Przez ostatnie lata poczucie bezpieczeństwa Europy poważnie się zmieniło. (więcej…)
W Derio w Kraju Basków rozpoczyna się właśnie trwająca cały tydzień VII Międzynarodowa Konferencja La Via Campesina. Pod hasłem “Karmimy naszych ludzi i budujemy ruch, by zmieniać świat” spotka się tam ponad 600 delegatów z całego świata. W konferencji po raz pierwszy biorą udział przedstawicielki drobnych rolników z Polski, Edyta Jaroszewska-Nowak, członkini zarządu zachodniopomorskiego stowarzyszenia rolników ekologicznych Ekoland i Joanna Bojczewska, rolniczka i działaczka chłopska z Małopolski.

Lądując w Bilbao jednym samolotem z Ramoną Dominicloulu, rumuńską aktywistką z organizacji EcoRuralis, która gościła już w Polsce i towarzyszyła polskim rolnikom na różnych etapach w procesie negocjacji przystąpienia do LVC, delegatki ze wschodniej Europy zostały powitane przez organizatorów wraz z delegacjami z Indii i Nepalu i przewiezione do pobliskiego Derio, gdzie w gmachu Old Seminary odbywać się będą wszystkie spotkania tego tygodnia. 17.07 zakończyło się tu dwudniowe Międzynarodowe Zgromadzenie Młodzieży (Youth Assembly), podczas którego tworzono zręby międzynarodowej sieci szkoleń z zakresu agroekologii i dyskutowano o formach aktywizmu, jakie może i chce podejmować młodzież.
Jednocześnie tego samego dnia rozpoczęło się dwudniowe Międzynarodowe Zgromadzenie Kobiet. “Nie ma kobiet, nie ma pożywienia” — skandowały rolniczki i chłopki z kilkudziesięciu krajów całego świata podczas sesji otwierających spotkanie. W trakcie Mystica, zwyczajowej ceremonii powitalnej, odegrana została pełna trudności droga, jaką muszą przebyć żywicielki, kobiety uprawiające żywność na całym świecie, by nakarmić swoją ludność. Niosąc kosze pełne produktów z własnej ziemi, konfrontowały się z przemocą, dyskryminacją, brakiem edukacji i personalizacjami innych trudności, pochodzących również ze swoich własnych ziemi.
Prezentacje przedstawicielek różnych podregionów międzynarodowej struktury La Via Campesina stanowiły główną część panelu otwierającego spotkanie i opowiadały o zmianach i wydarzeniach w danych regionach w ciągu ostatnich czterech lat, od czasu ostatniej konferencji LVC w Indonezji w 2013 roku (konferencje odbywają się stale od 1993 roku w Belgii, poprzez Meksyk w 1996, Indie 2000, Brazylię 2004 i Mozambik w 2008). Interesujący i bardzo szeroki jest przekrój wyzwań i aktualnych wątków poruszanych przez delegatki globalnej społeczności LVC. .
W Europie kobiety borykają się z brakiem uznania dla swojej pracy w domu, z przemocą domową i handlem kobietami.
W Afryce mają utrudniony dostęp do ziemi oraz rynków. Stanowią siłę roboczą dla rolnictwa nie mając jednak wpływu na politykę rolną. Jedynie w Zimbabwe udało się wywalczyć kobietom prawo dostępu do ziemi. Zawłaszczanie i grabież ziemi na potrzeby przemysłowego rolnictwa prowadzi do wysiedleń.
W Azji duża część rolnictwa jest niezmechanizowana i dużą część pracy rolnej wykonują kobiety. Utrzymując z trudem gospodarstwa rodzinne zadłużają się i zaciągają kredyty. Zdarza się, że nie mogąc ich spłacić, popełniają samobójstwa. Na Sri Lance organizuje się spółdzielczy ruch kobiet, które żyjąc tam od pokoleń, są znawczyniami gleby o trudnym, nadmorskim profilu uprawnym.
W Nepalu kobiety walczą o przewagę perspektywy drobnego rolnictwa w legislacji państwowej.
W Afryce Zachodniej mleko pochodzenia zwierzęcego jest ważnym źródłem dochodu, wypieranym obecnie przez przetworzone mleko w proszku.
W Ameryce Północnej, kobiety migrantki pracujące w rolnictwie pozostają jednymi z najbardziej narażonych na przemoc i dyskryminację.
W Korei i Japonii dokonuje się zmian w konstytucji umożliwiających wysyłanie wojsk do krajów ościennych. Patriarchat w kulturach Azji pozostaje znaczącą barierą dla ich organizacji.
W Kolumbii, Ameryce Południowej i Centralnej odbywają się szkolenia aktywistów, aby brali udział we współtworzeniu legislacji krajowej. Powstają szkoły dla kobiet liderek.
W Chile, organizuje się kampanie sprzeciwu przeciw agrochemii, przeciw dobitnie wskazanym korporacjom, np. Monsanto, kampanie za reformą rolną.
Najczęściej pojawiającym się problemem była kwestia przemocy wobec kobiet, podkreślana również jako jeden z najpoważniejszych problemów współczesnego świata.
Warto zauważyć, że w Polsce, w województwie Zachodniopomorskim liczba kobiet dotkniętych przemocą domową w środowiskach wiejskich przekracza 70%.

Jutro drugi dzień konferencji i próba wypracowania zrębów wspólnej strategii działania i przeciwdziałania na kolejne 4 lata.
Spotkanie odbywa się pod wspólnym przesłaniem:
“Jestem rolniczką, chłopką pracującą na ziemi, przechowuję nasiona, dbam o zwierzęta i glebę. Wytwarzam żywność w harmonii z Matką Ziemią, dostarczam dobrej i bezpiecznej żywności”.
więcej zdjęć i relacji na stronie: https://viacampesina.org/en/
źródło: Nyeleni Polska
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
“Żywimy ludzi i budujemy ruch, by zmienić świat” — to hasło przewodnie ponad 600 delegatów z organizacji rolniczych na całym świecie, którzy spotkają się między 16–24 lipca w Kraju Basków na VII międzynarodowej konferencji ruchu La Via Campesina.
Już za parę dni polscy rolnicy po raz pierwszy będą reprezentowani na światowej konferencji ruchu społecznego drobnych rolników i producentów żywności, La Via Campesina. Między 19–23 lipca 2017 w Kraju Basków, w Hiszpanii odbędzie się zjazd ponad 600 reprezentantów oddolnych organizacji i związków rolniczych z całego świata. Dla polskich rolników współpraca z LVC miałaby strategiczne znaczenie w zakresie reprezentacji ich interesów na szczeblu europejskim i globalnym. Polska wraz z Rumunią i Włochami posiada połowę całego potencjału rolniczego Europy, powinna być zatem kluczowym partnerem w wypracowywaniu ponadlokalnej polityki rolnej opartej na niedużych gospodarstwach rolnych, agroekologii oraz na koncepcjach suwerenności żywnościowej i energetycznej. Na obecną chwilę, mimo, że nasz kraj nie posiada reprezentacji w oficjalnych strukturach LVC, Stowarzyszenie Rolników Ekologicznych EKOLAND zgłosiło chęć swojej akcesji do ruchu . Na konferencję zostały zaproszone rolniczki i aktywistki Edyta Jaroszewska-Nowak (EKOLAND Zachodnio-Pomorski, NSZZiR Solidarność) oraz Joanna Bojczewska (Nyeleni Polska, Ekologiczny Uniwersytet Ludowy). Delegatki uczestniczyć będą również w światowym Forum Kobiet Rolniczek w przeddzień inauguracji konferencji. Udział w tym globalnym wydarzeniu jest efektem starań podejmowanych z obydwóch stron — przez Europejską Koordynację LVC oraz polskich rolników ekologicznych w kierunku nawiązania współpracy na szczeblu międzynarodowym, w celu przeciwdziałania monopolizacji produkcji rolnej przez rolnictwo przemysłowe oraz mocniejszego kształtowania polityki rolnej i systemu żywności dostosowanych do potrzeb miejscowej ludności a nie logiki zysku która dominuje globalną gospodarkę, działalność korporacji i interesy rynkowe.
Dlaczego ważne jest uczestnictwo Polski w strukturach i procesach politycznych LVC?
La Via Campesina ( pol. Droga Chłopska) to największy, międzynarodowy ruch, który jednoczy ponad dwieście milionów drobnych i średnich rolników i rolniczek,robotników rolnych, przedstawicieli ludności rdzennych i imigrantów na całym świecie. Ruch powstał w 1993 roku z inicjatywy rolników i lokanych organizacji rolniczych z Ameryki Południowej. Obecnie La Via Campesina zrzesza około 164 organizacji w 73 krajach Afryki, Azji, Europy i obu Ameryk. Uważana jest za jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych światowych ruchów społecznych biorących udział w debatach na temat żywności i rolnictwa. Jej stanowisko jest brane pod uwagę podczas spotkań i negocjacji Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), Międzynarodowego Funduszu Rozwoju Rolnictwa (IFAD), Światowej Organizacji Handlu (WTO), Światowego Forum Społecznego czy Rady Praw Człowieka ONZ.

La Via Campesina stawia sobie za cel obronę rolnictwa opartego na niedużych gospodarstwach rolnych, prowadzonych w sposób zrównoważony, z poszanowaniem człowieka i przyrody. Przeciwstawia się monopolizowaniu produkcji rolnej przez wielkoobszarowe rolnictwo przemysłowe, które w ocenie ruchu nie jest w stanie odpowiedzieć na współczesne wyzwania bezpieczeństwa żywnościowego, utraty bioróżnorodności, zagrożeń dla zdrowia czy zmian klimatycznych.
Przyłączenie się do ruchu La Via Campesina umożliwia:
- korzystanie z doświadczeń, wiedzy i wsparcia innych drobnych rolników i organizacji rolniczych z całego świata;
- uwzględnienie perspektywy lokalnych rolników z danego regionu, w tym przypadku rolników z Polski, w wypracowaniu postulatów silnego i opiniotwórczego ruchu i przedstawienie ich na szczeblu europejskim i globalnym;
- zrozumienie, że przeciwności z jakimi borykają się lokalni rolnicy i organizacje reprezentujace rolników, mają miejsce na całym świecie i wynikają z dominującego systemu i mechanizmów, którym może zaradzić solidarny sprzeciw w różnych częściach świata.
Międzynarodowa Konferencja La Via Campesina (LVC) odbywa się co cztery lata i są najważniejszym forum decyzyjnym ruchu. Biorą w niej udział reprezentacji oddolnych organizacji członkowskich z całego świata, którzy obierają wspólną strategię oraz przeprowadzają wewnętrzne debaty definiujący kierunek rozwoju globalnego ruchu.
Przez siedem dni w Derio, w Kraju Basków, reprezentanci podzielą się lokalnymi doświadczeniami oraz omówią procesy polityczne na międzynarodowym poziomie, np. Deklarację praw chłopów i chłopek i innych pracowników rolnych — międzynarodowy dokument prawny, który negocjowany jest obecnie przy Radzie Praw Człowieka przy ONZ. Poszczególne regiony LVC zaprezentują również swoje obecne kluczowe działania, np. Europa — walka o nową Wspólną Politykę Rolną i reformę przeciw koncentracji ziemi; w Afryce — walka o suwerenność nasienną; w Ameryce Łacińskiej walka o powszechną reformę rolną i przeciw interesom korporacji; w Azji — kampanie przeciw umowom handlowym (FTAs), GMO i przeciw efektom kryzysu spowodowanego zmianami klimatycznymi.

Konferencja La Via Campesina, 8 czerwca – Zgromadzenie Młodych
Szczególna uwaga będzie dedykowana takim tematom jak: wpływ Umów o Wolnym Handlu (FTAs) na Suwerenność Żywnościową, korporacyjna grabież i patentowanie nasion, kryminalizacja ruchu oraz zdarzające się zabójstwa jego liderów, rozwiązania rolników dla zmian klimatycznych oraz agroekologia jako sposób egzekwowania Suwerenności Żywnościowej na naszych terytoriach. Odbędą się również otwarte wydarzenia publiczne zaplanowane na 19ego lipca w Derio (otwarcie konferencji) i na 23 lipca podczas marszu z Derio do Bilbao.
Podczas gdy, z jednej strony, temat łańcuchów żywnościowych istnieje już w świadomości społecznej, a z drugiej, podporządkowanie lokalnych społeczności, zwłaszcza tych rolniczych, przez globalne interesy wzbiera na intensywności, konferencja będzie miała kluczowe znaczenie w wypracowaniu i wdrażaniu wspólnej strategii Suwerenności Żywnościowej. Spotkanie wzmocni również będącą już w toku pracę członków La Via Campesina nad wdrożeniem Deklaracji Praw Rolników.
Na czym opiera struktura organizacyjna LVC?

La Via Campesina jest ruchem niezależnym od jakichkolwiek politycznych czy ekonomicznych powiązań.
La Via Campesina jest ruchem obywatelskim, który swoją wiarygodność, legalność i żywotność zawdzięcza wszystkim współtworzącym go organizacjom rolniczym o zasięgu lokalnym i narodowym. Ruch charakteryzuje się niezwykłą różnorodnością kulturową i językową. Struktura La Via Campesina ma charakter zdecentralizowany. Oparta jest na 9 regionach, których współpracę koordynuje Międzynarodowy Komitet Koordynacyjny i rotacyjnie zmieniającym się miejscu działania międzynarodowego sekretariatu.
Każdy z dziewięciu regionów ma w Komitecie dwoje reprezentantów: jednego mężczyznę i jedną kobietę – wybieranych przez organizacje członkowskie z danego regionu. Międzynarodowy sekretariat ruchu zmienia swą siedzibę co cztery lata, zgodnie z decyzją podejmowaną wspólnie podczas międzynarodowych konferencji. Od 2013 roku międzynarodowy sekretariat znajduje się w Zimbabwe.
Wszystkie decyzje podejmowane są poprzez konsensus, a najważniejsze – dotyczące polityki i strategii działania – podejmowane są wspólnie podczas międzynarodowych konferencji.
Ten sposób organizacji gwarantuje, że żaden region nie zdominuje działalności La Via Campesina.
Ruch finansowany jest z wpłat członków, prywatnych darowizn, wsparcia finansowego niektórych organizacji pozarządowych oraz ze środków pochodzących od władz lokalnych i państwowych.
Delegatki z Polski
Mgr inż. Edyta Jaroszewska-Nowak — obserwator konferencji

Absolwentka Akademii Rolniczej w Szczecinie. Doradca rolno-środowiskowy, członek Rady Powiatowej Zachodniopomorskiej Izby Rolniczej i wiceprzewodnicząca wojewódzkich struktur Solidarności RI. Wyróżniona odznaką ” Zasłużony dla rolnictwa”. Współzałożycielka Oddziału Zachodniopomorskiego Ekoland. Obecnie pełni funkcję przewodniczącej Zarządu Oddziału. Od 22 lat prowadzi 12,5-hektarowe ekologiczne gospodarstwo w małej wiosce Kluczkowo w woj. zachodniopomorskim. Aktywnie włącza się w działania na rzecz promocji rolnictwa ekologicznego i Polski Wolnej od GMO.
Joanna Bojczewska — tłumacz, reprezentantka Nyeleni Polska

Po studiach z antropologii społecznej w Londynie, zdobyła doświadczenie łączące uprawę żywności i zakładanie ogrodów społecznościowych w mieście. Jest studentką Ekologicznego Uniwersytetu Ludowego. Od 2014 roku prowadzi mikro uprawę “Ekopoletko Stryszów” pod Krakowem dostarczając sezonowe warzywa przez lokalne formy sprzedaży (kooperatywa, targ, paczka od rolnika) oraz pierwszy w Małopolsce RWS Ekopoletko Stryszów. Jest współzałożycielką platformy Suwerenności Żywnościowej Nyeleni Polska.
Przeczytaj więcej:
La Via Campesina (Droga Chłopska)
Nyeleni Polska — Współpraca dla Suwerenności Żywnościowej
Deklaracja Międzynarodowego Forum na rzecz Agroekologii
Międzynarodowy Dzień Walk Chłopskich La Via Campesina
źródło: Nyeleni Polska
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Niebawem upłynie dziesięć lat od momentu, kiedy pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku papierów wartościowych powiązanych z amerykańskimi kredytami hipotecznymi doprowadziło do największego w powojennej historii kryzysu gospodarczego. W pierwszej fazie załamania dokonywano eksmisji i licytacji nieruchomości w USA, zwalniano pracowników sektora finansowego na Wall Street i w londyńskim City, strat doświadczyli inwestorzy giełdowi oraz pracownicy odkładający na przyszłość za pośrednictwem funduszy emerytalnych. Dopiero później pojawiły się problemy Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Włoch i Irlandii, tzw. kryzys zadłużenia strefy euro i wysokie bezrobocie.
Mijająca dekada przypomniała, jak trudna sytuacja gospodarcza wpływa na dyskurs publiczny. Bezkarność sektora finansowego, nierówności, narzucona polityka zaciskania pasa i powodowane tym ludzkie dramaty z jednej strony zrodziły ruchy Occupy i hiszpańskich Oburzonych, które przełożyły się na popularność ich politycznych reprezentacji – Berniego Sandersa w USA, partii Podemos w Hiszpanii czy Syrizy w Grecji. Z drugiej jednak strony – kryzys spowodował też niepokojący wzrost nastrojów nacjonalistycznych i popularność podsycającego je brytyjskiego UKIP, greckiego Złotego Świtu, Donalda Trumpa czy francuskiego Frontu Narodowego.
Gdzie szukać inspiracji?
Zmiany w zakresie polityki gospodarczej i społecznej, jakie postuluje amerykański prezydent i przedstawiciele innych ruchów antyestablishmentowych, są z reguły pomysłami dobrze znanymi. Postępowa lewica naturalnie chce powrotu państwa dobrobytu, większego bezpieczeństwa socjalnego, redystrybucji i regulacji rynków, z kolei inne środowiska prezentują cały wachlarz pomysłów na gospodarkę, które łączy chyba jedynie narodowa i antymigracyjna retoryka. Oznacza to szansę na odejście od neoliberalnego status quo, jednak, jak zauważa w swojej ostatniej, pośmiertnie wydanej książce Zygmunt Bauman, oba sięgające w przeszłość kierunki – państwo dobrobytu i państwo narodowe – są dowodem braku wiary w alternatywną przyszłość.
Mimo to na marginesie debaty publicznej pojawiają się także idee wychodzące daleko poza ramy określone przez mainstreamową wyobraźnię. Kreśli się różne wizje post-kapitalizmu, spośród których część ufundowana jest na techno-optymizmie i wierze w świat obfitości z darmową energią, robotyzacją oraz ludźmi wolnymi od pracy. Inne, koncentrujące się bardziej na przeobrażeniach o charakterze organizacyjnym niż innowacjach, przewidują zmianę logiki gospodarowania – odejście od dominującej roli rynku i akumulacji kapitału na rzecz wspólnotowego zarządzania zasobami.
Dziś trudno sobie wyobrazić zamieszkiwany przez 8 miliardów ludzi świat technoobfitości lub kooperatyw, ale niepokojące jest podejrzenie, że jeszcze bardziej nieprzystające do rzeczywistości mogą okazać się zarówno obecnie realizowane kierunki polityki gospodarczej, jak i mające je zastąpić wizje z przeszłości, nazywane przez Baumana retrotopiami.
Ekonomiczny przerost formy nad treścią
Ostatni kryzys nie był bowiem przypadkiem, a jedynie efektem naturalnych dla kapitalizmu procesów, które na przestrzeni kilku dekad doprowadziły do rozrostu sektora finansowego, ubezpieczeń i rynku nieruchomości. Tym razem, w odróżnieniu od poprzednich okresów zapaści gospodarczej, oprócz społecznych kosztów dalszej konkurencyjnej akumulacji piętrzą się także wyzwania antropocenu, a więc konieczność powstrzymania zmian klimatu i ograniczenia presji, jaką człowiek wywiera na środowisko naturalne. Niestety priorytet wciąż przyznawany jest wzrostowi gospodarczemu, przez co osiągnięcie założonego w porozumieniu paryskim celu zatrzymania globalnego ocieplenia w granicach 1,5 stopnia Celsjusza jest mało realne, a dodatkowo cały proces sabotowany jest przez Donalda Trumpa i jego wizję polityki gospodarczej.
Katalog problemów współczesności, a także trudność wyobrażenia sobie innego świata, są w dużej mierze konsekwencją dominujących idei ekonomicznych. Wpływ ekonomistów na rzeczywistość jest widoczny nie tylko w akcie transformacji, gdy pojedynczy ekspert lub niewielki ich zespół dokonuje przeobrażenia warunków życia całego społeczeństwa (np. „Chicago Boys” w Chile, Jeffrey Sachs w Boliwii, Rosji i w Polsce), czy w polityce gospodarczej, ale można go dostrzec także w dyskursie publicznym i popularnych sposobach postrzegania świata. Dlatego właśnie tak naturalne jest myślenie o otaczającej nas rzeczywistości w kategoriach konkurencyjności, wzrostu gospodarczego i rynków – jest to bowiem zgodne z dogmatami współczesnej ekonomii głównego nurtu. Stąd też biorą się pomysły, by walkę ze zmianami klimatu, ochronę wymierających gatunków, a nawet rozwiązania wybranych problemów społecznych prowadzić przy użyciu mechanizmu rynkowego. Filozof polityki Michael Sandel słusznie chyba zatem zauważa, że w miejsce gospodarek rynkowych mamy dziś urynkowione społeczeństwa.
Kryzys pokazał jednak, że dominująca w organizacjach międzynarodowych, na uniwersytetach i w czasopismach naukowych ekonomia neoklasyczna zupełnie nie poradziła sobie z analizą świata na poziomie makro. Przypomnijmy, że w 2003 roku Robert Lucas, laureat Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla mówił, że „główne problemy w zapobieganiu załamaniu [gospodarczemu] zostały rozwiązane”. Z kolei rok później prezes amerykańskiego banku centralnego Ben Bernanke uznał, że wolne od kryzysów lata, tzw. okres Wielkiej Normalności, to wynik dobrej polityki gospodarczej i monetarnej. A nawet tuż przed upadkiem banku inwestycyjnego Lehman Brothers, co wywołało globalną fazę kryzysu we wrześniu 2008 roku, późniejszy główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego profesor MIT Olivier Blanchard twierdził, że makroekonomia dysponuje dobrymi narzędziami do analizy sytuacji ekonomicznej.
Jak to się stało, że nikt tego nie przewidział? – pytała prof. Luisa Garicano królowa Elżbieta II podczas wizyty w London School of Economics w listopadzie 2008 roku. Hiszpan odpowiedział, że to problem koordynacji działania grupowego i sytuacja, gdy wszyscy liczą, że to ktoś inny weźmie sprawy w swoje ręce i upora się z problemem. Publikowane przez ostatnie lata diagnozy były jednak o wiele bardziej krytyczne wobec fundamentów współcześnie dominującego podejścia do ekonomii i powtarzały od dawna formułowane zarzuty. Prawdziwym problemem miały być bowiem umiłowane przez ekonomistów eleganckie, wysoko zmatematyzowane modele ekonomiczne, które mimo pięknej formy nie za dobrze odzwierciedlały rzeczywistość. Zbyt dużo wiary pokładano w modelach, które w swoich założeniach nie dopuszczały nawet możliwości wystąpienia podobnego kryzysu.
Poszerzyć horyzonty
Dzięki kryzysowi więcej uwagi zyskali w końcu krytycy obnażający słabości dominującego podejścia. Jednym z najbardziej znanych z nich jest Steve Keen, który twierdzi, że analizy makroekonomiczne nie uwzględniają tak istotnych zmiennych, jak dług prywatny, czyli zadłużenie przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, a poza tym w ekonomii generalnie nie rozumie się mechanizmu powstawania kredytu i pieniądza.
Jednak problemy wynikające z dominacji ekonomii neoklasycznej to nie tylko techniczne braki powodujące nieumiejętność przewidzenia kryzysu. To szereg zniekształcających rzeczywistość metodologicznych założeń dotyczących natury ludzkiej i świata, a także pozbycie się z ekonomicznych rozważań roli polityki.
Wszystko to wygląda jeszcze bardziej dramatycznie, jeśli wsłuchać się w głosy tych, którzy jako kardynalny błąd ekonomii – zarówno tej mainstreamowej (ortodoksyjnej), jak i większości krytycznych wobec niej nurtów alternatywnych (heterodoksyjnych) – wskazują fiksację na punkcie wzrostu gospodarczego. Twierdzą oni, że współczesna gospodarka i ekonomiczne myślenie, które skupiają się na ciągłym powiększaniu wartości wytwarzanych towarów i usług, są na kursie kolizyjnym z fizycznymi i społecznymi granicami planety.
Świadomość tego, że nurt myślenia ekonomicznego, który spotyka się z tak poważną krytyką, wciąż dominuje w świecie akademickim i kształtuje politykę, każe zadać pytanie o sposób, w jaki ekonomia neoklasyczna zepchnęła inne podejścia na margines debaty i uzyskała pozycję hegemona. Badania nad tym fascynującym zagadnieniem socjologicznym, prowadzone m.in. przez Marion Fourcade („Economists and Societies”), pokazują, że przepływ idei ekonomicznych kształtowany jest politycznie oraz instytucjonalnie, m.in. przez sposoby zarządzania uniwersytetami i ich finansowanie. To właśnie te czynniki sprawiają, że studenci ekonomii często kształcą się w neoklasycznej bańce, co ma dalekosiężne konsekwencje dla całego społeczeństwa. Na szczęście ostatnio przeciwko takiej sytuacji aktywnie występują inicjatywy postulujące poszerzenie programów nauczania o nurty konkurujące z dominującym podejściem do ekonomii.
Uwzględnienie innych perspektyw ekonomicznych zarówno w nauczaniu, jak i w debacie publicznej oczywiście nie gwarantuje rozwiązania wszystkich problemów tego świata, jednak wydaje się konieczne, żeby zrozumieć jego złożoność i zacząć poważnie myśleć o przyszłości. Bowiem, jak zauważa prof. Jerzy Wilkin w głośnym i krytycznym artykule pt. „Dlaczego ekonomia straciła duszę”[1], „dużo musi się zmienić, byśmy wyszli tego kryzysu i uniknęli jeszcze ostrzejszych w przyszłości”.
[1] prof. Jerzy Wilkin, Dlaczego ekonomia straciła duszę, 20.12.2013 http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,15170886,Dlaczego_ekonomia_stracila_dusze.html
Artykuł ukazał się w Zielonych Wiadomościach nr. 028/lipiec 2017, do ściągnięcia w formacie pdf: http://zielonewiadomosci.pl/wp-content/uploads/028.pdf
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Książka Pawła Kubickiego jest bardzo istotna dla zrozumienia „kwestii miejskiej” w polskich realiach. Ma sporą objętość i rozmowa z autorem nie zastąpi lektury. Ale może do niej zachęcić opowiedzeniem o kilku wybranych, ale kluczowych kwestiach.
Lech Mergler: Czym jest „miejskość”, według tytułu centralna kategoria książki? Żyjemy w społeczeństwie zurbanizowanym co najmniej od 50 lat, miejskim…
Paweł Kubicki: Urbanizacja, która bardzo gwałtownie i szeroko została w Polsce zapoczątkowana po II wojnie światowej, polegała przede wszystkim na budowie materii miejskiej, infrastruktury materialnej miast, masowo zasiedlanych przez przybywających do nich mieszkańców wsi. Ale to nie oznaczało uruchomienia czy intensyfikacji procesu kształtowania się „miejskości” rozumianej jako specyficzny wzór kulturowy, charakterystyczny dla Europy. „Miejskość”, ukształtowana w procesie długiego trwania przez co najmniej setki lat, powstawała w opozycji do „wiejskości” właśnie. Miasto było antytezą wsi.
Fenomen miejskości, specyficznie europejski i szczególny na świecie, można zrozumieć poprzez kontekst historyczny. Jego podstawą jest samorządność miasta, miejska demokracja i podmiotowość określona poprzez prawa miejskie. Przez setki lat panowania stosunków feudalnych znakomita większość ludności Europy to byli poddani, w bardzo dużym zakresie podlegli władzy pana. Natomiast miasta stanowiły enklawy wolności („stadtluft macht frei”), w wielkim stopniu wyłączone spod panowania prawa feudalnego. Rządziły się one swoimi prawami, miały całą swoją własną strukturę prawną, regulującą stosunki wewnętrzne, w tym status i prawa korporacji. Przykładowo – korporacyjny charakter współczesnego uniwersytetu (jako samorządnej korporacji uczonych) bierze się z tradycji trwającej od średniowiecza.
Autonomia miast rządzących się swoimi prawami jest jednym z podstawowych źródeł europejskiej demokracji liberalnej, ukształtowanym w procesie długiego trwania. Można powiedzieć, że miejskość o takiej (historycznej) genezie jest kulturowym warunkiem zakorzenienia się demokracji, co też tłumaczy powierzchowność, jakby naskórkowy charakter demokracji w Polsce. Kluczowa dla utrwalenia miejskości była hegemonia mieszczaństwa, charakterystyczna dla Europy. W Polsce natomiast, od stuleci, właściwie nieobecna.
Jak się ma „miejskość” do „polskości”, przede wszystkim współczesnej? Jest taki cytat z Mickiewiczowego „Pana Tadeusza” (podtytuł „Ostatni zajazd na Litwie”), który zdaje się nadal, współcześnie odpowiadać intuicyjnemu odczuciu polskości, wrażliwości w tym obszarze: „Wpadam do Soplicowa, jak w centrum polszczyzny, tam się człowiek napije, nadyszy ojczyzny”. To nieco szokuje – faceci z szablami tłukący się między sobą jako wzór, odniesienie dla współczesnego patriotyzmu.
W Polsce mamy swego rodzaju przemoc symboliczną w postaci dominacji przekazu postszlacheckiego. Jest to cała „kultura dworkowa”, według niektórych opinii historycznie bardzo oryginalna. Obecnie unaocznia się ona najbardziej choćby w deklarowanych dążeniach do mieszkania pod miastem, w czymś na kształt szlacheckiego dworku. O wiele poważniejsze jest to, że polski odrestaurowany kapitalizm powielił kulturę folwarczną, z jej „poddaństwem”. To trochę wygląda jak masowy tzw. syndrom sztokholmski (mechanizm identyfikacji ofiary z oprawcą) – ogromna większość Polaków to nie potomkowie szlachty, do której wzorów aspirują, tylko upośledzonego przez stulecia, eksploatowanego niemal niewolniczo chłopstwa pańszczyźnianego. I mamy taką oto społeczną hybrydę szlachecko-chłopską, która funkcjonuje mniej więcej tak, że reakcje żywiołowe, „instynktowne” są chłopskie, natomiast sfera „nadbudowy”, etyki, estetyki – postszlachecka.
Taka „polskość” jest zamknięta na inność, na autorefleksję i samowiedzę. Miasto jest oswojone z innością, bo jest miejscem wymiany i spotkania. Nie reaguje na nią agresją i lękiem. Także dlatego że w mieście nie ma miejsca, nie ma przestrzeni na rozwijanie takich ksenofobicznych reakcji. Miasto historycznie było przestrzennie ciasne i kolizyjne, co narzuca ograniczenia i dyscyplinę – wzajemnie „obcy” muszą funkcjonować blisko siebie, bo innej możliwości nie ma, nie mogą się fizycznie od siebie zdystansować, jak w wolnych przestrzeniach wiejskich. I paradoksalnie, dlatego miasto jest przestrzenią wolności, podstawą liberalizmu, bo miasto uczy współistnienia mimo różnic i pozwala różnicom istnieć, kultywować odmienne tożsamości.
Co więcej, miasto wymusza kolektywną współpracę mimo tych różnic, istnieje w nim przymus współdziałania z innymi, życie w pluralistycznym mieście nie polega na byciu w izolacji „obok” siebie. Kompetencje i otwartość w tym zakresie są wynikiem społecznego uczenia się w procesie długiego kilkusetletniego trwania. Bardzo wyrazistym przykładem dla tego opisu jest miasto Amsterdam (ale szerzej – miasta holenderskie) – bardzo liberalne i pluralistyczne, ale jednocześnie kolektywistyczne, bo bez powszechnego współdziałania mieszkańców nie dałoby się przez setki lat obronić miasta przed natarciem morza, utrzymać kanałów itd.
Tymczasem wyrazisty obraz polskości przynosi choćby film „Sami swoi”, powszechnie rozumiany i lubiany. Spór o miedzę i wzajemna wrogość sąsiadów na jego tle przechodzi z pokolenia na pokolenie, jako swoista plemienna vendetta. W kolejnych pokoleniach przeniesionych do miast przeradza się w zamiłowanie do prywatnej własności (np. mieszkań), grodzenia się przed „obcymi” na zamkniętym osiedlu, wojen sąsiedzkich o miejsca parkingowe itp.
Głosisz opinię, że Europa to chrześcijaństwo + miejskość. Co do pierwszego – powszechnie dość oczywiste. Co uzasadnia obecność miejskości w tej tezie? Zwykle, definiując źródła europejskości wymienia się triadę: religia chrześcijańska, filozofia grecka, prawo rzymskie.
Otóż i filozofia grecka, i prawo rzymskie rozprzestrzeniły się dzięki miastom i rządzącym nimi prawom miejskim, miasto było nośnikiem procesu upowszechnienia się jednego i drugiego. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego Europa jako przestrzeń społeczno-kulturowa kształtuje się we wczesnym średniowieczu. Europejczycy nie znali wtedy greckich filozofów, a ci, którzy znali, uczyli się ich na Półwyspie Iberyjskim na muzułmańskich uniwersytetach. Język łaciński i przekaz religii chrześcijańskiej przed zniknięciem uratowały klasztory, dzięki mnichom, którzy jako jedyni potrafili czytać. Później funkcję pielęgnowania przekazu kultury starożytnej i religijnej przejęły uniwersytety, powstające w miastach.
Pod koniec XI wieku na uniwersytecie w Bolonii ponownie „odkryto” prawo rzymskie. Okazało się ono bardzo użyteczne do organizowania miast i regulowania życia w nich. Sama idea lokowania miasta „na prawie” ma w nim źródło i jest jedynym w swoim rodzaju „wynalazkiem” czysto europejskim. W naszej części kontynentu najbardziej znane jest prawo magdeburskie, na którym było lokowanych wiele miast polskich w XIII wieku. Wtedy też ukształtowała się podstawowa siatka miast europejskich, później powstawały już tylko np. miasta prywatne, jak Zamość.
Miejskość była też nośnikiem jakby samej siebie, czyli idei demokratycznego antycznego polis. Greckie miasta znikły wraz ze starożytnością, natomiast idea demokracji miejskiej, którą się rządziły np. Ateny, przetrwała. Ta idea została odtworzona i przetworzona, albo raczej „wynaleziona” we włoskich, suwerennych miastach-republikach, czyniąc z nich prawdziwe potęgi w epoce średniowiecza i renesansu.
Warto też zauważyć, że wschodnie chrześcijaństwo związane z Bizancjum nie było „miejskie” i ta część Europy rozwinęła się zupełnie inaczej niż zachodnia. Tam, w przeciwieństwie do Zachodu, nie rozdzielono dwóch sfer: władzy świeckiej i świętej. Bez tego nie mogła się narodzić tak charakterystyczna dla Zachodu innowacyjność.
Drugim słowem kluczowym w tytule książki jest „wynajdywanie” (miejskości). Jak je rozumieć? Dlaczego np. wynajdywanie, a nie odkrywanie? Skoro miejskość jako taka daje się określić dość obiektywnie?
To jest wykorzystanie klasycznej koncepcji wynajdywanej tradycji, sformułowanej przez Erica Hobsbawma, którą on odnosił do tradycji narodowej. W okresie kształtowania się państw narodowych w Europie, w XVIII/XIX wieku, miał właśnie miejsce proces „wynajdywania” tradycji narodowych, rozmaitych opowieści, które poprzez mitologizowanie przeszłości narodu służyły legitymizacji i afirmacji jego obrazu. Na przykład szkocki kilt powstał w XVIII w. ale został przedstawiony, w ramach wynajdywania tradycji na potrzeby kształtującego się narodu szkockiego, jako tradycyjny strój szkocki od „niepamiętnych” czasów. Wynajdywanie nie jest jakimś wymyślaniem tradycji od zera, jest przede wszystkim przetwarzaniem, przypominaniem, kompilowaniem, odrzucaniem itd.
Polska miała silne tradycje miejskie w średniowieczu oraz w okresie renesansu, ale od początków XVII wieku miasta zaczęły upadać na skutek polityki prowadzonej w imię celów dominującej szlacheckiej kultury sarmackiej. Tzw. demokracja szlachecka, zwłaszcza w jej późniejszej formie (złota wolność szlachecka), nie była i nie może być żadną podstawą ani inspiracją dla demokracji miejskiej – ze względu na jej wsobność, konserwatyzm, a z czasem także na narastającą sarmacką ksenofobię itd. Brak silnego mieszczaństwa w Polsce od końca XVI wieku to zerwanie aż do dziś jakiejkolwiek ciągłości pokoleniowej. Inteligencja miejska z XIX i XX wieku miała często korzenie szlacheckie, a przede wszystkim znajdowała się pod silną dominacją tej kultury. Stosunkowo słabe i nieliczne mieszczaństwo po II wojnie światowej praktycznie przestało istnieć.
Nowe polskie mieszczaństwo, które zaczęło się wyłaniać wraz z procesem ożywienia w miastach od początków XXI wieku, wciąż nie wypracowało swojej tożsamości. Nie potrafiło dotąd siebie opisać, między innymi dlatego, że w namacalnej przeszłości nie znajduje niemal żadnego punktu odniesienia czy oparcia. Musi samo się wymyślić, od podstaw, kreując rozmaite innowacje kulturowe. Nie będzie to czysta fikcja, będzie to wynajdywanie – proces twórczego poszukiwania, którego substratami są różne elementy, nie tylko rodzime, bo w miastach na ziemiach Zachodnich wymagało to zaadoptowania niemieckiego (tradycyjnie obcego) dziedzictwa miast.
Jakie są rokowania co do skuteczności działań w zakresie wynajdywania miejskości w obecnej sytuacji?
Rola ruchów miejskich jest kluczowa jako nośnika zmiany. Z jednej strony w obszarze kreowania rozwiązań i utrwalania standardów demokracji miejskiej. Z drugiej – w obszarze odzyskiwania podmiotowości przez miasta oraz odzyskiwania pamięci. Białe plamy w pamięci miast są ogromne. To pamięć o żydowskiej przeszłości miast, w Polsce było niemało takich, w których Żydzi byli żywiołem bardzo licznym, a nawet większościowym. Oraz pamięć o przeszłości niemieckiej we wszystkich miastach na tzw. Ziemiach zachodnich i północnych.
Wcześniej mieliśmy do czynienia z aktywizmem miejskim w postaci organizacji hobbystycznych lub zrzeszeń miłośników miasta lub dzielnicy. Natomiast od mniej więcej przystąpienia Polski do UE, a jeszcze bardziej po dekadzie obecności w niej, pojawiła się w szeregu miast społeczna reakcja na problemy wynikające ze złego zarządzania. Nowe miejskie ruchy społeczne artykułują publicznie niezadowolenie z zarządzania miastami. Wynika to z rozczarowania – były wielkie nadzieje związane z ponownym włączeniem się Polski do miejskiej Europy, jednak w istotnym zakresie nie zostały one spełnione. Polityka miejska uległa komercjalizacji. Środki publiczne płynące z UE sfinansowały infrastrukturę bardziej funkcjonalną wobec potrzeb biznesu niż mieszkańców. Rozwój miast w nowej unijnej rzeczywistości dononywał się z perspektywy przedmieść, mieliśmy taką „post-szlachecką” politykę miejską. I powstałe w ten sposób powszechnie odczuwane dysfunkcje wygenerowały aktywność ruchów miejskich, które europeizowały się szybciej, niż elity tkwiące w postszlacheckich kliszach.
Co powinny ruchy miejskie robić dalej? Czy na przykład powinny one, w imię tej skuteczności działania, starać się wchodzić do władz miejskich?
Ewidentnym i istotnym osiągnięciem ruchów miejskich jest wprowadzenie nowego języka do dyskursu miejskiego, który dzisiaj jest właściwie powszechnie obowiązujący. Politycy zarządzający miastami mówią tym językiem. Ale eksploatują go instrumentalnie, spełnia on dla nich funkcje marketingowe, PR-owe, „opakowuje” w atrakcyjne i powszechnie akceptowane słowa politykę, którą prowadzą realnie. A ta polityka się generalnie nie zmieniła, na poziomie konkretnych rozwiązań i działań jest taka sama jak była.
Dlatego ruchy miejskie powinny starać włączać się w procesy decyzyjne. Do tego konieczna jest legitymizacja, bo obecnie występując w swoim przekonaniu w imieniu mieszkańców taką legitymizacją nie dysponują – ani formalną, ani polityczną. Czyli raczej realizują zadania partycypacji niż współdecydowania. Z kolei liczne tzw. NGO-sy, pozyskujące i przerabiające granty, są tak zależne od władz, że nie są w stanie wiarygodnie reprezentować interesów mieszkańców.
Stąd uzyskanie legitymizacji od mieszkańców, co da tytuł do realnego współdecydowania o mieście, jest konieczne – poprzez skuteczny udział w wyborach do rad osiedli, dzielnic i rad miejskich. Tu nie chodzi o wejście do polityki dla władzy czy karier, tylko dla działania na rzecz dobra wspólnego, w imię współodpowiedzialności za nasze miasta. Ruchy miejskie powinny tę walkę podjąć, bo nikt inny ich nie wyręczy.
PAWEŁ KUBICKI
Wynajdywanie miejskości. Polska kwestia miejska z perspektywy długiego trwania.
Data wydania: Kraków 2016, stron: 375, oprawa miękka, format: A5, cena: 48.00 zł.
ISBN: 978-83-7688-404-2
Paweł Kubicki – socjolog i antropolog kultury, adiunkt w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w badaniu miast, pracował w międzynarodowych zespołach badawczych, między innymi „Ethnological Understanding of Cultural Diversity in Central European Urban Spaces”, „La place d’un patrimoine européen”, „The Square: a European Heritage”, „RECON Reconstituting Democracy in Europe”. Autor wielu publikacji poświęconych problematyce miejskiej, między innymi książki: Miasto w sieci znaczeń. Kraków i jego tożsamości (2010) oraz raportu Nowi mieszczanie w nowej Polsce (2011).
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Komisja złożyła dziś skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE na nielegalną wycinkę w Puszczy Białowieskiej, wnosząc jednocześnie, by Trybunał zakazał jej kontynuacji do czasu wydania wyroku. Jeśli Trybunał przychyli się do tego wniosku, piły i harwestery w Puszczy będą musiały zostać wstrzymane natychmiast.
Komisja Europejska oficjalnie ogłosiła dziś, że kieruje sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z powodu nielegalnej decyzji ministra Szyszki, która zwiększa cięcia w Nadleśnictwie Białowieża. Załączyła też wniosek o zastosowanie tzw. środków tymczasowych, czyli o zatrzymanie wycinki do czasu wydania wyroku. Narzędzia tego Trybunał używa w wyjątkowych sytuacjach, gdy szkoda spowodowana naruszeniem prawa jest poważna i nieodwracalna.
Sprawy dotyczące środków tymczasowych są rozpatrywane przez Trybunał w pierwszej kolejności – nawet w ciągu kilku, kilkunastu dni, jak było w przypadku Doliny Rospudy. Wówczas rząd szybko wycofał się z forsowanego przez ministra Jana Szyszkę planu budowy obwodnicy Augustowa przez ten unikatowy przyrodniczo teren i tylko dzięki temu nie zapłaciliśmy milionowych kar.
Skierowanie sprawy do Trybunału pokazuje, że przedsądowy etap postępowania przed Komisją skończył się dla ministra Szyszki porażką. Jego wizja “ratowania” Puszczy przez wycinkę nie przekonała ekspertów.
Organizacje pozarządowe (ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Dzika Polska, Greenpeace, Greenmind, OTOP, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF) już w 2016 roku zwracały uwagę na to, że decyzja o zwiększeniu wycinki w Puszczy Białowieskiej narusza prawo zarówno polskie, jak i unijne. Minister środowiska nie tylko zignorował apele organizacji i naukowców[1], ale po raz pierwszy w historii Puszczy Białowieskiej dopuścił do pracy ciężki sprzęt. Przy wyrębie dewastuje on otoczenie wycinanych drzew i runo leśne w tym jednym z najcenniejszych lasów na świecie. Przez ostatnie miesiące setki hektarów lasów naturalnych puszczy zostało wyciętych w pień. Szkód tych nie będzie dało się naprawić w najbliższych stuleciach.
Organizacje przyrodnicze zapowiadają kontynuację monitorowania działań ministra Jana Szyszki w Puszczy Białowieskiej, w szczególności realizacji zeszłotygodniowej decyzji UNESCO i dzisiejszej decyzji KE. Razem ze wszystkimi obrońcami Puszczy protestującym przeciwko wycince, która łamie prawo, zobowiązania międzynarodowe Polski i jest niezgodna z wiedzą naukową, będziemy dążyć do o bjęcia całego obszaru Puszczy Białowieskiej parkiem narodowym.
źródło: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Greenpeace Polska
Komunikat prasowy Komisji Europejskiej: Komisja wzywa Polskę do niezwłocznego wstrzymania wycinek w Puszczy Białowieskiej
Używanie substancji psychoaktywnych szkodzi. To fakt. Co byście jednak czuli, gdybym wam powiedział, że polska polityka narkotykowa, zarówno na poziomie lokalnym, jak i rządowym, wywołuje więcej szkód niż narkotyki same w sobie? Że polityka „twardej ręki” powoduje korupcję wśród polityków, łamanie praw człowieka, masowe wsadzanie do więzień użytkowników oraz doprowadza każdego roku do tysięcy ludzkich tragedii?
Jednolita konwencja ONZ o środkach odurzających z 1961 roku (wraz z poprawką z 1972 roku) oraz konwencja o substancjach psychotropowych z 1971 roku tworzą podwaliny pod międzynarodowy układ kontroli substancji psychoaktywnych. Konwencje te, podpisane przez właściwie wszystkie kraje świata, zawierają wykaz substancji psychoaktywnych, których użycie pozamedyczne lub poza celami naukowymi powinno być kryminalizowane. W wykazach znalazły się tzw. tradycyjne narkotyki, takie jak marihuana, kokaina, heroina. Konwencja 1961 roku miała jasno postawiony ostateczny cel, którym była poprawa „zdrowia i dobrobytu ludzkości” . Delegaci na obu spotkaniach wyobrażali sobie, że przy pomocy wielkiego planu, jakim jest „świat wolny od narkotyków”, stworzą szczęśliwe, zdrowe, solidarne, sprawiedliwe społeczeństwo wolne od „patologii i dewiacji”.
Jednym z przykładów ilustrujących jawny cel takiego prawa międzynarodowego jest dokument powstały po Specjalnej Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ o narkotykach w 1998 roku. Sekretarzem generalnym ONZ był wówczas Kofi Annan – pod jego przewodnictwem delegaci krajów członkowskich podpisali polityczną deklarację zaczynającą się od słów: „Narkotyki niszczą życie ludzi i społeczeństw, osłabiają zrównoważony rozwój społeczny i generują przestępczość. Narkotyki mają wpływ na wszystkie części społeczeństwa we wszystkich krajach; w szczególności nadużywanie narkotyków wpływa negatywnie na wolność i rozwój młodych ludzi, najcenniejszy kapitał na świecie. Narkotyki są poważnym zagrożeniem dla zdrowia i dobrobytu całej ludzkości, niepodległości państw, demokracji, stabilności narodów, struktury wszystkich społeczeństwach, godności i nadziei milionów ludzi i ich rodzin”. Hasłem przewodnim UNGASS w 1998 było: “A drug-free world – we can do it!” („Świat bez narkotyków – możemy tego dokonać!”). Duża część państw zadeklarowała zmniejszenie rozpowszechnienia używania narkotyków w swoich krajach praktycznie do zera w przeciągu dekady, co w praktyce oznaczać miało oznaczać niemalże całkowitą eliminację rekreacyjnego używania tradycyjnych narkotyków na świecie.
Pod wpływem trendów międzynarodowych również w Polsce w tym samym czasie postanowiono zaostrzyć kurs. Do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii wprowadzono paragraf 62, zakazujący posiadania substancji psychoaktywnych pod groźbą do trzech lat więzienia. Zaostrzenie prawa narkotykowego w Polsce, przy protestach prawicowej opozycji, popierał aktywnie urzędujący wtedy prezydent RP Aleksander Kwaśniewski.
Od tamtego czasu spożycie substancji psychoaktywnych, zarówno w Polsce, jak i na świecie, systematycznie wzrasta. Zarówno laureat pokojowej nagrody Nobla, były sekretarz ONZ Kofi Annan, jak Aleksander Kwaśniewski, głośno popierają dzisiaj liberalizację prawa dotyczącego substancji psychoaktywnych oraz wprowadzenie w leczeniu uzależnień metod opartych badaniach naukowych.
W 2011 Światowa Komisja do spraw Polityki Narkotykowej wydała raport pt.: „Wojna z narkotykami”, w którym wyraźnie podkreśla klęskę dotychczasowej polityki narkotykowej. Opisuje tam jej nieefektywność i wysokie koszty, zwraca uwagę na epidemię HIV i wirusowego zapalenia wątroby typu C (spowodowane w dużej mierze przez używanie nielegalnych narkotyków do wstrzykiwania), więzienia przepełnione ludźmi przyłapanymi z jednym skrętem (np. w USA i Polsce) czy stygmatyzację użytkowników. Dokument zwraca też uwagę, że restrykcje o wiele częściej dotykają osoby, które są biedniejsze lub z różnych powodów wykluczone. Komisja, której członkiem jest również Kofi Annan, sekretarz generalny ONZ z czasów UNGASS 1998, podkreśla przy tym, że zniknięcie narkotyków nie jest możliwe, nawet jeśli walka z nimi będzie ulegała intensyfikacji. W społeczeństwie zawsze będą ludzie używający substancji psychoaktywnych – dlatego problem używania narkotyków oraz uzależnienia od nich należy traktować w kategoriach zdrowia publicznego. Polityka narkotykowa powinna być kreowana zarówno w zgodzie z prawami człowieka, jak i na podstawie solidnych dowodów naukowych. Podejście wynikające z założenia, że dane zjawisko o negatywnych konsekwencjach społecznych nie zniknie, wymaga więc minimalizowania szkód związanych z jego występowaniem, nazywane jest redukcją szkód. Niestety pomimo wprowadzenia do Polski po roku 1989 pilotażowych programów redukcji szkód, do tej pory nie udało się zwiększyć ich zasięgu. Profilaktyka oraz leczenie są oparte na doktrynie abstynencji, a działania prowadzone nieefektywnymi metodami nie tylko nie przyczyniają się do rozwiązania problemu, ale wręcz go pogłębiają.
W 2014 Światowa Komisja ds. Polityki Narkotykowej opublikowała kolejny raport pt. „Przejmowanie kontroli: sposoby prowadzenia polityki narkotykowej, które działają”. Podsumowała w nim zarówno doświadczenia krajów prowadzących najbardziej udaną politykę narkotykową, jak i tych, których działania w tej dziedzinie nie są poprawne. Komisja definiuje przy tym cechy udanej polityki narkotykowej oraz skutki, które powinna ona przynosić. Po pierwsze, polityka narkotykowa powinna przedkładać zdrowie i bezpieczeństwo społeczeństwa ponad inne cele. Oznacza to, że pożądana jest taka sytuacja, w której problematyczne używanie narkotyków jest maksymalnie ograniczone, a szkody przez nie wyrządzone jak najmniejsze. Po drugie, zapewniony powinien być dostęp do leków, np. medycznej marihuany czy medykamentów związanych z leczeniem bólu. I wreszcie, ograniczana powinna być działalność organizacji przestępczych i ich kontrola nad rynkiem substancji psychoaktywnych. Nieudana polityka narkotykowa jest odwrotnością udanej; zmniejsza poziom zdrowia i bezpieczeństwa obywateli, intensyfikuje szkody związane z problematycznym używaniem narkotyków oraz utrudnia dostęp do leków. Dodatkowo błędy polityki narkotykowej ułatwiają przejmowanie kontroli nad rynkiem substancji psychoaktywnych przez organizacje przestępcze. Tę tendencję do racjonalizowania polityki narkotykowej wzmocniono na UNGASS 2016, które odbyło się pod hasłem przerzucenia nacisku działań polityki narkotykowej z prewencji na działania związane ze społeczeństwem obywatelskim, działaniem lokalnym oraz prawami człowieka.
Co właściwie oznacza to, że polityka narkotykowa powinna bazować na skutecznych metodach? Poza prewencją, czyli w warunkach polskich praktycznie wyłącznie ściganiem użytkowników substancji psychoaktywnych, powinny istnieć programy profilaktyczne (środowiskowe oraz szkolne), socjoterapeutyczne, rehabilitacyjne, resocjalizacyjne, reintegracyjne, readaptacyjne oraz psychoterapeutyczne. W świetle zaleceń agencji państwowych powinny one bazować na ewaluacji i teoriach naukowych.
W połowie lat 90. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) rozpoczęła tworzenie systemu profilaktyki masowej w oparciu o wcześniejsze kaskadowe programy profilaktyczne, czyli takie, w których jedni przeszkoleni mają prawo uczyć następnych. Powstały też wtedy pierwsze podręczniki oraz zaczęto wprowadzać systemy ewaluacji. Zmiany zdawały się więc zmierzać w dobrym kierunku.
Polska na arenie międzynarodowej wpisuje się w nurt wspierający redukcję szkód oraz metod o potwierdzonej skuteczności. Świadczy o tym wprowadzenie w 2012 roku tzw. „paragrafu 62a”, czyli możliwości odstąpienia od ścigania przez prokuratora czy podpisanie przez obecną ekipę rządzącą Deklaracji Warszawskiej, która stanowi zbiór rekomendacji z tej dziedziny do wdrażania w samorządach europejskich miast. Jednak od 2003 roku realizację przeciwdziałania uzależnieniom oddelegowano do gmin. Pozornie jest to działanie wpisujące się w nurt ogólnoeuropejski, ponieważ w tym czasie duża część miast w Europie wprowadzała właśnie programy redukcji szkód – tu najbardziej znanymi przykładami są Frankfurt, Zurych, Amsterdam, ostatnio też np. Barcelona, które razem zawiązały koalicję miast za racjonalną polityką narkotykową. Jednak gdy przerzucano odpowiedzialność za przeciwdziałanie uzależnieniom na jednostki samorządu terytorialnego, nie istniała jeszcze żadna baza programów o potwierdzonej skuteczności. Gminy nie przyczyniły się też do jej powstania, bo ich brak doświadczenia sprawił, że nie opierały profilaktyki na naukowych podstawach ani nie sprawdzały efektywności zlecanych przez siebie programów. Stan ten zresztą trwa do dziś. Na początku lat 2000 środowisko naukowców i praktyków zaczęło sygnalizować „kryzys profilaktyki”. Rezultat? Obecnie realizowane programy profilaktyczne są zazwyczaj autorskie – układają je na podstawie swojej wiedzy najczęściej nieprzeszkoleni trenerzy, a ich skuteczność jest nieudokumentowana. Równocześnie istnieje baza programów rekomendowanych, z której rzadko która gmina korzysta. I nie jest to tylko wina samorządów, bo również w środowisku naukowym profilaktyka nie jest odpowiednio szanowana ani badana. Ale to tylko szczyt góry lodowej.
Pieniądze na profilaktykę w gminach pochodzą z tzw. „korkowego”, nazywanego też „kapslowym”. Są to pieniądze pochodzące ze specjalnych opłat od sprzedaży detalicznej alkoholu (gminy) i hurtowej (województwa). Każda gmina na podstawie ustaw o przeciwdziałaniu narkomanii i wychowaniu w trzeźwości musi projektować swoją własną politykę narkotykową i alkoholową. Niestety mimo wyraźnych zapisów w ustawach, na co pieniądze pochodzące z funduszu korkowego powinny być wydawane, kapslowe traktowane jest jako zapchajdziura budżetu gminy. Według danych pochodzących z PARPA, 6 razy więcej pieniędzy wydawanych jest na dofinansowywanie zajęć sportowych, niż na faktyczną profilaktykę. Pieniądze pochodzące z funduszu kapslowego np. potrafią być wydawane też na naprawę murku, pod którym mieszkańcy spożywają alkohol. Ostatnią próbą opanowania sytuacji jest Narodowy Program Zdrowia, który reguluje wydawanie przez gminy pieniędzy na działania profilaktyczne. Niestety większość gmin w Polsce nawet nie zauważyła ani rozporządzenia o Narodowym Programie Zdrowia, ani ustawy o zdrowiu publicznym, tak jak do tej pory pozostawała ślepa na rekomendacje PARPA dotyczące wydawania pieniędzy z funduszy korkowych.
Dlaczego wydawanie pieniędzy na skuteczne działania z zakresu profilaktyki i leczenia uzależnień są ważne? Z bardzo wielu powodów. Jeśli do kogoś nie trafiają humanitarne argumenty na temat tego, czemu należy pomagać ludziom uzależnionym, to mam argument ekonomiczny. Wg danych, które przytaczał dr Jacek Anand[1], obecnie profesor Zakładu Toksykologii Klinicznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, człowiek uzależniony od narkotyków, który się nie leczy, kosztuje polskie państwo statystycznie 50 tys. euro rocznie – są to koszty hospitalizacji, pomocy społecznej itp. Tymczasem człowiek utrzymywany na terapii stacjonarnej, czyli takiej, jaką prowadzi np. Monar, kosztuje 20 tys. Warto wspomnieć, że skuteczność takiej terapii stacjonarnej to 2-3%. Tymczasem terapia metadonowa kosztuje tylko 3 tys. i według wszystkich statystyk jest najbardziej skuteczna. Tyle że nikt nie daje na nią praktycznie żadnych pieniędzy, bo w Polsce większość środków idzie na terapie stacjonarne ze względu na to, że tak się utarło.
Mimo że większość pieniędzy na profilaktykę jest wyrzucana przez gminy w błoto, widać pewne światełko w tunelu. Coraz więcej gmin, zarówno dużych, jak i małych, rozpoczyna tworzenie programów o sprawdzonej skuteczności; dobrym przykładem jest Gdańsk i Płock. Ciekawym przykładem jest też Wrocław utrzymujący na wysokim poziomie placówkę redukcji szkód od wielu lat.
Jaką skuteczność mają miasta nie prowadzące polityki narkotykowej opartej na naukowych dowodach? Świetnym przykładem jest Łódź, w której jest najwięcej zatruć dopalaczami, a jednocześnie nie jest w niej finansowana żadna placówka redukcji szkód, a połowa pieniędzy przeznaczonych na przeciwdziałanie uzależnieniom idzie na zajęcia sportowe. Zamykane sklepy z dopalaczami zmieniają tam jedynie miejsce i sprzedają, ze względu na napiętą sytuację, towar coraz bardziej trujący.
[1] Raport Rzecznika Praw Osób Uzależnionych 2010/2011, http://politykanarkotykowa.pl/sites/default/files/raport_rzecznika2010_11.pdf
Fundacja Strefa Zieleni, wraz z Green European Foundation i Przedstawicielstwem Fundacji im. Heinricha Boella w Warszawie, zapraszają na trzecią edycję Zielonego Letniego Uniwersytetu, tym razem do Puszczykowa k. Poznania, położonego w malowniczym, pełnym lasów i wód, Wielkopolskim Parku Narodowym. Patronat medialny nad wydarzeniem, które odbędzie się w dniach 13-16 lipca, sprawują Zielone Wiadomości.
Tytuł tegorocznego ZLU, Hope and cope” oddaje myśl, z jaką tworzymy program tegorocznego letniego zielonego spotkania: wyzwań jest bardzo wiele, ale naszą rolą jest wymiana wiedzy i zdobywanie umiejętności, aby znaleźć najlepsze odpowiedzi, z nadzieją, że będziemy potrafili je wykorzystać do zmiany na lepsze otaczającej nas, często trudnej, rzeczywistości. Dotyczy to wszystkich poziomów – od najniższego poziomu lokalnego w naszych miastach, czyli od osiedli, poprzez dzielnice, miasta i gminy, wreszcie regiony, poziom kraju i poziom Europy. W wielu kwestiach nieuchronnie poziom UE nie wystarczy, bo świat stał się „globalną wioską” i zielona dewiza „myśl globalnie, działaj lokalnie” nie da się już pominąć.
W roku poprzedzającym wybory samorządowe oraz w roku przystąpienia Fundacji Strefa Zieleni do Związku Stowarzyszeń Kongresu Ruchów Miejskich, nie dziwi, że dużą część programu poświęcimy samorządom i sprawom miejskim. Po pierwsze zdobywamy wiedzę od doświadczonych zielonych ekspertów: Wojciech Kłossowski, Hanna Gill-Piątek, Wojciech Makowski, to niepodważalne autorytety, których wiedzę i doświadczenie na pewno wykorzystamy. Poza sesjami przedwyborczych wykładów, debat i warsztatów nt. sejmików wojewódzkich czy rad osiedlowych, będą też spotkania tematyczne, z wybranych zagadnień polityki miejskiej. ZLU wyjdzie także z Puszczykowa do Poznania, gdzie zorganizujemy, w partnerstwie z Kongresem Ruchów Miejskich , publiczną debatę o nowej demokracji miejskiej i progresywnych miastach, z udziałem prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, ekspertów/ek -aktywistów/ek miejskich i (lub jednocześnie) zielonych polityków i polityczek.
Od kilku lat prowadzimy refleksję nad tym jak poradzić sobie z kryzysem i patologiami globalnego kapitalizmu, powszechną finansjeryzacją wszystkiego i wszelkich dziedzin życia, łącznie z edukacją, zdrowiem, a nawet przyrodą. Szukamy alternatyw wobec globalnego neoliberalizmu umów o wolnym handlu, korporacji wymykających się spod społecznej kontroli, spychania standardów ochrony środowiska i praw ludzi do możliwego najmniejszego wspólnego mianownika na rzecz coraz bogatszych elit światowego biznesu i polityki. To niezwykle niebezpieczna gra tylko pozornie podnosząca poziom życia ludzi, a de facto zagrażająca całej ludzkości z powodu gwałtownych, niekontrolowanych zmian klimatu, wyczerpywania się zasobów nieodnawialnych, masowemu wymieraniu gatunków, wielkich zanieczyszczeń środowiska życia i kryzysu wody.
Na drugim ZLU mowa była o teorii Dóbr Wspólnych i post-wzroście. Teraz przyszedł czas, żeby zmierzyć się z debatą o ekonomii, jaka toczy się w zielonych think-tankach i partiach. Jakich odpowiedzi udzielają zieloni myśliciele i praktycy, na jakich pozytywnych i negatywnych doświadczeniach budują swoje przekonania i programy, jakie autorytety akademickie ich inspirują. Partnerem seminarium „Zielona ekonomia na ZLU 2017” jest Przedstawicielstwo Fundacji im. Heinricha Boella w Warszawie. Będziemy gościć dwoje przedstawicieli HBS: Lili Fuhr, współautorkę (wraz z Thomasem Fatheuerem i Barbarą Unmußig) książki „Inside the Green Economy” oraz Klausa Linsenmeiera, dyrektora Przedstawicielstwa HBS w Unii Europejskiej, będącego prawdziwą kopalnią zielonej wiedzy i doświadczenia. Klaus poprowadzi plenarną debatę „Czy zielona gospodarka wolnorynkowa pozwoli uniknąć globalnej katastrofy?”, którą poprzedzi wykład wprowadzający Miriam Kennet, reprezentującej brytyjski Green Economics Institute z Oksfordu, przedstawiający różne kierunki zielonej myśli ekonomicznej.
W ramach seminarium ekonomicznego przeprowadzimy też sesje dyskusyjno-warsztatowe na temat gospodarki zamkniętego obiegu (tzw. GOZ), oraz nt. praktycznych zastosowań tzw. Ekonomii Dobra Wspólnego, czyli kooperatywizmu, spółdzielczości i innych form gospodarki społecznej i solidarnej.
Oprócz tego będziemy też mówić o pieniądzach i poszukiwaniach „planu B”, czyli suwerennej waluty. Może Grecja by wtedy nie musiała się godzić na drakońskie zaciskanie pasa? Takie przymiarki robi dziś w każdym razie Islandia. Będziemy gościć Krzysztofa Lewandowskiego, tłumacza raportu, który zlecił rząd Islandii poszukując alternatywnej ścieżki.
Oczywiście Zielony Letni Uniwersytet, organizowany przez Green European Foundation (GEF), musi mieć wymiar europejski. Stąd otwierająca debata plenarna „Europa po Brexicie. Czy zielona transformacja będzie wciąż możliwa?”, w ramach międzynarodowego projektu GEF z inicjatywy brytyjskiego think-tanku Green House. Europejski wymiar zapewnią też nasi goście – zarówno z poziomu unijnego: z GEF, z grupy Zieloni/WSE w Parlamencie Europejskim czy z Europejskiej Partii Zielonych, jak i z innych krajów Europy: z UK, Czech, Węgier i Ukrainy.
Ponieważ jedna z wspieranych przez Fundacji Strefa Zieleni kampanii dotyczy sprzeciwu wobec planów rozwoju międzynarodowej żeglugi rzecznej w Polsce, a te plany związane są z unijnymi wielkimi inwestycjami transportowymi, z którymi walczą Zieloni w Parlamencie Europejskim, Fundacja Strefa Zieleni przystąpiła do Koalicji Ratujmy Rzeki. Stąd debata plenarna na temat tych i innych, naszym zdaniem bardzo szkodliwych i kompletnie nieuzasadnionych, mega projektów transportowych. W tej debacie będzie uczestniczyła m.in. bardzo zasłużona dla obrony środowiska i przyrody rosyjska aktywistka ekologiczna Evgenya Chirikowa.
Okrągły stół „Europa przestrzenią dla ekologii” prowadzony przez Edouarda Gaudot z Grupy Zieloni/WSE w Parlamencie Europejskim i Ewę Sufin-Jacquemart, skupi wielu Zielonych i aktywistów zaangażowanych w obronę środowiska i przyrody, z wielu krajów. Z Polski, poza naukowcami i aktywistami z Koalicji Ratujmy Rzeki będziemy gościć m.in. Cecylię Malik, autorkę kampanii „Matki Polki na wyrębie”.
Na trzecim Zielonym Letnim Uniwersytecie będą jeszcze inne tematy, np. będziemy gościć łódzkie „Dziewuchy Dziewuchom”, które przygotowują sesję poświęconą walce o prawa kobiet i towarzyszącej jej aktywizacji politycznej kobiet. Będziemy też mówić o zmianach klimatu, temacie dla wszystkich ludzi najważniejszym. Poza sesją informacyjno-warsztatową poświęconą tej tematyce, zaszczyci nas też swoją wizytą wybitny jej znawca i badacz, prof. Zbigniew Kundzewicz, współpracujący z Międzyrządowym Panelem ds. Zmian Klimatu (IPCC).
Ekologicznym tematem naszych porannych i/lub wieczornych wypraw przyrodniczych będą ekosystemy rzek, jezior i mokradeł, ale przewidujemy też wycieczkę do pobliskiego Rogalina, gdzie dęby mają swoje imiona, po kilkaset lat wieku i po kilka metrów obwodu.
Podsumowując, na tegorocznym Zielonym Letnim Uniwersytecie tematy przewodnie to: EUROPA, EKONOMIA, EKOLOGIA, SAMORZĄDNOŚĆ I PROGRESYWNE MIASTA, KLIMAT i PRAWA KOBIET, temat ekologiczny to EKOSYSTEMY WODNE oraz STARE DĘBY, a praktyczne umiejętności to (E)KOMUNIKACJA (w ramach międzynarodowego projektu GEF „Digital commons”, będziemy testować narzędzia komunikacyjne z kategorii open source).
Zielony Letni Uniwersytet jest częściowo zarezerwowany dla członków partii Zieloni i sympatyków, zaprzyjaźnionych aktywistów i zaproszonych gości (dofinansowane noclegi i posiłki), natomiast zajęcia są otwarte i bezpłatne w miarę dostępnych w salach miejsc (pobierana na miejscu opłata 20 zł/dz. dotyczy napojów i słodyczy). Dla osób z zewnątrz koszt pobytu z trzema noclegami i ośmioma posiłkami to 240 zł. Można też zarezerwować pojedyncze noclegi w pokojach dwuosobowych w cenie 40zł/os/noc oraz posiłki w cenie 15 zł śniadanie i 25 zł obiad lub kolacja (wegetariańska lub wegańska), rezerwując posiłki co najmniej dzień wcześniej.
Rejestracja obowiązkowa dla osób korzystających z noclegów i posiłków: http://www.zielonyuniwersytet2017.evenea.pl. Po rejestracji należy dokonać wpłaty przed wyjazdem na rachunek Fundacji Strefa Zieleni: 66 1020 1097 0000 7602 0237 0450, tytuł: ”uczestnictwo w ZLU” (zalecamy przybycie z potwierdzeniem przelewu).
Kontakt: Ewa Sufin-Jacquemart, ewa.sufin@strefazieleni.org, tel.: 664673700.
O konferencji-kołysance „Jeszcze Polska nie zginęła. Wieś”
Musimy budować niektóre instytucje całkiem od nowa, instytucje, które będą ludzi wychowywać zgodnie z uznanymi wartościami
Minister Kultury Piotr Gliński
Od obrońców przyrody zależy przyszłość ludzkości
Agnieszka Holland
Być może nie ma sensu analizować o co chodziło na konferencji, a raczej show, „Jeszcze Polska nie zginęła. Wieś” zorganizowanej przez ministra środowiska Jana Szyszkę oraz ojca Tadeusza Rydzyka. Musimy wziąć w nawias intelekt i podkręcić na cały regulator nasze emocje – zadowolenie, gniew, lęk, zazdrość, chęć upokarzania – aby „zrozumieć”, co było jej celem. 13 maja w Toruniu chodziło o strawę dla ducha, a raczej wywołanie głodu świata, który ostatnio musi walczyć o swoje miejsce. W Stanach Zjednoczonych świat ten chce być znowu wielki, a w Polsce ma być bastionem wartości takich jak piękno, dobro i prawda.
Jaki zatem sens pisać o tej konferencji? Z jednej strony to próba wyartykułowania tego, co z ust prelegentów nie zostało wprost powiedziane. Z drugiej sprawdzenie samej siebie, czy można o tej konferencji pisać nie popadając w ton oskarżający i prześmiewczy. Wydarzenie w Toruniu może bowiem kusić, aby zagrać w innym show czy spektaklu. Jak sugeruje krytyk teatralny Jacek Sieradzki – cała Polska gra obecnie w „Klątwie”[1]. Tyle tylko, że ten spektakl „oprócz udanej formy scenicznej, wiele do debaty publicznej nie wnosi”. Pod Teatrem Powszechnym, a wcześniej Teatrem Polskim we Wrocławiu w związku z premierą „Śmierci i dziewczyny” toczyły się wojny dwóch światów „Polska”. Dwie strony barykady nieświadomie zagrały swoje role – przeciwnicy „Klątwy” z jadem, a zwolennicy w poczuciu wyższości, że wiedzą na czym polega dobry świat. Tylko czy to wszystko jest takie proste?
Konferencja naukowa?
Zorganizowana z rozmachem „konferencja naukowa” zwiozła z całego kraju leśników, myśliwych, rolników ,polityków i duchownych. Co dostaliśmy? Popis retoryki i mistrzowsko przygotowany akt cementujący porządek symboliczny – Polskę folwarczną, wiejską, katolicką, Polskę jedyną w swoim rodzaju, kraj i naród wybrany. „Jeszcze Polska nie zginęła” tak przecież zaczyna się NASZ hymn narodowy. Teraz można by dodać – „Póki żyje wieś”. Ale niech nie obrażają się ludzie mieszkający na prowincji, bo wieś o której była mowa na konferencji nie istnieje. Nie ma jej na mapie. Ten fantazmat nie ma nic wspólnego z polskimi wsiami, których mieszkańcy, często nawet bardziej niż mieszkańcy miast, muszą stawiać na pragmatyzm i nowoczesne rozwiązania. Wieś przyświecająca konferencji jest po prostu wyśniona[2]. Zatrzymana na kartach epopei narodowych, które przez wieki skutecznie wmówiły nam, że polski szlachcic to brzmi dumnie. Fantazmat ten przez lata uniemożliwiał Polakom wyzwolenie się z sytuacji i zależności, których tak naprawdę nienawidzimy – pana i niewolnika, panicza i parobka oraz obłędnej idei eksploatacji polskiej ziemi czy ciała w ogóle. Sądzę, że konferencja w Toruniu miała na celu zakołysanie nas w tym śnie.
Zielony nazizm
To hasło wywołało oburzenie. I słusznie. Do rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego został już skierowany list z żądaniem odsunięcia ks. prof. Tadeusza Guza od dydaktyki. Guz w swojej wypowiedzi porównywał bowiem ekologów do funkcjonariuszy III Rzeszy. Naziści mieli być jednak lepsi od „tzw. zielonych”, bo jakby nie było zwolennicy Hitlera i wierni słuchacze Goebbelsa kochali swoją aryjską rasę, szukali dla niej przestrzeni życiowej, organizowali olimpiady sportowe i zaprawiali młodzież do militarnego oddania. Tymczasem, jak chciał przekonać słuchaczy ks. Guz, ekolodzy nienawidzą każdą rasę, a nawet ludzi w ogóle – bowiem celem ekologów jest unicestwienie wszystkiego, co żyje.
Nie wiadomo jednak jak doszło do wyprowadzenia wniosku o „chęci zniszczenia wszystkiego” przez ekologów. Argumentacja ks. Guza była niejasna, a do tego pełna chwytów erystycznych i jawnego flirtowania z zebranymi na hali „autorytetami”. Przecież, gdyby Pani, droga Pani minister, powiedziała, że jest Pani człowiekiem, to zostałoby to wyśmiane – podkreślał Guz. Ksiądz przekonywał, że stanowisko ekologów i nowej lewicy jest ufundowane w skrajnym materializmie rodem z Ernsta Haeckla czy Marksa. Skoro byt, przekonywał ksiądz, według materializmu ontologicznego wyznawanego przez ekologów jest tylko materią, to bycie człowiekiem jest złudzeniem. A jeżeli jesteśmy samą materią to trzeba ją, w tym także nas, zniszczyć (sic!).
Nie wspominając nawet o błędzie wyprowadzania zdań powinnościowych ze zdań opisowych, można powiedzieć, że logika tego wywodu była niejasna i enigmatyczna. Ale to dopiero początek. Podczas swojego wystąpienia ks. Guz głównie wdzięczył się do publiczności. Rzucał trudnymi terminami i nieznanymi większości nazwiskami. Do tego odwoływał się do „inteligencji tłumu”, aby zyskać poparcie. Za Guzem można wnioskować, że „właściwa” filozofia życia skończyła się na Arystotelesie. Potem nagle przyszedł „brutalny Hegel”, który utorował drogę materializmowi, a ten z kolei stał się podstawą dla nowej lewicy, która planuje akt zniszczenia ludzkości. Nie wiem, czy jest sens skupiać się na zawiłościach merytoryczno-argumentacyjnych, nie to było bowiem najciekawsze w całym wystąpieniu.
Warto obejrzeć nagranie z konferencji i przyjrzeć się twarzom zebranych leśników. Sądzę, że nie niedowierzają, gdy nagle ksiądz Guz z zadowoleniem i w homilijnym tonie mówi, że jego studenci dali się niestety zmanipulować i uznają ewolucjonizm za wyjaśnienie zmienności gatunków. Z kolei o ich słabości ducha świadczy traktowanie Darwina jako wartościowego naukowca. Musimy przywrócić ducha w biologii, fizyce i chemii – nawoływał. I to w sumie nie jest śmieszne, ponieważ kwestia obecności ducha czy świadomości w świecie materialnym, czy relacji między nimi, to temat, który nadal jest podejmowany przez filozofów. Dodatkowo współcześnie także przez naukowców zajmujących się np. kognitywistyką i jej powiązaniami z neurologią. Nie jest też niczym nadzwyczajnym, że filozof jak ks. Guz przywiązany do tradycji antycznej i średniowiecznej, upomina się o szczególną pozycję człowieka, który według Arystotelesa obdarzony jest nie tylko duszą wegetatywną i zmysłową, ale też rozumem. Guz nie jest pierwszym, który postuluje przywrócenie filozofii życia sprzed czasów nowożytnych, bo nawet nauka współczesna odcina się od materializmu, a szczególnie tego skrajnego. Z kolei przywoływany przez niego biolog i materialista Ernst Haeckel jest co prawda ważny z punktu widzenia historii biologii, ale jego koncepcje są w większości dawno przestarzałe. Kulawe jest też usilne przeciwstawianie ludzi wszystkim zwierzętom. To anachronizm, ale również konsekwentne wyrażanie stanowiska religijnego, z którego wynika, że między rozwielitką a np. delfinem nie ma większej różnicy.
Nietrafione merytorycznie dywagacje to jedno, ale nazywanie ekologów nazistami to inna zupełnie sprawa. Jego słowa już zbierają żniwa, bo pod adresem ekologów pada coraz więcej oskarżeń. Zaufajmy paragrafom i miejmy nadzieję, że w Polsce nie ma miejsca na nienawistne słowa, szczególnie z ust duchownego. Nie oznacza to wcale, że nie możemy zastanawiać się, co stoi za takimi epitetami.
Gdzieś to już słyszeliśmy
Sądzę, że ks. Guz w swoim wykładzie nawiązywał do filozofów, ponieważ potrzebny był mu wytrych retoryczny. Chciał uzasadnić spiskową teorię, że nowa lewica lub „przebrany na zielono stary komunizm” chcą, aby człowiek zginął bezśladowo. Nie wszystko jednak w wypowiedzi Guza było nieprawdą. Trzeba przyznać mu rację gdy mówi, że eksploatacyjny stosunek człowieka do przyrody nie jest ideą związaną z chrześcijaństwem, ale materializmem i mechanicyzmem, czy ogólnie z nowożytną nauką. Wiedzo-władza Franciszka Bacona oraz mechanicyzm Kartezjusza to stanowiska, w ramach których zwierzęta traktowane są jak automaty. Guz w swoim nawoływaniu do krytyki materialistycznego paradygmatu przypominał, że duch w różny sposób obecny jest w materii, ale tylko w człowieku realizuje się w wyjątkowy sposób. Pod tym względem wnioski ks. Guza są mocno katolickie i zgadzają się z wykładnią papieża, w tym także Franciszka.
Ukłony w stronę Telewizji Trwam też nie są do końca nieuzasadnione, jeżeli pod uwagę weźmiemy wątek troski o ziemię i lasy. Prawdą jest, że Trwam była jedną z niewielu telewizji, która poruszyła temat protestów rolników z Wielkopolski wobec planowanej budowie na ich ojcowiznach kopalni odkrywkowych. Jednak wokół innych kwestii ekologicznych, szczególnie Puszczy Białowieskiej i jej masowej wycinki, milczy. Zarówno Guz, jak i biskup odprawiający mszę, kpili z ekologów przypisując im obce interesy i wynaturzone poglądy: Niedługo tzw. zieloni zabronią chodzić dzieciom do sklepów mięsnych. Absurd. Księża, mówiąc wielokrotnie o wyjątkowej roli Polski na arenie międzynarodowej, wypowiadali się momentami jak Kościół Anglikański sprzed aktu założycielskiego. Chociażby w swoim niewerbalnym dystansowaniu się od nauk obecnego papieża.
Obudź się człowieku
Wróćmy jeszcze do retoryki ks. Guza. Wydaje się, że najgorszym co w ekologach widzi on i jemu podobni, nie jest ich materializm, ale krnąbrność. Jeżeli tak jest, to poszukiwania odpowiedzialnego za krzewienie w ludziach takich kompetencji jak krytyczność, sceptycyzm, relatywizm i odrzucenie hierarchii (w tym kościelnej), Guz powinien zacząć od Sokratesa. A jeżeli już chce narzekać, to powinien krytykować nie Hegla, ale raczej zakazać czytania filozofii Immanuela Kanta. Kantowskie „Czym jest oświecenie”[3] jest tekstem omawianym w liceach i na studiach. Znany fragment tego dzieła brzmi: „Oświeceniem nazywamy wyjście człowieka z niepełnoletności, w którą popadł z własnej winy. Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa. Sapere aude! Miej odwagę posługiwać się własnym rozumem – tak oto brzmi hasło Oświecenia”. Zakaz czytania Kanta byłby tym bardziej sensowny, że filozof z Królewca wzywał człowieka do emancypacji w myśleniu. Ale czy można się wyzwolić we śnie? W onirycznej i sielskiej wizji wsi, gdzie bezpieczeństwo okupione jest pozostaniem na etapie dziecka?
Dostrzeganie w wypowiedzi Guza i innych prelegentów lęku przed samodzielnością to nie przesada. Na konferencji często bowiem padały słowa, że oto „jesteśmy tutaj dziećmi”, niczym „pastuszkowie” z Fatimy, którzy zostali specjalnie predystynowani do słuchania pocieszającego, usypiającego głosu Matki Boskiej, która sama będąc zagrożona, oddaje nam się bez reszty i poświęca.
Artysta i ekolog – zgorszenie
Jeżeli zagrożeniem dla Polski ma być emancypacja mentalna to zrozumiałe stają się słowa ministra Glińskiego, który chce wychowywać zgodnie z uznanymi wartościami. A wartości tych – jak podkreślali prelegenci toruńskiej konferencji – nie znajdziemy ani w spektaklu „Klątwa”, ani w filmie „Pokot”. Zresztą oba te dzieła zostały „zamówione przez lewicę”. Tak przynajmniej twierdzili prelegenci.
Oprócz ekologów, to właśnie artyści, a szczególnie Ci, którzy przemawiają do nas obrazem, stanowią zagrożenie dla Polski – powtarzano ex cathedra. Dlatego, jak zadecydował Gliński, trzeba cofnąć dotację dla festiwalu Malta, którego kuratorem miał być reżyser „Klątwy”. To dlatego krytyczka teatralna Temida Stankiewicz-Podhorecka, puszczająca oko do księdza Guza w kwestii zielonego nazizmu, w swoim wystąpieniu skrytykowała nie tylko ekologów, ale też szeroko pojętych ludzi sztuki. Przestrzegała, że teatr w Polsce chętnie produkuje spektakle na „zamówienia ekologów”, zaś poruszany ostatnio chętnie na deskach teatru problem komunikacji międzygatunkowej to w istocie „projekt zoofilii”. Bo do tego prowadzi traktowanie na równi zwierząt i człowieka – do „stosunku seksualnego z kozą”[4]. „To iście szatański pomysł […] Poprzez szok i prowokację doprowadza się do transgresji, czyli przekroczenia granic piękna i prawdy. Jeśli się te granice przekroczy, wchodzi się do przestrzeni ciemności”, „Ekologia to przykrywka” – straszyła prelegentka o wymownym imieniu Temida. Jej zdaniem to, do czego zmierzają artyści i ekolodzy to transgresja, przekraczanie granic, zaburzenie proporcji, dodatkowo wszystko na zlecenie „międzynarodówki”, bo przecież taki pomysł nie wypłynąłby od żadnego Polaka. Mowa o wynaturzeniu, jakie napływa do Polski z zachodu przywoływało „Entartete Kunst”[5] czy manifest socrealizmu. My z kolei – mówiła – jesteśmy tu po to, aby przywracać normalność. I co ciekawe, jako przykład świata normalnego, w którym każdy wie, gdzie jest jego miejsce, podała „Pana Tadeusza”. Tam mamy szukać wzorów – tradycyjnej wsi, ale też myślistwa. Pani Temida okazała się też wierną czytelniczką innego filozofa – Platona, a to ze względu na nawoływanie do piękna, dobra i prawdy oraz potrzeby wychowania młodzieży w sposób, aby wiedziała, gdzie jej miejsce. Co ciekawe Platon w „Państwie” opowiada się za cenzurowaniem sztuki. Widzi w niej najwyraźniej niebezpieczeństwo dla państwa idealnego.
Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie
Niewątpliwie zarówno ks. Guz i Stankiewicz-Podhorecka widzą swoją rolę jako strażników światła i prawdy. Jeżeli przysłuchać się ich wypowiedziom można nie tylko zobaczyć jak flirtują z ks. Rydzykiem czy ministrem Szyszką, ale w jak paternalistyczny sposób traktują społeczeństwo, które należy oświecać. Tyle, że to oświecenie prowadzi raczej do zaślepienia i błogiego uśpienia. Warto poświęcić też trochę miejsca niewypowiedzianej sympatii do filozofii Platona. Bo powtarzanie słów dobro, piękno, prawda odsyłają do autora „Państwa”. Platon był, co prawda, wielkim filozofem, ale wiemy również, że jego filozofię można traktować jako konstytucję dla społeczeństwa zamkniętego. Analizę tę zawdzięczamy m.in. Popperowi, który zaznacza: Uważam, że program Platona nie tylko nie jest wyższy moralnie od totalitaryzmu, ale jest z nim zasadniczo identyczny. Myślę, że sprzeciwy, jakie ten pogląd budzi, mają swe źródło w odwiecznym i głęboko zakorzenionym przesądzie idealizującym Platona[6].
Idealizacja Platona to jednocześnie akceptacja czegoś głębszego, a mianowicie ideologii nauczania, którą w dydaktyce nazywa się podejściem transmisyjnym. To szkoła dydaktyki z XIX w., opierająca się na usztywnionym i ujednoliconym systemie pracy szkół. Celem tej dydaktyki miał być silny moralny charakter ucznia kształtowany poprzez kierowanie, karność i nauczanie wychowujące[7]. Beata Kempa, która podczas toruńskiego wiecu czytała list premier Beaty Szydło zdradzała zresztą pewnego rodzaju wyuczoną podległość, monotonnie zwracając się do wszystkich męskich ważnych gości słowem „czcigodny”. A jej mowa ciała zdradzała, które miejsce sama chce zajmować w hierarchii.
Nostalgia
Najciekawsze na konferencji było to, co nie zostało powiedziane wprost. Nazywanie ekologów nazistami miało na celu ich poniżyć. Epitety mogły być dowolne, najważniejsze było wywyższyć swoje środowisko moralnie. Dowiedzieliśmy się, że na wsi są nasze korzenie, tam rozwijała się „duma” narodowa, rzeczpospolita szlachecka. Miasto to kapitalizm, obcy kapitał, wartości niezgodne z wyśnionymi ideałami wsi spokojnej i wesołej. Śnienie sarmackiej wsi może mieć jednak fatalne konsekwencje dla przyszłości Polski. Jak sugeruje Jan Sowa m.in. w pracy „Inna Rzeczpospolita jest możliwa” to jednostronne przypominanie sobie czasów rzeczpospolitej wiejskiej, szlacheckiej wypiera, że I Rzeczpospolita w znacznej mierze sama wpędziła się w problemy, które skończyły się zaborami[8]. Nie było jedynie tak, że wyłącznie zła wola naszych sąsiadów zadecydowała o podziale Polski. Nasz kraj nie chciał się modernizować i został w swoim polskim, sarmacko-niewolniczym zaułku zdany na łaskę sąsiednich mocarstw.
Co ciekawe analogie do stanu I Rzeczpospolitej można rozszerzyć na współczesne problemy, m.in. związane z energetyką. Krzysztof Księżopolski posługuje się nawet terminem „energetyczny rozbiór Polski” [9]. Kiedy bowiem na świecie odbywa się rewolucja w pozyskiwaniu energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, Polska nie ma strategii energetycznej i unika jak ognia myśli, że węgiel jest nie tyle bogactwem narodowym, co kulą u nogi. Beata Kempa w Toruniu mówiła nawet, że pakiet klimatyczno-energetyczny to niesamowity miecz, który nad nami wisi. Raport NIK obnaża jednak brutalnie w jakiej kondycji jest polska energetyka: „W latach 2007-2015 sektor górnictwa węgla kamiennego otrzymał wsparcie ze Skarbu Państwa w wysokości 65,7 mld złotych, co jednak nie przełożyło się na zapewnienie jego rentowności”[10]. Trwanie przy nieprzynoszącej zysków ekonomicznych energetyce węglowej, trawiącej nasze zasoby oraz ciała ludzkie przypomina zaściankowy model gospodarki I Rzeczpospolitej, która nastawiona była na niewolniczą pracę chłopów i eksport dóbr narodowych, którym wówczas było zboże oraz drewno. Teraz nostalgia za czasami wiejskimi, ale też industrialnymi, z tradycyjnym, centralnym modelem pracy, przynieść może brak konkurencyjności w zakresie energetyki, a w ostateczności np. konieczność kupowania prądu od Niemców. Trzeba odpowiedzieć na pytanie – gdzie będą powstawały miejsca pracy w energetyce, w Polsce czy w Niemczech?
Ekologia to tylko przykrywka
Nie dopisujmy sobie roli głównego wroga partii rządzącej. Aczkolwiek można pokusić się o tezę, że podobnie jak w 2007 r. w przypadku Rospudy, tak teraz protesty w ramach tematyki ekologicznej, mogą się okazać kluczowe dla przyszłości rządu. Dla rządzących jednak ekologia nie jest zasadniczym celem ataku. Refleksja prelegentów dotycząca kondycji naszej kultury prowadziła do wniosków, że trzeba odzyskać wpływ nad obyczajowością, w tym sztuką, bo nic tak dobrze jak obraz nie kształtuje wyobraźni narodowej. Niebezpieczne jest nie stare drzewo, ale wykluczenie z Polski tradycyjnych wartości, a w tym obrazów. Symptomatyczne były zatem wycieczki myślowe do prac współczesnych artystów, którzy niczego nie przedstawiają, degenerują sztukę. I tu moim zdaniem tkwi coś kluczowego – z naszej perspektywy wydaje się, że cięcie starego lasu to brak wiedzy ekologicznej. Ale ważne są też preferencje estetyczne. A do nich należy m.in. rodzaj lasu. Jak twierdzi Peter Wohlleben, wielu ludzi reaguje negatywnie na dziki las, pełen wykrotów[11]. W puszczy widzi się wtedy chaos, wręcz bałagan. Warto się też przyjrzeć gatunkom, które sadzimy w ogrodach. W Polsce dominuje tuja i cyprys – gatunki obce. Nawet kwiaty, z których przygotowujemy bukiety, rzadko przypominają nasze polskie łąki. Lubimy kicz i żeby było na bogato. O kształtowaniu przestrzeni publicznej w Polsce pisze się ostatnio wiele, sporo też się narzeka[12]. Ciekawe byłyby z pewnością badania, które wyjaśnią czy i w jaki sposób to właśnie kościół wpływa na nasze preferencje estetyczne.
Znamienne było ile czasu oraz energii prelegenci poświęcili na kwestie estetyczne, obyczajowe i ogólnie tzw. „dobrego smaku”. Jeżeli chodzi o malarstwo, toruńscy prelegenci zdecydowanie opowiadali się za realizmem, a do tego przedstawiającym scenki dydaktyczne – w wizji Temidy Stankiewicz-Podhoreckiej najlepiej gdyby obraz wsi uzupełniony był o Matkę Boską, która trzyma małe dzieci za rękę, bo przecież grozi im niebezpieczeństwo ze strony lasu. Jak dodał ksiądz bp Antoni Dydycz, obok wiejskiej krętej drogi, powinny też stać wilki „symbol zła”. Przy czym rolę Matki Boskiej mogliby na obrazie „zastąpić myśliwi”. Kim są z kolei „watahy zgłodniałych wilków, które pędzą w stronę budynków gospodarskich”? Może to ekolodzy, artyści? Czy raczej coś bardziej ogólnego – nowoczesność i progresywizm. To przed nimi mamy bronić polskiej wsi – oczywiście tej, która jak już zaznaczyłam, istnieje nie ma mapie, ale w naszych głowach. Progresywizm to także wróg dla wielkich betonowych projektów węglowych czy hydrotechnicznych, bo dzisiaj nowoczesność oznacza rozproszenie, a nie centralizację.
Sen o wielkiej Polsce szlacheckiej jest dla nas nie tylko zagrożeniem, ale też czymś co nie pozwala nam pozbyć się tego, czego jako Polacy nienawidzimy – ograniczenia wolności. Bo Polska sarmacka była miejscem bogactwa niewielu, kosztem upodlenia większości. Dzisiaj potrzebujemy pieniędzy na realizację populistycznych programów politycznych więc pieniądze z wycinki lasu się przydadzą. Nieważne, że pozbędziemy się skarbu, który wpisany jest na listę UNESCO, że stracą na tym pracownicy branży turystycznej. Polska autarkia jest przyjemną ideą, ale też oznaczać może brutalną rzeczywistość w przyszłości. Iluzja wielkiej wsi nie pozwala nam poznać siebie samych i oswoić się z myślą, że byliśmy w historii nie tylko ofiarami, ale też przyczynialiśmy się do naszych klęsk. Jeżeli zatem, ideą przewodnią konferencji było hasło „Jeszcze Polska nie zginęła”, i obowiązkiem naszym jest tę Polskę chronić, to trzeba zadać po raz kolejny pytanie, czy można się emancypować i chronić we śnie?
Tekst pierwotnie ukazał się na www.eko.org.pl
Tekst ukaże się wydaniu papierowym Dzikiego Życia w lipcu 2017.
Przypisy:
- J. Sieradzki, Cała Polska w Klątwę gra, [w:] Odra 4(655)/2017, s. 38-40.
- Mówiąc o „śnieniu” nawiązuję do książki „Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej”, w której autor Andrzej Leder zwraca uwagę na wyparcie, zapomnienie niewygodnych dla naszego narodu prawd, jakimi było np. traktowanie żydowskich sąsiadów, kolonizowanie za czasów I Rzeczpospolitej ziem na wschodzie czy uczynienie z sąsiadów, podobnie jak ze swoich rodaków, niewolniczych parobków. Fakty te nie współgrają z chętnie „śnioną” na jawie wizją tolerancyjnego, gościnnego Polaka, który ciemiężony przez obce mocarstwa walczył o ziemię naszą i tradycję. Zapomnienie to pozwala na snucie wizji Polaka, który sam wybudował drogi kolejowe, infrastrukturę miejską i ogólnie rozpoczął modernizację po tym, jak sprawiedliwość dziejowa wygnała złego zaborcę czy Niemców z naszych odzyskanych ziem. A. Leder, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, Warszawa 2014.
- http://www.humanizm.net.pl/kantsa.html
- Tu nawiązanie do spektaklu omawianego na konferencji, granego w teatrze prowadzonym przez Krystynę Jandę: KOZA, ALBO KIM JEST SYLWIA?
- Entartete Kunst – z niemieckiego – sztuka wynaturzona. Termin używany przez nazistów do określenia sztuki niezgodnej z ideologią III Rzeszy. Oficjalna sztuka opierała się na realizmie, a za niegodną „rasy panów” uznawano m.in. dadaizm, kubizm, ekspresjonizm, ale też muzykę jazz.
- K. R. Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, przeł. H. Krahelska, Warszawa 2010, s. 134.
- Por. T. Pilch (red.) Encyklopedia pedagogiczna XXI wieku, t. I, Warszawa 2003, s. 799.
- J. Sowa, Inna Rzeczpospolita jest możliwa. Widma przeszłości, wizje przyszłości, Warszawa 2015, s. 51.
- http://www.energetyka24.com/569560,czy-grozi-nam-energetyczny-rozbior-polski-komentarz
- Raport NIK https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-gornictwie-wegla-kamiennego-w-latach-2007-2015.html
- P. Wohlleben, Sekretne życie drzew, Kraków 2016, s. 238
- Zob. m.in. F. Springer, Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni, Wołowiec 2013.
UNESCO za ochroną Puszczy Białowieskiej mimo nacisków ze strony ministerstwa i Lasów Państwowych
Komentarz organizacji pozarządowych ClientEarth – Prawnicy dla Ziemi, Dzika Polska, Greenpeace Polska, Greenmind, OTOP-Birdlife, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF Polska
UNESCO przyjęło dziś decyzję w sprawie Puszczy Białowieskiej, która wskazuje, że działania ministra Szyszko w Puszczy grożą utrzymaniu przez nią statusu Światowego Dziedzictwa i zobowiązuje Polskę do wstrzymania cięć w strefach, w których powinny być chronione naturalne procesy. Decyzja ta bazuje na raporcie niezależnych ekspertów UNESCO, którzy odwiedzili Puszczę w zeszłym roku. Stało się to mimo bardzo silnych nacisków ze strony Ministerstwa Środowiska i Lasów Państwowych, które chciały wpłynąć na zmianę tej decyzji. To wielkie zwycięstwo Puszczy, Polski i wspólnoty międzynarodowej, która pokazała, że potrafi chronić światowe dziedzictwo.
Najważniejsze zapisy decyzji UNESCO:
• Wzywa do natychmiastowego zatrzymania wycinki w najstarszych, ponadstuletnich częściach lasu.
• Wskazuje, że cięcia sanitarne i względy bezpieczeństwa są nadużywane przez polski rząd jako pretekst do wycinki (wycinane są też drzewa zdrowe i nie stanowiące zagrożenia dla turystów).
• Wskazuje, że minister Szyszko zezwolił na zwiększenie wycinki, a nie została przeprowadzona ocena wpływu wycinki na te cechy Puszczy, dzięki którym została uznana za Światowe Dziedzictwo (tzw. wyjątkowa uniwersalną wartość).
• Ponawia prośbę o przygotowanie priorytetowo planu zarządzania zapewniającego realną ochronę obszaru Światowego Dziedzictwa.
• Wyraża zadowolenie z decyzji Białorusi, która zwiększyła obszar ścisłej ochrony na terenie Puszczy Białowieskiej o 1250 ha.
• Wnioskują o rozpoczęcie procedury mogącej prowadzić do wpisania Puszczy na listę Światowego Dziedzictwa w Zagrożeniu. Częścią tej procedury jest monitoring kontrolny (ang. reactive monitoring), a więc proces sprawdzania stanu zachowania obszaru w odpowiedzi na potencjalne lub rzeczywiste zagrożenia. Jednocześnie ostrzegają, że w wyniku potwierdzenia zagrożeń, na sesji Komitetu w 2019 roku Puszcza Białowieska może znaleźć się na Liście Światowego Dziedzictwa w Zagrożeniu.
• Wyraża zaniepokojenie faktem rozpoczęcia przez Komisję Europejską formalnej procedury prowadzącej do Trybunału Sprawiedliwości UE z powodu zwiększenia wycinki w Puszczy.
Koalicja organizacji pozarządowych (ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Fundacja Dzika Polska, Fundacja Greenmind, Greenpeace Polska, OTOP, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF Polska) przyjmuje z radością decyzję UNESCO, która pokazuje, że organizacja ta opowiada się za odpowiednią, opartą na wiedzy naukowej ochronie światowego dziedzictwa. Organizacje mają nadzieję, że działania UNESCO będą nowym silnym impulsem do ochrony Puszczy przed wycinką. Obecnie nikt nie powinien już mieć wątpliwości, że manipulacje ministra Szyszki szkodzą nie tylko Puszczy Białowieskiej, ale również Polsce. Dzisiejsza decyzja jeszcze mocniej mobilizuje do działania wszystkich, coraz liczniejszych Obrońców Puszczy w kraju i za granicą.
UNESCO! Powstrzymaj wycinkę Puszczy – apel polskiego społeczeństwa z okazji szczytu UNESCO w Krakowie
Wczoraj w Krakowie około tysiąca osób zebrało się przed Centrum Kongresowym ICE, w którym odbywa się szczyt UNESCO. Apelowali do delegatów, by Komitet UNESCO podjął wszelkie możliwe kroki, by ocalić Puszczę Białowieską przed wyrębem, który dotyka coraz większych połaci tego wyjątkowego lasu. Już dzisiaj UNESCO ma podjąć kluczową decyzję w sprawie Puszczy. Apel społeczeństwa jest jasny – jeżeli Puszcza ma ocaleć, wycinka musi zostać natychmiast zatrzymana.
“Cała Puszcza parkiem narodowym”, “Nasza Puszcza jest światowa”, “Zniszczona Puszcza to zburzony Wawel” – to tylko niektóre banery przygotowane przez uczestników wydarzenia. Miłośników przyrody przywitali przedstawiciele organizacji zrzeszonych w koalicji Kocham Puszczę, którzy jako obserwatorzy biorą udział w szczycie UNESCO. O znaczeniu Puszczy jako ostatniego w Europie naturalnego lasu nizinnego i pilnej potrzebie jego ochrony ze sceny mówili naukowcy zajmujący się ochroną przyrody. Z terenu Puszczy do Krakowa przyjechali także lokalni mieszkańcy, którzy sprzeciwiają się wycinkom. Ochronę Puszczy wsparli także artyści. Cecylia Malik z kolektywem Niedzielni przygotowała oprawę graficzną. Jej motywem przewodnim były dzięcioły, symbolizujące cenne gatunki, którym zagraża wycinka. “UNESCO! Stop logging and save Białowieża”- w imieniu zebranych, do delegatów apelował Adam Wajrak.
Dla Puszczy i jej miłośników wystąpił Grzegorz Turnau. Niestety, pomimo wielkiego zaangażowania, zdołał wykonać tylko dwa utwory. Artystę w skandaliczny sposób zagłuszyli pracownicy Lasów Państwowych, którzy zostali masowo przewiezieni do Krakowa, by zamanifestować poparcie dla ministra Szyszki .
“Polki i Polacy są dumni z Puszczy na liście UNESCO. Wszystkim nam zależy na ochronie Puszczy – bezcennego dziedzictwa przyrodniczego naszego kraju i całego świata. Nasze wydarzenie było jak ona – różnorodne, piękne i pełne pozytywnej energii” – podsumowuje w imieniu organizatorów wydarzenia Sylwia Szczutkowska.
UNESCO ma dzisiaj podjąć decyzję, czy wysłać do Puszczy ekspercką misję , która oceni stopień jej zagrożenia przez intensywną wycinkę. Eksperci UNESCO są zaniepokojeni skalą dewastacji Puszczy – w roboczej decyzji wzywają do zatrzymania wycinki w najcenniejszych drzewostanach oraz zwracają uwagę, że cięcia sanitarne i względy bezpieczeństwa są nadużywane.
Dane z nadleśnictw są dowodem na to, że Lasy Państwowe łamią międzynarodowe zobowiązania wobec UNESCO – około 40% cięć odbywa się w strefach UNESCO, w których jest to zabronione, a około 80% drzew zostało wyciętych w celach komercyjnych, co również narusza zobowiązania naszego kraju.
“Cały świat chroni własne dziedzictwo – w tym skarby przyrody. Mamy nadzieję, że UNESCO zatwierdzi decyzję ekspertów, która jest oparta o najlepsze, dostępne dane naukowe, korzystna dla dzikiej przyrody Puszczy i uwzględnia prawa lokalnej społeczności – dodaje Diana Maciąga, obserwatorka na szczycie UNESCO.
Organizatorem wydarzenia była koalicja Kocham Puszczę.
Komentarz organizacji pozarządowych
– Greenpeace Polska, ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Fundacja Greenmind, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF Polska
– do działań Ministerstwa Środowiska na szczycie UNESCO
Podczas szczytu UNESCO, który odbywa się w Krakowie minister Jan Szyszko, ignorując protokół i procedury, jakimi kierują się międzynarodowe instytucje, próbuje storpedować przygotowaną przez naukowców – ekspertów UNESCO, decyzję dotyczącą Puszczy Białowieskiej.
Ludzie ministra przygotowali we wtorek swoje poprawki do decyzji UNESCO, która krytykuje wycinkę. Ministerstwo Środowiska chce przełożenia dyskusji o kilka lat, w trakcie których będzie możliwa dalsza intensywna wycinka przy użyciu ciężkiego sprzętu. Komitet ma podjąć decyzję w sprawie Puszczy Białowieskiej w środę rano (link do roboczej decyzji). Wcześniej przedstawiciele polskiego rządu, między innymi wicepremier Gliński, zapowiadali, że Polska chce zaakceptować dobrą decyzję ekspertów UNESCO. Podkreślali również, że szczyt UNESCO nie powinien być areną rozgrywek politycznych.
Ponadto, Minister Szyszko wystosował do członków komitetu UNESCO kuriozalny list. Stara się w nim zastąpić merytoryczną dyskusję opartą na twardych danych i naukowych analizach, kilkugodzinną, zorganizowaną w pośpiechu i sponsorowaną przez ministerstwo wycieczką. Eksperci UNESCO przygotowali w zeszłym roku raport bazujący na kilkudniowej misji w Puszczy Białowieskiej, podczas której konsultowali się ze wszystkimi zaangażowanymi stronami. Następnie, przez kilka miesięcy analizowali dokumenty, dostarczane między innymi przez ministerstwo środowiska. Zaproszenie na wycieczkę do Puszczy w trakcie szczytu nie tylko jest niezgodne z procedurami tej najważniejszej konferencji, na której decyduje się przyszłość Światowego Dziedzictwa. Pokazuje to też lekceważenie dla podejmowanych na szczycie decyzji.
Minister Szyszko swoimi działaniami, najwyraźniej nieuzgodnionymi z polskim rządem i wykraczającymi daleko poza to, co dopuszczalne podczas szczytu UNESCO, uprawia swoją własną politykę. Takie działania są niebezpieczne nie tylko dla uniwersalnych przyrodniczych wartości Puszczy Białowieskiej, ale również dla wiarygodności polskiego rządu i naszego kraju jako gospodarza 41. Sesji UNESCO oraz sygnatariusza konwencji o ochronie światowego dziedzictwa. W tym samym miejscu, w którym jeszcze dwa dni temu padały ważne słowa o tym, że światowe dziedzictwo powinno być chronione niezależnie od doraźnych politycznych rozgrywek minister polskiego rządu, za pomocą chaotycznych posunięć, próbuje sparaliżować decyzję, która jest nie po jego myśli.
Źródło: Informacja prasowa – Greenpeace Polska, ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Fundacja Greenmind, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF Polska