Aktywiści i aktywistki Greenpeace po raz kolejny wzywają polski rząd do ogłoszenia planu odejścia od węgla do 2030 r. i ponownie uniemożliwiają rozładunek transportu węgla w gdańskim porcie. W środę, 11 września ekolodzy wspięli się na dźwigi w terminalu węglowym portu w Gdańsku i zatrzymali ich pracę. Ten pokojowy protest odbywa się 2 dni po tym, jak aktywiści i aktywistki namalowali na burcie statku węglowego ogromny napis „Węgiel stop”, a żaglowiec Rainbow Warrior wpłynął do portu i rzucił kotwicę przy terminalu węglowym, blokując transport węgla do Polski.

Premier Mateusz Morawiecki tłumaczył wczoraj, że uzależnienie naszej gospodarki od węgla i rosnący import tego surowca jest winą poprzednich rządów. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość ma władzę od czterech lat. W tym czasie rząd zatrzymał rozwój energetyki słonecznej i wiatrowej, minister energii Krzysztof Tchórzewski rozpoczął budowę nowej elektrowni węglowej w Ostrołęce, a import węgla w ostatnich dwóch latach wzrósł ponad dwukrotnie. Łukasz Schreiber z kancelarii premiera przyznał, że Polska nie jest już w stanie wydobywać węgla w ilościach niezbędnych, by zaspokoić potrzeby obecnego systemu energetycznego. Najwyższy czas, aby premier przestał udawać, że nie rozumie co się wokół niego dzieje i przyznał, że odejście od węgla jest niezbędne i nieuniknione. Rząd powinien skupić się na wyznaczeniu konkretnej daty i przygotowaniu planu sprawiedliwej transformacji – powiedział Paweł Szypulski, dyrektor programowy Greenpeace Polska.

Tymczasem premier Morawiecki w czerwcu zablokował unijną strategię mającą na celu osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Osiągnięcie neutralności klimatycznej przez Europę ma znaczenie nie tylko w walce z kryzysem klimatycznym, ale też uniezależniłoby Polskę od importu paliw kopalnych – węgla, gazu i ropy.

W ostatnich latach bijemy rekordy w imporcie „polskiego czarnego złota”. W zeszłym roku import węgla wzrósł do blisko 20 milionów ton. Co czwarta tona węgla kamiennego używana nad Wisłą pochodzi już z zagranicy. Zdecydowana większość trafia do nas z Rosji, a reszta z krajów tak odległych, jak Australia, Stany Zjednoczone, Kolumbia czy Mozambik.

Jak wykazują analizy eksperckie, jeśli nie odejdziemy od spalania węgla, import będzie w kolejnych latach rosnąć [1]. Według ostatnich danych Państwowego Instytutu Geologicznego rachunek za importowany węgiel w 2018 roku wyniósł prawie 8 mld zł i był ponad 3-krotnie wyższy niż 2 lata wcześniej. Pieniądze te wypływają z naszej gospodarki zamiast finansować na miejscu rozwój czystych i zdrowych odnawialnych źródeł energii.

Nie damy się uciszyć. Za kilka tygodni odbędą się w Polsce wybory, a politycy zajmują się wszystkim, tylko nie kryzysem klimatycznym. Jesteśmy w porcie w Gdańsku, bo domagamy się od rządu konkretnego planu odejścia od węgla. Tutaj widać najlepiej jak absurdalne są efekty obecnej polityki energetycznej. Przez port w Gdańsku trafiają do Polski miliony ton węgla z całego świata Te pieniądze powinny zainwestować w krajowe źródła i dać Polakom pracę w sektorze energetyki odnawialnej – komentuje Marek Józefiak, jeden z aktywistów protestujących w porcie.

W poniedziałek, 9 września przed północą zamaskowani funkcjonariusze straży granicznej z bronią automatyczną wtargnęli na pokład żaglowca Rainbow Warrior. Kapitan oraz jedna z aktywistek biorących udział w proteście zostali zatrzymani. Do chwili obecnej wciąż nie zostały postawione im zarzuty.

[1] https://forum-energii.eu/public/upload/articles/files/4%20scenariusze(2).pdf (str. 56)

Źródło: Materiały prasowe Greenpeace Polska

W poniedziałek, 9 września przed północą zamaskowani funkcjonariusze straży granicznej z bronią maszynową wtargnęli na pokład żaglowca Rainbow Warrior biorącego udział w pokojowym proteście w porcie węglowym w Gdańsku. Grozili bronią, rozbili okno i dostali się na mostek. Aktywistki i aktywiści Greenpeace, którzy wcześniej zablokowali transport węgla z Mozambiku, zostali zatrzymani. Swoim protestem obrońcy klimatu wezwali polski rząd do ochrony klimatu i odejścia Polski od węgla do 2030 roku. Mimo pokojowego charakteru protestu, podjętego w sprawie kluczowej dla bezpieczeństwa Polek i Polaków, służby państwowe podjęły radykalne, nieadekwatne do sytuacji działania.

Fot.: Greenpeace Polska

Chcielibyśmy, aby polskie władze działały tak szybko i zdecydowanie w sprawie kryzysu klimatycznego, jak to robią tłumiąc pokojowe protesty. Obrońcy klimatu zwrócili uwagę na absurdy polityki energetycznej Polski. W imię obrony interesów lobby węglowego, nasz rząd nie chroni klimatu i nie inwestuje w polskie, odnawialne źródła energii. Zamiast budować wiatraki czy biogazownie, importujemy na potęgę „polskie czarne złoto”, głównie z Rosji, ale też z krajów tak odległych jak Australia, Kolumbia czy Mozambik. Tym, którzy mają odwagę sprzeciwiać się takiej polityce, grozi się bronią maszynową – powiedział Marek Józefiak, koordynator kampanii Klimat i Energia w Greenpeace Polska.

Aby kryzys klimatyczny nie przerodził się w katastrofę, Polska, podobnie jak inne kraje Unii Europejskiej, musi do 2030 roku odejść od węgla, a w ciągu kolejnej dekady od pozostałych paliw kopalnych – gazu i ropy. Jak wskazują analizy eksperckie, jeśli Polska nie przestawi się na energetykę odnawialną, import węgla do Polski będzie wzrastał, osłabiając bezpieczeństwo energetyczne państwa [1].

[1] https://forum-energii.eu/public/upload/articles/files/4%20scenariusze(2).pdf (str. 56)

Źródło: informacja prasowa Greenpeace.pl

Współcześni 30-40-latkowie mogą dożyć czasów, gdy z polskich lasów zniknie 75 proc. drzew, a wraz z nimi setki gatunków innych roślin, a także grzybów i zwierząt – prognozują naukowcy z PAN, w udostępnionym PAP opracowaniu.

Jednym z zagadnień badanych współcześnie przez naukowców jest globalny kryzys klimatyczny. Jego konsekwencjami są m.in. coraz częściej obserwowane ekstremalne zjawiska pogodowe, nienotowane w historii wysokie lokalne temperatury, długie okresy suszy, pustynnienie oraz zmniejszenie liczby gatunków.

Wśród naukowców panuje konsensus, że najważniejszą przyczyną obecnego kryzysu klimatycznego jest działalność człowieka. Tymczasem stężenie CO2 w atmosferze systematycznie rośnie.

Grupa naukowców z PAN zastanawia się, w jaki sposób można byłoby załagodzić efekty kryzysu klimatycznego na terenie Polski i uchronić rodzime zasoby naturalne przed zniszczeniem.

„Wskazujemy groźne konsekwencje, które już zaczynają dotykać otaczającą nas przyrodę. Jest naszym obowiązkiem mówić o tym głośno” – powiedział PAP prezes PAN prof. Jerzy Duszyński. Jest on współautorem komunikatu napisanego wspólnie z innymi naukowcami akademii: prof. Andrzejem Grzywaczem, dyrektorem Instytutu Dendrologii PAN – Andrzejem M. Jagodzińskim, dyrektorem Ogrodu Botanicznego PAN – dr. Pawłem Kojsem, wicedyrektorem Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN – prof. Krzysztofem Kujawą i wiceprezesem PAN – prof. Romualdem Zabielskim. Dokument powstał na podstawie wniosków, które naukowcy wyciągnęli na podstawie analiz, które opublikowali w ostatnim czasie na łamach periodyków naukowych, m.in. w „Global Change Biology”.

Naukowcy w komunikacie przesłanym PAP zauważają, że najefektywniejszym rozwiązaniem byłoby ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Pomocne mogą być też lasy. Naukowcy zwracają uwagę, że potencjał drzew i lasów w wychwytywaniu dwutlenku węgla z atmosfery jest bowiem duży.

Przypominają, że lesistość Polski wzrasta od zakończenia II wojny światowej – obecnie to prawie 30 proc. powierzchni naszego kraju. Podkreślają jednak, że nie każde odnowienie lasu przyniesie spodziewane rezultaty, bo zmiany klimatu postępujące według wielce prawdopodobnego, ale umiarkowanego scenariusza, bardzo zmienią szatę roślinną w Polsce.

Badacze wyliczają, że są gatunki drzew, które je przeżyją: jodła pospolita, buk zwyczajny, jesion wyniosły, dąb szypułkowy i dąb bezszypułkowy. Są też gatunki, które na obszarze Polski będą występować zdecydowanie rzadziej: sosna zwyczajna, świerk pospolity, modrzew europejski oraz brzoza brodawkowata.

„To szokujące dane, gdy weźmie się pod uwagę to, że sosna stanowi 58,5 proc., brzoza 7,5 proc., a świerk 6,4 proc. powierzchni lasów w Polsce” – alarmują naukowcy. Z analiz naukowców z PAN wynika, że w perspektywie kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, mogą z polskich lasów zniknąć gatunki drzew, które dzisiaj stanowią główny składnik drzewostanów na blisko 75 proc. ich powierzchni.

„Za tym nastąpi zagłada setek gatunków grzybów oraz zwierząt. Istotnie zmieni się nasza przyroda. To zatrważający, ale wysoce prawdopodobny scenariusz” – zauważają. „Należy zrobić wszystko, aby ten ponury scenariusz przebiegł możliwie najłagodniej. Jednym z pilnych działań, które zmniejszy jego surowość, będzie sadzenie gatunków drzew dobrze przystosowanych do przewidywanych zmian klimatu. Polska Akademia Nauk deklaruje gotowość i wolę przyjęcia roli konsultanta merytorycznego tego programu” – piszą naukowcy.

Stwierdzają, że leśnicy w ramach zrównoważonej gospodarki leśnej już obecnie przebudowują lasy w Polsce – to może być pewną receptą przeciwdziałającą ich wizji. W miejsce drzewostanów sosnowych czy świerkowych rosnących na żyznych siedliskach wprowadzają np. dęby, buki, lipy i klony – gatunki drzew, dla których te siedliska są optymalne.

Badacze przeanalizowali też rokroczne nasadzenia wykonywane przez Lasy Państwowe w postaci 500 mln drzew. Jak piszą, są to obecnie niemal wyłącznie odnowienia, czyli drzewa sadzone w miejsce drzew wyciętych. Dodatkowo, co roku na innych terenach sadzi się ok. 300 milionów drzew.

W ocenie naukowców taki sposób zalesiania nie wpłynie znacząco ani na powierzchnię lasów w Polsce, ani na poziom węgla zmagazynowanego w drzewach. „Kiedy wycinamy duże drzewa i wywozimy je z lasu, a na ich miejsce sadzimy młode drzewka, w sumie w lesie ubywa drewna magazynującego dwutlenek węgla” – zauważają.

Profesorowie podkreślają ponadto, że istnieje zasadnicza różnica pomiędzy zwiększeniem o 500 milionów liczby dużych drzew na terenie Polski, a posadzeniem 500 milionów młodych drzew ze szkółek leśnych – bo tylko niewielka część z nich osiągnie dojrzały wiek.

Stawiają też pytanie: „czy w Polsce jest miejsce na 500 milionów nowych drzew, które dożyją wieku dojrzałości biologicznej”. Widzą jednak rozwiązanie tego dylematu. Jak piszą, można zalesić ok. 2 mln hektarów najsłabszych gruntów oraz tereny górskie, zwłaszcza w obszarach zlewni najważniejszych rzek Polski. Dzięki temu – w ich ocenie zwiększyłoby się przy okazji bezpieczeństwo przeciwpowodziowe.

„W ten sposób osiągnęlibyśmy lesistość na obszarze Polski ok. 11 mln ha i w praktyce zwiększylibyśmy potencjał magazynowania CO2 w naszych lasach o co najmniej 10 proc. Proponowane 500 milionów dorodnych drzew pozwoliłyby podnieść lesistość Polski do poziomu ok. 35 proc.” – konkludują.

→ Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

W środę o godzinie 13:30 w siedzibie Polskiej Grupy Energetycznej w Warszawie “Rodzice dla klimatu” przekażą prawie 10 tysięcy podpisów pod apelem o zdecydowane zmniejszenie szkodliwych dla klimatu emisji z elektrowni w Bełchatowie.

Rodzice to – zaraz po młodzieży – część społeczeństwa, która przeżywa największy niepokój o przyszłość i domaga się wprowadzenia racjonalnego planu walki z zagrożeniami m. in z kryzysem klimatycznym. We wręczanej petycji jako istotne źródło zagrożenia wskazane zostały elektrownia i kopalnia węgla brunatnego „Bełchatów”, które odpowiadają za 10 procent wszystkich polskich emisji podgrzewającego klimat dwutlenku węgla i tym samym są największym emitentem w Europie i drugim największym emitentem na świecie. Położona w najbardziej zagrożonym pustynnieniem województwie łódzkim kopalnia jest przyczyną największego w Europie leja depresyjnego – obszaru pozbawionego wody na potrzeby wydobycia węgla. W sytuacji szybko postępującego kryzysu klimatycznego, rysuje się wybór: albo nasza przyszłość, albo Bełchatów.

Magda, mama Olgi i Borysa „Rodzice dla klimatu”: Podpisałam petycję i angażuję się w jej doręczenie ponieważ moje dzieci są dla mnie najważniejsze. Czuję się odpowiedzialna za zapewnienie im bezpiecznej przyszłości i to jest mój sposób na zadbanie o świat, w którym będą dorastać i żyć.

Patrycja, mama Ingi i Poli „Rodzice dla klimatu”: Poczucie bezradności wobec tak wielkich przedsiębiorstw, które bez skrupułów niszczą nasz wspólny klimat budzi we mnie gniew. Jestem też zła na siebie, że zbyt mało dotąd robiłam w tej sprawie. Jestem zła, że dzieci musiały wyjść na ulicę, żebyśmy dostrzegli problem i zaczęli wreszcie działać.

Jan Mencwel z fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi: Fundacja ClientEarth zainicjowała petycję przed szczytem klimatycznym w Katowicach w grudniu 2018. Pod wezwaniem podpisało się do dziś prawie 10 tysięcy osób. Dlatego wręczają ją sami sygnatariusze – ta petycja należy do nich i wyraża oczekiwania osób poważnie myślących o przyszłości w obliczu kryzysu klimatycznego.

Naukowcy nie mają wątpliwości, że brak zdecydowanej interwencji w sprawie zmiany klimatu oznacza problemy z dostępem do wody pitnej, częstsze występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych takich jak niebezpieczne dla zdrowia dzieci i osób starszych upały, susze  zmniejszające produkcję rolniczą, nawalne deszcze, trąby powietrzne, huragany, rozwój chorób wcześniej występujących tylko w tropikach. W dalszej perspektywie czekać nas mogą kryzysy gospodarcze, polityczne i społeczne: konflikty, migracje i dalsze pogorszenie sytuacji materialnej biedniejszej części społeczeństwa.

Źródło: ClientEarth Prawnicy dla Ziemi

W związku z awarią oczyszczalni ścieków „Czajka” w mediach pojawiły się alarmujące nagłówki informujące o klęsce ekologicznej na Wiśle.
Zielone Wiadomości – Czy taki przypadek wskazuje na głębszy problem związany z krajowym programem realizacji dyrektywy ściekowej, czy to problem systemowy? Pytamy Artura Furdynę, przewodniczącego Towarzystwa Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy, członka Koalicji Ratujmy Rzeki, ichtiologa, specjalistę od ekologii wód płynących, od trzech dekad społecznie, zawodowo i naukowo aktywnego na rzekach Pomorza Zachodniego. Stowarzyszenie od lat za jeden z głównych napotykanych problemów zagrażających dobremu stanowi ekologicznemu wskazuje wprowadzanie ścieków, nie tylko z instalacji do oczyszczania ścieków komunalnych, ale także ścieków rolniczych i przemysłowych.

– Po pierwsze, jeśli chodzi o ścieki, to tu wszystkie rządzące ekipy po kolei mają wkład w problem, od kilku dekad. To jest problem systemowy, który zaczyna się w pozwoleniach na „ewentualny zrzut”, tzw. pozwolenia zintegrowane…

Fakt, że budowane są instalacje, które tak naprawdę w wielu przypadkach jedyne co czyszczą, to kieszenie społeczeństwa, jest efektem manipulacji zapisami prawa, i „krytych tą drogą” niedoróbek i błędów popełnionych przy okazji krajowego programu oczyszczania ścieków. W prawie istnieje furtka, której także obecna zmiana nie raczyła zamknąć, pozwalająca i wykorzystywana na tworzenie iluzji „oczyszczania” ścieków i skutecznie chroniąca niedbalstwo, czy ewidentne błędy, a nierzadko nadużycia, w gospodarce ściekami. Znam kilka przykładów, że eksperci wskazywali rozwiązanie, a i tak „inwestor” wybierał drogie, źle działające rozwiązania…. nikt nad tym od dawna nie panuje.

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska musi zawiadomić o kontroli 7 dni wcześniej!!!!!! a na bieżąco to operator instalacji „sam siebie pilnuje”… podobnie hodowcy ryb, czy inni użytkownicy wód, często omijają wymogi właściwego oczyszczania wód poprodukcyjnych np. lagunami, często niewydolnymi w stosunku do poziomu produkcji. Efekty takich oszustw wykryje każdy ichtiolog, inżynier środowiska, czy pokrewnych dziedzin po stanie rzeki poniżej zrzutu wód z obiektu, jednak system prawny tak skutecznie został zagmatwany, że udowodnienie szkody w środowisku jest karkołomne, a często niemożliwe.

– Jak to wygląda w praktyce?

– Można, przy determinacji zdyscyplinować jakieś „przypadek”, jak TPRIIG po 5 latach interwencji „u wszystkich świętych”, do samorządu regionalnego, przez RDOŚ po media na rzece Inie w Stargardzie. Niestety okazało się, że po dwóch latach już znów „coś nie działa”, i po każdym letnim deszczu znów w Inie w dół Stargardu rzeka pełna jest zdechłych ryb. W ocenie specjalistów generalnie system jest chory, bo, mimo obecności kosztownych instalacji w większości gmin, zła praca wielu z nich pozwala wnosić do wód kupę związków azotowych i fosforowych. Zgoda na to zawarta jest w pozwoleniach zintegrowanych, ale też w zawyżonych normach dopuszczających więcej niż dawniej związków azotu i fosforu w „oczyszczonych ściekach”. Po to celowo : podniesiono celowo „normę”….

Kolejna sprawa to obdarowywanie ubogich gmin kosztownymi w utrzymaniu instalacjami, w tym rozległymi sieciami rurociągów „spinających dziesiątkami kilometrów” nierzadko pojedyncze zabudowania na wsiach… w efekcie koszty utrzymania są trudne do udźwignięcia nie tylko dla małych gmin, ale też całkiem zasobnych, jak Białogard, gdzie woda w gminie wiejskiej kosztuje dziś prawie 50 pln/m3. W wielu małych gminach otwierane z pompą oczyszczalnie ścieków po krótkim czasie przestają działać prawidłowo, bo gmin na nie nie stać. Po prostu, stają przed wyborem, szkoła, czy ścieki…

Po trzecie: u nas, żeby było lepiej chyba by trzeba zrzut ścieków powyżej ujęć wody instalować… ale to zadziała tylko tam, gdzie pobór jest z wód powierzchniowych… znaczna część dziś jest z wód podziemnych, których ochrona, jak widać np po sytuacji w pobliżu Goleniowa, gdzie „inwestor” dostał zgodę na zwożenie do wyrobiska pokopalnianego odpadów, i nie wiadomo czego jeszcze… ostatnio pokazał badania „gwarantujące”, że zbiornik jest izolowany co najmniej 0,5 m glin zwałowych…. od zbiornika wód podziemnych nr 123 z którego wodę pije ponad milion ludzi….

– Jakieś przykłady prawidłowych działań, dobre praktyki, na których powinny wzorować się samorządy?

– Nie można oczywiście generalizować, bowiem wiele obiektów działa poprawnie, zwykle w większych w miastach, ponieważ stać je na inwestycje. Doskonały przykład to Słupsk, gdzie oczyszczalnia dzięki świetnemu od lat zarządzaniu jest praktycznie niezależna energetycznie. Biogaz wspierany fotowoltaiką zabezpiecza zapotrzebowanie. Podobnie rozwija się oczyszczalnia w Goleniowie…

 – Jakie miasta odczują skutki awarii?

Na szczęście dla społeczeństwa rozmiary Wisły, nawet przy skrajnie niskim poziomie wód, ORAZ DZIĘKI TEMU, ŻE NIE JEST UREGULOWANA, A WIĘC MA WYSOKĄ ZDOLNOŚĆ SAMOCZYSZCZANIA, powinny skutecznie skonsumować wprowadzaną materię organiczną z nieoczyszczonych ścieków. Nie znaczy to jednak, że nic się rzece nie stanie. Stanie się eutrofizacja, która spiralą pobudzi się aż po Zatokę Gdańską, dokładając kolejne tony związków fosforu do zakwitów sinic, i innych glonów. Po drodze także może się zrobić jeszcze bardziej zielono. Szczególnie odczuje zrzut Włocławek, jako zbiornik. Ale to tylko część problemu, bowiem wraz ze ściekami z Warszawy znów płynie do Wisły ogromna porcja sztucznych tworzyw, leków i innych chemikaliów, bakterii, pogarszając i tak niezachwycający stan naszej Królowej Rzek.

Nowoczesne ujęcia wody w dół od awarii pewnie poradzą sobie z oczyszczeniem wody z tego, co w niej jest, ale koszty tego procesu, i tak już niemałe, muszą wzrosnąć… a więc koło się jednak zamyka. Społeczeństwo jest systemowo “nabijane w butelkę”. Płacimy i za oczyszczanie ścieków, i coraz droższe przystosowanie wody do picia…. Skażonej źle oczyszczanymi ściekami. Po prostu mistrzostwo świata.

Nie jedyne zresztą, bowiem w ten sam sposób płacimy za susze, za powodzie, za retencję i w końcu coraz więcej za żywność zależną od gospodarki wodnej, za którą przecież już zapłaciliśmy….

– Mieszkańcy miast obawiają się skutków tej awarii dla jakości wody pitnej, a jaki to ma wpływ na ekosystem Wisły?

–  Wisła się obroni, dzięki swej dzikości, ale, jeśli po drodze ścieki zostaną skoncentrowane w jakiejś mniejszej odnodze, może dojść do śnięć ryb w efekcie drastycznego spadku tlenu. Często w mediach słyszymy ostatnio o przyduchach, jako przyczynie śnięć ichtiofauny. To manipulacja. W zdrowej rzece przyducha jest niemożliwa. To zjawisko spotykane w zeutrofizowanych jeziorach, i tu także przy dobrym stanie ekologicznym rzadko dochodzi do odtlenienia całego słupa wody… Strefy beztlenowe powstają na pewnej głębokości, a życie w większości zdąża  uciec w wyższe warstwy. Proces jest groźniejszy w sztucznych zbiornikach, które nie mają ustabilizowanej równowagi biologicznej.Przyducha jest efektem, a nie przyczyną. Jest efektem zużycia tlenu przez szybko rozkładającą się materię organiczną.

Ta lekcja jest szczególnie ważna wobec forsowanych obecnie planów regulacji i zabudowy głównych polskich rzek dla potrzeb żeglugi. Zwanych, co prawda, przeciwpowodziowymi,  wystarczy jednak zajrzeć na przetarg ogłoszony właśnie przez zarząd portów Szczecin- Świnoujście, by mieć jasność w kwestii prawdziwego celu tych wszystkich, PRZEDSIĘBRANYCH NA KREDYT Z BANKU ŚWIATOWEGO,  podkomponentów, w całości składających się na kanalizację Odry, a potem Wisły i innych rzek. V klasa to kanał, zapory, śluzy i coraz mniej wody w dolinie rzeki w efekcie postępującej erozji wgłębnej zawężonego sztucznie koryta skanalizowanej rzeki.

Jednocześnie to coraz mniejsza zdolność systemu rzecznego do samooczyszczania w efekcie zbliżenia rzeki do rury, w której życie nie ma miejsca.

→ Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

 

Do Przewodniczących Parlamentu Europejskiego, Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej oraz Krajów Członkowskich UE,

Z wielkim niepokojem odnotowaliśmy podpisanie w dniu 28 czerwca tego roku umowy o wolnym handlu pomiędzy międzynarodową organizacją gospodarczą Mercosur (aktywne kraje członkowskie: Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj) a Unią Europejską. Umowa dotyczy między innymi eksportu produktów rolnych z krajów Mercosur do UE, przez co promuje postępujące wylesianie oraz industrializację rolnictwa w Ameryce Południowej, a jednocześnie zagraża lokalnej produkcji rolnej w Europie. Negocjacje w jej sprawie trwały prawie 20 lat, a podpisano ją w momencie, w którym nasilający się kryzys klimatyczno-ekologiczny zbliża się do punktu krytycznego, grożąc katastrofą [zob. np. 1, 2], czego wyrazem są również rosnące protesty oddolnych ruchów społecznych, wzywające rządy do działań – wspierane przez szerokie środowisko naukowe [2, 3].

Kryzys klimatyczno-ekologiczny jest wywołany emisją gazów cieplarnianych oraz dewastacją środowiska naturalnego. W stopniu znaczącym przyczynia się do niego część systemu produkcji żywności określana jako rolnictwo przemysłowe, oparte na wielkoobszarowych uprawach oraz fermach przemysłowych [4, 5]. Rolnictwo przemysłowe prowadzi do wylesiania, degradacji gleby, spadku bioróżnorodności obszarów rolniczych, produkuje duże ilości trudnych do oczyszczenia ścieków. Z tych powodów jest również nieodporne na zmieniające się warunki klimatyczno-środowiskowe [5]. Ponadto, transport żywości na duże odległości – samolotami, statkami, transportem samochodowym – generuje znaczną emisję gazów cieplarnianych.

Obecnie konieczne jest podejmowanie szeroko zakrojonych działań służących zahamowaniu dalszej eskalacji kryzysu środowiskowego oraz adaptacji do tych jego skutków, którym nie da się już zapobiec. Znaczne zwiększenie udziału lokalnych, rozproszonych gospodarstw rolnych w systemie produkcji żywności powinno być jednym z priorytetów [1, 5, 6]. Ograniczy to nie tylko emisję gazów cieplarnianych oraz degradację środowiska, ale co równie istotne – zwiększy lokalną suwerenność żywnościową w czasach rosnącej gwałtowności zmian środowiskowych [np. 5, 6]. Zahamuje też obserwowaną obecnie masową migrację ludności z terenów wiejskich do coraz gęściej zaludnionych miast. Spowodowane jest to m.in. spadkiem zatrudnienia w rolnictwie na skutek jego uprzemysłowienia i prowadzi do rosnących konfliktów społecznych. Podpisana umowa wręcz nasili ekspansję rolnictwa przemysłowego w obszarach wyjątkowo cennych z punktu widzenia ochrony globalnego klimatu i bioróżnorodności, ze wszystkimi negatywnymi skutkami wspomnianymi powyżej.

Umowa ta stoi też w jawnej sprzeczności z podpisaną 17.12 2018 przez ONZ Deklaracją Praw Chłopów i Chłopek oraz Innych Osób Pracujących na Wsi [6], mającą na celu między innymi właśnie wspieranie małych i średnich gospodarstw oraz lokalnej produkcji żywności. Umowa między UE a Mercosur doprowadzi do importu tanich produktów rolnych z Ameryki Południowej, z których cenami nie będą mogli konkurować lokalni rolnicy europejscy. Umowa jest też w sprzeczności z Celami Zrównoważonego Wzrostu, podpisanymi przez Unię Europejską 25.09 2015 [7], choćby przez to, że prowadzi do intensyfikacji transportu na duże odległości oraz do zmniejszenia udziału lokalnej produkcji żywności w Europie.

Ponadto, obecnie gwałtownie rośnie wylesianie terenów Puszczy Amazońskiej, między innymi pod uprawę soi i trzciny cukrowej oraz hodowlę bydła i drobiu. Przy zwiększonym imporcie (zgodnie z umową) tych produktów do Unii Europejskiej, trend ten będzie się jeszcze nasilać. Należy tutaj podkreślić, że wylesianie, szczególnie obszarów tak ważnych jak naturalne ekosystemy leśne Puszczy Amazońskiej, jest jedną z głównych przyczyn obecnego kryzysu klimatyczno-ekologicznego [1, 2, 8], powodując jednocześnie zabieranie terytoriów ludom rdzennym, co jest fundamentalnie sprzeczne z poszanowaniem praw człowieka.

W trosce o przyszłość, nie tylko przyszłych pokoleń, ale i obecnie żyjących osób, zwracamy się z apelem do nowego Parlamentu Europejskiego oraz do Krajów Członkowskich UE o natychmiastowe odstąpienie od umowy z Mercosur, a także wykluczenie dalszych negocjacji tego lub podobnych porozumień. Musi się to odbyć już teraz, by zatrzymać zarówno dewastację środowiska naturalnego przez koncerny przewidujące wzrost eksportu żywności z Ameryki Południowej do Unii Europejskiej na skutek podpisanej umowy, jak i upadek lokalnych gospodarstw w Europie.

Źródła:

[1] https://naukadlaprzyrody.pl/2019/08/20/musimy-zmienic-nasz-sposob-zycia-na-ziemi-alarmuje-raport-specjalny-onz/

[2] naukadlaprzyrody.pl/2018/01/31/naukowcy-ostrzegaja-wkrotce-moze-byc-za-pozno/

[3] naukadlaprzyrody.pl/2019/03/15/oswiadczenie-naukowcow-o-konsensusie-w-sprawie-zmiany-klimatu/

[4] www.ipcc.ch/2019/08/08/land-is-a-critical-resource_srccl/

[5] pl.boell.org/sites/default/files/atlas_rolny_strony_maly.pdf

[6] news.un.org/en/story/2018/12/1028881

[7] ec.europa.eu/europeaid/policies/sustainable-development-goals_en

[8] https://www.ucsusa.org/global-warming/stop-deforestation/whats-driving-deforestation

Naukowców chcących poprzeć apel prosimy o wypełnienie tej ankiety. Osoby niebędące naukowcami zapraszamy do wsparcia apelu tutaj.

źródło: Nauka dla przyrody

Sygnatariuszki i sygnatariusze apelu:

1. dr hab. Paulina Kramarz, prof. UJ, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

2. dr Zofia Prokop, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, pełnomocniczka Dziekana WB d.s. kryzysu klimatyczno-ekologicznego

3. dr hab. Maciej Pabijan, Instytut Zoologii i Badań Biomedycznych, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

4. prof. dr hab. Wiesław Babik, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

5. dr inż. Michał Stuglik, Centrum Genetyczne

6. mgr Artur Górecki, Instytut Botaniki, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

7. dr hab. Łukasz Michalczyk, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Biologii

8. dr inż. Marta Niedzicka , Qiagen

9. dr Justyna Kierat, Nauka dla Przyrody

10. dr hab. Anna Stefanowicz, Instytut Botaniki im. W. Szafera Polskiej Akademii Nauk

11. dr Marta Kras, Uniwersytet Gdański

12. mgr Monika Prus,

13. dr Aleksandra Walczyńska, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Biologii

14. dr Marta Labocha-Derkowska, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

15. prof. dr hab. Piotr Skubała, Uniwersytet Śląski

16. dr Maciej Grzybek, Zakład Parazytologii Tropikalnej, Instytut Medycyny Morskiej i Tropikalnej, Gdański Uniwersytet Medyczny

17. dr hab. Marcin Kadej, Uniwersytet Wrocławski, Wydział Nauk Biologicznych, Instytut Biologii Środowiskowej

18. dr Katarzyna Gacek-Bogucka, Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – Państwowy Instytut Badawczy (IHAR-PIB)

19. dr hab. Agnieszka Bednarska, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

20. prof. dr hab. Ryszard Laskowski, Uniwersytet Jagielloński

21. dr hab. Agnieszka Pajdak-Stós, Instytut Nauk o Środowisku Uniwersytet Jagielloński

22. dr Kasia Piwosz, Morski Instytut Rybacki-PIB; Instytut Mikrobiologii Czeskiej Akademii Nauk

23. dr Mateusz Płóciennik, Department of Invertebrate Zoology and Hydrobiology, Faculty of Biology and Environmental Protection, University of Łódź

24. prof. dr hab. Zuzanna Setkowicz, Uniwersytet Jagiellonski Wydzial Biologii

25. dr inż. Lech Buchholz, Świętokrzyski Park Narodowy

26. mgr Maciej Bonk, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

27. mgr inż. Rafał Maciaszek, SGGW / Warsaw University of Life Sciences

28. mgr Aleksandra Kolanek, Instytut Geografii i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Wrocławskiego

29. dr inż. Anna Finkers-Tomczak, KeyGene

30. prof. dr hab. Mariusz Lamentowicz, UAM Poznań

31. dr Justyna Kubacka, Muzeum i Instytut Zoologii PAN

32. dr Bohdan Widła

33. mgr Dagmara Król, Uniwersytet Wrocławski

34. dr Mateusz Buczek, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

35. dr hab. Szymon Zubek, Instytut Botaniki, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

36. mgr Alicja Pawelec , Uniwersytet Warszawski

37. dr inż. Szymon Gackowski, Leave No Trace Master Educator

38. dr Robert Maślak , Instytut Biologii Środowiskowej, Uniwersytet Wrocławski

39. dr hab. Magdalena Ruta, prof. UJ, Wydz. Historyczny UJ

40. dr hab. Edyta Kotlińska-Hasiec

41. dr Anna Maria Łabęcka, Uniwersytet Jagielloński, Instytut Nauk o Środowisku

42. mgr Wojciech Doroszewicz, Wydział Geografii i Studiów Regionalnych UW, Fundacja Terra Brasilis

43. dr Monika Bubka, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Biologii

44. dr Magdalena Jarzębowska, Małopolskie Centrum Nauki

45. dr Paweł M. Owsianny , Nadnotecki Instytut UAM w Pile, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

46. dr Krystyna Nadachowska-Brzyska, Uppsala University

47. dr Krzysztof Dudek, AGH University of Science and Technology

48. dr hab. Krzysztof Gwosdz, Uniwersytet Jagielloński

49. mgr Bartłomiej Wocheń, Wydział BiOŚ, Uniwersytet Łódzki

50. mgr Paulina Dobrowolska , Uniwersytet Łódzki

51. dr hab. Krzysztof Gwosdz, Uniwersytet Jagielloński

52. dr Karolina Kuszewska, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

53. mgr Weronika Janeczko , Uniwersytet Jagielloński, Instytut Psychologii

54. dr hab. Hajnalka Szentgyörgyi, Instytut Botaniki, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

55. dr Joanna Malita-Król, Instytut Religioznawstwa, Uniwersytet Jagielloński

56. prof. dr hab. Aleksandra Gaweda, Uniwersytet Śląski w Katowicach

57. prof. dr hab. Szymon Malinowski, Uniwersytet Warszawski

58. dr hab. Renata Tandyrak, Uniwersytet Warmińsko – Mazurski w Olsztynie

59. dr Joanna Puchalska , Instytut Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego

60. prof. dr hab. Krzysztof Janeczko, Jagiellonian University

61. mgr Michał Banaś, ING PAN

62. dr Magdalena BUDZISZEWSKA , Uniwersytet Warszawski

63. mgr inż. Diana Twardak, Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie

64. dr hab. Wawrzyniec Konarski, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

65. dr Beata Czyż, Uniwersytet Wrocławski

66. dr Maciej Grodzicki , Uniwersytet Jagielloński

67. prof. dr hab. Paweł Koperski, Uniwersytet Warszawski

68. mgr inż. Teresa Jagielska, Uniwersytet Warmińsko – Mazurski w Olsztynie

69. prof. dr hab. Wiesław Banyś, Uniwersytet Śląski

70. dr hab. Anna Orczewska , Katedra Ekologii, Uniwersytet Śląski w Katowicach

71. dr hab. prof. UWr Krzysztof Świerkosz, Muzeum Przyrodnicze Uniwersytetu Wroclawskiego

72. dr hab. Mirosława Huflejt-Łukasik, Wydział Psychologii Uniwersytet Warszawski

73. dr Maciej Konopiński, Instytut Ochrony Przyrody PAN

74. dr Robert Kalak,

75. dr Krystyna Kozioł, Wydział Chemiczny, Politechnika Gdańska

76. dr Rafał Ruta, Wydział Nauk Biologicznych, Uniwersytet Wrocławski

77. dr Wojciech Drzewicki , Uniwersytet Wrocławski

78. mgr Mateusz Meserszmit , Uniwersytet Wrocławski

79. dr Paweł Nejfeld,

80. dr Beata Anna Polak, Pracownia Pytań Granicznych UAM Poznań

81. prof. dr hab. Tomasz Polak, Pracownia Pytań Granicznych UAM Poznań

82. dr Sebastian Szklarek, Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii PAN w Łodzi, autor bloga Świat wody

83. mgr Anna Zięcik, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

84. dr hab. Katarzyna Wojczulanis-Jakubas, Uniwersytet Gdański

85. dr Bogusław Szulc, Algin

86. mgr Grzegorz Grudziński, MIM UW

87. dr Kataryna Jaśko, Uniwersytet Jagielloński, Instytut Psychologii

88. dr Izabela Wieczorek , Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

89. dr hab. Michał Marczak, Uniwersytet Medyczny w Łodzi

90. dr inż. Anna Dyląg , Politechnika Łódzka

91. dr Piotr Kubkowski, Instytut Kultury Polskiej, Uniwersytet Warszawski

92. dr inż. Szymon Śniegula, Instytut Ochrony Przyrody PAN

93. prof. dr hab. Tomasz Wesołowski, Pracownia Biologii Lasu Uniwersytetu Wrocławskiego

94. dr hab. Dariusz Wysocki, Wydział Biologii, Uniwersytet Szczeciński

95. dr hab. Krzysztof Kujawa, Instytut Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN

96. dr Andrzej Laskowski, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie

97. dr Piotr Zieliński, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

98. prof. dr hab. Paweł Koteja, Uniwersytet Jagielloński

99. dr Barbara Pietrzak, Wydział Biologii, Uniwersytet Warszawski

100. dr Kamil Bartoń, Instytut Ochrony Przyrody PAN

101. mgr Jakub Witold Bubnicki, Instytut Biologii Ssaków PAN

102. mgr inż. Kaja Wójcik, Akademia Górniczo-Hutnicza

103. dr Piotr Bentkowski, INSERM / Sorbonne Université

104. dr Marek Krukowski,

105. mgr Milena Karlińska-Nehrebecka, Sigmund Freud University Wien

106. dr Barbara Biernacka-Fiałkowska, Uniwersytet Jagielloński

107. dr hab. Przemysław Płonka, Uniwersytet Jagielloński

108. dr Magdalena Śliwińska-Konior,

109. dr Kamila Fiałkowska, Uniwersytet Warszawski

110. dr Tomasz Kosiek, Uniwersytet Rzeszowski

111. dr hab. Władysław Polcyn, Uniwersytet Adama Mickiewicza, Wydział Biologii

112. mgr Monika Opałek, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

113. dr hab. Maria Kościńska-Pajak, Uniwersytet Jagielloński

114. mgr Tomasz Gaczorek, Instytut Nauk o Środowisku UJ

115. dr Magdalena Herdegen-Radwan, Uniwersytet im. A. Mickiewicza, Poznań

116. dr Justyna Świdrak, Instytut Psychologii PAN

117. dr Anna Urbanowicz, Instytut Chemii Bioorganicznej PAN

118. dr inż. Julian Zubek, Uniwersytet Warszawski

119. mgr Monika Król, nauczyciel

120. Lek. Bartosz Kaczmarek, UM Łódź

121. dr hab. Marcin Czarnołęski, Jagiellonian University

122. dr Maria J. Golab, Instytut Ochrony Przyrody PAN

123. dr Ewa Śliwińska, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

124. dr inż. Natalia Kolecka, Uniwersytet Jagielloński, IGiGP

125. mgr Maciej Mętrak, Uniwersytet Warszawski

126. dr hab. Antoni Amirowicz, Instytut Ochrony Przyrody PAN, Kraków

127. mgr Krzysztof Kolenda, Zakład Biologii Ewolucyjnej i Ochrony Kręgowców, Uniwersytet Wrocławski

128. dr Maja Lisowska, Uniwersytet Śląski / Polskie Konsorcjum Polarne

129. dr hab. inż. arch. Anna Januchta-Szostak, Wydział Architektury, Politechnika Poznańska

130. dr hab. Wojciech Fiałkowski, Uniwersytet Jagielloński

131. dr inż. Katarzyna Maciejewska, Politechnika Warszawska

132. dr Anna Stepien, ETH Zurych, Szwajcaria

133. dr hab. Monika Wojtaszek-Dziadusz, Akademia Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie

134. dr hab. Andrzej Wuczyński, Instytut Ochrony Przyrody PAN

135. mgr Stanisław Bury, Instytut Nauk o Środowisku, Uniwersytet Jagielloński

136. dr Łukasz Mikołajczyk, Instytut Ochrony Przyrody PAN

137. prof. dr hab. Mirosława Sokołowska-Mikołajczyk, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie

138. mgr Agata Malinowska, IBB PAN

139. mgr Eliza Kondzior, Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk

140. dr Anna Fijarczyk, Laval University

141. mgr inż. Mateusz Będkowski , Szkoła Główna Gospodarstwa wiejskiego w Warszawie

142. dr hab. Jacek Bieroń, Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

143. dr hab. Tomasz Postawa, Instytut Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN, Kraków

144. mgr Katarzyna Wiącek, Doktorantka w Instytucie Kulturoznawstwa, UWr

145. dr Joanna Drzewińska-Chańko, Katedra Badania Różnorodności Biologicznej, Dydaktyki i Bioedukacji, Uniwersytet Łódzki

146. [PhD Candidate] Kiryl Zach, University of Cambridge, UK

147. [PhD Candidate] Daniel Borek, Ghent University, Belgium

148. Dr. Sylvain Glémin, CNRS, France

149. Dr. Katerina Guschanski, Uppsala University, Sweden

150. Dr. Cécile Meunier, Université Rennes 1, France

151. [PhD Candidate] Anna Nydahl, Uppsala University, Sweden

152. Dr. Elina Immonen, Department of Ecology and Genetics, Uppsala University, Sweden

153. dr Honorata Nawrocka-Bogusz, Instytut Ochrony Zdrowia, PWSZ Piła, Polska

154. dr Joanna Kajzer-Bonk, Instytut Ochrony Przyrody PAN, Polska

 

Po trwającej dekadę walce mieszkańców gmin Gubin i Brody wspieranych przez organizacje ekologiczne, w tym Greenpeace, jest znacząca decyzja o przyszłości tego regionu.

Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Gorzowie Wielkopolskim wydał decyzję umarzającą postępowanie w sprawie wydania decyzji środowiskowej dla kopalni odkrywkowej węgla brunatnego na ich terenie [1]. To de facto oznacza, że odkrywka w Gubinie nie powstanie.

W lutym 2016 roku w wyniku konsultacji transgranicznych w sprawie kopalni planowanej w gminach Gubin i Brody (woj. lubuskie) wykazano, że prognozy inwestora, spółki PGE, na temat negatywnych skutków oddziaływania na środowisko, np. strat w rolnictwie spowodowanych osuszaniem terenu, są zaniżone. W sierpniu 2016 roku RDOŚ w Gorzowie Wielkopolskim stwierdził także znaczące braki w dokumentach dotyczących planowanej odkrywki. PGE został wezwany do ich uzupełnienia, jednak nie zrobił tego w wymaganym terminie. Postępowanie dotyczące decyzji środowiskowej dla odkrywki zostało wówczas zawieszone, a inwestor miał maksymalnie 3 lata na złożenie wniosku o jego ponowne podjęcie. W związku z upłynięciem tego terminu gorzowski RDOŚ umorzył postępowanie.

Powstanie kopalni Gubin oznaczałoby wysiedlenie nawet 3 tys. osób, likwidację 15 miejscowości, wyburzenie kilkunastu cennych zabytków, całkowite zniszczenie lasów i pól uprawnych oraz zaburzenie stosunków wodnych w rejonie odkrywki. Wstrzymanie planów budowy kopalni odkrywkowej to doskonała wiadomość. Fakt, że inwestor przez 3 lata nie był w stanie uzupełnić dokumentacji jasno pokazuje, że te plany to była ślepa uliczka. Firma nie potrafiła udowodnić, że budowa odkrywki węgla brunatnego przyniesie zyski mieszkańcom i nie zdegraduje środowiska. Rażące błędy we wniosku PGE o wydanie decyzji środowiskowej nigdy nie zostały poprawione – mówi dr hab. Leszek Pazderski, ekspert ds. polityki ekologicznej Greenpeace.

Mieszkańcy gmin Gubin i Brody od początku nie zgadzali się na budowę kopalni na ich terenie, a swój sprzeciw wyrazili w prawnie ważnym referendum już w 2009 roku, kiedy to większość głosujących opowiedziała się przeciwko inwestycji. Wśród oponentów inwestycji znajdowali się także przedstawiciele gminnych samorządów i wójtowie. Niemal dokładnie 5 lat temu, w sierpniu 2014 roku, miała miejsce akcja „Łańcuch Ludzi Stop Odkrywce”, w której aż 7,5 tysiąca osób z Polski, Niemiec i innych krajów zaprotestowało przeciw budowie kopalni na terenach przygranicznych.

Koniec planów odkrywki Gubin-Brody to olbrzymi sukces społeczności lokalnej i wielu organizacji pozarządowych. Zwyciężył upór i wytrwałość wszystkich zaangażowanych w tę sprawę, zwyciężyli ludzie, nad którymi wisiało widmo wysiedleń. To budująca wiadomość, i to nie tylko dla mieszkańców z Lubuskiego. W podobnej sytuacji jak przed laty w Gubinie, są teraz mieszkańcy okolic Złoczewa w woj. łódzkim. Również zagrożeni odkrywką, której powstanie także podaje im się za pewnik. Tymczasem wiemy, że rok 2019 nie jest czasem na otwieranie nowych kopalń. Aby uniknąć katastrofy klimatycznej, Polska powinna odejść od energetyki opartej na węglu do 2030 roku. W takim scenariuszu nie ma miejsca na nowe odkrywki. Zamiast kolejnych lat utrwalania węglowego status quo, potrzebujemy sprawiedliwej transformacji w oparciu o odnawialne źródła energii  – powiedział Łukasz Supergan, koordynator kampanii Klimat i Energia w Greenpeace.

Źródło: Greenpeace Polska

Przypisy:

[1] http://bip.gorzow.rdos.gov.pl/files/obwieszczenia/147426/Obwieszczenie_RDOS_Gorzow_WZS.420.3.2019.AN.pdf

W związku z doniesieniami prasowymi zapowiadającymi wniesienie w najbliższym czasie przez ministra Gróbarczyka pod obrady Rady Ministrów „wartego 14 mld zł programu rozwoju, a właściwie ratowania polskiej retencji”,

http://www.rp.pl/Rolnictwo/307259875-PiS-nie-chce-Sahary-nad-Wisla-Wyda-miliardy-na-walke-z-susza.html oraz ogłoszenia „konsultacji społecznych programu” Koalicja Ratujmy Rzeki skupiająca organizacje pozarządowe, grupy nieformalne i osoby indywidualne, w tym przedstawiciele nauki przedstawiła swoje stanowisko w sprawie „programu” rekomendując jednoznacznie jego unieważnienie.

Tekst stanowiska tutaj:

http://www.ratujmyrzeki.pl/dokumenty/Hydrotechniczne_trupy_inwestycyjne_zamiast_odpowiedzi_na_katastrofe_klimatyczna.pdf

Lista inwestycji przedstawiana obecnie jako „lekarstwo na problem suszy” nie służy retencjonowaniu wody ani w żaden sposób nie odpowiada na wyzwania obecnej klęski suszy. Nawiązuje ona do efektów prac rządowego zespołu utworzonego w ramach realizacji uchwały XII Plenum KC PZPR z dnia 16 czerwca 1978 r. „w sprawie kompleksowego programu zagospodarowania i wykorzystania Wisły oraz zasobów wodnych kraju.” Był to program kaskadyzacji rzek w celu umożliwienia wywozu nimi węgla, który był głównym towarem eksportowym PRL. Program ten nigdy nie był racjonalny, ani efektywny ekonomicznie, a obecnie jest całkowicie anachroniczny i głęboko sprzeczny z interesem gospodarczym i społecznym oraz współczesną wiedzą o rzekach i klimacie. Warto podkreślić, że jeszcze miesiąc temu rząd konsultował “założenia programu retencji”, a dziś minister Gróbarczyk mówi już o programie, choć wyniki tamtych konsultacji nie ujrzały światła dziennego, a założenia nie zostały przez rząd zatwierdzone.

Problem coraz częściej powtarzających się w Polsce suszy i rosnącego ich ryzyka wynika z postępującej katastrofy klimatycznej oraz wieloletnich, nawarstwiających się błędów w gospodarce wodnej i bezwzględnie wymaga przeciwdziałania. Koalicja Ratujmy Rzeki od początku swojego istnienia alarmuje i wzywa instytucje odpowiedzialne za gospodarkę wodną do poważnego podjęcia prac studyjnych i działań, które zatrzymają degradację i zanikanie dyspozycyjnych zasobów wodnych w Polsce. Bez podjęcia szybkich kroków naprawczych, klęski suszy będą coraz bardziej dotkliwe i niszczące. Gospodarstwo Wodne Wody Polskie powinno niezwłocznie podjąć szerokie i systematyczne prace mające na celu powstrzymywanie nadmiernego spływu powierzchniowego i odbudowę zasobów wód podziemnych. W obecnych warunkach odbudowa naturalnej retencji powinna być priorytetem gospodarki wodnej, tymczasem odpowiedzią rządu na problemy z suszą jest kompleksowy program eksterminacji bobrów – czynnika najskuteczniej retencjonującego wodę tam gdzie powinna być retencjonowana – w zlewniach.

Znamienne także, że „ratowaniem”  Polski przed skutkami suszy nie zajmuje się Ministerstwo Środowiska lecz Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Absolutnie nie do przyjęcia na dłuższą metę jest oddanie całości nadzoru nad gospodarką wodną w ręce wąskiej grupy interesów, zaangażowanej w plan wydatkowania setek miliardów złotych na budowę „wodnych piramid”, kosztem wszystkich innych użytkowników rzek – całego społeczeństwa. Skutki tego kroku widzimy już dziś.

Źródło: Klub Przyrodników, Koalicja Ratujmy Rzeki

Rok po przełomowym wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE)), który uznał, że nowe techniki inżynierii genetycznej muszą podlegać obowiązującym w Unii Europejskiej przepisom dotyczącym GMO, przemysłowe grupy lobbystyczne i rząd USA wzmagają naciski na UE, aby je zderegulowała, co grozi poważnymi konsekwencjami zarówno dla naszego bezpieczeństwa żywnościowego i biologicznego, jak i wolności wyboru konsumentów.

25 lipca 2018 roku TSUE opublikował wyrok,  w  którym jednoznacznie potwierdził, że obecne przepisy dotyczące GMO muszą obejmować wszystkie nowe technologie inżynierii genetycznej, takie jak CRISPR-Cas. Tego rodzaju technologie – często nazywanie przez ich twórców „edycją genów” lub „nowymi metodami hodowli roślin” – pojawiły się po wprowadzeniu europejskich przepisów regulujących GMO w 2001 roku i  są  obecnie stosowane  do upraw przeznaczonych do produkcji żywności, drzew, zwierząt hodowlanych i owadów. Wielkie korpracje agrochemiczne, takie jak Bayer, BASF, Dow Agrosciences i Monsanto złożyły dziesiątki wniosków patentowych w tej dziedzinie.

Przemysłowe grupy lobbingowe od ponad dekady prowadzą kampanię, aby uniknąć stosowania tych przepisów w odniesieniu do nowej generacji technologii GM. Rozwścieczone wyrokiem TSUE, zaapelowały do nowej Komisji o ponowne rozważenie unijnych regulacji dotyczących GMO. Ich celem jest wyłączenie nowych produktów GMO z zakresu stosowania tych uregulowań prawnych, co oznaczałoby, że produkty te nie byłyby badane, monitorowane ani oznakowane. Do kampanii przyłączył się rząd USA wywierając presję na Unię Europejską, aby przyjęła podejście amerykańskie, co oznaczałoby niemal całkowitę deregulację nowych produktów GM.

Naciski handlowe

Natychmiast po ogłoszeniu werdyktu TSUE amerykański sekretarz ds. rolnictwa, Sonny Perdue nazwał go „przeszkodą”, która „w nieuzasadniony sposób stygmatyzuje nowe technologie”. Opisał unijne przepisy dotyczące GMO jako „regresywne i przestarzałe” i poradził Europie, aby zasięgnęła opinii na temat wprowadzenia w życie wyroku ETS w życie u swoich partnerów handlowych. „USDA (Departament Rolnictwa USA) podwoi swoje wysiłki pracując wraz z partnerami na całym świecie na rzecz wprowadzenia podejść regulacyjnych, które są oparte na dowodach naukowych i ocenie ryzyka”- dodał Perdue. Sęk w tym, że w USA większość GMO nie jest poddawana jakiejkolwiek ocenie.

5 września 2018 r. Komisarz UE ds. zdrowia, Vytenis Andriukaitis spotkała się z amerykańskim posekretarzem rolnictwa ds. handlu i polityki zagranicznej Tedem McKinneyem. McKinney wyraził „frustrację” USA z powodu wyroku TSUE, który jego zdaniem „uderza w stosunki handlowe UE z USA i innymi krajami”.

Zgodnie z protokołem ze spotkania uzyskanym przez Corporate Europe Observatory, McKinney powiedział, że od Unii Europejskiej „oczekuje się teraz głębszego zastanowienia nad skutkami werdyktu TSUE i zrozumienia, że prawodawstwo unijne musi się zmienić”. Zaoferował również Unii Europejskiej amerykańską pomoc w tym zakresie.

McKinney oświadczył także, że rząd USA zapewnił dwa amerykańskie przedsiębiorstwa biotechnologiczne, które podobno miały plany przenieść się do USA, że UE „zrozumie” konieczność zmiany swoich przepisów dotyczących GMO.

Zniesienie uregulowań prawnych odnoszących się do produktów biotechnologicznych w innych blokach politycznych i krajach jest głównym celem USA podczas międzynarodowych negocjacji handlowych. Nowa umowa NAFTA zawarta przez USA, Meksyk i Kanadę zawiera specjalny rozdział poświęcony biotechnologii rolniczej. Według Politico eksperci oceniają to jako „ważny krok naprzód w amerykańskim dążeniu do wyeksportowania modelu biotechnologicznego na cały świat”. W opinii American Seed Trade Association stanowi to „jasny sygnał do innych partnerów handlowych USA, takich ja Unia Europejska i Chiny, które były i są krytykowane z powodu nieprzewidywalnego podejścia regulacyjnego”.

Europejska grupa lobbingowa producentów pasz dla zwierząt FEFAC, która ma duży udział w handlu amerykańską soją modyfikowaną genetycznie powiedziała FeedNavigator, że decyzja TSUE może okazać się „pozataryfową barierą handlową”, skutecznie „blokującą dostęp rynku UE do importu amerykańskiej soi i innych rodzajów ziarna paszowego”.

Rząd USA nie po raz pierwszy angażuje się w tę kwestię. W 2016 roku Corporate Europe Observatory, GeneWatch i Greenpeace ujawniły, że na skutek intensywnego lobbingu ze strony amerykańskiego rządu Komisja Europejska odłożyła na półkę opinię prawną, że co najmniej jedna nowa technologia inżynierii genetycznej powinna przejść zwykłą ocenę bezpieczeństwa i podlegać oznakowaniu.

Przed spotkaniem z Dyrekcją Generalną ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności Komisji Europejskiej (DG Sante) 7 października 2015 roku, Misja USA przy UE oznajmiła, że „została poinformowana” o opinii prawnej Komisji, która miała spowodować zakwalifikowanie jednej szczególnej technologii edycji genów, jako „technologii modyfikacji genetycznej”. Misja amerykańska ostrzegła DG Sante, że byłby to „kolejny cios wymierzony w rolnictwo i technologię”. Sugeruje to, że Misja miała dostęp do bardzo wrażliwych informacji politycznych dotyczących podejścia Komisji do regulacji nowych technologii.

Ambasady USA narzędziem lobbingu

Dochodzenia przeprowadzone przez Food & Water Watch (USA) wykazały, że w ostatniej dekadzie Stany Zjednoczone prowadzą agresywną politykę zagraniczną w dziedzinie żywności i rolnictwa nastawioną na korzyści największych przedsiębiorstw nasiennych. Analizując depesze dyplomatyczne Departamentu Stanu USA, FWW znalazło dowody na to, że amerykańskie ambasady i konsulaty w Argentynie, Niemczech, Słowacji, Hiszpanii, Egipcie i Południowej Afryce promowały produkty biotechnologiczne lub pozytywne nastawienie wobec GMO w tych krajach, a personel ambasad został poinstruowany w tej kwestii poprzez rozesłany im specjalny „zestaw narzędzi propagandowych dla placówek dyplomatycznych”.

Rząd USA rekrutował dziennikarzy do promocji nowych GMO

Rząd amerykański wykorzystuje również europejskie media. Stało się to ewidentne na dużej konferencji poświęconej nowym technologiom GMO, CRISPRcon 2019, która została zorganizowana przez Keystone Policy Center na Uniwersytecie Wageningen w Holandii.

Redakcje europejskich mediów potwierdziły Corporate Europe Observatory, że ambasady Stanów Zjednoczonych i Departament Stanu USA poprzez amerykańską Misję przy UE „rekrutowały” dziennikarzy z tak wielu krajów jak to tylko możliwe do wzięcia udziału w tym wydarzeniu, oferując zwrot wszystkich kosztów, w tym podróży, zakwaterowania i wyżywienia.

Ponadto na dzień przed rozpoczęciem konferencji zostało zorganizowane specjalne seminarium, aby „wyszkolić dziennikarzy, który do tej pory nie zajmowali się tymi kwestiami”. To tzw. Seminarium Hodowli Roślin, o którym nie było wzmianki na stronie internetowej CRISPRcon, zostało zorganizowane przez Zagraniczną Służbę Rolną ( Foreign Agriculture Service – FAS) Departamentu Stanu USA we współpracy z Uniwersytetem Wageningen. Uczestniczyło w nim co najmniej 12 dziennikarzy z całej UE.

Strona internetowa wydarzenia przedstawia CRISPRcon jako „wyjątkowe forum, na którym spotyka się szerokie spektrum różnorodnych głosów, aby przedyskutować przyszłość CRISPR”. Jednak zaproszono zaledwie garstkę mówców reprezentujących krytyczne opinie, i dlatego niektórzy z nich nazwali tę konferencję „sprytnie zaaranżowanym wiecem greenwashingu”.

Wśród sponsorów wydarzenia znajdowali się giganci agrobiznesu tacy jak Bayer i Corteva, Biotechnology Industry Organization (USA) i United Soybean Board (USA).

Dlaczego nowe GMO powinny zostać uregulowane

Komisja Europejska znajduje się pod ogromną presją ze strony przemysłu biotechnologicznego oraz USA i innych partnerów handlowych, domagajacych się wyłączenia nowych technologii edycji genów takich jak CRISPR-Cas z zakresu unijnych przepisów dotyczących GMO. Gdyby tak się stało, nowe produkty GMO nie byłyby badane, monitorowane i oznakowane, ze szkodą dla środowiska, bezpieczeństwa żywności i dostępności informacji dla konsumentów.  Ta kampania lobbingowa ta trwa już od ponad dekady,  ale po wyroku TSUE stała się o wiele bardziej intensywna.

Rolnicy i organizacje ekologiczne opublikowali wspólne stanowisko apelując o objęcie nowych technologii modyfikacji genetycznej unijnymi przepisami dotyczącymi GMO. Europejska Sieć Naukowców na rzecz Odpowiedzialności Społecznej i Środowiskowej (European Network of Scientists for Social and Environmental Responsibility – ENSSER) opublikowała oświadczenie wyjaśniające, dlaczego z punktu widzenia bezpieczeństwa biologicznego nowe technologie GMO takie jak edycja genów powinny pozostać uregulowane. Transatlantic Consumer Dialogue przyjął rezolucję stwierdzającą, że zagrożenia muszą zostać poddane ocenie, a produkty oznakowane zgodnie z prawem konsumentów do informacji.

Grupy lobbystyczne reprezentujące przemysł opublikowały oświadczenie, w którym możemy przeczytać, że ich celem jest „uzyskanie przepisów, które byłyby praktyczne i oparte na dowodach naukowych”, jednakże ich konkretna propozycja jest taka, że wszystkie „produkty, które mogłyby zostać uzyskane” za pomocą starych technologii mutagenezy poprzez napromieniowanie, użycie substancji chemicznych lub w warunkach naturalnych, nie powinny podlegać jakimkolwiek uregulowaniom. Dodają, że „takie stanowisko jest coraz częściej przyjmowane przez jako główne podejście regulacyjne przez coraz większą liczbę państw na całym świecie”.

Jednak, jak zostało to wyjaśnione w oświadczeniu ENSSER, z każdą z nowych technologii modyfikacji genetycznej wiążą się zagrożenia i wątpliwości, niektóre z nich odnoszą do wszystkich tego rodzaju technik. Zważywszy, że wiele z tych technologii jest nowych, nie jest jeszcze możliwa pełna analiza ich potencjalnie niekorzystnego wpływu. Jak do tej pory nie zbadano ( lub zrobiono to w bardzo ograniczonym zakresie) konsekwencji łączenia tych technologii dla bezpieczeństwa biologicznego.

Odmiany GMO, które do tej pory trafiły na rynek w UE, są bardzo niepopularne zarówno wśród opinii publicznej, jak i polityków. Dziewiętnaście państw członkowskich skorzystało z prawa do zablokowania upraw GMO na swoich terytoriach, a szerokie ponadpartyjne większości Parlamencie Europejskim zgłaszały sprzeciw wobec każdej z autoryzacji GMO (w sumie 36, zarówno autoryzacji importu, jak i uprawy) proponowanych przez Komisję Europejską.

Rolnicy i organizacje pozarządowe zaapelowali do nowej Komisji, aby zapewniła właściwe wdrożenie obowiązujących przepisów dotycząch GMO, zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Europa nie może poddawać się naciskom USA, lecz powinna chronić środowisko naturalne, rolnictwo i konsumentów. W czasach poważnych kryzysów ekologicznych, decyzje UE muszą skupić się na naprawie naszego systemu rolno-spożywczego, umożliwiając odejście od monokulturowego modelu rolnictwa, który służy wyłącznie krótkowzrocznym interesom korporacji.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: Corporate Europe Observatory

za: Nyeleni Polska

Jeszcze parę dni temu nad Puszczą ciągnęły klucze gęsi kierując się na południowy wschód. Czasami mocno wiało. W taką pogodę gęś prowadząca klucz ani na moment nie przestaje ciężko pracować skrzydłami.

Inne ptaki od czasu do czasu przez chwilkę  szybują z rozpostartymi skrzydłami i wtedy mogą kilka sekund odpocząć – przewodnik bez żadnej chwili przerwy rozcina powietrze. Ten dzielny ptak toruje drogę i wyznacza kierunek.

Czasami wyraźnie kluczy omijając silne prądy powietrza. On może więcej – właśnie dlatego jest Przewodnikiem rodzinnego stada. Niekiedy, gdy silny wir powietrzny targnie całym kluczem, przez moment widać bezładne stado i… po paru chwilach znowu kształtuje się piękna forma klucza przecinającego niebo. Słychać ich głosy, tęskne, nostalgiczne, cierpkie i orzeźwiające… Tak mi ich żal, wiem co je czeka. Wydaje mi się, że one też wiedzą, co ludzie potrafią zrobić ptakom. Lecz czyż mogą robić coś innego, niż pokonywać wielkie odległości na zimowiska i migrować z powrotem, na lęgowiska?

Ptaki migrujace podążając w swej odwiecznej wędrówce, po całym dniu lotu, muszą zapaść na odpoczynek. Gdy zniżą lot, będą rozstrzeliwane ze śrutu. Gdy minie noc, o brzasku, gdy będą zrywały się do lotu do dalszej drogi, znowu będą w zasięgu skutecznego, śmiertelnego strzału. I znowu będą masakrowane. W czasie drogi muszą jeść – gdy będą chciały przysiąść na rżyskach – będą zabijane. Gdy zapadną na odpoczynek na rozległych stawach rybnych – będą rozganiane przez nagonkę i psy, a potem ochoczo zabijane z dwururek. Gdy podniosą się z rozlewisk Warty czy Odry, na których od pokoleń odpoczywają w drodze – będą rozstrzeliwane ze śrutu.

W Polsce zabija się kaczki krzyżówki, głowienki, cyraneczki, czernice, gęsi zbożowe, białoczelne, gęgawy, bażanty, gołębie grzywacze, łyski, kuropatwy, słonki i jarząbki. Jest tylko jedna przyczyna ich śmierci z rąk ludzi, którzy emocjonują się celnie oddanym strzałem – ptaki to żywe, kolorowe rzutki.

W czasie jesiennych przelotów, gdy będą lecieć masowo na zimowiska, odbędzie się prawdziwa rzeź tych żywych rzutków. Ptaki zabijane są dla rozrywki. Strzał do szybko przemieszczającego się celu jest dla myśliwego emocjonujący.  Bardzo często myśliwi strzelają ze zbyt dużej odległości, ponieważ na przykład gęś to duży ptak i przez to strzelcowi wydaje się, że jest bliżej niż w rzeczywistości. Najczęstszym skutkiem zbyt dalekich strzałów jest zranienie ptaka. Pospolitym zjawiskiem jest to, że jeden mniej wprawny myśliwy jest w stanie wystrzelać połowę zapasu amunicji, zanim jakiś strzał skutecznie trafi ptaka odpowiednią ilością śrucin i śmiertelnie złamie się on w locie tuż po strzale.

Bywa też, że jedna śrucina trafi w kość skrzydła – wtedy żywy ptak ze strzaskanym skrzydłem runie na ziemię lub na wodę. Jeżeli się go odnajdzie, co nie jest pewne, gdyż ptak zrobi wszystko, by się ukryć – trzeba go dobić. Gdy jest pies – może zagryźć ciężko rannego ptaka zębami lub donieść w zębach trzepoczącą się ofiarę do myśliwego – ten dobije ją własnymi rękami. Gdy nie ma psa – ptaka zawsze dobija strzelec. Mocnym chwytem trzyma głowę ptaka w dłoni i kręci rannym tułowiem aż zerwie rdzeń kręgowy a trup zawiśnie w jego dłoni bezwładnie. Myśliwi nazywają to „kręciołek”.

Zetknąłem się z relacjami myśliwych zalecających wygięte szydło rymarskie wbijane w mózg rannego ptaka – „cicho i skutecznie”. Myśliwi zabijają i statystują ponad dwieście tysięcy ptaków rocznie – to ptaki zastrzelone na miejscu, te, których zwłoki myśliwy trzyma w garści.

Strzał do szybko lecącego ptaka jest trudny, myśliwi mówią: „jedna paczka – jedna kaczka”. Ranny ptak zakołysze się w locie, gdy pojedyncze śruciny przebiją i targną jego ciałem, i… leci dalej. Lecz już nadlatuje następne stadko: bach!!!…bach!!!… z obu luf. A zraniony ptak znika na niebie z pola widzenia myśliwego. Jego skrzydła będą go niosły tylko do czasu, gdy opuszczą go siły i nie będzie już mógł nadążyć za stadem w długiej drodze na zimowiska. Musi rozłożyć nieruchome skrzydła i opaść na ziemię. Rodzinny klucz na niebie zniknie z jego pola widzenia. Jego koniec jest bliski. Na podstawie badań naukowych oszacować można, że odroczoną w czasie śmiercią z rąk myśliwych ginie w Polsce około 2 miliony ptaków rocznie [Clausen, Holm, Haugaard, Madsen 2017].

Czy chcemy łowiectwa w naszym kraju?

Współcześnie myślistwo w Polsce jest odrzucane przez większość obywateli naszego kraju. W ciągu ostatnich dziesięciu lat nastąpiła wręcz wolta świadomości w nastawieniu ludzi do polowań. Dlaczego tak się stało? Wygląda na to, że jako społeczność zaczęliśmy poważnie zastanawiać się, czy zabijanie dzikich zwierząt jest naprawdę konieczne? Czy też może jest wprost przeciwnie – myśliwi powinni nadal zabijać, jak to ujmują, dla dobra zwierząt, ludzi i przyrody? Przyjmując tę ostatnią postawę, musielibyśmy odpowiedzieć sobie na kolejne pytanie: czy współcześnie da się obronić postawę po stronie śmierci tych pełnych gracji istot?  Można też postawić pytanie bardziej ogólne:

Czy da się uczciwie uzasadnić postawę po stronie śmierci zwierząt, zadawanej z powodu hobby?

Myśliwi stanowią około 0,3% społeczeństwa. Organizacja pozarządowa zwana Polskim Związkiem Łowieckim wykonuje jedną z gospodarek państwa, zwaną „gospodarką łowiecką”. Pomińmy tu fakt, że każda gospodarka musi spełniać wymóg racjonalności, a tej „gospodarce” można wytknąć podstawową irracjonalność. Choćby spożycie dziczyzny w Polsce to 0,1 kg rocznie na osobę. To nawet nie jest jeden posiłek; rola żywieniowa tego mięsa jest tak mała, że aż pomijalna w bilansie ekonomicznym. Albo ołów, jeden z najbardziej toksycznych pierwiastków ciężkich. Na skutek polowań myśliwi wstrzeliwują w ziemię uprawną, wodę i mokradła około 600 ton ołowiu rocznie. Dla porównania, cały polski przemysł i transport łącznie(!) emituje do środowiska wg GUS około 347 ton ołowiu rocznie.   Myśliwi – stosunkowo nieduża grupa społeczna – zawiadują majątkiem Skarbu Państwa jakim są ptaki i zwierzęta dzikie w stanie wolnym. Jako społeczeństwo, którego majątek SP blisko dotyczy, mamy pełne prawo wymagać tego, aby tenże majątek zarządzany był z najwyższą starannością. Nikt nie może zarządzać swoją, nawet prywatną własnością, w sposób aspołeczny. Na przykład nie może dowolnie urządzić sobie na swojej działce złomowiska albo letniej dyskoteki. Majątek Skarbu Państwa powinien być zarządzany z najwyższą starannością jako swego rodzaju Dobro Wspólne. Powtórzmy raz jeszcze: zwierzęta w stanie dzikim są majątkiem Skarbu Państwa. Ale tylko żywe. Zastrzelone przez myśliwego – już nie. Ich zimne, wypatroszone, martwe ciała stają się własnością PZŁ który handluje tym mięsem.

Lecz wróćmy do ptaków i postawmy sobie pytanie, czy jako mieszkańcy tego kraju chcemy, aby ptaki były zabijane dla rozrywki? Wszak nie ma żadnych! powodów, ani ekonomicznych, ani ekologicznych ani środowiskowych, aby ptaki nadal ginęły od ołowiu. Jako społeczność nie musimy się na to dalej zgadzać. Kampania Niech Żyją! skierowana jest do nas wszystkich – do ponad 99% społeczeństwa. Stawiamy problem. Czy nadal powinniśmy zgadzać się na istnienie wśród nas tego makabrycznego hobby? Czy chcemy nadal chcemy w tym mieć swój akceptujący udział biernie tolerując istnienie takiego tworu, jakim jest ustawa Prawo łowieckie? Milcząco zgadzając się na istnienie tego rodzaju ustawodawstwa, dajemy przyzwolenie – również ty i ja – na legalne zabijanie tych kolorowych, przepięknych istot. Czy musi tak być?

Polska ma cenne zasoby przyrodnicze. Turystyka przyrodnicza rozwija się na świecie niesłychanie dynamicznie. Są ku temu globalne, ważne powody. Polska może mieć ważną gałąź gospodarki – turystykę przyrodniczą. To może być zielony, piękny, pokojowy kraj. Oczekujemy wprowadzenia pięcioletniego moratorium na zabijanie ptaków. Chcielibyśmy sprawdzić, co wtedy pojawi się w środowisku i w ekonomii kraju – choćby z powodu wzrostu turystyki birdwatching (która na przykład tylko w USA generuje 32 miliardy(!) dolarów obrotu). Zresztą, czy są jakiekolwiek powody, aby lekkomyślnie ranić i zabijać te przeciekawe, barwne, często monogamiczne, rodzinne i inteligentne skrzydlate istoty? Czy istnieją jakiekolwiek powody usprawiedliwiające zabijanie dla hobby? Wyobraźmy to sobie, Polska, kraj w którym Ptaki są bezpieczne! Gdy będziesz z dziećmi na spacerze i zobaczysz Ptaka, powiesz im: „Dzieciaki, żyjemy w pięknym kraju, w którym nikt nie zabija Ptaków – czyż to nie cudowne?”  To będzie inny kraj.

Białowieża 03.04.2019 r.

Zenon Kruczyński – były myśliwy, publicysta i aktywista ekologiczny, autor książki „Farba znaczy krew”, mieszka w Puszczy Białowieskiej.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Indyjska uczona i aktywistka, dr Vandana Shiva o ciemnej stronie, coraz bardziej popularnych również w Polsce, sztucznego mięsa i roślinnych burgerów GMO.

Ontologia i ekologia żywności

Żywność nie jest towarem, nie jest „rzeczą” wyprodukowaną w sposób mechaniczny i sztuczny w laboratoriach i fabrykach. Żywność jest życiem. W jej wytwarzaniu biorą udział wszystkie istoty tworzące sieci pokarmowe i ma ona zdolność podtrzymywania i regeneracji sieci życia. Żywność,  zależnie od tego, w jaki sposób była uprawiana i przetworzona, ma również wpływ na nasze zdrowie i powstawanie chorób.  Dlatego żywność jest żywą walutą sieci życia.

Jak przypomina nam starożytna Upaniszada: „Wszystko jest pożywieniem, wszystko stanowi pożywienie dla czegoś innego”.

Dobra Żywność i Prawdziwa Żywność są podstawą zdrowia.

Zła żywność, przemysłowa żywność, sztuczna żywność jest przyczyną choroby.

Hipokrates powiedział: „Niech jedzenie stanie się twoim lekarstwem”. W ajurwedzie, starożytnej indyjskiej nauce o życiu, żywność jest nazywana „sarvausadhą”, lekiem, który usuwa wszystkie choroby.

Vandana Shiva

Przemysłowe systemy żywnościowe zredukowały żywność do towaru, do „rzeczy”, którą można stworzyć w laboratorium. W wyniku tego procesu zarówno zdrowie planety, jak i nasze zdrowie, zostały prawie całkowicie zniszczone.

75% zniszczenia gleby, wody, bioróżnorodności oraz 50% emisji gazów cieplarnianych są skutkiem przemysłowego rolnictwa, które przyczynia się również do 75% chorób związanych z odżywianiem. Schemizowane rolnictwo nie zwraca materii organicznej i żyzności do gleby. Zamiast tego przyczynia się do pustynnienia i degradacji ziemi. Wymaga również więcej wody, ponieważ niszczy naturalną zdolność gleby do jej zatrzymywania. Przemysłowe systemy żywnościowe zniszczyły bioróżnorodność planety zarówno poprzez upowszechnienie monokultur, jak i użycie toksyn i trucizn, które zabijają pszczoły, motyle, owady i ptaki, prowadząc do szóstego wielkiego wymierania.

Z drugiej strony,  rolnictwo cechujące się wysoką bioróżnorodnością i wolne od trucizn, wytwarza więcej odżywczego pokarmu z hektara, regenerując jednocześnie planetę. Ukazuje nam ścieżkę do „Zerowego Głodu” w czasach zmiany klimatu.

Model przemysłowego rolnictwa i toksycznej żywności był i jest promowany jako jedyne rozwiązanie zapewniające bezpieczeństwo gospodarcze i żywnościowe. Jednak ponad miliard ludzi na świecie głoduje. Ponad 3 miliardy cierpią na choroby powiązane z odżywianiem.

Zajmując 75% ziemi uprawnej, rolnictwo przemysłowe, które jest oparte na monokulturach wymagajacych użycia ogromnych ilości paliw kopalnych i chemikaliów, wytwarza zaledwie 30% spożywanej przez nas żywności. Tymczasem małe, różnorodne biologicznie gospodarstwa, używając 25% gruntów rolnych, dostarczają nam 70% pożywienia. Zatem jeśli udział przemysłowego rolnictwa i przemysłowej żywności w naszej diecie zwiększy się do 45%, będziemy mieli martwą planetę. Planetę, na której nie będzie życia i nie będzie żywności.

Szalony pęd do sztucznej żywności i sztucznego mięsa, którego uczestnicy nie biorą pod uwagę różnorodności naszego jedzenia i zwyczajów żywnościowych oraz roli bioróżnorodności w utrzymywaniu naszego zdrowia, prowadzi do przyspieszenia destrukcji planety i naszego zdrowia.

Soja GMO jest szkodliwa dla środowiska i niebezpieczna dla zdrowia

W niedawno opublikowanym artykule „W jaki sposób nasza troska o konsumentów i naszą planetę doprowadziła nas do użycia soi GMOPat Brown, dyrektor generalny i założyciel Impossible Foods oznajmia, że:

Poszukiwaliśmy najbezpieczniejszej i najbardziej przyjaznej dla środowiska opcji, która pozwoliłaby na zwiększenie produkcji i dostarczenie naszym konsumentom bezmięsnego burgera (Impossible Burger – niemożliwego burgera) w rozsądnej cenie.

Wziąwszy pod uwagę fakt, że na skutek uprawy roślin GMO odpornych na herbicyd Roundup (tzw. Roundup Ready Crops) zniknęło 90% motyli monarchów i że żyjemy w okresie określanym przez naukowców jako „insectageddon”, trudno uznać uprawę soi GMO za „opcję przyjazną dla środowiska”.

Pisząc to, Pat Brown wykazuje swoją absolutną ignorancję – nie zauważa, że chwasty rozwinęły odporność na Roundup i stały się „superchwastami”, które wymagają stosowania coraz większych ilości śmiercionośnych herbicydów. Bill Gates i DARPA (pracująca dla rządu USA Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności) apelują nawet o użycie technologii Gene drive w celu eliminacji szarłatu, który jest uważany w Indiach za święty i odżywczy rodzaj pożywienia, ponieważ szarłat Palmera stał się superchwastem na polach obsianych soją Roundup Ready w USA.

W czasie gdy na całym świecie rośnie w siłę ruch na rzecz zakazu upraw roślin GMO i stosowania Roundupu, promowanie soi GMO jako „sztucznego mięsa” jest oszukiwaniem konsumentów, zarówno pod względem ontologii burgera, jak i twierdzeń o jego nieszkodliwości.

Jak oświadczyły Zen Honeycutt i inne członkinie założonej przez nią organizacji Moms across America, oparty na opryskiwanej Roundupem soi GMO „Impossible Burger”, nie jest „bezpieczną” opcją:

Badania wykazały obecność glifosatu w Impossible Burger. Poziomy glifosatu w burgerze Impossible wykryte przez Health Research Institute Laboratories były jedenastokrotnie wyższe niż w burgerze Beyond Meat. Całkowity wynik badania (glifosat i jego toksyczny metabolit AMPA) to 11,3 ppb, w przypadku również przebadanego burgera Beyond Meat 1 ppb.

Jesteśmy zszokowane dowiadując się, że Impossible Burger może mieć nawet jedenastokrotnie wyższe poziomy pozostałości glifosatu niż Beyond Burger. Ten nowy produkt jest reklamowany jako „zdrowa żywność”, podczas gdy produkt o stężeniu glifosatu w wysokości 11 ppb może być niezwykle niebezpieczny. Badania wykazały, że zaledwie 0,1 ppb tej substancji niszczy bakterie jelitowe, które stanowią podstawę systemu odpornościowego. Jestem poważnie zaniepokojona faktem, że konsumentom wmawia się, że Impossible Burger jest zdrowy.

Ostatnie sprawy sądowe wykazały, Roundup może być przyczyną powstawania nowotworów. W sytuacji, gdy rosną należności z tytułu odszkodowań związanych z procesami o spowodowanie raka, inwestycje w soję GMO Roundup Ready oznaczają kompletne ignorowanie potrzeb rynku.

Lub nadzieję, że robienie z konsumentów durniów może ocalić Bayer/Monsanto.

Jest jeszcze jedno ontologiczne nieporozumienie, jeśli chodzi o sztuczne jedzenie. „Sztuczne mięso” jest reklamowane jako sposób na odejście od mięsa, a jednocześnie oznacza sprzedaż produktów mięsopodobnych.

Pat Brown oświadcza:

Używamy genetycznie zmodyfikowanych drożdży, aby uzyskać hem, magiczną molekułę, która sprawia, że mięso smakuje jak mięso – i powoduje, że Impossible Burger jest jedynym pokarmem roślinnym dostarczającym tej wyśmienitej eksplozji smaku i zapachu, której tak bardzo pożądają mięsożerni konsumenci.

Sądziłam, że dieta roślinna jest przeznaczona dla wegan i wegetarian, a nie dla miłośników mięsa.

Wielkie koncerny spożywcze i wielkie pieniądze nakręcają sztuczno-żywnościową „gorączkę złota”

W istocie promocja sztucznego pożywienia wydaje się mieć więcej wspólnego z próbą tchnięcia nowego życia w upadające rolnictwo GMO i przemysł śmieciowego jedzenia, a także zagrożeniem dla nich związanym z rosnącą wszędzie świadomością, że ekologiczne, lokalne i świeże pożywienie jest prawdziwą żywnością, która regeneruje planetę i nasze zdrowie. W rezultacie wartość inwestycji w przedsiębiorstwa produkujące „pożywienie oparte na składnikach roślinnych” poszybowała od niemal zera w w 2009 roku do 600 milionów dolarów w roku 2018. I te przedsiębiorstwa oczekują na więcej.

Pat Brown stwierdza: „Jeśli jest jedna rzecz, którą wiemy na pewno, to to, że gdy archaiczna, niemożliwa do ulepszenia technologia, opiera się lepszej technologii, którą można ulepszać bez końca, jest tylko kwestią czasu, kiedy gra będzie skończona”. I dodaje: „Nasi inwestorzy widzą w tym szansę na zarobienie 3 bilionów dolarów” (ang. $3 trillion -przyp. tłum.).

Chodzi tutaj tylko i wyłącznie o zyski i kontrolę. Pat Brown i inni, którzy nakręcają gorączkę sztucznego mięsa, nie mają nawet minimalnej wiedzy ani świadomości na temat czujących istot, sieci życia i roli żywego pokarmu w tworzeniu tej sieci, są też całkowicie pozbawieni współczucia.

Ich nagłe przebudzenie do diety „opartej na składnikach roślinnych” jest ontologicznym gwałtem na żywności będącej żywym systemem, który łączy nas z ekosystemem i innymi istotami, i ujawnia ignorancję w kwestii bogactwa kultur używających różnorodnych roślin w swoich dietach.

Nauki o środowisku opierają się na rozpoznaniu wzajemnego połączenia i wzajemnej zależności pomiędzy ludźmi a naturą, pomiędzy rozmaitymi organizmami, i w obrębie wszystkich żywych systemów, włączając w to ludzkie ciało. Dlatego nie są fragmentaryczne i redukcjonistyczne- stały się nauką ekologiczną i systemową. Diety powstały stosownie do różnych warunków klimatycznych i lokalnej różnorodności biologicznej, na którą te warunki pozwalają. Bioróżnorodność gleby, roślin i flory bakteryjnej naszych jelit są częścią jednego kontinuum. W cywilizacji indyjskiej technologie są narzędziami. Narzędzia powinny być oceniane według kryteriów etycznych, społecznych i ekologicznych. Narzędzia i technologie nigdy nie były postrzegane jako niezależne, odwołujące się tylko do siebie. Zawsze były oceniane w kontekście wpływu na dobrostan wszystkich.

Poprzez sztuczne mięso, ewolucja, różnorodność biologiczna i sieć życia są przedefiniowane na”archaiczną, niemożliwą do ulepszenia technologię”. Jest to całkowita ignorancja w kwestii wyrafinowej wiedzy, która rozwinęła się w rozmaitych kulturach rolniczych i żywieniowych w różnych strefach klimatycznych i ekosystemach, aby podtrzymać i odnowić różnorodnosć biologiczną, ekosystemy oraz zdrowie ludzi i planety.

Eat Forum, które wydało raport, będący próbą narzucenia światu monokulturowej diety opartej na uprawianym przy użyciu chemikaliów i hiperprzemysłowo przetworzonym jedzeniu, współpracuje w ramach FrESH z przemysłem śmieciowego jedzenia i wielkimi koncernami rolno-spożywczymi, takimi jak Bayer, BASF, Cargill, Pepsico, i wieloma innymi.

Sztuczne jedzenie jest więc kontynuacją trwającego od półtorawieku imperializmu i kolonializmu żywnościowego niszczącego naszą bogatą wiedzę na temat odżywiania i kultur żywieniowych.

Za przemysłem sztucznej żywności stoją wielkie koncerny rolno-spożywcze i wielkie pieniądze. Bill Gates i Jeff Bezos finansują start-upy.

Musimy zdekolonizować nasze kultury żywieniowe i nasze umysły, pozbyć się z nich żywnościowego imperializmu

Industrialny zachód zawsze był arogancki i wykazywał ignorancję na temat kultur, które kolonializował. „Sztuczna żywność” jest tylko następnym krokiem w historii żywnościowego imperializmu.

Soja jest darem Wschodniej Azji, gdzie od tysięcy lat stanowi pożywienie. Była spożywana jedynie w postaci żywności sfermentowanej, aby usunąć jej czynniki przeciwodżywcze. Ale ostatnio soja GMO wytworzyła sojowy imperializm, niszcząc różnorodność tej rośliny. Nadal niszczy różnorodność udokumentowanych przez nas, bogatych w składniki odżywcze jadalnych olejów i białek roślinnych zawartych w indyjskich potrawach dal.

Kiedy Indie zalał olej z soi GMO, a lokalne, wiejskie olejarnie uznano za nielegalne, kobiety z indyjskich slumsów zaapelowały do mnie o przywrócenie naszej gorczycy. To właśnie wtedy rozpoczęłyśmy „sarson satyagraha”* (musztardową satyagrahę), aby bronić naszych zdrowych wytłaczanych na zimno olejów przed zalewem ekstrahowanego za pomocą heksanu oleju sojowego GMO. Heksan jest neurotoksyną.

Podczas gdy indyjscy chłopi wiedzieli, że rośliny strączkowe wiążą azot, zachód industrializował rolnictwo w oparciu o syntetyczny azot, który przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych, powstawania martwych stref w oceanach i jałowienia gleb. My jedliśmy rozmaite rodzaje „dalu”, będące częścią naszego codziennego „dal roti”, natomiast brytyjscy kolonizatorzy, którzy nie mieli pojęcia o bogactwie wartości odżywczych roślin strączkowych, zredukowali je do pokarmu dla zwierząt. Chana stała się „kurzym grochem” (chickpea – ciecierzyca, przyp. tłum.), Gahat „końską fasolą” (horse gram – rodzaj fasoli), tur „gołębim groszkiem” (pigeon pea – nikla indyjska, roślina z gatunku bobowatych).

Znaleźliśmy się na skraju planetarnego załamania, katastrofy zdrowotnej i kryzysu związanego z brakiem środków do życia dla milionów rolników. Sztuczna żywność tylko przyspieszy ten pęd do zagłady. Prawdziwe pożywienie jest szansą na odnowienie ziemi, naszych gospodarek żywnościowych, suwerenności żywnościowej i kultur żywieniowych. Dzięki prawdziwej żywności możemy zdekolonizować nasze kultury żywieniowe i naszą świadomość. Możemy pamiętać, że żywność żyje i daje nam życie.

Bojkotujcie bezmięsne burgery GMO „Impossible Burgers”. Róbcie tofu. Gotujcie dal.

Jeśli uważacie ten artykuł za użyteczny, proszę rozważcie podzielenie się nim w waszych sieciach kontaktów.

*Satyagraha – dosłownie: trzymanie się prawdy, ruch społeczny zapoczątkowany przez Mahatmę Gandhiego, oparty na stosowaniu biernego oporu i odmowie współpracy, walka o sprawiedliwość społeczną i ekonomiczną bez stosowania bezpośredniej przemocy.

Przełożył Jan Skoczylas.

źródło: Independent Science News

Artykuł opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial-NoDerivs 3.0 License.

Tłumaczenie ukazało się po raz pierwszy na stronie Nyeleni Polska.

Miłość do mody i troska o dobro planety mogą iść w parze. Jednym ze sposobów na to może być dawanie drugiego życia ubraniom. Korzystanie z odzieży używanej to przepis na zmniejszenie ilości odpadów, oczyszczenie przestrzeni wokół siebie i zbudowanie naprawdę wyjątkowej garderoby. LESS_to nowa polska aplikacja, która odpowiada na potrzeby proekologicznych konsumentów. Pozwala ona sprzedawać i kupować używane ubrania wysokiej jakości. Tym samym pomaga żyć zgodnie z zasadą less waste, którą coraz częściej kierują się Polacy.

Nie tylko działacze proekologiczni, ale również najważniejsze osobistości świata nauki (np. Michio Kaku) czy biznesu (choćby Elon Musk) coraz głośniej zwracają uwagę na konieczność zmiany. Zmiany naszego trybu życia. Do niedawna symbolem sukcesu było posiadanie szafy pełnej ubrań i garażu pełnego aut. Dzisiaj celebryci, np. Jennifer Lopez, coraz częściej opowiadają się za minimalizmem, a sukces, według badań socjologów, w kulturze popularnej przestaje mieć wymiar jedynie materialny. Coraz częściej dzieci w wieku szkolnym, w dużej mierze kształtowane przez przekaz płynący z mediów, za sukces uznają założenie szczęśliwej rodziny czy bycie dobrymi w wybranej przez siebie dziedzinie. Twórcy internetowi zaś, zamiast robić coraz to kolejne „haule zakupowe” z Zary, relacjonują wyjścia do second-handów, gdzie za ułamek ceny detalicznej nabywają ubrania marek premium o ponadczasowej stylistyce i świetnej jakości.

To właśnie rynek ubrań, obok hodowli bydła i spalania paliw kopalnych, najbardziej zanieczyszcza środowisko naturalne. Co równie zatrważające, marki charakteryzowane jako fast-fashion, których ubrania kupuje większość z nas, szkodliwe chemikalia odprowadzają do zbiorników wodnych, zwiększając prawdopodobieństwo, że mieszkańcy terenów nieopodal fabryk zachorują na nowotwory. Liderzy rynku wprawdzie zobowiązują się do redukcji używanych chemikaliów czy płacenia swoim pracownikom wyższych, pozwalających na godne życie stawek. Mimo to produkcja jednego t-shirtu wciąż wymaga zużycia 2700 litrów wody, a model biznesowy sieciówek, opierający się na wprowadzaniu i reklamowaniu nowych kolekcji co kilka tygodni, jest dla nas w długim terminie zabójczy.

Na rynku ubrań wszystko na opak

W gospodarce panuje inflacja, a jakość elektroniki czy maszyn przemysłowych cały czas się polepsza. Ubrania jednak wyłamują się z tego trendu – tanieją mimo rosnących kosztów wynagrodzeń i… starczają nam na coraz krócej. Oznacza to, że firmy fast-fashion, aby generować większy przychód i zwiększać kapitalizację na giełdzie, dostarczają nam sterty coraz gorszej jakości odzieży. Wszystko po to, abyśmy jeszcze szybciej je wyrzucili i wybrali się do sklepu po kolejną ich dawkę.

Czy to oznacza, że nie powinniśmy kupować ubrań? Nie, w żadnym wypadku. Ubrania to element naszej ekspresji; sztuka użytkowa, z którą mamy do czynienia na co dzień. Zrezygnowanie z niej oznaczałoby częściową ascezę, pozbawienie się przyjemności z eksperymentowania modą. Nikt z nas tego nie chce. Wystarczy, abyśmy wybierali ubrania marek produkujących w sposób zrównoważony, które starczą nam na wiele lat i które później będą w na tyle dobrej kondycji, by je odsprzedać.

Są to marki uznawane zwykle za segment premium, takie jak The North Face, Patagonia czy Birkenstock. Stawiają one na ubrania z wełny czy lnu. Przy produkcji tych ubrań ograniczona jest emisja dwutlenku węgla, chemikaliów czy zużycie wody. Poza tym marki te inwestują w zaawansowany proces projektowy – mają swój określony, niepowtarzalny styl, który nie zmienia się drastycznie co miesiąc. Sieciówki natomiast uprawiają „reverse engineering” – momentalnie kopiują ubrania, które stają się popularne np. na Instagramie. Jako że trendy są bardzo ulotne – takich ubrań większość z nas nie chce nosić już kilka tygodni po zakupie.

Recepta na problem, wystawiona przez Polaka

Głównym problemem, który może napotkać osoba chcąca nabyć ubranie wysokiej jakości, jest jego zaporowa cena. Z pomocą przychodzą takie aplikacje, jak np. LESS_ której założycielem jest Polak, Mateusz Oleksiuk. Pozwala ona na sprzedaż i zakup używanych ubrań luksusowych, zarówno od zwykłych użytkowników, jak i second-handów.

LESS_ posiada również niespotykany dotąd w żadnej innej aplikacji moduł społecznościowy – użytkownik, aby być bardziej świadomym posiadanych przez siebie ubrań, może dodawać je do swojej wirtualnej szafy. Każdy nowy zakup, dodatkowo, wyświetla się na „tablicy” znajomym użytkownika, którzy mogą wchodzić z nim w interakcję. Co ciekawe, wszystkie zakupy i sprzedaże dokonane przez użytkownika są zliczane przez LESS_ – widzimy więc, ile straciliśmy bądź ile zrobiliśmy na ubraniach w danym okresie czasu.

LESS_ usprawnia wiele mankamentów konkurencji, lecz przede wszystkim ma ambicję być w centrum globalnej zmiany w sposobie konsumpcji. Zainwestował w nią anioł biznesu, Dawid Urban. W ciągu pierwszego miesiąca od premiery LESS_ zaufało 48 tys. Polaków, dzięki czemu apka stała się numerem 1 w rankingu App Store w kategorii „shopping”. LESS_ zostało także wsparte przez wielu influencerów, dla których ważna jest ekologia, takich jak Sandra Kubicka, FitLovers, Ola Ciupa czy Radek Pestka. Gwiazdy te dochód ze sprzedaży swoich ubrań w LESS_ przekazują na rzecz Fundacji Greenpeace oraz Fundacji Siepomaga.

Być może jesteśmy właśnie świadkami narodzin polskiej aplikacji mobilnej, która osiągnie sukces międzynarodowy. Jednak to, czego jesteśmy pewni już teraz, to to, że każde działanie przyczyniające się do mądrzejszej konsumpcji nie tylko sprawia, że więcej zostaje w naszym portfelu, ale także stanowi krok w stronę zmiany. Zmiany dla naszej planety, której częścią powinniśmy stać się wszyscy.

#LessIsMore