Walka o kontrolę nad naszym pożywieniem, wsią i zasobami naturalnymi staje się coraz bardziej zacięta.

17 kwietnia obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Walk Chłopskich. Ci „chłopi”, to miliony drobnych rolników, którzy obecnie produkują większość światowej żywności. Są oni jak Dawid walczący przeciwko agrobiznesowemu Goliatowi – wielkim korporacjom, które w coraz większym stopniu przejmują kontrolę nad światową produkcją żywności.

Te dwie strony mają ze sobą niewiele wspólnego. Pierwsza z nich wie, że suwerenność żywnościowa i drobne rolnictwo ekologiczne mogą wyżywić świat dzięki produkcji żywności pozostającej pod pełną kontrolą producentów i konsumentów. Druga dąży do modelu przemysłowego, który opiera się na intensywnej eksploatacji zasobów i wykorzystaniu chemii, i w którym kontrola nad nasionami, chemikaliami, maszynami, dystrybucją, i co najważniejsze zyskami, znajduje się w rękach korporacji.

W zeszłym miesiącu Komisja Europejska zezwoliła na fuzję Dow Chemicals i DuPont oraz przejęcie Syngenty przez chińskie przedsiębiorstwo państwowe ChemChina. Następna w kolejce jest potencjalna fuzja Bayeru i Monsanto – nazywana „małżeństwem zawartym w piekle” (marriage made in hell”. Są to jedne z największych przedsiębiorstw rolniczych w historii, prawdziwi Goliaci, z siła rynkową, która może zagrozić drobnym rolnikom na całym globie.

Nie możemy pozwolić na przejęcie kontroli nad naszym pożywieniem i rolnictwem przez korporacje, dla których liczy się jedynie zysk bez względu na koszty. Coraz większa władza korporacji połączona z polityczną fiksacją na wzroście generowanym przez eksport przechyliły szalę na korzyść rolnictwa przemysłowego, zagrażając istnieniu drobnych rolników, bioróżnorodności i środowisku.

W latach 2003-2013 w Europie zniknęły 4 miliony małych gospodarstw rolnych – jest to zdumiewająca liczba, 33% wszystkich gospodarstw w Unii Europejskiej. Jednocześnie 3% farm przemysłowych kontroluje 52% gruntów rolnych na terenie Unii.

Sytuację pogarszają umowy handlowe, które faworyzują globalne łańcuchy żywnościowe zamiast zdecentralizowanych rynków lokalnych – przynosząc korzyści niewielkiej liczbie przedsiębiorstw międzynarodowych. ONZ szacuje, że jeżeli utrzyma się obecny trend ekspansji rolnictwa przemysłowego z intensywnym zastosowaniem chemii, prawdopodobnie w przeciągu mniej niż 60 lat gleby będą już tak zdegradowane, że ich uprawa stanie się niemożliwa. Utrzymywanie status quo po prostu nie jest rozwiązaniem.

Ekspansja przemysłowego systemu żywnościowego budzi opór. Dynamicznie rozwijają się sieci bezpośredniej dystrybucji żywności takie jak Rolnictwo Wspierane przez Społeczność, wzrasta sprzedaż produktów rolnictwa ekologicznego i narasta sprzeciw wobec umów handlowych służących jedynie interesom korporacji. Mity rolnictwa przemysłowego są obalane na najwyższych szczeblach, a drobni rolnicy, a także wielka liczba organizacji społecznych naciskają na Organizację Narodów Zjednoczonych, aby uznała prawa chłopów. Petycja do europejskich ministrów spraw zagranicznych, apeluje o poparcie rządów dla praw chłopów do ziemi, nasion, godziwych dochodów i godnego życia, oraz środków produkcji.

Nadszedł czas, by dotarło to wreszcie do przywódców politycznych. Instytucje europejskie, a także rządy państw na całym kontynencie muszą uwolnić się spod wpływów korporacji i wspierać prawdziwie zrównoważoną żywność i rolnictwo.

Konieczny jest gruntowny przegląd umów handlowych i zmiana Wspólnej Polityki Rolnej. Umieszczenie drobnych rolników i lokalnych systemów żywnościowych w centrum unijnej polityki rolnej, oznacza przesunięcie publicznych pieniędzy od rolnictwa przemysłowego do tych, którzy służą środowisku i społeczeństwu.

Oznaczałoby to zagwarantowanie rolnikom sprawiedliwych cen, wsparcie dla agroekologicznej produkcji żywności i infrastruktury rzemieślniczej, takiej jak niewielkie zakłady przetwórcze i spółdzielnie rolnicze, dzięki czemu mogłyby rozkwitać.

Na poziomie lokalnym, władze powinny wspierać rewitalizację lokalnych sklepów, bazarów, rolnictwo wspierane przez społeczność i systemy sprawiedliwego handlu. Na poziomie międzynarodowym niezbędne jest uznanie prawa drobnych rolników i społeczności do kształtowania i budowy systemu żywnościowego.

Dawidowie tego świata nie są w swoich zmaganiach osamotnieni– ich atutem jest ogromne poparcie społeczne. Rozpoczęła się walka o żywność i rolnictwo, które służą ludziom i całej planecie.

żródło: Common Dreams

Artykuł udostępniony na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 License

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Podpisz petycję na rzecz praw chłopskich i suwerenności żywnościowej

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Komentarz Fundacji Dzika Polska, Greenpeace Polska, Fundacji Greenmind i Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, 21 kwietnia 2017

Foto: Krzysztof Pacholak/Greenpeace

 

W Puszczy Białowieskiej odbyło się dziś uroczyste sadzenie drzew w miejscu, gdzie jeszcze dwa miesiące temu rosły stare świerki i dęby. Spektakl ministra Szyszki stanowi preludium do zapowiadanej wycinki na 2/3 powierzchni ostatniego naturalnego lasu nizinnego Europy. W proteście przeciwko niszczeniu Puszczy aktywiści Greenpeace i Dzikiej Polski rozsypali na terenie wycinki wióry ściętych drzew i umieścili napis „Puszcza to nie plantacja!”.

Nadleśnictwo Browsk wykonało spektakularny zrąb przy drodze łączącej Narewkę z Białowieżą. Pod topór poszły niemal stuletnie świerki, wycięto również stare graby i dęby, niektóre miały ponad 100 lat. Dziś pomiędzy pniami po wyciętych drzewach przedstawiciele resortu środowiska uroczyście sadzili drzewka.

Minister Szyszko postąpił zgodnie ze scenariuszem popularnego, satyrycznego filmu „Ucho Prezesa” – wyciął starodrzew, wykonując wielki „klin napowietrzający”, a starodrzew zastąpiła plantacja, która „za 100 lat będzie miała 100 lat”. Spektakl ministra byłby śmieszny, gdyby rzecz się działa w zwykłym lesie gospodarczym, nie zaś w ostatnim naturalnym lesie Europy. Wycięty fragment lasu miał charakter zbliżony do naturalnego. Jednak zamiast pozwolić na przywrócenie jego naturalnego charakteru, przeprowadzono wycinkę, również drzew martwych oraz dębów. Takie działania niszczą wyjątkowy charakter Puszczy, zamieniając kolejne jej fragmenty w jednowiekowe plantacje i młodniki, ale też pogarszają stan grądu subkontynentalnego, czyli typu siedliska chronionego w Puszczy w ramach programu Natura 2000.

Wydarzenie stanowi preludium do tego, co nastąpi niebawem w całej Puszczy Białowieskiej poza parkiem narodowym i rezerwatami. W ostatnich tygodniach minister Szyszko deklarował, że – zgodnie z decyzją Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych z dnia 17 lutego br. – rozpocznie intensywną wycinkę ponadstuletnich fragmentów lasu, które były i są oficjalnie chronione na podstawie zapisów planu urządzania lasu i planu zadań ochronnych Natura 2000. Wyniki monitoringu prowadzonego przez patrole organizacji pozarządowych potwierdzają, że minister stopniowo realizuje swoje deklaracje, nie zważając na wezwania Komisji Europejskiej dotyczące wstrzymania zwiększonej wycinki w Puszczy. Minister utrzymuje, że wycinki są niezbędne, by poprawić bezpieczeństwo w Puszczy Białowieskiej. W rzeczywistości prace mają typowo komercyjny charakter – oprócz martwych świerków wycina się również zdrowe dęby, ścięte drzewa są sprzedawane, a wycinka odbywa się często z dala od dróg i szlaków.

By utrudnić społeczna kontrolę skali wycinek wprowadzono zakaz wstępu do Puszczy. Lasy Państwowe uchylają się również od udostępnienia mediom i organizacjom dokumentów, w oparciu o które jest prowadzona wycinka. Dzisiejsze wydarzenie w Puszczy Białowieskiej odbyło się w atmosferze tajemnicy, strzeżone przez licznie obecne służby bezpieczeństwa. Dojazd na teren wydarzenia został zablokowany, a w jego pobliże nie byli wpuszczani zarówno przedstawiciele organizacji pozarządowych, jak i mediów.

Zobacz zdjęcia Krzysztofa Pacholaka z Greenpeace

Zobacz zdjęcia Fundacji Dzika Polska

Fot. Krzysztof Pacholak/Greenpeace

 

Więcej informacji:

Greenpeace Polska, Marianna Hoszowska, 664 066 372, marianna.hoszowska@greenpeace.org

Fundacja Dzika Polska, Adam Bohdan, 532 284 313, adam.bohdan@wp.pl

Fundacja Greenmind, Przemysław Chylarecki, 604 555 862

Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Sylwia Szczutkowska, 512 281 664, sylwia@pracownia.org.pl

źródło: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot

Dobra wspólne to rozwijająca się na kontynencie koncepcja, stawiająca na współtworzenie, opiekę oraz trwałość społeczną i ekologiczną. (więcej…)

Walka polityczna o przejrzystość w sprawie glifosatu jest w istocie batalią o niezależną naukę oraz przejrzyste i demokratyczne funkcjonowanie instytucji Unii Europejskiej, pisze pięcioro eurodeputowanych z grupy Zieloni/Wolne Przymierze Europejskie (Greens/EFA).

Eurodeputowani/e Heidi Hautala, Philippe Lamberts, Michèle Rivasi, Bart Staes and Benedek Jávor reprezentują grupę Greens/EFA w Parlamencie Europejskim.

W świetle niedawnego ujawnienia tzw. „Papierów Monsanto” (Monsanto Papers) w trakcie trwającego w USA procesu sądowego dotyczącego glifosatu, postanowiliśmy dzisiaj (24 marca) napisać w tej sprawie list do Prezydenta Komisji Europejskiej Junckera.

Jesteśmy przekonani, że silne i autentycznie niezależne instytucje Europejskie, takie jak Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), Europejska Agencja Medyczna (EMA) i Europejska Agencja Chemikaliów (ECHA) mają kluczowe znaczenie dla ochrony zdrowia publicznego i budowania zaufania społecznego w Unii Europejskiej.

Nie ulega wątpliwości, że przejrzystość jest warunkiem wstępnym jakiejkolwiek demokratycznej debaty. Wymienione wyżej instytucje robią co tylko w ich mocy, aby przekonać opinię publiczną o przejrzystości swojej pracy nad oceną glifosatu, lecz nasza trwająca od roku batalia o uzyskanie dostępu do najważniejszych badań naukowych pokazuje coś całkowicie przeciwnego. Uważamy, że jest to niedopuszczalne.

15 marca 2017 roku, dokładnie w tym samym dniu, kiedy ECHA ogłosiła swoją ocenę bezpieczeństwa glifosatu, upłynął rok odkąd wystąpiliśmy o publiczny dostęp do 75 nieopublikowanych prac naukowych, na podstawie których, zarówno EFSA, jak i ECHA, wydały opinie, że substancja ta nie jest rakotwórcza dla ludzi; w sprzeczności z konkluzją Agencji Badań nad Rakiem Światowej Organizacji Zdrowia (IARC).

Częściowe informacje i ocenzurowane prace naukowe, które jak do tej pory otrzymaliśmy od EFSA, są niewystarczające z dwóch istotnych powodów.

Po pierwsze, EFSA zasadniczo zaprzecza, że ujawnienie badań otrzymanych od przemysłu agrochemicznego leży w nadrzędnym interesie publicznym, a co za tym idzie stawia na pierwszym miejscu interesy handlowe przedsiębiorstw takich jak Monsanto, które połączyły siły, powołując „Grupę Roboczą ds. Glifosatu” (Glyphosate Task Force – GTF) dla obrony swoich interesów.

Nawet informacje o tym, które laboratoria były odpowiedzialne za badania oraz, czy zostały  skontrolowane pod względem przestrzegania norm „dobrych praktyk laboratoryjnych” (GLP) przez niezależne agencje, pozostają do dnia dzisiejszego tajemnicą handlową.

W rezultacie przedsiębiorstwa należące do GFT ustalają ramy oceny naukowej i określają granice przejrzystości publicznej, zarabiając jednocześnie miliardy euro rocznie na sprzedaży pestycydów, których głównym składnikiem jest glifosat. Nie da się nie zauważyć potencjalnego konfliktu interesów, widzą to wszyscy, poza – jak się wydaje – Europejskim Urzędem ds. Bezpieczeństwa Żywności.

Nie trzeba dodawać, że rynek glifosatu jest ogromną żyłą złota i nadal gwałtownie się rozwija. Szacuje się, że zapotrzebowanie na tę kontrowersyjną substancję, która przestała być objęta ochroną patentową, wzrośnie globalnie z około 5 miliardów 2012 roku euro do 9 miliardów euro w 2019.

Przewiduje się, jedną z głównych przyczyn tego globalnego wzrostu zapotrzebowania będzie upowszechnienie upraw GMO odpornych na glifosat. Daje to obraz skali problemu.

Po drugie, mamy powody, żeby przypuszczać, że niektóre z tych prac naukowych mogą zawierać błędy i przejaskrawienia wprowadzone celowo z powodów komercyjnych. Wszakże cały system system został zaprojektowany w taki sposób, że te same przedsiębiorstwa, które chcą uzyskać pozwolenie na wprowadzenie swoich produktów na rynek, muszą przygotować analizy naukowe, których celem jest udowodnienie organom regulacyjnym, że są one bezpieczne – które z przedsiębiorstw chcących sprzedać swój produkt przyznałoby kiedykolwiek, że jest inaczej?

Problem okazuje się jeszcze bardziej poważny, jeśli uświadomimy sobie, że jedną z głównych taktyk stosowanych przez przemysł jest infiltracja organów regulacyjnych i zapewnienie udziału powiązanych z nim ekspertów we właściwych zespołach na wszystkich odpowiednich etapach procesu podejmowania decyzji.

Na przykład część oceny dla ECHA wykonał zespół, w którego skład wchodziło dwóch ekspertów (Boobis i Moretto), którzy uprzednio zostali zmuszeni do rezygnacji z zespołów EFSA ze względu na konflikt interesów.

Jest to konkretny przykład zjawiska, do którego  w swoim nowym raporcie odnieśli się Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. Prawa do Żywności, Hilal Elver i Specjalny Sprawozdawca ds. Praw Człowieka, Niebezpiecznych Substancji i Odpadów, Baskut Tuncak.

Raport ONZ dotyczy stosowania pestycydów w globalnej produkcji żywności i jest bardzo krytyczny wobec korporacji produkujących środki ochrony roślin. Jego autorzy oskarżają je o „systematyczne zaprzeczanie szkodliwym efektom”, „agresywne, nietyczne strategie marketingowe” i intensywny lobbing rządów, który „zablokował reformy i uniemożliwił globalne restrykcje związane ze stosowaniem pestycydów”.

Co ważne, raport również zdecydowanie odrzuca klasyczny mit przemysłu agrochemicznego, że pestycydy są konieczne, aby „nakarmić świat”.

Organy regulacyjne nie powinny zamykać oczu na to, co obecnie dzieje się w ojczyźnie Monsanto, Stanach Zjednoczonych. Jak doniósł w zeszłym tygodniu  Bloomberg, urzędnik Agencji Ochrony Środowiska odpowiedzialny za ocenę rakotwórczości pestycydu Monsanto – Roundupu, chwalił się w rozmowie telefonicznej z członkiem zarządu tej firmy, że „zasługuje na medal, ponieważ potrafił zatrzymać badania innej agencji nad główną substancją chemiczną tego herbicydu”.

Urzędnik ten przestał w zeszłym roku pracować w departamencie pestycydów agencji i jest teraz centralną postacią w ponad 20 pozwach sądowych wniesionych przez amerykańskich rolników, którzy oskarżają Monsanto o to, że nie ostrzegło konsumentów i organów kontrolnych, że ten oparty na glifosacie herbicyd może być przyczyną chłoniaków nieziarniczych (ang. nonHodgkin lymphoma – NHL).

Jednocześnie wewnętrzne dokumenty firmy pokazują, że Monsanto doskonale wiedziało o możliwych skutkach genotoksycznych glifosatu już we wczesnych latach dziewięćdziesiątych.

Ujawnione niedawno dokumenty sądu federalnego rzuciły światło zarówno na na wewnętrzne emaile Monsanto, jak i korespondencję pomiędzy korporacją a amerykańskimi organami regulacyjnymi. Według New York Timesa, zapisy sugerują, że Monsanto samo pisało prace naukowe, a następnie przypisywało je naukowcom.

Te amerykańskie rewelacje powinny mocno zaniepokoić dyrektora naczelnego EFSA, Bernharda Urla, który niedawno skrytykował nas i cały ruch ekologiczny za brak wiary w naukę i kierowaną przez siebie agencję.

Url oświadczył także, że „dyskusja na temat glifosatu nie dotyczy nauki”. Całkowicie mija się z prawdą: wierzymy w wiedzę naukową, która jest niezależna, została zrecenzowana przez środowisko naukowe, jest możliwa do powtórzenia i została opublikowana, na przykład w czasopismach naukowych.

Badania wykorzystane przez EFSA do przeprowadzenia oceny rakotwórczości glifosatu nie spełniają tych kryteriów. Z tego powodu, podobnie jak my, Url powinien doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z szerszym problemem dotyczącym niezależności nauki w ogóle.

Przeprowadzone niedawno badania pokazują, że wskaźnik odtwarzalności badań, który jest podstawową zasadą naukową – w różnych dziedzinach nauki – może być niepokojąco niski.

Wydaje się, że nawet Komisja Europejska jest świadoma tego powszechnego i systematycznie pojawiającego się problemu. W lutym odbyło się spotkanie jej wewnętrznych ekspertów zatytułowane: „możliwe usprawnienia jakości badań laboratoryjnych i ich odtwarzalności”.

Komisja odniosła się konkretnie do „selektywnego przedstawiania wyników, nacisku pracowników naukowych na publikacje i braku standaryzacji procedur służących do pomiaru odniesienia oraz standaryzacji  materiałów referencyjnych”.

Mamy zatem coraz więcej dowodów przeciwko Monsanto i linii obrony EFSA, która jak do tej pory opiera się na zachowywaniu tajemnicy.

Nadszedł czas, aby podejść do tej sprawy z powagą i bronić poważnej, niezależnej nauki, zamiast takiej, która jest finansowana przez przemysł i tajna. Cała ta historia pokazuje również, że z całą pewnością najwyższy czas, aby organy regulacyjne Unii Europejskiej odmówiły przedłużenia tymczasowego zezwolenia na dopuszczenie glifosatu do obrotu w Europie.

źródło: EurActive

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Spotkanie w Warszawie nt. CETA z udziałem Komisarz ds. Handlu Cecilli Malmström to farsa.

Zaplanowany na piątek, 7 kwietnia „Dialog Obywatelski” z udziałem komisarz ds. handlu Cecilli Malmström to zaprzeczenie zarówno idei dialogu, jak i szacunku dla społeczeństwa obywatelskiego. Program wydarzenia nie pozostawia złudzeń: o głos ws. CETA poproszeni zostali wyłącznie zwolennicy umowy. Polskie organizacje społeczeństwa obywatelskiego protestują przeciw cenzurze w debacie i takiemu sposobowi prowadzenia „dialogu”.

Jak wynika z programu spotkania z komisarz Malmström na Akademii Finansów i Biznesu Vistula, głównymi mówcami będą wyłącznie zwolennicy umowy CETA (np. przedstawiciel konfederacji pracodawców Lewiatan) i osoby, które z urzędu muszą wypowiadać się pozytywnie o tej umowie (np. ambasador Kanady czy dyrektor przedstawicielstwa KE w Polsce). Głosów krytycznych po prostu nie przewidziano.

Tematu „Rolnictwo a CETA” nie zreferuje żadna z najważniejszych polskich organizacji rolniczych, Izby Rolnicze czy „Solidarność” Rolników Indywidualnych. Zapewne dlatego, że są one przeciwne CETA – podkreśla Ewa Sufin-Jacquemart z fundacji Strefa Zieleni.

Taki jednostronny wybór prelegentów to skandal – zauważa Maria Świetlik z Akcji Demokracji. Wiemy, że międzynarodowe korporacje forsują umowy takie jak CETA i TTIP, bo umocnią one ich uprzywilejowaną pozycję. Chętnie jeszcze raz przedstawią „korzyści”. Ale to nie impreza lobbystów, tylko spotkanie z przedstawicielką władzy publicznej. Z naszego sondażu wynika, że 38% społeczeństwa chce tej umowy – podkreśla Maria Świetlik i pyta: – Dlaczego 42%, które są przeciwne, nie są reprezentowane w czasie tego Dialogu pani komisarz Malmström? Mamy do czynienia z cenzurą, a nie z dialogiem – podsumowuje.

Umowa CETA wywołała w Polsce i Europie gorącą dyskusje i protesty. Pod oddolną inicjatywą europejską przeciw umowom TTIP i CETA podpisało się prawie 3,5 mln osób.. Pod apelem do Rządu Premier Beaty Szydło w obronie polskiego rolnictwa przed CETA podpisało się ponad 100 tysięcy osób. W demonstracji w październiku zeszłego roku wzięło udział kilka tysięcy osób. Przeciw umowie wypowiedziały się wówczas największe centrale związkowe, organizacje rolnicze, partie z prawej i lewej strony sceny politycznej oraz organizacje pozarządowe.

Foto: Akcja Demokracja

Sprzeciw wobec tej umowy bierze się również z zawarcia w niej kontrowersyjnego arbitrażu inwestycyjnego, czyli przywileju zagranicznych firm do zaskarżania państw, w tym Polski, o wielomilionowe odszkodowania. Mechanizm ten w kraju dostępny jest wyłącznie dla zagranicznych inwestorów, co stawia polskie firmy w gorszej sytuacji. Gorąca debata wokół CETA stworzyła szansę, aby całkowicie zlikwidować to narzędzie międzynarodowych korporacji.

Niestety do tej pory polski rząd nie zdobył się na zdecydowane działania w tej sprawie w obronie polskiego podatnika i społeczeństwa. Umowa CETA wejdzie w życie prawdopodobnie latem tego roku. Potem przyjdzie pora na ratyfikację krajową umowy. To daje szanse na jej odrzucenie. Ta decyzja będzie jednak należała do Rządu i Parlamentu.

Apelujemy do pana ministra Tadeusza Kościńskiego z ministerstwa rozwoju, żeby najpierw spotkał się z polskimi organizacjami społecznymi i obywatelskimi i zaangażował się w autentyczny dialog. Korporacje i tak silnie lobbują za CETA w Brukseli, więc nie musimy im dawać dodatkowego miejsca na ich propagandę w Warszawie  – mówi Rafał Górski z Instytutu Spraw Obywatelskich.

Stanowisko polskich organizacji społeczeństwa obywatelskiego:

Wyrażamy głębokie zaniepokojenie jednostronnością planowanej debaty o CETA podczas wizyty pani Komisarz ds. Handlu Cecilli Malmström 7 kwietnia 2017 r. Apelujemy do Rządu RP i Komisji Europejskiej, aby zawsze umożliwiały polskim organizacjom pełne uczestnictwo w debacie publicznej o umowach handlowych, i aby traktowały ten głos jako pełnoprawny, wartościowy i konieczny wkład, bez którego ucierpiałaby demokracja w Polsce i w Unii Europejskiej.

Akcja Demokracja

Fundacja Strefa Zieleni

Zielone Wiadomości

Instytut Spraw Obywatelskich

Stowarzyszenie Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi Ekoland

Związek Zawodowy Rolników Ekologicznych Św. Franciszka z Asyżu

Greenpeace Polska

Kontakt:

Maria Świetlik, tel. 602 130 875, mail: maria.swietlik@akcjademokracja.pl

źródło: Akcja Demokracja

Ruch na rzecz Suwerenności Żywnościowej Nyéléni Polska i Kooperatywa Spożywcza Dobrze zapraszają na spotkanie inaugurujące kampanię Dlaczego Nie Kupuję w Supermarkecie, które odbędzie się w Stacji Muranów przy ulicy Andersa 13 w Warszawie, w niedzielę 9 kwietnia 2017 roku o godz.13.

 

PLAN SPOTKANIA

13:00 Otwarcie kampanii Dlaczego Nie Kupuję w Supermarkecie, poczęstunek

13:30 Oblicza rolnictwa rodzinnego w Polsce. Dlaczego rolnictwo ekologiczne jest w niszy? Komu sprzyja globalny system rolno-spożywczy? W jaki sposób niszczy bioróżnorodność? Dlaczego potrzebujemy drobnych gospodarstw? Jaka polityka odpowiada za to, że w każdym sklepie – osiedlowym czy supermarkecie są te same produkty? Kto i jak powinien walczyć o prawo do zdrowej żywności? Dyskusja z udziałem rolników – gośćmi będą: Edyta Jaroszewska-Nowak, rolniczka i aktywistka, a także rolnicy współpracujący z Kooperatywą Dobrze, Tomasz Grela, Sławek Serwach i Zbigniew Chajęcki.

14:45 Poczęstunek

15:15 Ekosztuczki w supermarkecie, czyli czym jest greenwashing.

W jaki sposób supermarkety manipulują klientem? Czy kupować produkty ekologiczne i Fair Trade w supermarketach? Będziemy rozmawiać o tym, w jaki sposób jesteśmy omamiani przez wielkie sieci handlowe i co z tego wynika. Prowadzenie: Asia Baranowska z portalu Organiczni.eu.

Kampania Dlaczego Nie Kupuję w Supermarkecie jest wspólnym działaniem Ruchu na rzecz Suwerenności Żywnościowej Nyéléni Polska i Kooperatywy Spożywczej Dobrze z okazji Międzynarodowego Dnia Rolnika i Walk Chłopskich 17 kwietnia 2017 roku.

Więcej informacji: Dlaczego NIE KUPUJĘ W SUPERMARKECIE

Odnowa instytucji czy odświeżenie języka? A może jedno i drugie? Zieloni z całego świata dyskutowali na ten temat w Liverpoolu. (więcej…)

Foto: Friends of the Earth Europe

W głosowaniu 27 marca 2017 przedstawiciele państw członkowskich nie poparli propozycji Komisji Europejskiej w sprawie dopuszczenia do uprawy w UE dwóch nowych odmian genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy 1507 koncernu DuPont Pioneer i kukurydzy Bt11 koncernu Syngenta oraz przedłużenia pozwolenia na uprawę jedynej transgenicznej rośliny uprawianej na terenie UE – kukurydzy MON810.

Podobnie, jak podczas pierwszego głosowania, które odbyło się w styczniu b.r. [1], tak i teraz nie osiągnięto kwalifikowanej większości [2] [3], jednak ten wynik pokazuje, że przeciwników GMO jest znacznie więcej niż zwolenników. Ostateczna decyzja w sprawie autoryzacji leży teraz po stronie Komisji Europejskiej.

Po wyborze na stanowisko Przewodniczącego Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker obiecał udemokratycznienie procesu podejmowania decyzji w UE [4]. Jeśli KE nie uwzględni w swojej decyzji wyniku dzisiejszego głosowania, to złamie tę obietnicę. Większość rządów, europarlamentarzystów i obywateli wyraża sprzeciw wobec GMO. Dwie trzecie krajów unijnych zakazało uprawy roślin transgenicznych na swoim terytorium. Zamiast wspierać ryzykowne przedsięwzięcie korporacji agrochemicznych jakim jest GMO, KE powinna faktycznie wesprzeć rolnictwo ekologiczne, które zapewnia sprawdzone rozwiązania dla rolników, jak i środowiska – powiedziała Joanna Miś-Skrzypczak, koordynatorka ds. polityki ekologicznej z Greenpeace Polska.

—–

[1] http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/swiat/KE-bez-poparcia-rzadow-panstw-czlonkowskich-dla-GMO/

[2] Kwalifikowana większość zostałaby osiągnięta, gdyby przynajmniej 16 państw reprezentujących przynajmniej 65% całkowitej ludności UE opowiedziałoby się za lub przeciw propozycji.

[3] 14 państw EU głosowało przeciw przedłużeniu pozwolenia na uprawę transgenicznej kukurydzy MON810 (AT, BG, CY, DK, EL, FR, IE, IT, HU, LT, LU, LV, PL, SI), co stanowi 43.29% całkowitej ludności UE, 8 państw EU głosowało za (CZ, EE, ES, FI, NL, RO, SE, UK) – 34.45 % całkowitej ludności UE, 6 wstrzymało się (BE, DE, HR, MT, PT, SK) – 22,26% całkowitej ludności UE. 16 państw EU głosowało przeciw dopuszczeniu do uprawy dwóch odmian transgenicznej kukurydzy GM 1507 i Bt 11 (AT, BG, CY, DK, EL, FR, HU, IE, IT, LT, LU, LV, PL, PT, SI, SE), co stanowi 47.27% całkowitej ludności UE, 6 państw EU głosowało za (EE, ES, FI, NL, RO, UK) – 30.45% całkowitej ludności UE, 6 wstrzymało się (BE, CZ, DE, HR, MT, SK) – 22.28 % całkowitej ludności UE.

[4] https://ec.europa.eu/commission/publications/president-junckers-political-guidelines_en

źródło: Greenpeace Polska

Osoby śledzące doniesienia na temat organizowania blokad polowań, z pewnością dochodzą do wniosku, że głównym ich powodem jest sprzeciw wobec „rozrywkowego” pozbawiania życia dzikich zwierząt. Kwestie etyczne stanowią istotny czynnik motywujący aktywistów i aktywistki do działania. Jednak występowanie przeciwko myślistwu ma rozleglejszy sens, także walki ekonomicznej. Jest sprzeciwem wobec rosnącej eksploatacji przyrody dla doraźnych komercyjnych celów.

Przyglądając się danym za ostatnie osiem sezonów łowieckich (2008/2009-2015/2016) umieszczonych na stronach Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ), dostrzegamy, że liczba odstrzału wielu zwierząt łownych wzrasta. Dotyczy to szczególnie danieli (wzrost o 123%), muflonów (wzrost o 192%), jeleni (102%), saren (30%), wreszcie dzików (53%). Choć spada liczba upolowanych ptaków np. kuropatw (spadek o 94%) czy bażantów (spadek o 23%), a także zajęcy (spadek o 16%), to wyraźnie się rysuje tendencja do pozyskiwania jak największej ilości mięsa. Stąd rośnie odstrzał dużych zwierząt, a maleje –  małych. Gdyby porównać wyniki łowieckie na przestrzeni ostatnich ośmiu lat, to zauważamy, iż dziś szacunkowo pozyskuje się o ponad 1/2 więcej mięsa niż wcześniej.

Potwierdzają to też dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) dotyczące skupu dziczyzny. W stosunku do jeleni, saren i dzików (głównych dużych ssaków łownych) wzrósł on między rokiem 2010 a 2015 o ponad 40%. Jest to – dodajmy – tendencja europejska, którą obserwujemy już od kilku dekad. Myśliwi i część naukowców tłumaczy to raczej czynnikami naturalnymi, a nie ekonomicznymi. Utrzymują, że odstrzał jest konsekwencją wzrostu populacji ssaków łownych, który postępuje zasadniczo niezależnie od człowieka. Tak naprawdę jednak funkcje „ochronno-przyrodnicze” łowiectwa sprowadzają się do zabiegów hodowlanych, jak na przykład krytykowane przez ekologów dokarmianie zwierząt w zimie i introdukcje, czyli wprowadzenie nierodzimego gatunku do danego ekosystemu.

Intensywna eksploatacja

Polują nie tylko myśliwi zrzeszeni w kołach PZŁ, ale także leśnicy, a Lasy Państwowe (LP) nie ukrywają, że chciałyby zarabiać nie tylko na handlu drewnem, ale także coraz więcej na sprzedaży dziczyzny. Lasy Państwowe to ogromne przedsiębiorstwo. W Polsce ponad 90% powierzchni lasów jest poddana intensywnej eksploatacji gospodarczej. Spółka przynosi rocznie ponad 400 mln złotych czystego zysku, przy przychodzie ze sprzedaży wynoszącym 8,2 mld złotych. Lasy Państwowe posiadają zatem środki, aby swoje marketingowe plany zrealizować. Temu też prawdopodobnie mają służyć zmiany w Prawie łowieckim. Nowelizacja tej ustawy oprócz tego, że jest odpowiedzią na postulaty miłośników łowiectwa (rekrutujący się w większości spośród uprzywilejowanych klas społecznych), to ma otworzyć nowe możliwości niezakłóconej eksploatacji fauny.

W handlu dziczyzną pośredniczą spółki prywatne. Większość dziczyzny jest eksportowana na Zachód (głównie do Niemiec). Wg GUS wartość eksportu w ostatniej dekadzie wzrosła o blisko 80%. Rynek ten wart jest dziś ok. 177 mln zł (47 mln. USD) i dynamicznie się rozwija. Pojawiają się też rozważania marketingowe –  jak zachęcić Polaków i Polki do kupowania i konsumowania dziczyzny, która dla większości póki co jest po prostu za droga i trudno dostępna. Powoli jednak realizowany jest plan pobudzenia wewnętrznego popytu na dziczyznę, co raczej stoi w sprzeczności z tłumaczeniem, że łowiectwo ogranicza się tylko do zachowania równowagi biologicznej i funkcji „ochronno-przyrodniczych”.

Co to realnie oznacza? Dziś zabija się ok. jednego miliona zwierząt łownych (85-90% odstrzału dokonują członkowie PZŁ, pozostałą część przede wszystkim leśnicy). Pesymiści twierdzą, że ofiarą eksploatacji może rocznie padać nawet ponad 1,5 miliona zwierząt, gdyby uwzględnić te, które umierają ranione, ale nie schwytane przez myśliwych. Presja na odstrzał ciągle rośnie, ale to wcale nie oznacza, że populacja dużych ssaków łownych maleje. Przeciwnie, wkłada się wiele starań, aby do tego nie dopuścić, wraz ze wspomnianym już dokarmianiem czy wprowadzeniem do ekosystemu gatunków obcych (np. danieli). Całe połacie lasów i przyległości zamieniono w tereny de facto hodowlane, a eksploatacja lasów (wycinka) sprzyja powstawaniu polan i młodników, gdzie wiele zwierząt łownych żeruje. Współczesny hodowlany las jest o wiele rzadszy od borów sprzed kilku stuleci, co – wbrew pozorom – sprzyja rozwoju gatunków zwierząt łownych. Przede wszystkim jednak struktura dzisiejszego rolnictwa przyczynia się do powiększania się liczebności wielu ssaków kopytnych, które zyskały dostęp do dużych obszarów bogatych w żywność o każdej w zasadzie porze roku.

Elitarne hobby

Na tym tle nie tyle innego, co dodatkowego  sensu nabierają blokady polowań. 28% naszego kraju zajmują lasy, a wraz z przylegającymi do nich polami, to ogromny obszar, który został zawłaszczony na potrzeby czysto merkantylnych celów. Na styku sektora państwowego (zwierzyna łowna teoretycznie należy do państwa) i biznesu rodzą się prywatne fortuny i dostatnio żyje urzędnicza nomenklatura. Sprzedaje się nie tylko drewno, ale także w coraz większej ilości dziczyznę. Czy dzieje się to w interesie społecznym?

Według jednego z opracowań, myśliwi (ok. 100 tys. osób) to przede wszystkim osoby z wyższy wykształceniem (49,7%), mężczyźni (97,4%), reprezentujący prywatnych przedsiębiorców (34,7%) lub – dodatkowo – menadżerów przedsiębiorstw i kierownictwo instytucji państwowych (32%). Jest to „hobby” wyjątkowo elitarne. Z kolei sama konsumpcja mięsa jest ścisłe spleciona z zajmowaną pozycją społeczną. Jak wykazałem  w książce „Społeczeństwo bez mięsa”, powołując się na badania GUS dotyczące polskich gospodarstw domowych, te o najniższych dochodach konsumują o 1/5 mniej mięsa niż gospodarstwa domowe o najwyższych dochodach. W przypadku dziczyzny rozdźwięk ten jest prawdopodobnie jeszcze większy.

Blokady polowań są zatem próbą odzyskania inicjatywy społecznej w obszarze, w którym pojęcie dobra wspólnego, jak lasy i dzikie zwierzęta, zostało dawno zatracone – pomimo obowiązujące rządowej retoryki ochrony przyrody. Chroni się jedynie zasób, na którym swoją łapę położyły uprzywilejowane klasy społeczne – mężczyźni z wyższym wykształceniem, kierujący prywatnymi firmami lub przedsiębiorstwami i instytucjami państwowymi.

Artykuł po raz pierwszy opublikowany  w anarchistycznej gazecie ulicznej „A-tak” nr.5/2017.

 Ukazał się również w Zielonych Wiadomościach nr. 028/lipiec 2017, do ściągnięcia w formacie pdf: http://zielonewiadomosci.pl/numer/28/

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Likwidacja gimnazjów jest jednym z najmniej istotnych elementów potrzebnych naszym szkołom zmian. Całkiem możliwe, że nie jest potrzebna w ogóle. (więcej…)

Belgijski projekt Nassonia, stawiający sobie za cel odtworzenie naturalnego lasu w Walonii, wzbudził zarówno wiele kontrowersji, jak i entuzjazmu. (więcej…)

Informacja prasowa Greenpeace, Nykiel (woj. wielkopolskie, 25.03. 2017 r.

“Odkrywka kradnie nam wodę!” – protest mieszkańców nad wyschniętą Notecią

25 marca br. mieszkańcy terenów zagrożonych działalnością kopalni odkrywkowych węgla brunatnego zgromadzili się w pobliżu wyschniętego na skutek działania odkrywek koryta Noteci niedaleko Konina (wschodnia Wielkopolska) i po raz kolejny wyrazili sprzeciw wobec budowy nowych odkrywek. Ponad 250 osób utworzyło łańcuch ludzi obok ogromnego, widocznego z lotu ptaka napisu “Odkrywka kradnie nam wodę!”.

Foto: Greenpeace/Flickr/Creative Commons

Jednym z istotnych problemów związanych z odkrywkami węgla brunatnego jest wysychanie gruntów rolnych, studni, stawów i potoków. To skutek działania leja depresji, czyli obszaru, na którym zwierciadło wód podziemnych pod wpływem odkrywki znacząco obniża się w stosunku do poziomu naturalnego. Sugestywnym symbolem tego zjawiska jest trwające od prawie dwóch lat, niezależnie od pory roku i ilości opadów, całkowite osuszenie koryta siódmej co do wielkości rzeki w Polsce, Noteci, na odcinku ok. 30 kilometrów. Dlatego w sobotę mieszkańcy 4 województw dotkniętych lub zagrożonych działalnością odkrywek (wielkopolskiego, kujawsko-pomorskiego, lubuskiego i dolnośląskiego), wspierani przez ekspertów i organizacje pozarządowe, zgromadzili się w miejscowości Nykiel niedaleko Konina i wspólnie zaprotestowali przeciwko budowie planowanej odkrywki Ościsłowo. Ponad 250 osób utworzyło łańcuch ludzi ciągnący się od suchej Noteci do leżącego w pobliżu zbiornika pokopalnianego w wyrobisku dawnej odkrywki Lubstów. Obok uczestnicy protestu rozłożyli ogromny, widoczny z lotu ptaka napis “Odkrywka kradnie nam wodę!”.

Foto: Greenpeace/Flickr/Creative Commons

Protest mieszkańców wsparli przedstawiciele Stowarzyszenia „Eko‑Przyjezierze”, Stowarzyszenia „Nasz Dom”, Fundacji „Rozwój tak – odkrywki nie”, Stowarzyszenia „Nie kopalni odkrywkowej” oraz Greenpeace Polska.

To symboliczne miejsce, bo wyschnięta rzeka pokazuje problem, z którym od lat się zmagamy. Rolnikom na Kujawach i w Wielkopolsce już teraz zaczyna brakować wody do nawadniania pól, niemożliwa staje się uprawa wielu roślin. Wysychają ważne turystycznie jeziora Pojezierza Gnieźnieńskiego. Uruchomienie nowej odkrywki w Ościsłowie pogłębi dramatyczny problem z wodą w naszym pięknym regionie i zrujnuje życie wielu mieszkańców – powiedział Józef Drzazgowski, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego “Eko-Przyjezierze”.

Foto: Greenpeace/Flickr/Creative Commons

Planowana odkrywka Ościsłowo wymusi wysiedlenie w całości lub części aż 13 miejscowości. Jej budowa oznacza ogromne straty dla rolnictwa, przyrody i dziedzictwa kulturowego regionu. Naukowo udokumentowany niszczący wpływ dotychczasowych kopalni odkrywkowych został uwzględniony przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Poznaniu, która 10 marca br. odmówiła wydania decyzji środowiskowej dla tej inwestycji. To jednak nie koniec zmagań mieszkańców o powstrzymanie budowy kopalni, gdyż inwestor, PAK KWB Konin, zapowiada odwołanie do wyższej instancji – Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ).

RDOŚ uznał wagę licznych niezależnych ekspertyz, które były miażdżące dla inwestora. To pokazuje, że czas wreszcie skończyć z tym chybionym pomysłem. Bronimy naszych miejsc pracy w turystyce, rolnictwie i przemyśle spożywczym. Zysk koncernu węglowego nie może być ważniejszy od dobrobytu mieszkańców i rozwoju regionu – powiedział Andrzej Dąbek, radny gminy Ślesin.

Nawet opierając się na optymistycznych założeniach raportu środowiskowego [1], można wyliczyć, że lokalna gospodarka będzie ponosić z powodu odkrywki straty rzędu 100 mln złotych rocznie przez 50 lat, chociaż sama eksploatacja węgla potrwa tylko 20 lat. Ponadto z powodu niestabilności gruntu na obszarach pokopalnianych tereny te nie będą mogły zostać zasiedlone jeszcze długo po zakończeniu wydobycia.

Geologii nie da się oszukać – ekonomiczne zasoby węgla brunatnego niedługo się wyczerpią, a budowa nowych odkrywek to kolosalne koszty finansowe, gospodarcze i środowiskowe. Gołym okiem widoczne są dramatyczne skutki dotychczasowej eksploatacji odkrywek PAK-u na gospodarkę wodną. Wysychanie Noteci i okolicznych jezior to jeden z problemów, innym są np. źle oczyszczone wody z odwodnienia odkrywki Tomisławice, które zamieniły rzekę Pichnę w pozbawiony życia ściek. Węgiel brunatny to paliwo bez przyszłości, tym bardziej, że już od dawna nie jest jedyną opcją – powiedział dr Michał Wilczyński, niezależny ekspert ds. paliw i energii, były Główny Geolog Kraju.

Polska ma dobre warunki do rozwoju energetyki odnawialnej. Potencjał OZE w Polsce znacznie przekracza potrzeby energetyczne. System oparty na źródłach odnawialnych przynosi wielorakie korzyści, m.in. tworzy dziesiątki tysięcy miejsc pracy, głównie lokalnych [2]. Dynamiczny rozwój OZE jest wyraźnym światowym trendem, a także kierunkiem zmian proponowanych w unijnym pakiecie “Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”, który Polska będzie miała za zadanie wdrożyć do swojego prawodawstwa [3].

Czas skończyć z bałwochwalczym uwielbieniem dla węgla. Dalsze uzależnianie krajowej energetyki od tego archaicznego i brudnego paliwa godzi w polską rację stanu. Budowa kolejnych odkrywek to działanie na szkodę państwa polskiego, sprzeczne z interesem Polaków. Właściwym sposobem wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski jest postawienie na rodzime źródła energii odnawialnej i poprawa efektywności energetycznej, a nie kopanie dziur w ziemi – powiedział dr hab. Leszek Pazderski, naukowiec i ekspert do spraw polityki ekologicznej Greenpeace Polska.

Foto: Greenpeace/Flickr/Creative Commons

Protest na pograniczu Wielkopolski i Kujaw wpisuje się w działania Break Free, globalnego ruchu ludzi, którzy nie chcą być dłużej bezbronni wobec koncernów energetycznych i negatywnych skutków zmian klimatu wywoływanych przez spalanie paliw kopalnych. Od 12 do 31 marca na całym świecie odbywają się pokojowe protesty, manifestacje i happeningi nawołujące do wejścia na drogę sprawiedliwej transformacji w kierunku odnawialnych źródeł energii i poprawy efektywności energetycznej.

[1] Raport o oddziaływaniu na środowisko odkrywki Ościsłowo, Przedsiębiorstwo Projektowo-Usługowe Ekogeo, Wargowo, lipiec 2015 r.

[2] [R]ewolucja energetyczna dla Polski – scenariusz zaopatrzenia Polski w czyste nośniki energii w perspektywie długookresowej, Instytut Energetyki Odnawialnej, Warszawa, październik 2013 r., http://www.greenpeace.org/poland/pl/press-centre/dokumenty-i-raporty/Rewolucja-energetyczna-dla-Polski/

[3] Unijny pakiet “Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”, 30 listopada 2016 r. http://europa.eu/rapid/press-release_IP-16-4009_pl.htm

źródło: Greenpeace