Wielka debata polityków, kandydatów i kandydatek do Parlamentu Europejskiego oraz ekspertów i ekspertek 12 dni przed wyborami!
Data: środa, 15 maja 2019 r., godz. 11:00 – 13:30
Miejsce: Centrum Prasowe Foksal, ul. Foksal 3/5, 00-366 Warszawa

„Błagam polityków, by wreszcie pomyśleli o naszej przyszłości” – apelowała Greta Thunberg, 16-letnia Szwedka, która potrafiła obudzić wielkie rzesze młodych ludzi na całym świecie. W Polsce powstały inicjatywy takie jak Strajk dla Ziemi, Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Extinction Rebellion czy Obóz dla Klimatu.

Czy wszyscy zginiemy?!

Według raportu IPCC dzieli nas zaledwie kilkanaście lat od katastrofy. Czy może jest jeszcze ostatnia szansa, aby temu zaradzić? Jedno jest pewne: jeśli chcemy przetrwać na Ziemi, musimy podjąć natychmiastowe działania.

Na wielkiej debacie w czasie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego zapytamy kandydatów i kandydatki oraz ekspertów o energetyczną przyszłość Polski, ponieważ uważamy, że sektor produkcji energii ma kluczowy wpływ na życie i bezpieczeństwo na Ziemi.

  • Czy Polska odejdzie od węgla do 2035 r.?
  • Jak budować energetykę obywatelską i rozproszoną?
  • W jaki sposób do 2050 r. doprowadzić do miksu energetycznego 100% odnawialnych źródeł energii?
  • Czy politycy mają pomysły na skuteczne zmiany w prawie?
  • Jak budować energetyczną przyszłość Polski i zapobiegać zmianie klimatu?

Do tej pory swój udział w debacie potwierdzili:

  • prof. Jan Popczyk, Politechnika Śląska, ekspert ds. energetyki
  • Urszula Zielińska, Partia Zieloni, Koalicja Europejska, kandydatka do PE
  • Maciej Wereszczyński, Extinction Rebellion
  • Anna Mucha, Platforma Obywatelska, Koalicja Europejska, posłanka na Sejm i kandydatka do PE
  • Tomasz Terlecki, Wiosna Roberta Biedronia, kandydat do PE
  • Andrzej Rozenek, Sojusz Lewicy Demokratycznej
  • Mieczysław Kasprzak, Polskie Stronnictwo Ludowe, poseł na Sejm
Zgłoszenie chęci uczestnictwa należy kierować na adres:e-mail: ppomian@eko.org.pl  
Wydarzenie na Facebooku: https://www.facebook.com/events/2331023840507619/

Organizator: Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA

KONTAKT: Paweł Pomian menedżer ds. PR / członek zarządu

ppomian@eko.org.pl

Ponad pięćset osób z Polski, Czech i Niemiec protestowało przeciwko powiększaniu kopalni odkrywkowej węgla brunatnego PGE Turów. Powstał międzynarodowy łańcuch ludzi na styku granic trzech państw. W niedzielę odbył się międzynarodowy protest, zorganizowany przez Fundację „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”, Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, a także czeski i niemiecki Greenpeace oraz organizacje „Limity jsme my” i „Chráníme vodu”.

(więcej…)

W wieku 81 lat zmarł profesor Karol Modzelewski, jeden z ojców założycieli III Rzeczypospolitej – historyk i polityk, mediewista, profesor nauk humanistycznych, działacz opozycji w okresie PRL. Karol Modzelewski był pierwszym rzecznikiem prasowym Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” i pomysłodawcą przyjęcia nazwy „Solidarność” dla ruchu, który powstał w sierpniu 1980.

(więcej…)

Decyzja została podjęta, nie zadowoli wszystkich, ale lepsza taka decyzja niż żadna. Strajk trwa, nie zakończył się, jednak czy nauczyciele do niego powrócą? Mówi się o zawieszeniu do września. Jedni krzyczą: „Zdrada!”, inni mówią „Rozsądna decyzja”. Jedni deklarują powrót do strajku w przyszłym roku szkolnym, inni mówią, że to koniec. Co będzie? Czas pokaże.

Może najpierw należałoby się zastanowić, co by było gdyby strajk nie został zawieszony? Niektóre szkoły już teraz kwestionowały zasadność dalszego protestu, inne chciały wytrwać do zakończenia matur. Wszyscy widzieli co się dzieje – kompletną obojętność ze strony rządowej… Trzymaliśmy w ręku ostatni oręż – klasyfikację maturzystów. Widzieliśmy wczoraj, że rząd miał na ten scenariusz odpowiedź – ustawa maturalna, która zamieniłaby ten egzamin w cyrk. Znacznie większy aniżeli egzamin ósmoklasisty… Decyzją ZNP przerwany został ten spektakl absurdu, za który odpowiada w 100% rząd, ministra edukacji i partia rządząca.

Jednak niezadowolenie jest faktem. Obecny strajk to największy zryw nauczycieli w XXI wieku, nauczyciele dokonali tego, czego nikt się po nich nie spodziewał (łącznie ze mną) – zjednoczyli się. Szkoda tego entuzjazmu. Wielu narzeka na obecnie działające związki oświatowe, że nie dały rady. Z pewnością szwankowała komunikacja, a przekaz, który płynął do społeczeństwa, był zbyt niejednoznaczny. Związki nie przewidziały pewnych sytuacji, a skala strajku chyba przerosła nasze wyobrażenie. Jednak jak mantrę powtórzę po raz setny, że słabość związków wynika ze słabego zaangażowania środowiska w pracę związkową, która nie czarujmy się – jest pracą społeczną i pochłania wiele czasu prywatnego. Bunt na portalach społecznościowych wygląda imponująco, ale potem trzeba działać u podstaw, agitować swoje środowisko, poświęcać czas, narażać się dyrektorom za mgliste korzyści z tego płynące… To dlatego w mediach społecznościowych wrze, a wśród działających już od dawna w organizacjach nauczycielskich, nastroje są bardziej stonowane. Spójrzmy prawdzie w oczy, ciężko kopać się z koniem. Ciężko dyskutować z kimś, kto nie chce rozmawiać. Ciężko ustalić coś z kim, kto nie chce zbyt wiele ustalić, bo wydane na nauczycieli pieniądze nie wrócą w postaci głosów… Dlatego w tym momencie nie jest to zła decyzja.

Każdy kogo obecna sytuacja oburza powinien jesienią być gotowy do kontynuowania protestu. Istnieją argumenty, które za tym przemawiają. Teraz wegetowalibyśmy do wakacji, bo jak widać rządu nie obchodzi fakt, że dzieci nie chodzą do szkoły. Jesienią wejdziemy ze swym protestem w środek kluczowej dla Polski kampanii wyborczej. Obecnie rządzący lekceważą nauczycieli, bo mają dobre wyniki sondażowe. Czy jesienią nadal będą w tej komfortowej sytuacji? Wiele w tym czasie może się wydarzyć… Jednak zaproponowałbym inną datę wznowienia protestu. Początek października. Siłą rzeczy staniemy się tematem rozmów polityków, gdyż kampania będzie już w zaawansowanym stadium. Nie będzie można nas nie zauważyć… Początek października to też czas, gdy nauczycieli łatwiej zmobilizować, aniżeli tuż po powrocie z urlopów, kiedy nawet nie będzie czasu aby porozmawiać w szkole i pomiędzy szkołami.

Istnieją też znaki zapytania, czynniki mogące sprawić, że jesienią się nie uda. Część nauczycieli może przyjąć postawę rezygnującą, bo stwierdzą, że nic nie wywalczyli w okresie egzaminów, to jesienią już na pewno się nie uda. Część, szczególnie młodych nauczycieli, na fali zawiedzionych nadziei, w ogóle nie przystąpi do pracy jesienią, gdyż będą szukać pracy w innych zawodach. Jest też niebezpieczeństwo innego rodzaju, że wydrenowany przez rozdawnictwo budżet będzie w jeszcze gorszym stanie niż dziś. To realne. Może też stać się tak, że w międzyczasie rząd postawi nas przed kolejnymi faktami dokonanymi, typu uzgodnione w czasie okrągłego stołu zwiększone pensum, ujęte w ramy prawne i podpisane przez zawsze gotowego prezydenta…

Konia z rzędem temu, kto przewidzi co będzie jesienią. Będziemy po wyborach do parlamentu europejskiego, więc sytuacja polityczna w Polsce będzie bardziej klarowna niż dziś. W Europie jest niespokojnie i czasem wydarzenia zewnętrzne wpływają na podejmowane w kraju decyzje… Czy zdarzy się coś co oddali lub przybliży rozmowę o polskiej oświacie? Są też czynniki od nas niezależne, jak chociażby trwająca susza. Czy jeśli ocieplający się klimat przyniesie nam suche, lub obfitujące w klęski żywiołowe lato, to nie zdominuje to debaty publicznej, odsuwając problemy oświaty na drugi plan? Pożyjemy – zobaczymy…

Co będzie jeśli nauczyciele nic nie wywalczą? Na pewno będą bardzo rozżaleni, może to wpłynąć na ich stosunek do pracy, na motywację. Może faktycznie dopasują się do jakże krzywdzącego stereotypu i zaczną naprawdę pracować po 18 godzin? Może zaczną strajk włoski? Może szkołę potraktują jak płatnika zusowskich składek i zaczną podejmować dodatkową pracę? Może stwierdzą, że skoro za tę gigantyczną pracę, którą wykonują poza lekcjami, nie otrzymują wynagrodzenia, to po prostu przestaną ją wykonywać? Może, może, może… Jednak wszystko to będzie ze szkodą dla jakości nauczania, dla poziomu… Jest to całkiem realne, ale nie może być inaczej, skoro pracodawca marnie płaci i lekceważy pracownika… A następcy nie przyjdą. Nie za takie pieniądze i przy takich wymaganiach… Rząd miał okazję zrobić coś fajnego, poprzez wyższe płace podnieść atrakcyjność zawodu nauczyciela, wzmóc tym samym konkurencję i uzyskać efekt pozytywnej selekcji do zawodu… Nie skorzystał z tej możliwości. Może faktycznie głupim społeczeństwem łatwiej się rządzi, więc nie warto inwestować w nauczycieli?

Ministerstwo Środowiska 24 kwietnia 2019 r. przedstawiło zamiar aneksowania planów urządzenia lasu dla nadleśnictwo Białowieża, Browsk i Hajnówka. Według deklaracji Ministerstwa „Zaprezentowane propozycje przekazujemy zgodnie z właściwościami do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Jednocześnie rozpoczynają się konsultacje publiczne”. Jednak jak dotąd żaden materiał nie został udostępniony do konsultacji publicznych.

W swoim komunikacie prasowym i upublicznionej prezentacji z konferencji Ministerstwo deklaruje, że aneksy zwiększyłyby pozyskanie drewna z trzech wymienionych nadleśnictw łącznie o 155 tys. m3. Z prezentacji Ministra wynika, że 3% tej wielkości miałoby być zrealizowane w nadleśnictwie Białowieża; 27% to uprzątnięcie martwych i zamierających drzew z terenu i sąsiedztwa położonej w Puszczy jednostki wojskowej w Nieznanym Borze; 7% miałoby być pozyskane z cięć bezpieczeństwa z 50-metrowej strefy od dróg i szlaków w ndl. Browsk i Hajnówka, 14% to usunięcie wiatrołomów w ndl. Hajnówka; 1% to wykonanie zadań z planu ochrony obszaru Natura 2000, 4% to wykonanie pozostających zadań z planów urządzenia lasu, zaś 72% zwiększonego pozyskania miałoby być w ogóle wykonane poza kompleksem Puszczy Białowieskiej. Nam po podsumowaniu tych liczb wychodzi 128%.

Ministerstwo deklaruje, że wszystkie te cięcia miałyby zlokalizowane tylko w „strefie III” UNESCO, tj. tam gdzie w strefowaniu Obiektu Światowego Dziedzictwa nie wykluczono pozyskiwania drewna. Nowy aneks dla nadleśnictwa Białowieża anulowałby dotychczasowy aneks przyjęty niezgodnie z prawem europejskim. Ministerstwo deklaruje również, że proponowane aneksy w pełni wykonywałyby wyrok TSUE C-441/17 sprzed roku (wyrok w jednym z punktów dotyczył jednak także procedury oceny planów urządzania lasu na środowisko, a nic nie wiadomo, by ją ulepszono).

Wyrok TSUE w/s Puszczy Białowieskiej:

http://curia.europa.eu/juris/document/document.jsf?text=&docid=201150&pageIndex=0&doclang=PL&mode=req&dir=&occ=first&part=1&cid=4219965

Źródło: Klub Przyrodników

—–

W dniu 1 czerwca 2018 roku Komisja Europejska opublikowała propozycję budżetu Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) po roku 2020. Informacja ta dotyczy nas wszystkich, nie tylko właścicieli gospodarstw rolnych i mieszkańców wsi. To jakie będzie rolnictwo, ma znaczenie dla nas i naszych dzieci, gdyż decyduje o tym, co jemy, ale też o jakości naszego środowiska naturalnego: wód, powietrza, roślin, zwierząt i gleb oraz o jakości życia na wsi.

Dotychczasowa, forsowana przez ekonomistów i część polityków wizja rolnictwa opartego o wielkie gospodarstwa rolne, używające wyspecjalizowanych maszyn i znacznej ilości środków agrochemicznych (nawozów, herbicydów, pestycydów), uzyskujące duże plony z hektara przy zatrudnieniu niewielu pracowników, okazuje się szkodliwa z punktu widzenia środowiskowego, zdrowotnego, a nawet społecznego. ONZ i Unia Europejska od dawna próbują odwrócić tę tendencję i skierować rolnictwo na tory bardziej zrównoważone, z niewielkim jak dotąd skutkiem. Jest też wiele ruchów oddolnych i organizacji na świecie, które przeciwstawiają się dalszemu uprzemysławianiu rolnictwa.

Wiadomo już, że budżet UE po r. 2020 będzie mniejszy niż dotąd, siłą rzeczy spadną też wydatki na rolnictwo. Szacuje się, że Polska wieś otrzyma 27 miliardów euro. To mniej niż dotychczas, ale wciąż solidny zastrzyk finansowy. Z zaprezentowanych przez KE założeń wynika, że poszczególne państwa członkowskie będą miały większą samodzielność i odpowiedzialność niż dotąd w dzieleniu pieniędzy z WPR. Na jaką zatem wizję powinna postawić Polska? Jaki model rolnictwa powinna wspierać i rozwijać u siebie i w ramach wspólnoty?

Nadal mamy relatywnie mniejsze gospodarstwa o bardziej urozmaiconej produkcji niż w większości krajów rozwiniętych, nasze gleby są wciąż mniej skażone niż tam, gdzie rolnictwo jest od dawna intensywne, jakość naszej żywności wydaje się wciąż wyższa, a dane mówią, że wciąż proporcjonalnie więcej ludzi pracuje u nas w rolnictwie. Z tego właśnie powinniśmy uczynić nasz atut, prowadząc i popierając taką politykę, która pozwoli na to, by model zrównoważonego rolnictwa stał się bardziej opłacalny ekonomicznie i wart naśladowania.

Decyzje i działania należy podejmować szybko. W polskich rozmowach na temat przyszłości wsi najczęściej pojawia się jedna wizja: ciągnące się po horyzont pole pszenicy czy kukurydzy, a na nim potężny wydajny kombajn. Przemysłowy, wielkoobszarowy model rolnictwa przedstawiany jest jako jedyny uzasadniony ekonomicznie. Na północnym zachodzie Polski, ale też coraz bardziej w reszcie kraju, takie gospodarstwa zaczynają dominować. Nie postulujemy ich likwidacji, byłoby to zbyt radykalne, jednakże zalecamy taką politykę i systemy wsparcia, które wesprą i spopularyzują gospodarstwa mniejsze, wielobranżowe, bardziej ekologiczne.

Model rolnictwa przemysłowego, stworzony w czasie, gdy Europa podnosiła się z szoku i głodu powojennego, wyczerpuje się na naszych oczach. U jego podstaw leżało założenie, że w rolnictwie przemysłowym opartym o monokultury należy w maksymalny sposób wykorzystać zasoby danego gospodarstwa (ziemię i pracę), przy minimalizacji innych kosztów. Wdrażając taki sposób myślenia, pominięto kwestie środowiskowe, zdrowotne, a także społeczne.

Rzeczywiście nakarmiono Europę, jednak negatywne skutki szybko zaczęły dawać o sobie znać, gdyż takie rolnictwo wymaga stosowania dużej ilości środków ochrony roślin i innych chemicznych ”przyspieszaczy” naturalnych procesów wzrostu. Ich bezkrytyczne i stale rosnące wykorzystanie wywołuje negatywne skutki: degradację i wyjaławianie gleb, zanieczyszczanie wód gruntowych, rzek i Bałtyku, prowadzące do powstawania stref beztlenowych, szybką utratę różnorodności biologicznej. Coraz częściej docierają do nas takie informacje, jak ta z maja br., że w wyniku zatrucia chemią rolniczą zginęło ponad 10 milionów pszczół z kilkudziesięciu pasiek w województwie pomorskim i setki tysięcy dzikich zapylaczy. To nie była odosobniona sytuacja. W raporcie Greenpeace z 2017 można przeczytać, że zagrożonych jest od 25% do 68% wszystkich gatunków dzikich pszczół w Europie Środkowej, a chemiczne środki rolnicze są jednym z głównych winowajców.

Rosnąca liczba dużych, monokulturowych gospodarstw nie pozostaje bez wpływu na wiejskie społeczeństwo: przyczynia się do zmniejszania zatrudnienia, nie tylko w samym rolnictwie, ale i w działach powiązanych, takich jak drobne przetwórstwo. To zaś wiąże się z zanikaniem lokalnych tradycji i wyludnianiem się obszarów wiejskich, szczególnie położonych z dala od dużych miast.

Rozwój wielkoobszarowego rolnictwa przemysłowego powoduje też wzrost nierówności dochodowych wśród rolników, wypierając tych mniejszych. W przybliżeniu 80% europejskich gospodarstw o najniższych dochodach otrzymuje jedynie 25% ogólnej sumy unijnych dotacji. Natomiast 10% rolników z najwyższymi dochodami dostaje aż 55% tej sumy. W Polsce około 93% rolników uzyskuje 60% środków i są to kwoty poniżej 5 000 euro rocznie, natomiast ok. 7% największych gospodarstw otrzymuje aż 40% środków. W ten sposób 1/7 całego budżetu rolnego UE trafia do 750.000 dobrze sytuowanych gospodarstw. Dalsze powiększanie areału gospodarstw będzie tylko ten stan pogłębiać.

Nie możemy patrzeć na rolnictwo tylko od strony ekonomii. Zapewniając rolnikom godziwe dochody, rolnictwo musi też pełnić szereg innych istotnych funkcji: dostarczać odpowiedniej ilości dobrej jakościowo żywności (bezpieczeństwo żywnościowe), chronić różnorodność biologiczną i zasoby naturalne (nie niszczyć ich i umożliwiać ich odnawianie), dbać o urozmaicony krajobraz. Powinno też przyczyniać się do tworzenia miejsc pracy (również w swoim otoczeniu, np. w przetwórstwie) i służyć utrzymywaniu żywotności społecznej i kulturowej obszarów wiejskich. Zrównoważone rolnictwo to takie, które dba o wszystkie te funkcje. Teoretycznie wiele programów w ramach WPR ma wspierać model zrównoważony, jednak analizy badaczy, m.in. z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERGŻ), dowodzą, że mimo wdrażania tych programów przewaga ekonomiczna gospodarstw wysokospecjalistycznych nad pozostałymi stale rośnie, czyli wydatki na cele środowiskowe nie przynoszą pożądanych efektów.

Dlatego Wspólna Polityka Rolna po 2020 r. powinna być zbudowana na nowych relacjach człowiek – natura, wyznaczanych przez współzależność, a nie dominację. Rolnictwo powinno wrócić do swoich korzeni, do racjonalnego wykorzystania zasobów z poszanowaniem naturalnych cyklów, dbając o jakość życia ludzi i zwierząt. To nie jest romantyczna mrzonka, to pragmatyczna konieczność. Nie stać nas na dalsze marnowanie zasobów nieodnawialnych. Dobre rozwiązania już istnieją i są wdrażane, wystarczy je upowszechniać i wspierać.

Rolnictwo ekologiczne to jedna z podstawowych odpowiedzi. Ekologiczny system gospodarowania wzmacnia przyrodnicze mechanizmy produkcyjne poprzez stosowanie środków naturalnych, zapewnia żyzność gleby i dobrostan zwierząt, zarówno hodowlanych, jak i dzikich. Sprzyja też utrzymaniu genetycznej różnorodności organizmów, a także kształtowaniu i pielęgnowaniu bogatego krajobrazu rolniczego. Ważny jest też korzystny wpływ żywności ekologicznej na zdrowie konsumentów. Rolnictwo ekologiczne wzmacnia też żywotność obszarów wiejskich, np. poprzez zwiększanie dochodów rolniczych, wzrost zatrudnienia i tworzenie zbiorowej dynamiki pozytywnej zmiany.

W Polsce, w porównaniu do innych krajów UE, ten sektor rozwija się bardzo wolno. Najwyższa Izba Kontroli zwraca uwagę, że Polska ma warunki, by stać się ważnym graczem na rynku sektora rolnictwa ekologicznego w UE, niestety do tej pory szansa ta jest w niewielkim stopniu wykorzystywana. Podczas gdy w innych krajach powierzchnia upraw ekologicznych rośnie, u nas się kurczy – obecnie obejmują one mniej niż 2% powierzchni rolnej, gdy np. w Finlandii w 2016 było to 9%. Wydajemy też zdecydowanie mniej na produkty ekologiczne niż unijni konsumenci. W Polsce jest to ok. 4 euro rocznie na osobę, gdy średnia europejska wynosi 44 euro, a średnia światowa – 11 euro. Przyczyn takiej sytuacji jest wiele i nie można ich sprowadzać tylko do kwestii finansowych (choć odgrywają one ważną rolę). Wynika to m.in. z braku informacji o zaletach żywności ekologicznej, braku doradztwa i szkoleń specjalistycznych, często zmieniających się regulacji prawnych, słabej dostępności tej żywności na rynku itp.

Instytucje publiczne powinny też wspierać różne formy rolnictwa zrównoważonego w gospodarstwach konwencjonalnych, wykorzystując innowacje, które pozwalają ograniczać zużycie zasobów naturalnych i środków chemicznych, podnosić poziom dobrostanu zwierząt i dostosowywać systemy produkcji do nowych warunków klimatycznych.

Należy też wspomagać oddolne inicjatywy współpracy rolników z konsumentami, skracać łańcuchy żywnościowe, wspierać rozwój produktów lokalnych, działania edukacyjne i pomoc w formalnym organizowaniu się rolników, m.in. w grupy producenckie. Utrzymujący się w Polsce niski poziom kapitału społecznego na obszarach wiejskich jest istotną przyczyną, dla której powyższe działania są nieliczne. Powinny one być wspierane szerzej i w sposób systemowy.

Trzeba jednak jasno podkreślić: postulat wdrażania zrównoważonego rolnictwa nie oznacza, że należy wspierać wszystkie małe gospodarstwa. Z badań wynika bowiem, że choć największe gospodarstwa, zwłaszcza monokulturowe, najbardziej zagrażają środowisku, to jednak wiele z tych małych również bywa szkodliwych. Należy wśród nich promować bardziej zrównoważone praktyki.

Pierwsze propozycje nowego kształtu WPR po r. 2020 budzą pewien niepokój. Duży nacisk finansowy na dopłaty bezpośrednie, czyli tzw. I filar, z możliwością przesuwania kwot z filaru II (tzw. „rolno-środowiskowego”[1]), duża swoboda w dysponowaniu środkami przez poszczególne kraje członkowskie, to tylko niektóre elementy, które mogą prowadzić do dalszego uprzemysławiania rolnictwa. Wprawdzie Komisja Europejska zapowiada kontrolę wydatków i realizacji celów środowiskowych, ale warto, by przyglądały się temu również organizacje pozarządowe i konsumenci.

Oto kilka konkretnych rozwiązań dla WPR po 2020 r., które sprzyjają rozwojowi zrównoważonego rolnictwa i które Polska powinna wspierać na poziomie unijnym i wdrażać w swojej polityce:

  • Ograniczenie dotacji dla największych gospodarstw, w tym możliwości przesuwania środków z II filaru na filar I. Pieniądze powinny iść głównie na cele związane z przeciwdziałaniem niekorzystnemu wpływowi produkcji rolnej na środowisko i dalszemu wyludnianiu się wsi, wspieraniu małych i średnich gospodarstw, podnoszeniu jakości życia mieszkańców wsi.
  • Wsparcie rozwoju krótkich łańcuchów żywnościowych; ograniczenie liczby pośredników. Powoduje to, że rolnicy mają większy dochód nawet z niewielkich gospodarstw, a równocześnie zapewnia dobre ceny dla konsumentów, nie rezygnując z wysokiej jakości żywności.
  • Większe środki powinny zostać przeznaczone na rozwój rolnictwa ekologicznego, z tym że obok jego funkcji środowiskowej należy wzmacniać funkcję produkcyjną: dopłaty należy powiązać z produkcją na rynek.
  • Duży agrobiznes nie potrzebuje wsparcia, zatem dopłaty powinny być uzależnione od tego, czy rolnicy podejmują rzeczywiste działania na rzecz ochrony środowiska i zasobów naturalnych.
  • Jeżeli proponowany przez KE „ekoprogram” pozostanie obowiązkowy dla krajów członkowskich, ale dobrowolny dla rolników, Polska musi wprowadzić zachęty dla rolników, by go realizowali.

Z wypowiedzi premiera Morawieckiego wynika, że 4 miliony hektarów upraw roślinnych (z 14) jest, już w tej chwili, dotknięte skutkami suszy. Bez zmiany myślenia o polityce rolnej takie sytuacje będą coraz częstsze. W dotychczasowych politykach Polski i całej UE działania podejmowane w kierunku uwzględnienia innych niż tylko produkcyjno-ekonomiczny wymiar rolnictwa nie przyniosły zadowalających efektów. Może to wynikać z niedocenienia wagi zrównoważonego rozwoju przez społeczeństwo i decydentów. Potwierdzają to słowa wypowiedziane publicznie na debacie o przyszłości wsi przez jednego z polskich europosłów: „oby zrównoważenie nie zarżnęło nam rolnictwa”. To wypowiedź zdumiewająca. Należałoby raczej powiedzieć: „oby rolnictwo nie zarżnęło nam zdrowia, środowiska i klimatu…”

[1]
I filar – dopłaty bezpośrednie dla rolników, jest w całości finansowany z budżetu UE

II filar, związany z rozwojem obszarów wiejskich, jest współfinansowany przez środki krajowe lub lokalne

 

Międzynarodowy Łańcuch ludzi – 28.04. to sporej rangi międzynarodowe wydarzenie dotyczące największego truciciela na Dolnym Śląsku – czyli kopani odkrywkowej i elektrowni Turów w Bogatyni. Wydarzenie odbędzie się w „Worku Turoszowskim” – w miejscu, gdzie zbiegają się granice Polski, Czech i Niemiec. Aktywiści zapraszają osoby do stworzenia łańcucha z osób stojących w kręgu na terytorium wszystkich trzech państw.

Organizatorzy apelują:

Stwórz razem z nami międzynarodowy ludzki łańcuch, aby przeciwstawić się powiększeniu kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów. Łańcuch połączy symbolicznie wszystkie trzy państwa – Czechy, Polskę i Niemcy. Podkreślimy w ten sposób, że żyjemy wspólnie na jednej planecie, a jeśli ją zniszczymy, będzie to problemem dla nas wszystkich. Oto powody, aby wziąć udział:

Kopalnia Turów ma już dziś bezpośredni wpływ na ogromne zniszczenie wód gruntowych, które są wypompowywane podczas wydobywania węgla brunatnego. Niedoborami wody zagrożonych jest około 30 000 mieszkańców miast Hrádek nad Nisou, Frýdlant i innych czeskich miejscowości. Kolejne powiększanie i pogłębianie kopalni grozi stratą źródeł pitnej wody dla mieszkańców i przyrody.

Ekspansja kopalni i spalanie węgla brunatnego w celu produkcji energii elektrycznej jest już dziś nie do przyjęcia. W czasach, gdy wszyscy odczuwamy konsekwencje zmian klimatu, powiększanie kopalni jest drwiną i gwoździem do trumny. Musimy jak najszybciej zmierzyć się z tym zagrożeniem.

Kopalnia Turów posiada ważne zezwolenie na wydobywanie węgla do roku 2020. Jednak właściciel kopalni – polska spółka Skarbu Państwa PGE stara się uzyskać kolejne zezwolenie, aby po wygaśnięciu aktualnego zezwolenia, kontynuować wydobywanie węgla. W procesie Oceny oddziaływania na środowisko (EIA) mogą się temu planowi sprzeciwić wszyscy ludzie z Czech, Niemiec i Polski!

Mieszkańcy okolic odkrywki spotkają się w niedzielę, 28 kwietnia o godzinie 14:00 w „Worku Turoszowskim” – w miejscu, gdzie zbiegają się granice Polski, Czech i Niemiec i utworzą tzw. łańcuch ludzki – szereg osób stojących w kręgu na terytorium wszystkich trzech państw. Na miejscu będzie można podpisać list otwarty do polskiego rządu, komentujący proces Oceny oddziaływanie na środowisko (EIA) oraz wysłuchać przemówień na temat bieżącej sytuacji.

Wydarzenia na Facebooku (tam znajduje się więcej informacji):
– Wydarzenie międzynarodowe: https://www.facebook.com/events/663705240752884/
Z Wrocławia pojedzie bezpłatny autokar. Wyjazd z Wrocławia: https://www.facebook.com/events/1159195477584903/

Demonstrację ze strony czeskiej organizuje ruch Limity jsme my lokalne stowarzyszenie Chráníme vodu, z.s. (Chronimy wodę) z czeskiego miasta Hrádek nad Nisou i Greenpeace Česká republika. Z zespołów polskich i niemieckich uczestniczą organizacje Fundacja Rozwój TAK – Odkrywki NIE oraz EKO-UNIA Spotkanie jest pokojowe i legalne.
MAPA: https://goo.gl/maps/YMf392m46HQ2

W ramach globalnej kampanii na rzecz zmniejszenia produkcji plastiku jednorazowego użytku aktywistki i aktywiści Greenpeace przywieźli dziś pod siedzibę Nestlé Polska 350 kg plastikowych odpadów. Tyle opakowań jednorazowego użytku Nestlé produkuje w ciągu 5 sekund. Jednocześnie na elewacji budynku, w którym znajduje się siedziba Nestlé Polska, ekolodzy przykleili dużych rozmiarów transparent z napisem “#tochybatwoje, Nestlé”.

Dzisiejsza akcja to część międzynarodowej kampanii, której celem jest skłonienie Nestlé do zmniejszenia produkcji plastikowych opakowań jednorazowego użytku. Koncern Nestlé, największa firma w branży spożywczej na świecie, sprzedaje dziennie około miliarda produktów, z tego 98 proc. w opakowaniach jednorazowych. Ilość plastiku zużytego przez koncern w 2018 roku wyniosła 1,7 mln ton. To o 13 proc. więcej niż w 2017 roku.

– Świat dotknęła plastikowa epidemia, a jedynym lekarstwem, które może ją zwalczyć, jest ograniczenie produkcji tworzyw sztucznych jednorazowego użytku. Dotychczasowe deklaracje Nestlé są niewystarczające w stosunku do skali problemu, jaki firma generuje, pakując swoje produkty w tony plastiku. Choć koncern zapewnia, że zauważa problem, to cały czas nie zadeklarował jednoznacznie zmniejszenia ilości plastiku i zerwania z kulturą jednorazowości. Oczekujemy, że Nestlé w najbliższym czasie, zamiast roztaczać wizje o poprawie recyklingu i lepszych opakowaniach jednorazowych, jasno określi, kiedy i o ile zmniejszy ilość plastiku wprowadzanego na rynek – powiedziała Magdalena Figura z Greenpeace.

Pod międzynarodowym apelem do największych korporacji odpowiedzialnych za produkcję plastikowych odpadów podpisały się już ponad 3 mln osób na całym świecie. Jednocześnie w wielu krajach odbywają się akcje zwracające uwagę opinii publicznej na skalę problemu, którego znaczącą częścią jest produkcja plastikowych opakowań jednorazowego użytku przez Nestlé. W czwartek 11 kwietnia aktywistki i aktywiści Greenpeace zjawili się na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Nestlé w Lozannie. W środę 16 kwietnia dostarczyli pod główną siedzibę Nestlé w Szwajcarii 20-metrową bestię wykonaną z plastikowych odpadów, a na budynku rozwiesili ogromny transparent z hasłem “Nestlé, stop single use” (“Nestlé, porzuć jednorazowy plastik”).

Greenpeace domaga się od Nestlé udostępniania dokładnych danych dotyczących ilości wykorzystywanych plastikowych opakowań, przedstawienia konkretnych planów zmniejszenia ich zużycia oraz inwestowania w nowe sposoby dostarczania produktów do klientów. Petycję w tej sprawie można znaleźć pod adresem act.gp/plastik

Źródło: Greenpeace

Koniec cierpienia zwierząt futerkowych w Niemczech. Ostatnia niemiecka ferma zwierząt futerkowych w Rahden została zamknięta.

W 2017 roku niemiecki rząd wprowadził przepisy, zakazujące hodowli zwierząt futerkowych w całym kraju. To efekt wielu protestów, petycji i kampanii różnych organizacji broniących praw zwierząt.

„Ostatnie niemieckie gospodarstwo futrzarskie zamknięte po pięcioletniej transformacji. Nowa ustawa wymaga bardziej rygorystycznych przepisów regulujących hodowlę zwierząt futerkowych i sprawia, że hodowla zwierząt futerkowych staje się nieopłacalna dla rolników. Zakazy hodowli zwierząt futerkowych i surowsze przepisy, które nieuchronnie powodują zamknięcie placówek, stają się coraz bardziej powszechne” – oświadczyła organizacja People for the Ethical Treatment of Animals (PETA).

Hodowcy, którzy odwoływali się w sądzie przeciwko nowym przepisom, uzyskali tylko odsunięcie w czasie. Na fermie w Rahden żyło ok. 5000 norek w ciasnych klatkach. Zamykając ostatnią fermę Niemcy dołączają do państw, w który nie ma już farm futrzarskich. Jest to symboliczny akt, ponieważ cierpienie zwierząt dla futer, będzie kontynuowane w innych krajach. Dlatego ważne jest zwracanie uwagi na to, dzięki komu fermy futrzarskie są utrzymywane. Wszelkiego rodzaju dodatki z prawdziwego futra w kurtkach i płaszczach są dziś bardziej popularne niż kiedykolwiek. Całe futra zostały wyparte z mody, ale zostały niestety dodatki. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dla tych dodatków cierpią i umierają zwierzęta. Nie ma obowiązku etykietowania produktów, cena również może nie wskazywać na to czy kawałek futra jest prawdziwy czy sztuczny. Za zamknięciem ostatniej fermy zwierząt futerkowych powinien iść zakaz importu produktów futrzanych, które powstały w podobnych lub gorszych warunkach. Ale niestety tak nie jest, dlatego warto być świadomym konsumentem.
Świat mody odchodzi od prawdziwego futra: Armani, Tom Ford, Donatella Versace ogłosili, że nie chcą zabijać zwierząt dla mody. Diane von Furstenberg usuneli futra i angorę ze swoich kolekcji a Jean-Paul Gautier nazwał ten przemysł „absolutnie godnym pożałowania”. Amsterdam Fashion Week (AFW) , podobnie jak London Fashion Week są wolne od prawdziwych futer. Na szczęście dla zwierząt futerkowych trendem w modzie jest odchodzenie od prawdziwych futer, m.in. dzięki wielu znanym osobistościom, które dają swoją twarz kampaniom.

Coraz więcej europejskich rządów uchwala przepisy zakazujące hodowli zwierząt futerkowych. Wcześniej zrobiły to Czechy i Norwegia. W Norwegii, która jest dużym producentem futer z ponad 300 fermami futrzarskimi w kraju i łącznie hoduje się tu i zabija ponad 700 000 norek i 110 000 lisów każdego roku, hodowcy mają czas przejściowy do 2025 roku.

Na ostatnich zamkniętych w 2017 i 2018 roku fermach w Niemczech w strasznych warunkach trzymanych było ponad 90 000 zwierząt futerkowych. Pavel Buršík rzecznik OBRAZ, organizacji praw zwierząt oświadczył – „Cieszymy się, że ta niepotrzebna barbarzyńska praktyka dobiegła końca oraz że duża część społeczeństwa sprzeciwia się temu”.

Pomimo, że coraz więcej państw europejskich wprowadza ustawy zakazujące hodowli zwierząt futerkowych, parlament UE nie podjął jeszcze żadnych formalnych działań w celu ograniczenia ferm zwierząt futerkowych w całej UE. „Szereg państw członkowskich bardzo uważnie przeanalizowało związane z tym kwestie, zebrało obszerne dowody i postanowiło działać, uważając, że hodowla futer nie może być prowadzona w humanitarny sposób” – twierdzi stowarzyszenie Fur Free Alliance.
Wg. Humane Society każdego roku na całym świecie zabijanych jest 100 milionów zwierząt, w tym norki, lisy, szopy, foki, psy i szynszyle ze względu na swoje futro.

Yola Rybczynska

Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło swoje propozycje dla polskiego rolnictwa. Wsparcie lepszego traktowania zwierząt hodowlanych to z jednej strony krok w dobrym kierunku, z drugiej – zdecydowanie zbyt mało, by naprawić zepsuty system produkcji żywności. Rolnictwu nie da się pomóc pojedynczymi strzałami – komentuje Katarzyna Jagiełło z Greenpeace.

Prawo i Sprawiedliwość proponuje m.in. dotowanie ze środków Wspólnej Polityki Rolnej wypasu krów na pastwiskach (a nie wyłącznie w zamkniętych boksach) i chów świń na ściółce (a nie na betonie czy metalowych kratach). Wspólna Polityka Rolna to skoordynowany ogół działań krajów Unii Europejskiej na rzecz rolnictwa. Dotacje WPR – największa część unijnego budżetu – dzielą się na dwa filary: pierwszy, na który składają się dopłaty bezpośrednie do produkcji rolnej i drugi – znacznie mniejszy – służący rozwojowy obszarów wiejskich. Program proponowany przez PiS miałby być finansowany z drugiego filaru.

Propozycja ta i wypowiedzi działaczy PiS na jej temat może wskazywać, że politycy wreszcie zaczęli zauważać problem, jakim jest chów przemysłowy zwierząt. Zwierzęta hodowlane przetrzymywane są w nieludzkich warunkach, na fermach zagęszczonych do granic możliwości, przewożone z jednego krańca kontynentu na drugi. Co gorsza, taka sytuacja jest faktycznie wspierana przez system unijnych dotacji dla rolnictwa.

Jak wynika z niedawno opublikowanych raportów Greenpeace, co piąte euro z unijnego budżetu finansuje produkcję mięsa i nabiału [1], a system kontroli nie pozwala zapewnić pełni bezpieczeństwa tak produkowanej żywności [2]. Sposób udzielania dotacji sprzyja koncentracji gospodarstw, co oznacza, że w Polsce zostało niewiele czasu, aby ochronić model rodzinnego rolnictwa i nie przestawić całości produkcji na wielkie fermy przemysłowe, powszechne w Europie. Już teraz presja rynkowa na rolników indywidualnych jest tak duża, że nawet jeśli chcą oni poświęcić się zdrowej, ekologicznej produkcji a przy okazji godnie żyć, jest to bardzo trudne. Publiczne pieniądze finansują praktyki, które są szkodliwe dla ekstensywnego rolnictwa, ale również naszego zdrowia, środowiska i klimatu.

Polskie rolnictwo potrzebuje jak najlepszych konsultacji na temat kształtu Wspólnej Polityki Rolnej.
W dobie kryzysu klimatycznego powinniśmy wspierać rolnictwo oparte na metodach agroekologicznych, najlepiej przystosowane do kryzysów i susz [3]. Na dziś nie znamy nawet szczegółowych założeń Planu dla Wsi ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego. W rolnictwie trzeba działać długoplanowo. W roku wyborczym zaś na pewno zachować daleko idącą ostrożność.

W Unii Europejskiej trwa teraz batalia o odwrót od szkodliwego rolnictwa przemysłowego. Posłowie
i posłanki z komisji ochrony środowiska (ENVI) Parlamentu Europejskiego zaproponowali szereg rozwiązań, które miałyby w ramach kolejnego rozdania Wspólnej Polityki Rolnej wspierać działania na rzecz środowiska, klimatu i dobrostanu zwierząt (m.in. likwidując wsparcie finansowe dla wielkich ferm przemysłowych) [4]. Niestety, propozycje te zostały w zeszłym tygodniu odrzucone przez eurodeputowanych z komisji rolnictwa (AGRI) [5]. Za ich odrzuceniem głosowali również wszyscy polscy europarlamentarzyści, w tym ci, którzy zostali wybrani z list Prawa i Sprawiedliwości, co każe z dużą ostrożnością podchodzić do propozycji partii rządzącej, która w kraju opowiada się za wsparciem rolnictwa rodzinnego, a w Brukseli wspiera rolnictwo przemysłowe.

„Obecny system produkcji i konsumpcji żywności w Europie jest daleki od ideału – ma duży negatywny wpływ na nas, nasze środowisko i klimat. Niestety, w dużej mierze odpowiada za to Wspólna Polityka Rolna, finansowana ze środków europejskich podatników i kształtowana przez polityków, których wybieramy. Propozycje Prawa i Sprawiedliwości to lekarstwo, ale lekarstwo dalece niewystarczające, witamina C, którą chcemy leczyć zapalenie płuc. Ani polskim rolnikom, ani nam wszystkim, nie wystarczą pozorne rozwiązania finansowe. Potrzebujemy gruntownej reformy Wspólnej Polityki Rolnej, tak, aby wspierała ona przede wszystkim ekologiczną produkcję roślinną i zwierzęcą w niewielkich, rodzinnych gospodarstwach. Tylko w ten sposób możemy poprawić sytuację rolników, wiejskich społeczności, a także nasze zdrowie, środowisko i klimat. Tego właśnie oczekujemy od polityków Prawa i Sprawiedliwości, a także innych naszych przedstawicieli w europarlamencie” – mówi Katarzyna Jagiełło z Greenpeace Polska.

Przypisy:
[1] http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/polska/Wiekszosc-naszych-pol-sluzy-produkcji-paszy/
[2] http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/polska/Mieso-poza-kontrola—raport-Greenpeace/
[3] https://unctad.org/en/publicationslibrary/ditcted2012d3_en.pdf
[4] http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/polska/Mniej-publicznych-pieniedzy-dla-szkodliwych-ferm-przemyslowych/
[5] http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/polska/Eurodeputowani-z-komisji-rolnictwa-bronia-ferm-przemyslowych/

*********

Źródło: Greenpeace Polska

—-

Podobno kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą. Widocznie nasza minister edukacji wzięła sobie tę pijarowską prawdę do serca, bo w sprawie zarobków nauczycieli mija się z prawdą. Znam wyliczenia z których wzięły się owe astronomiczne kwoty. Ale jak mają się one do rzeczywistości?

Uczciwością byłoby uściślenie, że zarobki średnie, uwzględniające wszystkie dodatki otrzymywane przez różnych nauczycieli, są w gruncie rzeczy nieosiągalne, bo nie ma nauczycieli pobierających wszystkie te bonusy. Niestety w wypowiedziach pani minister uściślenia takiego zabrakło, lecz komunikat o średnich pensjach idzie w świat…

O jakich kwotach mówimy?

Średnie pensje podane na stronie MEN to: nauczyciel stażysta – 2.900 zł, nauczyciel kontraktowy 3.219 zł, nauczyciel mianowany 4.176 zł, zaś nauczyciel dyplomowany 5.336 zł (wszystkie kwoty brutto).

Jest to znacznie więcej niż kwoty wynagrodzenia zasadniczego nauczyciela stażysty – 2.417 zł, nauczyciela kontraktowego: 2.487 zł, nauczyciela mianowanego: 2.681 zł, nauczyciela dyplomowanego: 3.317 zł (wszystkie kwoty brutto). Z doświadczenia wiem, że nauczyciele otrzymują kwoty nieznacznie przekraczające wynagrodzenie zasadnicze, o kwotach średnich mogą sobie co najwyżej pomarzyć…

Skąd taka rozbieżność i dlaczego nauczyciele zamiast średnich pensji, reklamowanych przez panią minister, otrzymują jedynie wynagrodzenie zasadnicze z niewielkim naddatkiem (100-200 zł)? Oczywiście nie mówię tu o nauczycielach na niepełnym etacie, dla których samo wynagrodzenie zasadnicze pozostaje często w sferze marzeń…

Kwestię wynagrodzenia nauczycieli reguluje artykuł 30 Karty Nauczyciela.

Do tego dochodzą różne inne szczególne przepisy, na podstawie których można sobie nieco do pensji dołożyć. Uwzględniając wszystkie możliwości prawne, nauczyciele uprawnieni są do następujących dodatków:
1) dodatku za wysługę lat,
2) dodatku wynikającego z pełnienia funkcji kierowniczej,
3) dodatku funkcyjnego dla opiekuna stażu,
4) dodatku funkcyjnego dla wychowawcy klasy,
5) dodatku funkcyjnego nauczyciela doradcy,
6) dodatku funkcyjnego nauczyciela konsultanta,
7) dodatku za warunki pracy,
8) dodatku za uciążliwość pracy,
9) nagrody jubileuszowej,
10) nagrody ze specjalnego funduszu nagród,
11) dodatkowego wynagrodzenia za pracę w porze nocnej,
12) dodatku motywacyjnego
13) dodatkowego wynagrodzenia rocznego,
14) odprawy emerytalno-rentowej oraz odprawy z tytułu rozwiązania stosunku pracy,
15) wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe i doraźne zastępstwa.

Nawet po pobieżnej lekturze powyższej wyliczanki, każdy przeciętnie inteligentny człowiek widzi, że trzeba być nauczycielem-cyborgiem aby otrzymać wszystkie dodatki (z czego wyciągana jest średnia). Normalnie pracujący nauczyciel ma jedynie dodatek za wysługę lat i dodatkowe wynagrodzenie roczne (tzw trzynastkę). Dodatek motywacyjny uzyskują jedynie ci, którzy mogą pochwalić się sukcesami ponad swą codzienną pracę, lub wykonali dla szkoły (albo dla dyrektora) dodatkową pracę, którą szef zauważy. Są tu dwie szkoły, albo dyrektor daje więcej symbolicznych dodatków (po kilkadziesiąt zł), albo daje ich niewiele, za to wyższych, ale i tutaj d… nie urywa, bo może to być „bardzo wysoki” dodatek np. w wysokości 200 zł. Podobnie rzecz się ma z dodatkiem z funduszu nagród.

Dodatek za wychowawstwo mają również nieliczni, oddziałów jest mniej niż nauczycieli, więc w skali szkoły dostaje go kilka do kilkunastu osób (zależy od wielkości szkoły). Tyle że ten dodatek (powiedzmy 100 zł) nie jest zbyt pożądany. Słyszałem nawet o nauczycielach, którzy chcieliby dopłacić ze swoich pieniędzy, aby wychowawstwa nie mieć. Jednak proszę nie myśleć o nich źle, bo to naturalny odruch obronny. Dodatkowe 100 zł za ogrom pracy wychowawcy, to pieniądze uwłaczające (bo pracy jak za dodatkowe pół etatu), dlatego z wychowawstwa cieszy się naprawdę niewielu, choć dla niektórych jest to ratunek, by przeżyć do pierwszego…

Są jeszcze nadgodziny, ale wielu nauczycieli nie widziało ich już od lat… Niż demograficzny i reformy zrobiły swoje. Po likwidacji gimnazjów, tamtejszych nauczycieli kierowano do szkół podstawowych i średnich, w efekcie problemem jest obecnie dobicie do etatu, nie mówiąc już o czymś ponadto. Nadgodziny mają jeszcze nauczyciele zawodu, bo jest ich niewielu. Inna sprawa, że tych właśnie nauczycieli dramatycznie brakuje, ponieważ na „zawodowców” czekają miejsca pracy poza oświatą, znacznie bardziej dla nich opłacalne… Innych dodatków nauczyciel nie dostaje w ogóle, lub raz (odprawa emerytalna). Nagrody jubileuszowe dostają ci, którzy przetrwają 20 lat w oświacie. Myślę, że wytrwały nauczyciel może wziąć dwie lub trzy nagrody jubileuszowe, bo na więcej nie pozwoli mu zdrowie…

Należy tu też powiedzieć o specyfice dzisiejszych czasów, w których część nauczycieli łączy etat, lub pracuje w kilku szkołach na osobnych umowach, aby uzbierać te 18 godzin do etatu. To grupa praktycznie pozbawiona szans na inne dodatki poza wysługą lat i trzynastką. Nauczycielowi wpadającemu do szkoły na parę godzin mało który dyrektor da dodatek motywacyjny, nagrodę dyrektora lub powierzy funkcję wychowawcy. Prawdopodobnie nie zrobi go też opiekunem stażu. Ci nauczyciele, których jest przecież coraz więcej, wpadają w swoistą dziurę prawną. Są wszędzie oceniani jedynie za część swojej pracy, a ich zaangażowanie sumaryczne, z kilku szkół, jest czasem większe od nauczycieli pracujących w jednym miejscu. Jednak nikt nie nagrodzi ich za cząstkę pracy, a nie mają możliwości zebrania swych zasług z kilku placówek w jednym miejscu… Sygnalizuję więc tutaj poważną lukę, którą powinni zająć się odpowiedzialni za prawo oświatowe.

Młodzi nauczyciele

Rzuca się w oczy jeszcze jedna sprawa. Młodzi nauczyciele. Ci właściwie mogą liczyć tylko na trzynastkę (najniższą, bo są tylko stażystami). Wysługa lat zerowa, albo śmiesznie niska. Dodatki motywacyjne często muszą zaczekać, aż po kilku latach nabiorą nauczycielskich szlifów. W dobrze zarządzanych szkołach, czasem zdarzy się, że młody nauczyciel dostanie nagrodę dyrektora lub dodatek motywacyjny. Mądry dyrektor może starać się w ten sposób utrzymać w pracy rokującego nauczyciela. Jednak nie czarujmy się, w większości szkół (jak piszą sami młodzi nauczyciele) są grupy trzymające z dyrektorem, przez które trudno się przebić… O nagrodach jubileuszowych młody nauczyciel nawet nie myśli, bo to odległe prawie jak emerytura. Jeśli do tego dodać wydłużony obecnie awans zawodowy, to wyłania się obraz kompletnie nieatrakcyjnego zawodu dla młodego człowieka… A przecież młodość to czas zakładania rodziny, czyli zwiększone wydatki…

Kwestia oceny

Dla wyróżniających (lub lojalnych) będzie jeszcze dodatek za dobrą pracę, nadawany wyłącznie na podstawie wyróżniającej oceny pracy, a oceniał będzie dyrektor. Można jedynie wyrazić nadzieję, że będzie to dyrektor sprawiedliwy i będzie oceniał w sposób transparentny. Mogą być jednak takie sytuacje, że wyróżniający będą ci trzymający z dyrektorem, albo wybrany z politycznego klucza dyrektor, da ocenę wyróżniającą swoim. Zbyt wiele lat przepracowałem w oświacie aby taką możliwość zlekceważyć. Szkolne lub polityczno-szkolne koterie w wielu miejscach funkcjonują i mają się dobrze. A pokusa by„dowalić oceną” nauczycielowi, który nie jest po naszej stronie, będzie wielka i wielu ulegnie pokusie, dając tylko wysoką ocenę bardzo dobrą. A przecież wiemy, że ocena bardzo dobra to już brak dodatku za dobrą pracę…

Kim więc jest osoba zarabiająca średnią pensję, którą zna pani minister?

Prawdopodobnie mówi ona o jakimś nauczycielu pracującym na półtora etatu, w bardzo szczodrym mieście, gdzie ustala się wysokie dodatki za wychowawstwo i wysokie dodatki motywacyjne. Mowa tu oczywiście o nauczycielu pod koniec kariery, mającego wysoką wysługę lat. Może uczy zawodu, więc ma kilka nadgodzin. A do tego taki szczęściarz musiałby zgarnąć wysoką nagrodę dyrektora i dodatek jubileuszowy w jednym roku. Ale nawet wtedy chyba nie wyszłoby aż tyle… A ilu takich znajdzie się w skali kraju?

Uogólnienia są tu nie na miejscu. Informacje podawane przez panią minister są więc kłamstwem, czystym trikiem statystycznym, powstałym z operowania liczbami, co nie ma pokrycia w rzeczywistości. Nie znam osobiście nauczyciela, którego pensja jest chociażby zbliżona do podawanych przez MEN średnich płac. Kłamstwa pani minister są podwójnie bolesne, gdyż przez politykę jej ugrupowania rosną ceny w sklepach, co znacząco obniża wartość nabywczą nauczycielskich pensji. Podwyżki (i te z 2018 roku, i te obiecywane) będą w portfelu niewidoczne, gdyż w latach gdy rosła płaca minimalna, a brak pracowników na rynku wymuszał na pracodawcach podwyżki, pensje nauczycieli stały w miejscu (także za poprzedniej ekipy rządzącej). Ale przecież nie to jest ważne dla MEN… Tu chodzi o politykę i propagandę. Patrzcie – powiedzą w państwowej TV – dostali i jeszcze im mało! Tak będzie…

http://jaroslawbloch.ovh/

2 kwietnia 2019 r. Komisja Rolnictwa Parlamentu Europejskiego (COMAGRI), głosami Partii Ludowej, konserwatystów, liberałów i części socjaldemokratów, przyjęła stanowisko ws. propozycji Komisji Europejskiej dotyczącej reformy WPR po 2020 r.

COMAGRI opowiedziała się za ograniczeniem propozycji Komisji Europejskiej w sprawie sprawiedliwszej dystrybucji pomocy do 10% całości budżetu i wycofała wniosek o progresywną redukcję pomocy dla beneficjentów otrzymujących od 60 000 do 100 000 euro płatności bezpośrednich rocznie.

Europejska Koordynacja Via Campesina uważa za hańbę to, że te siły polityczne w Parlamencie Europejskim stanęły po stronie mniejszości, do której zalicza się mniej niż 2% europejskich rolników, i okroiły i tak już nieśmiałą propozycję Komisji Europejskiej.

Decyzja Komisji Rolnictwa Parlamentu Europejskiego jest niezgodna z wysokimi oczekiwaniami obywateli odnośnie długotrwałego procesu reformy WPR w latach 2021-2027.

Stanowisko COMAGRI pozbawione jest propozycji konkretnych środków, takich jak publiczna regulacja rynku, aby rozwiązać problem nieadekwatnych cen produktów spowodowanych jego niestablnością oraz inne podstawowe problemy, z jakimi borykają się drobni i średni rolnicy. Wniosek Komisji Rolnictwa nie zawiera również rzeczowych propozycji niezbędnej pomocy dla nowych i młodych rolników oraz rolników płci żeńskiej.

W tym sensie, podejście raportów COMAGRI ws. włączania nowych i młodych rolników to deklaracje bez żadnego pokrycia. Bez rozwiązania problemu koncentracji gruntów, do którego w znacznym stopniu przyczynia się nieodpowiednia dystrybucja pomocy, nowym osobom bardzo trudno jest rozpocząć działalność rolniczą.

Podobnie, przyjęcie przez te raporty programów ubezpieczeniowych zamiast publicznych instrumentów regulacji rynku, aby przeciwdziałać niestabilności cen i utracie dochodów, również ma negatywny wpływ na osiedlanie się młodych i nowych rolników na obszarach wiejskich, którzy bez sprawiedliwych cen nie mają możliwości godziwego życia.

W sytuacji, w której z jednej strony mamy do czynienia ze zderegulowanymi rynkami, a z drugiej ze zglobalizowaną spekulacją promującą modele rolnictwa oparte na eksploatacji zasobów, jeśli rzeczywiście chcemy upowszechniać bardziej zrównoważone rolnictwo, przeciwdziałać zmianie klimatu i dbać o dobrostan zwierząt, konieczne są instrumenty radykalne. Co więcej, konieczne przejście na metody agroekologiczne wymaga zastosowania środków, które usuną przyczyny problemu. Sama warunkowość i programy ekologiczne nie spowodują faktycznej zmiany zorientowanego na rynek modelu rolnictwa.

Europejska Koordynacja Via Campesina będzie nadal działała na rzecz dogłębnej zmiany WPR opartej na suwerenności żywnościowej oraz drobnym i średnim rolnictwie, zapewniającej sprawiedliwe ceny i dochody, zdrowy i zrównoważony model rolnictwa, jak również rzeczywiste wsparcie agroekologii. Będziemy bronić naszej wizji w trakcie nadchodzacych wyborów do Parlamentu Europejskiego, w nowym Parlamencie, Komisji i Radzie, a także w każdym z krajów członkowskich.

Kontakt:

 Andoni Garcia (ECVC Coordination Committee): +34 636 4515 69 – ES, EUZ

Pierre Maison (ECVC Coordination Committee) : +33 61 573 1389 – FR

źródło: komunikat prasowyKomunikat prasowy European Coordination Via Campesina

za: Nyeleni Polska