Zuzanna Borowska: Kulisy dyplomacji klimatycznej
Wywiad z Zuzanną Borowską, z którą rozmawia Artur Wieczorek. Negocjatorka UNFCCC i YOUNGO o kuluarach COP, tokenizmie, różnorodności i nadziei w ruchach klimatycznych
Uczestniczyłaś w kilku szczytach klimatycznych ONZ i sesjach organów pomocniczych UNFCCC (Ramowej Konwencji ONZ ws. Zmian Klimatu). Czego o dyplomacji klimatycznej nauczyłaś się w kuluarach szczytów klimatycznych?
Przede wszystkim tego, że w dyplomacji klimatycznej nic nie jest tym, czym się wydaje.
Kiedy w 2018 roku, mając 16 lat, brałam udział w swoim pierwszym szczycie klimatycznym COP24 w Katowicach, myślałam, że przedstawiciele poszczególnych państw i organizacji naprawdę mają na myśli to, co mówią. Wierzyłam, że w tym miejscu zapadają decyzje o realnym wpływie, których efekty zobaczę już niedługo w swoim życiu. Dzisiaj, ponad 10 szczytów klimatycznych później, wiem już, że to wszystko nie jest takie proste. Ambitne deklaracje, pozorna zgoda i logiczne wyjaśnienia to tylko jeden z języków negocjacji – ten, którym mówimy do mediów i szerszej publiczności. Są też inne języki. Ze swoimi sojusznikami rozmawia się o taktykach negocjacji, a czasem manipulacji. Z innymi państwami rozmawia się o interesach i pieniądzach. Z obserwatorami o partycypacji obserwatorów… Niewątpliwie negocjacje klimatyczne nauczyły mnie, jak ważne są słowa i jak wiele mogą zmienić. Przekonałam się, jak wiele ciężkiej pracy, umiejętności, a czasem zwykłego szczęścia stoi za każdym kompromisem.
Nauczyłam się również, że sama nie znaczę w tej układance zupełnie nic, jednak razem możemy znaczyć naprawdę wiele. Kiedy mówisz coś na COPie, nigdy nie reprezentujesz sam siebie – reprezentujesz swoją delegację, a miarą twojego wpływu jest to, jak dobrze potrafisz ją reprezentować i ile stoi za tobą osób, które wierzą w to samo co ty i są w stanie o to walczyć. Twoje słowa zostaną usłyszane tylko przez tyle osób, ile ma interes w tym, żeby je usłyszeć. Jako reprezentantka młodzieży i małych, słabo rozwiniętych krajów w UNFCCC, musiałam bardzo się postarać, aby ktoś mnie usłyszał, a na przemyślenie treści moich wypowiedzi często nie starczało już czasu i energii. Zawsze jednak miałam za sobą setki młodych ludzi i innych organizacji społeczeństwa obywatelskiego, które przychodziły z pomocą w potrzebie.
W swojej działalności aktywistycznej stykasz się z młodymi aktywistami i aktywistkami klimatycznymi z całego świata. Czego się od nich nauczyłaś?
Nauczyłam się, że różnorodność jest wartością, a nie zagrożeniem.
Ten przekaz może wydawać się oczywisty, a jednak jest niezwykle potrzebny w naszym dzisiejszym świecie, pełnym podziałów i strachu przed tym, co inne. Politykom oraz korporacjom zależy na tym, aby ludzie bali się siebie nawzajem, nie buntowali się, kłócili się zamiast wspólnie weryfikować informacje. Jeśli jesteśmy zamknięci ciągle w tej samej bańce, wśród tych samych ludzi, to o wiele łatwiej jest uwierzyć w historie o tym, że osoba z innego kraju może być niebezpieczna, albo że zabierze nam pracę czy zmusi do wyznawania innej religii.
Jeśli jednak odważymy się wyjść z naszej bańki, poznać inną kulturę, porozmawiać z kimś z Indii, Nigerii, Kolumbii, Konga, a nawet Rosji czy Chin… okazuje się, że na całym świecie są tacy sami ludzie jak my. Wszyscy potrzebują jedzenia, schronienia, bezpieczeństwa i trochę miłości, i w znacznej większości przypadków nie chcą wojny i zła. Wszyscy mają podobne problemy. A jednak mają też swoje doświadczenia, zupełnie inne od naszych – i to jest niezwykle cenne. Dzięki tej różnicy doświadczeń powstają różnice w spojrzeniu na świat, wiedzy, pomysłach i rozwiązaniach. Te różnice popychają świat do przodu.
Czym dla ciebie jest sprawiedliwość klimatyczna?
Sprawiedliwość klimatyczna to dla mnie taki świat, w którym żaden człowiek na Ziemi, niezależnie od tego, gdzie mieszka i kim jest, nie musi bać się o swoją przyszłość ani uciekać z domu przed kryzysem klimatycznym. To świat, w którym nasz system gospodarczy przeszedł głęboką transformację i już nie opiera się na nieskończonym wzroście, bezmyślnej konsumpcji i kapitalistycznym wyzysku. W świecie sprawiedliwości klimatycznej ludzie żyją w harmonii z przyrodą i z szacunkiem do niej. W świecie sprawiedliwym klimatycznie ludy rdzenne, lokalne społeczności oraz wszelkie mniejszości i zmarginalizowane grupy nie tylko mają prawo głosu, ale są najważniejszymi głosami w swojej sprawie. Konflikty i problemy społeczne rozwiązuje się poprzez partycypacyjną i otwartą politykę, opartą na dialogu ze wszystkimi grupami społecznymi.
Na międzynarodowych konferencjach klimatycznych można spotkać reprezentantów i reprezentantki ponad 190 krajów i usłyszeć głosy społeczeństwa klimatycznego – od młodzieży, przez przedstawicieli ludów rdzennych po lobbystów sektora paliwowego. Czy masz poczucie, że wszystkie te głosy są w równym stopniu brane pod uwagę?
Oczywiście, że nie są brane pod uwagę w równym stopniu. Gdyby były, to system negocjacji klimatycznych działałby o wiele lepiej i byłby w stanie rzeczywiście realizować swoje ambitne cele i obietnice. Jak wiemy, jest zupełnie inaczej. I nie będzie o wiele lepiej, dopóki głosy tych najbardziej dotkniętych skutkami zmian klimatu nie zostaną potraktowane nie tylko równo, ale priorytetowo. Drobne ulepszenia, jak oficjalne przedstawicielstwa różnych grup społecznych z oficjalnym prawem głosu w negocjacjach czy otwarte dla wszystkich zainteresowanych podmiotów procesy konsultacyjne, nie naprawiają istoty problemu – systemu zbudowanego na historycznych nierównościach i powielającego je wciąż od nowa. Formalnie wszystkie głosy są równe, a w rzeczywistości kilku największych graczy wciąż rozdaje karty. Lobbyści sektora paliwowego i kraje zbijające fortuny na paliwach kopalnych przejmują kontrolę nad procesem i łamią jego zasady w sposób jawny i nie budząc niczyjego sprzeciwu, bo prawie każdemu się to trochę opłaca.
Sprawiedliwość klimatyczna zaczyna się od sprawiedliwego systemu podejmowania decyzji. Oczywistym rozwiązaniem w tej sytuacji wydaje się jego reforma w kierunku większej otwartości, partycypacyjnego i demokratycznego zarządzania z poszanowaniem dla mniejszości, szacunku dla różnorodności kulturowej oraz wiedzy i mądrości społeczności lokalnych. Choć stare struktury i instytucje, zbudowane na latach wyzysku i niesprawiedliwości, bronią się zawzięcie i nie będzie łatwo je zmienić, moim zdaniem zmiana jest nieunikniona i powinna wydarzyć się już wiele lat temu.
Roger Hart ukuł pojęcie tokenizmu, żeby wskazać sytuacje, w których młodzież pozornie jest włączana w dialog z decydentami i ma możliwość wypowiadania się na różnych forach, debatach i konferencjach, ale jej opinie nie są brane pod uwagę. Jesteś częścią YOUNGO (oficjalnej reprezentacji młodzieży w UNFCCC). Czy masz poczucie, że wasz udział w negocjacjach jest realny, czy raczej jest to forma tokenizmu?
To zależy. Brałam udział w takich rozmowach, gdzie młodzi ludzie naprawdę byli traktowani na równi i z szacunkiem, a z ich zdaniem liczyli się decydenci najwyższego szczebla. Uczestniczyłam również w takich, gdzie młodzieży obiecywano realny wpływ, a kończyło się na robieniu zdjęć i uściskach dłoni. Tokenizm istnieje i wcale nie jest go coraz mniej, jest jednak coraz lepiej ukrywany. Często sami nie zauważamy, że padamy jego ofiarą. Dla młodego aktywisty, szczególnie bez międzynarodowego doświadczenia, samo zaproszenie na konferencję czy spotkanie z decydentami jest często już ogromnym wyróżnieniem. Bojąc się stracić szansę, przyjmuje każde zaproszenie, nie zastanawiając się już, jaki będzie ciąg dalszy. Tego zresztą nikt młodym nie mówi, a możliwości długotrwałego zaangażowania próżno szukać.
Optymizmu dodaje jednak fakt, że młodzi mają swoje sposoby, aby sobie z tym radzić. Jednym z przykładów są właśnie takie grupy jak YOUNGO – oddolny i niezależny ruch, w którym sami tworzymy sobie przestrzenie prawdziwego wpływu, nie czekając na niczyje zaproszenie. Uczymy się dyplomacji klimatycznej i strategii rzecznictwa sami, poprzez doświadczenia swoje i innych. Organizujemy własne wydarzenia i debaty, gdzie to my decydujemy, kogo zaprosić. Wspólnie piszemy przemówienia czy propozycje zmian w tekstach porozumień międzynarodowych, przychodzimy na sesje negocjacyjne i odzywamy się. Nikt nam za to nie płaci. Staramy się zrozumieć wszystkie strony problemu, dbamy o merytoryczne wypowiedzi, budujemy mosty ponad podziałami. To jest piękne i może zmienić świat, ale do tego już niezbędne są zasoby i dobra wola, nie tylko po stronie młodych aktywistów.
Zaczynałaś swoją przygodę z aktywizmem jako członkini Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Czy uważasz, że formuła protestów ulicznych już się wyczerpała? W jaką stronę powinny teraz zmierzać ruchy klimatyczne? Jakie, Twoim zdaniem, aktywiści i aktywistki mają możliwości wywarcia jak największego wpływu?
To nie jest tak, że protesty uliczne się wyczerpały – raczej ich formuła jest bardziej krótkotrwała, wymagająca odpowiedniej sytuacji politycznej i uwagi mediów. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny odegrał w swoim czasie bardzo ważną rolę. Zwrócił uwagę, zainteresował sobą opinię publiczną i spowodował, że klimat stał się “popularny” i rozmawiało się na ten temat już nawet poza gronem aktywistów. Niestety dziś rozmawiamy głównie o strachu przed wojną, wydatkach na obronność i kryzysie ekonomicznym, a o energetyce mówimy raczej w kontekście zależności Europy od rosyjskiego gazu. Sytuacja polityczna się zmieniła, a klimat zszedł na dalszy plan jako temat “mniej niebezpieczny”, bardziej odległy. To nie jest wina Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Nie ulega jednak wątpliwości, że ruch klimatyczny potrzebuje nowych form działania i przekazu, jeśli nadal chce zachować realny wpływ. Osobiście od samego początku mojej działalności uważam, że dialog i współpraca ponad podziałami to jedyna droga w obliczu problemów takich jak kryzys klimatyczny, które nie respektują już stworzonych przez ludzi podziałów na kraje czy społeczeństwa.
Choć może to brzmieć zaskakująco, moja najważniejsza rada dla ruchu klimatycznego brzmi: musimy mieć nadzieję. Musimy tworzyć bardziej pozytywny przekaz, który zmotywuje ludzi do działania i zmiany na lepsze. Pokazywać, że w naszym ruchu jest miejsce dla każdego i że płyną z niego nie tylko straty, ale i korzyści. Strachu i złych wiadomości jest już wystarczająco dużo wokół nas. A to właśnie nadzieja, której jest w naszym świecie coraz mniej, pozwala nam się nie poddawać, podnosić się po porażkach i iść dalej z nową siłą, wpadać na nowe pomysły i je realizować. Nie zmienimy świata, jeżeli będziemy tylko siedzieć i płakać, że nam się nie uda. Jeśli wstaniemy i spróbujemy, to być może też się nie uda. Ale jest przynajmniej cień szansy, że jednak może się udać. A ten cień szansy czasem jest w stanie zmienić wszystko.
Zuzanna Borowska
Działaczka społeczna, oddana wartościom dialogu, zrównoważonego rozwoju i sprawiedliwości. Absolwentka Nauk Politycznych ze specjalizacją Stosunki Międzynarodowe na University of Amsterdam. Obecnie studentka Międzynarodowych Studiów Ekonomiczno-Politycznych na Uniwersytecie Karola w Pradze. Założycielka i Prezeska Zarządu Fundacji Open Dialogues International. Członkini Młodzieżowej Grupy Doradczej Sekretarza Generalnego ONZ do spraw Zmian Klimatu. Główna negocjatorka ds. sprawiedliwej transformacji dla Republiki Liberii w roku 2023 oraz negocjatorka ds. sprawiedliwej transformacji i mitygacji dla Republiki Dominikany w roku 2024. Aktywna członkini, a wcześniej Contact Point (osoba kontaktowa) ds. Action for Climate Empowerment i Sprawiedliwej Transformacji w YOUNGO. Ambasadorka Europejskiego Paktu na rzecz Klimatu od 2022 r.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.





