W ostatnich dziesięciu latach wyraźnie wzrosła liczba wydanych pozwoleń na budowę dużych ferm przemysłowych. Polska stała się jednym z wiodących producentów mięsa i nabiału w Europie, a nawet – moglibyśmy powiedzieć – na świecie. Przetwórstwo tego typu poszukuje dostaw dużych i jednolitych pod wieloma względami zwierząt rzeźnych. Wzrost zapotrzebowania ze strony przemysłu stymuluje hodowlę. W następstwie tego następuje nie tylko umasowienie produkcji zwierzęcej, ale także jej koncentracja, za którą z kolei idzie szereg zagrożeń o charakterze zdrowotnym dla ludzi.

Umasowienie produkcji produktów pochodzenia zwierzęcego w Polsce jest dość łatwe do wykazania na podstawie danych dotyczących np. produkcji żywca. Wzrosła ona w ostatnich 20 latach o ok. 57% (dane GUS). Jest to skok ogromny biorąc pod uwagę, że liczba ludności naszego kraju utrzymywała się w tym okresie na podobnym poziomie, a nawet – za sprawą emigracji i niskiego przyrostu naturalnego – nieco spadła. W dużej części mięso produkuje się w Polsce na eksport (np. ok. 1/2 mięsa drobiowego), ale wzrosło także jego spożycie per capita. Powiększenie produkcji innych produktów pochodzenia zwierzęcego jest także wyraźnie widoczne (np. mleka)[1].

Co do przestrzennej koncentracji produkcji kwestia jest bardziej złożona w tym sensie, że oprócz tego, iż dokonała się wyraźna zmiana z produkcji przyzagrodowej na produkcję fermową i przemysłową, której skala wymusza koncentrację, to jeszcze nastąpiło kurczenie się użytków rolnych. Od lat 80. ubiegłego wieku do dziś spadek ten wynosi ok. 25%[2]. Dzieje się to z wielu powodów. Po pierwsze dotychczasowa (datująca się jeszcze na XVIII wiek) rabunkowa gospodarka leśna spowodowała znaczne wylesienie. W ostatnich kilku dekadach lasów zaczęło przybywać. Mają one co prawda charakter hodowlany, ale zajmują większy obszar, także kosztem areału uprawnego. Po drugie – użytki rolne topnieją wskutek urbanizacji: budowy osiedli mieszkalnych, infrastruktury drogowej, a także z powodu nowej industrializacji (budowa nowych zakładów i kopalń). Wreszcie po trzecie, część gruntów zostaje „wyłączona” z użytkowania rolniczego z powodów ekologicznych (np. stepowienia) i ekonomicznych (z powodu np. nieopłacalności niektórych produkcji rolniczej w pewnych regionach, jak – dajmy na to – hodowla owiec).

Ostatecznie rosnąca produkcja zwierzęca musimy się „pomieścić” na kurczących się obszarach rolniczych. Dodatkowo na terenach wiejskich doszło do istotnych przeobrażeń społecznych. Dziś osoby żyjące dzięki pracy na roli stanowią już mniejszą część mieszkańców wsi – większość z nich zatrudnionych jest w przemyśle i handlu. Znikają gospodarstwa średnio-areałowe, podpora klasy chłopskiej. Z kolei szybko przybywa gospodarstw dużych, towarowych, powyżej 20 ha, które skupiają coraz większą ilość ziemi uprawnej. Obraz wsi jest zatem całkowicie inny niż jeszcze dwie dekady temu. Małe i średnie gospodarstwa chowające kilka krów, czy góra kilkanaście świń i trochę drobiu, to już przeszłość. W ostatnich 10 latach przybyło blisko 1000 dużych ferm przemysłowych, liczących powyżej 210 DJP (duża jednostka przeliczeniowa). Mówiąc inaczej – obliczonych na przynajmniej 1,3 tys. świń lub 52,5 tys. brojlerów. Ale zdarzają się coraz częściej megafermy przemysłowe liczące 1000 i więcej DJP, skupiających nawet dziesiątki tysięcy tuczników i miliony ptaków.

W cieniu ferm

Choć hodowcy i przedstawiciele przetwórstwa mięsnego przekonują, że w przeliczeniu na głowę zwierzęcia chów przemysłowy jest bardziej „ekologiczny” od rozproszonego, przyzagrodowego (np. co do emisji gazów cieplarnianych), to jednak obserwowana koncentracja tego typu produkcji rolniczej, nie dość że oznacza jej umasowienie, zupełnie inaczej oddziałuje na otoczenie społeczne i naturalne oraz niesie inne w skali zagrożenia. W opublikowanym w 2014 roku przez Najwyższą Izbę Kontroli raporcie czytamy: „Przemysłowa hodowla zwierząt nie jest obojętna dla jakości i warunków życia ludzi mieszkających w bliskim sąsiedztwie ferm za sprawą uciążliwych odorów oraz zanieczyszczeń wód, w tym w wyniku przenawożenia gleb, prowadzących do zagrożeń chemicznych i mikrobiologicznych. Istnieje również szkodliwe oddziaływanie ferm na społeczeństwo poprzez produkty pochodzenia zwierzęcego, wpływające na jakość zdrowotną żywności. Szczególnie istotne są pozostałości chemiczne, stymulatory wzrostu, w tym antybiotyki – podawane zwierzętom nielegalnie lub bez zachowania okresów karencji”[3]

Dla mieszkańców terenów wiejskich odory są dolegliwością, na którą się najczęściej skarżą. Jednocześnie wraz z szybkim rozwojem ferm przemysłowych wzrasta też liczba (od 2010 r. pięciokrotnie) skarg mieszkańców kierowanych do Inspekcji Ochrony Środowiska na uciążliwości zapachowe. Oczywiście część z nich dotyczy przemysłu przetwórczego, ale coraz częściej powodem niezadowolenia są fermy.

Odory łączą się z dwoma typami oddziaływania – o charakterze somatycznym i psychicznym. Dotychczas opublikowane prace badawcze pokazały, „że niektóre substancje zapachowe (przede wszystkim te o właściwościach drażniących) mogą powodować dolegliwości chorobowe wśród osób narażonych na ich oddziaływanie. Dochodzi do stymulacji nerwu trójdzielnego, czego wynikiem jest podrażnienie błon śluzowych nosa (katar), gardła (ból lub drapanie w gardle), oczu (łzawienie) oraz inicjacja reakcji obronnych organizmu ze strony dróg oddechowych człowieka (kaszel, duszności, płytkie oddechy)”. Jeżeli nałoży się to na już odczuwane np. dolegliwości astmatyczne, problem może być bardzo poważny. Dotyczy to często zapachów pochodzących „z rozkładu martwej materii organicznej oraz odchodów zwierzęcych”[4]. Z kolei niektóre dokumenty rządowe mówią wprost o destruktywnym oddziaływaniu na psychikę człowieka. „Długotrwałe narażenie na uciążliwość zapachową – czytamy w jednym z dokumentów – może wywołać depresję, znużenie, problemy oddechowe, bóle głowy, nudności, podrażnienie oczu i gardła”[5].

Pandemiczny potencjał

Innym problemem o charakterze zdrowotnym jest to, co ekonomista Mikołaj Iwański nazwał „pandemicznym potencjałem chowu zwierząt”. W swoim artykule stwierdza on, że choroby odzwierzęce (zoonozy), „stają się jednym z najważniejszych globalnie wyzwań w zakresie ochrony środowiska”[6], a ich powstawaniu sprzyja umasowienie i koncentracja chowu zwierząt gospodarskich. Mamy wiele przykładów z historii, że hodowla zwierząt nie jest bezpieczna. Najbardziej dobitnie zaświadcza o tym los mieszkańców obu Ameryk. Ich zetknięcie się pięć wieków temu z Europejczykami i przede wszystkim z ich zwierzętami hodowlanymi, doprowadziło do wybuch pandemii i śmierci milionów mieszkańców Nowego Świata.

Innym, bardziej współczesnym przykładem jest pandemia grypy hiszpanki, która wybuchła na świecie (w tym także w Europie) po I wojnie światowej, zbierając żniwo ok. 30 mln istnień ludzkich (niektóre szacunki są nawet dużo wyższe). Wywołał ją podtyp wirusa grypy, do którego zaliczamy także wiele jej szczepów występujących u ptaków i świń. Jak pisze Iwański w cytowanym artykule: „Wirus ptasiej grypy jest typowym uśpionym zagrożeniem, generalnie zakażenie człowieka nie jest łatwe i w głównych występujących mutacjach nie jest zagrożeniem dla człowieka, ale co jakiś czas pojawiają się mutacje śmiertelnie groźne dla ludzi”[7]. Jest ono tym bardziej realne, że wielkich ferm kurzych szybko przybywa.

Epidemia ptasiej grypy dotknęła Polskę całkiem niedawno, na początku 2017 roku. Wystąpiła ona głównie na terenie województw lubuskiego i wielkopolskiego. Dotknęła minimum miliona ptaków hodowlanych. Na walkę z epidemią przeznaczono (z budżetu centralnego) ok. 120 mln zł, dzięki czemu epidemię udało się względnie opanować. Wśród hodowców panuje jednak przekonanie, że sytuacja się powtórzy, a pytanie nie brzmi czy to się stanie, ale kiedy. Ostatnio w mediach więcej miejsca poświęca się afrykańskiemu pomorowi świń (ASF), które zagraża stadom tuczników. Dyskusja ogniskowała się zwłaszcza wokół sanitarnego, przymusowego odstrzału dzików, co miało – wg rządu – uchronić fermy przed pomorem. Wielu jednak ekologów i naukowców wątpi czy tego rodzaju starania zapobiegną (zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej) wybuchom ASF.

Oczywiście ASF bezpośrednio nie zagraża ludziom. Kwestia jednak ochrony zwierząt hodowlanych przed różnego typu zagrożeniami wirusowymi czy bakteryjnymi, rodzi szereg innych problemów zdrowotnych. Na przykład w efekcie trudnych warunków panujących na fermach, zwierzętom podaje się często antybiotyki; choć to zabronione – także profilaktycznie. Na fermach drobiu w województwie lubuskim NIK stwierdzi w raporcie z przełomu 2017 i 2018 roku, że ponad 80% hodowców stosuje antybiotyki. Nie może to dziwić zważywszy na warunki panujące w przemysłowych kurnikach. Jak wygląda tego typu chów ptaków świetnie obrazuje film dokumentalny z 2018 r. pt. „Dominion”[8]. Trwającym mniej więcej 6-7 tygodni tucz brojlerów, w ostatniej fazie mocno stłoczonych, odbywa się na nie wymienianej przez ten czas ściółce, wymieszanej z odchodami. W efekcie ptaki żyją np. w oparach trującego amoniaku, często osłabione i podatne na wszelkiego typu zakażenia. Z kolei śmiertelność ptaków ma dla hodowców duże znaczenie ekonomiczne, bowiem rentowność tego typu produkcji jest relatywnie niska (wysokie zyski zależą od skali). Antybiotyki mają zapobiec padaniu ptaków, ale w efekcie są wykrywane w mięsie. Ostatecznie jest to jeden z powodów nadmiernej odporności ludzi na antybiotyki. Rokrocznie z tego tytułu przedwcześnie umiera ok. 25 tys. osób w samej Unii Europejskiej. Choć polscy hodowcy zapewniają, że od 2014 roku wielkość podawanych zwierzętom antybiotyków – uwzględniając wzrost produkcji – spada, to jednocześnie, co symptomatyczne, zaczęła w Polsce wzrastać wśród ludzi liczba zatruć salmonellą. Przemysłowa hodowla jest bowiem obarczona – w moim przekonaniu – ostatecznie nieprzekraczalnymi wewnętrznymi sprzecznościami.

Smród i polityka

Wyjściem z tej sytuacji jest radykalne ograniczenie konsumpcji mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego – najlepiej do zera. Jednak jako rozwiązanie częściowe można potraktować próby „rozproszenia” produkcji zwierzęcej, poprzez narzucenie ograniczeń prawnym co do np. odległości ferm od zabudowań mieszkalnych i budynków użyteczności publicznej. Z powodu narastającej fali protestów na terenach wiejskich przeciwko fermom (patrz strona: stopfermom.pl), ministerstwo środowiska zdecydowało się przedłożyć projekt (datowany na 28 marca 2019 r.) długo oczekiwanej tzw. ustawy odorowej (ściślej: ustawa o minimalnej odległości dla planowanego przedsięwzięcia sektora rolnictwa, którego funkcjonowanie może wiązać się z ryzykiem powstawania uciążliwości zapachowej). Obecnie – upraszczając – obowiązuje jedynie 100 m bufor w przypadku wielkości produkcji w skali 40 DJP i więcej. Propozycja ministerstwa oznaczałaby zwiększenie tych odległości w zależności od liczby DJP, ale nie więcej niż 500 m (dla ferm powyżej 500 DJP).

Czy ta odległość jest wystarczająca? Na pewno nie. Do tej pory państwo ulegało presji branży mięsnej na wielu poziomach – zarówno centralnym jak i lokalnym – i nie było zainteresowane systemowymi rozwiązaniami tego problemu. Wszelkie sugestie dotyczące prawnego uregulowania odległości dużych ferm od zabudowań mieszkalnych, były systematycznie torpedowane. Ze strony ruchu przeciwników ferm przemysłowych na początku 2017 r., pojawił się postulat, aby tego typu hodowle sytuować nie bliżej niż w odległości 2 km od terenów zamieszkałych. Takie normy obowiązują np. w niektórych stanach USA, choć dotyczą raczej ferm o wielkości 1000 DJP i więcej. Tego typu odległość jest uzasadniona także z naukowego punktu widzenia – z uwagi na aspekty zdrowotne. Na przykład niektóre badania wskazują, że uciążliwości odorowe oddziałują na ludzi nawet w promieniu 5 km od źródła[9].

Jednocześnie musimy pamiętać, iż uciążliwości odorowe nie są jedynymi. Mamy także do czynienia z zagrożeniami epidemiologicznymi, skażeniem wód i gruntu, plagowymi ilościami insektów i gryzoni mogących przenosić choroby zakaźne itd. Co ciekawe samo państwo w innych przypadkach (kiedy chodzi o interes biznesu, a nie o interes mieszkańców) określa, że oddziaływanie ferm przemysłowych jest większe. W przypadku stwierdzenia epidemii ptasiej grypy przyjmuje się, że strefa zapowietrzona ma promień 3 km od ogniska, a strefa zagrożona sięga nawet do 10 km. Na podstawie tego prawa hodowcom przysługuje rekompensata za poniesione straty, jakie pojawiły się w wyniku likwidacji zarażonego stada czy nawet trudności w sprzedaży żywca[10].

Te podwójne standardy nie dziwią. Choć w uzasadnieniu do ww. ustawy ministerstwo środowiska pisze o szkodliwym oddziaływaniu ferm na otoczenie społeczne (sugerując przede wszystkim dolegliwości subiektywne, psychiczne a nie somatyczne), to spod tekstu wyziera troska o rozwój hodowli. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że sektor ten jest ściśle powiązany z władzami politycznymi. Produkcja sprzedana branży mięsnej jest trzykrotnie większa od produkcji przemysłu wydobywczego węgla brunatnego i kamiennego razem wziętych. Ministerstwo rolnictwo jest de facto nie obrońcą gospodarek chłopskich (to tylko ideologicznych sztafaż), ale interesów wielkich korporacji dorabiających się na produkcji paszowej i zwierzęcej. Nie wiadomo czym zakończą się prace nad ustawą odorową.

Nie można wykluczyć, iż nawet ta ograniczona norma zostanie utrącona przez „mięsne lobby”.

Przypisy:

[1]   O niektórych aspektach poruszanych w tym artykule pisałem szerzej w: Rozwój przemysłowej hodowli drobiu w Polsce a koszty eksternalizowane, Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych, Gorzów Wlkp. 2018; raport jest dostępny na stronie www.zobsie.pl/raporty

[2]   Bartosz Mickiewicz, Antoni Mickiewicz, Mirosław Sobala, „Analiza przyczyn zmiany powierzchni użytków rolnych w okresie międzyspisowym (2002-2010)”, Optimum. Studia ekonomiczne nr 4 (64) 2013

[3]   Nadzór nad funkcjonowaniem ferm zwierząt, NIK, Warszawa 2014, s. 42.

[4]   Aleksandra Michalak, Jakub Krzeszowiak, Krystyna Pawlas, „Czy ekspozycja na nieprzyjemne zapachy (odory) szkodzi zdrowiu człowieka?”, Medycyna Środowiskowa – Environmental Medicine, 2014, Vol. 17, No. 4.

[5]   Patrz uzasadnienie projektu ustawy o minimalnej odległości dla planowanego przedsięwzięcia sektora rolnictwa, którego funkcjonowanie może wiązać się z ryzykiem powstawania uciążliwości zapachowej; https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/12321413/12579301/12579302/dokument387162.pdf (dostęp: 09.042019)

[6]   Mikołaj Iwański, „Pandemiczny potencjał przemysłowego chowu zwierząt”, [w:] „Pandemia. Nauka. Sztuka. Geopolityka”, pod red. Mikołaja Iwańskiego, Jarosława Lubiaka, Szczecin/Poznań 2018, s. 99-100

[7]   Tamże, s. 102

[8]   Oficjalna strona filmu: https://www.dominionmovement.com/

[9]   Aleksandra Michalak, Jakub Krzeszowiak, Krystyna Pawlas, „Czy ekspozycja na nieprzyjemne zapachy (odory) szkodzi zdrowiu człowieka?”, Medycyna Środowiskowa – Environmental Medicine, 2014, Vol. 17, No. 4.

[10]  Mirosława Tereszczuk, „Polska branża drobiarska w obliczu grypy ptaków”, Roczniki Naukowe Stowarzyszenia Ekonomistów Rolnictwa i Agrobiznesu, t. XIX, z. 2/2017.


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Wzrost znaczenia ugrupowań populistycznych w Europie i poza nią stał się dobrze opisanym zjawiskiem.

Ich prawicowa odnoga, której przedstawicielami jest m. in. Alternatywa dla Niemiec (AfD), Zgromadzenie Narodowe (dawny Front Narodowy) we Francji czy Partia Niepodległości w Wielkiej Brytanii, cieszyła się w ostatnich latach niemałymi sukcesami wyborczymi. Nieco słabiej zbadana jest obecność kwestii ekologicznych w ich programach wyborczych, przybierająca nierzadko zaskakujące formy.

W politycznym głównym nurcie ochrona środowiska postrzegana jest jako element międzynarodowego, liberalnego projektu politycznego, skupiającego się na tworzeniu ram globalnych traktatów i otwartych, wykraczających poza granice państwowe sojuszy.

To wszystko kroki, które stoją w sprzeczności ze znaczną częścią populistycznego dyskursu. Mimo tego kwestie ekologiczne potrafią podszywać populizm zieloną nicią – „natura” staje się wówczas częścią „praw ludu”, jego dziedzictwa i tożsamości, którą należy bronić przed „obcymi”, takimi jak neoliberalne elity czy zagraniczni imigranci.

Populizm przybiera rzecz jasna szereg form, nie można zatem sprowadzić go do jakiejś pojedynczej wizji świata. To, co go wyróżnia, to skupianie się na „ludziach” – ludzie ci nie są jednak istniejącą już kategorią, gotową do zaprezentowania swoich żądań, lecz płynnym konstruktem, powołanym do życia przez samych populistów.

To populizm kreuje lud, a nie na odwrót.

W efekcie jego szczegółowy kształt zależy od kontekstu społecznego, politycznego i ekonomicznego, chwytliwości określonych tematów oraz pewnych już istniejących postulatów politycznych.

Populistyczne oczekiwania często wiążą się ze społeczno-ekonomicznymi żądaniami wyższych płac, lepszej sieci zabezpieczeń socjalnych czy bezpiecznych granic. Co ciekawe wśród ich postulatów znajdują się również kwestie ekologiczne. Ochrona krajobrazu, lasów czy zwierząt ma dobrze komponować się z „ludem” i stawać się ważnym symbolem, pod którym możliwe jest jego jednoczenie.

Otwartym pytaniem pozostaje to, czy związane ze środowiskiem niepokoje są jedynie wykorzystywane przez populistyczną retorykę, czy też może odgrywają w tej opowieści o świecie znacznie poważniejszą rolę.

Ludzie kontra przyroda

Populizm z reguły tworzy kategorię „ludu” w kontrze do elit, uznawanych za opresorów bądź wyzyskiwaczy. W dyskursie prawicowego populizmu obrońcy środowiska są często portretowani jako część wyalienowanych, globalnych elit, domagając się realizowania postulatów, stojących w sprzeczności z interesami „zwykłych ludzi” oraz „zdrowego rozsądku”.

Również naukowców uważa się za osoby podejrzane, które wykorzystują swoją wiedzę do realizowania niecnych celów. Populizmowi towarzyszy często odrzucenie eksperckiej wiedzy (czego przykładem może być wypowiedź polityka brytyjskich Torysów, Michaela Gove’a, twierdzącego, iż „ludzie w tym kraju mają już dość ekspertów” czy cała dyskusja, dotycząca skutków Brexitu). Zarówno istnienie zmian klimatu, jak i potwierdzająca je ekspertyza naukowa są w efekcie kwestionowane przez prawicowych populistów.

Rzecznik brytyjskiej UKIP do spraw klimatu określił na przykład ocieplanie się globalnego klimatu jako „nieistniejący problem”. Manifest wyborczy tej partii z roku 2015 zapewnia, że usunęłaby z porządku prawnego kraju ustawę dotyczącą przeciwdziałania zmianom klimatu, wycofała kraj z unijnego systemu handlu emisjami gazów cieplarnianych oraz inwestowałaby w wydobycie węgla i gazu łupkowego.

Znajdziemy w nim narzekania, iż „stare partie wciąż forsują ’zieloną’ politykę energetyczną”, odrzucenie zielonej reformy podatkowej oraz subsydiowania energetyki wiatrowej i słonecznej. Establishment jest tu konfrontowany z „ludem” – „Trzy stare partie współpracują ze sobą w forsowaniu nieudanej polityki energetycznej, która w żaden sposób nie zmniejszy globalnych emisji, za to utrudni życie brytyjskim rodzinom. Ich ’zielona’ agenda nie czyni z nich przyjaciół ziemi, lecz wrogów ludu”.

UKIP chwali się swoimi „zdroworozsądkowymi” postulatami. Były lider partii, Paul Nuttal, stwierdził w napisanym przez siebie artykule, że taka jest też ideologiczna podstawa jego formacji, która ma być możliwa do podsumowania na przykładzie „podarcia na strzępy nieziemsko kosztownej, bezsensownej ustawy o zmianach klimatu (Climate Change Act)”.

Prawicowy populizm, ośmieszając globalne problemy ekologiczne w rodzaju zmian klimatu, jednocześnie wyraża zainteresowanie stanem lokalnego czy krajowego środowiska.

AfD, chwaląca się byciem „partią dobrego, zdrowego rozsądku” jest równie wroga nauce o klimacie, kwestionując wiarygodność jej ustaleń, dotyczących istnienia związku między poziomem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze a zmianami klimatu. „Twierdzenie to oparte jest na modelach komputerowych, które nie są poparte danymi jakościowymi oraz pomiarami z obserwacji”.

Zamiast tego formacja ta kreśli wizję CO2 jako substancji, przynoszącej korzyści środowisku i rolnictwu. „Im więcej dwutlenku węgla w atmosferze, tym większa roślinność”. AfD odrzuca politykę ekologiczną obecnego rządu, która jej zdaniem doprowadzić ma do „olbrzymich ograniczeń wolności osobistych i gospodarczych”.

Populistyczny krajobraz

Wydaje się, że prawicowy populizm, ośmieszając globalne problemy ekologiczne w rodzaju zmian klimatu, jednocześnie wyraża zainteresowanie stanem lokalnego czy krajowego środowiska. Krajobrazy, lasy, linia brzegowa czy rodzime gatunki są konstruowane jako wymagające troski obiekty, zagrożone przez nieokiełznaną globalizację, zagranicznych imigrantów, polityczny establishment, a nawet ruchy ekologiczne.

Szczególnie istotną rolę w tej opowieści pełni krajobraz, który ma należeć do kochającego go ludu. Nigel Farage, były lider UKIP, rozkręcający obecnie Brexit Party, w jednym z wywiadów tłumaczył, w jaki sposób jego „umiłowanie krajobrazu doprowadziło do jego sprzeciwu wobec turbin wiatrowych”, które uznaje za „drogie” i „psujące wielki, brytyjski krajobraz”.

Choć sprzeciwia się strategii klimatycznej tamtejszego rządu, to nie przeszkadza mu to w określaniu się mianem „obrońcy środowiska” – stwierdził nawet, że w roku 1989 w wyborach do Parlamentu Europejskiego głosował na… Zielonych.

W programie wyborczym na rok 2015 UKIP obiecał „bronić pasy zieleni” wokół brytyjskich miast, stając po stronie lokalnych społeczności w ich walce z deweloperami. Znajdziemy w nim narzekania na to, jak przepisy „dały zielone światło deweloperom do budowy właściwie w każdym możliwym miejscu, poważnie ograniczając władzom lokalnym możliwość odmowy zgody budowlanej dla inwestycji, które uznają za niepożądane”.

Przeczytamy w nim również, że „UKIP nie pozwoli nowym projektom mieszkaniowym pozbawiać narodu cennych gruntów rolnych… Nie pozwolimy również na zalanie obszarów wiejskich nadmierną ilością projektów. Mocno wierzymy w to, że nasza wieś musi być zachowana – tak, by mogły się nią cieszyć kolejne pokolenia”.

Najciekawsza może wydawać się polityka UKIP wobec rybołówstwa oraz narodowej „przestrzeni wodnej”. Stanowczo stwierdza ona, że „brytyjskie morza powinny być jej perłą w koronie”, ostrzega jednak również, że znajduje się ona w niebezpieczeństwie. Wchodząc do Unii Europejskiej „oddaliśmy te cenne, rodzinne skarby”.

W programie czytamy, iż Wspólna Polityka Rybołówstwa „od początku pomyślana była tak, by okraść nas z naszych ryb. Co gorsza, choć uczy o konieczności ochrony zasobów, UE pozwala na stosowanie przemysłowych metod połowu, takich jak wykorzystywanie impulsów elektrycznych, niszczących życie pod wodą oraz równowagę w ekosystemach wodnych”.

Stosując bardzo podobną do UKIP argumentację AfD zobowiązuje się do „ochrony środowiska” i wspiera posunięcia, które „zmniejszają wykorzystywanie ziemi o nierolniczym charakterze, ograniczają zanieczyszczenie wód i gleb oraz przyczyniają się do poprawy jakości powietrza”. Ochrona przyrody ma mieć miejsce na poziomie regionalnym.

Weźmy pod lupę program, przedstawiony przed wyborami do bawarskiego Landtagu w roku 2018, w którym nie brak odwołań do „naszego pięknego bawarskiego krajobrazu kulturowego” oraz wezwań do obywateli (w szczególności rolników) do działań na rzecz ochrony tej „wyjątkowej, unikalnej” charakterystyki Bawarii. Niezależnie, czy chodzi o politykę energetyczną, rolnictwo, lasy czy łowienie ryb partia uznaje Unię Europejską oraz obecny rząd federalny za przeszkody w efektywnej ochronie środowiska.

AfD tworzy wizję środowiska, zagrożonego przez biurokrację, organizacje ekologiczne i grupy nacisku.

Lider formacji, Alexander Gauland, oskarża „klasę globalistów” o życie w „rzeczywistości równoległej”, w której poruszają się swobodnie po świecie, nieprzywiązani do swojej ziemi i pozbawieni doświadczenia „deszczu, który pada w ich ojczyznach”.

Kwestie ochrony środowiska nie są obce populizmowi. Pojawiają się w nim na niekonwencjonalne, problematyczne i zaskakujące sposoby.

Podobne skupianie się na lokalności oraz odrzuceniu nieokiełznanej globalizacji znajdziemy również w podejściu francuskiego RN do kwestii ekologicznej. Liderka partii, Marine Le Pen, zainicjowała w roku 2014 ruch Nouvelle Ecologie (Nowa Ekologia).

Jego fundamentem stał się sprzeciw wobec międzynarodowych negocjacji klimatycznych. Komentatorzy wskazują, że niezadowolenie z ich przebiegu dało paliwo dla nowego projektu ekologicznego RN. Zamiast nich formacja podkreśla znaczenie „realistycznej i patriotycznej” odpowiedzi na wyzwania środowiskowe.

W programie na wybory prezydenckie w roku 2017 Le Pen napisała, że „prawdziwą ekologią jest jak najbardziej lokalna produkcja, konsumpcja i recykling”. Atakowała międzynarodowe firmy za rośliny modyfikowane genetycznie oraz za „zatruwanie ziemi pestycydami”, domagając się większej roli dla rolnictwa ekologicznego oraz „rewolucji w postaci żywienia się lokalnymi produktami”.

W przeciwieństwie do UKIP czy AfD Le Pen zdaje się uznawać istnienie zagrożenia w postaci zmian klimatu, apelując o przejście do „gospodarki zerowęglowej” we Francji. Z pobratymcami z Wielkiej Brytanii i Niemiec dzieli z kolei podziw dla narodowego krajobrazu oraz niepokój co do jego przyszłości, jak również odrzucenie tradycyjnych partii ekopolitycznych. Sekretarz generalny RN, Nicolas Bay, stwierdził, że „sprawiono, że my – ludzie, przywiązani do flory, fauny i krajobrazu naszego pięknego kraju – nienawidzimy ekologię polityczną”.

Określając jedność

Jak zrozumieć naturę „zielonego populizmu”? Nawet, jeśli brzmią one nieprzekonująco czy niekonkretnie, to postulaty ekologiczne pojawiają się w populistycznym dyskursie. Mogą one oczywiście pozostawać w sprzeczności z innymi elementami ich projektu politycznego, generując niespójność w partyjnej retoryce.

Środowisko naturalne staje się bogatym źródłem szwów, które umożliwiają łączenie go z „ludem”.

Niejasność czy dwuznaczność tego typu symboli nie jest słabością czy dowodem na niedopracowanie politycznego przekazu populistów. Niedookreślony charakter może wręcz pomagać im trafiać do zróżnicowanych grup społecznych.

Istnieje szereg powodów, dla których można wykluczyć zbieżność populizmu i kwestii ekologicznych. Założenie to nie jest jednak prawidłowym opisem sytuacji. Kwestie ochrony środowiska nie są obce populizmowi. Pojawiają się w nim na niekonwencjonalne, problematyczne i zaskakujące sposoby.

Badania nad zielonymi obliczami populizmu może dać nam zarówno ogląd na ograniczenia głównonurtowej ekologii, jak i na źródła atrakcyjności polityki populistycznej.

Artykuł „The Nature of Green Populism” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Wracasz z wakacji zdegustowany, nie mogłeś się wykąpać w morzu – zawinił zakwit sinic, wskutek czego zamknięto kąpieliska. Po powrocie włączasz telewizor, znów mówią o fali uchodźców zalewających Europę, narzekasz, bo obawiasz się zbyt dużego napływu obcych, boisz się zmian. Idziesz do sklepu i widzisz, że znowu wzrosły ceny warzyw, pani w sklepie mówi podobno to przez suszę. Wieczorem ma wpaść babcia, ale dzwoni że musiała zostać w domu bo źle się czuje przez ten upał. Jakby tego było mało w lokalnej gazecie czytasz, że twoja gmina znowu nie wyremontuje ścieżek rowerowych, bo trzeba wypłacić odszkodowanie ludziom, którym domy zniszczyła trąba powietrzna, myślisz – trudno, w końcu ci ludzie bardziej potrzebują tych pieniędzy.

Te z pozoru różne wydarzenia mają wspólny mianownik, są spowodowane ociepleniem klimatu. Ile osób powiąże je ze sobą? Ile osób ma świadomość, że wszystkie mają tę samą przyczynę? Niewielu. Przeważnie rozpatrujemy je osobno, jako różne zdarzenia spowodowane różnymi czynnikami. Takie spojrzenie utrudnia uświadomienie sobie skali zagrożenia spowodowanego globalnym ociepleniem. Jego oddziaływanie na nasze życie można przyrównać do grypy. Każdy wie, że jest groźna, że trzeba na nią uważać, ale w statystykach medycznych ze świecą szukać zgonów spowodowanych grypą. Dlaczego? Bo wpisujemy tam choroby, które są konsekwencją powikłań grypy.

Globalne ocieplenie niesie również wiele powikłań, ciężko szukać dziedziny życia, której nie dotyka. Jeśli nie wprost, to pośrednio. Wiele skutków, występujących i uciążliwych już teraz, nie wiążemy ze zmianami klimatycznymi. O skutkach zmian klimatycznych lubimy mówić w czasie przyszłym. Będzie. Wydarzy się. A przecież to już teraźniejszość, z tymi skutkami borykamy się już od wielu lat, mało tego, JUŻ ponosimy wielkie koszty zmian klimatycznych. Ale te wydane pieniądze księgujemy z inną etykietą. Trąba powietrzna, sztorm, susza, upał, wielka migracja spowodowana wojną albo klęską głodu… Koszty rosną i będą rosły.

Dlaczego trudno nam dostrzec wspólny mianownik? To proste. Współczesny człowiek bombardowany jest z każdej strony informacjami. Przeważnie mało istotnymi i często negatywnymi. Ważne informacje, niosące istotny przekaz toną w natłoku tych mało istotnych. A duża ilość negatywnych wiadomości sprawia, że powszechnieją i nie robią na nas wrażenia. Toniemy w ilości rozmaitych faktów, nie dostrzegając wagi niektórych zdarzeń. Dlatego czasem nie dostrzegamy powagi sytuacji.

Z wiedzą o globalnym ociepleniu stykamy się w szkole. Jednak jest to wiedza cząstkowa, często zepchnięta na margines szkolnej hierarchii. Ważna jest matematyka, polski, język obcy, bo z tego zdajemy egzaminy. Ważne są przedmioty zawodowe w technikach i szkołach branżowych. A przedmioty przyrodnicze to często piąte koło u wozu. Dlaczego nauczyciel nie mówi długo i ciekawie o globalnym ociepleniu? Bo nie ma na to czasu. Podstawy programowe są tak przeładowane, że aby zrealizować poszczególne ich punkty, na omówienie jednego zagadnienia pozostaje kilkanaście minut. W geografii, której uczę, dział wpływ „Człowieka na środowisko” znajduje się we wszystkich podręcznikach na samym końcu. W większości szkół jego omawianie przypada na czas, gdy wystawia się oceny, a frekwencja jest już wakacyjna. W ostatnich latach zacząłem zmieniać kolejność przerabiania działów, aby młodzież więcej usłyszała o globalnym ociepleniu i jego skutkach. Często naginam rzeczywistość mniej czasu poświęcając na niektóre tematy, aby powiedzieć więcej o przyczynach i skutkach globalnego ocieplenia. Kombinuję. Ale tak nie powinno być.

Efekt jest taki, że wielu uczniów mających przedmioty przyrodnicze na poziomie podstawowym, wynosi ze szkoły jedynie szczątkową wiedzę na temat procesów, które decydują o przyszłości naszej planety. Tyle, że nie mówiąc lub nie wiedząc o globalnym ociepleniu nie sprawimy, że go nie będzie. Jego skutki dosięgną nas tak czy tak. Dlatego wiedza ta dociera do młodzieży różnymi kanałami. Do szkół wchodzą różne organizacje organizujące warsztaty i zajęcia na te tematy. To dobrze, ale… nie są to programy powszechne, które obejmują wszystkich uczniów. Co trzeba zrobić aby wygrać batalię o świadomość ekologiczną uczniów.

Rozwiązanie nasuwa się jedno. W szkołach powinien pojawić się dodatkowy przedmiot „Nauka o zmianach klimatycznych” lub coś w tym rodzaju. Wystarczy jeden semestr zajęć, po jednej godzinie tygodniowo. Da to około 15 godzin informacji o jego przyczynach, skutkach i możliwych drogach, które możemy wybrać, czyli walce o zminimalizowanie skutków i dostosowaniu do nowych warunków. Młodzież dostanie solidną porcję wiedzy, także o możliwościach, które jeszcze mamy. Trzeba im uświadomić, że walka o los naszej planety odbywa się teraz i to my jesteśmy odpowiedzialni za los wielu następnych pokoleń. Skąd wziąć te 15 godzin? Aby nie zwiększać ilości czasu spędzanego w szkole, można by wykroić je z godzin dyrektorskich, lekcji wychowawczych lub z zajęć religii. Jeszce raz powtórzę – w dzisiejszych czasach nie ma ważniejszego tematu! Dlatego proponuję stworzyć grupę, która będzie lobbować nad takim rozwiązaniem. Tematyka jest na tyle istotna, że powinna być wyróżniona w postaci oficjalnego wejścia do szkół pod postacią nowego przedmiotu. Zieloni rzucają propozycję, czekamy na odzew – ekspertów, ministerstwa, organizacji ekologicznych. To ważne dla wszystkich!

Zmiany zachodzą. Nawet całkowite zaprzestanie emisji w obecnym roku, które jak wiemy nie jest możliwe, nie zapobiegnie dalszemu wzrostowi temperatury w nadchodzących latach. Musimy zmniejszać emisję, by sprawić by temperatura ustaliła się na poziomie do którego będziemy w stanie się dostosować. W przeciwnym razie czeka nas katastrofa. Ile mamy czasu? Zdania są podzielone, ale nie odważyłbym się czekać na ostatni możliwy termin. Nie poznaliśmy jeszcze na tyle wszystkich mechanizmów funkcjonowania środowiska, aby stwierdzić na pewno jak zareaguje. Przykład Jeziora Aralskiego pokazuje, jak łatwo można narobić szkód, nie uwzględniając wszystkich zmiennych. Jednak aby podjąć realne działania, które nie będą okazjonalne i pozorowane, musi w społeczeństwie wzrosnąć świadomość dotycząca niszczącej siły globalnego ocieplenia.

Dopóki nie będziemy się go bać, dopóty będziemy je lekceważyć. Aż dojdziemy do dnia w którym na działanie będzie za późno i zaczniemy bić się o resztki naszego świata. Czy tego chcemy?

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

„Czasami mam taki sen.
Idę na wycieczkę w góry i odkrywam domek na odludziu, który się pali.
Dzieci, wystające z górnych okien, wołają o pomoc. Dzwonię po straż pożarną. Ale nie przyjeżdżają, bo jakiś szaleniec powtarza im, że to fałszywy alarm.
Sytuacja staje się coraz tragiczniejsza, ale nie mogę przekonać strażaków, żeby przyjechali.
Nie mogę się obudzić z tego koszmaru”.

Stefan Rahmstorf, dyrektor działu analiz systemów ziemskich w Instytucie Badań Wpływu Klimatu w Poczdamie/www.isthishowyoufeel.com

Są tacy ludzie, którzy poświęcili swoje życie zawodowe zrozumieniu zmiany klimatu: jej przyczyn, skutków, jak minimalizować jej wpływ na nasz świat. Roztrząsają drobiazgowo wszelkie aspekty i detale cyrkulacji atmosferycznej, przemieszczania mas wody w oceanach, tego jak świat ożywiony oddziałuje z nieożywionym. Obliczają, sprawdzają, obserwują, po to by dostarczyć „zwykłym” ludziom oraz decydentom jak najlepszej wiedzy. Wiedzy, która może odegrać kluczową rolę w najbliższej przyszłości, pomagając zmierzyć się z ogromną przemianą w systemach podtrzymywania życia na Ziemi. Ci specjaliści: klimatolodzy, oceanolodzy, biologowie; badacze gleb, zmarzliny, drzew i prądów strumieniowych są także dziećmi, rodzicami, dziadkami i przyjaciółmi. Niepokojące sygnały wyłaniające się z obliczeń i tabelek potrafią przełożyć na konkretne zagrożenia dla swoich bliskich. W pewnym momencie praca zawodowa zaczyna więc niepostrzeżenie przenikać do ich życia osobistego, wywołując emocje, z którymi czasami trudno sobie radzić.

Tę chwilę opisuje dr Jacek Pniewski, fizyk, nauczyciel akademicki (córki 2 i 15 lat, syn 21 lat):

Kilka lat temu nie miałem jeszcze na tyle wiedzy, by głębiej zrozumieć, co się dzieje wokół nas, a anomalne zjawiska pogodowe nie były tak intensywne jak obecnie. Im więcej dowiadywałem się, tym większe ogarniało mnie przerażenie. Naukowiec, niezależnie od dziedziny, powinien prawdopodobnie zachować stoicki spokój, jednak wizja tego, że już za mojego życia będę świadkiem coraz częstszych tragedii i niepotrzebnego cierpienia ludzi oraz zwierząt, spowodowała z początku paniczny lęk. Świadomość, że moje dzieci, które zaufały mi oraz innym dorosłym, będą cierpieć z powodu niezawinionej przez siebie katastrofy klimatycznej, a także środowiskowej, była porażająca.

Znikające cuda i widmo katastrofy

Co czujesz myśląc o zmianie klimatu? – spytała naukowców Lena Fletcher z University of Massachusetts. Sfrustrowany, smutny, przytłoczony, zaniepokojony. Martwię się zniszczeniami, które wyrządzamy Ziemi. Nie chcę zostawiać takiego bałaganu do sprzątania moim dzieciom albo czyimkolwiek dzieciom – pisze profesor Peter Cox, a dr Jennie Mallelę, biolożkę morską smuci, że jej syn i jego przyjaciele, a także ich dzieci nigdy nie zobaczą niesamowitych rzeczy, które ona sama widziała. Znany klimatolog Michael E. Mann jest zaniepokojony tym, że jego córka, jej dzieci i wnuki będą pytać dlaczego moje pokolenie zawiodło, jeśli chodzi o podjęcie na czas działań, mogących zapobiec katastrofie.  W wypowiedziach badaczy przebija troska o to, by dzieci – ich własne, ale także całe młode pokolenie – miały szansę dorastać w bezpiecznym, niezniszczonym świecie. To pragnienie łączy wszystkich rodziców, niezależnie od tego, jaki zawód wykonują. Jest mi przykro, że dzieci w swoich marzeniach o przyszłości będą musiały brać pod uwagę skutki postępującej katastrofy klimatycznej, zarówno te fizyczne jak i socjalne – mówi Marek (córka 10 lat, syn 16 lat), przedstawiciel coraz większej grupy osób, które choć nie zajmują się zmianą klimatu na co dzień, zaczynają rozumieć, że ich ukochane dzieci będą musiały stawić czoła rzeczywistości w coraz bardziej ponurych barwach. Wszystkie informacje, które do mnie docierają powodują, że czuję lęk i złość. Czuję też bezradność, a czasem przygnębienie. Przykro mi, czuję, że w jakiś sposób zawiodłam swoje dziecko – uczucia Lucyny (córka, 18 lat) nie są zapewnie obce wielu z nich.

„Od tej chwili kończy się rozpacz, a zaczyna działanie”

Jednak tam, gdzie pojawia się zagrożenie dla bliskich budzą się także inne emocje, nie tylko lęk i pesymizm. Budzi się chęć do walki i nadzieja. Negatywnym emocjom można przeciwstawić aktywne zaangażowanie. Działanie zmniejsza lęk, daje poczucie sensu, że robię więcej niż dotychczas – mówi Lucyna. Marek dodaje, że pozwala to poznać osoby, które mają podobne odczucia i dzięki temu można się poczuć mniej samotnie w tym tłumie ludzi, którzy żyją jak gdyby nic złego się nie działo. Jacek Pniewski przyznaje, że codziennie patrzy na plakat Banksy’ego z napisem: „From this moment despair ends and tactics begin”*, który daje mu nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone.

Ludzie nie akceptujący obecnej sytuacji organizują się w mniejsze i większe grupy, które chcą zmian. Dla dr Jessici Carilli te oddolne ruchy, mające na celu zmianę stylu życia i wytwarzające presję społeczną w kierunku bardziej zrównoważonego [stylu] życia są jasnym punktem pozwalającym zachować nadzieję. W artykule, który ukazał się w kwietniu 2019 roku w renomowanym czasopiśmie „Science”, grono naukowców, w tym znani klimatolodzy Michael E. Mann, Stefan Rahmstorf i Katharine Hayhoe, zdecydowanie wsparli masowe wystąpienia oraz strajki młodzieży i dzieci. Obawy młodych protestujących są uzasadnione – zatytułowali swój tekst, dodając, że twierdzenie to wspiera najlepsza dostępna wiedza naukowa, a obecne środki podejmowane w celu ochrony klimatu i biosfery są mocno nieadekwatne. Piszą też o ważnej roli dorosłych, podjęcia działań już, bo nie ma czasu na czekanie, aż [obecna młodzież] znajdzie się u władzy, a bez śmiałych i skoncentrowanych działań ich przyszłość jest krytycznie zagrożona. Pod tekstem podpisało się kilka tysięcy naukowców z całego świata wspierając zawarty w nim apel:

Aprobujemy i wspieramy żądanie [przez młodych] szybkich i energicznych działań. Jest to nasza [naukowców] odpowiedzialność społeczna, etyczna i zawodowa by oświadczyć bez wątpliwości: tylko jeśli ludzkość zacznie działać szybko i z determinacją może ograniczyć globalne ocieplenie, zahamować masowe wymieranie gatunków zwierząt i roślin a także zachować biologiczne podstawy produkcji żywności oraz dobrostanu obecnych i przyszłych pokoleń. To chcą osiągnąć młodzi ludzie. Zasługują na nasz szacunek i pełne wsparcie.

Na ten apel już odpowiedziała cała rzesza dorosłych, którzy stanęli u boku swoich i cudzych dzieci na strajkach. Ludzie coraz lepiej rozumieją sytuację związaną ze zmianą klimatu, a często tymi, którzy najskuteczniej potrafią ich zainteresować tematem są ich własne córki i synowie. To, jak zmienia się Ziemia staje się z tej perspektywy nie jakąś odległą, abstrakcyjną sprawą naukowców, ale bieżącym zagrożeniem dla bliskich. Dzieci skutecznie połączyły świat specjalistów od klimatu ze światem nauczycieli, położnych, specjalistów od marketingu, mechaników i informatyków. To ich wielka moc, dająca nadzieję lepszej przyszłości.

——————–

* „Od tej chwili kończy się rozpacz, a zaczyna działanie”

Źródła:

  1. Hagedorn i in., „Concerns of young protesters are justified”, Science nr 364, 2019 (https://science.sciencemag.org/content/364/6436/139.2)
  2. F. Lawson i in. „Children can foster climate change concern among their parents” , Nature Climate Change nr 9, 2019 (https://www.nature.com/articles/s41558-019-0463-3)

www.isthishowyoufeel.com


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Od 27 września do 4 października 2019 r. trwa „Tydzień Rebellii”, podczas którego akcje ruchów klimatycznych przybiorą na sile.

Będziemy łączyć się z innymi ruchami, aby nasze żądania głośniej wybrzmiały. Zapraszamy wszystkich do przeczytania naszego manifestu i dołączenia się do naszej formy protestu, aby pokojowo, acz zdecydowanie, walczyć o naszą planetę i o nas samych –  mówią aktywiści.

Extinction Rebellion (XR) jest międzynarodowym ruchem oddolnym, który protestuje przeciwko bierności polityków wobec zmian klimatu, utracie bioróżnorodności i zagrożeniu wyginięciem ludzkości. Ruch ten charakteryzuje działanie poprzez nieposłuszeństwo obywatelskie, które ma na celu zwrócenie oczu rządów na determinację bojącego się o swoją przyszłość społeczeństwa. Ponadto aktywiści i aktywistki XR wyznają zasadę działania bez przemocy, które, jak pokazuje historia ruchów oddolnych, ma największe szanse na powodzenie w przemianach społecznych.

XR został formalnie powołany w maju 2018 r. w Wielkiej Brytanii wraz ze wsparciem środowiska akademickiego, które poparło tę inicjatywę. Pół roku później w październiku miało miejsce ogłoszenie „Deklaracji rebelii”, a w listopadzie, podczas „Dnia Rebelii”,  6 tys. protestujących w akcie obywatelskiego nieposłuszeństwa zablokowało 5 mostów w Londynie. W kwietniu, również w Londynie, odbył się „Tydzień Rebelii”, podczas którego aktywiści przez 11 dni blokowali wiele ważnych arterii komunikacyjnych, wzywając do zaprzestania bierności w związku z nadchodzącą katastrofą ekologiczną. Skutkiem tych działań było ogłoszenie klimatycznego stanu wyjątkowego przez brytyjski parlament, jako urzeczywistnienie woli społecznej do walki ze zmianami klimatu.

W Polsce Extinction Rebellion powstało w lutym 2019 roku i ma  swoje grupy m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu i Trójmieście. Grupy te są zdecentralizowane i działają oddolnie tworząc tzw. grupy koleżeńskie (ang. affinity groups). W zespołach tych zbierają się osoby, które razem chcą pracować nad danym tematem. Zespoły te zajmują się organizacją akcji, jak również tworzeniem transparentów i różnego rodzaju rekwizytów używanych podczas akcji, rozwiązywaniem spraw dotyczących finansów, opieką prawną, komunikacją medialną czy tworzeniem przestrzeni do  regeneracji i wzajemnej opieki. Każda z tych grup komunikuje się między sobą i wspiera w potrzebach.

Red Rebel Brigade, Warszawa, 28.09.2019 r.

Nasz ruch zaznaczył już swoją obecność w Polsce podczas kilku zorganizowanych akcji celujących w sprawy dotyczące wyraźnego zaniechania ochrony środowiska i ludzi w nim żyjących. Byliśmy na konsultacjach społecznych w sprawie strategii adaptacji Warszawy do zmian klimatu. Postulowaliśmy bardziej ambitne rozwiązania, nie tyle adaptacji, co przede wszystkim mitygacji, czyli zahamowania zmian klimatu poprzez zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych. W kwietniu zakłóciliśmy przebieg konferencji Water Expo, gdzie administracja publiczna wraz z holenderskimi inwestorami planowali skanalizowanie polskich rzek. Po naszym głośnym proteście dostaliśmy zaproszenie na spotkanie z ambasadorem Holandii, podczas którego urzędnik zapowiedział, że decyzja na temat regulacji rzek zostanie bardziej przemyślana pod względem ekologicznym jak i ekonomicznym, gdyż jest ona mało opłacalna. Od maja nastąpiła seria protestów w stylu die-in w wielu miastach Polski, polegających na położeniu się na ulicy symbolizującym wymieranie. Jeden z nich odbył się pod siedzibą mBanku, który wspiera węglowe inwestycje. Organizujemy również pogrzeby przyszłości, które są bardzo widowiskowymi wydarzeniami ze wzruszającymi przemowami i żałobną oprawą muzyczną. Ponadto XR angażuje się w organizację paneli obywatelskich, o które głośno postuluje, gdyż jednym z punktów naszego manifestu jest powołanie paneli obywatelskich jako formy demokracji deliberacyjnej. Wnioski zostały złożone przez XR i ruchy wspierające w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu. W lipcu, podczas Obozu dla Klimatu, miało miejsce pierwsze w Polsce nieposłuszeństwo obywatelskie związane z działaniem w trosce o naszą planetę. Aktywiści Obozu wbiegli do kopalni węgla brunatnego „Tomisławice” i zatrzymali przenośnik taśmowy. Podczas akcji zostali poparzeni gazem i wylegitymowani, jednak całe przedsięwzięcie odbiło się dużym echem i zwróciło uwagę mediów na problem spalania paliw kopalnych.

Foto: Protest 27.09.2019r. – Extinction Rebellion Polska/facebook.com


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Wielki Marsz Klimatyczny: 27 września. W Warszawie: o 16.00 spod Pałacu Kultury. Trasa: obok Ministerstwa Energii i dotrzemy pod Sejm. Protesty odbędą się też w Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Katowicach i innych miastach, które cały czas zgłaszają swoje wydarzenia.
Kim jesteśmy?

Niektórzy z nas mają za sobą jakąś aktywistyczną przeszłość – pracę w NGO-sach, działania w społeczności lokalnej, w jadłodzielniach, ruchach na rzecz praw zwierząt. Jednak dla sporej części osób, działających w Strajku dla Ziemi jest to pierwsze tego typu doświadczenie.

Każdy z nas coś, gdzieś słyszał, na swój sposób dbał o środowisko naturalne. Prawdziwym wstrząsem i impulsem do zorganizowanego działania było opublikowanie raportu IPCC, Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu. Od tego momentu nasze drogi wyglądają podobnie. Niedowierzanie, szok, przerażenie, depresja klimatyczna, wreszcie poczucie, że trzeba reagować. Że już nie można być biernym obserwatorem wydarzeń, że trzeba COŚ zrobić.

Kiedy się spotkaliśmy, na świecie już organizował się Earth Strike. W Polsce także zawiązywały się lokalne grupy. Ruch przyjął nazwę Strajk dla Ziemi.

W styczniu 2019 roku w wielu miastach Polski ruszyły pierwsze protesty. W kolejnych miesiącach  odbywały się następne marsze, spotkania, akademie i pikniki dla klimatu.

Dlaczego wychodzimy na manifestacje?

Nasze indywidualne wybory i działania są ważne. Wiele/wielu z nas już od dawna „segreguje wegańskie słomki”, stara się podejmować świadome decyzje konsumenckie i korzystać z ekologicznego transportu. Jednak to w żaden sposób nie wystarczy. To nie my naszymi indywidualnymi działaniami generujemy większość emisji gazów cieplarnianych. Robią to wielkie korporacje i państwowe przedsiębiorstwa. To zarządy tych korporacji, to prezesi i politycy muszą zacząć działać i to natychmiast. Naszą rolą jest ich do tego nakłonić. Wezwać ich do tego, wywrzeć nacisk, zmusić do podjęcia realnych działań, do poszukiwania rozwiązań w oparciu o badania naukowe.

My, aktywistki i aktywiści Strajku dla Ziemi, chcemy wyprowadzić ludzi na ulicę, dlatego organizujemy kolejny już, tym razem wrześniowy marsz.

Dlaczego zachęcamy do wyjścia na ulicę?

Wyprowadzamy ludzi na ulicę przede wszystkim po to, by dotrzeć do schowanych za murami parlamentów i ministerstw polityków, do biznesmenów z najwyższych pięter szklanych wieżowców. Oni nie usłyszą wołania jednego człowieka, ale krzyk setek gardeł już może do nich dotrzeć. Wielotysięczny tłum zrobi na nich wrażenie.

Niech dowodem na to będą słowa prezesa jednego z banków:  „Przeżyłem kilka tygodni temu demonstrację pod budynkiem centrali w związku z naszym udziałem w emisji obligacji spółki Enea i nie chcę powtórki”. Dlatego uważamy, że warto.

Ale wychodzimy na ulice także po to, abyśmy wszyscy mogli zobaczyć, ilu nas jest. Ilu zwyczajnych ludzi przerażają niepokojące doniesienia naukowców, ilu z nas martwią skutki zmian klimatu, które odczuwamy już tu i teraz. Byśmy mogli się poznać i wzajemnie wesprzeć, poczuć energię i siłę, płynącą od ludzi, którzy zdecydowali się działać, robić coś więcej, niż tylko dbać o własny ogródek

Kiedy i gdzie się spotkamy?

Wielki Marsz Klimatyczny: 27 września. W Warszawie: o 16.00 spod Pałacu Kultury. Trasa: obok Ministerstwa Energii i dotrzemy pod Sejm. Protesty odbędą się też w Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Katowicach i innych miastach, które cały czas zgłaszają swoje wydarzenia.

Aktualne informacje znajdziecie na Facebooku Strajk dla Ziemi – Earthstrike PL oraz na stronach lokalnych grup Strajku dla Ziemi. 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Elektrownię Bełchatów pozwana za przyczynianie się do kryzysu klimatycznego

Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi złożyła w Sądzie Okręgowym w Łodzi bezprecedensowy pozew przeciwko właścicielowi Elektrowni Bełchatów, spółce Polska Grupa Energetyczna Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A (PGE GiEK). Fundacja domaga się, by sąd nakazał PGE GiEK zaprzestania działalności powodującej zagrożenie dla środowiska jako dobra wspólnego poprzez odejście od spalania węgla w Elektrowni Bełchatów najpóźniej do 2035 r. lub zainstalowanie w elektrowni urządzeń redukujących emisję CO2 do zera w tym samym terminie.

Elektrownia Bełchatów jest największą elektrownią węglową w Polsce i w Europie i największą elektrownią na węgiel brunatny na świecie. Od początku funkcjonowania do tej pory instalacja wyemitowała około miliarda ton CO2 do atmosfery, co stanowi równowartość 3-letniej emisji CO2 Polski. Ten wynik sprawia, że Elektrownia Bełchatów jest największym pojedynczym emitentem gazów cieplarnianych w Europie. Jest również największą instalacją oddziałującą na klimat w Polsce.

Biorąc pod uwagę oficjalne dane przekazane ClientEarth przez KOBiZE, emisje dwutlenku węgla z elektrowni wciąż rosną. W 2016 r. wynosiły około 35 mln ton, w 2017 r. około 37 mln ton, a w 2018 r. już ponad 38 mln ton CO2, co odpowiada ponad 10-procentowemu udziałowi w całkowitej emisji Polski (w 2018 r. było to około 320 milionów ton CO2).

Właściciel Elektrowni Bełchatów nie przedstawił żadnego oficjalnego planu zmniejszenia szkodliwego wpływu zakładu na klimat. Pod petycją o bezzwłoczne wdrożenie planu redukcji emisji CO2 z elektrowni, która została złożona przez grupę „Rodzice dla klimatu”, podpisało się ponad 10 tysięcy osób. ClientEarth wezwała PGE GiEK do zaprzestania działalności powodującej zagrożenie dla środowiska, jednak te działania pozostały bez odpowiedzi. Dlatego Fundacja zdecydowała o wejściu na drogę postępowania sądowego.

Najwięksi emitenci gazów cieplarnianych, tacy jak Elektrownia Bełchatów, muszą wziąć na siebie współodpowiedzialność za kryzys klimatyczny. Bez szybkiego odejścia od węgla nie uda się zatrzymać kryzysu klimatycznego, który 81% Polaków uważa za bezpośrednie zagrożenie – powiedział dr Marcin Stoczkiewicz, prezes Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

Pozew ClientEarth jest oparty na ustawie – Prawo ochrony środowiska, która pozwala organizacji ekologicznej wystąpić z roszczeniem o zaprzestanie działalności powodującej szkodę w środowisku lub stan zagrożenia szkodą w środowisku.

Według raportu „Ocena możliwości zastąpienia Elektrowni Bełchatów”, opracowanego przez firmę doradczą Enervis, wcześniejsze odejście od spalania węgla w instalacji przyniesie korzyści środowiskowe, społeczne i gospodarcze. Pozwoli też zaoszczędzić Polsce 4 mld euro.

Źródło:  Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi

25.09. Międzyrządowy Panel ds. Klimatu (IPCC) zaprezentował na konferencji prasowej w Monako najnowszy raport poświęcony oceanom i kriosferze oraz związanym z tym problemom środowiskowym i politycznym.
Światową Organizacja Meteorologiczna w opracowanym przez siebie raporcie podała, że średnia globalna temperatura w latach 2015–2019 prawdopodobnie  będzie najgorętszym  pięcioletnim okresem z dotychczas odnotowanych.

Cała konferencja prasowa IPCC transmitowana na żywo pod linkiem

oraz tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=JYFMCU8L0zU

Zawartość raportu:

https://www.ipcc.ch/site/assets/uploads/2019/09/SROCC-factsheet.pdf

Komunikat Greenpeace: Raport IPCC – kolejny sygnał alarmowy dla polityków.

Politycy na całym świecie muszą zdecydowanie przyspieszyć i wzmocnić działania na rzecz klimatu i oceanów – wynika jednoznacznie z najnowszego, opublikowanego dzisiaj raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), który skupia się na wpływie kryzysu klimatycznego na oceany i powłokę lodową.
Raport IPCC wskazuje na szereg potencjalnie nieodwracalnych zmian i zagrożeń dla Ziemi, jej oceanów i powłoki lodowej, związanych z kryzysem klimatycznym:

  • Jeśli politycy nie przyspieszą działań na rzecz ochrony klimatu, temperatura na świecie wzrośnie, sprawiając, że poziom mórz do końca wieku podniesie się o blisko metr. Dla wielu milionów ludzi żyjących obecnie w obszarach nadmorskich, będzie to oznaczało utratę ich domów i konieczność migracji w inne rejony.
  • Podnoszenie się temperatury mórz i oceanów oraz ich zwiększające się zakwaszenie oznacza drastyczne zagrożenie dla morskich stworzeń i całych ekosystemów. Nawet jeśli ludzkości uda się ograniczyć drastycznie emisje gazów cieplarnianych, a co za tym idzie, wzrost temperatury do 1.5°C, najprawdopodobniej stracimy nawet 90% raf koralowych. Bez żadnych działań, pod koniec wieku, na świecie nie będzie już rafy koralowej
  • Wzrost globalnej temperatury oznaczać będzie topnienie wiecznej zmarzliny, co uruchomić może nieodwracalny efekt domina – w wiecznej zmarzlinie zgromadzonych jest około 1.5 biliona ton organicznego węgla – blisko dwa razy tyle, ile obecnie znajduje się w atmosferze.
  • Lodowce górskie są źródłem wody pitnej dla miliardów ludzi na Ziemi – w Azji, Ameryce Południowej i Europie. Ich znacznie szybsze topnienie oznacza poważne problemy z zaopatrzeniem w świeżą wodę.

Dane naukowe są bezwzględne: wywołany emisjami gazów cieplarnianych wpływ człowieka na oceany i powłokę lodową jest znacznie większy niż wcześniej przewidywano, a negatywne zmiany dzieją się dużo szybciej. Rządy i biznes znają rozwiązania niezbędne, by chronić życie na Ziemi. Na całym świecie musimy jak najszybciej odejść od spalania paliw kopalnych. Unia Europejska, w tym Polska musi odejść od spalania węgla do 2030 r., a zrezygnować z gazu i ropy najdalej do 2040 r. Jednocześnie powinna powstać sieć morskich rezerwatów, tak by co najmniej jedna trzecia światowych mórz była wolna od przemysłowej eksploatacji – mówi Katarzyna Guzek, rzeczniczka prasowa Greenpeace Polska.

Miliony młodych ludzi w ubiegły piątek na ulicach całego świata domagały się radykalnej zmiany w działaniach rządów i biznesu. Decyzje, które podejmą światowi liderzy w ciągu najbliższych kilku lat, wpłyną na przyszłość ludzkości i całej planety w kolejnych stuleciach. Od tych, którzy dzisiaj rządzą zależy, czy będzie to bezpieczna przyszłość, czy przyszłość naznaczona katastrofą klimatyczną – podsumowuje Katarzyna Guzek.

Specjalny raport IPCC, napisany na podstawie blisko 7 tysięcy różnych badań naukowych, jest najbardziej aktualnym i kompleksowym podsumowaniem wiedzy, jaką mamy na temat zagrożeń stwarzanych przez kryzys klimatyczny dla oceanów i powłoki lodowej (lodowców, lądolodu, lodu morskiego i wiecznej zmarzliny). Jest to kolejny tak obszerny dokument, po opublikowanym w sierpniu raporcie o lasach i użytkowaniu ziemi [1], który stanowi poważny sygnał alarmowy dla światowych przywódców i wskazuje na konieczność natychmiastowych globalnych zmian w naszym podejściu do eksploatacji planety.

Źródło: Greenpeace_PL, phys.org

[1] https://www.greenpeace.org/poland/aktualnosci/3351/bezpieczenstwo-zywnosciowe-w-zagrozeniu-eksperci-alarmuja-musimy-zupelnie-inaczej-uzytkowac-ziemie/

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
W dniu 24 września 2019 r. Rada Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego przyjęła uchwałę w sprawie kryzysu klimatyczno-ekologicznego.
Czytamy w niej m.in.
„W obliczu wywołanych działaniami ludzkimi postępujących zmian klimatu, dewastacji środowiska i towarzyszącego im drastycznego spadku różnorodności biologicznej w skali globalnej, uznając, że przeciwdziałanie tym zmianom jest jednym z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoi współczesne społeczeństwo, zobowiązujemy się do niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do powstrzymania kryzysu klimatyczno-ekologicznego.”
W kolejnych punktach wymieniono zobowiązania Władz Wydziału, pracowników i studentów. Od dziś kryterium ograniczenia śladu węglowego i wpływu na środowisko ma być uwzględniane przy podejmowaniu wszelkich decyzji, dla których jest ono adekwatne.
Wydział podjął się też opracowania długoterminowej strategii ograniczenia śladu węglowego, zmniejszenia energochłonności budynków, wprowadzenia pełnej segregacji odpadów, a także prowadzenia skutecznej dydaktyki dotyczącej globalnych zmian klimatu i zagrożeń środowiska oraz stania na straży wiedzy i metody naukowej w debacie publicznej na te tematy.
Na koniec zaapelowano do władz Uniwersytetu Warszawskiego o opracowanie strategii osiągnięcia przez Uniwersytet neutralności klimatycznej w możliwie bliskiej cezurze czasowej.
Równocześnie z przyjęciem uchwały przez Radę Wydziału, weszła w życie lista szczegółowych procedur i zaleceń Dziekana Wydziału, w tym, m.in., wprowadzenie szkolenia dotyczącego odpowiedzialności klimatyczno-ekologicznej dla studentów rozpoczynających naukę, zalecenie ograniczenia służbowych podróży lotniczych, zalecenie stosowania papieru z recyklingu, zasada dostępności posiłków wegańskich w stołówce Wydziału i na spotkaniach konferencyjnych oraz eliminacja jednorazowych opakowań plastikowych.
*** Oba dokumenty dostępne są pod tym linkiem: http://www.biol.uw.edu.pl/pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2715&Itemid=522

Źródło: Informacja prasowa Rada Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Minister Środowiska odpowiedział oficjalnie uczestnikom Protestu Tysięcy Miast! List jest reakcją na piątkowe demonstracje  20. września, które w Polsce i na całym świecie zgromadziły setki tysięcy osób żądających od polityków i decydentów zmian w podejściu do zagrożeń klimatycznych. 20. września był ostatnim piątkiem przed szczytem klimatycznym ONZ w Nowym Jorku.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny opublikował post będący odpowiedzią na list Ministra Środowiska skierowany do uczestników piątkowych protestów. Piszą:

Podziękował nam, nazwał się naszym sojusznikiem, a nasz wspólny głos określił jako słyszalny, ważny i niesiony przez niego głęboko w sercu. Chwalił się “osiągnięciami” rządu m.in. w zakresie smogu, które są absurdalnie nieadekwatne do skali problemu, jakim jest kryzys klimatyczny.

Dlatego My odpowiadamy Ministrowi: dobrze, że widzi Pan wagę naszej walki, jednak CHCEMY ODPOWIEDZI DZIAŁANIEM, a nie podziękowań i wyrazów poparcia – otrzymaliśmy je już po marcowych protestach i nic z tego nie wynikło. Już w poniedziałek szczyt klimatyczny ONZ – będziemy obserwować, czy konsekwentnie reprezentuje Pan swoją postawą to, co wyraża słowami.
Walka trwa!

Oto list Młodzieżowego Strajku Klimatycznego skierowany do Ministra Środowiska:

Szanowny Panie Ministrze!

W piątek 20. września w 71 polskich miastach a tysiącach na całym świecie protestowaliśmy przeciwko bierności polityków wobec kryzysu klimatycznego. Po tym wydarzeniu napisał Pan do nas: „macie we mnie sojusznika i wspólnie możemy zdziałać jeszcze więcej”. Bardzo cieszymy się z wyrażonego w ten sposób poparcia dla naszej walki oraz ze związanego z nim zobowiązania do konkretnych działań.

Nasz głos określił Pan jako „niezwykle ważny w debacie publicznej”. A głos ten mówi wyraźnie: proponowane dotychczas rozwiązania, również wskazane przez Pana w liście, są dalece niewystarczające. Takie też pozostaną dopóty, dopóki kryzys klimatyczny nie zostanie odpowiednio określony. Właśnie dlatego, po uzyskaniu Pańskiego poparcia, oczekujemy oficjalnego ogłoszenia stanu kryzysu klimatycznego w Polsce. Powinno być to pierwszym krokiem ku realizacji naszych postulatów.

Aby konsekwentnie iść wspomnianą przez Pana drogą ku lepszemu jutru, konieczny jest dialog między nami, strajkującą młodzieżą a osobami decydującymi o naszej przyszłości. Widzimy naglącą potrzebę spotkania, szczególnie że jak sam Pan stwierdził: „Ze strony rządu oraz resortu środowiska możecie liczyć na nasze wsparcie […]”. Spotkanie z Ministrem Środowiska oraz Premierem będzie szansą na zaprezentowanie działań rządu odpowiadających na postulaty Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. 

Dziękujemy za wyrażenie aprobaty dla naszej walki, nie chcemy jednak, aby nasze żądania pozostały jedynie „głosem w Pana sercu”. Chcemy, aby znalazły odzwierciedlenie w postawie polskiej delegacji na najbliższym szczycie klimatycznym ONZ w Nowym Jorku. Jak wskazuje nauka, a za nią dziesiątki tysięcy protestujących ludzi w naszym kraju: w obliczu kryzysu klimatycznego Polska musi działać i musi działać teraz. 

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny

—————————————————————————-

List Ministra Kowalczyka, który dostali uczestnicy Młodzieżowego Strajku Klimatycznego:

Minister Henryk Kowalczyk do uczestników Protestu Tysiąca Miast

20.09.2019

Młodzi przyjaciele, Drodzy Uczniowie, Obywatele! Serdecznie dziękuję za Wasz udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym.

Nie ukrywam, że dzisiejsza obecność tysięcy młodych ludzi w dziesiątkach polskich miast, którzy wyrażają swoją zaniepokojenie zmianami klimatycznymi, to niezwykle ważny głos w debacie publicznej. Zapewniam Was jednocześnie, że jest to głos słyszalny, który noszę głęboko w sercu. Cieszę się również widząc Was zaangażowanych w ochronę środowiska i klimatu. W dobie dzisiejszych czasów, gdzie mamy do czynienia z szybko rozwijającym się przemysłem, postawienie na zrównoważony rozwój z poszanowaniem klimatu jest kluczowe dla przyszłości naszej planety. 

W trakcie katowickiego szczytu klimatycznego COP24 wielokrotnie wskazywaliśmy, że to właśnie młode pokolenie swoją postawą pokazuje nam cele, na których powinniśmy koncentrować nasze wysiłki, otwierając tym samym oczy całemu społeczeństwu na sprawy zmian klimatu. Dlatego podczas światowego szczytu COP24 w Katowicach powzięliśmy odpowiednie kroki, aby uchronić planetę Ziemię przed negatywnymi skutkami ocieplenia klimatu. 

Ze strony rządu oraz resortu środowiska możecie liczyć na nasze wsparcie w tej słusznej i szczytnej idei lepszego jutra, lepszej przyszłości naszej planety. Przekazaliśmy jak do tej pory  miliardy złotych na poprawę jakości powietrza. Prowadzimy kampanie edukacyjne, otworzyliśmy nowe kanały wsparcia finansowego wymiany przestarzałych pieców, termomodernizacji budynków w ramach programu Czyste Powietrze. Stawiamy również na inwestowanie przez domostwa jednorodzinne w odnawialne źródła energii za pomocą dopłat z programu Mój Prąd. Wymieniłem tylko kilka instrumentów wsparcia z szeregu programów dostępnych w ramach rządowej pomocy w tym zakresie. Jednak nasze wysiłki, aby zniwelować tzw. niską emisję – przyczynę smogu, nie ustają. 

Jednocześnie cieszy mnie fakt, że jestem świadkiem kształtowania się kolejnego pokolenia osób zaangażowanych, które chcą walczyć o lepszą przyszłość naszej planety. 

Mam nadzieję, że Wasza obecność to początek dalszych dobrych zmian w świadomości społecznej oraz kontynuacja drogi ku lepszemu jutru, z której nie zejdziemy. Niech skutkiem naszego wspólnego działania, a także Waszego istotnego donośnie brzmiącego głosu sprzeciwu wobec postępujących zmian klimatycznych będzie ograniczenie tych negatywnych skutków, do których niestety przyczynia się również człowiek. Zapewniam Was, że macie we mnie sojusznika i wspólnie możemy zdziałać jeszcze więcej dla ochrony środowiska i klimatu.

Jeszcze raz pragnę Wam podziękować, Młodzi Rodacy, za wysłanie nam tego ważnego przekazu.

Z serdecznymi pozdrowieniami,

Henryk Kowalczyk

→ Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

 

Od kilku miesięcy, w piątki, młodzież, zamiast iść do szkół i na uczelnie, wychodzi na ulice, by wziąć udział w strajku szkolnym dla klimatu.

Why should I be studying for a future that soon will be no more? (tłum. „Dlaczego powinnam się uczyć na przyszłość, której wkrótce nie będzie?”) – te słowa Grety Thunberg, 16-letniej szwedzkiej aktywistki stały się hasłem przewodnim pierwszych protestów. W Polsce odbyły się jak na razie trzy strajki –15-go marca, 12-go kwietnia i 24-go maja, z których największy zgromadził ponad 30 tysięcy osób. To my, ostatnie pokolenie, które może zapobiec katastrofie klimatycznej i zagładzie życia na Ziemi.

Ruch Fridays For Future (FFF), którego polskim odpowiednikiem jest Młodzieżowy Strajk Klimatyczny (MSK), działa niemal na całym świecie i zrzesza w swoich szeregach coraz więcej młodych osób, które gotowe są poświęcać wiele czasu i energii na aktywizm klimatyczny. Sprzeciwiamy się bierności polityków wobec zmian klimatycznych, bo zdaliśmy i zdałyśmy sobie sprawę, że nasze indywidualne wybory nie mają większego znaczenia, jeśli elektrownie węglowe dalej pracują.

Dlaczego to właśnie młodzież i dzieci muszą przekonywać dorosłych, a wśród nich decyzyjnych polityków, do podjęcia działań? To my zobaczymy skutki katastrofy klimatycznej – mamy przed sobą wizję życia w świecie kataklizmów pogodowych, racjonowania wody i żywności, migracji klimatycznych. Będziemy musieli zmierzyć się z problemami, które nigdy wcześniej nie dotykały ludzkości na tak dużą skalę.

W nadchodzącym roku szkolnym Natalia będzie w klasie maturalnej i nie wie jeszcze, jak połączy aktywizm z natłokiem nauki, zwłaszcza, że MSK w Trójmieście jest bardzo młodą grupą, która dopiero zaczyna poważniejsze działania.

Natalia: Jakieś pół roku temu zainteresowałam się zmianami klimatu na poważnie. Wcześniej już dawno wiedziałam o globalnym ociepleniu, ale wydawało mi się, że jeśli ja sama na przykład segreguję śmieci, to wszystko co mogę zrobić w tej sprawie i jest to wystarczające.

Janek zaangażował się w działania warszawskiego MSK zaraz po strajku kwietniowym, kiedy tylko miał okazję porozmawiać z ludźmi, którzy w nim działali. Sam jest studentem – o kryzysie dowiedział się przy okazji nauki o pojęciu „antropocenu” w ramach studiów.

Janek: Młode obywatelki i obywatele protestują kiedy możni tego świata nie byli w stanie dojść do porozumienia i bardzo potrzebują wsparcia. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny stara się łączyć tych, którzy uważają, że sprawiedliwa transformacja energetyczna i gospodarcza w celu osiągnięcia neutralności klimatycznej jest konieczną odpowiedzią na katastrofę w obliczu której stoimy. Kryzys klimatyczny to po prostu wyzwanie naszych czasów.

Ola dołączyła do krakowskiego MSK na krótko przed majowym strajkiem.

Ola: Najbardziej boję się stracić zwykłe, normalne życie, bo kiedy nie zrobimy nic, wszystko zostanie zniszczone. Będziemy zmuszeni do funkcjonowania w ekstremalnie trudnych warunkach, całkowicie zmieni się oblicze świata. Boję się zobaczyć apogeum kryzysu, kiedy do Europy będą przyjeżdżać uchodźcy klimatyczni z krajów w których już po prostu nie będzie się dało przeżyć.

Gosia była wolontariuszką na COP24 w Katowicach, gdzie mieszka. Uczestniczyła w tworzeniu pierwotnych postulatów MSK, a następnie zaczęła działania ze Śląską grupą.

Gosia: Myślenie nad tym co będę robić w przyszłości zaczyna tracić sens, bo jeżeli naprawdę politycy niczego nie zrobią i zrealizuje się scenariusz „business as usual”, to wszyscy będziemy musieli walczyć o podstawowe rzeczy potrzebne do życia.

Natalia: Ja chcę się martwić czy zdam dobrze maturę, a nie czy będę mieć wodę pitną i bezpieczne miejsce do życia. Nasze społeczeństwo powinno zmienić całe podejście do życia: przedłożyć przyszłość nad teraźniejszość. Musimy wziąć pod uwagę, że teraz będzie nam trochę niewygodnie, gospodarka może mieć straty. Uratowanie planety może nas kosztować sporo pieniędzy czy wysiłku, ale trzeba porównać to co ryzykujemy – przetrwanie naszego gatunku, z tym co będziemy musieli poświęcić krótkoterminowo. PKB nie zawsze musi rosnąć, skoro kosztem tego ma być utrata przyszłości.

Aga była jedną z osób, które zaczęły działalność MSK we Wrocławiu. Pierwszy strajk zorganizowały w dwa tygodnie (!). Przyszło półtora tysiąca osób, co było dużym zaskoczeniem. W tłumie czuło się niesamowitą energię. – opowiada. 5-go sierpnia odbyło się też spotkanie z wiceprezydentem Wrocławia, by porozmawiać o zmianach klimatycznych:

Aga: Chciałyśmy, żeby miasto zorganizowało panel obywatelski, zapewniło edukację o klimacie i uświadamiające kampanie, wprowadziło klimatyczny stan wyjątkowy. Jednak było to nieformalne spotkanie, więc zostałyśmy nie do końca poważnie potraktowane. Było to dla mnie chwilą zwątpienia, bo zobaczyłam, że władze nie zdają sobie sprawy z dramatycznej sytuacji i myślą tylko o budżecie i następnej kadencji. Na następnych spotkaniach chcemy starać się zmienić taki tok myślenia – nie wkurzać się, tylko działać dalej. Myślę, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy jak mało czasu mamy i zwleka z działaniem. Dużym problemem jest brak myślenia długofalowego, odkładanie działania na ostatnia chwile – „dopóki nie będzie u nas tragedii, dopóty się nie obudzimy”. Trzeba dojść do granicy, bo nikt nie myśli o tym, żeby działać wcześnie. Władze państw Unii Europejskiej, USA i innych krajów „pierwszego świata” myślą tylko o swoich państwach, nie biorąc pod uwagę, że cały świat jest zagrożony. Nie patrzą się na problem holistycznie. Trzeba się przestawić z myślenia lokalnego, narodowego, na myślenie globalne.

Gosia: Z własnego doświadczenia politycy lubią bardzo dyplomatycznie odpowiadać i pokazywać na wykresach, że już tyle rzeczy zrobiliśmy, ale bez faktycznego działania. Czasem jak sobie myślę, że w rękach tych ludzi jest moja przyszłość, to aż mi jest słabo. Trzeba wziąć sprawy we własne ręce i zmienić własne otoczenie.

Natalia: Bierność polityków i niepoważne podchodzenie przez nich do problemu po prostu osłabia – jako aktywiści klimatyczni jesteśmy traktowani jak spiskowcy, nazywani „eko-świrami” czy nawet „eko-terrorystami”, mówi się, że przesadzamy. Ludzie myślą stereotypowo – na razie cieszą się, że jest ciepło latem i nie widzą problemu w skali globalnej.

Gosia: W aktywizmie bardzo trudna jest świadomość odpowiedzialności, parę razy byłam przez to na skraju wypalenia. Trzeba dalej pracować, ale uważać na siebie – nie można cały czas myśleć tylko o tym, jak bardzo źle będzie, bo to zbyt przytłaczające. Inna trudnością jest mobilizacja, uświadomienie takiej ilości osób, żeby faktycznie coś zmienić. Potrzeba do tego ogromnych zasobów i wielu osób, które podjęłyby się takiej pracy. Potrzeba też dużo cierpliwości, bo zanim ludzie się dowiedzą i przekonają, że to duży problem, mija trochę czasu.

Natalia: Już nie można się odłączyć – codziennie ma się świadomość problemu i jest się zalewanym przez informacje, czy ma się dobry czy zły humor.

Janek: W aktywizmie problemem jest często brak wymiernych sukcesów połączonych z określonymi działaniami – co nie znaczy, że tych sukcesów nie ma. Jednak dosyć wymiernym rezultatem działań jest wsparcie jakie aktywiści otrzymują od innych i angażowanie się nowych osób w ich działalność.

Natalia: Czasem wkłada się w coś mnóstwo serca, czasu i stresu, a coś nie wypala, przychodzi mało osób. Oczywiście najważniejsze jest, żeby uratować świat, ale człowiek boi się też przyziemnych porażek.

Ola: Demotywujące jest to, że niewiele się zmienia i dzieje się to dość powoli. Wciąż dużo jest denialistów katastrofy i tego, że jest antropogeniczna, czy ludzi, którzy myślą, że jeszcze nie trzeba się przejmować. W większości Ci, którzy nie zdają sobie sprawy z wagi problemu, to osoby w średnim wieku, których katastrofa nie dotknie w takim stopniu, jak nas, młodych. Jednak działanie w MSK jest szansą na zmienienie tego – daje poczucie sensu. Uświadamia, że jest dużo ludzi, którzy chcą coś zmienić, nie tylko jedna Greta.

Gosia: Piszemy historię – to, co się teraz dzieje jest jednym z najważniejszych momentów w dziejach ludzkości. Stoimy przed wyborem: życie w świecie ogarniętym przez kryzys albo zielona, piękna przyszłość. Politycy którzy teraz patrzą na pieniądze zostaną zapamiętani jako Ci, którzy zepsuli nam świat. Jeśli uda nam się osiągnąć sukces i doprowadzić do osiągnięcia neutralności klimatycznej przed przekroczeniem punktów krytycznych, to kiedyś w szkołach będą się o nas uczyć i podziękują nam, że strajkowaliśmy.

→ Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Dziesięcioro aktywistów i aktywistek spędziło noc na dźwigach w terminalu węglowym portu w Gdańsku, gdzie weszli w środę rano i skąd wezwali polski rząd do ogłoszenia planu odejścia od węgla do 2030 roku. Pokojowy protest trwa już czwarty dzień: rozpoczął się w poniedziałek wieczorem, od namalowania na burcie statku węglowego ogromny napis „Węgiel stop”. W tym czasie żaglowiec Rainbow Warrior wpłynął do portu i rzucił kotwicę przy terminalu węglowym, wstrzymując import węgla do Polski.

Fot. Greenpeace Polska

W ubiegłym roku do Polski trafiło blisko 20 milionów ton węgla z zagranicy, w zdecydowanej większości z Rosji. W tym czasie z naszego kraju wyjechało niespełna 5 milionów ton węgla. Różnica między importem, a eksportem nigdy nie była jeszcze taka duża.

Fot. Greenpeace Polska

Statki takie jak ten, którego rozładunek powstrzymują aktywiści, docierają do gdańskiego portu niemal bez przerwy. Węgiel z zagranicy wykorzystywany jest w  polskich elektrowniach, elektrociepłowniach, domach i przemyśle. Protest prowadzony przez aktywistki i aktywistów zwraca uwagę na konieczność pilnej i sprawiedliwej transformacji polskiego systemu energetycznego i odejścia od spalania węgla – powiedział Paweł Szypulski, dyrektor programowy Greenpeace Polska.

Fot. Greenpeace Polska

Ponad trzy czwarte Polek i Polaków popiera postulat odejścia od węgla do 2030 roku. Nasze społeczeństwo, na co dzień tak podzielone, w tej kwestii jest zgodne – niezależnie od poglądów politycznych i partii, na które głosujemy, zdecydowana większość z nas chce Polski bez węgla oraz rozwoju czystych i bezpiecznych odnawialnych źródeł energii. Aktywiści i aktywistki, którzy protestują w gdańskim porcie, są głosem Polek i Polaków. Głosem, który muszą w końcu przestać ignorować – dodał Paweł Szypulski.

———

Źródło: Informacja prasowa Greenpeace Polska