Na początku mojej książki z 1996 r. „Moral Politics” (rozdz. 3) dowodziłem, że kwestie ekologiczne są kwestiami moralnymi. Dokonałem tam przeglądu i krytyki charakterystycznego dla światopoglądu konserwatywnego, metaforycznego ujmowania natury jako zasobu, własności i jako przeciwnika, którego należy pokonać.

Przekonywałem, że zamiast tego potrzebujemy opowieści o naturze jako dawczyni wszelkiego życia, żywicielce, jako samoistnej wartości, wymagającej odpowiedzialności i zasługującej na wdzięczność, miłość, uwielbienie i oddanie.

Zaproponowałem alternatywne metafory natury jako matki, boskiej istoty, żywego organizmu, domu, ofiary, którą trzeba się zaopiekować oraz jedności, której jesteśmy cząstkami, nieodłącznymi zarówno od natury, jak i od siebie nawzajem.

W swojej encyklice papież Franciszek użył wszystkich z nich, a następnie poszedł o wiele dalej. Po pierwsze, to co napisał, było zgodne z nauką – nie jest to łatwe zadanie. Od pewnego czasu piszę o związkach przyczynowo-skutkowych między globalnym ociepleniem a stanem środowiska. Papież nie tylko przedstawił we właściwy sposób skutki ekologiczne, ale poszedł o wiele dalej, łącząc wpływ na środowisko naturalne z konsekwencjami dla tych, którzy są na naszej planecie najbardziej udręczeni z powodu biedy, katastrof pogodowych, chorób, podnoszenia się poziomu oceanów, braku wody pitnej, degradacji rolnictwa oraz braku podstawowego estetycznego i duchowego kontaktu z nieskażoną naturą. Co więcej, mówił o naszej moralnej odpowiedzialności wobec zwierząt.

Franciszek pisze, używając metafor, które mogą brzmieć dziwnie w tekście naukowym czy politycznym, lecz w jakiś sposób wydają się całkiem naturalne w przypadku papieża. Tytuł encykliki brzmi: „O trosce o nasz wspólny dom”. Ten prosty zwrot od samego początku ustanawia najważniejszą ramę interpretacyjną. Używając metafory „Ziemi jako domu”, papież uruchamia schemat, w którym wszyscy ludzie na świecie są rodziną żyjącą we wspólnym domu.

Rama ta pociąga za sobą wiele założeń. Jako jedna rodzina powinniśmy dbać o siebie nawzajem i brać za siebie nawzajem odpowiedzialność. Dom jest czymś, od czego jesteśmy zależni, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Dom jest z natury rzeczy miejscem zasługującym na opiekę i ochronę.

…pojawiła się tendencja, by pojmować ziemię jako ojczyznę, a ludzkość jako naród zamieszkujący wspólny dom. (164)

…ma miejsce wielka degradacja naszego wspólnego domu. (61)

Ludzkość jest jeszcze zdolna do współpracy w budowaniu naszego wspólnego domu. (13)

Papież Franciszek otwarcie wyraża to, o czym większość postępowców jest skrycie przekonana, ale rzadko mówi to głośno: „Klimat jest dobrem wspólnym, należącym do wszystkich i przeznaczonym dla wszystkich”. Rama interpretacyjna „Dobro wspólne” wskazuje na współzależność, wspólną odpowiedzialność i wspólne korzyści.

Ludzka ekologia jest nierozerwalnie związana z pojęciem dobra wspólnego. Zasada ta odgrywa centralną i jednoczącą rolę w etyce społecznej. (156)

Całe społeczeństwo – a w nim w sposób szczególny państwo – ma obowiązek bronienia i promowania dobra wspólnego. (157)

Krytycy papieża twierdzą, że jego rozumienie ekonomii jest naiwne, oskarżają go również o to, że jest przeciwnikiem rozwoju technologii i zaprzecza tzw. produktywnej roli działania dla własnej korzyści. Ale on robi o wiele więcej, sugerując, że biznes i technologia mogą i powinny kierować się moralnością, szczególnie w obliczu nadciągającej ogólnoświatowej katastrofy globalnego ocieplenia. Następnie pokazuje, zgodnie z prawdą, że katastrofa ta i inne straszliwe zagrożenia zostały spowodowane przez kompleks biznesowo-technologiczny, dążący do zysków za wszelką cenę, nie biorąc pod uwagę dobra wspólnego.

Przedsiębiorczość, będąca szlachetnym powołaniem zmierzającym do wytwarzania bogactwa i udoskonalania świata dla wszystkich, może być bardzo owocnym sposobem promowania regionu, w którym zlokalizowane są jej działania, zwłaszcza jeśli przyjmuje, że tworzenie miejsc pracy jest nieuniknioną częścią jej służby na rzecz dobra wspólnego. (129)

Sojusz między ekonomią a technologią prowadzi do odcinania się od wszystkiego, co nie należy do ich doraźnych interesów. (54)

Papież oczywiście zdaje sobie sprawę z wyzwania. Alternatywna religia fundamentalizmu rynkowego zdominowała zarówno debatę publiczną, jak i umysły pojedynczych członków społeczeństwa – tak bardzo, że trudno wyobrazić sobie zmianę w czasie wystarczającym, by można było zapobiec katastrofie.

Trudno sobie wyobrazić, aby możliwe było obstawanie przy innym paradygmacie kulturowym oraz posługiwanie się techniką jedynie jako zwykłym narzędziem. (108)

Faktycznie, fundamentalizm rynkowy stał się rodzajem alternatywnej religii, z własną ideą tego co jest naturalne (supremacja własnej korzyści) i moralne (w konserwatywnej wersji metafory Niewidzialnej Ręki, jeśli każdy będzie dążył do własnego zysku, zwiększą się zyski wszystkich). Papież słusznie zauważa, że te metafory wymknęły się spod kontroli, co skończyło się wytworzeniem gigantycznego bogactwa dla niektórych, klęską dla wielu i terrorem globalnego ocieplenia dla ziemi.

Fundamentalizm rynkowy zna tylko „odpowiedzialność indywidualną”, nie ma w nim miejsca na wspólną odpowiedzialność za wspólne dobro. Bez takiej wspólnej odpowiedzialności nie będzie zaś możliwości oddalenia nadchodzących klęsk na skutek zmiany klimatu, która została spowodowana przez fundamentalizm rynkowy, i nadal będzie przezeń utrwalana, chyba że zostanie on zakwestionowany.

W fundamentalizmie rynkowym miarą dobra jest bogactwo: ogólny wzrost bogactwa pieniężnego jest triumfem moralnym. Ale podczas gdy uprzemysłowienie Chin zwiększyło majątki chińskich kapitalistów, amerykańskich firm świadczących usługi outsourcingowe w Chinach oraz chińskiego rządu, zwykli Chińczycy doświadczyli spustoszenia ekologicznego i społecznego – ogromnych kosztów, których nie da się zmierzyć pieniędzmi. Popatrzcie na zanieczyszczenie powietrza w Pekinie i pustynnienie w Chinach zachodnich. Poprzez globalne ocieplenie narzucają teraz te koszty całemu światu, podobnie jak industrializacja Zachodu w przeszłości.

Papież Franciszek rozszerza swój pogląd na moralność używając powszechnej metafory ekonomicznej – „moralnej rachunkowości” (Moral Accounting), w której istnieją długi, koszty, dłużnicy, wierzyciele i oczekiwanie, że długi powinny zostać spłacone. Pokazuje, że nikt nie bogaci się sam – ludzie materialnie zamożni stali się nimi dzięki istniejącym już wcześniej zasobom, często odebranym innym, i dzięki pracy innych ludzi. Wszyscy mamy długi. Mamy także podstawowe prawa, np. do ludzkiej godności. Kiedy fundamentalizm rynkowy przekazuje zasoby i owoce pracy innych w ręce bogatych, okradając biednych z ich prawa do godności, bogaci zaciągają dług, dług moralny.

Ten świat ma poważny dług społeczny wobec ubogich, którzy nie mają dostępu do wody pitnej, gdyż jest to odmawianie im prawa do życia zakorzenionego w ich niezbywalnej godności. Dług ten częściowo może być częściowo spłacony poprzez większą pomoc finansową, by zapewnić czystą wodę i usługi kanalizacyjne ludom najuboższym. (30)

Istnieje bowiem prawdziwy „dług ekologiczny”, w szczególności między Północą a Południem, związany z mającym konsekwencje w dziedzinie ekologii brakiem równowagi handlowej oraz z nieproporcjonalnym wykorzystywaniem zasobów naturalnych, jakiego niektóre kraje dopuszczały się w dziejach. (51)

Portugalscy biskupi wezwali do podjęcia tego obowiązku sprawiedliwości: Środowisko mieści się w logice przyjęcia. Jest to pożyczka, którą każde pokolenie otrzymuje i powinno przekazywać następnym pokoleniom”. (159)

To tylko kilka przykładów z wielu metafor i ram interpretacyjnych użytych z potężnym efektem w tym dokumencie. Mają one jedną cechę wspólną, którą dzielą także z progresywnym systemem wartości: zakorzenione są w światopoglądzie opartym na współodczuwaniu. To współodczuwanie przekracza znacznie jednostkową empatię: jest to globalne współczucie dla całej ludzkości i całego życia – zwierząt, ryb, roślin i natury, która umożliwia życie.

Czego w encyklice nie ma, to – bardzo niestety powszechnego – wąskiego postrzegania religii jako dziedziny odnoszącej się jedynie do poszczególnych jednostek, w którym kwestia duchowa dotyczy tego, czy Ty dostaniesz się do nieba, i jest to sprawą indywidualnej odpowiedzialności. Jesteś odpowiedzialny za siebie, nie za innych, nie za całe życie i to, co je umożliwia.

Ten ograniczony pogląd o indywidualnej, nie zaś społecznej czy powszechnej odpowiedzialności, jest całkowicie nieobecny w przesłaniu papieża. Umieszcza on moralność na poziomie globalnym, poziomie duchowości ekologicznej. Jest to przesłanie szczególnie odpowiednie dla demokracji amerykańskiej, która zaczyna się od idei jedności – obywateli dbających o siebie nawzajem i biorących za siebie odpowiedzialność, pracujących poprzez swój rząd na rzecz zapewnienia zasobów społecznych dla wszystkich, zarówno w celu prowadzenia działalności gospodarczej, jak i dla życia osobistego, przy zapewnieniu wolności i godności dla każdego – jako niezbywalnych praw.

Cała encyklika jest warta przeczytania. Jest to niezwykły dokument, który powinni sobie wziąć do serca nie tylko katolicy na całym świecie, ale wszyscy ludzie na naszej planecie, teraz i na wiele lat w przyszłości.

Jestem zwolennikiem oddzielenia kościoła od państwa. Nie mam papieża. Nigdy nie stosowałem się do edyktów papieża tylko dlatego, że napisał je papież. I tutaj również tego nie robię.

Jest niezwykle ważne, aby uświadomić sobie, że ta encyklika nie dotyczy jedynie doktryny kościoła. Wszystko, co zawiera się w domenie politycznej, jest kwestią moralną. Każdy polityk, który proponuje jakąkolwiek strategię, czyni to ponieważ uważa ją za właściwą, a nie błędną bądź nieistotną z punktu widzenia moralności. Ta encyklika w otwarty sposób odnosi się do polityki i roli, jaką powinna odgrywać w niej globalna moralność.

Od dawna twierdzę, że globalne ocieplenie jest główną kwestią moralną naszych czasów. Prezydent Obama powiedział to samo. Jestem zachwycony, że papież Franciszek, duchowy i moralny przywódca miliarda dwustu tysięcy katolików, nie tylko się z tym zgodził, ale poszedł jeszcze dalej, wyrażając ten problem w tak potężny sposób, często przy użyciu słów, które brzmią naturalnie u papieża, a jednocześnie mają tak wielkie znaczenie moralne, niezależnie czy jesteś katolikiem, czy też nie, osobą religijną czy też nie.

Problemy moralne nie są tym samym, co problemy praktyczne. Lecz los ziemi w obliczu globalnego ocieplenia jest problemem tak bardzo praktycznym, że staje się dylematem moralnym. I z takiej właśnie perspektywy powinniśmy czytać papieską encyklikę.

Artykuł Why Pope Francis Killed It on Addressing Climate Change ukazał się na witrynie AlterNet. Przeł. Jan Skoczylas.

Trzy dni. Kilkadziesiąt osób. Panele, warsztaty i kuluarowe dyskusje. Reprezentacja świata polityki oraz środowisk pozarządowych. W tle – pierwotna puszcza, żubry, bobry i borsuki. (więcej…)

Rozmaici prawicowi populiści, z nieznanych bliżej powodów nazywani „antysystemowcami”, lubią opowiadać, że scena polityczna w Polsce jest zabetonowana przez partyjnych bonzów, zakuwających demokrację w kajdany. (więcej…)

Lobbing kojarzy się zazwyczaj z wielkimi korporacjami, podczas gdy o wpływach kancelarii prawnych wiadomo niewiele. W tej chwili wśród 7910 organizacji wpisanych do unijnego rejestru służącego przejrzystości jest tylko 90 kancelarii prawnych, ale spacerując przez dzielnicę instytucji europejskich w Brukseli nie sposób nie zauważyć licznych biur międzynarodowych firm prawnych. Wskazywałoby to, że liczba takich firm zajmujących się lobbingiem w instytucjach kształtujących unijną politykę, w interesie własnym lub klientów, jest znacznie wyższa niż owe 90 zarejestrowanych podmiotów.

Lobbing dotyczący kwestii arbitrażu inwestycyjnego (ISDS) w ramach negocjowanego transatlantyckiego partnerstwa handlowo-inwestycyjnego (TTIP) jest sprawą szczególnie kontrowersyjną, a jednak o tajnej działalności lobbingowej w tej dziedzinie wiemy bardzo mało. Kancelarie prawne mogą bez przeszkód robić swoje w cieniu unijnego rejestru lobbystów, korzystając z faktu, że nie przewiduje on ani obowiązku rejestracji, ani żadnych kontroli.

O jaką stawkę grają kancelarie prawne w sprawie TTIP?

Trwające rozmowy w sprawie TTIP są bardzo obiecujące dla kancelarii prawnych. Jeśli do porozumienia zostanie wpisany mechanizm ISDS, będzie to z korzyścią dla firm prawniczych.

Podstawą prawną sporów sądowych między inwestorami i państwami, rozstrzyganych przez trybunały arbitrażowe, są dwustronne traktaty inwestycyjne zawierające klauzule o ochronie inwestycji. Umowy o wolnym handlu, takie jak kompleksowa umowa gospodarczo-handlowa (CETA), TTIP czy partnerstwo transpacyficzne (TPP) stworzą nową podstawę dla takich pozwów, obejmującą ogromny obszar gospodarki, co może doprowadzić do znacznego wzrostu liczby postępowań arbitrażowych.

A trzeba wiedzieć, że już teraz są one niezwykle lukratywne dla kancelarii prawnych, które zarabiają na nich reprezentując powodów, występując w charakterze obrońców pozwanych i desygnując arbitrów. Za godzinę takiej pracy kancelarie prawne liczą sobie do 1000 dol. Kancelaria Shearman & Sterling zarobiła 70 mln dol. na zaledwie jednym postępowaniu arbitrażowym.

Pierwsza dwudziestka międzynarodowego arbitrażu

W 2012 r. organizacja Corporate Europe Observatory (CEO) sporządziła listę 20 kancelarii prawnych najbardziej aktywnych w dziedzinie międzynarodowego arbitrażu. Wszystkie one mają świetne koneksje na szczeblu międzynarodowym i działają w wielu innych dziedzinach poza arbitrażem.

Spośród tej dwudziestki 13 kancelarii ma biura w Brukseli. Nie musi to koniecznie oznaczać, że prowadzą one lobbing w instytucjach europejskich, ale jeśli przyjrzeć się sprawie bliżej, wydaje się bardzo mało prawdopodobne, że tego nie robią.

Pięć studiów przypadku: Freshfields , K&L Gates, Hogan Lovells, Sidley Austin, Covington

Brytyjska kancelaria Freshfields Bruckhaus Deringer jest jednym z największych graczy w dziedzinie ochrony inwestycji, ale nie jest to jedyny obszar jej działalności. Na swojej stronie internetowej firma chwali się „bliskimi relacjami z instytucjami tworzącymi unijne prawo” i zdolnością do wpływania na jego kształt w interesie klienta. Mimo że Freshfields wyraźnie przyznaje się do prowadzenia lobbingu w instytucjach UE, nie widzi potrzeby wpisania się do rejestru lobbystów.

Amerykańska kancelaria K&L Gates broni obecnie Niemiec w sprawie wniesionej przez firmę Vattenfall przeciwko państwu niemieckiemu po decyzji Berlina o wycofaniu się z energetyki atomowej w następstwie katastrofy w elektrowni jądrowej w japońskiej Fukushimie. K&L Gates utrzymuje, że posiada największy departament ds. lobbingu spośród wszystkich kancelarii prawnych na świecie, ale mimo to firma nie figuruje w rejestrze lobbystów. Jest za to członkiem Transatlantyckiej Rady Biznesu (TABC), jednej z organizacji najbardziej entuzjastycznie lobbujących na rzecz TTIP. Dzięki temu zyskuje dodatkowe możliwości wpływania na regulacje i prawodawstwo.

Hogan Lovells, kolejna firma, której nie ma w rejestrze lobbystów, ma nawet swojego człowieka, Hugo Paemena, na stanowisku jednego z dwóch przewodniczących TABC. Nie dziwi zatem, że firma promuje TTIP w kilku swoich publikacjach. Według informacji na stronie internetowej Hogan Lovells doradza „firmom i stowarzyszeniom handlowym, jak „skutecznie kontaktować się z instytucjami UE w celu wpływania na kształt dyrektyw i innych regulacji”. Działalność lobbystyczna firmy obejmuje też pisanie projektów regulacji i przepisów prawnych w imieniu klientów.

Sidley Austin określa swój brukselski oddział jako „lidera pośród firm pomagających przedsiębiorstwom, stowarzyszeniom przemysłowym i rządom w poruszaniu się wśród unijnych przepisów i wpływaniu na ich kształt”. Firma otwarcie prowadzi również działalność lobbystyczną dotyczącą TTIP. Partner Sidley Austin oferuje doradztwo w kwestii TTIP oraz lobbowanie negocjatorów w interesie biznesu. Firma Sidley Austin była też jednym z głównych sponsorów Konferencji Handlowej UE-USA zorganizowanej w lutym 2015 r. przez Forum Europe, której głównym tematem był TTIP. Pisaliśmy o tym wydarzeniu, podczas którego firmy mogły „kupować” możliwość wymiany zdań z unijnymi decydentami za dość niewygórowaną cenę. W konferencji brali udział i mogli być lobbowani zarówno unijna komisarz ds. handlu Cecilia Malmström, jak i Bernd Lange, przewodniczący Komisji ds. Handlu w Parlamencie Europejskim. Mimo prowadzenia oczywistej działalności lobbingowej firma Sidley Austin nie jest wpisana do rejestru lobbystów.

Kolejną firmą oferującą swoim klientom podobne usługi lobbingowe jest Covington & Burling. Dzięki swoim dobrym koneksjom (Wim van Velzen, obecnie „starszy doradca ds. polityki europejskiej” w firmie, był wiceprzewodniczącym grupy parlamentarnej chadecji w Parlamencie Europejskim przez 15 lat) Covington utrzymuje bliskie relacje z instytucjami UE i dopiero od niedawna figuruje w rejestrze lobbystów. Firma deklaruje, że na lobbing wydaje od 900 tys. do 1 mln euro.

EFILA: Nie pobrudź sobie rąk!

W lipcu 2014 r. grupa kancelarii prawnych działających na skalę międzynarodową powołała Europejską Federację na rzecz Prawa Inwestycyjnego i Arbitrażu (European Federation for Investment Law and Arbitration, EFILA), będącą think tankiem, który miałby służyć za platformę „obiektywnej debaty” na temat arbitrażu inwestycyjnego.

Żeby ocenić obiektywizm EFILA, wystarczy spojrzeć na jej skład. Wszyscy członkowie Federacji zarabiają na arbitrażu inwestycyjnym. Wpisanie do umowy TTIP klauzuli o ISDS byłoby zatem dla nich bardzo korzystne. Nic zatem dziwnego, że EFILA intensywnie promuje umieszczenie w TTIP zapisów o prywatnych trybunałach arbitrażowych i podkreślała to w ramach zorganizowanych przez Komisję Europejską konsultacji dotyczących ochrony inwestycji.

Zaledwie dwóch spośród dziewięciu członków EFILA (Shearman & Sterling, Linklaters) figuruje w rejestrze lobbystów, gdzie podają oni mgliste informacje na temat swojej działalności lobbingowej. Sama EFILA jest wpisana do rejestru i deklaruje tam, że jej budżet na drugą połowę 2014 r. wynosi 51 tys. euro, z czego na wydatki lobbingowe przypada 10 tys. euro.

Amerykańska kancelaria prawna White & Case, również członek EFILA, z dumą chwali się, że jeśli chodzi o unijne regulacje i prawo, „nie tylko je stosuje, ale też pomaga je kształtować”. Mimo że takie oświadczenie jasno wskazuje na prowadzenie przez White & Case działalności lobbingowej, firma nie jest wpisana do rejestru lobbystów. Pojawia się tam tylko jako klient firmy konsultingowej APCO Worldwide. Do EFILA należy również niemiecka kancelaria Luther oraz szwedzka firma Mannheimer Swartling, które wspólnie prowadzą sprawę Vattenfalla przeciwko Niemcom dotyczącą wycofania się z energetyki atomowej. Istnieją jednak jasne dowody na to, że Mannheimer Swartling prowadzi również lobbing polityczny. W dniu 28 stycznia 2015 r. przedstawiciele kancelarii spotkali się z dwoma członkami gabinetu unijnej komisarz ds. handlu.

Dalsze informacje na temat EFILA zawiera raport przygotowany przez Corporate Europe Observatory (CEO), Friends of the Earth Europe oraz Transnational Institute (TNI).

Unijne zasady dotyczące przejrzystości: wyraźnie niewystarczające

Obywatele mają prawo wiedzieć, kto wpływa na kształtowanie polityki i w jakim zakresie. Obecnie obowiązujące regulacje nie gwarantują przestrzegania tego prawa. Za sprawą luk prawnych, z których korzystają kancelarie, prawie nic nie wiemy na temat lobbingu na rzecz umieszczenia w umowie TTIP zapisów o kontrowersyjnych trybunałach arbitrażowych. Może to mieć poważne konsekwencje: TTIP może osłabić mechanizmy demokratyczne i wzmocnić wpływy korporacyjnych lobbystów.

Dopóki firmy, które publicznie chwalą się swoimi skutecznymi strategiami lobbingu, nie mają obowiązku wpisać się do unijnego rejestru lobbystów, wysiłki Komisji na rzecz zwiększenia przejrzystości są tylko farsą. Obecne podejście opiera się na rejestrze, w którym uczestnictwo nie jest prawnie wymagane, i który jedynie oferuje firmom zachęty do zapisywania się – w ten sposób nie da się zapewnić większej przejrzystości działań lobbingowych prowadzonych przez kancelarie prawne, zatem podejście to jest porażką.

Artykuł Law Firms: the most underrated lobbyists przedrukowujemy za Corporate Europe Observatory. Tekst na licencji CC-BY-NC-SA. Przeł. (iz).

STOP_TTIP_tlo

Oficjalnie spółka Żabka Polska podaje, że w Polsce istnieje kilka tysięcy Żabek. Poszczególne sklepy prowadzą tzw. ajenci – to nazwa własna dla jednoosobowych podmiotów gospodarczych. Można by nazwać ich jeszcze inaczej, nazwa „ajent” nie ma żadnego znaczenia dla wyjaśnienia, kim naprawdę są osoby prowadzące sklepy.

Dzisiaj wszystkich, którzy borykają się z niepewnością, wykonują słabo płatne zajęcia i nie wiedzą, jak długo będą pracować w danym miejscu nazywa się prekariuszami. Można by określić tak i ajentów, gdyby nie to, że ich sytuacja jest znacznie gorsza niż przeciętnych prekariuszy.

Ajenci doświadczają tego wszystkiego, co osoby umownie zaliczane do prekariatu – ich zyskiem jest niewielka marża, spółka w dowolnym momencie może rozwiązać z nimi umowę – ale mają też problemy, o których zwykła osoba zatrudniona na umowie cywilnoprawnej nigdy nie słyszała.

Kiedy ajent rozpoczyna współpracę ze spółką, podpisuje weksel in blanco. Po zakończeniu współpracy spółka wpisze na wekslu kwotę obciążeń ajenta względem spółki. Te obciążenia wynikają ze strat towarowych czyli kradzieży lub przeterminowanego towaru. Spłata należności w wypadku weksla in blanco jest bardzo łatwa, dzieje się w zasadzie automatycznie. Dopiero potem, kiedy dług wobec spółki zostanie już spłacony, ajent może próbować ustalić sądownie, czy rzeczywiście kwota jego obciążeń wobec spółki była taka, jak zapisano na wekslu.

Świadomość, jak potężnym zabezpieczeniem spółki jest weksel in blanco, trzyma wielu ajentów w szachu. Praca jest więc nie tylko niskopłatna, ale i obarczona ryzykiem długu, nawet jeśli teoretycznie można by zakwestionować zasadność tego długu czy jego wysokość. Na pewno nierzadko dług wyliczony jest prawidłowo – ajenci zarabiają niewiele, a w kasie zawsze są pieniądze. Zdarza się, więc, że okradają sami siebie – pieniądze, które wzięli z kasy w sklepie, nawet w dobrej wierze i w przeświadczeniu, że to część ich wynagrodzenia – po zakończeniu współpracy trzeba będzie oddać.

W polskich realiach status podmiotu gospodarczego posiada wielu prekariuszy, ajenci nie są tu wyjątkiem. Często samozatrudnieni to ludzie, którzy własne firmy prowadzą jedynie na papierze, a w praktyce „współpracują” z byłym pracodawcą, który chciał pozbyć się kosztów pracy.

W przypadku ajentów status podmiotu gospodarczego przynosi dość nieoczekiwane konsekwencje.

Współpraca ajenta ze spółką Żabka Polska tylko na papierze odbywa się między dwoma równorzędnymi podmiotami gospodarczymi. W praktyce ajenci, podpisując umowę, zobowiązują się do znacznej uległości wobec spółki, a iluzoryczny status podmiotów gospodarczych demaskuje jeden z zapisów w umowie głoszący, że ajent nie może prowadzić innej działalności oprócz prowadzenia sklepu bez zgody Żabki Polskiej. Jeden podmiot gospodarczy udziela drugiemu zgody na prowadzenie działalności gospodarczej, co oznacza, że jedna z podstawowych cech podmiotu gospodarczego – wolność podejmowania działalności gospodarczej – nie jest respektowana. Trudno więc myśleć o ajencie jako przedsiębiorcy, skoro jedyną akceptowaną aktywnością jest prowadzenie Żabki.

Chociaż status podmiotu gospodarczego w wypadku ajentów wydaje się fasadowy, ma realne konsekwencje – pozwala przenosić koszty prowadzenia sklepu na osoby prowadzące Żabki. Również te następstwa wynikające ze statusu podmiotu gospodarczego odróżniają ajenta od zwykłego prekariusza.

Na ajentach ciąży obowiązek dopilnowania, by sklep był otwarty siedem dni w tygodniu. Jedna osoba nie jest więc w stanie prowadzić Żabki, musi mieć personel lub osoby do pomocy pracujące za darmo. Z założenia w Żabce ma pracować tania siła robocza, w optymalnej sytuacji, jak instruuje ajentów spółka w materiałach dla kandydatów na ajentów – sklepy prowadzone są przez ajentów oraz ich rodziny, na stanowisku kasjera warto przyjmować uczniów. Wszystko po to, by nie płacić za pracę lub płacić bardzo mało.

W wypadku zwykłego prekariusza, kiedy można mówić o wyzysku (bo prekariusz posiada status pracownika lub mógłby dowodzić, że taki status mu się należy niezależnie od rodzaju umowy), zazwyczaj jest to wyzysk dotyczący jednej osoby. Ajenci tymczasem mają zobowiązania wobec spółki, które można zrealizować tylko wykorzystując czyjąś darmową lub niskopłatną pracę. Sami więc uczestniczą w przenoszeniu złych warunków pracy na najniższy poziom firmowej hierarchii. Muszą jednak to zrobić, ponieważ prowadzenie w pojedynkę sklepu otwartego siedem dni w tygodniu jest niemożliwe. Ajent musi zatrudnić personel.

Kasjerki wykonują w Żabkach bardzo ciężką i bardzo słabo opłacaną pracę. Ajenci niekiedy mają wysokie oczekiwania względem kasjerek, jeśli weźmie się pod uwagę, jak mało sprzedawczyniom płacą. Wydaje się, że oczekują, że kasjerki sklep wysprzątają, będą na bieżąco dokładać towar i jednocześnie świetnie sprzedawać. Tymczasem na jednej zmianie jest często tylko jedna osoba, bo ajenta nie stać na zatrudnienie większej liczby sprzedawczyń. Kasjerka nie jest w stanie sama wykonywać wszystkich zadań.

Praca kasjerek w Żabkach jest wyjątkowo zła z jeszcze jednego powodu – długo otwarte sklepy, które czynne są nawet w święta, zamieniają się w punkty monopolowe. Sprzedawczynie muszą więc radzić sobie z nietrzeźwymi, często agresywnymi klientami. Napady rabunkowe na Żabki nie są niczym wyjątkowym, dlatego szukając dobrej sprzedawczyni ajenci starają się, by kasjerką została osoba silna psychicznie i pewna siebie – tylko taka podoła niewdzięcznej pracy w sklepie.

Finansowa, organizacyjna, technologiczna, prawna przewaga firmy Żabka Polska nad ajentem jest gigantyczna. Względem ajenta firma jest w zasadzie wszechmocna, co jest zresztą wprost zawarte w umowie współpracy. By zmienić tę niekorzystną sytuację, na pewno nie wystarczyłyby same zmiany prawne. Potrzebne by było również korzystne dla pracowników nastawienie wymiaru sprawiedliwości, który umie dostrzec, że nowe formy pracy czy współpracy między kontrahentami mogą niekiedy być kamuflażem dla nowoczesnego wyrafinowanego wyzysku, w którym nie ma już pracodawcy i pracownika, a są podmioty gospodarcze. Orzeczenia, które do tej pory zapadły w sprawie Żabki Polskiej, nie wskazują niestety, by taka zmiana miała się wkrótce dokonać.

To nie upały, lecz wieloletnie zaniedbania i blokowanie rozwoju energetyki odnawialnej są przyczyną kłopotów z dostawami energii. (więcej…)

9 czerwca w trakcie happeningu pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie zainaugurowaliśmy ruch “Więcej niż energia” – ogólnopolską kampanię na rzecz energetyki obywatelskiej. Na stronie WiecejNizEnergia.pl zbieramy podpisy pod apelem do polityków o wsparcie rozwoju rozproszonych źródeł energii i podnoszenia efektywności energetycznej. (więcej…)

Bartłomiej Kozek o tym, dlaczego straconych głosów w jednomandatowych okręgach wyborczych może być więcej niż przy ordynacji proporcjonalnej. (więcej…)

Nowa ustawa o zgromadzeniach już budzi kontrowersje. Jedni chwalą ją za zmiany poszerzające zakres wolności zgromadzeń, inni krytykują jako zamach na tę wolność. Jak jest naprawdę? (więcej…)

Kto naprawdę wygrywa więcej rozpraw ISDS – rządy czy korporacje? (więcej…)

Wraz z wejściem w życie budżetu na rok 2015 widać wyraźnie że osoby studiujące, pracujące na uczelniach oraz postępową lewicę w Australii czeka walka z deregulacją opłat za studia. (więcej…)

Coraz głośniej mówi się o parzących barszczach na terenie całego kraju. Pojawiają się doniesienia o poparzeniach, alergii czy nawet śmierci. Skąd wzięła się ta niebezpieczna roślina i czy panika jest uzasadniona? Z dr Zygmuntem Dajdokiem, specjalistą od roślin inwazyjnych, rozmawia Paweł Pomian. (więcej…)