Dziesiątki osób i organizacji miejskich z całej Polski apelują do władz polskich samorządów o wprowadzenie większej jawności przy podejmowaniu decyzji o rozbudowie naszych miast.

Mieszkańcy powinni mieć łatwy dostęp nie tylko do dokumentów, ale również informacji o przebiegu ewentualnych negocjacji z inwestorami. Jesteśmy przekonani, że wprowadzenie większej jawności przyczyni się do poprawienia jakości przestrzeni naszych miast. Rozpoczęta zaś w ten sposób dyskusja pomoże w lepszym zrozumieniu wzajemnych intencji i w efekcie osłabi potencjalne konflikty o przestrzeń” – zwraca uwagę Artur Celiński z „Magazynu Miasta”, inicjator Apelu.

Autorzy Apelu postulują o pilne udostępnienie informacji o spotkaniach władz miasta (prezydentów i wiceprezydentów) z przedstawicielami inwestorów oraz sprawozdań z ich przebiegu oraz stworzenie funkcjonalnego dostępu do kluczowych dokumentów – m.in. rejestru wniosków o sporządzenie lub zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego oraz wniosków o pozwolenie na budowę i decyzji o pozwoleniu na budowę.

Apel jest odpowiedzią na słabości polskiego systemu planowania przestrzennego, który „systemem” jest tylko z nazwy. Marta Bejnar-Bejnarowicz, wiceprezes Zarządu Związku Stowarzyszeń Kongresu Ruchów Miejskich uważa, że „zamiast planowania przestrzeni mamy do czynienia z grą o przestrzeń, w której obywatele okazują się być najsłabszym graczem.”

Konstrukcja procedur planistycznych sprawia, że duża ich część pozostaje niejawna. Dobrym przykładem jest treść negocjacji prowadzonych przez władze i inwestorów, których efekt poznajemy najczęściej dopiero po zakończeniu całej inwestycji.

Nie potrzebujemy zmiany prawa, aby zmienić te niekorzystne dla mieszkańców reguły gry o przestrzeń. Realizacja postulowanych przez nas działań wymaga tylko odrobiny dobrej woli ze strony władz miast. Paweł Jaworski, urbanista z kolektywu Miastoprojekt przekonuje, że „odpowiedzią na złą politykę przestrzenną jest wyłącznie dobra polityka. Ta zaś nie może być prowadzona bez zapewnienia odpowiedniego poziomu jawności.”

„Liczymy, że żadnych władz polskich miast nie trzeba będzie długo zachęcać do realizacji naszych postulatów. Ze względów tylko formalnych wykorzystamy więc przepisy Konstytucji i prawo gwarantujące nam możliwość sugerowania zmian w działaniu urzędów by pomóc decydentom w podjęciu właściwej decyzji” mówi Katarzyna Batko-Tołuć z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Pełna treść apelu oraz lista dokumentów i danych, których ujawnienie postulujemy znajduje się na stronach „Magazynu Miasta” (http://bit.ly/jawnoscmiastaapel).

Więcej informacji na temat Apelu udzielają: Artur Celiński (arturcelinski@gmail.com; +48 668 172 566), Marta Bejnar-Bejnarowicz (kongres.miejski@gmail.com; +48 601 940 121) oraz Katarzyna Batko-Tołuć (katarzyna.batko@siecobywatelska.pl, +48 501 087 998)

Autorzy apelu zapraszają do wsparcia działań i zachęcania władz do prowadzenia dobrej polityki przestrzennej.

_____

Informacja prasowa Kongresu Ruchów Miejskich

 

Krótki dekalog przyrody, czyli o czym mieszkańcy miast muszą wiedzieć. Drzewa przyuliczne, łąki miejskie, parki, ogrody deszczowe, ogrody miejskie, pnącza, krzewy… To ważne elementy ekologii miasta.
1. Po pierwsze nie szkodzić

Wycinanie zdrowych drzew w mieście powinno być ostatecznością – stare drzewa mają wielokrotnie większą wartość przyrodniczą, potencjał oczyszczania powietrza. Dysponujemy dziś bardzo zaawansowanymi metodami oceny stanu zdrowotnego, statyki i stopnia zagrożenia, jakie stwarzają drzewa. Powinny być one stosowane w mieście, bo nowe nasadzania drzew przyulicznych nie przyjmują się, nie wykazując takiego „przyzwyczajenia” do miejskich warunków jak te starsze. Czynnikiem w ogromnym stopniu ograniczającym wzrost drzew przyulicznych jest zasolenie. Konieczne jest podjęcie działań zmierzających do poprawy warunków wzrostu drzew przyulicznych i skuteczna walka z nadmiernym soleniem zimowym ulic.

2. Niezwykle ważne duże drzewa przyuliczne

W doborze drzew przyulicznych priorytetem powinny być gatunki rodzime sprawdzające się w warunkach miejskich. W najtrudniejszych warunkach środowiskowych, w wąskich pasach dużych ulic należy także stosować sprawdzone gatunki obce, wytrzymujące zasolenie i suszę. Należy także nastawić się na stosowanie zróżnicowanych pokrojów i odchodzić od drzew o mocno formowanych koronach, chyba, że jest to wyjątkowo uzasadnione ze względu na charakter architektoniczny ulicy lub obiektu. Należy zwracać uwagę na zachowanie ciągłości gatunkowej w alejach oraz na odpowiedni dobór wielkości drzewa do skali ulicy. Drzewa w donicach powinny pojawiać się jedynie wzdłuż najwęższych, kameralnych i reprezentacyjnych ulic. Duże drzewa w centrum miasta są realną odpowiedzią na powstawanie tzw. wyspy ciepła, zapylenie i zanieczyszczenie powietrza.

3. Wprowadzanie stref rzadszego koszenia oraz łąk w parkach, pasach przyulicznych i między jezdniami

Rzadsze koszenie fragmentów trawników, które nie są intensywnie użytkowane rekreacyjnie, wprowadza większą bioróżnorodność do miejskich parków, stając się korzystnym środowiskiem życia dla zwierząt. Powoduje to także oszczędności związane z rzadszą potrzebą pielęgnacji i zmniejsza wydatki energetyczne (efektywność energetyczna, ekologia!). Wprowadzanie stref rzadszego koszenia postuluje Abraham A. Mabelis w swoim raporcie „Zarządzanie Zielenią Warszawy 2006-2007). W pasach zieleni można zasiewać gatunki jednoroczne i dwuletnie, gatunki łąkowe i synantropijne, a także byliny łąkowe. Przykładem, do którego warto się tu odnieść, jest artystyczny projekt „Malwy idą do Domu” Teresy Murak i zasiewy kosmosów, chabrów, maków oraz malw przy przystankach i wzdłuż linii tramwajowej na Al. Niepodległości w Warszawie. Bardzo korzystnym i niezwykle estetycznym rozwiązaniem są „zielone torowiska”, na których także trzeba zadbać o prawdziwą biologiczną różnorodność. Przykład zieleni miejskiej w Gdyni pokazuje jak można dobrze odrobić lekcję z natury – w wąskich pasach przyulicznych wykorzystywane są tam m.in. trawy rosnące na wydmach i w środowisku nadmorskim, które mają dużą tolerancję na aerozol solny.

4. Więcej zróżnicowanych gatunkowo nasadzeń krzewów i bylin

Rabaty na Placu Grzybowskim w Warszawie są przykładem tego, jak można komponować naturalne i różnorodne rabaty o charakterze bylinowej łąki, fantastycznie poprzerastanej przez dzielżany, astry i dziesiątki gatunków ozdobnych traw. Na skwerach przy ulicach i na osiedlach powinno się odchodzić od popularnych w latach dziewięćdziesiątych jednorodnych, monokulturowych nasadzeń „nudnych” roślin okrywowych i krzewów, m.in. nadmiernie rozpowszechnionych irg, tawuł, berberysów i pięciorników. Nie dlatego, że są to rośliny niewartościowe, ale ze względu na ich nadreprezentację na ulicach, skwerach i w parkach.

5. Przypomnijmy sobie o pnączach

Pnącza, niezwykle estetyczne, uniwersalne rośliny są coraz rzadziej widywane. W związku z modą na zielone ściany, które nie najlepiej się sprawdzają w polskim klimacie, nieco zapomnieliśmy o pnączach. Mało atrakcyjne wizualnie ekrany akustyczne, które pojawiają się kilometrami w Warszawie, powinny być porastane przez pnącza. Podobnie ozdobione mogłyby być tzw. ślepe ściany, które dziś są nośnikami billboardów, a powinny być raczej wertykalnymi ogrodami. W wielu przypadkach pnącza mogą stanowić skuteczną metodę zapobiegania tagom i napisom na ścianach (nie mylić z wartościowym graffiti i muralami).

6. Powierzchnia (teren) prawdziwie biologicznie czynna

Wiele realizowanych dziś inwestycji, które muszą zachowywać odpowiedni stopień terenu biologicznie czynnego, tak naprawdę z prawdziwą “czynnością biologiczną”, bioróżnorodnością i realną wartością przyrodniczą ma niewiele wspólnego. Przepis nakazujący tworzenie takich powierzchni traktowany jest raczej jako zło konieczne. Sam problem legislacyjny i nieprecyzyjność definicji niemożliwy jest do zrewidowania na poziomie lokalnym. Należy jednak dążyć do tego, aby szczególnie w inwestycjach miejskich zapis ten skutkował tworzeniem realnie czynnej biologicznie powierzchni, m.in. ekstensywnych zielonych dachów, szczególnie ponad planowanymi parkingami podziemnymi.

7. Zieleń bardzo blisko, w przestrzeni codziennej

Wielu mieszkańców miasta na warsztatach, debatach i spotkaniach skarży się przede wszystkim na małą ilość zieleni w ich najbliższym otoczeniu. Zieleń osiedlowa to niezwykle ważny składnik miejskiego systemu zieleni. Jest wiele przykładów znajdowania przestrzeni na zieleń wśród nawet najbardziej gęstej miejskiej zabudowy. Nowojorskie parki kieszonkowe, system parkletów w San Francisco (publiczne trwałe mini-parki na dawnych miejscach parkingowych) czy w końcu zielone przystanki w Sheffield (wiaty z zielonymi dachami). Z czysto estetycznego punktu widzenia zieleń w mieście to także ogródki gastronomiczne, stragany kwiatowe czy przedświąteczne stoiska z choinkami – należy realizować działania prowadzące do zazielenienia i nadania spójności tym sezonowym obiektom (np. wzorem Market Street w San Francisco).

8. Dbanie o nawierzchnie przepuszczalne, ogrody deszczowe

Zieleń miejska ma niezwykle istotne znaczenie w gospodarce wodnej miasta. Poza dużymi parkami w gromadzeniu i przetrzymywaniu wody opadowej i jej filtracji znaczącą rolę mogą spełniać ogrody deszczowe, a także ogrody na dachach. Rewitalizacja King Street w Kitchener/Waterloo (Kanada) pokazuje, jak wykorzystywać przyuliczne rabaty, drzewa oraz meble miejskie, włączając je w system wstępnej filtracji, oczyszczania i częściowej retencji wody burzowej. Warto by się pokusić o podobne testowe rozwiązania przy kolejnych inwestycjach drogowych.

9. Dbanie o uniwersalny program parków, zieleńców i skwerów. Lepsze i bardziej naturalne place zabaw

Bezwzględną koniecznością dziś jest uniwersalne projektowanie terenów zieleni dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami, starszych, niedowidzących, niewidomych etc. Parki muszą być dostępne dla jak najszerszych grup społecznych. Powinny oferować im zróżnicowane atrakcje. Byłoby dobrze, aby żaden z parków nie był „parkiem bez właściwości”. Należy śmielej wykorzystywać współczesne tendencje w zagospodarowywaniu terenów zieleni, wprowadzając m.in. bardziej naturalne, ale także bardziej zróżnicowane place zabaw.

10. Nie grabmy wszystkich liści!

Stałym widokiem w miejskich parkach są plastykowe torby pełne zgrabionych liści, zalegające pod drzewami nawet przez kilka miesięcy. Analogicznie jak przy strefach rzadszego koszenia można wprowadzać obszary niegrabienia liści – usuwając je pozbawiamy parki naturalnego nawozu, który wzbogaca glebę w składniki odżywcze. Nie na całej powierzchni parku najniższe piętro roślinności musi być trawnikiem czy murawą. Zadbajmy o miejsca z runem i podszytem, gdzie dobrze będą się czuły leśne geofity, cieniolubne byliny oraz rośliny okrywowe.

***
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

 

Z opublikowanego przez ClienthEarth raportu badającego jakość złóż węgla w okolicach Bełchatowa wynika, że po 2021 r. największa na świecie elektrownia na węgiel brunatny będzie zmuszona przejść na gorszej jakości surowiec z odkrywki Szczerców.

Węgiel w złożu „Szczerców” ma aż o 30% więcej rtęci i ołowiu, jest mocniej zasiarczony i ma wyższą popielność. Koszty społeczne, środowiskowe i ekonomiczne wydobycia lepszej jakości surowca z odkrywki Złoczew powinny wykluczyć budowę nowej kopalni.

Raport „Jaki węgiel dla elektrowni Bełchatów” opisuje i ocenia zasoby i jakość węgla brunatnego w trzech złożach, które obecnie stanowią lub w przyszłości mają stanowić źródło surowca dla Elektrowni Bełchatów – największej elektrowni zasilanej węglem brunatnym na świecie. Mowa o złożach bełchatowskich: „Bełchatów” i „Szczerców” oraz złożu „Złoczew”.

Autorem analizy wykonanej na zlecenie Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi jest dr Michał Wilczyński, były Główny Geolog Kraju.

Złoże w polu „Bełchatów” wyczerpie się w ciągu najbliższych dwóch lat. Od 2021 roku elektrownia będzie musiała działać tylko w oparciu o węgiel pochodzący z pola „Szczerców”. Węgiel ten ma ponad 30 proc. więcej zawartości rtęci niż węgiel z pola „Bełchatów”, więcej ołowiu i niemal taką samą zawartość kadmu.

„Współczynniki koncentracji toksycznych dla ludzi i zwierząt związków rtęci i kadmu w węglu wydobywanym w polu „Szczerców” są bardzo wysokie. Biorąc pod uwagę, że elektrownia spala niemal 45 mln ton węgla rocznie, przejście w całości na surowiec z pola „Szczerców” spowoduje emisję związków tych substancji i na poziomie kilkudziesięciu ton rocznie.” – wskazuje dr Wilczyński.

Najniższe stężenia szkodliwych substancji znajdują się w węglu dostępnym w planowanej nowej odkrywce w polu „Złoczew”. Budowa nowej kopalni odkrywkowej jest jednak obarczona ogromnymi kosztami. Złoże „Złoczew” znajduje się 50 km od Elektrowni Bełchatów. Transport węgla na taką odległość wymagałby budowy nowej linii kolejowej i jej codziennej obsługi tylko na potrzeby kopalni. Przy zakładanym poziomie wydobycia 18 mln ton węgla rocznie oznacza to 35 pociągów kursujących w ciągu doby pomiędzy odkrywką Złoczew a elektrownią Bełchatów.

Otwarcie nowej kopalni to także nieakceptowalne koszty społeczne i środowiskowe. Ze względu na strukturę terenu byłaby to najgłębsza kopalnia odkrywkową w Polsce i jedyna, w której eksploatacja złoża wymagałaby użycia materiałów wybuchowych. Budowa odkrywki „Złoczew” oznacza także konieczność wysiedlenia ponad 3000 mieszkańców z 33 wsi.

Elektrownia Bełchatów to największy emitent dwutlenku węgla w Europie i największa na świecie elektrownia na węgiel brunatny, który jest najbardziej emisyjnym paliwem. Zawiera on też średnio aż cztery razy więcej szkodliwej dla zdrowia i środowiska rtęci niż węgiel kamienny.

Celem opracowania autorstwa dr Michała Wilczyńskiego, byłego Głównego Geologa Kraju, była analiza parametrów złożowych trzech złóż węgla brunatnego, które obecnie stanowią lub mogą w przyszłości stanowić źródło tego surowca dla elektrowni Bełchatów. Przy analizowaniu brano uwagę wystarczalność zasobów oraz jakość węgla. Analizy jakości dokonano poprzez zestawienie parametrów chemiczno-technologicznych węgla brunatnego oraz konsekwencji jego wydobycia i spalania.

*****

Informacja prasowa ClientEarth Prawnicy dla Ziemi

Raport jest dostępny do pobrania na stronie Fundacji Clientearth Prawnicy dla Ziemi: https://goo.gl/eXTMEf

Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi prowadzi kampanię ico2dalej, w której apeluje do właściciela elektrowni o podjęcie działań na rzecz radykalnego spadku emisji CO2 z Elektrowni Bełchatów.

ClientEarth Prawnicy dla Ziemi to międzynarodowa organizacja prawników, zajmująca się ochroną środowiska, m.in. walką ze zmianą klimatu i zanieczyszczeniem powietrza, ochroną bioróżnorodności i zrównoważonym leśnictwem.

LIST OTWARTY PARTII ZIELONI DO MINISTRÓW — SPRAW WEWNĘTRZNYCH, ŚRODOWISKA I SPRAWIEDLIWOŚCI

Szanowni Państwo

Jesteśmy świadkami niemal regularnie powtarzających się, teoretycznie przypadkowych pożarów składowisk odpadów w Polsce i mnożenia się coraz to nowych miejsc nielegalnego składowania odpadów. Zjawisko to ma szerokie negatywne społeczno-gospodarcze konsekwencje. W pierwszym rzędzie tworzy się coraz silniejsza „mafia śmieciowa” – zorganizowane grupy przestępcze, które z nielegalnego procederu odbioru i składowania w nielegalnych miejscach, a także z importu odpadów z zagranicy, uczyniły sobie potężne źródło nieopodatkowanego dochodu. To pierwsza konsekwencja bezskuteczności państwa, która skutkuje tworzeniem się mafijnych powiązań z władzą publiczną. Miało to miejsce w Bogatyni, gdzie wedle doniesień medialnych zawiązała się regularna mafia, łącząca nielegalny import odpadów, ich nielegalne składowanie na publicznym składowisku, przestępców i prominentnych polityków lokalnych, wywodzących się z Prawa i Sprawiedliwości.

Drugą, bardzo szkodliwą konsekwencją jest skażenie środowiska, czy to w przypadku samego składowania (zanieczyszczenie gruntu i wód gruntowych, skutkujące narażeniem zdrowia i życia obywateli, odór uciążliwy dla mieszkańców, wreszcie niszczenie estetyki poszczególnych miejscowości), czy też pożarów, powodujących wielomilionowe koszty akcji gaśniczych i skażenie powietrza trującymi gazami i pyłami.

Trzecią ważną konsekwencją jest obniżenie wpływów publicznych, wobec nieuiszczania przez te podmioty podatków i opłat, związanych z prowadzoną działalnością.

Czwartą, niezmiernie ważną konsekwencją, jest praktyczne przerzucenie na samorządy lokalne kosztów likwidacji takich składowisk i utylizacji odpadów wobec bezskuteczności działań, mających na celu egzekucję tych obowiązków przez sprawców. Bezskuteczność władz państwowych przeraża, a dokonana przez Sejm latem 2018 r. nowelizacja ustawy o odpadach okazała się niewystarczająca.

Partia Zieloni, mając na uwadze społeczną doniosłość tego zjawiska, a także pamiętając wielki pożar nielegalnego składowiska odpadów we Wrocławiu przy ul. Szczecińskiej, który sparaliżował znaczną część miasta, podjęła próbę dialogu z podmiotami zaangażowanymi pośrednio i bezpośrednio w gospodarkę odpadami, aby ustalić gdzie są najsłabsze punkty systemu kontroli i egzekucji prawa i jak tym problemom zaradzić. Do Okrągłego Stołu ws. Dolnośląskich Nielegalnych Wysypisk zasiedli przedstawiciele Urzędu Miasta Wrocławia, Państwowej Straży Pożarnej, przedsiębiorstwa WPO ALBA S.A., przedstawiciele Partii Zieloni oraz organizacji społecznych i ekologicznych. Nie pojawili się, pomimo zaproszenia, przedstawiciele Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu (odpowiedzialnej za nadzór nad jednostką prokuratury, która umorzyła śledztwo ws. składowiska przy ul. Szczecińskiej na miesiąc przed pożarem) ani Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska.

Podczas obrad z dużą satysfakcją przyjęliśmy zaangażowanie strażaków nie tylko przy gaszeniu pożarów, ale również w walkę z procederem prowadzenia nielegalnego lub nieprawidłowego składowania odpadów oraz współpracę Komendy Miejskiej PSP i Urzędu Miejskiego we Wrocławiu przy przeprowadzaniu kontroli. W tym miejscu pragniemy złożyć na ręce ministra Joachima Brudzińskiego gorące podziękowania za wzorową służbę dolnośląskich strażaków! Nie zmienia to jednak sytuacji, że bez współdziałania prokuratury i WIOŚ, jednostki te są bezradne, wobec braku stosownych kompetencji kontrolnych i śledczych.

Na skutek przedyskutowanych problemów zgłaszanych przez poszczególne służby zwracamy się do Państwa z gorącym apelem o pilne wdrożenie poniższych zmian legislacyjnych:

1. Rozporządzenie wykonawcze do ustawy o odpadach

Na podstawie art. 43 ust. 8 ustawy o odpadach, wzywamy ministra Joachima Brudzińskiego i ministra Henryka Kowalczyka do niezwłocznego wydania rozporządzenia w sprawie wymagań w zakresie ochrony przeciwpożarowej jakie mają spełniać obiekty budowlane lub ich części oraz inne miejsca przeznaczone do zbierania, magazynowania lub przetwarzania odpadów, kierując się możliwością wdrożenia wymagań z zakresu bezpieczeństwa pożarowego oraz ryzykiem związanym z zagrożeniem pożarowym.

Państwowa Straż Pożarna, nie dysponując takim rozporządzeniem, ma bardzo ograniczone możliwości prowadzenia czynności kontrolno-rozpoznawczych. Dookreślenie wymogów przeciwpożarowych pozwoli na skuteczne kontrole i egzekucje przepisów!

Od ministra Joachima Brudzińskiego domagamy się pilnego kadrowego wzmocnienia wydziałów kontrolno-rozpoznawczych Państwowej Straży Pożarnej. Na chwilę obecną kontrolami wszystkich obiektów budowlanych Wrocławia i powiatu wrocławskiego zajmuje się tylko 9 strażaków!

2. Egzekucja prawa

Podstawowym problemem wskazanym przez urzędników jest brak możliwości egzekucji prawa. Decyzje nakazowe prezydenta Wrocławia nie są wykonywane, a nakładane grzywny w celu przymuszenia są nieegzekwowalne. Wskazano, że często działalność prowadzona jest na tzw. słupy – osoby fizyczne bez majątku, spółki pozbawione zarządów itp. Ponadto Urząd Miejski Wrocławia nie dysponuje stosownymi uprawnieniami śledczymi, aby ustalić rzeczywistych beneficjentów i organizatorów tego procederu. Konieczna jest współpraca z policją i prokuraturą.

Ściganiem przestępczości przeciwko środowisku powinny zająć się wyspecjalizowane zespoły policjantów i prokuratorów. Dlatego apelujemy do ministrów Zbigniewa Ziobry i Joachima Brudzińskiego o wydzielenie w ramach komend powiatowych i prokuratur rejonowych wyspecjalizowanych wydziałów, w których pracowałyby osoby posiadające odpowiednie kompetencje fachowe. Należy zmienić podejście prokuratur, które dotychczas „hurtowo” umarzały postępowania ze względu na rzekomo niską szkodliwość społeczną czynu. Potrzebne są szkolenia dla prokuratorów i policjantów z zakresu zagrożeń ekologicznych. Dla przykładu, jedno dolnośląskie składowisko paliło się 30 razy w ciągu ostatnich 8 lat a osoby za to odpowiedzialne nie poniosły żadnych konsekwencji! Policja i prokuratura, równolegle do działań administracji publicznej powinny prowadzić śledztwa w zakresie prowadzenia nielegalnych składowisk i przekazywać swoje ustalenia administracji publicznej w celu usprawnienia postępowań administracyjnych!

Dodatkowo apelujemy o zmiany w ustawie o swobodzie gospodarczej i kodeksie postępowania administracyjnego. Mamy do czynienia z działalnością przestępczą, kontrole powinny być zatem prowadzone bez pisemnego uprzedzenia. Z danych przytoczonych przez przedstawicieli Urzędu Miasta Wrocławia, często niemożliwe jest przeprowadzenie kontroli ze względu na zamknięcie zakładu lub nie przynosi ona efektu z uwagi na usunięcie nieprawidłowości na czas kontroli, po zakończeniu której odpady przeważnie wracają na miejsce nielegalnego składowania.  Dlatego należy pilnie uprościć procedurę w tym zakresie. Kontrole powinny odbywać się bez zapowiedzi, powinno się również dopuścić kontrole krzyżowe różnych służb. Służby powinny współdziałać i uzupełniać swoje kompetencje na wzór współpracy Urzędu Miasta Wrocławia i Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu.

Każdy protokół z kontroli składowiska, który stwierdza naruszenia, z urzędu powinien trafić do prokuratury.

Urzędnikom brakuje wsparcia prawników i ekspertów. Apelujemy więc, aby organy ochrony środowiska wyposażyć w dodatkowe fundusze na zlecanie ekspertyz. Apelujemy o stworzenie ogólnopolskiej bazy biegłych w zakresie ochrony środowiska, z których pracy mogłyby korzystać organy administracji i ścigania. Ponadto domagamy się, aby w skomplikowanych sprawach, organy ochrony środowiska uzyskały wsparcie radców Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Często słyszymy, że orzecznik nieposiadający wykształcenia prawniczego jest bezradny w sporze z przestępcami, których wspierają czołowe kancelarie prawne. Ze względu na uchybienia proceduralne, postępowania administracyjne i sądowo-administracyjne ciągną się latami!

3. Penalizacja procederu nielegalnych składowisk

Ponawiamy nasz apel o penalizację procederu prowadzenia nielegalnych składowisk odpadów, wyrażony w piśmie koła wrocławskiego Partii Zieloni, złożonego w styczniu na ręce prokuratora generalnego, ministra Zbigniewa Ziobry. Na nielegalne składowiska należy patrzeć jak na działalność przestępczą. Każda taka działalność powinna stanowić przestępstwo, ponieważ powoduje ogromne straty dla budżetu państwa i samorządów oraz stanowi zagrożenie dla środowiska.

Dlatego postulujemy aby każda działalność w postaci prowadzenia nielegalnego składowiska odpadów była zagrożona karą więzienia. W przypadku składowania odpadów niebezpiecznych, względnie w przypadku składowisk o większych obszarach (np. powyżej 5000 m2), kara ta winna ulegać znacznemu zwiększeniu. Obok zagrożenia karą więzienia powinna zostać wprowadzona dodatkowa sankcja finansowa, wymierzana stosownie do stworzonego zagrożenia (kategoria odpadów) i obszaru składowiska. Nasz postulat powinien zostać jak najszybciej zrealizowany poprzez wprowadzenie do kodeksu karnego nowego przepisu sankcyjnego tak, aby dać organom prokuratury skuteczne narzędzie do zwalczania tego wyjątkowo karygodnego i niebezpiecznego zjawiska.

W chwili obecnej wykazanie przesłanek odpowiedzialności karnej z art. 183 kk jest niesłychanie trudne. Wskutek tego skuteczne postępowania prowadzone są dopiero wówczas, gdy dojdzie do ekologicznej lub ludzkiej tragedii. Jednym z podstawowych celów postępowania karnego jest prewencja. Spełnienie tej roli prawa karnego będzie możliwe, gdy organy ścigania będą mogły podjąć walkę z nielegalnym procederem, zanim wywoła on druzgocące skutki społeczne.

4. Sankcje administracyjne

Zawarte w ustawie o odpadach sankcje administracyjne w wysokości do 1 mln złotych są niewystarczające. Sankcja powinna zawsze przewyższać przychód z nielegalnej działalności. Apelujemy o podwyższenie limitu kary i powiązanie jej z oszacowanymi przychodami z działalności przestępczej!

Już samo naruszenie zasad ochrony przeciwpożarowej powinno być sankcjonowane grzywną – przynajmniej 10 tys. złotych. Nieusunięcie w terminie naruszeń powinno skutkować nałożeniem kolejnej grzywny. Organem uprawnionym do nakładania grzywny powinien być kontrolujący strażak.

W ramach planowanego wprowadzenia przez państwo monitoringu granicznego cystern paliwowych postulujemy objęcie tym monitoringiem również pojazdów ciężarowych, wożących odpady. Informacja o takich pojazdach powinna spłynąć do organów administracji. Każdą ciężarówkę należy rozliczyć. Postulujemy podwyższenie limitu kar administracyjnych za nielegalny transport odpadów z zakresu 2-10 tys. zł do 10-100 tys. zł i zatrzymanie pojazdu naruszającego przepisy na poczet kary.

5. Inspekcja Ochrony Środowiska

Wojewódzkie Inspekcje Ochrony Środowiska są w myśl przepisów ustawy o odpadach podstawowym organem kontrolnym i sankcyjnym. Tymczasem na przykładzie Wrocławia można stanowczo stwierdzić, że organ ten nie wypełnia swoich podstawowych obowiązków. Czyni to w zastępstwie Urząd Miasta Wrocławia, który pomimo pewnych uprawnień nie jest władny nakładać administracyjnych kar pieniężnych, przewidzianych ustawą o odpadach. WIOŚ we Wrocławiu nie jest również zainteresowany dialogiem z innymi organami i organizacjami społecznymi. To musi się natychmiast zmienić!

Apelujemy o poddanie Inspekcji Ochrony Środowiska hierarchicznej podległości marszałków województw. Marszałkowie, jako reprezentanci samorządu, powinni być żywotnie zainteresowani sprawną służbą ochrony środowiska. Inspekcje Ochrony Środowiska wymagają pilnego wsparcia personalnego i sprzętowego.

Ponadto należy natychmiast rozszerzyć kompetencje WIOŚ, umożliwiając inspektorom ochrony środowiska kontrolowanie osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Częstokroć właśnie takie osoby prowadzą nielegalne składowiska odpadów!

6. Apel o synergię

Ze względu na podział kompetencji organów powołanych do zwalczania nielegalnych składowisk konieczna jest synergia działania poszczególnych służb i dobra wola zinstytucjonalizowanej współpracy na wszystkich szczeblach. Niech wzorem będzie tu postawa urzędników miejskich i Komendy Miejskiej PSP we Wrocławiu. Konieczne jest powołanie wspólnych zespołów roboczych, wyznaczanie wspólnych planów kontroli, dzielenie się ustaleniami i zebranym materiałem dowodowym, wreszcie wspólne kontrole. Potrzeba tu współpracy wszystkich kompetentnych organów: strażaków, policjantów, WIOŚ, RDOŚ, starostów, wójtów, burmistrzów i prezydentów, strażników miejskich. Przykładowo:

  • Bez działania WIOŚ nie da się uzyskać wyników kontroli i nałożyć administracyjnej kary pieniężnej.
  • Bez udziału wójta/burmistrza/prezydenta nie da się wydać decyzji nakazującej usunięcie odpadów.
  • Bez usunięcia odpadów RDOŚ nie przeprowadzi postępowania w sprawie usunięcia szkody w środowisku.
  • Bez straży pożarnej nie da się ustalić naruszenia warunków ochrony przeciwpożarowej. Bez starosty nie da się cofnąć zezwolenia na składowanie odpadów.
  • Bez pracy prokuratury i policji nie da się ustalić rzeczywistych organizatorów i beneficjentów procederu.

Należy wreszcie przeciąć ten węzeł gordyjski państwa teoretycznego i imposybilizmu systemowego, który pozwala przestępcom zarabiać miliardy złotych kosztem naszego zdrowia, środowiska i podatków!

Docelowo cały system musi zostać usprawniony, a kompetencje poszczególnych organów (poza strażą pożarną, policją i rokuraturą) zespolone w jednym organie dla poprawy zarządzania państwem.

7. Rola organizacji społecznych

Rolą organizacji społecznych jest dbanie o transparentność całego systemu, monitorowanie niepożądanych zjawisk i ich zgłaszanie właściwym organom, a także pośredniczenie i pomoc obywatelom w relacjach z administracją publiczną i organami ścigania.

Tymczasem, aktualnie zgodnie z art. 170 ustawy o odpadach: „Do postępowań w sprawach zezwolenia na zbieranie odpadów, zezwolenia na przetwarzanie odpadów, zezwolenia na zbieranie i przetwarzanie odpadów, decyzji zatwierdzającej instrukcję prowadzenia składowiska odpadów, zgody na zamknięcie składowiska odpadów lub jego wydzielonej części oraz zgody na wydobywanie odpadów ze składowiska odpadów nie stosuje się art. 31 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego, zgodnie z którym organizacja społeczna może w sprawie dotyczącej innej osoby występować z żądaniem: 1) wszczęcia postępowania, 2) dopuszczenia jej do udziału w postępowaniu, jeżeli jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji i gdy przemawia za tym interes społeczny”.

Oznacza to, że organizacja społeczna nie ma w powyższym zakresie prawa żądać inicjowania postępowania ani żądać dopuszczenia do udziału w charakterze strony. Dodatkowo stronami postępowań, o których mowa powyżej, nie są właściciele nieruchomości sąsiadujących z instalacją lub nieruchomością, na której będzie prowadzone zbieranie odpadów, przetwarzanie odpadów lub wydobywanie odpadów ze składowiska odpadów.

Należy niezwłocznie wyeliminować te skandaliczne przepisy z porządku prawnego. To sąsiad i organizacja społeczna są partnerami organu w monitorowaniu postępowania administracyjnego. Pozbawienie ich prawa strony w postępowaniu narusza podstawowe standardy demokratyczne. W szczególności, wobec istniejącej skali naruszeń prawa, sytuacja ta nie może mieć miejsca!

Szanowni Państwo, w naszej ocenie realizacja powyższych postulatów pozwoli na uszczelnienie systemu składowania odpadów i systemowe rozwiązanie szeregu nieprawidłowości. Apelujemy do o wzniesienie się ponad polityczne podziały, wysłuchanie naszego stanowiska i pilne wdrożenie naszych postulatów. Opracowaliśmy je zarówno z przedstawicielami administracji publicznej, jak i biznesu oraz organizacjami społecznymi. Byłoby wielką szkodą, gdyby grupy przestępcze nadal mogły żerować na polskim środowisku.

Marek Kossakowski i Małgorzata Tracz, przewodniczący Partii Zieloni


Źródło: Informacja prasowa Partii Zieloni

Wszystko ciągle się zmienia czy nic nie ulega zmianie? To jeden z socjologicznych dylematów, na jakie wskazuje Immanuel Wallenstein w swojej książce „Koniec świata, jaki znamy”. Dotyczy on zagadnień przeobrażeń klasowych i walki klas. Czy klasy ulegają transformacji, czy też zasadnicze podziały pozostają trwałe? Konflikty klasowe nasilają się czy zanikają? A może zmieniają swoją formę? Jedni mówią, że mamy do czynienia z nową formacją – prekariatem. Inni argumentują, że coś takiego jak prekariat nie istnieje. Albo że istniał zawsze, choć nie zawsze był tak nazywany.

Wszystko zależy od tego, z jakiej perspektywy spojrzymy na problem i jaki cel ma nasza analiza. Oczywiście w swoich podstawowych formach walka klas trwa od wielu stuleci, a z ogółu społeczeństwa zawsze da się wyodrębnić antagonistyczne względem siebie klasy: rządzących i rządzonych, bogatych i biednych. Dla kogoś przywiązanego do haseł wolnościowych i egalitarnych myśl, że hierarchiczne struktury władz i ekonomicznego ucisku pozostają tak trwałe, może być frustrująca.

Z dylematem „zmienia się – nie zmienia się” starano się sobie poradzić na różne sposoby. Mówiono, że każda walka przybliża nas do upragnionego społeczeństwa bezklasowego, poprawia położenie tłamszonych klas; że rewolucja nie jest jednorazowym aktem, ale ma permanentny charakter; że „ruch jest wszystkim, a cel niczym”. Wiara w postęp stała się nie tylko jednym z fundamentów rewolucyjnej żarliwości, ale też obietnicą składaną klasom pracującym. Ostatecznie progres postrzegano liniowo, a zwycięstwo było tylko kwestią czasu, nagromadzenie zmian ilościowych miało przesądzić o zmianie jakościowej. Pod presją protestów skracano przecież czas pracy, wprowadzano zabezpieczenia socjalne, demokratyzowano ustroje polityczne.

Złudzenie postępu

Jednak kryzys „starej lewicy”, porażka państw realnego socjalizmu i zawód, jaki sprawiły ruchy antykolonialne, mocno podkopały wiarę w nieuchronność zmian, w postęp. Z perspektywy krajów położonych względem centrum gospodarek kapitalistycznych peryferyjnie nie był on wcale oczywisty. Lewicujący ekonomiści z Ameryki Łacińskiej zaczęli podkreślać, że sukces europejskiej socjaldemokracji i amerykańskiego liberalizmu, jeżeli miał miejsce, to kosztem innych społeczeństw – rozwój „centrum” odbywał się dzięki niedorozwojowi „peryferii”. W sensie nie tylko ekonomicznym, ale też politycznym. Autorytarne „peryferie” pracowały i były wyzyskiwane na korzyść demokratyzującego się „centrum”. Możemy zatem mówić o „rozwoju niedorozwoju”. Podobne hipotezy wysuwali polscy historycy, jak Marian Małowist i Witold Kula. Źródeł problemów gospodarczych i politycznych upatrywali w pewnego typu wielowiekowym uzależnianiu Polski od gospodarki Zachodu, specyficznej pozycji naszego kraju w międzynarodowym podziale pracy, gdzie byliśmy przede wszystkim źródłem tanich surowców rolnych i kopalnych oraz taniej siły roboczej. Bilans wielowiekowych zmagań klasowych mógł zatem różnie wyglądać z różnej perspektywy. Warto o tym pamiętać, kiedy zastanawiamy się, dlaczego koncepcja walki klas w sensie politycznym współcześnie Strstraciła na znaczeniu. Nie jest to wynikiem tylko głoszonych haseł solidaryzmu społecznego, ataku na marksistowski i lewicowy dyskurs, ale także „wewnętrznego kryzysu” samej teorii.

Jak sobie z tym radzi Immanuel Wallenstein? Można wymienić trzy istotne punkty jego argumentacji. Po pierwsze zakłada on, że wszystkie systemy, w tym społeczne, ulegają entropii. Nieuchronnie zmierzają do swojego końca. Po drugie, stabilność systemu jest rzeczą zmienną. Są okresy, kiedy system jest stabilny i nawet wielkie ruchu społeczne nie przynoszą zasadniczych przeobrażeń. Są także momenty, kiedy system jest niestabilny, a wówczas działania nawet relatywnie niewielkich grup społecznych mogą doprowadzić do istotnych przeobrażeń. Po trzecie, kiedy wybucha kryzys i system się załamuje, kierunek zmian nie jest przesądzony, pojawia się bifurkacja, rozwidlenie, transformacja może podążyć w różnym kierunku, nie zawsze przez nas pożądanym. Zmiany są zatem nieuchronne, ale nie zawsze „idą na lepsze”.

Sądzę, że te kwestie mają zasadnicze znaczenia dla dzisiejszego rozumienia walki klas. Do tej pory mieliśmy do czynienia z raczej „romantycznym” na jej temat wyobrażeniem, jako starcia „sił dobra” z „siłami zła”, walki postępu z zacofaniem, wolności z tyranią, równości ze społecznymi podziałami itd. Postmodernizm przyniósł pogląd, że nie tyle podlegamy władzy, podziałom klasowym, co je współtworzymy, w tym sensie, że replikujemy je na poziomie mikro, na co dzień, w różnych relacjach i sytuacjach, że to raczej kwestia nie hierarchicznej struktury, ale pewnych strategii i taktyk działania. Konflikt dotyczy także naszego prywatnego świata. Prywatne stało się polityczne. Ważyć zaczęły kwestie płci, formy konsumpcji, potoczne dyskursy. Nie wystarczy uciąć głowy królowi, żeby życie zmieniło się na lepsze. Wydaje mi się, że sytuacjoniści starali się pogodzić obie perspektywy, kiedy nawołując do rewolucji jednocześnie zaznaczali, że jeżeli nie dotyczy ona życia codziennego, to mówi językiem śmierci. Hakim Bey miał wątpliwości, odrzucając w pewnym momencie ideę „wielkiej rewolucji” i głosząc możliwość jedynie „lokalnych rewolt”.

Cykle i cyrkulacje walk

Walka klasowa nie toczy się zawsze z tym samym natężeniem. Pojawiają się fale wzrostu i odpływu protestów oraz napięcia społecznego. Jedne z nich są związane z cyklami krótkimi, około dziesięcioletnimi, podobnymi cyklom koniunkturalnym w gospodarce. Inne, o radykalniejszym charakterze, pojawiają się w takt cyklów nazywanych sekularnymi, trwającymi kilka dziesięcioleci. Wiosnę Ludów można postrzegać jako kulminację wrzenia rewolucyjnego w Europie i na świecie (pamiętajmy np. o zwycięskiej rewolucji haitańskich niewolników), którego początek pojawił się na przełomie XVIII i XIX wieku. Po 1848 roku nastały przynajmniej dwie dekady względnego spokoju społecznego. Podobnie po wrzeniu, którego kulminacja przypadła na przełom lat 60. i 70. ubiegłego stulecia, w latach 80. i 90. fala konfliktów znacznie opadła (choć oczywiście nie wygasła całkowicie).

Koncepcje postmodernistyczne pojawiły się w momencie odpływu napięcia społecznego pod koniec XX wieku. Być może dlatego, że zaobserwowano spadek konfliktowego napięcia w skali makro, starano się je wskazać na poziomie mikro. Szybko jednak – co zapewne nie było intencją takich myślicieli jak Michel Foucault czy Gilles Deleuze – postmodernistyczny dyskurs wzmocnił narrację „końca historii”, która zakładała, że wyczerpał się potencjał walk klasowych, że nie ma co liczyć na jakieś fundamentalne przeobrażenia społeczne, bo wszystko, co się mogło zmienić, już się zmieniło. Obecny system nie ma już alternatyw. Na tym gruncie pojawiły się też koncepcje „post-polityki”, sugerujące, że dotychczasowe osie konfliktów straciły ważność, a nowe się nie pojawiły. Te, które jeszcze istnieją, są efektem nieusuwalnych sprzeczności i naszej rywalizacji jako jednostek o dogodniejsze warunki życia i samorealizacji. Tradycyjne podziały sceny politycznej zanikły, a zaangażowanie polityczne straciło sens. Władzę trzeba powierzyć merytokracji, która oceni, co dla społeczeństwa jest najlepsze.

Ostatni wzrost napięcia społecznego, pojawienie się wielkich wystąpień i rewolucyjnego wrzenia w wielu miejscach na świecie, zadał kłam tym teoriom. Jeżeli teraz pytamy, na czym polega walka klasowa i czym się odróżnia od walk poprzednich, pytamy de facto o charakterystykę ostatniej fali protestów społecznych. Odpowiedzieć nie jest łatwo, ponieważ ten proces trwa. System uległ destabilizacji, pojawiły się bifurkacje, alternatywne ścieżki zmian społecznych. Raz do głosu dochodzi lewicowy alterglobalizm, innym razem nacjonalizm i ksenofobia. Ale bynajmniej nie różnice światopoglądowe będą miały tu decydujące znaczenia, a szeroko rozumiane interesy materialne. Interpretację sytuacji utrudnia nam dodatkowo fakt, że widzimy ją „od środka”, jako uczestnicy i uczestniczki zdarzeń, a nie obserwatorzy i obserwatorki patrzące z pewnej historycznej perspektywy, która zawsze oznacza uproszczenia, a często mitologizację przeszłości.

Podmioty zmian

Analizy kolejnych wystąpień społecznych, będących przejawem walki klasowej, często koncertują się na kwestii tego, kto jest podmiotem ruchu emancypacyjnego. Możemy śmiało powiedzieć, że jak przedtem, tak i teraz głównym aktorem nowych walk jest klasa pracująca. Kwestia ta nie zawsze i nie dla wszystkich jest tak oczywista. Jeszcze niedawno zakładano, że pojawiły się tzw. nowe ruchy społeczne, które miały się wyodrębniać nie ze względu na swoje interesy materialne, ale wyznawane poglądy, wartości. Tymczasem widzimy, że liczba i natężenie wystąpień pracowniczych i na tle ekonomicznym wyraźnie wzrosły. Czy jednak klasa pracownicza, która dzisiaj protestuje, jest tą samą klasą pracowniczą, która buntowała się dziesiątki lat wcześniej? Podobnie jak na poprzednie pytanie, możemy odpowiedzieć: i tak, i nie. Tak – w sensie najbardziej ogólnym są to pracownicy najemni, których głównym, a często jedynym źródłem dochodu i utrzymania jest praca ich własnych rąk; nie posiadają środków produkcji, kapitału, aby uruchomić własny biznes, dzięki któremu mogliby zatrudnić wielu innych pracowników najemnych i żyć dzięki cudzej pracy. Nie – bowiem wraz z kolejnymi etapami rozwoju kapitalistycznej gospodarki zmieniają się istotne cechy charakterystyczne dla kolejnych formacji klasowych.

W jaki sposób zmienia się struktura gospodarki kapitalistycznej, a wraz z nią położenie klasy pracowniczej? Często zakłada się, że jest to spowodowane rozwojem sił wytwórczych, postępem technologicznym. Co jest jego przyczyną? Odpowiedź może być różna: konkurencja kapitalistyczna, presja demograficzna, naturalna innowacyjność ludzkiego gatunku czy jego zdolność adaptacyjna do zmiennych warunków ekologicznych (np. klimatycznych) itd. Po części każda z tych koncepcji może mówić prawdę, ale sądzę, że zmienność gospodarki kapitalistycznej jest rezultatem przede wszystkim walki klasowej pracowników, ich żądania polepszenia warunków pracy i wyższych wynagrodzeń. Kapitaliści, a zatem ci, którzy posiadają dostateczne środki materialne, aby wyzyskać wielu pracowników, pod ich presją zmuszeni są do nieustannej modyfikacji swojej działalności. Chcąc uwolnić się od nacisków robotników i robotnic, przenoszą zakłady pracy lub zmieniają branże i rekrutują zatrudnionych od nowa, zmieniają technologie i zwalniają znaczną ich część, inaczej organizują proces produkcji (dóbr materialnych i usług) prowokując nowe podziały w klasie pracowniczej itd. Za każdym razem, kiedy siła pracowniczego ruchu rewindykacyjnego rośnie, walka klas się wzmaga, dochód społeczny ulega bardziej sprawiedliwemu podziałowi – kapitaliści w pogoni za zyskami zmieniają strukturę produkcji. Organizują potrzebną im nową siłę roboczą, tak aby lepiej ją kontrolować i wyzyskiwać niż tę dotychczasową, starą, zrewoltowaną. Kapitał, reorganizując, przenosząc i technicyzując produkcję, nie może jednak na dłuższą metę uwolnić się od presji pracy, która jest niezbędnym źródłem ich zysku. Wraz z rozwojem kapitalistycznej produkcji zmienia się skład techniczny klasy robotniczej, a co za tym idzie, także formy jej zbiorowego oporu. Z czasem pojawia się zatem coraz to nowa formacja klasy robotniczej, różniąca się pod pewnymi cechami od dotychczasowej.

Jakie możemy wyróżnić specyficzne cechy klasy pracowniczej, która jest obecnie siłą napędową nowych wystąpień społecznych? Co do tego istnieje również wiele poglądów. Niektórzy dowodzą, że charakter pracy zmienił się tak, iż obecnie większość pracowników i pracownic jest uwikłana w produkcję niematerialną. Inni piszą o klasie kreatywnej, digitariacie, mówią, że tradycyjna klasa pracownicza w ogóle zanikła. Osobiście odrzucam wszystkie tezy sugerujące koniec „typowej” pracy fizycznej. Pomijając fakt, iż rozróżnienie pracy fizycznej i umysłowej jest w wielu aspektach problematyczne, to dodatkowo w ujęciu globalnym tezy o końcu pracy fizycznej są nieprawdziwe. Jedna z podstawowych zmian w składzie obecnej klasy pracowniczej jest wynikiem głębokiego międzynarodowego podziału pracy w sferze produkcji przemysłowej. Choć w krajach centrum kapitalizmu liczba zatrudnionych przy pracach fizycznych spada, to biorąc pod uwagę kraje peryferyjne (jak Indie, Chiny, Bangladesz itd.), tak naprawdę jej przybywa. W wielu regionach świata setki milionów pracowników i pracownic było ostatnio rekrutowanych do pracy przy taśmach w fabrykach działających na rzecz międzynarodowych koncernów. Po drugie, istotną cechą obecnej klasy pracowniczej jest wyjątkowy duży odsetek kobiet zatrudnionych w systemie pracy najemnej. Jest ona bardziej niż kiedykolwiek sfeminizowana. Po trzecie, obecna klasa robotnicza jest w jeszcze większym stopniu od poprzednich jej wcieleń mobilna – w każdym tego słowa znaczeniu, w tym także przestrzenie. Wahadłowy charakter migracji zarobkowej stał się wyróżnikiem współczesnych kondycji pracowników najemnych.

Prekariat versus proletariat

Niektórzy mówią, że mamy do czynienia z nową jakością i proponują, aby nową klasę pracowniczą nazwać prekariatem. Wiele osób w tym przypadku oponuje. Osobiście uważam, że nowe zjawiska potrzebują nowych pojęć. Prekariat możemy rozumieć na dwa sposoby. Po pierwsze, nazwa ta będzie dotyczyć dzisiejszej klasy „wstępującej” na arenę wystąpień klasowych, kiedy równolegle ulega dekompozycji dotychczasowa, stara, „zstępująca” formacja, która jednak w poważnej części także ulega prekaryzacji; robotnice i robotnicy na nowo, i na innych warunkach, rekrutowani są do pracy w warunkach kapitalistycznego wyzysku. Po drugie, sięgając po pojęcie „prekariat” mamy jednak na myśli inne od dotychczasowego rozumienie klasy robotniczej. Kiedy Karol Marks pisał: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”, był przekonany, że w wyniku rozwoju kapitalistycznej gospodarki wszyscy pracownicy zostaną uprzedmiotowieni i sprowadzeni do podobnej roli. Zakładał, że dokona się unifikacja pracowników najemnych, tak że zanikną wszystkie między nimi podziały nie tylko z uwagi na narodowość, ale także np. na płeć (w sensie oczywiście społeczno-zawodowym i kulturowym, a nie biologicznym) czy posiadane kwalifikacje. Wprowadzając pojęcie „proletariat” chciano podkreślić, że wszyscy pracownicy o odmiennym położeniu, np. chłoporobotnicy czy czeladnicy, prędzej czy później zostaną wchłonięci przez system fabryczny i sprowadzeni do podobnej kondycji. W zasadzie oznaczało to degradację. Dlatego wielu chłopów i rzemieślników broniło się przed zatrudnieniem w fabrykach. Karol Marks zdawał sobie sprawę, że zawsze istnieją pracownicy o lepszym i gorszym położeniu, ale dla niego najważniejsze było podkreślenie tendencji unifikacyjnych.

Dopiero z biegiem czasu proletariat, rozumiany już najczęściej jako wielkoprzemysłowa klasa robotnicza, zaczął być postrzegany w kategoriach dodatnich, a praca w przemyśle odczytywana była jako forma awansu społecznego. Oczywiście wiązało się to z faktem, że wielkoprzemysłowa klasa robotnicza zdołała się zorganizować i niejednokrotnie dyktować warunki kapitałowi, poprawić środowisko pracy i poziom życia.

Wraz z krytyką „starej lewicy”, związków zawodowych, socjaldemokracji i realnego socjalizmu, zaczęto podkreślać, iż jednorodność klasy robotniczej była pewnym mitem. Szczególnie ruch feministyczny zwracał uwagę, że wykreowany na przełomie XIX i XX wiek obraz klasy robotniczej jest mocno zmaskulinizowany, a w obrębie kapitalistycznego sposobu produkcji kobiety były i są zawsze gorzej traktowane od mężczyzn. Podobnie robotnicy-cudzoziemcy byli zawsze gorzej traktowani niż robotnicy-tuziemcy. I tak dalej. Unifikujące spojrzenie czyniło niewidocznymi istotne z wielu względów podziały i de facto utrudniało prowadzenie skutecznej walki. Dlatego prekariat można odczytywać jako pojęcie, które eksponuje pewnego typu podziały wewnątrz klasy pracowniczej, aby łatwiej było je przezwyciężyć przy podejmowaniu działań zbiorowych, kiedy klasa pracownicza „w sobie” staje się klasą pracowniczą „dla siebie” – organizuje się i przechodzi do ataku politycznego, domagając się polepszenia warunków pracy i płacy, a także ostatecznego zniesienia wyzysku.

Pojęcie „prekariat”, jako pewien kontrapunkt dla „proletariatu”, pozwala nam – przynajmniej tak zakładam – na lepszą wzajemną identyfikację przedstawicieli i przedstawicielek szeregu różnych segmentów współczesnej klasy pracowniczej. W takim samym stopniu 150 i więcej lat temu pojęcie proletariat było kontrapunktem dla organizacji cechowych i produkcji w manufakturach. Niektórzy dziewiętnastowieczni robotnicy fabryczni tęsknili za dawnym rzemiosłem i cechami, które przecież były tak naprawdę systemem wyzysku czeladników przez mistrza oraz ekonomicznego wykluczenia kobiet, jak i całego miejskiego plebsu. Jak jednak twierdzi Immanuel Wallenstein w „Końcu świata, jaki znamy”, entropia systemów wiąże się ze „strzałką czasu” – nie ma powrotu do przeszłości.

____

Tekst ukazał się pierwotnie w zeszycie „ABC kapitalizmu”

„Słońce na dachach” – przedstawiamy zielony antykryzysowy program.
21.02. lutego na balkonie PKiN w Warszawie Partia Zieloni oraz EKO-UNIA przedstawiły antykryzysowy program w ramach projektu Transformacji Energetycznej ponad Podziałami (zaprezentowanej na konferencji w styczniu 2019 r.).

XXX piętro PKiN jest symboliczne, bo widać z niego jak mało, prawie wcale, nie mamy paneli słonecznych produkujących energię elektryczną na dachach domów i firm. To jak w „Ziemia obiecanej”. Ty nie masz nic, ja nie mam nic a za 10 lat Warszawa i inne miasta, też wsie Polski winny być pełne energetycznego słońca na dachach – powiedziała przewodnicząca Zespołu ds. Energii Urszula Zielińska.

Dlaczego warto  inwestować dziś środki własne lub z pożyczki np. z programu z Czyste powietrze w instalacje PV powiedział Marcin Popkiewicz, analityk megatrendów: Po pierwsze dlatego, że to już dziś się opłaca, dając dużo wyższy zwrot z kapitału niż najlepsza nawet lokata bankowa. Po drugie, ponieważ zabezpieczamy się w ten sposób przed wzrostem cen prądu z sieci. Po trzecie, bo głosujemy swoimi pieniędzmi na czyste środowisko i lepszą przyszłość świata i Polski.

Produkując swój prąd z odnawialnych energii oszczędzamy klimat, redukujemy smog oraz wydatki na energię.

Przedstawiamy tę koncepcję i program ponad podziałami- wszystkim partiom politycznym od PiS, poprzez Koalicję Europejską po Wiosnę i Razem, tak jak w grudniu 2018 r dokument: 11 wyzwań procesu transformacji i ochrony klimatu dodała współprzewodnicząca Partii Zieloni Małgorzata Tracz.

Prof. Jan Popczyk, z Powszechnej Platformy Transformacyjnej Energetyki 2050, pracujący nad programem ratunkowym w najbliższych latach 2019-20 sprzyja inicjatywie ponad podziałami i powiedział:
Dachowe źródła PV na dachach milionów domów (docelowo nawet 6 milionów), to trampolina do przebudowy państwa na takie, w którym obywatela odpowiedzialnego za siebie będzie więcej, a pazernej władzy i anty innowacyjnej korporacji mniej. Sposób na budowę w Polsce potencjału dyfuzji ciągle narastającej, wielkiej fal rozproszonych innowacji w dziedzinie potrzeb energetycznych zaspakajanych w modelu prosumenckim. Innowacji oferowanych nie przez ministerstwo energii, ale przez portal Allegro i inne.

Dr Ludomir Duda przekonuje, że najefektywniejszą inwestycją termomodernizacyjną jest instalacja wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła, która równocześnie jest najlepszą ochroną przed smogiem a najekonomiczniejszymi źródłami ciepła do ogrzewania, chłodzenia i przygotowania ciepłej wody są pompy ciepła powietrze/powietrze. Inwestycje te w połączeniu z ogniwami PV są najlepszymi instrumentami likwidacji ubóstwa energetycznego i poprawy jakości życia Polaków.

Partia Zieloni i EKO-UNIA w Apelu „Słońce na dachach” przedstawili różnorodne korzyści dla gospodarstw domowych i państwa. Miłosława Stępień, członkini Zarządu Zielonych, animująca transformacje energetyczną Zagłębia Konińskiego powiedziała: Warto to robić dla mniejszych rachunków za prąd, wsparcia oddolnego systemu elektroenergetycznego i wzrostu bezpieczeństwa kraju, zmniejszenia ryzyko wyłączeń prądu latem w słoneczne dni, gdy rośnie zużycie w związku z klimatyzacją, wzrostu potencjału rozwoju nowoczesnych technologii do gospodarstw domowych i liczba miejsc pracy w sektorze OZE oraz zmniejszeniem wydatków państwa związanych z niespełnieniem zobowiązania wobec celu UE równego 15% OZE.

Obecny na konferencji Radosław Gawlik współzałożyciel Zielonych oraz szef Stowarzyszenie EKO-UNIA powiedział: Musimy dać osobiste przykłady. Jestem w trakcie instalacji PV na swoim domu pod Wrocławiem. To spory wydatek, ale chcę skorzystać częściowo z kredytu na 2% z programu +Czyste powietrze, które oferują w całym kraju WFOŚiGW. To jest też moja i rodziny odpowiedź na kryzys, do którego nas doprowadziły monopole węglowe i nieuchronne podwyżki cen energii.

Przedstawiciele prezentujący program zaprosili do współpracy i pomocy wsie, samorządy, spółdzielnie, biznes, wszystkie partie polityczne, kościoły, związki wyznaniowe, organizacje społeczne, ruch „Więcej niż Energia”, aktywistów miejskich i wszystkich zainteresowanych transformacją energetyki, odejściem od węgla, ochroną środowiska i klimatu.

***

  1. TEP 1/2018 Warszawa Ponadpartyjny apel Zielonych dotyczący transformacji i ochrony klimatu plus 11 wyzwań, 21.12.18
  2. TEP 1/2019(2)- Możliwości z transformacji energetycznej Polski, Warszawa, 10.1.19
  3. TEP 2/2019(3) – Konferencje PSL i innych partii politycznych, Warszawa, Sejm 11.1.19
  4. TEP 3/2019(4)- Konferencja Możliwości transformacji energetycznej D. Śląska 29.1.19
  5. TEP 4/2019(5)- Inicjatywa programowa i debata dwóch środowisk: Stowarzyszenie EKO-UNIA oraz PPTE z udziałem partii Zieloni – Gliwice 14.2.19
  6. TEP 5/2019( 6)- Transformacja energetyczna i walka ze smogiem- spotkanie z gminami i aktywistami społecznymi- Bystra gm. Wilkowice 19.2.19
  7. TEP 6/2019 (7)- Apel „Słońce na dachach” i konferencja prasowa Warszawa, PKiN 21.2.19

___________

Informacja prasowa Partii Zieloni oraz Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Unia.

Kontakt: Urszula Zielińska, przewodnicząca Zespołu d.s. Energii, Partia Zieloni, Warszawa

W odpowiedzi na kryzys cenowy na rynku energii elektrycznej, w czwartek 21. lutego na tarasie widokowym Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie Partia Zieloni i Stowarzyszenie Eko-Unia przedstawią propozycję „Słońce na dachach”.

„Tanie źródło czystej energii (słońce) na każdym dachu – to nasza odpowiedz na kryzys cenowy oraz zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego, zarówno latem – gdy braknie wody do chłodzenia bloków węglowych, jak i zimą – gdy koszty ogrzewania przekraczają nasze możliwości finansowe. Jak zabezpieczyć się przed dynamicznym wzrostem cen energii”

W konferencji udział wezmą:
  • Małgorzata Tracz – współprzewodnicząca Partii Zieloni;
  • Radosław Gawlik – były wiceminister środowiska, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA;
  • Ewa Sufin Jacquemart – prezeska Fundacji Strefa Zieleni;
  • Marcin Popkiewicz – ekspert ds. energii i klimatu.

Konferencja prasowa będzie kolejną inicjatywą w cyklu spotkań w ramach projektu „Transformacja energetyczna ponad podziałami”*, zainicjowanych przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, Partię Zieloni, oraz ekspertów i przedstawicieli świata nauki w grudniu 2018 r.

To właśnie wtedy, po szczycie klimatycznym COP24 przedstawiliśmy wypracowany wspólnie ramowy program transformacji energetycznej oraz ochrony klimatu. Wspólnie zaapelowaliśmy do partii politycznych o przyjęcie głównych założeń programu w ramach wieloletniej, opartej na konsensusie strategii odejścia od paliw kopalnych – czytamy w oświadczeniu organizatorów konferencji.

Partnerzy projektu:
prof. Jan Popczyk, Powszechna Platforma Transformacji Energetyki
Marcin Popkiewicz, ekspert ds. energii i klimatu.

* Wydarzenia z cyklu Transformacja Energetyczna Ponad Podziałami (TEPP):

1/2018  Ponadpartyjny apel Zielonych dotyczący transformacji i ochrony klimatu plus 11 wyzwań, Warszawa, 21.12.18

1/2019 Możliwości wynikające z zielonej transformacji energetycznej Polski, Warszawa, 10.1.19

2/2019 – Konferencja  Możliwości transformacji energetycznej D. Śląska, Wrocław 29.1.19

3/2019 – Inicjatywa programowa i debata dwóch środowisk: Stowarzyszenie EKO-UNIA  oraz PPTE z udziałem Partii Zieloni – Gliwice 14.2.19

4/2019 – Transformacja energetyczna i walka ze smogiem- spotkanie z gminami i aktywistami społecznymi- Bystra gm. Wilkowice 19.2.19

5/2019 – Konferencja prasowa „Słońce na dachach” Warszawa, PKiN 21.2.19


Źródło: Informacja prasowa Partia Zieloni

W najbliższą sobotę, 2 lutego 2019, na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego odbędzie się otwarta konferencja z okazji Dnia Mokradeł.

W 48. rocznicę podpisania międzynarodowej konwencji o ochronie mokradeł (Konwencji Ramsarskiej) naukowcy i przyrodnicy spotykają się, by omawiać znaczenie tych ekosystemów dla zmieniającego się klimatu. Obszary bagienne świata należą do najważniejszych regulatorów klimatu Ziemi – ich ochrona może nam pomóc zarówno ograniczyć globalne ocieplenie, jak i zaadaptować się do zmian klimatu. Ale mokradła mogą też paść ofiarą tych zmian – a wraz z nimi tysiące zamieszkujących je gatunków roślin i zwierząt.

Bagna są najważniejszymi lądowymi „magazynami” węgla organicznego: zawierają 30% glebowego węgla świata i aż dwa razy więcej, niż wszystkie lasy na Ziemi. W geologicznej skali czasowej przyczyniają się do ochładzania klimatu, usuwając z atmosfery dwutlenek węgla. Ale w krótszej skali czasowej mogą przyczyniać się do ocieplania, uwalniając do atmosfery metan – ważny element klimatycznych sprzężeń zwrotnych. Jaka będzie relacja między bagnami a klimatem, zależy w dużej mierze od nas. Osuszanie mokradeł to jeden z czynników przyspieszających globalne ocieplenie, ponieważ powoduje szybkie biologiczne utlenianie zawartego w torfie węgla i jego emisję do atmosfery w postaci dwutlenku węgla. Emisje CO2 z osuszonych torfowisk, obejmujących zaledwie ok. 0,5% powierzchni lądów, odpowiadają aż za 5% antropogenicznych emisji gazów cieplarnianych. Możemy ich uniknąć, przywracając na osuszonych niegdyś torfowiskach warunki bagienne i zaprzestając ich rolniczego wykorzystania.

Mokradła – w ujęciu Konwencji Ramsarskiej – to nie tylko bagna, ale też śródlądowe ekosystemy wodne i wodno-błotne oraz płytkie przybrzeżne wody morskie. Wszystkie są wrażliwe na obserwowany wzrost temperatury i zmiany rozkładu opadów. Bezpośrednim skutkiem utraty mokradeł dla człowieka jest wyczerpywanie się zasobów wody użytkowej, wymieranie populacji poławianych ryb czy zaburzenie lokalnego mikroklimatu. Dlatego, tak jak ochrona klimatu musi być częścią całościowych działań na rzecz ochrony biosfery, tak ochrona mokradeł powinna być nierozłącznym elementem mądrej polityki klimatycznej.

Ostatnie wspierane przez USA wysiłki zmierzające do zmiany porządku w Ameryce Łacińskiej przybrały kształt, gdy podczas wiecu w stolicy kraju Caracas niemal nieznany polityk opozycji nazwiskiem Juan Guaido ogłosił się tymczasowym prezydentem.

Zaraz potem USA – a wraz z nimi szereg prawicowych rządów w regionie, w tym Kolumbia, Brazylia i Chile – zadeklarowały, że uznają Guaido jako prezydenta. Zarazem globalne media przedstawiły wydarzenie jako przywrócenie demokracji w tym południowoamerykańskim kraju, przelotnie tylko wspominając o dużej demonstracji prorządowej, która także miała miejsce.

Zwracając się do tłumu popierających go ludzi, którzy zgromadzili się pod pałacem prezydenckim w stolicy kraju, prezydent Nicolás Maduro potępił zamach i ogłosił, że w odpowiedzi jego rząd zrywa stosunki dyplomatyczne z USA.

Zgodnie z tym, co mówi Jorge Martin, rzecznik prasowy kampanii Hands Off Venezuela (Ręce precz od Wenezueli) z siedzibą w Wlk. Brytanii – kampanii, która stara się zbudować społeczne poparcie dla rewolucji politycznej w Wenezueli – środowa (23.01. przyp. red.) próba zamachu stanu to tylko ostatni z długiej serii wysiłków kolejnych administracji USA, aby usunąć wenezuelski rząd.

„Jest to długi, rozłożony w czasie plan zmierzający do pozbycia się rządu, który nie podporządkowuje się polityce zagranicznej Waszyngtonu” – powiedział Martin portalowi Truthout.

Relacje pomiędzy Wenezuelą a Stanami Zjednoczonymi są napięte od r. 1999, kiedy to prezydenturę objął poprzednik Maduro, Hugo Chavez, obiecując przeciwstawić się starej klasie politycznej swojego kraju i redystrybuować zbudowane na ropie bogactwo pomiędzy biednych. Objęcie władzy przez Chaveza było początkiem tego, co z czasem nazwano „różową falą”: liczne kraje Ameryki Łacińskiej wyłamały się spod wpływu Waszyngtonu i wybrały rządy lewicowe, które dążyły do likwidacji nierówności, inwestowały w opiekę socjalną i starały się zwalczyć galopujące ubóstwo.

Od tego czasu wiele rządów w regionie z powrotem przesunęło się na prawo, ale Wenezuela pozostała cierniem w boku USA.

Zgodnie z tym, co mówi Martin, Stany Zjednoczone i wenezuelska opozycja od lat nie ustawały w wysiłkach, by doprowadzić do usunięcia rządu. Obejmowało to i sabotowanie wyborów, i presję dyplomatyczną, i sankcje gospodarcze, a nawet krótkotrwały zamach wojskowy w r. 2002, w rezultacie którego Chavez został na krótko odsunięty, ale na skutek masowej mobilizacji powrócił do władzy.

Jednak przedłużający się kryzys w Wenezueli – napędzany spadkiem cen ropy, głównego towaru eksportowego kraju i kluczowego źródła dochodu – osłabił wewnętrzne poparcie dla rządu Maduro, uszkodził jego wizerunek na zewnątrz i stworzył dla Waszyngtonu oraz opozycji wenezuelskiej grunt do podjęcia próby odsunięcia Maduro od władzy.

Administracja Trumpa też się paliła, aby usunąć Maduro za pomocą wszelkich możliwych środków. Trump otwarcie flirtował z pomysłem przeprowadzenia przez USA w Wenezueli interwencji zbrojnej.

„To, co oglądamy w tej chwili, było planowane w szczegółach co najmniej od początku tego roku” – powiedział Martin.

Nasiona zamachu zostały zasiane trochę wcześniej w tym miesiącu, gdy kraje tworzące tzw. Grupę Limy odmówiły uznania drugiej kadencji Maduro. Grupa Limy to stworzona ad hoc grupa krajów, powołana, aby ułatwić odsunięcie Maduro od władzy po licznych nieudanych próbach wywarcia wpływu na Organizację Państw Amerykańskich, aby oficjalnie potępiła jego rząd.

„To nie przypadek, że natychmiast po tym, jak Guaido mianował się prezydentem, z miejsca uznały go USA, Brazylia, Kolumbia i inne kraje” – powiedział Martin portalowi Truthout. „Przeciwnie, to one go do tego popchnęły, to był element wcześniej ustalonego planu”.

Ten pogląd podziela też rząd Maduro. Minister spraw zagranicznych Wenezueli, Jorge Arreaza, napisał w czwartek na Twitterze: „Plan został ułożony i jawnie wykonany przez Waszyngton, który wydał stosowne rozkazy swoim państwom-satelitom i graczom na świecie.”

Nowoczesne zamachy, nowoczesne metody

Wspierane przez USA zamachy stanu mają w Ameryce Łacińskiej długą historię, decydenci z Waszyngtonu zaczęli więc w ostatnich latach unikać otwartego zagarniania władzy. Starali się raczej dążyć do zmiany porządku politycznego za pomocą bardziej dyskretnych metod, jak np. w przypadku Dilmy Rousseff z Brazylii czy Fernando Lugo z Paragwaju, których usunięto na skutek manewrów parlamentarnych. Czasami jednak USA znowu sięgają po stare środki, jak w przypadku wojskowego zamachu stanu w Hondurasie, w rezultacie którego demokratycznie wybrany prezydent Manuel Zelaya został usunięty ze stanowiska w środku nocy.

W bieżącym przypadku zarówno wenezuelska opozycja, jak Waszyngton i jego sprzymierzeńcy z regionu próbowali nadać autoproklamacji Guaido pozór legalności, wskazując na konstytucję Wenezueli.

„Nie ma absolutnie żadnych podstaw, konstytucyjnych czy jakichkolwiek innych, aby Guaido mógł się uznać za pełniącego obowiązki prezydenta” – powiedział Martin. Podkreślił, że „inauguracja” Guaido miała miejsce na ulicy, podczas politycznego wiecu, a nie w miejscu przewidzianym przez prawo.

„Nikt nie głosował na Guaido, jego partia była zaproszona do udziału w procesie elekcji, ale nie skorzystali, nie pokazali się. Jak mogą teraz przejąć władzę, skoro nie uczestniczyli w wyborze?” – powiedział telewizji teleSUR podczas zeszłotygodniowej prorządowej demonstracji zwolennik Maduro, Wenezuelczyk Fredy Jose Peña.

Grupa Lima wydała oświadczenie, w którym uznaje Guaido jako prezydenta. Pod oświadczeniem nie podpisał się jednak Meksyk, a rzecznik prezydenta Andres Manuel Lopez Obrador powiedział, że Meksyk nadal za prezydenta będzie uważał Maduro.

Za poprzedniej administracji Enrique Peña Nieto Meksyk był krytyczny wobec Maduro, ale odkąd rząd się zmienił, kraj powrócił do swojej tradycyjnej polityki nieinterwencji.

Juan Melcor, członek krajowej rady politycznej Meksykańskiego Związku Pracowników Edukacji, który utrzymuje bliską więź ze związkami zawodowymi nauczycieli w Wenezueli, powiedział, że wspierany przez USA zamach stanu był „możliwy do przewidzenia” i z radością przyjął stanowisko zajęte przez meksykański rząd.

„Ten rząd przywrócił szacunek w stosunkach zewnętrznych i zasadę nieingerowania w decyzje krajów autonomicznych” – powiedział Melchor naszemu portalowi.

Melchor dodał, że ma nadzieję, iż stanowisko, jakie zajął Lopez Obrador, posłuży za przykład innym krajom. Rzeczywiście, w środę wieczorem Meksyk i Urugwaj wydały wspólne oświadczenie, wzywające do dialogu pomiędzy rządem i opozycją w celu znalezienia „pokojowego i demokratycznego rozwiązania”.

Inni zwolennicy wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro, w tym grube ryby – Chiny i Rosja, wydały oświadczenia wyrażające mocne poparcie dla niego.

Co dalej?

Autorzy zamachu mieli nadzieję, że w wenezuelskich siłach zbrojnych pojawią się tarcia, jako że oficjele USA otwarcie wezwali wojsko do skończenia z Maduro. Jednak wkrótce po przemówieniu Maduro wenezuelski minister obrony Vladimir Padrino wydał oświadczenie odrzucające autoproklamację Guaido jako prezydenta, nie ma też żadnych doniesień o jakimkolwiek buncie w wojsku. W czwartek (24.01. przyp. red.) rano wysoko postawieni członkowie wenezuelskich sił zbrojnych ponownie wyrazili swoją lojalność dla Nicolasa Maduro.

Niemniej sytuacja jest niepewna. Stany Zjednoczone oświadczyły, że ponieważ nie uznają Maduro jako prezydenta, to nie uznają też zerwania stosunków dyplomatycznych i nie wycofają swoich dyplomatów z Wenezueli. Stworzyły w ten sposób scenę konfliktu, jeśli Maduro zdecyduje się na próbę ich usunięcia.

USA będą prawdopodobnie zwiększać nacisk na rząd Maduro, w tym także nakładać poważne sankcje na wenezuelski sektor ropy, co zaostrzy kryzys gospodarczy w tym kraju i zwiększy cierpienie ludzi.

Wenezuela jest dziś terra incognita. Maduro zdecydowanie trzyma państwo pod kontrolą, ale wiele krajów w regionie uznało Guaido. Bezpośrednia interwencja zagraniczna – czy to USA, czy Brazylii lub Kolumbii – jest nieprawdopodobna, gdyż miałaby destabilizujący wpływ w całym regionie.

„Usunięcie demokratycznie wybranego rządu poprzez imperialistyczną interwencję sprowokowałoby ogromną polaryzację na kontynencie” – powiedział Truthout Jorge Martin.


Przedruk za zgodą Truthout.org
Tłumaczenie: Irena Kołodziej


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Unia Europejska dyskutuje na temat swej przyszłości. Debatowany jest kolejny unijny budżet. reforma czeka Wspólną Politykę Rolną. Kolejne szczyty toczą się w rytmie palących problemów, takich jak migracje, polityka bezpieczeństwa czy kondycja strefy euro.

Mając wszystko to na uwadze przyjęte przez wszystkie państwa członkowskie Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ powinny być uznawane za wskazówki adekwatne nie tylko dla innych części świata, ale za kamień węgielny wszystkich polityk UE.

Choć potrzeba reform jest coraz bardziej paląca, to unijni liderzy mają problemy z porozumieniem się w kwestii kolejnych kroków, które powinien podjąć kontynent. Już dziś mogą oni skorzystać ze wsparcia Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ (UN Sustainable Development Goals, SDGs), składających się na przydatny zestaw dążeń, mających za datę ich urzeczywistnienia rok 2030 i będących dobrym punktem wyjścia do dalszych dyskusji.

Choć Narody Zjednoczone przyjęły je już w roku 2015, to przed UE wciąż jeszcze długa droga do ich pełnego urzeczywistnienia.

Rok 2018 był rokiem, w którym Komisja Europejska zaprezentowała zbiór refleksji interesariuszy okazujący, w jaki sposób powinna działać na rzecz wdrożenia wszystkich 17 Celów na szczeblu unijnym. Prawdziwym wyzwaniem staje się zapewnienie, by dokument ten miał znaczenie, wykraczające poza społeczność zainteresowanych tematyką zrównoważonego rozwoju organizacji i agend międzynarodowych, think tanków oraz organizacji pozarządowych już dziś promujących tę ideę i zajmujących się kwestiami ekologicznymi.

Waga celów

Unia Europejska może podjąć szereg prostych kroków, umożliwiających nadanie SDGsom należytej wagi w jej procesach decyzyjnych. Po pierwsze, powinna ona powołać do życia ciało eksperckie, mające na celu przyjrzenie się realizowanym obecnie politykom unijnym oraz opracowanie odpowiednich priorytetów do roku 2030. Muszą im towarzyszyć szczegółowe cele do osiągnięcia oraz wskaźniki, umożliwiające monitorowanie ich realizacji. Powinny też stać się przedmiotem debaty Rady oraz Parlamentu Europejskiego, mającej na celu opracowanie sposobów na zbudowanie trwałych fundamentów zrównoważonego rozwoju UE do roku 2030.

Instytucje europejskie powinny wskazać w jaki sposób kolejne, wieloletnie ramy finansowe na okres 2020-2027 pomogą osiągnąć Cele Zrównoważonego Rozwoju – przynajmniej w obszarach leżących w ich kompetencjach – a także jasno wskazać opinii publicznej gdzie i w jaki sposób wydawane będą na to ich pieniądze. Unia może tu inspirować się wieloma innymi krajami i rządami, które ogłosiły już, że będą używać SDGsów przy opracowywaniu swej polityki budżetowej.

Cele te powinny kierować reformą Wspólnej Polityki Rolnej (WPR). Częścią procesu reform powinno być wskazanie przez Komisję Europejską, które spośród 169 celów szczegółowych SDGsów jest adekwatnych dla europejskiego rolnictwa i żywności, dopasowanie ich do lokalnego kontekstu oraz przyjęcie zestawu możliwych do mierzenia wskaźników na rok 2030. Powinna również przyszykować zestaw mierników, umożliwiających analizę poszczególnych ścieżek reform oraz monitoring zmienionej WPR.

Cele Zrównoważonego Rozwoju są dla Unii Europejskiej szansą na to, by poprawiła ona sposób stanowienia swoich regulacji, na przykład poprzez wcielenie ich do analiz przewidywalnych skutków projektowanej przez Komisję Europejską legislacji lub też w ramy semestru europejskiego.

SDGsy przyjęte zostały we wrześniu 2015 roku przez wszystkie państwa członkowskie ONZ. 17 celów, które mają zostać osiągnięte do roku 2030, obejmuje szeroką gamę tematów – od walki z biedą, poprzez ochronę bioróżnorodności, aż po współpracę międzynarodową. Dzielą się na 169 celów szczegółowych o różnym poziomie ogólności i towarzyszy im przeszło 200 wskaźników, mających ukazywać globalny postęp w ich realizacji.

Cel 10 na przykład ma wiązać się ze zmniejszaniem nierówności tak między krajami, jak i wewnątrz nich. Pierwszym jego celem szczegółowym jest zapewnienie, by do roku 2030 dochód 40% najbiedniejszej części populacji danego kraju rósł szybciej niż przeciętny notowany w tym czasie w nim wzrost. Cel walki z nierównościami mógłby się również stać priorytetem dla unijnej strategii rozwoju do roku 2030.

SDGsy, poza wspomnianym już zestawem celów ogólnych, szczegółowych oraz wskaźników ich realizacji, opierają się na dwóch fundamentalnych zasadach.

Pierwszą z nich jest ta, dotycząca ich uniwersalności. Wszystkie państwa świata – niezależnie od poziomu ich rozwoju – zobowiązane są do działania na rzecz osiągnięcia Celów Zrównoważonego Rozwoju zarówno u siebie, jak i poprzez pomoc innym.

Drugą jest ich niepodzielność. Wszystkie te cele należy realizować w powiązaniu ze sobą – po to, by zapewnić ich spójną realizację. Polityka rolna danego kraju powinna dla przykładu gwarantować nie tylko jego bezpieczeństwo żywnościowe, ale również przyczyniać się do ochrony zasobów naturalnych, zdrowia publicznego, odpowiedniego poziomu życia rolników oraz unikać szkodzenia rolnictwu w innych krajach.

Powolny start instytucji europejskich

Wszystkie państwa świata zobowiązane są do wdrożenia Celów Zrównoważonego Rozwoju i do sprawozdawczości w tym zakresie – w szczególności na potrzeby corocznego forum politycznego ONZ. Od każdego kraju oczekuje się przyjęcia strategii wskazującej jego główne priorytety do roku 2030 oraz sposoby na ich realizację. Mają również za zadanie stworzyć sprawne, wysoko usadowione politycznie systemy zarządzania mające zapewnić, że cele realizowane będą za pośrednictwem adekwatnych narzędzi, będą odpowiednio monitorowane i – w razie potrzeby – modyfikowane.

Podczas gdy szereg państw UE zaczął już wcielać SDGsy w życie, Unia jako taka dopiero rozpoczyna ten proces. Komunikat Komisji Europejskiej z listopada 2016 roku miał za zadanie stworzenie ram urzeczywistniania Celów Zrównoważonego Rozwoju w praktyce, okazał się jednak w dużej mierze nowym opakowaniem dla już podejmowanych działań. Wskazywał on, w jaki sposób aktualna polityka unijna przyczynia się do ich realizacji oraz w jaki sposób priorytety Komisji mają w tym pomagać. Tego typu komunikat zdaje się sugerować, że do osiągnięcia celów do roku 2030 nie są potrzebne żadne nowe, dodatkowe działania. Stworzona za to została platforma, grupująca zróżnicowane grono interesariuszy.

Jeszcze przed latem 2017 roku Rada oraz Parlament Europejski wezwały Komisję do poniesienia ambicji. Poprosiły ją o ewaluację realizowanej wówczas na szczeblu unijnym polityki oraz o zidentyfikowanie zmian niezbędnych do tego, by do UE osiągnęła Cele Zrównoważonego Rozwoju do roku 2030. Zasugerowały również przygotowanie do połowy 2018 roku strategii ich wcielania w życie.

W liście, skierowanym do Rady oraz Parlamentu Europejskiego we wrześniu 2017 roku szef KE, Jean-Claude Juncker, zobowiązał się do przedstawienia dokumentu dotyczącego budowy zrównoważonej Europy do roku 2030. W listopadzie tego samego roku Eurostat opublikował raport dotyczący postępów Europy w zakresie realizacji około stu różnych wskaźników. Stał się on obiektem szerokiej krytyki, jako że okazał się on jedynie szkicem analizy, oczekiwanej przez unijne instytucje. Kwestionowano również wybór samych wskaźników – w szczególności tych, które pozwoliłyby monitorować wpływ polityki UE na resztę świata.

Brak celów do osiągnięcia do roku 2030 w wielu poszczególnych tematach uniemożliwia stwierdzenie, czy dotychczasowe tempo postępu jest satysfakcjonujące – a nawet czy w ogóle on następuje.

Analizując obecne trendy raport Eurostatu milczy na temat efektywności obecnej polityki unijnej oraz jej zdolności do umożliwienia Europie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju do roku 2030.

Punkt odniesienia na rok 2030

Realnym ryzykiem dla tych celów jest zepchnięcie ich realizacji do wąskiej niszy. Portfolio zrównoważonego rozwoju, pozostające często w rękach ministerstw środowiska, wciąż nie ma wielkiego przełożenia na najważniejsze decyzje polityczne. Europejska strategia w tej dziedzinie wciąż ma jeszcze przed sobą udowodnienie, że może w realny sposób wpływać na podejmowane na szczeblu unijnym działania. Tego typu ograniczone wcielenie w życie SDGsów byłoby szczególnie niekorzystne, jako że ich implementacja (lub nie) następuje w szczególnie ważnym czasie dla kontynentu.

Wraz z wyborami do europarlamentu w roku 2019 i towarzyszącym im kompletowaniem składu nowej Komisji Europejskiej UE musi rozpocząć kreślenie swoich priorytetów politycznych na okres po roku 2020. Już dziś toczą się dyskusje na temat wieloletnich ram finansowych oraz reformy Wspólnej Polityki Rolnej na okres 2020-2027. Obie te kwestie stanowią istotne wyzwanie.

Przyszłość Europy ukształtuje się zatem między rokiem 2018 a 2020.

Jeśli ma ona podążać ścieżką zrównoważonego rozwoju, wówczas Cele Zrównoważonego Rozwoju mogą zarówno potwierdzić nowy kurs UE, jak i dostarczyć jej zestaw szczegółowych celów i wskaźników, mogących stymulować również debatę publiczną. SDGsy zostały przyjęte przez wszystkie kraje Unii – są zatem wiarygodnym punktem wyjścia.

Strategia Europa 2020 kierowała polityką w latach 2010-2020, skupiając się na pięciu priorytetach: zatrudnieniu, innowacjach, edukacji, energetyce oraz ubóstwie. Zawiera również zestaw mierzalnych wskaźników. W roku 2014 KE pod przewodnictwem Junckera zaprezentowała 10 swoich priorytetów. Jest dziś zdecydowanie za wcześnie by powiedzieć, które kwestie uznane zostaną za najważniejsze w roku 2025 czy 2030 – czas już jednak rozpocząć na ten temat dyskusję.

Cele Zrównoważonego Rozwoju stanowią dla niej dobrą bazę. Raport Eurostatu może tu być pierwszym krokiem. Wskazuje on na niepokojące trendy w około 15 różnych kwestiach, które powinny stać się dla Europy priorytetem, jeśli chce ona dokonać realnych zmian na lepsze.

Potrzebne są do tego dwa etapy – techniczny, mający na celu uzupełnienie luk, które pozostawił w tym temacie Eurostat (szczególnie w kwestii stworzenia analizy luki między już podejmowanymi działaniami a celami do osiągnięcia), a także polityczny, jako że dyskusja nad unijnymi priorytetami na wysokich szczeblach nie może ograniczać się wyłącznie do aspektu technicznego.

W jaki sposób możemy pójść naprzód? Komisja i Parlament Europejski mogą zebrać grono uznanych ekspertów, którzy – na bazie analizy wspomnianych luk – będą mieć za zadanie zaproponowanie Unii Europejskiej nowych priorytetów politycznych. Może im towarzyszyć zestaw szczegółowych wskaźników i celów, które mają być osiągnięte do roku 2025 bądź 2030. Grupa ta regularnie informowałby na temat rezultatów swych prac obu ciałom, przeprowadzała konsultacje społeczne z udziałem obywateli i organizacji pozarządowych. Ostateczne decyzja na temat tego, czy prace te przełożyłby się się na stworzenie strategii Europa 2030 mogłaby zostać podjęta już po wyborach europarlamentarnych.

Reformy dla zrównoważonego rozwoju

Zaprezentowane w maju propozycje Komisji, dotyczące nowych, wieloletnich ram finansowych UE, są teraz przedmiotem ożywionej dyskusji. Ich celem musi być wyklarowanie politycznych priorytetów Unii i odpowiedź na pytanie o to, jakimi wyzwaniami ekonomicznymi, społecznymi i ekologicznymi musi się ona zająć.

Debata budżetowa w oczywisty sposób musi być powiązana z europejskimi priorytetami na rok 2025 czy 2030. Raport Eurostatu – przy wszystkich jego niedoskonałościach – powinen być poważnie analizowany w gremiach, dyskutujących nad unijnymi finansami. Cele Zrównoważonego Rozwoju mogą pomóc UE w uczynieniu swojego budżetu bardziej zrozumiałym dla obywateli.

Raport na temat unijnych zasobów własnych, przygotowany przez grupę pod przywództwem Mario Montiego, proponuje przeorganizowanie budżetu w kierunku budżetu celowego.

SDGsy mogą okazać się wygodnym wzorcem prezentowania jego szczegółowych zapisów – przynajmniej w tych dziedzinach, które leżą w kompetencjach Unii.

Wspólna Polityka Rolna stanowi jedną z kluczowych polityk unijnych, odpowiedzialnych za 40% jej budżetu. Cele Zróżnicowanego Rozwoju stanowią dobrą podstawę dla oceniania wszelkich propozycji jej reformy po roku 2020. Warto odnotować, że Komisja jasno wskazuje na SDGsy, wskazując na realizowane przez WPR cele – w praktyce niemal wszystkie z 17 głównych. KE nie idzie jednak dostatecznie daleko w kwestii wykorzystywania Celów Zrównoważonego Rozwoju do analizy Wspólnej Polityki Rolnej.

Już na początku roku 2018 Komisja mogła przygotować analizę, szczegółowo opisującą globalne cele i sprawdzającą, które spośród 169 celów szczegółowych mają odniesienie do europejskiego rolnictwa i żywności oraz jaki jest ich wpływ na resztę świata. Cele te powinny zostać dostosowane do unijnego kontekstu i być użyte do opracowania mierzalnych wskaźników, które powinny zostać osiągnięte do roku 2030. Przygotowane na bazie SDGsów wskaźniki mogą być również wykorzystane do analizy różnych propozycji reformy WPR oraz do monitorowania – we współpracy m.in. z organizacjami społeczeństwa obywatelskiego – efektywności i postępu w zakresie transformacji europejskiego rolnictwa.

Cele Zrównoważonego Rozwoju – szansa dla UE

Również wiele innych polityk europejskich mogłoby skorzystać na ich analizowaniu przez pryzmat zrównoważonego rozwoju. Projekt „lepszej regulacji” mógłby dla przykładu zostać wykorzystany do szerszego uwzględniania Celów Zrównoważonego Rozwoju, chociażby na etapie analiz.

Semestr Europejski – narzędzie, za pomocą którego Komisja Europejska prezentuje rekomendacje polityczne dla poszczególnych państw członkowskich – mógłby stać się sposobem na monitorowanie realizowanej przez nie polityki pod kątem realizacji SDGsów, a nie jedynie ograniczać się do kwestii makroekonomicznych czy budżetowych. Monitorowanie postępów UE w zakresie budowy gospodarki o obiegu zamkniętym również skorzystałoby na wykorzystywaniu Celów Zrównoważonego Rozwoju – chociażby w zakresie jej wpływu na resztę świata. Wdrażanie SDGsów stanowi okazję do poprawy spójności między działaniami realizowanymi w polityce zewnętrznej i tymi o wymiarze międzynarodowym.

Przyjęte przez ONZ cele są zatem okazją do osiągnięcia postępu w szeregu europejskich debat i do poprawy jakości realizowanej na szczeblu unijnym polityki. Jeśli Unia podejdzie do tego tematu poważnie, to będzie ona mogła udowodnić swoje przywiązanie do budowy wielobiegunowego systemu globalnego, podkreślając znaczenie politycznego projektu zrównoważonego rozwoju oraz Celów Zrównoważonego Rozwoju.

SDGsy otwierają polityczną przestrzeń dla działań na rzecz walki z biedą i nierównościami, transformacji ekologicznej oraz pomocy rozwojowej – przestrzeni, którą musimy bronić.

W czasach, kiedy wielobiegunowy ład międzynarodowy znajduje się pod ostrzałem, Cele Zrównoważonego Rozwoju otwierają polityczną przestrzeń dla działań na rzecz walki z biedą i nierównościami, transformacji ekologicznej oraz pomocy rozwojowej – przestrzeni, którą musimy bronić. Przestrzeń ta jest dla Europy niezwykle ważna, jako że międzynarodowe porozumienie w sprawie SDGsów odzwierciedla jej model rozwojowy. Chociaż państwa członkowskie wciąż czeka wiele roboty w zakresie ich wcielania w życie, to aż osiem z nich znajduje się w gronie globalnych prymusów w zakresie ich realizacji.

Cele te powinny stać się inspiracją do działań również w innych krajach. Niestety, Unia Europejska, podkreślając znaczenie paryskiego porozumienia klimatycznego w jej działaniach dyplomatycznych, zdaje się ignorować znaczenie SDGsów. Planowane na rok 2019 forum polityczne ONZ, odbywające się pod auspicjami Zgromadzenia Ogólnego, może być okazją do zmiany kursu. UE może wykorzystać je do zaprezentowania swych działań na arenie międzynarodowej oraz na podkreślenie swych ambicji w zakresie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju.

Artykuł „The Sustainable Development Goals: An Opportunity for The EU”, oparty na bardziej szczegółowej analizie autorów, ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek

25 stycznia organizacja rolników Europejska Koordynacja Via Campesina wraz z organizacjami członkowskimi: AbL (Arbeitsgemeinschaft bäuerliche Landwirtschaft – Niemcy), FUGEA – Belgia, European Milk Board (EMB), MIG-Belgia (Milcherzeuger Interessengemeinschaft) i innymi grupami, organizuje demonstrację na granicy belgijsko-niemieckiej, aby wyrazić swój sprzeciw wobec CETA i innych umów o wolnym handlu (FTAs), aranżowanych przez władze Unii Europejskiej kosztem rolników i konsumentów.

STOP CETA & Co.!  ROLNICTWO NIE JEST NA SPRZEDAŻ!

Graniczna akcja rolników na rzecz sprawiedliwego handlu międzynarodowego

25 stycznia godz. 11.30

Granica belgijsko-niemiecka (E40 zjazd 40 niedaleko Lichtenbusch)

Transeuropejski ruch sprzeciwu wobec CETA spotyka się ponownie i organizuje protest 25 stycznia.

Organizacja rolników Europejska Koordynacja Via Campesina wraz z organizacjami członkowskimi: AbL (Arbeitsgemeinschaft bäuerliche Landwirtschaft – Niemcy), FUGEA – Belgia, European Milk Board (EMB), MIG-Belgia (Milcherzeuger Interessengemeinschaft) i innymi grupami, organizuje demonstrację na granicy belgijsko-niemieckiej, aby wyrazić swój sprzeciw wobec CETA i innych umów o wolnym handlu (FTAs), aranżowanych przez władze Unii Europejskiej kosztem rolników i konsumentów.

Dumping rolniczy, prywatyzacja usług publicznych, osłabianie przepisów dotyczących ochrony zdrowia i środowiska, to tylko kilka przykładów szkodliwych elementów składowych CETA. Na szczęście dzięki naciskowi społecznemu udało się na razie powstrzymać wdrażanie jednego z nich – ICS ( investment court system – system sądów inwestycyjnych), który jest obecnie oceniany przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (skrót– TSUE).

29 stycznia TSUE wyda decyzję ws. zgodności ICS z prawem Unii Europejskiej. W związku z tym, my, europejski ruch chłopski, chcemy jeszcze raz wysłać mocny sygnał do rządów europejskich , że CETA i inne umowy o wolnym handlu negocjowane przez UE są szkodliwe dla rolnictwa, bezpieczeństwa żywnościowego, środowiska, ochrony zdrowia, rynku pracy i demokracji.

Hodowcy, chłopi i obywatele, 25 stycznia zjednoczmy się przeciwko CETA i innym toksycznym umowom o wolnym handlu!

Traktorzystów, rolników i organizacje społeczeństwa obywatelskiego zainteresowane udziałem w tym wydarzeniu bądź pragnące je wesprzeć (podpisując wspólną deklarację rolników – do przeczytania tutaj) , prosimy o kontakt z Berit Thomsen (AbL): Email: thomsen@abl-ev.de, Tel: ++492381-9053172

*****

Informacje logistyczne:

  • Akcja odbędzie się na moście nad graniczną autostradą A3/E40 koło Lichtenbusch (dojazd przez E40, zjazd 40) w piątek 25 stycznia 2019 roku o godz. 11.30.
  • Program: Traktory i ludzie wraz bannerami zgromadzą się na moście, zostaną wygłoszone mowy odbędzie się symboliczne podpisywanie deklaracji rolników i konferencja prasowa.
  • Traktory nie mogą mieć przedniej ładowarki, przyczepy muszą muszą być puste, w przeciwnym razie nie będą wpuszczone na most.

źródło: European Coordination Via Campesina

za: Nyeleni Polska

Unia Europejska od lat promuje tzw. „gospodarkę obiegu zamkniętego”. W skrócie, Unia wspiera wszelkie inicjatywy, pośrednio i bezpośrednio, zmierzające do wprowadzenia na terenie krajów członkowskich takiego systemu gospodarczego, w którym maksymalnie zmniejsza się zużycie nowych surowców poprzez wytworzenie zamkniętych procesów produkcyjnych.

Tak więc odpady produkowane w ramach jednych procesów są wykorzystywane jako surowce w ramach innych, co minimalizuje ilość odpadów produkcyjnych, które pozostają niezagospodarowane. Przykładem zmiany myślenia o odpadach przez Brukselę jest decyzja o zakończeniu dotowania z pieniędzy unijnych wszelkich inwestycji, które nie realizują wspomnianej polityki – np. spalarni odpadów. Dzięki temu cenny surowiec pochodzący z odpadów nie będzie „szedł z dymem”.

Warto przypomnieć o zobowiązaniach, jakie zostały nałożone na Polskę w związku z przyjęciem przez europarlamentarzystów w kwietniu 2018 r. pakietu dotyczącego gospodarki w obiegu zamkniętym. Nowe prawo zakłada że 55% odpadów komunalnych do 2025 r. (cel ten wzrośnie do 60% do 2030 r. i 65% – do 2035 r.) będzie objęte recyklingiem, a do 2035 r. jedynie 10% odpadów komunalnych ma podlegać składowaniu. Aby spełnić tak wysokie wymagania, Polska musi bardziej efektywnie prowadzić, promować i rozwijać selektywną zbiórkę odpadów. W 2016 r. poziom recyklingu w Polsce wyniósł jedynie 28%. W 2020 r. powinien wynieść 50%, inaczej zapłacimy kary – i choć według Komisji Europejskiej zagrożonych jest aż 14 państw, to nie ma się co chwalić przynależnością do tego grona. Są państwa, które już teraz spełniają powyższe wymagania. Prymusem wśród państw europejskich jest Belgia – mniej niż 1% wyprodukowanych w tym kraju odpadów jest składowanych.

Przeciwdziałanie

W celu zintensyfikowania zmian w gospodarce odpadowej i aby zniwelować zaniedbania na polu recyklingu w naszym kraju, wprowadzono nowelizację ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz akty wykonawcze do ustawy. Przepisy obowiązujące od 1 stycznia 2019 roku wymuszają na samorządach implementację nowego systemu segregacji odpadów. System ten oparty będzie o 5 ścieżek strumieni odpadów (metale i tworzywa sztuczne, papier, szkło, bioodpady, zmieszane), a segregacja będzie wyglądać następująco:

  1. Niebieski kontener (worek lub nalepka) oznaczający papier – gazety i czasopisma, ulotki, czyste opakowania z papieru czy tektury, kartony, zeszyty;
  2. Żółty kontener (worek lub nalepka) oznaczający metale i tworzywa sztuczne – zgniecione butelki plastikowe, zakrętki od butelek czy słoików, puste opakowania, w tym plastikowe torebki, worki foliowe, kartony po sokach czy mleku, zgniecione puszki po napojach i żywności;
  3. Zielony kontener (worek lub nalepka) oznaczający szkło – butelki, słoiki, szklane puste opakowania;
  4. Brązowy kontener (worek lub nalepka) oznaczający bioodpady – odpady po owocach i warzywach, skorupki jaj, zwiędłe kwiaty czy rośliny doniczkowe, fusy po napojach. Należy pamiętać, że do tej frakcji nie wolno oddawać resztek kuchennych pochodzenia zwierzęcego, tłuszczu czy kości;
  5. Czarny kontener (worek lub nalepka) oznaczający odpady, których nie da się ponownie zagospodarować, a które określono jako odpady  zmieszane – resztki pochodzenia zwierzęcego, tłuszcze i kości, zużyte materiały higieniczne (w tym pieluchy), mokry i brudny papier, potłuczone szkło i ceramika, zawartość popielniczek.

Nie udało się jednak uniknąć chaosu. Wiele gmin jest wciąż nieprzygotowanych na zmiany. Jak informuje np. warszawski Ratusz, zmiany w systemie segregacji odpadów w stolicy będą wdrażane stopniowo. Obecnie używane pojemniki muszą zostać wymienione albo na nowo oznaczone. Dopóki w altanach śmietnikowych są trzy pojemniki, mieszkańcy mogą segregować odpady według dotychczasowego systemu, a przejście na nowy system potrwa przynajmniej parę tygodni.

Ministerstwo Środowiska chciało jeszcze pod koniec zeszłego roku zmiany rozporządzenia w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów. Zgodnie z tą propozycją, gminy miały zawrzeć kolejne umowy na odbiór odpadów na zasadach niezgodnych z rozporządzeniem, czyli obowiązujących do końca 2018 roku, na czas nie dłuższy niż do 1 stycznia 2020 roku. Projekt jednak nie opuścił Ministerstwa.

Stare umowy nawet do 2021 roku

Zgodnie z nowym rozporządzeniem, umowy o odbiorze odpadów komunalnych, które obowiązywały w chwili wejścia w życie nowych przepisów, zachowują ważność nie dłużej niż do 30 czerwca 2021 roku. Oznacza to, że w niektórych gminach zmiana sposobu odbioru i gospodarowania odpadami może nastąpić ze sporym opóźnieniem. Wszystko zależy od tego, kiedy gminy podpisywały umowy z odbiorcą odpadów. Nowe umowy podpisane po 1 stycznia 2019 roku muszą już spełniać wymagania stawiane w rozporządzeniu Ministra Środowiska.

Konsekwencje

„Nie segregowałem do tej pory, drogo mnie to nie kosztowało” – mogą pomyśleć niektórzy, szczególnie ci, którzy z góry zgłosili do urzędów gmin, że nie będą prowadzić selektywnej zbiórki odpadów. Jednak od nowego roku antyekologiczna postawa może uderzyć niektórych mieszkańców po kieszeni. Zacznie opłacać się segregować odpady, gdyż w życie wchodzą dotkliwe sankcje za brak lub nienależytą segregację.

Nowe przepisy wprowadzają znaczną różnicę między cenami za odbiór śmieci posegregowanych i zmieszanych. Niesegregowanie odpadów będzie kosztowało cztery razy więcej, niż ich sortowanie. Do tej pory rada gminy mogła określić wyższe stawki opłaty za odpady zmieszane w wysokości nie większej niż dwukrotność maksymalnej stawki opłaty za śmieci posortowane. Jeśli właściciel nieruchomości nie będzie segregować odpadów, mimo że złożył stosowną deklarację o takim zamiarze, to firmy odbierające odpady przyjmą je jako zmieszane i powiadomią o tym fakcie gminę.

Taka sytuacja budzi jednak spore kontrowersje. Założenie jest niewątpliwie słuszne – wysokie kary mają pokryć rzeczywiste koszty gmin, z jakimi wiąże się gospodarowanie i utylizowanie odpadów nieselektywnych. Problemem może być jednak, czy zapisy z ustawy będą możliwe do respektowania. Taka opłata o charakterze sankcyjnym spowoduje, że to po stronie organów gminy będzie istniał obowiązek udowodnienia, że warunki umowy zostały przez wytwarzającego odpady naruszone.

Gminy wychodzą z założenia, że w przypadku kontroli zabudowy wielorodzinnej podmiotem kontrolowanym jest administrator czy zarządca budynku, a w takim wypadku w chwili wykrycia nieprawidłowości to on powinien ponieść odpowiedzialność. Jednak jeżeli kontroler stwierdzi, że dochodzi do nagminnej nieprawidłowości w segregacji odpadów, trzeba będzie zastosować odpowiedzialność zbiorową i podwyższyć opłatę za odbiór odpadów dla wszystkich mieszkańców wspólnoty objętej sankcjami. To musi budzić sprzeciw mieszkańców.

Gminy podnoszą w tym miejscu swoje argumenty. Jeżeli właściciel nieruchomości zgłosi chęć prowadzenia selektywnej zbiórki i nie przestrzega reguł jej prowadzenia, gmina musi ponieść dodatkowe koszty. Najpierw śmieciarka wysłana po selektywne odpady stwierdza nieprawidłowości, a następnie musi przyjechać inny samochód po odpady zmieszane. A odpady selektywne nie są łatwiejsze w zagospodarowaniu – niższa stawka to jedynie zachęta dla mieszkańców, by prowadzili ich segregację.

Analizując nową politykę odpadową trzeba wziąć pod uwagę skalę prawdopodobnych problemów, możliwości kontroli, jakimi dysponują gminy, i przewlekłość postępowań (gdyż trzeba uwzględnić postępowanie odwoławcze od decyzji nakładającej sankcyjną stawkę do Samorządowych Kolegiów Odwoławczych). Do tego także problem zabudowy wielorodzinnej, których mieszkańcy muszą wspólnie segregować odpady. Konkluzja nie jest zbyt budująca – cele wprowadzanych zmian w polityce selektywnego odbioru odpadów będą bardzo trudne, jeżeli nie niemożliwe do osiągnięcia.

Zmiana kosztuje

Właściciele nieruchomości są zobowiązani, by samodzielnie wyposażyć swoje posesje w odpowiednie pojemniki do zbierania odpadów, chyba że gmina w wydanym przez siebie regulaminie utrzymania porządku i czystości w gminie zdecydowała inaczej. W takim wypadku samorząd odbije sobie koszty dostarczenia kontenerów – najpewniej w opłatach za odbiór odpadów.

Tak samo konieczne będzie przeprowadzenie zmian w pojazdach odbierających odpady czy w punktach odbioru. Wszystkie tez zmiany odczujemy w swoich portfelach.

Obowiązek niby jest, ale…

Jak zauważa część ekspertów, właściciel, który zadeklarował nieselektywną zbiórkę odpadów komunalnych nie jest zobowiązany do zmiany swojej deklaracji. Regulacje wprowadzone ustawowo są ze sobą niespójne. Niby zarówno ustawa o odpadach nakazuje prowadzenie zbiórki selektywnej, jednak ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach dopuszcza również zbiórkę nieselektywną, jednocześnie nakładając konsekwencje w postaci wyższej opłaty za odbiór niesegregowanych odpadów.

Żeby to zmienić, nie wystarczy jedynie zmiana rozporządzenia. W tym celu konieczna byłaby zmiana ustawy, która całkowicie uniemożliwiałaby prowadzenie zbiórki odpadów niesegregowanych. Również gmina aktem prawa miejscowego nie może nakazać mieszkańcom prowadzenia selektywnej zbiórki odpadów.

Co dalej?

A czy osoby, które segregują odpady będą mogły liczyć na korzyści ze swojej proekologicznej postawy? Niekoniecznie! Część ekspertów jest zdania, że wprowadzone zmiany będą wiązać się z konsekwencja zwiększenia opłat dla wszystkich mieszkańców – ze względu właśnie na zmniejszenie wpływów z opłat od mieszkańców, którzy dziś deklarują brak segregacji odpadów oraz koszty postępowań administracyjnych i odwoławczych.

Obecnie w ogóle brak jest zachęt, które przekonają obywatela do prowadzenia selektywnej zbiórki odpadów. Obywatel nie widzi korzyści w segregowaniu śmieci – rozumie, że musi się ich pozbyć, ale nie ma bodźca, by w uporządkowany sposób je utylizować.

Co zatem w sytuacji, kiedy ustawodawca chętnie rozdaje razy kijem, ale nie jest zbyt skory do nagradzania mieszkańców marchewką? Jak zachęcić obywateli do zbiórki selektywnej? Odpowiedź jest niezbyt atrakcyjna – edukacja.

Chaos który powstał na skutek zmian (co przy skali i skomplikowaniu całej operacji było nieuniknione) jest potęgowany przez brak jednolitej informacji wśród obywateli. I choć są gminy, które bardzo dobrze poradziły sobie ze zmianą i zadbały o komunikację wśród mieszkańców (np. Sosnowiec, Lublin), to generalnie brak jest jasnych i czytelnych komunikatów na poziomie krajowym.

Dlaczego edukacja nie jest atrakcyjna (szczególnie, gdy ambitne cele trzeba osiągnąć już za rok)? Bo na efekty szeroko zakrojonej kampanii edukacyjnej związanej z koniecznością prowadzenia racjonalnej polityki odpadowej trzeba poczekać co najmniej kilka lat. Ale czy istnieje alternatywa? Bez powszechnej edukacji skierowanej do obywateli efekty wprowadzanych zmian będą znacznie mniejsze, a mieszkańcy będą stawiać opór niezrozumiałym, odgórnie narzucanym rygorom i opłatom. Nie chodzi o to, by z obywatelem walczyć o zbiórkę selektywną, ale by mu uświadomić, jak ważna jest ona dla gospodarki odpadowej, a co za tym idzie dla środowiska, zdrowia mieszkańców i poziomu ich życia.

Przykładem świetnie obrazującym ten problem są sytuacje, kiedy poszczególne frakcje odpadów odbierane są przez jeden samochód. W powszechnej świadomości utarło się, że oznacza to po prostu zmarnowanie wysiłku segregacji, podczas gdy nowoczesne śmieciarki często wyposażone są w więcej niż jedną komorę. Bywa też, że do odbioru różnych frakcji, odbieranych w różne dni, przyjeżdżają jednakowo oznakowane samochody, co jest mylące dla obserwatorów.

Dla zwiększenia zaangażowania obywateli w segregację odpadów potrzebne jest uwiarygodnić w ich oczach, że gospodarka odpadami jest skuteczna i legalna. Medialne doniesienia o działalności różnego rodzaju oszustów, mafii śmieciowej, kradzieżach segregowanych odpadów czy pożarach składowisk nadwerężyło zaufanie obywateli do całej branży. Trzeba też wytworzyć nawyk segregacji, którego b. wielu ludziom brak. Dlatego edukacja powinna być zmasowana i prowadzona wieloetapowo, zaczynając od edukacji przedszkolnej i szkolnej, a następnie poprzez kampanie społeczne, najlepiej z udziałem TV, i działalność informacyjną prowadzoną przez władze lokalne.