Stołeczna Zachęta przygląda się nieco mniej przyjemnym obliczom modernizacji. (więcej…)
Utrzymujące się globalne przepaści między dochodami, bogactwem i standardem życia ludzi od dawna postrzegane są jako porażka ludzkiej woli i pomysłowości. Jednak w ostatnich latach uświadomiliśmy sobie również to, jaką zarazą są nierówności ekonomiczne wewnątrz krajów. Dotyczy to też Wielkiej Brytanii, gdzie problem narasta przez ostatnie 30 lat.
Zważywszy na ludzką skłonność do skupiania uwagi jedynie na tych problemach, które są najbliżej, może ta nowa świadomość – nawet pośród prezydentów i szefów Międzynarodowego Funduszu Walutowego – stwarza nam szansę, by stanowczo zmierzyć się z problemem nierówności zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym.
Zasięg i trwałość nierówności ekonomicznych świadczy o głęboko zakorzenionych ułomnościach systemu. W Fundacji Nowej Ekonomii (NEF) zajmujemy się m.in. Poszukiwaniem rozwiązań, które Wielka Brytania może i powinna wprowadzić, aby zmierzyć się z tą kwestią. Chodzi o mieszankę rozwiązań, a nie pojedynczy „złoty środek”, gdyż źródła nierówności są różnorodne, uporczywe i wzajemnie powiązane.
Biorąc na warsztat przypadek Wielkiej Brytanii, Fundacja Nowej Ekonomii zbudowała model, pomagający powiązać ze sobą różne czynniki, które wpływają na ludzi w różnych momentach życia. Składa się on z pięciu części:
1. Warunki początkowe – położenie ekonomiczne rodziny, w której dana osoba się urodziła
2. Wpływy we wczesnych momentach życia – wczesne lata życia i formalna edukacja
3. Ramy ekonomiczne, które określają dystrybucję przychodów i bogactwa w danym kraju – szanse na rynku pracy, poziom wynagrodzeń i dostęp do dóbr materialnych
4. Ustrój polityczny i redystrybucja – zaangażowanie danej osoby w ustrój polityczny i jego wpływ na jej dochody poprzez podatki i pomoc społeczną
5. Warunki zewnętrzne – szersze czynniki wpływające na ramy krajowej gospodarki, takie jak globalizacja czy technologia
Nasza propozycja, opracowana z udziałem ekspertów z całej Europy, ma służyć wykreowaniu pozytywnego sprzężenia zwrotnego między różnymi rozwiązaniami i działaniami politycznymi, tak aby skutecznie zmierzyć się z czynnikami generującymi nierówności w wymienionych punktach. Najważniejsze działania, jakie proponujemy, to:
Priorytet polityczny: zobowiązanie do publicznego finansowania podaży wysokiej jakości opieki nad dziećmi, tak aby wydatki rodziny na opiekę nad dziećmi nie przekraczały 15% jej przychodów.
Priorytet polityczny: gwarancja pełnego zatrudnienia. Pomóc w tym może: (1) publiczne finansowanie tworzenia społecznie produktywnych miejsc pracy (inspiracją może tu być Nowy Ład prezydenta Roosevelta); oraz (2) państwowy bank inwestycyjny z oddziałami regionalnymi, mający za zadanie wspierać tworzenie dobrych miejsc pracy oraz przekształcanie miejsc pracy niskiej jakości na dobre.
Priorytet polityczny: ustawowe gwarancje prawa do zbiorowego wyrażania opinii przez pracowników we wszystkich sektorach i na wszystkich stanowiskach. Zwiększona przejrzystość i współudział w procesie decyzyjnym mogą odegrać decydującą rolę w poprawie zarządzani firmami, tak aby pomóc im w podnoszeniu płac pracownikom o niższych dochodach i utrzymywać pensje szefów na rozsądnym poziomie.
Priorytet polityczny: wspieranie dla sektorowych i branżowych inwestycji w planowanie zatrudnienia, szkolenia oparte na ścieżce kariery, wysokiej jakości zarządzanie i dostępność staży. Firmy miałyby możliwość utworzenia ram jakości i dzielenia się między sobą dobrymi praktykami. Wspólne ustalenia mogłyby także zmniejszyć ryzyko inwestowania firm w pracowników tylko po to, aby stracić ich dla konkurencji, zanim inwestycja się zwróci.
Priorytet polityczny: zmiany w podatkach pośrednich i bezpośrednich w celu osiągnięcia bardziej progresywnego systemu. W pierwszej kolejności konieczne jest: (1) zwiększenie liczby progów i stawek podatku dochodowego, poczynając od natychmiastowego podniesienia stawki płaconej przez najbogatszych do 50% od przychodów powyżej 50.000 funtów; oraz (2) reforma opodatkowania pośredniego, tak aby zmniejszyć nadmierne obciążenie mniej zamożnych gospodarstw domowych.
Ta lista celów i priorytetów politycznych nie jest wyczerpująca, ale naszym zdaniem stanowi solidne podstawy skoordynowanego działania na rzecz sprostania nierównościom ekonomicznym u ich źródła w Wielkiej Brytanii. I że może znaleźć zastosowanie także w innych krajach.
Artykuł How to take down economic inequality ukazał się na stronie New Economics Foundation (Fundacji Nowej Ekonomii). Przeł. Tomasz Szustek.
Fiński parlament przegłosował niedawno ustawę o równości małżeńskiej. To wielkich sukces obywatelek i obywateli, korzystających z wprowadzonego w marcu 2012 r. narzędzia inicjatywy obywatelskiej. Jednak mimo że udało się za jego pomocą zainicjować debaty parlamentarne w wielu nowych tematach, nadal zadawane są pytania o skuteczność inicjatywy jako narzędzia politycznej zmiany.
Nowe narzędzia demokracji
Choć Europa przez wieki była kolebką demokracji, w Finlandii demokracja bezpośrednia nie była tak zaawansowana jak w niektórych innych krajach europejskich. Od 1945 r. odbyło się tylko jedno ogólnokrajowe referendum – dotyczyło ono wstąpienia Finlandii do Unii Europejskiej. W fińskim systemie prawnym referenda nie są wiążące, lecz jedynie konsultacyjne. Oznacza to, że parlament wpierw decyduje o tym, czy w ogóle przeprowadzić referendum, następnie zaś – czy zgadza się z jego werdyktem. Możliwości wpływania przez zwykłe obywatelki i obywateli na polityczną agendę pomiędzy wyborami pozostają niewielkie.
Ostatnimi czasy udało się jednak opracować nowe narzędzia partycypacji. Fińska Inicjatywa Obywatelska (FIO) weszła w życie w maju 2012 r. po latach przygotowań i ciężkiej pracy. Dużą rolę odegrała w tym procesie Liga Zielonych w czasie, gdy była częścią koalicji rządowej. Za pomocą inicjatywy obywatelskiej wystarczy zebrać podpisy 50 tysięcy fińskich obywatelek i obywateli (ok. 1,2% uprawnionych do głosowania) pod projektem ustawy, aby trafiła ona pod obrady parlamentu. Inicjatywa obywatelska jest zatem narzędziem wskazywania zmian w istniejącym prawie lub wprowadzania nowych propozycji ustawodawczych.
Pod koniec 2012 r. stworzono specjalny serwis internetowy, umożliwiający rozpoczęcie i zarządzanie inicjatywami. Jego celem jest promowanie i wspieranie aktywności obywatelskiej. Przed rokiem 2012 możliwość inicjatywy uchwałodawczej oraz wnioskowania o referendum istniała jedynie na szczeblu lokalnym.
Prawa zwierząt, równość małżeńska, jazda po alkoholu
Pierwsza inicjatywa, pod którą udało się zebrać ponad 50 tysięcy podpisów, zainicjowana została przez obrońców praw zwierząt, domagających się zakazu farm zwierząt futerkowych. Inicjatywa przekazana została parlamentowi w marcu 2013 r., a w lipcu tego samego roku trafiła pod obrady. Została odrzucona stosunkiem głosów 146 do 36 (przy 3 wstrzymujących się i 14 nieobecnych) i nie podjęto już żadnych innych działań. Kolejna inicjatywa, domagająca się zmian w systemie certyfikatów energetycznych w budownictwie, również została odrzucona.
Poza tymi dwiema inicjatywami wymaganą liczbę podpisów w ciągu pół roku zebrały kolejne cztery. Dotyczą one kwestii praw autorskich, umożliwienia parom tej samej płci zawierania małżeństw, statusu języka szwedzkiego w szkołach oraz zaostrzenia kar dla osób prowadzących pojazdy po alkoholu. Aktualnie prowadzonych jest ok. 30 różnych inicjatyw, kolejnym 210 nie udało się z kolei zebrać wymaganej prawem ilości podpisów i tym samym zakończyły się niepowodzeniem.
Inicjatywa obywatelska jest pierwszym na poziomie kraju krokiem na rzecz przybliżenia się Finlandii do demokracji bezpośredniej oraz pierwszym narzędziem, umożliwiającym bezpośredni wpływ obywatelek i obywateli na legislację. Jest ona realizacją pomysłu na wzmocnienie demokracji przedstawicielskiej – daje bowiem ludziom szansę na to, by ich głos był przez ich przedstawicieli wysłuchany również między wyborami. Z drugiej strony umożliwia jedynie sugerowanie parlamentowi zmian prawnych, których wcale nie musi on wcielać w życie. Jeśli parlament odrzuci jakąś inicjatywę, osoby ją organizujące nie mają już innych sposobów, by walczyć o swoje postulaty.
Debata publiczna – czy to wystarczy?
Inicjatywy obywatelskie zdołały wzbudzić dyskusje zarówno nad zgłoszonymi w ich ramach propozycjami, jak również o samej fińskiej demokracji. Część posłanek i posłów skrytykowała mechanizm inicjatywy obywatelskiej jako omijanie demokracji przedstawicielskiej – co brzmi absurdalnie, biorąc pod uwagę fakt, że został on wprowadzony po to, by ją wzmacniać. Choć przez pierwsze półtora roku żadna z prób dokonania zmian legislacyjnych w drodze inicjatywy się nie powiodła, spora część z nich doprowadziła do tego, że w debacie publicznej pojawiły się nowe tematy.
Inicjatywa dotycząca równości małżeńskiej zebrała rekordową liczbę 166.851 podpisów, z czego 100 tysięcy zebranych zostało już pierwszego dnia. Wcześniej z podobną propozycją wyszła grupa posłanek i posłów, została ona jednak odrzucona w komisji parlamentarnej. Sprawiło to, że dyskusja na ten temat była niezwykle żywa i przyczyniła się do sukcesu inicjatywy obywatelskiej. Również i ona nie znalazła poparcia w komisji, została jednak przedłożona pod obrady plenarne. Jak widać, mechanizm inicjatywy obywatelskiej przyczynił się do ożywienia publicznej dyskusji oraz organizacji rozlicznych wydarzeń, przyczyniając się tym samym do wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego.
Kryzys zaufania kryzysem demokracji
Po dwóch latach funkcjonowania tego mechanizmu możemy zauważyć, że aktualny pozostaje pewien fundamentalny problem – obywatelki i obywatele nadal nie mają w swych rękach realnej władzy. Frekwencja wyborcza jest w Finlandii dość niska, np. jedynie 39,1% uprawnionych do głosowania wzięło udział w tegorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. W wyborach samorządowych w 2012 r. wskaźnik ten sięgnął 58,3%, w parlamentarnych zaś – 67,4%.
Jak wskazują badania, rośnie nieufność między politykami a obywatelkami i obywatelami. Jedynie część społeczeństwa głosuje w wyborach. Oznacza to, że spora grupa ludzi pozostaje z różnych powodów na zewnątrz systemu demokratycznego. Jak widać, politycy nie są skłonni przekazać ludziom dostatecznie dużo władzy, by ci mieli istotny wpływ na krajową politykę. Wiele spośród inicjatyw obywatelskich było przez nich krytykowanych za kiepską jakość i nieprzemyślenie konsekwencji ich wdrożenia.
Choć świat wokół nas gwałtownie się zmienia, nasza demokracja w ostatnich dekadach nie zmieniła się znacząco. Choć spośród różnych form organizacji życia społecznego cieszy się ona największym poważaniem, do jej działania niezbędne jest wzajemne zaufanie między wyborcami a ich reprezentacją. Demokracja oznacza podejmowanie działań na rzecz budowy lepszego, bardziej sprawiedliwego społeczeństwa, musi zatem być stale pielęgnowana i rozwijana. Kosmetyczne zmiany nie wystarczą do tego, by powstrzymać jej dryf w stronę kryzysu. Niezbędnym elementem usprawniania naszej demokracji jest wzmacnianie pozycji obywatelek i obywateli w celu zagwarantowania legitymizacji instytucjonalnej polityki, przywrócenia wiary w demokrację oraz poszerzenia środków, umożliwiającym im wpływanie na rzeczywistość.
Więcej demokracji bezpośredniej
Jeśli ludzie mieć będą poczucie, że nie mają nic do powiedzenia w procesie podejmowania decyzji, stworzy to warunki do rozwoju ekstremistycznych, działających poza prawem ruchów, które chcą być słyszane, ale czują się zmarginalizowane i wykluczone przez społeczeństwo. Musimy pamiętać, że przeszłości brak reprezentacji skutkował poczuciem frustracji i gniewu, skierowanym przeciwko „elitom”, a nawet przemocą. Dlatego właśnie jest tak ważne, by obywatelki i obywatele mieli poczucie władzy. Demokrację należy stale pogłębiać.
Choć inicjatywy obywatelskie są dobrym początkiem procesu zasypywania przepaści między politykami a obywatelkami i obywatelami, same z siebie nie wystarczą. Potrzeba nam więcej demokracji bezpośredniej, w której parlament nie może wetować decyzji o przeprowadzeniu referendum czy kwestionować jego wynik. Oznacza to, że powinna istnieć możliwość przeprowadzenia referendum w sprawie podniesionej przez daną inicjatywę obywatelską, jeśli rezultat dyskusji parlamentarnej nie odpowiada obywatelom. Najbardziej istotne zmiany – np. w konstytucji – zawsze powinny być poddawane pod głosowanie powszechne. Rzecz jasna, jeśli chcemy sprawnego funkcjonowania mechanizmów demokracji bezpośredniej, pamiętać musimy o przestrzeganiu podstawowych praw człowieka oraz praw mniejszości.
Przeciwnikom demokracji bezpośredniej zdarza się twierdzić, że ludzie nie mają dostatecznej wiedzy na temat spraw, które przedkładane są im pod głosowanie. Tymczasem w krajach, w których demokracja bezpośrednia jest regularnie praktykowana, ludzie są bardziej świadomi społecznych problemów, zapalnych kwestii oraz ich potencjalnych rozwiązań. Przyczynia się wręcz do wzrostu poczucia zadowolenia wśród ludzi, mających poczucie wpływu na społeczeństwo, w którym żyją. Moje doświadczenia w polityce lokalnej, jak również w roli kandydatki do Parlamentu Europejskiego oraz krajowego nauczyły mnie, że politycy mają dokładnie taką samą zdolność do gromadzenia informacji i podejmowania decyzji, co zwykłe obywatelki i obywatele. Ludzie powinni się domagać oddania im władzy – wszak politycy tylko ją od nich pożyczają.
Artykuł The Finnish Citizens’ Initiative: Changing the Agenda ukazał się w „Green European Journal” (Zielonym Magazynie Europejskim). Przeł. Bartłomiej Kozek.
Czy rewelacje Snowdena, który uświadomił całemu niemal światu, że jesteśmy pod obserwacją, pomogły ograniczyć zapędy władzy nadużywającej swoich kompetencji? (więcej…)
Opinia publiczna śledząca doniesienia na temat niemieckiej transformacji energetycznej – Energiewende – ma pełne prawo odczuwać zawrót głowy. (więcej…)
Symbolem nowoczesnego serialu politycznego stał się dla wielu osób amerykański „House of Cards”. Dla tych, którzy szukają mniej cynicznego, lecz wciąż realistycznego obrazu polityki, odkryciem może być duński „Borgen”. (więcej…)
Co udało się wynegocjować w Limie, i czemu tak niewiele? Ostatnia część relacji Pauliny Szabat z COP20 specjalnie dla „Zielonych Wiadomości”. (więcej…)
Nasze pojmowanie wielkiej historii bierze się nie tylko z lektur, ale również rodzinnych historii. Rocznica I wojny światowej daje nam okazję do refleksji na temat wojny, możliwości wybaczania oraz odpowiedzialności za dzień dzisiejszy. (więcej…)
Historie I wojny światowej zamykają się najczęściej w perspektywach poszczególnych państw narodowych. Wojna z lat 1914-1918, która zdziesiątkowała całe pokolenie Europejczyków i naznaczyła na całe życie tych, którzy ją przetrwali, rzadko kiedy bywa wspólnie upamiętniana. Pora to zmienić. (więcej…)
Postawa proekologiczna oraz działania mające chronić środowisko naturalne zazwyczaj są kojarzone z ruchami i partiami lewicowym. Badania pokazują, że osoby o poglądach lewicowych mają bardziej proekologiczne podejście w porównaniu do osób o poglądach konserwatywnych. Istnieje nawet złośliwe powiedzenie, że „ekolog jest jak arbuz: z wierzchu zielony, w środku czerwony”.
W Polsce sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Jak pokazują m.in. wyniki badań Adriana Wójcika i Janiny Pietrzak z Uniwersytetu Warszawskiego, nie ma prostego związku pomiędzy poglądami lewicowymi a postawą proekologiczną. Jednak taki związek zaczyna się pojawiać wśród młodych ludzi. Być może dzieje się tak, ponieważ kwestie ekologiczne w polskiej debacie publicznej wciąż zajmują niewiele miejsca.
Konserwatysta rzadziej wybiera rower
Z czego wynikają związki pomiędzy ekologią a lewicą? Dlaczego fakt, że ktoś akceptuje np. legalizację związków jednopłciowych miałby mieć jakikolwiek związek z jego stosunkiem do globalnego ocieplenia bądź segregowania śmieci? Dlaczego komunikaty, które próbują przekonać nas, jak poważne są zagrożenia ekologiczne, a jednocześnie do tego byśmy zmienili swoje zachowania i nawyki, w większym stopniu trafiają do osób o poglądach lewicowych? Dlaczego przeciętna osoba o poglądach konserwatywnych jest bardziej podatna na sceptycyzm w kwestii globalnego ocieplenia i mniej skłonna jest korzystać z roweru lub transportu publicznego?
Zdaniem Matthew Feinberga z Rotman School of Management i Robba Willera z Uniwersytetu Stanforda jednym z powodów jest sposób, w jaki prezentowane są zagrożenia ekologiczne.
Kiedy ktoś próbuje zwrócić naszą uwagę na problemy ekologiczne i namówić nas np. do segregowania śmieci, najczęściej odwołuje się do argumentów moralnych. A dokładnie próbuje przekonać swoich odbiorców, jak dużą krzywdę wyrządzamy naturze. I trudno się dziwić. Argumentacja odwołująca się do naszej moralności często jest skuteczna. Kto chciałby myśleć o sobie, że nie postępuje moralnie?
Wspomniani wyżej badacze przebadali 51 profesjonalnych filmów z You Tube (wybrano filmy, które miały minimum 10 tysięcy wyświetleń) i 232 artykuły prasowe promujące postawę proekologiczną. W obu przypadkach dominowały argumenty bazujące na kodzie moralnym „troski/krzywdy”, który generalnie za niemoralne uważa wyrządzanie krzywdy innym ludziom lub zwierzętom. Taki kod jest ważniejszy dla osób o poglądach lewicowych. Nic więc dziwnego, że nawoływania do tego, by wreszcie przejąć się stanem środowiska naturalnego i ograniczyć nasze samolubstwo w imię jego ochrony, bardziej do nich trafiają.
Powstaje jednak pytanie, jak trafić z przekazem proekologcznym do osób o poglądach konserwatywnych. Do jakiego rodzaju moralności się odwołać?
Pięć kodów moralności
Tu konieczna jest mała dygresja dotycząca tego, co dla różnych ludzi jest moralne lub niemoralne. Badania zespołu pod kierunkiem prof. Jonathana Haidta sugerują, że nie ma jednej, uniwersalnej reguły moralnej. Haidt wraz z współpracownikami wyróżnił pięć kodów moralnych, mających źródła w naszej ewolucji, które są ogólnymi kryteriami uznania danego zachowania za moralne lub nie. Problem w tym, że dla poszczególnych osób różne kody mogą mieć różną wagę. To, co niemoralne dla liberała, niekoniecznie jest niemoralne dla konserwatysty. I odwrotnie.

W tym miejscu możemy wrócić do naszego pytania: jak przekonać konserwatystę do segregowania śmieci? Wspomniani badacze: Feinberg i Willer, przeprowadzili jeszcze jedno badanie – tym razem eksperyment. Każda osoba badana była na początku pytana o orientację polityczną (lewicowa-prawicowa), a później losowo przydzielona do jednej z trzech grup. W każdej grupie osoby badane były poproszone o przeczytanie odpowiednio spreparowanego artykułu prasowego. Tekst, z którym zetknęła się grupa pierwsza, promował postawy proekologiczne odwołując się do kodu moralnego „troski/krzywdy”, tak jak to się dzieje w większości tego typu artykułów. Nacisk położony był na to, jak bardzo ludzie niszczą środowisko naturalne, jak wielką krzywdę wyrządzają naturze, a przy okazji sobie; oraz jak ważne jest to, by ludzie zaczęli o nią dbać i ją chronić. Drugi artykuł również zwracał uwagę na zagrożenia ekologiczne i nawoływał do zmiany swoich zachowań. Jednak odwoływał się do innego kodu moralnego – kodu „czystości”. Taki efekt osiągnięto dzięki koncentracji na tym, jak zanieczyszczona i skażona jest nasza przyroda, a tym samym i ludzie. Oraz jak ważne jest, by ludzie przywrócili naturze jej dawną, nieskazitelną czystość. By wzmocnić przekaz, do obu artykułów dodano odpowiednie dobrane zdjęcia (przykładowe zdjęcia na rysunku).
Warto zwrócić uwagę, że oba te komunikaty miały podobne przesłanie – wskazywały na zagrożenia dla środowiska naturalnego oraz konieczność działań prokekologicznych, takich jak recykling czy rzadsze używania samochodu. Różniły się jedynie argumentacją, odwołując się do różnych emocji i intuicji moralnych.
Trzecia grupa miała do czynienia z neutralnym i apolitycznym artykułem opisujący historię krawata. Po przeczytaniu odpowiedniego artykułu osoby badane odpowiadały na kilkanaście pytań dotyczących ich postawy wobec działań służących ochronie środowiska oraz tego, w jakim stopniu traktują globalne ocieplenie jako rezultat ludzkiej działalności.
Oczywiście celem eksperymentu było sprawdzenie, jak różne sposoby perswazji proekologicznej wpłyną na osoby o lewicowych bądź prawicowych poglądach. W przypadku artykułu odwołującego się do kodu „troski/krzywdy” nie było niespodzianek – po jego przeczytaniu osoby o poglądach lewicowych deklarowały wyższy poziom postawy prokoekologicznej niż osoby o bardziej konserwatywnych poglądach. To sytuacja, którą widzimy na co dzień. Komunikaty usiłujące nakłonić nas do bardziej proekologicznych zachowań wywołują przynajmniej chęć działania u osób o lewicowych poglądach i zazwyczaj trafiają w próżnię w przypadku osób o poglądach konserwatywnych.
Jednak w przypadku artykułu odwołującego się do kodu „czystości” wyniki były inne. Liberałowie i konserwatyści w równym stopniu deklarowali postawę proekologiczną. Osoby o prawicowych poglądach po przeczytaniu artykułu kładącego nacisk na to, jak bardzo skażone jest nasze środowisko, były zdecydowanie bardziej proekologiczne. A nawet bardziej były skłonne uznawać, że globalne ocieplenie jest skutkiem działań człowieka w porównaniu do swoich konserwatywnych kolegów i koleżanek, którzy czytali artykuł koncentrujący się na krzywdach, jakie wyrządziliśmy naturze (kod „troski/krzywdy”). To zaś sugeruje, że konserwatyści również mogą być ekologami, jednak z innych powodów. Dla nich troska o środowisko to walka o przywrócenie nieskazitelności otaczającej nas natury.
Z ostrożnym optymizmem
Oczywiście trzeba przy tego rodzaju badaniach zachować ostrożność. Po pierwsze, to jak na razie tylko jedno badanie. Po drugie, przeprowadzono je na Amerykanach, którzy mogą się różnić od Polaków. Wreszcie, artykuły perswazyjne wpłynęły na to, co osoby badane deklarują. Nie wiemy, jak wyglądałaby sprawa, gdyby przyszło do konkretnych działań.
Jednak moim zdaniem wskazuje na bardzo istotną rzecz. Przesłanie proekologiczne może być skuteczniejsze, jeśli dostosujemy je do odbiorcy. Wyniki badań Feinberga i Willera sugerują, jaki rodzaj komunikatu może być skuteczny, jeśli chcemy przekonać do dbania o środowisko również osoby o bardziej konserwatywnych poglądach. Tym samym możemy uczynić troskę o stan naszego środowiska kwestią ogólnospołeczną, podzielaną przez wszystkie strony sceny politycznej. A na tym powinno zależeć nam wszystkim.
Choć „partia prezydencka” w największych polskich miastach musiała nieco oddać pola, to jednak większość urzędujących od lat prezydentów czołowych metropolii utrzymała stanowiska. Czy ich kolejne kadencje będą takie jak poprzednie? (więcej…)
Książka Naomi Klein „To zmienia wszystko” jest znakomitą lekturą, jednak w celu budowy skutecznego ruchu na rzecz zmiany powinniśmy spoglądać dalej. Nie wystarczy stwierdzenie, że jedyną odpowiedzią jest budowa ruchu społecznego. Apel o jego budowanie zbyt łatwo staje się sloganem zamiast realnym rozwiązaniem. Możemy jednocześnie zachwycać się tą książką i patrzeć głębiej, niż proponuje autorka. (więcej…)
