA, gdzie łupkowe eldorado zmieniło amerykańską gospodarkę, ale koszty tego gazowego boomu coraz bardziej budzą wątpliwości. W wyjeździe towarzyszyła jej zielona aktywistka Ewa Sufin-Jacquemart.

Ewa Sufin-Jacquemart: Basiu, uczestniczyłyśmy niedawno w podróży studyjnej do USA, gdzie dużo dowiedziałyśmy się o łupkowym boomie, szczególnie tam, gdzie byłyśmy: w Pensylwanii, gdzie od prawie dziesięciu lat prowadzone są odwierty na złożu Marcellus Shale, a także w stanie Nowy Jork, gdzie mieszkańcy wciąż skutecznie bronią się przed inwazją tego przemysłu. Co najbardziej cię uderzyło, zaskoczyło podczas tej podróży?

Barbara Siegieńczuk: Przede wszystkim zdumiałam się, widząc niektóre instalacje bardzo blisko domów. W Pensylwanii jest to możliwe. Jeżeli ziemia przed czyimś domem została wydzierżawiona przez sąsiadów, to mieszkańcy tego domu nie mają nic do powiedzenia. Firmy są bardzo perswazyjne i potrafią manipulować ludźmi, aby osiągać swoje cele, tworząc głębokie konflikty sąsiedzkie. Społeczności, a nawet rodziny są skłócone. Nie myślałam, że w demokratycznym kraju możliwe są takie praktyki.

Jak powiedziała nam jedna z aktywnych mieszkanek miejscowości Dryden w stanie Nowy Jork: „w USA w ciągu sześciu lat zabito demokrację”. Dryden to pierwsza gmina w USA, gdzie uprawomocnił się wyrok sądu potwierdzający prawo samorządu do uchwalenia zakazu odwiertów ze szczelinowaniem hydraulicznym na ich terenie. To wielkie, precedensowe zwycięstwo, przede wszystkim społeczności lokalnej, która potrafiła pokonać podziały i wywrzeć presję na samorząd.

ESJ: Jakie wrażenie zrobiły na tobie tak zwane pady, czyli place z kilkoma odwiertami w lasach Pensylwanii w okolicy Williamsport, gdzie nas zawieźli organizatorzy?

BS: Przygnębiające. Na wzgórzach w pięknych lasach stanowych, kiedyś gęstych i pełnych zwierząt i ptaków, powycinano miliony drzew, zrobiono asfaltowe drogi, a wzdłuż nich szerokie przecinki z wkopanymi w ziemię gazociągami i wodociągami. Wystają z nich rury i włazy poodgradzane metalowymi kolorowymi płotkami, a od erozji i obsuwania osadów mają chronić wypchane czymś rulony z nieprzemakalnych tkanin. Co kilka kilometrów po jednej i drugiej stronie znajdują się wjazdy na wielkie „pady” produkcyjne lub inne przestrzenne instalacje do kompresji gazu lub magazynowania wody.

W otwartej skrzynce leżały też dokumenty bezpieczeństwa, m.in. mapy i opisy techniczne znajdujących się na „padzie” substancji chemicznych. Zdumiałam się, że „pady” nie są ogrodzone ani nadzorowane. Każdy może tam wejść. Może to przecież doprowadzić do katastrofy. U nas jest przesada w drugą stronę. W Żurawlowie firma Chevron nawet nie miała koncesji na odwiert, lecz tylko na badania sejsmiczne, a już próbowała postawić ogrodzenie. Tak się właśnie zaczął nasz protest.

ESJ: Mnie też przeraził widok niszczonej na masową skalę przyrody, nawet tam, gdzie jest mnóstwo gatunków chronionych, jak niedźwiedzie czy rzadkie ptaki, potrzebujące spokoju. A ponadto w dolnych częściach tych pagórkowatych pięknych lasów żyją ludzie. Znalazłaś tam nawet swoją imienniczkę, z którą macie chyba wiele wspólnego, nie uważasz?

BS: Tak, spotkanie z Barbarą było niezwykłe. Barbara, tak jak ja, przeniosła się z miasta na wieś, kocha ciszę, spokój i przyrodę. Mieszka w przepięknym miejscu, w małej osadzie ośmiu domów, położonej w lesie nad sporym potokiem. Pokazała nam zdjęcia i opowiedziała, jak cztery lata temu przez pół roku ich malutką szosą, przed samymi domami, dzień i noc wielkie cysterny jeździły do odwiertów gazu łupkowego na leśnych wzgórzach ponad ich domami.

Wszystko przez to, że jedna z sąsiadek zgodziła się na poszerzenie zakrętu drogi kosztem części jej posesji, za 1000 dolarów. Przez jej pazerność i nieświadomość wszyscy mieli bezustanny huk i kurz przez pół roku.

Arogancja i bezczelność firmy była przy tym taka sama jak gdzie indziej. Na posesji Barbary, tuż przed jej oknami, ustawiono bez pytania przenośną toaletę dla kobiety, która stojąc na jej posesji kierowała cały dzień ruchem. Miliony wyciętych na górze drzew i porobione szerokie przecinki na gazociągi i wodociągi, wyglądające jak trasy narciarskie, przyczyniły się do powstawania osuwisk. W 2011 r. mieli wielką powódź, jej dom rodzinny został całkiem zalany i zdewastowany, zniszczeniu uległy wybiegi dla koni. To wszystko spowodowało, że Barbara aktywnie zaangażowała się w organizacji obywatelskiej zwalczającej rozwój przemysłu gazowego w Pensylwanii.

ESJ: Barbara opowiadała nam o ich działalności, byliśmy też na spotkaniu ich zarządu. Widzieliśmy jak kompetentni, aktywni ludzie się w to zaangażowali. Czy dostrzegłaś jakieś podobieństwa między działalnością ich organizacji a waszym Stowarzyszeniem „Zielony Żurawlów”?

BS: Różnice polegają na tym, że ich organizacja Responsible Drilling Alliance skupia ludzi o bardzo różnych zawodach i mieszkających w różnych miejscowościach, w związku z czym ich misja nie skupia się na żadnej miejscowości w szczególności. Ale podobieństw jest bardzo wiele. Też bronimy przede wszystkim prawa do głosu społeczności lokalnych, też lobbujemy na rzecz lepszych regulacji prawnych. No i mamy te same metody – zdobywamy wiedzę i dzielimy się nią, uczestniczymy w postępowaniach administracyjnych, w spotkaniach lokalnych w gminach, ale też w konferencjach, seminariach, wysłuchaniach publicznych.

Naszym medium jest przede wszystkim Internet. My oprócz tego jeździliśmy do Sejmu na spotkania Komisji ds. Rolnictwa oraz do Parlamentu Europejskiego. No i teraz, dodatkowo, będziemy uczyć się wykorzystania źródeł energii odnawialnej i propagować ich rozwój. O tym mówiły nam też aktywistki z Dryden. Podobno w Stanach odnawialne źródła energii bardzo się rozwijają, przede wszystkim ze słońca. Tyle że o to zabiegają przede wszystkim obywatele, a wielkie firmy energetyczne wciąż widzą zysk w paliwach kopalnych, tak jak i u nas.

Wielkie wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z prof. inż. Anthonym Ingraffea w Cornell University w mieście Ithaca w stanie Nowy Jork. Jak ty je odebrałaś?

ESJ: Tak, dla mnie też było to bardzo ważne spotkanie. Profesor Ingraffea świetnie zna technologię wydobycia gazu łupkowego, bo uczestniczył w jej rozwoju, a od lat prowadzi badania nad jej skutkami. Ale wiedzę i myślenie ma szerokie i myśli perspektywicznie o przyszłości planety i gatunku ludzkiego, o losie przyszłych pokoleń, a nie tylko o dzisiejszym wzroście gospodarczym.

Jako ekspert od technologii wydobycia powiedział nam trzy ważne rzeczy.

Po pierwsze, żebyśmy uważali, bo ludzie mówiąc o skutkach frackingu mają na myśli cały proces wydobycia i dystrybucji gazu, ze skumulowanymi skutkami tysięcy odwiertów i całej infrastruktury związanej z jego transportem. Przemysł wydobywczy to dementuje, odnosząc się ściśle do samej operacji szczelinowania hydraulicznego. U nas też ma to miejsce, więc to dla nas ważna wskazówka.

Po drugie dowiedzieliśmy się od niego, że argument, iż przy odpowiednich regulacjach prawnych ten przemysł może mieć niską szkodliwość dla środowiska i ludzi, jest złudą. Jak wykazuje praktyka, nie ma takich regulacji prawnych i metod ich egzekwowania, które zapewniłyby bezpieczeństwo środowiskowe i korzyści społeczne na krótką metę, a tym bardziej długofalowo.

No i wreszcie najważniejszy moim zdaniem przekaz profesora – mówił on, że aktualna technologia jest bardzo nieefektywna, bo pozwala nam na wydobycie ze skał łupkowych od 5 do 10% zawartego w nich gazu lub ropy. Do raz wyszczelinowanego i wyeksploatowanego tą metodą złoża nie będziemy już mogli wrócić. A węglowodory niekonwencjonalne to ostatnia generacja paliw kopalnych dostępna ludzkości. Całkowicie nieodpowiedzialne jest spalanie paliw kopalnych dla ogrzewania lub produkcji prądu, wywołując przy tym tak niebezpieczne dla życia na Ziemi zmiany klimatu, skoro możemy do tego wykorzystywać wiatr i słońce.

Paliwa kopalne powinny być traktowane jak największe dobro i wykorzystywane tylko do produkcji potrzebnych nam materiałów i substancji, których nie możemy wyprodukować bez nich – takich jak leki, nawozy sztuczne czy niektóre ważne kompozyty. Kapitały wydawane na wydobycie gazu i ropy z łupków powinny być więc przeznaczone już teraz na badania i rozwój metod oszczędzania energii oraz na źródła energii odnawialnych.

A co z wydobyciem gazu łupkowego w Polsce? Być może jest dla nas nadzieja, skoro amerykańskie firmy, które mają straty z powodu niskich cen gazu na amerykańskim rynku, już pracują nad skraplaniem gazu, aby móc go eksportować do Europy, gdzie jest droższy?

BS: Przed podróżą do USA też miałam taką nadzieję. Ale spotkałam tamtejszych mieszkańców, poznałam ich cierpienia: rolniczo-przyrodniczo-turystyczny region wokół Williamsport przekształcony w region górniczo-przemysłowy, hałas, zanieczyszczenia, oddaleni od domów pracownicy mieszkający w barakowozach, szerząca się prostytucja i narkotyki, ciężka i niebezpieczna praca przy odwiertach, skłócone społeczności, chora demokracja, aroganckie firmy, władze skorumpowane przez wielkie korporacje energetyczne.

Budowanie naszego bezpieczeństwa energetycznego na takich podstawach uważam za nieetyczne.

Zresztą jakie to bezpieczeństwo – zamieniamy tylko zależność od Rosji na zależność od USA. Dziś wydaje nam się to racjonalne, jutro możemy tego żałować. A przecież możliwa jest prawdziwa niezależność, również lokalnie, jeżeli nauczymy się oszczędzać energię i wykorzystywać to, co mamy na miejscu, do produkcji energii, czyli słońce, wiatr, ciepło w ziemi, a na wsi biomasę, którą rolnicy produkują z tak dużym wysiłkiem i sprzedają często za grosze.

Tekst jest skróconą wersją wywiadu opublikowanego w Miesięczniku „Dzikie Życie” 12-1/2014-2015.

przeczytaj także:
Niebezpieczeństwo tuż za moim progiem

Filmowałem, by pomóc rolnikom w ich walce

Fragmenty przemówienia wygłoszonego przez dr Sandrę Steingraber w Hotelu Hilton w Albany podczas przyjęcia dla uczczenia zwycięstwa w walce o wprowadzenie zakazu szczelinowania hydraulicznego (frackingu) w stanie Nowy Jork. Opublikowane za zgodą redakcji EcoWatch.com. (więcej…)

Benjamin Barber byłby niepocieszony – do tej pory, poza Londynem, ośrodki miejskie Anglii, Walii czy Szkocji narzekały na niewielkie uprawnienia. Czy stan ten zmieni się po majowych wyborach parlamentarnych? (więcej…)

W ruchach protestu, które pojawiły się od czasu kryzysu finansowego, od Occupy w USA do arabskiej wiosny, media społecznościowe zdobyły nowe znaczenie jako metoda komunikacji, zarówno między aktywistami, jak i jako sposób informowania reszty świata. Protesty w Turcji w 2013 r. nie były wyjątkiem. Jak zmieniła się sytuacja od tamtego czasu i jak reagują na to władze?

Ten wywiad z Osmanem Akınhayem, przeprowadzony przez Ayşegül Oğuz, został opublikowany przez Fundację Heinricha Bölla w Turcji w anglojęzycznym kwartalniku „Perspectives”. (więcej…)

Brytyjskie związki zawodowe są tradycyjnie życzliwie nastawione do handlu międzynarodowego. A co myślą o TTIP? (więcej…)

20 września 2014 r. z ekscytacją obserwowaliśmy największą w historii międzynarodową mobilizację przeciw zmianom klimatu. I chociaż wydaje się, że udało się wywalczyć pewne zmiany na lepsze, na poważne międzynarodowe porozumienie w sprawie ratowania klimatu wciąż czekamy.

Odpowiedzialność

Pod koniec 2015 r. w Paryżu odbędzie się kolejna międzynarodowa konferencja klimatyczna, COP21. To część procesu organizowanego w związku z Ramową konwencją Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. Uczestnicy będą próbować osiągnąć wiążące porozumienie, którego celem jest przede wszystkim zapewnienie, że każde państwo dąży do osiągnięcia nowo wyznaczonego celu w redukcji emisji gazów cieplarnianych, a po drugie ustanowienie mechanizmów wspierania państw, które mają mniejsze możliwości dostosowania się do zmian klimatu, aby umożliwić im stawienie czoła konsekwencjom zmian bez nadmiernego obciążenia ich gospodarek. Dlatego konferencja ta będzie istotnym krokiem w kierunku walki ze zmianami klimatu. Nie tylko ze względu na jej cele, ale także dlatego, że tym razem mamy w końcu szansę na rzeczywiste włączenie w ten proces wszystkich państw świata.

Podpisany w 1997 r. protokół z Kioto, który wszedł w życie w roku 2008, wyznaczył cele do osiągnięcia na lata 2008-2012: zredukować emisję gazów cieplarnianych o 5% w stosunku do referencyjnego roku 1990 (bazowego dla obliczeń emisji). Jednak protokołu nie ratyfikowały Stany Zjednoczone, zaś Kanada po jakimś czasie się z niego wycofała. Protokół, którego efekty miały być widoczne w roku 2012, musiał zostać przedłużony do 2020 r. Zdecydowano o tym podczas COP18 w Katarze w 2012 r. w obliczu faktu, że na konferencji w Kopenhadze w 2009 r. nie udało się wypracować nowego porozumienia, które w założeniu miało być nową, ambitną, wiążącą umową, która zastąpiłaby protokół z Kioto.

Brak porozumienia na konferencji w Kopenhadze był zmarnowaną szansą i poważnym niepowodzeniem Unii Europejskiej. Częściowo ze względu na to, że spotkanie nie było dobrze przygotowane i że odbyło się w trakcie kryzysu finansowego, działania związane z ograniczaniem zmian klimatycznych postrzegane były jako synonim dodatkowych wydatków i hamulec gospodarki. Także ze względu na fakt, że Unii zabrakło przywództwa, jakie prezentowała w poprzednich dekadach. W zasadzie pozycja liderki, utrzymywana przez UE przez lata, była w Kopenhadze zupełnie niewidoczna wskutek wewnętrznych podziałów w Unii i braku spójnego stanowiska unijnych instytucji. Niewątpliwie brak ambitnych założeń na szczyt klimatyczny w Kopenhadze był decydującym czynnikiem, przekreślającym przywódczą rolę UE.

Wewnętrzne narzędzia, globalne skutki

Zanim Unia Europejska straciła pozycję liderki, to ona wyznaczała w świecie zielone standardy. W 2009 r. UE wprowadziła cele redukcyjne określane jako strategia „Europa 2020”. Obejmują one m.in. cel redukcji emisji o 20% w stosunku do 1990 r., 20-proc. udział energii odnawialnej i 20-proc. wzrost efektywności energetycznej. Pięć lat przed wskazanym w strategii horyzontem czasowym cele te są już bliskie osiągnięcia.

Co więcej, UE odniosła także sukces we wdrażaniu regulacji, które wpływają na podmioty spoza UE. Np. Europejski System Handlu Emisjami (ETS), będący kluczowym narzędziem walki ze zmianami klimatu poprzez redukcję przemysłowych emisji CO2 w UE, zawiera także wiążące ograniczenia dla międzynarodowych przewoźników lotniczych lądujących na terenie UE. Przewoźnicy muszą uwzględniać emisję z całego lotu, a więc także tej jego części, która odbywa się poza terenem UE, a państwa członkowskie mogą wykorzystać odpowiednie środki prawne, gdyby przewoźnik próbował uniknąć zdobycia odpowiednich uprawnień do emisji. Było to przyczyną licznych sporów prawnych i protestów, szczególnie ze strony amerykańskich, indyjskich i chińskich przewoźników, którzy zostali zobligowani do redukcji emisji, mimo że formalnie nie są firmami europejskimi.

Możliwość zobowiązywania krajów trzecich i tamtejszych podmiotów do redukcji ich emisji CO2 poprzez unijne prawodawstwo jest bez wątpienia olbrzymim krokiem naprzód w globalizacji polityki klimatycznej. Było to możliwe częściowo dzięki włączeniu do traktatu lizbońskiego celu osiągnięcia „wysokiego poziomu ochrony środowiska”, ze szczególnym podkreśleniem walki ze zmianami klimatycznymi. Nie trzeba chyba dodawać, że „konstytucjonalizacja” problemu to duży sukces ruchu Zielonych w Europie. Mechanizmy redukcji były oczywiście obiektem krytyki, głównie w kontekście efektywności systemu handlu emisjami, szczególnie jego elementów, które nie działały tak, jak się spodziewano, przez co niektóre z nich zostały tymczasowo zawieszone.

Wprawdzie krytyka ta jest uzasadniona i powinno się mówić o problemach, ważne jednak jest podkreślenie faktu, że istniała polityczna wola, aby ustanowić konkretne cele wraz z terminami i możliwe było osiągnięcie porozumienia przy wykorzystaniu wewnętrznych instrumentów. Istotne jest zarówno ustanawianie ambitnych celów, jak i używanie odpowiednich narzędzi dla ich osiągnięcia.

Wola politycznego przywództwa

Niezależnie od tego, czy uznamy strategię Europa 2020 za wystarczająco ambitną czy też nie, w obecnej chwili jest to najambitniejszy projekt ograniczania emisji gazów cieplarnianych jednostronnie wprowadzony w życie w czasie, gdy inne podmioty nie były jeszcze na etapie poważnych rozmów na temat planowanych działań.

Ta polityczna wola osiągnięcia porozumienia pozwoliła UE uzyskać reputację liderki na arenie międzynarodowej. Niezależnie od tego czy UE jest tu naprawdę liderką, istotne jest to, jak jest się odbieranym przez innych. Sam fakt, że inni uważają kogoś za lidera, może wystarczyć, by realnie się nim stać. Niektóre kraje (np. Japonia) uważają, że UE faktycznie robi to, co mówi. Inne kraje, jak Chiny, Indie, Indonezja, postrzegają UE jako liderkę ze względu na umiejętność ustanawiania i wdrażania konkretnych środków dla redukcji emisji gazów cieplarnianych, co jest inspiracją dla innych, szczególnie dla innych krajów rozwiniętych. Byłoby zatem niesprawiedliwym odmawianie UE wpływu na kwestie klimatyczne.

Jednak nie jest przesadą określenie stylu przywództwa UE mianem „miękkiego” bądź „słabego”. Z jednej strony UE nie wydaje się posiadać wystarczającej siły politycznej i gospodarczej, by zmusić inne kraje do zajęcia się zmianą klimatu. Z drugiej strony, posiadanie działających narzędzi, które mogą stanowić przykład dla innych, nie wydaje się mieć rzeczywistego wpływu ani na kraje rozwinięte, ani na rozwijające się. Co więcej, znaczące nowe rozwiązania kwestii środowiskowych i klimatycznych, szczególnie wprowadzane w Ameryce Łacińskiej, jak „Ley de la Madre Tierra” (Prawo Matki Ziemi) w Boliwii czy „Buen Vivir” (Dobre Życie) w Ekwadorze, opierają się na zupełnie innej filozofii i innym podejściu ideologicznym niż to dominujące na Starym Kontynencie.

Jeśli do tego opisu „miękkiego” przywództwa dorzucimy wspomniane już fiasko UE na szczycie w Kopenhadze i jej brak ambicji w celach na rok 2030, zaczyna wydawać się niemożliwym, by UE grała pierwsze skrzypce na konferencji COP w Paryżu w roku 2015. Pracując nad aktualizacją Europy 2020, na początku 2014 r. Komisja Europejska zaproponowała cel redukcji emisji na poziomie 40% i wzrost udziału energetyki odnawialnej do 27% do roku 2030. Jednak te cele mogą się okazać nic nie warte, jeśli nie zostaną przełożone na konkretne i szczegółowe zobowiązania dla państw członkowskich, których brak niemożliwi wymuszenie jakichkolwiek działań. Odmowa zaakceptowania poszczególnych celów „narzuconych przez UE” przez Wielką Brytanię i Polskę odgrywa kluczową rolę w braku porozumienia, co ilustruje trudności w tworzeniu wewnętrznego konsensusu w sprawach klimatycznych.

Mając to na uwadze, byłoby zaskakujące, jeśli UE przystąpiłaby do negocjacji bez gruntownie przeformułowanej roli „miękkiej” liderki. Jednak inaczej niż w Kopenhadze, gdzie nie zadbano o przygotowanie warunków wstępnych dla osiągnięcia wiążącego porozumienia i wszystko zostało zostawione na ostatnią chwilę, w Paryżu sytuacja ma szanse być korzystniejsza.

Po pierwsze, UE ma niezbędną wolę do pokazania, że nie poddała się w swoich aspiracjach, by przewodzić regulacjom klimatycznym oraz że konieczne jest umieszczenie kwestii klimatu na szczycie politycznej agendy.

Po drugie, przy tej okazji wszystkie państwa są teoretycznie przygotowane do osiągnięcia wiążącego porozumienia międzynarodowego. Wprawdzie Stany Zjednoczone rzeczywiście opierały się osiągnięciu wiążącego traktatu międzynarodowego przez wrogość Senatu wobec wszelkich zewnętrznych ograniczeń, jednak rośnie świadomość konieczności zrobienia kroku naprzód i tego, że każdy kraj musi wdrażać wewnętrzne działania i zobowiązania, włącznie z karami i sankcjami za niepodporządkowanie się im.

Artykuł The EU in climate negotiations: losing the lead ukazał się w „Green European Journal” (Zielonym Magazynie Europejskim). Przeł. Krzysztof Strug.

Polska znajduje się obecnie w krytycznej i skomplikowanej sytuacji – musi podjąć decyzję w sprawie swojej przyszłej narodowej strategii energetycznej. Dyskusja o możliwościach i potencjale wydobycia gazu łupkowego w Polsce spowodowana jest troską o harmonijny i zrównoważony koszyk energetyczny, narodową niezależność i bezpieczeństwo, rozwój gospodarczy lub jakość konsultacji społecznych. Ożywionym debatom na temat wydobycia gazu łupkowego towarzyszy duża nadzieja na „polską bonanzę” na wzór „amerykańskiej rewolucji łupkowej”, kojarzonej ze znacznym rozwojem społeczno-gospodarczym.

Fundacja im. Heinricha Bölla (HBS) – jako forum dialogu zielonej polityki – uznała, że otwarta wymiana transatlantycka na temat wszystkich złożonych aspektów wydobycia gazu łupkowego ma kluczowe znaczenie dla rzetelnej debaty po obu stronach. Z tego powodu biura HBS w Warszawie i Waszyngtonie zorganizowały we wrześniu 2014 r. studyjną wizytę do Stanów Zjednoczonych, aby umożliwić polskim ekspert(k)om od polityki energetycznej, aktywist(k)om oraz dziennikarzom i dziennikarkom głęboki wgląd w konsekwencje wydobycia gazu łupkowego dla lokalnych społeczności. Poprzez serię spotkań z urzędni(cz)kami, ekspert(k)ami oraz decydent(k)ami, jak również przedstawiciel(k)ami lokalnych ciał ustawodawczych, instytucji nadzorczych, biznesu, organizacji ekologicznych oraz obywatelskich grup nacisku, wizyta ta dała im możliwość przyjrzenia się, w jaki sposób rozwój przemysłu gazu łupkowego w ostatnich latach wpłynął na lokalne gospodarki, infrastrukturę publiczną, grunty publiczne i środowisko naturalne.

A więc w skrócie – co wiemy do tej pory?

Amerykańska rewolucja łupkowa – modelowy przykład

Gaz łupkowy zaczął nabierać coraz większego znaczenia, jako ważne źródło gazu ziemnego w Stanach Zjednoczonych, od początku bieżącego stulecia. W roku 2000 stanowił zaledwie 1% całej produkcji gazu w USA; w roku 2010 było to już ponad 10%. Amerykańska rządowa Agencja Informacji Energetycznej (US Energy Information Administration – EIA) przewiduje, że do roku 2035 aż 46% dostaw gazu w tym kraju będzie pochodzić z gazu łupkowego.

Oczekuje się, że Stany Zjednoczone staną się jednym z największych światowych producentów ropy naftowej. Łupkowa bonanza nie tylko zapewnia USA tanie paliwo kopalne, które pobudza rozwój amerykańskiej gospodarki. Krajowa produkcja ropy łupkowej i gazu łupkowego zmniejsza również zależność tego kraju od zagranicznych źródeł paliwa, takich jak Bliski Wschód czy Wenezuela. Najważniejszymi obszarami produkcji gazu łupkowego są stany takie jak: Pensylwania, Dakota i Teksas.

Nic więc dziwnego, że rząd Obamy odnosi się do gazu łupkowego z pewną dozą entuzjazmu. Jeśli mowa o paliwach kopalnych, spalanie gazu łupkowego daje nadzieję na relatywnie czyste i tanie źródło energii.

Jednak Ameryce także brakuje kompleksowej strategii energetycznej. Obowiązująca doktryna „Wszystkie z powyższych” („All of the above”) pozostawia wybór najlepszego źródła energii rynkowi. Mimo to Prezydent Obama próbuje wpływać na kwestie związane z emisją CO2. Administracja Obamy uważa, że rozwój wydobycia gazu łupkowego przyczyni się do redukcji emisji gazów cieplarnianych. W 2012 r. emisje CO2 w USA spadły do poziomu najniższego od 20 lat. Przekonują oni, że zastąpienie spalania węgla gazem łupkowym będzie korzystne dla zdrowia jednostek i całego społeczeństwa.

Technologie wydobycia gazu łupkowego

Eksploatacja gazu łupkowego nie jest nowym wynalazkiem. Pierwsze wydobycie tego surowca miało miejsce w mieście Fedonia w stanie Nowy Jork w roku 1821, w płytkich szczelinach pod niskim ciśnieniem. Wiercenia poziome rozpoczęły się w latach 30. XX wieku. W roku 1998 U.S. Mitchell Energy przeprowadziła pierwsze ekonomiczne szczelinowanie skał łupkowych z użyciem płynu szczelinowego (slick-water fracturing). Od tego momentu boom łupkowy rozprzestrzenił się w całym kraju. Ostatnie innowacje technologiczne (i wzrost cen konwencjonalnej ropy i gazu) umożliwiły dynamiczny rozwój przemysłu łupkowego w USA, którego jesteśmy obecnie świadkami.

Gaz łupkowy a klimat

Jednakże wydobywanie i używanie gazu łupkowego może wpływać negatywnie na środowisko – na skutek wycieku chemikaliów używanych do szczelinowania oraz ścieków do zasobów wodnych, ulatniania się gazów cieplarnianych (metanu i innych) podczas wydobycia oraz skażenia spowodowanego niewłaściwym przetwarzaniem gazu ziemnego. Zapobieganie skażeniom jest o tyle trudne, że operacje wydobycia gazu łupkowego są pod tym względem niezwykle zróżnicowane – nawet pomiędzy różnymi szybami w ramach tego samego projektu. Procesy, które redukują skażenie podczas wydobycia w jednym miejscu, w innym przypadku mogą okazać się niewystarczające.

Po koniec 2010 r. amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) opublikowała nowy raport, zawierający pierwszą od 1996 r. aktualizację wskaźników emisji gazów cieplarnianych dla przemysłu gazowego i naftowego. Nowy raport kończy się konkluzją, że gaz łupkowy emituje większe ilości metanu (mocnego gazu cieplarnianego) niż gaz konwencjonalny, lecz wciąż o wiele mniej od węgla.

Najobszerniejsze jak do tej pory badanie wycieków metanu z gazu łupkowego, zainicjowane przez Environmental Defense Fund (EDF) i opublikowane w czasopiśmie naukowym „Proceedings of the National Academy of Sciences”, pokazuje, że emisje lotne podczas najważniejszych stadiów produkcji gazu ziemnego są znacząco niższe od podanych w krajowej inwentaryzacji emisji EPA (które już były dość niskie). Studium oparte jest na danych z bezpośrednich pomiarów w 190 lądowych miejscach wydobycia gazu ziemnego w całym kraju i szacuje wskaźnik wycieku na 0,42% produkcji gazu. Badanie EDF nie uwzględniło jednakże całego łańcucha dostaw gazu ziemnego i planowane są dalsze badania w celu oszacowania wycieków w innych częściach systemu.

W Europie badanie naukowców z Uniwersytetu w Manchesterze z 2014 r. zaowocowało raportem „First full life cycle assessment of shale gas used for electricity generation” (Pierwsza pełna ocena całego cyklu życia gazu łupkowego). Zawiera on ocenę dziewięciu czynników środowiskowych mających wpływ na globalne ocieplenie. Analogicznie do wyników podobnych badań, jego autorzy stwierdzają w podsumowaniu, że wpływ gazu łupkowego w Wielkiej Brytanii na ocieplenie klimatu byłby w dużym stopniu zbliżony do wpływu gazu konwencjonalnego wydobywanego na Morzu Północnym. Jednak potencjalne negatywne oddziaływanie gazu łupkowego na klimat będzie silniejsze w przypadku braku kontroli lotnych emisji metanu oraz niskich wartości średniego wydobycia z jednego otworu wiertniczego. Pod trzema względami gaz łupkowy szkodzi bardziej niż węgiel. Jest bardziej toksyczny dla organizmów żywych w środowisku lądowym i powoduje powstawanie większego smogu fotochemicznego niż inne opcje. Autorzy raportu uważają, że gaz łupkowy mógłby być uznany za ekologiczne źródło energii tylko w przypadku wprowadzenia bardzo rygorystycznych regulacji prawnych.

Jakość wody i powietrza

Do wody dodaje się chemikalia, co ma na celu ułatwienie podziemnego procesu szczelinowania, w wyniku którego uwalnia się gaz ziemny. Płyn do szczelinowania składa się przede wszystkim z wody i około 0,5% dodatków chemicznych (reduktorów tarcia, środków przeciwrdzewnych oraz zabijających mikroorganizmy). Ponieważ (w zależności od wielkości obszaru) zużywa się miliony litrów wody, oznacza to, że pod powierzchnię ziemi trafiają setki tysięcy litrów substancji chemicznych. Mimo że większa część wody jest wykorzystywana ponownie i dodatki stają się bardziej przyjazne środowisku, kwestie te są nadal kontrowersyjne.

Trzęsienia ziemi

Operacje szczelinowania hydraulicznego stale powodują zdarzenia mikrosejsmiczne, które są zbyt małe, aby można je było odczuć – chyba że za pomocą wrażliwych instrumentów. Wykorzystywane są one często do określenia poziomego i pionowego zasięgu szczelinowania.

Jednak w 2012 r. miały miejsce trzy przypadki wstrząsów spowodowanych przez szczelinowanie (tzw. sejsmiczności indukowanej) wystarczająco silnych, by mieszkańcy USA je odczuli. Według U.S. Geological Survey wstrzykiwanie ścieków po szczelinowaniu do głębokich szybów na odpady (disposal wells) może wywoływać nieco większe wstrząsy, gdy woda produkcyjna jest wpompowywana blisko już obciążonego uskoku. Z tego powodu, po serii niewielkich trzęsień ziemi w 2011 r. w środkowym stanie Arkansas wprowadzono moratorium na składowanie ścieków po szczelinowaniu w podziemnych szybach. Szczelinowanie na wielką skalę pozostaje nadal kwestią wywołującą poważne obawy w odniesieniu do przemysłu łupkowego.

Jaki kierunek obrać?

Wydobycie gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego zapewnia Stanom Zjednoczonym tanie źródło energii i sprawia, że kraj ten jest mniej zależny od zagranicznych dostawców paliwa. Z tego powodu przemysł i eksperci w dziedzinie bezpieczeństwa z entuzjazmem popierają przemysł łupkowy. Jakkolwiek technologia szczelinowania przy eksploatacji gazu łupkowego stosowana jest w USA na ogromną skalę, zbyt mało wiemy o jej wpływie na zdrowie publiczne, środowisko i klimat. Dostępność tego niekonwencjonalnego gazu w przyszłości jest również przedmiotem kontrowersji. Niektórzy eksperci twierdzą, że będzie on napędzał amerykańską gospodarkę przez dziesięciolecia, inni uważają, że łupkowe eldorado zakończy się w przeciągu obecnej dekady.

Wobec sukcesu amerykańskich łupków niektórzy spodziewają się globalnego boomu. Szacuje się, że Chiny posiadają największe światowe zasoby tego paliwa. Również wiele krajów europejskich rozważa poszukiwanie i eksploatację własnych zasobów gazu łupkowego.

Korzyści i zagrożenia związane z produkcją gazu łupkowego różnią się znacznie w zależności od kraju. Z tego powodu Europejczycy powinni skrupulatnie przestudiować dotychczasowe doświadczenia z tym źródłem paliw kopalnych. Ta technologia nie wszędzie w USA spotyka się z entuzjazmem. Stany takie jak Maryland i Nowy Jork wprowadziły moratoria na jej stosowanie – w tym ostatnim od grudnia 2014 r. obowiązuje ono na czas nieokreślony.

Nie tylko organizacje ekologiczne stanowczo sprzeciwiają się wydobyciu gazu łupkowego. Metodzie szczelinowania hydraulicznego przeciwstawiają się przede wszystkim lokalni mieszkańcy z powodu negatywnego wpływu tego rodzaju działalności na społeczności. Jest to zjawisko, któremu Europejczycy powinni uważnie się przyjrzeć ze względu na inne warunki geologiczne i większe zaludnienie.

Z uwagi na wątpliwości co do wielu aspektów szczelinowania oraz niepewnej dostępności gazu łupkowego w przyszłości warto rozważyć w Europie, jak najlepiej zainwestować zasoby naukowe i gospodarcze. Przede wszystkim należy zaprzestać subsydiowania przemysłu paliw kopalnych. Jeśli przyjrzymy się ogromnemu sukcesowi niemieckiej transformacji energetycznej, staje się jasne, że energie odnawialne są pod każdym względem lepszą alternatywą dla jakiegokolwiek rodzaju paliw kopalnych – zarówno jeśli chodzi o wpływ na zdrowie publiczne, klimat, jak również – jak udowadniają to niedawne doświadczenia – z punktu widzenia miejsc pracy, a także całościowego rozwoju gospodarczego. Kraje, które rozwijają te nowoczesne technologie alternatywne, zaczną w najbliższej przyszłości czerpać korzyści z innowacyjności.

Ożywienie współpracy transatlantyckiej na rzecz zielonej gospodarki

Zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone mogą poszczycić się regionalnymi sukcesami w dziedzinie niskoemisyjnego wzrostu gospodarczego. Transatlantycka Sieć Energetyczno-Klimatyczna Fundacji im. Heinricha Bölla skupia po obu stronach Atlantyku środowiska opiniotwórcze i eksperckie wspierające transformację w kierunku gospodarki niskoemisyjnej, która zapewnia tworzenie zrównoważonych miejsc pracy, wzmacnia lokalne gospodarki i pomaga w walce ze zmianą klimatu. Sieć Klimatyczna promuje dialog transatlantycki m.in. poprzez organizowanie wystąpień publicznych, wizyt studyjnych, dyskusji przy okrągłym stole, programów Climate Media Fellowship i szeroką publikację raportów energetycznych w całych Stanach Zjednoczonych i Europie.

Tak więc Marcellus Study Tour 2014 była jednym z działań, poprzez które Fundacja im. Heinricha Bölla promuje tworzenie międzynarodowej sieci profesjonalistów oraz otwarty i uczciwy dialog na temat strategii dotyczących zrównoważonej energetyki. Mamy nadzieję, że jej rezultaty stanowią interesujące źródło informacji dla transatlantyckiej dyskusji o gazie łupkowym.

Transatlantycka Sieć Klimatyczno-Energetyczna jest hojnie współfinansowana przez Delegaturę Unii Europejskiej w Stanach Zjednoczonych w Waszyngtonie.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

przeczytaj także:

Gaz łupkowy: 3 pytania do naukowców

Niebezpieczeństwo tuż za moim progiem

 

Paweł Jarodzki chce nas zabrać w podróż po narodowych fantazjach oraz swoich artystycznych eksperymentach. Skusicie się? (więcej…)

Co Zieloni sądzą o obecnym zmęczeniu demokracją przedstawicielską? Czy zielona idea włączania większej liczby ludzi na coraz nowe sposoby w proces polityczny może być odpowiedzią na to ogólne rozczarowanie? Rozmowa Ski Keller i Johna Barry’ego. (więcej…)

Parlament Europejski obecnie dyskutuje nad zaproponowanym przez Komisję Europejską wstępnym projektem dyrektywy o tajemnicy handlowej. Obecnie ochrona tajemnicy handlowej leży w gestii państw członkowskich. (więcej…)

Nagły i ekstremalny wzrost śmiertelności noworodków w wiejskim rejonie Uinta Basin w amerykańskim stanie Utah jest najprawdopodobniej skutkiem toksycznego zanieczyszczenia powietrza spowodowanego intensywnym wydobyciem ropy i gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego. A miejscowi prominenci chcą zabić kobietę, która to ujawniła. (więcej…)

Nie pamiętam tak szybkiego procesu tworzenia demokratycznego narodu – mówi o rewolucji na Ukrainie europosłanka niemieckich Zielonych Rebecca Harms. (więcej…)