Według najnowszego raportu Fundacja Billa i Melindy Gatesów „niebezpiecznie wypacza” kierunek programów rozwojowych.

Opublikowany 20 stycznia raport potwierdza, że ogromne fundusze i wpływy Fundacji Billa i Melindy Gatesów (Bill and Melinda Gates Foundation, BMGF) niebezpiecznie i w sposób pozbawiony demokratycznej kontroli zakłócają kierunek międzynarodowego rozwoju.

Dysponująca kapitałem rzędu 43,5 miliarda dolarów BMGF jest największą instytucją charytatywną na świecie. Jest prawdopodobnie najbardziej wpływową organizacją zajmującą się kwestiami ochrony zdrowia i rozwoju rolnictwa na świecie, i w tej pierwszej dziedzinie dostarcza większą pomoc niż jakikolwiek rząd. Krytycy twierdzą, że taka koncentracja siły w sposób niedemokratyczny i pozbawiony kontroli wypacza kierunek międzynarodowego rozwoju. Według raportu „Gated Development – Is the Gates Foundation always a force for good?” działalność BMGF może spowodować pogłębienie globalnych nierówności oraz umocnienie sił międzynarodowych korporacji.

Liczne agencje oraz organizacje pozarządowe, które nie zgadzają się z wieloma aspektami działalności BMGF milczą ze względu na fundusze płynące do nich z programu rozwojowego fundacji, co pokazuje, jak bardzo niebezpieczny może być jej wpływ. Kiedy Bill Gates promował swoją „filantro-kapitalistyczną” markę w szwajcarskim Davos podczas Światowego Forum Ekonomicznego, ukazał się raport, który skrytykował działania fundacji ze względu na:

  • zależność między jej datkami, a praktyką podatkową firmy Microsoft. W 2012 roku Senat Stanów Zjednoczonych odkrył, że Microsoft wykorzystuje swoje zagraniczne filie w celu uchylenia się od płacenia podatku w wysokości 4,5 miliarda dolarów – co stanowi sumę większą, niż roczna darowizna BMGF, która w 2014 roku wynosiła 3,6 miliarda dolarów;
  • bliskie relacje z korporacjami, które poprzez swoje działania i politykę prowadzą do utrzymywania się ubóstwa. Fundacja nie tylko zarabia na licznych inwestycjach w kontrowersyjne przedsiębiorstwa, które przyczyniają się do występowania ekonomicznej i społecznej niesprawiedliwości, ale również aktywnie wspiera wiele z nich, w tym Monsanto, Dupont czy Bayer, poprzez rozmaite pro-korporacyjne inicjatywy na całym świecie;
  •  promowanie rolnictwa przemysłowego w Afryce, naciskanie na przyjęcie GMO, opatentowanych systemów nasiennych i sztucznego nawożenia, czyli tego, co osłabia istniejące zrównoważone drobne rolnictwo, które ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa żywnościowego na całym kontynencie;
  •  promowanie na całym świecie projektów narzucających prywatyzację opieki zdrowotnej i szkolnictwa. Wiele agencji wyraziło zaniepokojenie, że tego typu projekty pogłębiają nierówności i naruszają prawo do zaspokojenia tych podstawowych potrzeb ludzkich;
  •  finansowanie szeregu programów szczepień, które według niektórych źródeł prowadzą do chorób, a nawet śmierci, przy niewielkim zainteresowaniu urzędników i mediów.

Polly Jones, szefowa kampanii i polityki Global Justice Now powiedziała:

Fundacja Billa i Melindy Gatesów szybko stała się najważniejszym graczem w świecie globalnej polityki rolnej i zdrowotnej, brakuje natomiast nadzoru i rozliczania z tego, jak ten gracz jest zarządzany. To skoncentrowanie władzy i wpływu jest nawet jeszcze bardziej problematyczne, jeśli wziąć pod uwagę, że filantropijna działalność fundacji wydaje się być w dużej mierze oparta na wartościach wielkich amerykańskich korporacji. Fundacja nieustannie promuje inicjatywy zgodne z interesem wielkiego biznesu, takie jak rolnictwo przemysłowe, prywatna opieka zdrowotna i szkolnictwo, które mogą pogłębiać ubóstwo i ograniczać dostęp do podstawowych zasobów, czyli zwiększać problemy, które fundacja ma rozwiązywać”.

Organizacja Global Justice Now domaga się, by fundacja podlegała niezależnej, międzynarodowej ocenie i kontroli. Mogłaby ona być prowadzona przez Komitet Pomocy Rozwojowej OECD (Development Assistance Committee, DAC), ale musiałaby opierać się na przejrzystych procedurach i uwzględnić udział różnych stron, zwłaszcza tych, których dotyczą projekty fundacji.

Kopia raportu została przesłana fundacji przed jego opublikowaniem. Odpowiedź znajduje się na stronie 43.

Przełożyły Katarzyna Pasternak, Celina Wyka

źródło: Global Justice Now

W ciągu ostatnich sześciu lat Ikea unikała płacenia podatków w państwach Unii Europejskiej. Z raportu przygotowanego dla frakcji Zielonych w Parlamencie Europejskim wynika, że szwedzki koncern, wykorzystując luki prawne, uniknął zapłacenia około miliarda euro podatków. Zieloni zaapelowali do Komisji Europejskiej o zbadanie, czy nie doszło w tym przypadku do złamania europejskiego prawa.

 

Dodał: Jakub Krzyżanowski

Możliwe zagrożenia ze strony GMO dla gatunków i ekosystemów

„Moim celem nie jest sprzeciw wobec wszelkiego postępu, lecz sprzeciw wobec ŚLEPEGO postępu” — John Muir, doradca prezydenta USA, koniec 19 w.

„Każdy kto wierzy, że genetycznie zmodyfikowane uprawy stworzono dla dobra tej planety powinien przeczytać tę książkę. Przedstawia ona doskonałą analizę przechwytywania globalnej produkcji żywności przez korporacje”.

To drugie o brytyjskiej książce Marka Lappé & Britt Bailey (1999) „Against the Grain, The genetic transformation of global agriculture”. Earthscan Publ., London.

W niniejszym wystąpieniu wypowiadam się o możliwych skutkach ekologicznych i ekonomicznych ZBĘDNEGO lub PRZEDWCZESNEGO wprowadzania do Polski upraw i pasz z GMO. Podkreślam tu, że zastrzeżenia te odnoszą się głównie do niektórych form genetycznych modyfikacji roślin uprawnych, niestety, tych najszerzej już rozpowszechnionych w świecie. W słabszym stopniu uwagi te dotyczą biotechnologii przemysłowej, a jeszcze mniej farmakologicznej. Pozostawiam tu na uboczu także bardzo ważny wpływ na ludzkie zdrowie, jako domenę lekarzy.

1. PODSTAWOWE fakty i OCENY

1. 1. Wobec nadmiaru żywności Europa i Polska ma trudności ze zbytem. A spodziewany jest wzrost plonów w warunkach cieplejszego klimatu i rozwoju rolnictwa „ekologicznego”. Zmniejszywszy o 80% zużycie biocydów (Nowicki i Ribbe 2001), Polska jest zagłębiem żywności czystej chemicznie i o wysokich walorach smakowych. Jej eksport rośnie o 1/4 rocznie.

Konkurentom może zależeć na wmuszeniu Polsce upraw i surowców z GMO choćby po to, aby podważyć nasz atut „czystej” produkcji rolnej.

1.2. Przyspieszone bankructwo drobnych rodzimych producentów rolnych. Wprowadzenie dziś do Polski masowych upraw, pasz i żywności z GMO może się odbyć tylko kosztem przejścia ukrytego na wsi bezrobocia w silnie zwiększone jawne bezrobocie.

1.3. Niepotrzebne wprowadzanie upraw i plonów z GMO zagraża konkretnie:

a) wysokiej różnorodności krajobrazu rolniczego, jako ostoi dla zanikających na Zachodzie kryptogamów, roślin i zwierząt.
b) czystości genetycznej gatunków dzikich, zwłaszcza spokrewnionych z formami GM.
c) agronomicznemu bogactwu genetycznemu (starym odmianom hodowlanym), zmniejszając różnorodność lokalnych kultywarów i odmian zwierząt hodowlanych, z których połowę Zachód utracił przed 1980 (World Conservation Strategy 1980).
d) NIEODWRACALNYM wprowadzeniem nowego genetycznego czynnika do środowiska, niezależnie od rodzaju skutków. Mamy tu nie tyle redukowalne z czasem chemikalia, lecz rozmnażające się i zdolne do przystosowania organizmy żywe.

2. ZIGNOROWANA wiedza ekologiczna i ewolucyjna

Do niedawna sądzono, że Przyrodę tworzą wyraźnie wyodrębnione pule genetyczne zwane gatunkami, powiązane wertykalnymi (dziad, ojciec, syn, wnuk) więzami filogenetycznymi. Dziś jawi się ona jako SIEĆ, wobec nierzadkich POZIOMYCH przecieków (transferów) materiału genetycznego pomiędzy formami geograficznymi, gatunkami, nawet pomiędzy szczeblem podrodzin. Za pośrednictwem mikroorganizmów transfer jest możliwy nawet między odległymi filogenetycznie liniami.

2.1. Przedbiotechnologiczne mieszanie pul genetycznych

Jeszcze poprzedzająca biotechnologiczną ingerencja człowieka-rolnika w przyrodę nasiliła krzyżowanie się form na ogromną skalę. Mieszanie faun i flor jest dziś ogromne: nawet wśród mało mobilnych roślin nasiennych gatunki obce stanowią 32% naszej krajowej flory (Andrzejewski, Weigle 2003).

Wywołane przez człowieka zmiany zasięgów geograficznych, powodując wtórne stykanie się form dawniej oddzielonych, sprzyja przełamywaniu barier rozrodczych między gatunkami i rodzajami, co wielokroć doprowadzało do zlewania się dwóch gatunków w jeden, stanowiąc zawrócenia procesów gatunkotwórczych (specjacyjnych).

Hybrydyzacja zdarza się dziś w przyrodzie wcale nie rzadko, bo pomiędzy:
– 10% gatunków zwierząt wyższych
– u ok. 20% gatunków roślinnych,
– u ok. 25% gatunków wśród lepiej poznanych grup ptaków (Mallet 1997).

Ewolucyjne skutki tego są nieznane, ale z tych i innych powodów dziennie wymiera obecnie ok. 70 gatunków, tych niepowtarzalnych form życia i „fabryk biochemicznych”. Tym samym Ludzkość kontynuuje bezmyślnie swą misję PLANETARNEGO ZABÓJCY różnorodności życia (Wilson 1999, 2003).

Na tle inwazji obcych geograficznie form naturalnych gatunków ekspansja GMO jawi się jako dalszy krok ku UNIFORMIZACJI organizmów żywych na planecie, tyle że realizowanej na niższym od gatunkowego poziomie organizacji.

Mimo tego żadna bogata korporacja nie wspiera badań nad tempem i przyczynami ubożenia różnorodności biologicznej. Zamiast ratowania co się da, akurat instytuty ekologii bywają zamykane (zwłaszcza w Polsce), jako nienowoczesne w porównaniu z „nowoczesną” biotechnologią (to kolejna ślepa z samozachwytu okresowa moda w nauce!), a korporacje biotechnologiczne ten „pożar” bioróżnorodności jeszcze podsycają.

2. 2. Nowy czynnik – globalnie forsowana ekspansja upraw i pasz z GMO

W Iraku została ona narzucana wojskową siłą okupantów, bez żenady (wg Independent Media Centre-SA, 08.06.2005)! W UE podobnie, a tylko z pomocą mniej jawnego handlowego szantażu i gróźb ze strony USA i Światowej Organizacji Handlu (J. Rifkin 2005, tajne instrukcje ujawnione przez WikiLeaks 2010).

2.3. Zignorowanie wiedzy o częstym w zjawiskach ekologicznych opóźnieniu skutków (Time-lag)

Procesy ekologiczne nieraz zaczynają się z wieloletnim opóźnieniem w stosunku do momentu pierwszego kontaktu między formami uczestniczącymi. Dopiero po wielu latach dostrzega się też mniej oczywiste skutki uboczne.

Przywołam tu historie opóźnionego o kilkanaście-kilkadziesiąt lat ujawnienia negatywnych skutków azbestu, DDT, PCB, freonów, pestycydów, substancji o działaniu hormonopodobnym, czy gazów cieplarnianych. Ich producenci, częściowo ci sami co producenci GMO, także wtedy zaklinali się, że skutki będą tylko dobroczynne!

Oznacza to, że:

– nawet brak dostrzeżenia ubocznych skutków upraw GMO już dziś, nie oznacza nie wystąpienie ich w innym czasie i innych okolicznościach.
– uboczne skutki upraw GMO zapewne poznamy w pełni za 1-3 pokolenia.

Prace testujące skuteczność izolowania upraw GMO od upraw tradycyjnych tę cechę zjawisk ekologicznych – opóźnienie objawów – nagminnie przemilczają. Np. brytyjska praca Brokes i Barfoot (2003) wykonana na zlecenia Agricultural Biotechnology Council, mimo badania tylko przez 5 sezonów konkluduje nieuprawnienie, że „after many years of co-existence” nie stwierdzono mieszania się, które sprawiałoby (tu UWAGA: „… economic and commercial problems”). O skutkach przyrodniczych i zjawisku time-lag, ta i inne prace milczą!

3. JAKIE MOGĄ BYĆ SKUTKI EKOLOGICZNE?

„We do not reject all manipulations as being intrinsically wrong because they alter nature. But we question the blind assurances that … genetically engineered crops promise unlimited returns at virtually no environmental cost”.

(AGAINST THE GRAIN, 1999).

3. 1. Nieodwracalność ekspansji GMO w przyrodzie

Biochemik prof. J.B. Neilands stwierdza: „Transgenic seeds may be soon the sole type available”. Podobna konkluzja europejskiego zespołu Independent Science Panel (2002): rozdzielne współistnienie wymienionych upraw (tradycyjnych i genetycznie zmodyfikowanych) byłoby bardzo trudne albo w ogóle niemożliwe.

Tymczasem publikowane na zamówienie koncernów wyniki obserwacji nad rozsiewaniem się nasion lub pyłków, są wykonywane tylko w krótkim czasie i przy stabilnej pogodzie. Nie biorą pod uwagę kluczowych dla dyspersji organizmów zjawisk sporadycznych – wichur, trąb powietrznych lub powodzi – co kilka-kilkanaście lat przenoszących nasiona i inne formy przetrwalnikowe organizmów żywych, a nawet całe organizmy (żaby, ryby), na setki kilometrów. Albo stwarzających dla nich nowe warunki do rozrodu. Nawet oceany nie izolują kontynentów całkowicie.

Stwierdzenie przez parę lat nieobecności krzyżówek w sąsiadujących uprawach tradycyjnych czy brak hybrydów międzygatunkowych z formami dzikimi w najmniejszym stopniu nie wyklucza możności ich powstania później.

W 5 razy gęściej niż USA zaludnionej i pokrytej niemal nieprzerwanie drobnopowierzchniowymi uprawami Polsce nie ma warunków dla odizolowania upraw GMO od upraw tradycyjnych i od dzikiej przyrody. A raz wprowadzone nowe geny pozostaną w przyrodzie NA ZAWSZE, jako zanieczyszczenie powodujące nieznane jeszcze skutki.

3. 2 Dlatego poraża cynizmem zalecanie przez służących koncernom badaczy i urzędników tworzenia wirtualnego prawa o kilkudziesięciometrowych strefach buforowych pomiędzy uprawami GMO a uprawami tradycyjnej formy tego samego gatunku, albo stanowiskami dzikich gatunków pokrewnych. To jawna kpina!

Wykluczanie z rozumowania wyjątkowych warunków środowiskowych jako sprzyjających dalekim dyspersjom, bywa manipulacją prawdopodobnie świadomą, przed czym ostrzega biochemik prof. J.B. Neilands: „Data from agrobusiness and government labs should be viewed with caution”.

3. 3. Zanieczyszczenie genetyczne upraw wbrew woli właścicieli

Liczne fakty pochodzące z obu Ameryk i Europy dowodzą spontanicznego pojawiania się GMO pośród upraw tradycyjnych, i to wbrew woli ich właścicieli. Ostatnio w Argentynie, Mecklemburgii, we Francji, w Katalonii udokumentowano konieczność niszczenia przez właścicieli części swoich upraw (zanieczyszczonych przez GMO) dla zatrzymania rozprzestrzeniania się tych form na sąsiednie pola upraw tradycyjnych.

Wbrew zasadzie „zanieczyszczający płaci”, koszty zabezpieczania upraw tradycyjnych i ekologicznych są przerzucane na drobnych rolników, a nie na korporacje zanieczyszczające uprawy i dziką przyrodę.

Jak się w Ameryce likwiduje opozycję wśród rolników?

Agronomiczne koncerny sugerują nawet „wykradanie” zmodyfikowanych odmian i jakoby uprawianie ich bezprawne. Ścigają potem sądownie niewinnych sąsiadów i nękaniem zmuszają do rezygnacji z niewygodnych dla koncernów upraw tradycyjnych (www.organicconsumer.org/ge/supreme_court_schmeiser.cfm).

A niezorientowanym mieszczuchom wdrukowuje się w umysły ilość hektarów pod uprawami GMO, jako fakty dokonane i rzekomo świadczące o wyższości tych upraw. Tworząc bezmyślnych konsumentów! Bo jak wiadomo, dziś nie liczyłby się Kopernik wiedzący lepiej, który model układu słonecznego jest trafny; obecnie liczy się tylko masowa opinia, uprzednio oszukana kłamliwymi reklamami w mediach.

Dziś jest już udowodnione, że NIE SĄ PRAWDZIWE twierdzenia koncernów o:

– zmniejszaniu liczby głodujących Ziemian przez żywność z GMO, bo bywa wprost przeciwnie, i całe narody nie chcą takiej żywności, bo wykonkurowuje ona rodzimych producentów;
– trwale wyższym plonowaniu form zmodyfikowanych, bo jest ono o 15-15% NIŻSZE;
– trwałym zmniejszeniu strat z powodu szkodników, bo szkodniki mutują i już uodparniają się na trucizny z GMO i ze związanego z nimi biocydu Roundup;
– trwałym zmniejszeniu zużycia biocydów (rzekome zastąpienie chemizacji);
– całkowitej nieszkodliwości produktów z GMO dla zwierząt i ludzi, itd. (patrz: książka M. Lapp’a i B. Bailaya (1999), artykuły w New Scientist lub strony internetowe (www.organicconsumer.org/ge/supreme_court_schmeiser.cfm oraz www.gmwatch.org ).

3. 4. Możliwość wytworzenia „superchwastów”

Wprowadzanie do środowiska nowych kombinacji genów to uruchomienie niekontrolowanego powstawania mieszańców o nowych cechach, ale i przenikanie tych cech do gatunków niespokrewnionych – do mikroorganizmów, roślin i zwierząt dzikich.

Udowodnione już zostało powstanie odpornych na herbicydy superchwastów, wypierających inne dzikie gatunki, jak to nastąpiło miejscami w Argentynie, USA i Kanadzie. Np. w stanie Georgia w uprawach zmodyfikowanej bawełny sprawia dziś problemy zmodyfikowany chwast szarłat Palmera (Wg książki M. Lappé’a i B. Bailaya 1999 oraz artykułów z New Scientist).

Tak jak chemiczna ochrona roślin uruchomiła „wyścig zbrojeń” pomiędzy chemią biocydów, a szybciej ewoluującymi szkodnikami dla rozwinięcia odporności na nowe trucizny, tak będzie (już w kilku krajach świata to się zaczęło – USA, Kostarika, Nowa Zelandia) i z odpornością wbudowaną genetycznie. Ta druga jednak, drogą transferu poziomego, może przeniknąć do chwastów, jak i do szkodników roślin, tworząc odporne ich odmiany.

Wiemy np., że rośliny z genem bakterii Bt (Bacillus thuringiensis) wytwarzają białka, które w alkalicznym środowisku przewodu pokarmowego wielu owadów stają się truciznami niszczącymi formy także pożyteczne dla roślin (owady zapylające) oraz ważne dla ekosystemu.

3. 5. Zagrożenia dla dzikiej przyrody.

Jeśli nie da się odizolować GMO od upraw tradycyjnych, to TAKŻE NIE MA SPOSOBU na zabezpieczenie przed wcześniejszą czy późniejszą penetracją dzikiej przyrody przez niektóre transgeny. W tym przed penetracją obszarów ścisłej ochrony przyrody!

Nie ma sposobu zabezpieczenia czystości genetycznej gatunków dzikich pokrewnych gatunkom modyfikowanym, np. dzikich roślin z Brassicaceae spokrewnionych ze zmodyfikowanym rzepakiem Brassica napus (Lappé i Bailay 1999). W Anglii już stwierdzono przypadki jego krzyżówek międzygatunkowych z B. rapa i B. oleracea, na razie rzadkie, co niesłusznie zlekceważono.

Nawet obce dla Europy rośliny, soja, ziemniak, kukurydza, wprawdzie nie mają tu swych krewniaków, ale i z nich transgeny mogą z pomocą symbiontycznych mikroorganizmów glebowych przeniknąć do gatunków nie spokrewnionych.

3. 6. Możliwość zaburzenia związków symbiotycznych w ekosystemach naturalnych

Wiedza ewolucyjna i o funkcjonowaniu ekosystemów podkreśla dziś znaczenie nie tylko rywalizacji między gatunkami, ale i powszechności współpracy. Dokumentuje to Lynn Margulis w książce „Symbiotyczna planeta” (2000). Wiele form współpracy opiera się na precyzyjnym dopasowaniu chemicznym, które może zostać naruszone poprzez zmiany spowodowane plejotropowymi ubocznymi skutkami zmian dokonanych w materiale genetycznym i metabolitach.

Seria prac wykazuje, że zmieniony chemizm GMO może wpływać poprzez pyłek lub zjadane tkanki rośliny na współżyjące z nią gatunki zwierząt bezkręgowych i kręgowych zmieniając selektywnie skład całych zespołów organizmów żywych (Alteri 1998, Hilbeck et al. 1998, Hernandez et al. 1998, Losey et al. 1999, Mizuki et al. 1999, Yermakova 2005, etc.). Jakie będą tego koszty ekologiczne, jeszcze nie wiemy.

W pracach sponsorowanych przez korporacje przemilcza się możliwość plejotropowego działania nowych ale ukrytych (kryptycznych) cech na inne organizmy żywe.

Uwypukla się za to fakt, że nie wszystkie grupy bezkręgowców są wrażliwe na taki czynnik, co jest pociechą ale słabą, gdyż Ludzkość nie zna funkcji ekologicznych ponad 95% gatunków (Wilson 1999, 2004). Nie wiemy jakie skutki w ekosystemie może wywołać wyginięcie gatunków nawet niepozornych.

Skutki ich wyginięcia ujawnią się dopiero gdy ich zabraknie i z opóźnieniem. Na tym polega tzw. pośrednia i ukryta wartość ekonomiczna gatunków i przyrody, mierzona kosztami niezbędnymi dla naprawiania nieświadomie wywołanych szkód.

Ważna jest jednak ODWROTNOŚĆ wyniku tych badań: niezbite udowodnienie, że część owadów, w tym pożytecznych, jednak wymiera w miejscach występowania upraw GMO! Uprawy takie zagrażają też glebowej faunie, florze i glebowym bakteriom, co może na dziesięciolecia zmieniać różnorodność biologiczną miejsca, jak i warunki uprawy (Koechlin 1999, Lappé i Bailay 1999, Indep. Steering Committee 2005 ).

Możliwe jest wręcz trwałe zaburzenie stanu żywych gleb, złożonych z licznych mikroorganizmów i mezofauny.

Szczególne groźne może być zmieniania materiału genetycznego DRZEW (co ponoć stanowi 33% eksperymentów biotechnologicznych), zwłaszcza dzikich, jako tworzących dominujące na lądach wielkie biomy. Z każdym takim gatunkiem drzewa współżyją symbiotycznie lub pasożytniczo setki do tysiąca gatunków organizmów i mikroorganizmów. Jest udowodnione, że symbiontyczne organizmy mogą włączać obce fragmenty DNA do swego genomu, przejmując np. odporność na pewne antybiotyki. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie skutki może sprowokować taka ingerencja w niedostatecznie poznany jeszcze mechanizm funkcjonowania złożonego ekosystemu leśnego.

4. Ostrzeżenia nie-ekologów

Przed skutkami PRZEDWCZESNEGO wprowadzania upraw GMO do środowiska naturalnego ostrzegają też niektórzy genetycy i biochemicy. Prof. Christiane Nuesslein-Volhard, genetyk z Tübingen, noblistka, powiedziała:

„Mam nadzieję, że naukowcy staną się bardziej pokorni… Dziesięć lat temu biologowie… planowali wyhodowanie takich odmian roślin, które będą dwa razy szybciej asymilować.., zapowiadali stworzenie ziemniaków rosnących nie tylko w ziemi, ale i na krzaku rośliny. Dziś z tych wielkich planów zostało tyle, że mamy rośliny mniej lub bardziej odporne na grzyby i szkodniki. Ale szkodniki szybko się „uczą” i potrafią już sobie z nimi radzić… Przypuszczam, że manipulacje genami, klonowanie i absolutna kontrola nad naturą też pozostaną w sferze marzeń”.

A prof. J. B. Neilands, z Zakładu Biochemii i Biologii Molekularnej na Uniw. Kalifornijskim w Berkeley napisał w r. 1999:

„Czytanie książki „Against the Grain” daje odporność na bzdury rozpowszechniane przez ludzi służących koncernom. Może ona także dać pewną niezależność poglądu od stronniczych akademickich wysokich kapłanów i ich uczniów-japiszonów molekularnej biologii…(academic high priests and wiz-kids of molecular biology who may very well be trained with conflicts of interests).”

5. Aspekt prawny

5. 1. Nie wywołane żadną koniecznością redukowanie różnorodności biologicznej pogwałca zasady Światowej Strategii Ochrony Przyrody (World Conservation Strategy 1980) oraz na jej bazie rozwiniętego modelu Rozwoju Zrównoważonego, a zwłaszcza narusza międzynarodową Konwencję o Ochronie Różnorodności Biologicznej (Raport „Caring for the Earth” 1991).

Sposób wprowadzenia prawa dopuszczającego produkty z GMO na terenie UE, a nawet narzucanie go krajom członkowskim, mimo chwalebnych ograniczeń, jest sprzeczne z ideowymi podstawami europejskiego jednoczenia się, jako opartego na takich zasadach rozwoju zrównoważonego, jak:

a) szacunek i troska o całość zbiorowiska życia na planecie (biosferę);
b) demokratyzacja ważnych decyzji (konsultacje społeczne, sondaże, referenda);
c) subsydiarność, tzn. przenoszenie decyzji na poziom regionalny i lokalny;
d) minimalizowanie ryzyka, czyli zasada ostrożności.

Podjęta pod naciskiem USA i WTO decyzja Komisji Europejskiej znosząca moratorium na dostęp upraw i produktów z GMO, jako niezgodna z interesem dużej części obywateli nowych krajów członkowskich oraz z życzeniem znacznej części obywateli starej Unii, pozostaje w sprzeczności z nadrzędną w UE ideą społeczeństwa obywatelskiego. Uprawnia to do sprzeciwu wobec tej decyzji.

5. 2. Nie tylko nasza krajowa administracja nie może jeszcze zapewnić skutecznej kontroli nad materiałem siewnym oraz nad dystrybucją produktów z GMO, wobec braku sprawdzonych norm prawnych, odpowiednich kadr, laboratoriów i wobec wysokich kosztów analiz.

Przed rokiem odnotowano dwa skandale z nielegalnym zalewem krajów EU przez zmieniony genetycznie ryż najpierw z USA, a potem z Chin, co ujawnia także nieprzygotowanie Unii.

6. Interpretacja humanistyczna

Od czasów W. Goethego odczuwano intuicyjnie, że ludzie nieraz działają jak Uczeń Czarnoksiężnika, który manipulując przyrodą nie zawsze może zapanować nad uruchamianymi siłami. I dziś przed narzucanym siłą ŚLEPYM POSTĘPEM w biologii przestrzegają wizjonerskie umysły, że wymienię Z. Baumana, F. Fukuyamę, J. Rifkina, M. Reesa, St. Lema, E.O. Wilsona.

Z jednej strony mamy „globalistyczną nowoczesność” w postaci skupiania zysków z całej planety w rękach kilku korporacji, a z drugiej możliwość wywołania kryzysu gospodarczo-społecznego w skali wielu państw, a może i globalnego.

Trzeba to oceniać nie wąsko ekonomicznie, ale i w kategoriach społecznej rozwagi i solidarności z biedniejszymi, czyli w kategoriach moralnych, bo to głównie najbiedniejsi zapłacą cenę za ewentualne pomyłki zielonej biotechnologii, jak się to już zdarzyło w Indiach (masowe bankructwa i samobójstwa rolników).

Postęp i nowoczesność, to hasła pozytywne dopóty, dopóki zmiany nie stają się zbyt gwałtowne, póki nie zaczynają przemieniać miliony obywateli w bezrobotne i bezdomne „ludzkie odpady”.

7. Wnioski

1. Zjawiska natury ekologicznej i ewolucyjnej bywają rozpoznawane z opóźnieniem o całe dziesięciolecia, jak to było ze skutkami ekologicznymi DDT, PCB, pestycydów, gazów cieplarnianych, itp.

Dzisiejsze twierdzenia o nieszkodliwości niektórych GMO są jeszcze nienaukowe, a tylko emocjonalne lub interesowne.

2. Wpływ upraw roślin GM na stan europejskiej przyrody znamy śladowo, a i wiedza światowa jest skąpa. To jednak co udowodniono, jest na tyle niepokojące by wspierać rozwagę. Zgodnie z fundamentalną filozofią UE, w takiej sytuacji obowiązują zasady ostrożności oraz zanieczyszczający płaci. To obowiązkiem producenta jest udowodnienie, że jego produkt nie niesie wysokiego ryzyka, tymczasem koncerny tylko c. 2% środków przeznaczają na tego rodzaju badania.

3. Mając nadmiar żywności, możemy sobie w Polsce pozwolić na 10-15 letnie moratorium na uprawy, pasze i żywność z GMO, tak by ryzyko przetestowały kraje od nas bogatsze a przyrodniczo już zubożone.

4. Dla polskiej przyrody najważniejsze jest co następuje: Dzięki drobnoziarnistej strukturze upraw i niskiego zużycia biocydów kraj nasz jest ostoją czystej chemicznie produkcji rolnej oraz ostoją wielu odmian kultywarów i wielu gatunków dzikich. Mogą one wyginąć w razie likwidacji rolnictwa tradycyjnego i ekologicznego. Inwazja przemysłowych upraw roślin GM może też silnie zredukować krajową różnorodność genetyczną i gatunkową.

5. Do czasu, kiedy Polska upora się z problemami prawno-administracyjno-organizacyjnymi dotyczącymi wprowadzania GMO, rząd RP w ślad za samorządami powinien przyjąć strategię opóźniania (moratorium) włączenia naszego kraju do międzynarodowego obrotu i uwalniania GMO do środowiska.

6. Polska powinna podjąć własne badania obejmujące wpływ GMO na środowisko, na inne organizmy żywe, w tym na zwierzęta, które będą karmione paszami z domieszką GMO. Badania te winny mieć wysoki priorytet, tak aby kraj mógł w oparciu o własne dane podjąć najwłaściwsze decyzje. W obliczu agresywnej polityki koncernów i prób ukrywania niekorzystnych wyników badań.

7. Pilnie potrzebne są wspólne badania biochemiczno-ekologiczne testujące regulacje prawne UE narzucone nowym krajom członkowskim, mimo ich odmiennych warunków przyrodniczo-społecznych. Zmiany prawa i strategii gospodarczej mogą być też potrzebne z racji pojawienia się bezpieczniejszej dla środowiska i bardziej „demokratycznej” w zastosowaniu technologii rolnej zwanej marker-assisted selection (MAS).

Artykuł opublikowany po raz pierwszy na stronie www.zieloni2004.pl.

Profesor dr. hab. Ludwik Tomiałojć – biolog i ekolog, były przewodniczący Komitetu Ochrony Przyrody PAN i Polskiego Komitetu Międzynarodowej Unii Przyrody IUCN, emerytowany wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego.

Dotychczasowy model demokracji zdaje się przeżywać ciężkie chwile. Jak powinien wyglądać, by ożył na nowo? (więcej…)

Rdzeniem niemieckiej kampanii przeciw planowanym porozumieniom UE z Kanadą i USA jest mało znana na świecie organizacja Campact. Jak to się stało, że licząca tylko 30 pracowników organizacja zdołała uruchomić w Niemczech energię 1,5 miliona osób sprzeciwiających się TTIP i CETA?

Kiedy w 2013 r. Campact po raz pierwszy publicznie podniósł kwestię ryzyka związanego z przyjęciem umowy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) mało kto w Niemczech słyszał o tym porozumieniu. Najważniejsze partie oraz media nie mówiły o TTIP wcale lub ślepo powtarzały opinię, że handel międzynarodowy zawsze jest dla wszystkich korzystny.

Campact był jednak w wygodnym położeniu i nie musiał polegać na sposobie komunikacji opartym o tradycyjne media. Założona w 2004 r. organizacja prowadziła w swojej historii dziesiątki kampanii: walki z GMO, ochrony klimatu, sprzeciwu wobec inwigilacji w Internecie oraz wielu innych. Każda osoba, która kiedykolwiek wzięła udział w działaniach zorganizowanych przez Campact, czyli podpisała petycję, wysłała e-mail do polityka, przyszła na pikietę czy demonstrację, przekazała tym samym Campactowi swój adres e-mail. W przeciwieństwie do większości tradycyjnych organizacji pozarządowych Campact nigdy nie ograniczał się do jednego tematu. To dało mu wielki zasięg. Na koniec 2004 r. e-maile organizacji wzywające do kolejnych działań docierały do miliona osób.

Pomysł na polityczną mobilizację założyciele Campactu podpatrzyli w amerykańskim MoveOn, który rozpoczął działalność w 1998 r. i do tej pory korzysta z nowych technologii skutecznie mobilizując do politycznego działania miliony Amerykanek i Amerykanów. W przypadkach obu organizacji nie chodzi wyłącznie o pobudzanie aktywności obywatelskiej, ale także o zmianę świata w określonym kierunku, w stronę sprawiedliwości ekonomicznej, ochrony praw człowieka poszanowania środowiska naturalnego.

Właśnie za pomocą e-maili od Campactu informacje o TTIP po raz pierwszy dotarły do tysięcy Niemców i Niemek. Usłyszeli o zmierzającym na niemieckie stoły amerykańskim jedzeniu pełnym GMO, o zakusach korporacji zza oceanu, ostrzących sobie zęby na tak istotną dla Niemców prywatność w internecie, i o sądach arbitrażowych pozwalających korporacjom podważać z trudem wywalczone standardy ekologiczne i pracownicze.

Campact na początku wziął na cel niemieckich socjaldemokratów – SPD. Pomysł był taki, aby przy okazji wyborów do Europarlamentu wynieść TTIP do statusu istotnego tematu narodowego i zmusić Martina Schulza, kandydata SPD na szefa Komisji Europejskiej, do przyjęcia stanowiska krytycznego wobec planowanego porozumienia z USA. SPD miało być łatwiejszym celem niż druga część koalicji rządzącej, tradycyjnie bardziej sprzyjający biznesowi, chadecy. Punktem wejścia do debaty był najbardziej kontrowersyjny element umowy handlowej – sądy arbitrażowe pozwalające korporacjom pozywać państwa. Powodem pozwu może być każde działanie, które godzi w interesy biznesu, niezależnie jak bardzo byłoby istotne dla społeczeństwa, np. wzrost płacy minimalnej lub standardów produkcji żywności.

Foto:Mehr Demokratie/Flickr/Creative Commons

Foto:Mehr Demokratie/Flickr/Creative Commons

Przemyślana analiza polityczna i możliwość bezpośredniej komunikacji z milionem osób zainteresowanych tematami, na które wpłynie TTIP, stworzyły wybuchową mieszankę. Zaczęło się od petycji, która szybko zgromadziła przeszło 100 tysięcy osób. Następnie wszystkim podpisującym Campact zaproponował inne formy zaangażowania. Kolorowe happeningi z udziałem wielkiego kurczaka wykąpanego w chlorze oraz gigantycznych strzykawek pełnych hormonów symbolizowały amerykańskie standardy podejścia do żywności. 25 tysięcy wolontariuszy i wolontariuszek rozdało 6 milionów ulotek. Wszystko to podparte było solidnymi analizami przygotowywanymi przez partnerów Campactu. Na spotkaniach z czołowymi politykami w trakcie kampanii wyborczej regularnie pojawiali się lokalni aktywiści i aktywistki Campactu. Zdjęcie przedstawiające Angelę Merkel w trakcie wiecu wyborczego, a przed nią kilkadziesiąt osób z plakietkami „Stop-TTIP”, stało się jedną z ikon kampanii.

Wszystkie działania wokół TTIP sfinansowano z darowizn zwolenników i zwolenniczek Campactu. Z niewielkich wpłat kilkudziesięciu tysięcy osób utrzymywana jest cała organizacja o budżecie 5,4 miliona euro. Daje jej to polityczną niezależność i buduje silną więź z członkami i członkiniami. Gdyby organizacja przestała działać dla ich interesu, finansowanie też skończyłoby się. Podobnie jak codzienne zaangażowanie tysięcy osób, które jest podstawą politycznej siły Campactu.

Po kilku miesiącach działań w sprawie TTIP zmasowany nacisk społeczeństwa nie mógł być dłużej ignorowany. Media podchwyciły temat (oraz wizualnie atrakcyjne materiały z akcji). Wypowiedzieli się też politycy. Na początku nieprzemyślanie. Każda próba bagatelizowania sprawy błyskawicznie wywoływała falę odzewu w mediach społecznościowych Campactu podgrzewając kampanię. W końcu SPD stopniowo przyjęło stanowisko sceptyczne wobec kontrowersyjnych elementów TTIP, tj. arbitrażu oraz obniżania europejskich standardów w sferach ekologii, zabezpieczeń społecznych i ochrony konsumentów.

Opór sił promujących wolny handel i czerpiących z niego profity nie ustał. Kontynuowana jest więc kampania przeciw TTIP i jej kanadyjskiemu odpowiednikowi CETA. Ostatnią jej kulminacją był październikowy finał trwającej rok ogólnoeuropejskiej zbiórki podpisów pod apelem przeciw tym porozumieniom. Oprócz Campactu brały w niej udział setki organizacji pozarządowych, grup nieformalnych i związków zawodowych. Wśród nich szczególną rolę odegrały organizacje zaprzyjaźnione z Campactem, zbudowane wokół tego samego modelu wielotematycznej progresywnej organizacji wykorzystującej nowe technologie do masowej mobilizacji politycznej. Są to brytyjskie 38 Degrees, szwedzki Skiftet, austriacki Aufstehn oraz rumuński De-clic. Spośród 3,2 milionów podpisów złożonych w całej Unii Europejskiej aż 40% zebrały właśnie te grupy.

We wrześniu b.r. do tego grona dołączyła polska organizacja Akcja Demokracja. Ona także bierze na celownik niesprawiedliwe umowy handlowe.

W Puszczy Białowieskiej skończyło się doroczne liczenie żubrów. W polskiej części puszczy żyło pod koniec ubiegłego roku 578 osobników. Jak wynika z informacji przygotowanej przez Białowieski Park Narodowy, ta największa na świecie, wolno żyjąca populacja żubra powiększyła się w 2015 roku o 75 cieląt. To znacznie więcej niż się spodziewano, co roku na świat przychodzi nie więcej niż 50-60 osobników. Wśród przyczyn tego stanu rzeczy wymienia się łagodne zimy, dzięki czemu zwierzęta mają więcej paszy. Również z tego powodu w tym roku padło tylko 15 osobników, przy 20-25 w latach ubiegłych. Dla porównania w 2014 roku w Puszczy Białowieskiej żyły 522 żubry.

Więcej informacji na stronie Białowieskiego Parku Narodowego:

http://bpn.com.pl/

Oprac. Marcin Wrzos

Do inicjatorów i inicjatorek ruchu DiEM 2025, do przyjaciół demokracji i Europy nastawionej na obywatelki i obywateli,
Drogi Janisie,

You have a dream – masz marzenie. To jest również nasze marzenie.

Ożywia nas pewna wizja Europy. Europy otwartej, ponadnarodowej i suwerennej. Wielkiej europejskiej demokracji, zmobilizowanej, oddolnej i inkluzywnej. A jednak widzimy, jak z każdym dniem nasz kontynent pogrąża się coraz bardziej w politycznej i moralnej niemocy. Przypływ skrajnej prawicy, nawroty ksenofobii i braku solidarności – nie możemy już znieść rozrywania naszego europejskiego marzenia przez egoistyczne ruchy i przez rządy zaprzedane interesom nielicznych.

Mówimy o innej Europie. O Europie żyjącej na miarę wartości, które głosi. Szanującej wszystkich swych obywateli i obywatelki i gościnnie przyjmującej tych, którzy szukają w niej schronienia. Marzymy o Europie obywatelskiej, zbudowanej na dzieleniu się suwerennością między parlamentami krajowymi i regionalnymi a Parlamentem Europejskim jako forum wspólnego decydowania o naszej wspólnej przyszłości. O kontynencie zjednoczonym w różnorodności i solidarności, gdzie wspólny budżet i ponadnarodowe instytucje wyrastają z odczuwanej wspólnoty losu.

Tak, chcemy uwolnić demokrację z mrocznych zakamarków, w których zamyka ją Rada Europejska (a więc państwa członkowskie). Wszędzie w Europie i poza Europą zielona polityka niesie ze sobą wizję „demokracji jako projektu”. Uważamy demokratyczną odnowę Europy za konieczny, choć niewystarczający, warunek wydobycia się z dzisiejszych kryzysów. Jesteśmy przekonani o potrzebie ściślejszego zjednoczenia, a więc i powołania Europejskiej Konstytuanty.

Nie jesteśmy naiwni. Widzimy, jak w imię pewnej wizji integracji europejskiej prowadzona jest polityka, która wtrąca w poddaństwo zarówno obywatelki i obywateli, jak i samą ideę Europy. Ale jesteśmy realistami. Niczego solidnego nie zbuduje się na ruinach. Za nami jest sześć dekad pokoju, wzajemnego zbliżenia, dzielenia się dobrobytem i postępującego zjednoczenia kontynentu, który tak mocno podzielony był przez nieustające wojny i gry atomowych supermocarstw. Nie zapominajmy o tych, którzy i które od dawna działają na rzecz tego, by zmieniać Europę. To prawda, że w sercu jej instytucji siedzą dziś zimni technokraci i neoliberalni polityce zaprzedani ponadnarodowym korporacjom. Ale nie mylimy Europy jako wspólnoty politycznej z konkretnymi decyzjami europejskich polityków.

Jeśli niektórzy z nas pojawili się w Berlinie na inauguracji ruchu DiEM25, to właśnie dlatego, że – na co dzień walcząc o demokrację, ekologię, solidarność i tolerancję – dostrzegamy, iż potrzebna jest pogłębiona alternatywa. Jesteśmy przekonani i przekonane, że odpowiedź na liczne kryzysy – społeczne i gospodarcze, demokratyczne i moralne, klimatyczne i energetyczne – wymaga uruchomienia radykalnie nowej polityki. Niezbędna solidarność między Europejczykami i między pokoleniami wymaga tego, aby równolegle z wprowadzaniem demokratycznej reformy uwolnić się od mitów nieskończonego wzrostu i konsumeryzmu. Zmiana klimatyczna zmusza do ponownego przemyślenia wszystkiego na małą i wielką skalę – od energii po żywność, od długu po migracje, od mobilności po podział bogactwa, od polityki zagranicznej po strategie handlowe. Pora, byśmy w końcu wkroczyli w XXI wiek.

Aby te nowe idee stały się własnością i namiętnością jak największej liczby ludzi, potrzebują oparcia w konkretnych projektach, wyrastających z realiów „pola walki”: dochód podstawowy, płaca maksymalna, waluty lokalne i waluty komplementarne wobec euro, odnawialne źródła energii, agroekologia, dobra wspólne, kooperatywy, edukacja, kultura… – tematów nie brakuje! Przede wszystkim musimy przemyśleć na nowo nasze polityczne tożsamości, odrzucić wczorajsze, przedawnione etykiety. Liczy się nie to, skąd przychodzimy, lecz to, dokąd pragniemy wspólnie dojść.

Europa to wy, my to my wszyscy, nawet ci i te, które wciąż preferują ciepły komfort i fałszywe pewniki państwa narodowego. Niezbędne jest przekroczenie naszych lęków i fantazji, aby przeobrazić nasze społeczeństwa i napisać wspólnie nową kartę historii. Europa to przyszłość naszej zbiorowej i wielorakiej suwerenności, to przyszłość trwałego i sprawiedliwego dobrobytu.

Drodzy przyjaciele demokracji, drodzy przyjaciele Europy, drodzy inicjatorzy ruchu DiEM25 – macie rację, myśląc, że bieg rzeczy można zmienić. Biorąc pod uwagę i różnice między nami, i to, co nas łączy – spróbujmy!

Niech żyje demokracja! Niech żyje Europa! Niech żyje europejska demokracja!

  • Florent Marcellesi (rzecznik hiszpańskiej zielonej partii EQUO w Parlamencie Europejskim)
  • Karima Delli (europosłanka, Francja)
  • Julien Bayou (rzecznik partii Europa Ekologia – Zieloni, Francja)
  • Michel Reimon (europoseł, Austria)
  • Rui Tavares (były europoseł, Portugalia)
  • Vedran Horvat (Chorwacja)
  • Adam Ostolski (przewodniczący Partii Zieloni, Polska)
  • Laura Carlier (rzeczniczka Federacji Młodych Zielonych Europejskich, Belgia)
  • Teo Comet (rzecznik Federacji Młodych Zielonych Europejskich, Finlandia)
  • Zakia Khattabi (współprzewodnicząca partii Ecolo, Belgia)
  • Patrick Dupriez (współprzewodniczący partii Ecolo, Belgia)
  • Zdj. Robert Crc na licencji Copyleft Free Art

    Już w pierwszym czytaniu w Knessecie przeszła tzw. ustawa Szaked, od nazwiska ministry sprawiedliwości, Ajelet Szaked, która była współautorką i gorącą zwolenniczką ustawy. Akt nakłada na organizacje pozarządowe obowiązek ujawnienia zagranicznego finansowania swojej działalności. Uderzy on głównie w lewicowe NGOsy, które krytykują antypalestyńską politykę Izraela, ograniczanie demokracji i rasistowską retorykę izraelskiej prawicy, a które otrzymują często wsparcie finansowe z Unii Europejskiej.

    Szaked w przemówieniu w parlamencie stwierdziła, że nie rozumie jak „wymaganie jawności może być zagrożeniem dla demokracji”. Wsparcia udzielił jej premier Beniamin Netanjahu, który podkreślał, że „w demokratycznym państwie musimy wiedzieć kto kogo finansuje, czy to z lewa, czy z prawa, czy z góry, czy dołu”.

    Nie cała koalicja wsparła jednak nowe prawo. Lider centroprawicowej partii Jest Przyszłość wyraził obawy o wzrost finansowania zagranicznego lewicowych organizacji. Z kolei oburzenia nie kryli liderzy opozycji. Izaak Herzog, lider centrolewicowej Unii Syjonistycznej ubolewał nad pogorszeniem wizrunki Izraela na arenie międzynarodowej. Z kolei Zehawa Galon, liderka lewicowej partii Wigor, stwierdziła, że winnymi faktu, że „wielu ludzi nienawidzi Izraela na świecie” nie są działacze organizacji pozarządowych, którzy przekazują informacje i analizy, ale „Szaked i jej kumple osadnicy” oraz „okupacja”. Jednym z argumentów na rzecz wprowadzenia ustawy była właśnie rzekoma sława, jaką działacze NGO mieli roztaczać wokół Izraela.

    Liderzy organizacji Pokój Natychmiast stwierdzili, że ustawa nie ma gwarantować jawności działalności NGOsów, a ma być sposobem na zawstydzenie i zaszczucie działaczy. Wielu z nich w ostatnich miesiącach spotykało się z atakami politycznymi, prześladowaniami a nawet groźbami pozbawienia życia. W ostatniej chwili, na żądanie premiera Netanjahu, z ustawy wykreślono zapis, który nakazywał członkom organizacji nosić na ubraniach specjalne znaczki informujące o źródle finansowania.

    Netanjahu przygotowuje także drugą ustawę, wymierzoną w posłów, którzy zaprzeczą, że Izrael jest państwem demokratycznym. Takich posłów będzie można zawiesić w wykonywaniu mandatu. Trzech arabskich posłów zostało już ostatnio zawieszonych za spotkanie z rodzinami Palestyńczyków, którzy zginęli podczas ataku na izraelskie pozycje.

    Dodał: Łukasz Markuszewski

    Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) podjęła decyzję o redukcji produkcji spalin lotniczych o 4% w samolotach, które wejdą do użytku od 2028 r. Przewodniczący tego ciała, Olumuyiwa Benard Aliu, stwierdził, że wobec przewidywanego podwojenia liczby pasażerów lotnictwa cywilnego do roku 2030, należy postępować rozsądnie i zrównoważenie.

    Biały Dom decyzję określił „ważnym wydarzeniem”, a komentatorzy podkreślają, że jest to pierwsza w historii decyzja dotycząca redukcji emisji spalin lotniczych. Kwestia ta została pominięta podczas rokowań paryskich w grudniu zeszłego roku, co było mocno krytykowane, wobec faktu, że spaliny lotnicze są jednym z najszybciej rosnących źródeł zanieczyszczenia środowiska naturalnego na świecie.

    Nie wszyscy jednak są zadowoleni z pomysłu ICAO. Międzynarodowa Rada na rzecz Czystego Transportu (ICCT) ogłosiła, że decyzja ICAO nie będzie miała wpływu na klimat. Po pierwsze, samoloty, które będą startowały w 2028 r. mają być o 10% bardziej efektywne w zużyciu paliwa od dzisiejszych modeli, co ma sprawić, że czteroprocentowy próg wprowadzony przez ICAO będzie martwą literą prawa. Po drugie, ICAO nie zajęło się kwestią samolotów wprowadzanych na rynek w ciągu kolejnych dwunastu lat. W 2027 r. do użytku będzie można wprowadzić samolot wysoce zanieczyszczający, który będzie służył przez kolejne trzy dekady i w ten sposób zatruwał środowisko, mimo formalnych ograniczeń w emisji.

    Dodał: Łukasz Markuszewski

    W dzisiejszych prawyborach w stanie New Hampshire za pewnego zwycięzcę uznawany jest senator Bernie Sanders z sąsiedniego stanu Vermont. Sondaże dają mu 54% poparcia, podczas gdy jego kontrkandydatce, byłej sekretarz stanu USA oraz byłej Pierwszej Damie, Hillary Clinton, jedynie nieco ponad 40%.

    W prawyborach republikańskich wygra prawdopodobnie Donald Trump, kontrowersyjny i radykalny miliarder, który w swojej kampanii atakuje imigrantów. Sondaże dają mu 31% poparcia. Na drugim miejscu trafia rosnący w poparcie Marco Rubio. Tuż za nim uplasował się gubernator pobliskiego Ohio, John Kasich. Obaj mają po około 14% poparcia. Na kolejnych miejscach w sondażach plasują się Jeb Bush oraz Ted Cruz.

    New Hampshire uznawany jest za jeden z najbardziej postępowych stanów Ameryki, co oznacza, że większe poparcie uzyskają tam politycy demokratycznej lewicy i republikańskiego centrum, jak Kasich.

    Dodał: Łukasz Markuszewski

    Przy okazji kolejnych rocznic Porozumień Sierpniowych 1980 roku czy stanu wojennego z 13 grudnia 1981 roku wiele się mówi o historii NSZZ Solidarność. Wstydliwie pomijane są jednak społeczne postulaty związkowców. Ich walkę sprowadzono do protestu „przeciwko komunie”, w obronie religii oraz narodowych wartości. W rzeczywistości chodziło o coś zupełnie innego. Robotników nie porwały hasła religijne, lecz walka o społeczne postulaty, które większość kapitalistów uznałaby za „niebezpieczny populizm”.

    17 sierpnia 1980 roku Międzyzakładowy Komitet Strajkowy ogłosił 21 postulatów opracowanych przez protestujących robotników. Niemal wszystkie z nich miały podłoże ekonomiczne i społeczne, a nie polityczne. Domagano się, poza swobodą tworzenia niezależnych związków zawodowych, na przykład zniesienia przywilejów partyjnej oligarchii oraz MO. Postulowano również obniżenie wieku emerytalnego dla kobiet do lat 50 i 55 lat dla mężczyzn.

    Wśród postulatów strajkujących w roku 1980 znalazło się wiele takich, które przyprawiłyby o ból głowy współczesnych kapitalistów. Robotnicy domagali się między innymi wprowadzenia urlopu macierzyńskiego płatnego przez okres trzech lat na wychowanie dziecka. Chcieli również zapewnienia odpowiedniej liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących oraz poprawy stanu służby zdrowia tak, aby objęła wszystkich ludzi pracy.

    Strajk toczył się także o demokratyzację polityki gospodarczej. Nie chodziło o dopuszczenie do podejmowania decyzji nowych ekspertów związanych z opozycją, ale „umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenie w dyskusji nad programem reform”. Z pewnością postulat ten byłby przez współczesnych, głównonurtowych ekonomistów uznany za populistyczne dążenie do psucia gospodarki.

    Ku rzeczpospolitej samorządnej

    Porozumienia z 31 sierpnia 1980 roku doprowadziły do legalizacji NSZZ „Solidarność” oraz rozwoju tego związku zawodowego. Kierunek działania organizacji pracowniczych był wówczas zdecydowanie prospołeczny oraz demokratyczny. Podczas I Zjazdu NSZZ Solidarność, 7 października 1981 roku, uchwalono program Samorządna Rzeczpospolita. O ile treść 21 postulatów jest w miarę znana, to treść programu NSZZ „Solidarność” jest całkowicie pomijana przy okazji rocznic, ponieważ stanowi jeszcze większy wyrzut sumienia dla obecnej postsolidarnościowej klasy politycznej. Już we wstępie autorzy programu Samorządnej Rzeczpospolitej pisali: Złączył nas protest przeciwko traktowaniu obywatela przez państwo jako swojej własności, przeciwko pozbawieniu ludzi pracy prawdziwej reprezentacji w konfliktach z państwem.

    Znamienne jest też inne zdanie ze wstępu do programu: Chcemy rzeczywistego uspołecznienia systemu zarządzania i gospodarowania. Dlatego dążymy do Polski samorządnej. Związkowcy z ówczesnej Solidarności dążyli do udziału pracowników w zarządzaniu zakładami. Przebudowa państwa i gospodarki, przez wielu współczesnych polityków wywodzących się z tak zwanej „demokratycznej opozycji” określana jako dążenie do likwidacji realnego socjalizmu, była w rzeczywistości propozycją przebudowy systemu, a nie jego zmiany w kapitalizm. Podstawową propozycją było wprowadzenie sieci zarządzanych społecznie przedsiębiorstw, w których dyrektorzy współrządziliby z załogami. Dyrektorzy mieli być także wyłaniani w ramach konkursów i w pełni odwoływalni przez pracowników. Co więcej nawet planowanie gospodarcze miało podlegać społecznej debacie. W tym celu autorzy programu domagali się nawet społecznej kontroli nad danymi zbieranymi przez Główny Urząd Statystyczny. Chcieli również, aby społeczne projekty były obowiązkowo poddawane debacie publicznej.

    „Samorządna Rzeczpospolita” zawierała liczne zapisy o pomocy dla osób najbiedniejszych oraz zarządzaniu produkcją przez samorządy pracownicze, tak aby dobra trafiały w pierwszym rzędzie do najbardziej potrzebujących, a dopiero później były wykorzystywane komercyjnie.

    Za bardzo ważne robotnicy uznawali utrzymywanie produkcji dóbr konsumpcyjnych. Postulowali w tym celu między innymi ograniczenie do niezbędnego minimum wydatków zbrojeniowych.

    Przeciwko kryzysowi

    Na uwagę zasługuje również proponowany system chronienia ludzi pracy przed skutkami kryzysu. Związek proponował między innymi stworzenie listy podstawowych towarów i usług, których wzrost cen powinien być rekompensowany. Postulował także podwyższanie progów dochodów uprawniających do pobierania zasiłków, stypendiów i innych świadczeń. Są to propozycje diametralnie odmienne od zawartych we współczesnych, kapitalistycznych „pakietach antykryzysowych”.

    Dużą rolę w postulatach związkowców odgrywało zrównywanie płac. Postulowali na przykład ustanowienie płacy minimalnej na poziomie połowy płacy średniej, nie niższej niż minimum socjalne. Dodatkowo proponowali wariant polegający na opodatkowaniu nadmiernie wysokich płac, co dotyczyłoby głównie zarządów oraz wyższej kadry dyrektorskiej.

    Program „Samorządna Rzeczpospolita” można uznać za rewolucyjny w zakresie postulowanych regulacji prawa pracy. NSZZ „Solidarność” domagała się między innymi uzyskania inicjatywy ustawodawczej przez Związek w zakresie stosunków pracy i ubezpieczeń społecznych. Postulowała, aby związek miał prawo zgłaszania sprzeciwu w stosunku do projektów przepisów prawnych z zakresu stosunków pracy i ubezpieczeń społecznych.

    Walka toczyła się również o zmiany sposobów pomocy rodzinie, na przykład: Przyznawanie zasiłku macierzyńskiego i wychowawczego wszystkim matkom, nie tylko pracującym, na okres przynajmniej 3 lat.

    W dziedzinie polityki mieszkaniowej proponowano szersze wspieranie spółdzielczości. Zarządy regionalne związku miały także zająć się społecznym nadzorem nad realizacją polityki mieszkaniowej oraz prawidłowością planów zagospodarowania przestrzennego.

    Postulaty ekonomiczne i społeczne przeniknęły również do politycznej części programu NSZZ „S”. Na przykład pojawia się w niej postulat oparcia przyszłej samorządności politycznej na samorządności pracowniczej. Można to uznać za pewne nawiązanie do tradycji rewolucyjnej, anarchosyndykalistycznej.

    Związek w programie „Samorządna Rzeczpospolita” dużą wagę przywiązywał do wewnętrznej demokracji, poszanowania zdania mniejszości oraz prawa każdego członka organizacji do krytyki jej władz.

    Od samorządności ku kapitalizmowi

    „Samorządna Rzeczpospolita” była zbiorem bardzo rewolucyjnych postulatów, o wiele bardziej prospołecznych niż propozycje władz, i krytyką polityki państwa z lewej strony. Pomimo kilkakrotnych odwołań do chrześcijaństwa oraz encyklik Jana Pawła II, program w swojej treści stanowił lewicową odpowiedź na działania PZPR.

    Program „Samorządnej Rzeczpospolitej” obowiązywał bardzo krótko. Po 13 grudnia 1981 roku i wprowadzeniu stanu wojennego, tak zwana I Solidarność została rozbita. Większość struktur zakładowych rozpadła się, a postulaty ekonomiczne odeszły w niepamięć.

    Odrodzenie Solidarności rozpoczęło się na fali strajków w sierpniu 1988 roku, kiedy to głównie górnicy i hutnicy zaczęli domagać się ponownej legalizacji związku. Działo się to w momencie, gdy pod koniec lat 80 skutki kryzysu ekonomicznego stawały się coraz bardziej dotkliwe. Dlatego postulatom politycznym towarzyszyły między innymi płacowe czy dotyczące poprawy zaopatrzenia w sklepach. Solidarność z końca lat 80 było już jednak innym ruchem, opartym nie o struktury pracownicze, lecz polityczne. Kluczowe znaczenie uzyskali liderzy tacy jak Lech Wałęsa oraz ich doradcy ekonomiczni, często będący już pod wpływem ideologii wolnorynkowej. Zarówno oni, jak i przedstawiciele władz, zdawali się wówczas akceptować neoliberalne dogmaty. W grudniu 1988 roku została uchwalona tzw. „Ustawa Wilczka”, skrajnie deregulująca gospodarkę. O spełnieniu postulatów samorządności pracowniczej nie było już wówczas mowy. Temat ten nie pojawił się podczas obrad okrągłego stołu. Nawet współautorzy koncepcji „Samorządnej Rzeczpospolitej”, tacy jak Bronisław Geremek, przestali się do niej przyznawać.

    Zalegalizowana po porozumieniach Okrągłego Stołu z 3 kwietnia 1989 roku Solidarność, była ruchem politycznym, który za cel postawił sobie zdobycie mandatów w pierwszych częściowo wolnych wyborach parlamentarnych. Tak zaczęła się degeneracja związku i stopniowe odchodzenie od prospołecznych postulatów. NSZZ „S” roztoczyła na kolejne lata parasol ochronny nad nowymi władzami. W okresie przejściowym, gdy wprowadzane były pierwsze reformy tzw. Planu Balcerowicza, powstrzymywała ludzi przed protestami i promowała rządową propagandę o konieczności „zaciskania pasa”. Działała tym samym wbrew swemu wcześniejszemu programowi.

    Musiało to doprowadzić w końcu do społecznego wybuchu, i w roku 1992 miały miejsce pierwsze bardziej masowe protesty rolników oraz hutników przeciwko nowej „demokratycznej” władzy. Co ciekawe wybuchały one często wbrew stanowisku władz NSZZ „Solidarność”.

    Koniec przygody

    Przemiana Solidarności i droga, jaką przeszła między rokiem 1980 a 1989, to jeden z najbardziej wyraźnych przykładów zdrady interesów ludzi pracy, tego jak prospołeczne postulaty doprowadziły do realizacji antyspołecznej polityki, sprzecznej z intencjami ogromnej większości ludzi pracy walczących o zmiany.

    Historia strajków z lat 80 pokazuje również, że gdy pracownicy występowali radykalnie, ze zdecydowanymi żądaniami ekonomicznymi, byli w stanie wywalczyć poprawę swojej sytuacji. W momencie, w którym w latach 1988-1989 NSZZ „Solidarność” skupił się na postulatach politycznych oraz łagodził formy protestu rozpoczął się upadek ruchu pracowniczego w Polsce. Politycy nie tylko nie byli w stanie zapewnić realizacji robotniczych żądań, ale wręcz sprzeniewierzyli się swoim wcześniejszym obietnicom. Opanowana przez doradców politycznych Solidarności „Gazeta Wyborcza” i inne media tworzone w zamyśle jako głos ludzi pracy, bardzo szybko stały się tubami kapitalistycznej propagandy.

    Artykuł po raz pierwszy opublikowany  w broszurce:  ABC Kapitalizmu: Zeszyt Drugi

    Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
    Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

     

     

     

     

     

    Według tybetańskich źródeł policja zatrzymała dwóch przełożonych klasztoru Czogri w okręgu Draggo (chiń. Luhuo) prefektury Kardze (chiń. Ganzi), w prowincji Sichuan w związku z modłami w intencji dobrego zdrowia i długiego życia Dalajlamy, który przechodzi „profilaktyczny zabieg” w amerykańskiej klinice.

    Foto: Helsińska Fundacja Praw Człowieka

    Foto: Helsińska Fundacja Praw Człowieka

    Ceremonię zorganizowano 25 stycznia w Tehorze, a sześć dni później władze lokalne ogłosiły zakaz sprzedawania i wystawienia portretów Dalajlamy w lokalnych sklepach i na straganach.

    Czterdziestoletniego opata Pagę i pięćdziesięciokilkuletniego Gesze Ugjena zatrzymano „na początku lutego”. Nie wiadomo, gdzie są przetrzymywani. Do Tehoru ściągnięto „dodatkowe siły policyjne”.

    źródło: Helsińska Fundacja Praw Człowieka