ISSN 2657-9596

Gaz łupkowy to fałszywe bogactwo

José Bové , Anna Horoszkiewicz
7 lipca 2011

José Bové w rozmowie z Anną Horoszkiewicz, specjalnie dla “Zielonych Wiadomości”.

Anna Horoszkiewicz: Proszę powiedzieć kilka słów o sobie, o swojej drodze życiowej.

José Bové: Zacznijmy od końca. Jestem eurodeputowanym wybranym z listy Europa Ekologia – Zieloni, należę do 55-osobowej grupy Zielonych w Parlamencie Europejskim. Wcześniej przez 33 lata byłem rolnikiem w regionie Larzac na południu Masywu Centralnego. W r. 1971 zaangażowałem się w kampanię przeciw powiększeniu poligonu wojskowego, który mógł zniszczyć wszystkie tereny rolnicze w okolicy. Po 10 latach walki udało się w końcu zablokować ten projekt, dzięki mobilizacji całej Francji.

Później uczestniczyłem w tworzeniu związku zawodowego rolników Confédération paysanne (Konfederacja Chłopska). Działali w nim przede wszystkim drobni rolnicy, opowiadający się za rolnictwem alternatywnym, opartym na gospodarstwach chłopskich, uprawiających ziemię z poszanowaniem dla środowiska. Brałem udział w wielu bataliach, początkowo w obronie drobnych rolników, a później też przeciw GMO we Francji. Po prawie 15 latach udało nam się wygrać: w 2008 r. rząd zakazał upraw GMO po strajku głodowym, który zorganizowaliśmy. Uczestniczyłem też w akcjach międzynarodowych w obronie chłopów na całej planecie w ramach ruchu Via Campesina, jednoczącego drobnych rolników ze wszystkich kontynentów.

José Bové i Anna HoroszkiewiczAH: Czyli obrona drobnych gospodarstw jest ważna nie tylko ze względu na środowisko, lecz także ze względu na ludzi?

JB: Tak, trzeba docenić ludzką działalność, pracę ludzkich rąk. Czyli zrelokalizować produkcję, promować małe, lokalne gospodarstwa wiejskie, żeby żywić ludzi tam, gdzie są. Bitwa, którą toczycie w Polsce, a którą my również znamy, ciągle się poszerza. To walka z przemysłowymi chlewniami, przeciwko firmom, które zakładają u was ogromne chlewnie, niszcząc środowisko i produkując mięso bardzo złej jakości, zarówno pod względem wartości odżywczych, jak i sanitarnych. Jednocześnie odbierają one pracę rolnikom. Wraz ze wzrostem produkcji przemysłowej liczba producentów żywca spadła o 60-80%, i nawet globalna produkcja wieprzowiny mocno się zmniejszyła. Jesteśmy w jakimś absurdalnym systemie! Tak więc obrona tradycyjnego, chłopskiego rolnictwa jest częścią ogólniejszej wizji.

AH: Jak to się stało, że oprócz rolnictwa i GMO zajął się pan gazem łupkowym?

JB: Jeszcze rok temu, tak jak wszyscy inni, nic o nim nie wiedziałem. Usłyszałem o nim po raz pierwszy w marcu lub kwietniu ubiegłego roku i odkryłem, że u mnie, dokładnie tam, gdzie mieszkam, ma być realizowany projekt poszukiwania i eksploatacji złóż. To się stało absolutnie bez żadnej informacji, totalna tajemnica! Musieliśmy sami zdobywać wszelkie dane. To, co się dzieje dziś w Polsce, przeżyliśmy we Francji rok temu. Kiedy była mowa o gazie łupkowym, nikt nie wiedział ani co to jest, ani co się z tym wiąże. I znów konieczna była mobilizacja. W miejscu, gdzie mieszkam, znajdowało się centrum obszaru objętego wierceniami – obszaru liczącego 4900 km2! Projekt dotyczył wielu departamentów. Nawiązaliśmy kontakt z Stanami Zjednoczonymi i Kanadą, przez 3 miesiące zbieraliśmy dokumentację dotyczącą szkodliwości szczelinowania hydraulicznego…

AH: Czy prowadzone są specjalistyczne badania na ten temat?

JB: Jest cała masa badań, można je znaleźć nawet w internecie. Pracowały nad tym uniwersytety amerykańskie. Amerykańskie i kanadyjskie ministerstwa środowiska wskazały na problem zanieczyszczeń. We Francji mamy raporty wykonane przez specjalistów w dziedzinie chemii i toksykologii. Zmobilizowali się też geolodzy w Europie, Ameryce, Wielkiej Brytanii. Tak więc mamy wyniki poważnych badań, wskazujących na różne problemy towarzyszące wydobyciu gazu łupkowego: problem wody, zanieczyszczeń, emisji gazów cieplarnianych (6-8% gazu to metan przedostający się do atmosfery), a także wstrząsów tektonicznych związanych z wierceniami i technologią szczelinowania. Wszystko to jest dziś znane. Chcecie wiedzieć, czy są jakieś wątpliwości? Nie, nie ma żadnych wątpliwości. Wiemy, że ta technologia jest szkodliwa, że jest niebezpieczna, i wiemy, że nie ma innego sposobu eksploatacji tych złóż. Trzeba więc z całych sił przeciwstawić się tej katastrofie, dla dobra ludzi i środowiska.

AH: Jak to zrobić?

JB: Przede wszystkim trzeba poinformować ludzi. We Francji jeździliśmy od wsi do wsi. Wszyscy byli przerażeni. Merowie, czyli sołtysi, wójtowie, burmistrze dopiero od nas dowiedzieli się, co ma się u nich dziać! To była niesamowita mobilizacja ludności i władz lokalnych. Wszystkie samorządy jednomyślnie sprzeciwiły się wydobyciu gazu łupkowego. Urządziliśmy manifestacje z udziałem kilkudziesięciu tysięcy osób: w Ardèche, w Larzac, w Basenie Paryskim, wszędzie! I zmusiliśmy rząd do opracowania w trybie pilnym projektu ustawy, która zakazuje w tej chwili stosowania technologii szczelinowania hydraulicznego. Ustawa nie jest doskonała, ale to pierwszy krok w stronę zwycięstwa.

AH: A czy można coś zrobić na poziomie europejskim?

JB: Oczywiście. Ponieważ jesteśmy dość liczną grupą w Parlamencie Europejskim, chcemy wykorzystać mobilizację, która narodziła się we Francji, ale zaczyna się także w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii i mam nadzieję, również w Polsce. Chcemy zobligować Europę do wprowadzenia moratorium na eksploatację gazu łupkowego. Wiemy, że jego wydobycie kłóci si z dyrektywami dotyczącymi wody, z dyrektywą REACH o środkach chemicznych, z dyrektywami dotyczącymi konkurencji. W różnych krajach zezwolenia zostały wydane bez żadnej przejrzystości, tak że nikt nie wie, co się dzieje.

AH: Co konkretnie robicie?

JB: Poprosiliśmy oficjalnie komisję zajmującą się zmianami klimatycznymi o raport na temat wpływu ewentualnej eksploatacji gazu łupkowego na skalę europejską na ryzyko przyspieszenia ocieplenia klimatu. W Parlamencie dążymy do wprowadzenia moratorium, aby chronić ziemię i zasoby wodne. Wydobycie gazu łupkowego zagraża też inwestycjom w odnawialne źródła energii. A przecież chodzi o to, żeby powstała alternatywa energetyczna w poszczególnych krajach, ale również na poziomie europejskim. Nie chodzi nam o to, żeby zrezygnować z gazu łupkowego, a w zamian zwiększyć udział energii nuklearnej. Trzeba walczyć na obu frontach jednocześnie: o wycofanie się i z atomu, i z energetyki emitującej CO2. Chcemy też promować „negawaty” (czyli zaoszczędzone jednostki mocy). Zamiast produkować megawaty, będziemy inwestować w negawaty. Bo najlepszą energią jest ta, której się nie produkuje! Chodzi o to, by budować oszczędnie, żeby zmniejszyć marnotrawstwo energii. Stopniowo, za 10, za 15, a może za 20 lat mamy szansę wyjść z obecnego zanieczyszczającego modelu.

AH: A co by pan poradził rolnikom z Zamojszczyzny, u których już rozpoczęły się wiercenia w poszukiwaniu gazu łupkowego?

JB: Nie ma sensu czekać na rozwiązania na poziomie europejskim, trzeba działać już teraz. Myślę, że wszystkie środowiska zainteresowane ekologią powinny się zmobilizować w celu rozwiązania tej kwestii, która jest równie ważna jak problem nuklearny. Eksploatacja gazu łupkowego zniszczy fizycznie ziemię, wodę i zasoby naturalne. Warto na początek puścić w obieg w całym kraju film „Gasland” („Kraj gazem płynący”). Przekonać ludzi, by wzięli kij pątniczy i wędrując od wsi do wsi tłumaczyli i wyjaśniali. Odebrać koncesje na wiercenia, zmusić rząd do cofnięcia wydanych zezwoleń.

AH: Można cofnąć już wydane zezwolenia?

JB: Można. Rząd ma prawo uchylić wydane zezwolenie. Najlepiej uchylić je, zanim poszukiwania się rozpoczną, bo od tego zależy wysokość odszkodowania. Dopóki spółki nie wydały pieniędzy, nie znalazły gazu, nie mogą żądać odszkodowań. Dlatego tak ważna jest natychmiastowa mobilizacja. Bo w momencie, kiedy rozpoczyna się poszukiwania i trafia na gaz, zaczyna się już etap wydobycia. Nie ma dużej różnicy między poszukiwaniem a wydobywaniem. Trzeba sobie uświadomić, że eksploracja stanowi integralną część eksploatacji. Czyli pierwszą rzeczą jest mobilizacja obywateli na poziomie wsi, żeby stworzyć równowagę sił, żeby uniemożliwić spółkom wiercenia i zmusić rząd do wycofania się.

AH: W Polsce trudno jest zmobilizować ludzi do wspólnej walki…

JB: Kiedyś to wy daliście światu wielką nadzieję, kiedy na początku lat 80. przyglądaliśmy się powstaniu „Solidarności”. Jeśli przy wszystkich trudnościach umieliście wówczas stawić obywatelski opór, nie mogę uwierzyć, że dziś nie dacie rady przeszkodzić spółkom naftowym w dewastowaniu waszej ziemi. Macie piękną tradycję obywatelskiego oporu. Teraz waszym zadaniem jest obronić polskie środowisko.

José Bové – francuski rolnik i polityk, działacz alterglobalistyczny, współzałożyciel Attac, znany z akcji bezpośrednich przeciw uprawom GMO. Od 2009 r. eurodeputowany z grupy Zielonych. W czerwcu 2011 r. przebywał z wizytą w Polsce, badając konsekwencje prowadzonych na Zamojszczyźnie odwiertów w poszukiwaniu gazu łupkowego.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.