Geopolityka z impetem wróciła do nas w XXI wieku. „Geopolityczna Komisja Europejska”, którą obiecywała Ursula von der Leyen, musi być przygotowana do finansowania obietnic, złożonych w Europejskim Zielonym Ładzie.
Roderick Kefferpütz w swoim artykule analizuje, jak wyglądać może jego przełożenie na język geopolityki i tłumaczy, dlaczego to ważne, stojące przez partiami ekopolitycznymi wyzwanie na najbliższe lata.
Przeszło dekadę temu świat przeżył najgorszy kryzys ekonomiczny i finansowy od czasu Wielkiej Depresji. W odpowiedzi na to wyzwanie rządy przyszykowały wielomiliardowe pakiety stymulacyjne. Narodziła się wówczas również idea Zielonego Nowego Ładu.
Pomysł na wykorzystanie wspomianych pakietów do równoczesnego poprawienia sytuacji gospodarczej oraz do walki ze zmianami klimatu wzbudził niemałe zainteresowanie – niestety niewiele rządów zdecydowało się wówczas na jego urzeczywistnienie.
Dekadę później szansa na zmiany pojawiła się ponownie. Światowa gospodarka po raz kolejny stoi na progu spowolnienia, coraz głośniej mówi się też o katastrofie klimatycznej. Wdrożenie Zielonego Nowego Ładu brzmi na strategię win-win.
Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen zrozumiała jak się zdaje otaczającą rzeczywistość, decydując się na zaprezentowanie swojego Europejskiego Zielonego Ładu.
Ta flagowa propozycja KE stanowi nową strategię na rzecz rozwoju gospodarczego Unii Europejskiej, stawiając jej za cel osiągnięcie do roku 2050 stanu neutralności klimatycznej. Komisja zdecydowała się na krok zbliżony do tego, o który działające na kontynencie formacje ekopolityczne walczyły od lat.
W Zielonym Nowym Ładzie od zawsze chodziło o połączenie ze sobą kwestii ekonomicznych i klimatycznych – po to, by wcielać w życie rozwiązania, przynoszące pozytywne skutki w obu tych dziedzinach. Pozwolił on Zielonym na opracowanie spójnych postulatów dotyczących gospodarki i sektora finansowego, dzięki czemu łatwiej było im wyjść ze swej dotychczasowej niszy ekologicznej.
ZNŁ, budząc niemałe zainteresowanie medialne, wyrażał ducha czasu Wielkiej Recesji i pozwolił partiom ekopolitycznym na zdobycie uznania za swój program.
Powrót geopolityki
Naiwnie byłoby wierzyć, że możliwe jest proste przeniesienie koncepcji z pierwszej dekady XXI wieku do roku 2020 bez jej aktualizacji. Otaczający nas świat uległ niemałym przemianom. Dręczące nas wyzwania nie mają już wyłącznie charakteru gospodarczego, społecznego czy środowiskowego. Na polityczną układankę powróciła geopolityka – „odrosła dżungla”, jak stwierdzić miał historyk Robert Kagan.
Wraz z istotnym przewartościowaniem geopolitycznym widoczne są pęknięcia w ładzie międzynarodowym. Stany Zjednoczone oraz Chiny zwarły się w konflikcie o hegemonię. Bliski Wschód pozostaje beczką prochu. Liberalna demokracja znajduje się dziś w odwrocie. Swój kryzys egzystencjalny przeżywa również Światowa Organizacja Handlu. W siłę rosną tendencje protekcjonistyczne. NATO – i całe relacje transatlantyckie – okazują się być napięte. Międzynarodowa stabilność nie trwa jak widać wiecznie.
W obliczu tego stanu rzeczy na czoło znów zaczyna się wysuwać geopolityka – musi być zatem traktowana kompleksowo oraz włączana w każdy wymiar realizowanej polityki.
Nowa Komisja Europejska zdaje się dostrzegać to wyzwanie. Ursula von der Leyen obiecała, że będzie to „geopolityczna” Komisja, a odpowiadający za unijne sprawy zagraniczne Josep Borrell trzeźwo zauważył, że Unia musi „nauczyć się używać języka mocy”. Póki co jednak tego nie robi.
Wciąż dominuje podejście silosowe, w którym geopolityka oraz Zielony Ład dla Europy realizowane są w oderwaniu od siebie. Tymczasem w świecie, w którym ta pierwsza odgrywa coraz ważniejszą rolę, jej aspekty muszą znaleźć się również i w tym drugim.
Kwestie ekonomiczne i te, związane z bezpieczeństwem pozostają ze sobą ściśle związane. Nie mamy dziś do czynienia tylko z gospodarką, lecz z geogospodarką. Neoliberalne credo nieograniczonej wymiany handlowej, nieokiełznanego wolnego rynku i leseferyzmu nie jest już dziś w menu. Obserwujemy powrót państwa oraz mieszanie się ze sobą polityki, kwestii związanych z bezpieczeństwem i z gospodarką.
Rola Huawei w budowie sieci 5G, chińska inicjatywa „jednego pasa i jednej drogi”, amerykańskie sankcje wobec Nord Stream 2 czy kontrolowanie eksportu zaawansowanych technologicznie rozwiązań do Chin – to wszystko działania ekonomiczne, w jasny sposób realizujące również interesy geopolityczne.
Strategiczne spojrzenie na Zielony Ład
Ubranie Europejskiego Zielonego Ładu w język geopolityki jest zadaniem, z którym zmierzyć się muszą również Zieloni. Partiom ekopolitycznym udało się wzmocnić w ostatnich latach swóją wiarygodność w kwestiach gospodarczych – teraz nadszedł czas na popracowanie nad swym profilem geopolitycznym. Oznacza to opracowanie szerokich ram koncepcyjnych oraz towarzyszącej im strategii.
Nie jest to prosta sprawa, biorąc pod uwagę pacyfistyczne dziedzictwo i towarzyszący mu sceptycyzm wobec realizowania polityki z pozycji siły. Tygodnik „The Economist” zauważył niedawno, że choć „większość Zielonych dawno pozbyła się swego pacyfizmu”, to ich impulsy w polityce zagranicznej – czy to wobec Chin czy Rosji – „nie tworzą szerszej strategii” .
Analiza geopolityczna musi brać pod uwagę trzy zróżnicowane podejścia. Po pierwsze, Zielony Ład dla Europy musi uwzględniać swój wpływ na wyzwania geopolityczne, przed którymi stoi UE. Po drugie, musi mieć na względzie wpływ europejskiej transformacji energetycznej na resztę świata. Po trzecie wreszcie liczyć się musi z jego efektami ubocznymi – zarówno globalnymi, jak i tymi wewnątrzunijnymi.
Biorąc pod lupę tę pierwszą kwestię widać wyraźnie, że Europa znajduje się w coraz trudniejszej pozycji. Stany Zjednoczone i Chiny podminowują ład międzynarodowy swoją walką o strefy wpływów.
Europa – przynajmniej do pewnego stopnia – znajduje się pośrodku ich konfliktów, a obaj gracze chcą przeciągnąć Unię i jej państwa członkowskie na swoją stronę. Europejski eksport, choć przynosi UE korzyści ekonomiczne, czyni ją również podatną na zagrożenia. Zależność od eksportu do obu stron sporu, jak również poszukiwania źródeł zagranicznych inwestycji na kontynencie, okazują się być swego rodzaju piętą achillesową Europy.
Widać to na przykładzie wykorzystywania w rozgrywkach między Stanami Zjednoczonymi a Chinami niemieckiego sektora motoryzacyjnego. Pekin ostregł Berlin, że może importować mniej niemieckich aut, jeśli zablokuje dostęp do sieci 5G dla Huawei. Waszyngton zagroził wprowadzeniem ceł na europejskie samochody, gdyby Niemcy nie zdecydowały się na zainicjowanie mechanizmu arbitrażowego, zawartego w porozumieniu nuklearnym z Iranem (co zresztą zrobiły).
Wolfgang Münchau trafnie podsumował tego typu sytuacje w dzienniku „Financial Times” pisząc: „Jeśli Europa miałaby dziś swych Metternichów czy Talleyrandów, wówczas rozpoczęłaby od odpowiedzenia na swoją słabość i zakończenia narażającej ją na szantażowanie uzależnienia od nadwyżek eksportowych” .
Europejski Zielony Ład mógłby stanowić odpowiedź na to wyzwanie. Dywersyfikacja ekonomiczna i wspieranie konsumpcji wewnętrznej mogą zmniejszyć ekonomiczną zależność od zewnętrznych graczy. Postawiłyby również Unię na dobrej pozycji do czerpania korzyści z globalnego trendu dekarbonizacyjnego. Trwa wyścig o czyste technologie. Europa jest liderką w zakresie ustanawiania standardów, finansowania czy regulacji w ramach tego nowego sektora o strategicznym znaczeniu.
Zielony Ład dla Europy może stać się filarem kontynentalnej strategii integracji, promującej rozwój zrównoważonej infrastruktury tak wewnątrz, jak i na zewnątrz granic Europy. Łączenie sąsiadujących z UE krajów z unijną siecią energetyczną pomogłoby w pogłębianiu więzi ekonomicznych, jednocześnie utrudniając chińskie dążenia do narzucania własnych standardów przemysłowych i do dominacji gospodarczej, której narzędziem ma być inicjatywa „jednego pasa i jednej drogi”.
Energetyka stanowi kluczowy, geopolityczny element Europejskiego Zielonego Ładu.
Bezpieczeństwo energetyczne jest jedynym aspektem myślenia w kategoriach Zielonego Nowego Ładu, w którym jak do tej pory kwestie geopolityczne traktowane były z dostateczną powagą. Przejście do efektywnego systemu, w całości opierającego się na źródłach odnawialnych, uniezależniłoby europejską gospodarkę od importowanej z autorytarnych krajów ropy i gazu ziemnego, zmniejszając wpływy polityczne Rosji.
Odpowiedzią Europejskiego Zielonego Ładu na zapisy paryskiego porozumienia klimatycznego byłby multilateralizm. Realizowany w obrębie polityki klimatycznej może przyczynić się do zmniejszenia ryzyka susz, powodzi czy zakłóceń w dostawach wody. Wszystkie te zjawiska mogą przyczynić się do zaistnienia szeregu zdarzeń geopolitycznych – od konfliktów po przymusowe migracje.
Można sobie nawet wyobrazić, że Europejski Zielony Ład będzie propozycją, która może przyczynić się do poprawy międzynarodowej pozycji euro. Mark Leonard, dyrektor Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) argumentuje, że poprzez promowanie zielonych rynków i emitowanie zielonych obligacji „Europa zapewnić sobie może większą niezależność ekonomiczną od innych potęg i rozpocząć proces przemiany euro w globalną walutę”.
Mierzenie skutków
Nie możemy zapominać również o innych geopolitycznych skutkach Europejskiego Zielonego Ładu. Co stanie się z krajami Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, które nie będą już mogły liczyć na kupno ich ropy przez Europę? Jaka przyszłość czeka je w świecie, który wyzwolił się od zależności od paliw kopalnych?
Zmiany polityczno-gospodarcze mogą okazać się źródłem niestabilności w regionie, konfliktów, a nawet wojen w bezpośrednim sąsiedztwie Europy. Państwowe korporacje naftowo-gazowe z regionu, odpowiedzialne z przeszło połowę globalnego wydobycia ropy, będą miały olbrzymie problemy w momencie, gdy z zasobów tych nie będzie już można zrobić użytku.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) odnotowała, że koncerny te nie są gotowe do przejścia na czyste źródła energii: „Żadna z wielkich, państwowych firm naftowych nie została przez swój rząd postawiona przed zadaniem objęcia wiodącej roli w rozwijaniu odnawialnych źródeł energii” . Tymczasem ropa i gaz przynoszą przeszło 60% dochodów budżetowych w krajach, takich jak Arabia Saudyjska, Irak, Kuwejt czy Katar.
Nowy, globalny ład energetyczny będzie miał swoich zwycięzców i przegranych. Zielony Ład dla Europy musi zapewnić tym drugim miejsce w nowym, globalnym porządku klimatycznym.
Jednym ze sposóbów na osiągnięcie tego celu może być pomoc w realizacji szeroko zakrojonych inwestycji w infrastrukturę energetyki odnawialnej i jej przesył do Europy (tak jak w wypadku projektu DESERTEC), co pozwoliłoby Europie na import energii z OZE lub też rozwinęło w regionie sektor energetyki solarnej, służącej do produkcji wodoru – paliwa, które stałoby się siłą napędową samolotów czy transportu dalekomorskiego.
Dawny świat energetyki musi odejść – UE musi z kolei zapewnić, by jej sąsiedzi znaleźli dla siebie miejsce w nowej rzeczywistości. Wsparcie dla regionu w idealnym scenariuszu powinno być powiązane z wymogami, dotyczącymi walki z korupcją, zwiększania przejrzystości, budowy demokracji oraz ochrony praw człowieka.
Unia Europejska musi być świadoma rozbieżnych interesów, ścierających się przy okazji Europejskiego Zielonego Ładu. Propozycja opodatkowania bardziej emisyjnej produkcji w krajach trzecich (carbon-border adjustment tax) ma na przykład za zadanie stworzenie równego pola gry między globalnymi graczami.
Klimatyczne rozwiązania celne mogą sprawić, że europejskie firmy będą miały szansę konkurować na rynkach międzynarodowych. Z drugiej strony istnieje ryzyko posunięć odwetowych i wojen handlowych, kwestionujących porządek globalnej wymiany.
Unia będzie musiała zachować w tym zakresie ostrożność. Zieloni często podkreślali swój sprzeciw wobec porozumień wolnohandlowych. W świecie, w którym multilateralizm i sam międzynarodowy handel są dziś zagrożone powinni zastanowić się czy przynajmniej część z nich, mimo swoich niedociągnięć, może okazać się niezbędnymi narzędziami podtrzymania globalnego ładu.
Europejski Zielony Ład nie może doprowadzić do wytworzenia podziału na zwycięzców i przegranych wewnątrz samej Unii. Mark Leonard ostrzegł, że to „być albo nie być” dla Wspólnoty. Może on pomóc w zjednoczeniu Europy i we wzmocnieniu jej pozycji w relacjach z Chinami i USA, ale też podzielić ją na nowo na część wschodnią i zachodnią. Jeśli do tego dojdzie, wówczas Pekin czy inne stolice będą mieć proste zadanie w dalszym kruszeniu jej jedności.
Chinom udało się już zdobyć przyczółki w środku i na wschodzie kontynentu dzięki obietnicom inwestycyjnym.
Obszary te potrzebować będą wsparcia finansowego w procesie przechodzenia na tory zrównoważonego rozwoju. Przygotowanie tych gospodarek na wyzwania XXI wieku może wymagać wsparcia o skali niczym z Planu Marshalla. Zaoferowanie państwom członkowskim korzyści z udziału w realizacji Europejskiego Zielonego Ładu zmniejszyć może atrakcyjność ofert inwestycyjnych ze strony zewnętrznych graczy, myślących o osłabieniu UE.
Serwowana Europie przez Niemcy polityka cięć i zaciskania pasa już dziś pokazuje co dzieje się, gdy jakaś gospodarka dołuje, a Unia nie wspiera jej w momencie trudności. W efekcie braku wsparcia i westycyjnego Grecji wpływy w tym kraju – dzięki zakupowi kluczowych elementów jego infrastruktury – zdobyły Chiny.
Europejski Zielony Ład musi zaakceptować geopolityczne realia. To ambitne zadanie dla nowej Komisji Europejskiej. Unijne instytucje muszą nawiązać ze sobą współpracę w tej materii, a obsada ambasad i przedstawicielstw UE na całym świecie będzie musiała ulec wzmocnieniu po to, by skuteczniej działać na rzecz kwestii związanych z geopolityką i transformacją energetyczną.
Formacje ekopolityczne, wraz ze wzrostem swojej popularności, będą musiały rozpocząć refleksję na temat swych strategii geopolitycznych. W najbliższych latach powinny one pilnować stworzenia przez Komisję Europejską tego typu strategii jako istotnego elementu Europejskiego Zielonego Ładu. Lepiej rozpocząć ten proces wcześniej niż później.
Artykuł „A Green Deal for a Geopolitical Age” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek
Zdj. Fragment okładki nowego numeru pisma pt. „A World Alive: Green Politics in Europe and Beyond”
Rozmowa Zielonych Wiadomości z prof. dr hab. Zbigniewem W. Kundzewiczem, wybitnym hydrologiem i klimatologiem na temat problemów z wodą i ich wpływu na środowisko.
Zielone Wiadomości: Panie Profesorze każdy z nas codziennie wielokrotnie puszcza wodę z kranu, myje ręce, czy też gotuje, sprząta itd. Dla wielu z nas woda jest czymś takim, jak powietrze: po prostu jest i nie zastanawiamy się nad tym, czy zawsze będzie. Tymczasem naukowcy już od lat alarmują, że wkrótce wody może nam zabraknąć. Które z tych twierdzeń jest prawdziwsze?
Zbigniew W. Kundzewicz: Woda nie jest nam dana na zawsze – i to jest prawda. Ale, patrząc globalnie, woda uczestniczy też w nieskończenie powtarzalnym cyklu hydrologicznym, a przez to wody w systemie Ziemia-atmosfera nie ubywa i w tym sensie będzie zawsze. Pamiętajmy, że woda krąży bez przerwy. Zmieniają się jednak parametry tego krążenia i to zmieniają w sposób, który niekoniecznie jest dla nas korzystny.
Choć woda krąży bez przerwy, jednak robi to niesprawiedliwie. Są obszary na świecie, gdzie tej wody jest pod dostatkiem, a nawet za dużo, i są też obszary, w których wody permanentnie brakuje.
Z naszego punktu widzenia i z punktu widzenia środowiska problemem jest zmienność zasobów wodnych, i to zmienność, która rośnie. Dla nas optymalne byłyby stany średnie, czyli gdy wody nie jest ani za dużo, ani za mało. Najlepszy jest deszcz niewielki, na przykład kapuśniaczek. Taki deszcz służy naturze.
W ocieplającym się klimacie mamy długie okresy bezdeszczowe przedzielane opadami intensywnymi. A to nie jest najlepszy scenariusz dla środowiska. Przy dużych opadach deszczu tylko część wody wsiąka w grunt. Większość bezproduktywnie spływa kanalizacją do rzeki i potem do morza. Nie mamy możliwości zgromadzenia tej wody. Nasze zbiorniki retencyjne mogą zmagazynować tylko 6% rocznych przepływów. W efekcie, nawet jeśli spore mamy opady, to z punktu widzenia środowiska one nie przynoszą nam dużych korzyści.
O ile jednak o problemie jakości powietrza mówi się co roku przez kilka miesięcy szukając winnych i rozwiązań tej sytuacji, o tyle o problemach z wodą mówi się mało lub prawie wcale. Dlaczego woda i jej wpływ na środowisko ma tak zły „PR”?
Problemy z wodą mogą być trojakie i wszystkie trzy w Polsce występują. Wody może być za mało, wody może być zbyt dużo, a także woda może być zbyt brudna. Z tym trzecim problemem już sobie dość dobrze radzimy. Mamy sporo nowoczesnych oczyszczalni i już w dużej mierze nie trujemy rzek. Problemem jest jednak nadal zanieczyszczenie rozłożone np. na terenach wiejskich i rolniczych. Ściekające z pól resztki nawozów, czy środków ochrony roślin, jest trudniej wyłapać – tutaj nie można zbudować oczyszczalni. Z tym mamy więc problem.
A wracając do pierwszych dwóch problemów. Obserwowane zmiany klimatu powodują, że zjawiska ekstremalne stają się jeszcze bardziej ekstremalne. W efekcie co kilka lat mamy powódź, która zabija i niszczy. I tu dochodzimy do kwestii, którą Pan poruszył. W pamiętnej powodzi z 1997 roku życie straciło w Polsce 55 osób. Tymczasem Europejska Agencja Środowiska wyliczyła, iż liczba dodatkowych zgonów spowodowanych złą jakością powietrza sięga w Polsce 48 tysięcy rocznie. Dlatego o stanie jakości powietrza się mówi, bo to stanowi realne i częste zagrożenie dla życia ludzkiego. Jeżeli do tego dodamy upalne lato i piękną pogodę, którą wszyscy lubią, to zrozumiemy, dlaczego o problemach z wodą mówi się mniej niż o innych problemach związanych ze zmianami klimatu i ich wpływu na środowisko.
Czyli jednak prawdą jest stwierdzenie, że „woda po prostu jest i zawsze będzie”?
Myślę, że sporo ludzi zdaje już sobie sprawę, iż zasoby wodne Polski nie są wysokie. Specjaliści powiedzą jednak, że są kraje, w których wody jest o wiele mniej niż w Polsce, ale które dobrze dają sobie radę. Tu przykładem może być Izrael. Tam zdecydowano, iż woda nie będzie używana do masowej produkcji żywności. Jest jej po prostu za mało. Żywność masowa, która wymaga dużych ilości wody, np. pszenica, jest kupowana za granicą. A w kraju produkują żywność dla koneserów, uzyskując z litra wody znacznie wyższy dochód, np. awokado, czy grapefruit. Dodatkowo wprowadzono na olbrzymią skalę odsalanie wody morskiej.
I pewnie wiele osób widząc takie przykłady myśli, iż nasze problemy z wodą nie są aż tak poważne.
Pamiętajmy jednak, że straty wywołane suszą są bardzo wyraźne i w wielu miejscach widać to gołym okiem. Tam, gdzie jeszcze niedawno stała woda, teraz jest sucho. W suchym roku plony rolne są niższe niż przeciętna. Schną rośliny (nawet drzewa), które powinny sobie radzić.
Szczególnie widać to na niewielkich zbiornikach wodnych czy małych potokach i ciekach wodnych.
Zgadza się. To wiąże się z klimatycznym bilansem wodnym. Dla przykładu: w Wielkopolsce bilans wodny w ciągu lata jest praktycznie zawsze ujemny. Oznacza to, że więcej wody paruje niż pada. W ostatnich kilkunastu latach wyjątkami od tej reguły były lata 1997 i 2010, kiedy mieliśmy powodzie i podtopienia.
To, co obserwujemy w ostatnich latach: susza trwa długo, zwiększa się parowanie wody, aż w końcu przychodzi wielki deszcz, który powoduje podtopienia i straty, np. w rolnictwie, czy gospodarce mieszkaniowej. Ale ta woda znika, spływa do rzeki i poza stratami niewiele z tego nie mamy.
A jaki wpływ na bilans wodny mają ludzie? Miasta w sposób niekontrolowany „rozlewają się” na tereny podmiejskie i tam, gdzie przez lata było pole czy łąka, dziś stoją domy otoczone betonem. Przy okazji znikają przydrożne rowy, w których kiedyś stała woda. Zdarzają się sytuacje, gdzie inwestor zasypuje wręcz niewielkie, wysychające zbiorniki wodne.
To prawda. Są różne sytuacje i postawy społeczne. Rzeczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś próbuje, dla własnych celów, osuszyć podmokły teren. Ale musimy pamiętać, iż jeżeli woda tam stała, to prędzej czy później upomni się o swoje. Podtopienie nie powinno być niespodzianką.
Optymalna sytuacja to taka, gdy „łapiemy” wodę tam, gdzie spadnie. To jest możliwe, ale kosztowne.
Czyli rozwiązaniem może być mała retencja. W różnych punktach miasta pojawiają się zbiorniki, których zadaniem jest przejmowanie wody z opadów deszczu?
Idealne rozwiązanie. Taką wodę można potem wykorzystać do podlewania zieleni miejskiej, na przykład w czasie gdy nie ma opadów, albo spłukiwać jezdnie z pyłu i piasku.
Urbanizacja jest co najmniej równie ważna dla cyklu hydrologicznego co zmiany klimatu. Przy budowie kolejnych osiedli podmiejskich zanikają tereny przepuszczalne, czy podmokłe i mokradła. Rośnie współczynnik spływu, a więc woda nie wsiąka tylko szybko spływa do kanalizacji deszczowej. A przy tym rośnie potencjał strat związanych z zalaniem. I tu wcale nie chodzi o powódź rzeczną. Powodzie miejskie i podtopienia zdarzają się kiedy woda nie może wsiąknąć, ani spłynąć, i zalewa otoczone betonem domy.
A co się dzieje w takich sytuacjach z ekosystemami wodnymi? Na takich rozlewiskach czy mokradłach mamy przecież roślinność, zwierzęta. I nagle zaczyna brakować wody, przychodzi wielka susza. Co się dzieje z takim ekosystemem?
Takie ekosystemy ulegają transformacji. W wielu miejscach na świecie podejmuje się jednak sporo działań, które próbują temu zaradzić. I tym kierunku powinniśmy iść. Na przykład w Bydgoszczy stworzono katalog zielono-niebieskiej infrastruktury, w którym opisano, co można zrobić na każdym poziomie funkcjonowania miasta, zaczynając od domku jednorodzinnego i osiedla mieszkaniowego, a na poziomie ogólnomiejskim kończąc.
Powtórzę jeszcze raz, tu obowiązuje prosta zasada: złapać wodę jak najbliżej miejsca, w którym spadnie i pozwolić na stworzenie, w swoim sąsiedztwie, nowego, sztucznego ekosystemu.
Pojawiają się pomysły tworzenia stawów kąpielowych zamiast wybetonowanych basenów.
To dobry, ale niełatwy kierunek. Nasze wody podskórne i płytkie wody gruntowe są zanieczyszczone i trzeba sporych nakładów pracy, żeby woda w takim stawie kąpielowym miała dobrą jakość. Konieczna jest tu odpowiednia roślinność, która oczyści wodę ze składników odżywczych – azotu czy fosforu. I w ten sposób powstaje nowy, sztuczny ekosystem, który w jakiś tam sposób rekompensuje nam utracone ekosystemy naturalne.
A z perspektywy lat Pana badań, czy jest Pan optymistą i wierzy, że kilka, kilkanaście lat letnim wieczorem wyjdziemy na łąkę nad niewielkim stawem i usłyszymy jeszcze kumkanie żab? Czy też po prostu stawu nie będzie, żab nie będzie, a my będziemy zmęczeni kolejnym upalnym latem?
Na szczęście dla nas takich miejsc w Polsce jest jeszcze wiele. Miasta się rozrastają i coraz więcej osób wyprowadza się na przedmieścia. Ale muszę przyznać, że coraz częściej widzę, że wiele osób tworzy swoje własne, niewielkie ekosystemy. W ogrodach pojawiają się małe zbiorniki wodne. Wielu mieszkańców używa kompostowników. To przecież też niewielkie ekosystemy.
Sporo osób, które podniosły swoją świadomość ekologiczną, zdaje sobie sprawę, że wody może kiedyś zabraknąć, bo nasze zasoby są ograniczone, a potrzeby rosną. Wszyscy, na swój sposób ulegamy fascynacji, iż zmienia się klimat, a więc może pojawią się dodatkowe szanse. W ogrodzie jednego z podpoznańskich domów widziałem posadzoną palmę. Oczywiście wymaga ona specjalnego zabezpieczenia w okresie jesienno-zimowo-wiosennym, kiedy mogą (choć nie muszą) występować groźne przymrozki, ale to pokazuje, jak zmiana klimatu zmienia nasze zachowania i działania.
Tak, jak już mówiłem, tym wszystkim zmianom towarzyszy zmienność. Z naszych obliczeń wynika, że ilość opadów powinna wzrosnąć, ale nierównomiernie. Projekcje na przyszłość pokazują, że w coraz cieplejszym lecie, kiedy roślinność potrzebuje najwięcej wody, opadów nie tylko nie będzie więcej, ale raczej znacząco mniej.
Pamiętajmy, że woda i klimat są połączone i mają wpływ na nasze życie, na funkcjonowanie ekosystemów, w tym także tych sztucznych stworzonych przez człowieka, których bym jednak nie lekceważył.
Prof. Zbigniew W. Kundzewicz – polski hydrolog i klimatolog, profesor nauk o Ziemi, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. Pracuje w Zakładzie Klimatu i Zasobów Wodnych Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. Koordynował wielokrotnie prace Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu IPCCW. 2017 roku został uhonorowany Międzynarodową Nagrodą Hydrologiczną IAHS/ UNESCO/ WMO i Medalem Dooge’a. Jest to najwyższe w świecie wyróżnienie w dziedzinie nauk hydrologicznych.
——-
Fot. Marcin Wrzos, Wisła w okolicach Tarchomina
*** Wywiad ukazał się w Zielonych Wiadomościach nr. 031/numer 1/2019, do ściągnięcia w formacie pdf: https://zielonewiadomosci.pl/wp-content/uploads/031.pdf
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
W środę, z okazji Dnia Ziemi, przed Kancelarią Premiera aktywistki i aktywiści rozwiesili piętnastometrowy transparent z hasłem Powrót do normalności=kryzys. W ten sposób Greenpeace nawiązuje do słów premiera Mateusza Morawieckiego i podkreśla, że powrót do polityki realizowanej w ubiegłych latach oznacza pogłębianie się kryzysu klimatycznego i ekologicznego. W odpowiedzi na kryzys spowodowany przez pandemię organizacja przedstawiła dziś program budowy Zielonego państwa dobrobytu – głębokiej transformacji społeczno-ekonomicznej Polski i odejścia od gospodarki opartej na idei nieograniczonego wzrostu i nadkonsumpcji.
– Nie możemy sobie pozwolić na powrót do „normalności”, bo „normalność” sprzed pandemii to plany budowy nowych kopalni węgla i nowych elektrowni na węgiel i gaz ziemny, wycinka najstarszych i najcenniejszych polskich lasów oraz błyskawiczna ekspansja ferm przemysłowych, to rosnące rozwarstwienie społeczne i coraz gorsza jakość usług publicznych. Taka „normalność” to recepta na kryzys – powiedział Paweł Szypulski, dyrektor programowy Greenpeace.
Program Zielonego państwa dobrobytu przedstawiony przez Greenpeace zakłada, że dobrobyt
i bezpieczeństwo społeczeństwa nie musi, a wręcz nie może, opierać się na dążeniu do nieustannego wzrostu PKB. Program postuluje osiągnięcie przez Polskę neutralności klimatycznej najpóźniej do 2040 r., objęcie w ciągu dekady 30 proc. naszego kraju różnymi formami ochrony przyrody i odejście od chowu przemysłowego. Organizacja ogłosiła otwarte konsultacje programu, które potrwają trzy tygodnie.
Udział w nich może wziąć każdy za pośrednictwem formularza na stronie ZielonePanstwoDobrobytu.pl.
– Trzymanie się koncepcji nieograniczonego wzrostu w sytuacji kryzysu klimatycznego i degradacji środowiska, to dociskanie gazu w aucie pędzącym w kierunku betonowej ściany. Ta betonowa ściana jest już bardzo blisko, widzimy ją dokładnie. To między innymi susza dewastująca polskie rolnictwo i zagrażająca przyrodzie, to pożary, takie jak ten, który w tych dniach pustoszy bezcenny obszar Biebrzańskiego Parku Narodowego. Czas wcisnąć hamulec i zmienić system, który pozwolił na zniszczenie przyrody i zagroził naszemu bezpieczeństwu! Przy projektowaniu kolejnych budżetów rządzący powinni odchodzić od prymatu PKB i coraz bardziej skupiać się na realizacji innych wskaźników. Od wzrostu PKB ważniejsze są dostęp i jakość opieki medycznej, walka z ubóstwem i ochrona przyrody. Do 2030 r. Polska musi wypracować strategię budowy dobrobytu bez wzrostu gospodarczego – powiedziała Marta Grundland z Greenpeace.
Jeszcze przed wybuchem obecnego kryzysu Nowa Zelandia przyjęła budżet, którego celem nie jest wzrost gospodarczy lecz zwiększenie dobrostanu obywateli [1]. Natomiast w ostatnich dniach Amsterdam ogłosił, że przygotowuje strategię rozwoju, która nie zakłada dążenia do stałego wzrostu PKB przy jednoczesnej realizacji potrzeb mieszkańców i poszanowaniu ograniczeń środowiska naturalnego [2]. Finlandia przyspiesza budowę neutralnego dla klimatu i wolnego od paliw kopalnych państwa opiekuńczego, a Słowacja deklaruje osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2040 r.
Program Zielone państwo dobrobytu dostępny jest na stronie: ZielonePanstwoDobrobytu.pl
Wydarzenie odbyło się z zachowaniem zasad dystansu fizycznego. Wzięło w nim udział 6 osób. Wszyscy zachowali rekomendowaną przez Ministerstwo Zdrowia odległość 1,5 m od innych osób. Aktywistki i aktywiści przez cały czas trwania wydarzenia mieli nałożone maseczki ochronne na nos i usta.
Przypisy:
[1] Dokumenty wyjaśniające czym jest The wellbeing budget 2019 można znaleźć na stronie nowozelandzkiego Ministerstwa Skarbu Państwa: https://treasury.govt.nz/publications/wellbeing-budget/wellbeing-budget-2019
[2] Strategię rozwoju Amsterdamu opisał między innymi brytyjski dziennik Guardian: https://www.theguardian.com/world/2020/apr/08/amsterdam-doughnut-model-mend-post-coronavirus-economy
Fot. Greenpeace Polska
W resorcie rolnictwa zapadła kontrowersyjna decyzja odebrania 178 mln euro przeznaczonych w Planie Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-2020 na wsparcie rolnictwa ekologicznego i przeznaczenie ich na ONW – Obszary o Niekorzystnych Warunkach Gospodarowania.
Konsekwencje? Rolnicy gospodarujący na ONW dostaną do 1 ha kilkaset zł więcej. Czyim kosztem? Kosztem rolników ekologicznych, którzy naprawdę produkują lub chcą podjąć produkcję żywność wysokiej jakości w systemie, który nie niszczy środowiska. Zapłacą za to również polscy konsumenci zmuszeni do zakupu nieraz droższej żywności ekologicznej pochodzącej z innych krajów UE, w których władza publiczna naprawdę wspiera rozwój rolnictwa ekologicznego.
Uzasadnienie tego planu – rzekomy brak zainteresowania rolników prowadzeniem produkcji ekologicznej. No cóż, przy takim „wsparciu” państwa, trudno dziwić się, że rolnicy są pełni obaw i tracą zainteresowanie tą formą produkcji.
W 2018 r. w Polsce było ok. 19 tys. gospodarstw ekologicznych. Danych za 2019 r. jeszcze nie opublikowano, ale ze wstępnych informacji widać ciągły spadek liczby gospodarstw, podczas gdy w innych krajach UE ich liczba stale rośnie. Dlaczego tak się dzieje, skoro w całej UE (także w Polsce) rosną obroty żywnością ekologiczną zgodnie z oczekiwaniami konsumentów?
Aktualnie w Polsce szacuje się wartość rynku żywności ekologicznej na 1,3 mld zł (Raport z badań „Marketing, promocja oraz analiza rynku: analiza wartości i struktury rynku produkcji ekologicznej w Polsce” przygotowany dla Ministerstwa przez SGGW). Jeśli polscy rolnicy ekologiczni nie otrzymają odpowiedniego wsparcia dla prowadzenia produkcji ekologicznej i nie będzie dla nich dobrych zachęt, to w jeszcze większym stopniu miejsce na polskim rynku będą zajmowały dostawy żywności ekologicznej z innych krajów UE. W takich krajach jak Niemcy, Francja czy Dania rolnictwo ekologiczne jest szczególnie wspierane – dzięki krajowym strategiom i programom produkty ekologiczne są realną alternatywą i konkurencją dla produkcji konwencjonalnej, dostępną dla wielu konsumentów
Ta zmiana w działaniu „Rolnictwo ekologiczne” jest wyjątkowo niekorzystna dla polskich rolników ekologicznych oraz polskich konsumentów. Jest to także wyjątkowo szkodliwe dla bezpieczeństwa żywnościowego Polski, gdyż wsparcie dla ONW nie jest powiązane z warunkiem produkcji żywności. Czy tak polski rząd dba o zapewnienie Polakom żywności ekologicznej cechującej się wysoką jakością, zwłaszcza w szczególnym okresie epidemii spowodowanej wirusem COVID-19?
Projekt przesunięcia środków jest jednym z wielu działań uderzających w rozwój produkcji ekologicznej w Polsce.
W 2019 r. pogorszono rolnikom ekologicznym warunki otrzymania płatności do upraw paszowych i trwałych użytków zielonych z 0,3 DJP/ha do 0,5 DJP/ha, co w warunkach suszy, z jaką borykali się rolnicy w latach 2018 i 2019, mogło powodować trudności w samowystarczalności paszowej, zwłaszcza w rejonach klęski suszy i na słabych glebach. M.in. z powodu takich działań brakuje w Polsce mleka ekologicznego, a ekologiczne mleko i jego przetwory na półkach polskich sklepów, pochodzą z innych krajów UE, które naprawdę rozwijają produkcję ekologiczną. Wprawdzie trzy miesiące później nieco podniesiono stawki dotacji do upraw ekologicznych, lecz nie spowoduje to rozwoju produkcji ekologicznego mleka, ponieważ w tym celu konieczne jest przede wszystkim usunięcie wielu formalnych barier, które tworzono przez wiele lat. Przedstawiciele ministerstwa rolnictwa publicznie deklarują wsparcie rozwoju produkcji ekologicznej w ramach „Planu dla Wsi”. Niestety, kończy się na pustych obietnicach. Nie ma żadnego związku pomiędzy deklaracjami ministerstwa rolnictwa obiecującymi Polakom żywność wysokiej jakości a działaniami i decyzjami, które rzeczywiście są podejmowane w tym resorcie.
Już raz mieliśmy podobną sytuację – we wrześniu 2015 r. była podobna uchwała o przesunięciu 157 mln euro z działania „Rolno-środowiskowo-klimatycznego” na ONW, wówczas – po protestach organizacji rolniczych i ekologicznych – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi obiecał zwrot równoważnych środków na te cele z PROW 2014-2020 i uczynił to. Niestety, teraz Ministerstwo nie dotrzymuje danego słowa i ponownie zabiera środki przeznaczone na wsparcie rolnictwa ekologicznego.
Kiedy w końcu rolnictwo ekologiczne stanie się dla naszych władz równie ważne jak rozwój innych kierunków produkcji rolnej w Polsce?
Uchwały Komitetu Monitorującego PROW 2024-2020 podjęte w trybie obiegowym oraz protokół z przyjęcia uchwał w procedurze pisemne można przeczytać tutaj: https://www.gov.pl/web/rolnictwo/uchwaly-podjete-w-trybie-obiegowym
Źródło: Koalicja Żywa Ziemia
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Już jutro, 15 kwietnia, odbędzie się pierwsze czytanie projektu inicjatywy obywatelskiej myśliwych, którego celem jest przywrócenie możliwości udziału dzieci w polowaniach. Ze względu na istotne względy pedagogiczne, psychologiczne i społeczne Komitet Ochrony Praw Dziecka, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Stowarzyszenie na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia, UNICEF Polska, Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oraz koalicja Niech Żyją! (40 organizacji społecznych), w liście do Marszałkini Sejmu, Posłanek i Posłów wyraziły stanowczy sprzeciw w kwestii obecności najmłodszych obywateli przy zabijaniu zwierząt.
Polowania-nie-dla-dzieci_LIST
Wypracowany przez stronę społeczną i uchwalony przez Sejm w styczniu 2018 roku zakaz udziału dzieci w polowaniach wypełnił istotną lukę wynikłą z niedostosowania Ustawy prawo łowieckie do istniejącego porządku prawnego i współczesnych standardów edukacji.
Tymczasem teraz, wbrew opiniom poprzedniego Rzecznika Praw Dziecka – Marka Michalaka, Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, Komitetu Psychologii PAN i Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz wielu psychologów i pedagogów, podjęta została próba jego zniesienia.
Uczestnictwo dzieci w wysoce zorganizowanych i technologicznie zaawansowanych procedurach masowego zabijania zwierząt rani i deformuje ich naturalną wrażliwość, zdolność do współczucia i empatii, a także szacunek dla świata przyrody. Dlatego właśnie w programach edukacyjnych szkół podstawowych i średnich nie umieszcza się przecież wycieczek do rzeźni – stwierdza psycholog, Wojciech Eichelberger.
Tradycja polskiej rodziny myśliwskiej, przy całym szacunku dla niej, nie może dopuszczać i zakładać emocjonalnego krzywdzenia dzieci. Dziecko w rodzinie myśliwskiej niczym nie różni się w swoich etapach rozwojowych od dziecka z blokowiska w dużym mieście. Jego rozwój psychiczny, fizyczny, emocjonalny i intelektualny przebiega według identycznych prawideł rozwojowych. Jeśli w jakiejś rodzinie jest tradycja serwowania alkoholu, to nie oznacza, że trzeba ten alkohol dawać dzieciom. To zjawisko jest obciążone dużym ryzykiem przeżyć traumatycznych, dlatego należy zachować rozsądek i brać pod uwagę i szanować fazy rozwojowe dziecka. Uczestniczenie w polowaniach jest ponad miarę ich wieku – komentuje Mirosława Kątna z Komitetu Ochrony Praw Dziecka.
Jak wskazują badania, dzieci które doświadczały przemocy i okrucieństwa wobec zwierząt trzykrotnie częściej były skłonne do zadawania jej w przyszłości – zarówno zwierzętom, jak i ludziom – opiniowała zmianę w prawie łowieckim dr Barbara Błońska, kryminolożka w Katedrze Kryminologii i Polityki Karnej Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego.
Przed wprowadzeniem zakazu udziału dzieci w polowaniach tysiące z nich uczestniczyło w brutalnych czynnościach myśliwych: widziały zestrzeliwane zwierzęta, oglądały ich konanie w cierpieniu i dobijanie, rozcinanie ciał i wyciąganie wnętrzności, a na koniec polowania pokoty, na których myśliwi chełpili się nad swoimi ofiarami. To wszystko miało ogromny wpływ na ich rozwój emocjonalno-psychologiczny. Utrzymanie w mocy zakazu jest sprawą wielkiej wagi dla dobra dzieci – mówi Tomasz Zdrojewski z koalicji Niech Żyją!
Dziwić może fakt, że po zmianie prawa łowieckiego, która zakazała udziału dzieci w polowaniach i uzyskała poparcie różnych ugrupowań ponad podziałami, teraz myśliwi znów forsują powrót do stanu prawnego sprzed nowelizacji. Czy za chwilę nie dojdzie do sytuacji, w której wszystkie dobre zmiany w ustawodawstwie, stanowiące kompromis między postulatami różnych środowisk, zostaną definitywnie przekreślone? – mówi Radosław Michalski z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze.
Jednym z zadań państwa prawa jest ochrona najmłodszych obywateli przed narażaniem (również przez rodziców) na szkodliwe i niebezpieczne dla ich rozwoju treści. Dlatego bez względu na opinię opiekunów, prawo zabrania udostępniania nieletnim treści pornograficznych i epatujących agresją, np. w filmach. Tymczasem polowania to brutalna lekcja podmiotowego traktowania żywych stworzeń, która niesie ogromne ryzyko dla psychiki dzieci. Nie ma na to naszej zgody – podsumowuje Radosław Ślusarczyk ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Laureatka nagrody Nobla Olga Tokarczuk, włoski historyk Carlo Ginzburg, profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego Jan Zielonka, niemiecka politolożka Ulrike Beate Guérot, doradca prezydenta Brazylii Luly da Silvy Ladislau Dowbor, reżyserka Agnieszka Holland, publicysta Tomasz Terlikowski, holenderska teoretyczka kultury Mieke Bal, były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, doradca ekonomiczny papieża Luigino Bruni, hiszpański pisarz i filozof Fernando Savater, kandydat na prezydenta RP Robert Biedroń…
Co łączy te osoby (i wiele innych)? Wszyscy są sygnatariuszami listu otwartego, w którym wzywają władze Unii Europejskiej do solidarnej odpowiedzi państw członkowskich na kryzys epidemiologiczny.
Apelują o przeznaczenie środków finansowych zapewniających:
pracownikom realną możliwość utrzymania się,
małym firmom szansę na przetrwanie kryzysu,
dofinansowanie ochrony zdrowia,
badania nad lekami na COVID-19 i szczepionką na wirusa SARS-CoV-2.
„Prawdziwy podział nie przebiega w tej chwili między liberałami, lewicą a konserwatystami. Linia demarkacyjna zarysowuje się między tymi, którzy przywiązani do idei krótkoterminowych zysków są gotowi poświęcić współobywateli w imię rzekomej ochrony PKB, a tymi, którzy nie zgadzają się na taką logikę”.
Treść listu:
Pacjent Europa
Do:
– Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego David Sasso
– Przewodniczącego Rady Europejskiej Charles Michel
– Przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen
– i wszystkich polityków dobrej woli
Skala kryzysu związanego z COVID-19 oznacza, że rozwiązania przyjęte w walce z nim zadecydują o przyszłości demokracji liberalnej, gospodarki i integracji europejskiej.
Dlatego wzywamy Was do podjęcia odpowiedzialności politycznej i przejęcia inicjatywy. Tego zabrakło w 2008 roku podczas ostatniego kryzysu finansowego. Dziś wciąż jeszcze wszyscy ponosimy konsekwencje tego błędu.
Apelujemy do Was o przeznaczenie środków finansowych zapewniających:
- pracownikom realną możliwość utrzymania się podczas kwarantanny i kryzysu,
- firmom szansę na przetrwanie kryzysu gospodarczego,
- skokowe dofinansowanie usług publicznych, zwłaszcza ochrony zdrowia,
- efektywne badania nad lekami na COVID-19 i szczepionką na wirusa SARS-CoV-2.
Dzisiaj ratować trzeba nie tylko tysiące Europejczyków zakażonych koronawirusem. Pacjentem, któremu grozi śmierć, są także europejskie wartości, takie jak wartość życia ludzkiego, demokracja, solidarność, wspólnotowość, godność pracy i pracownika. Te wartości muszą ukazać się w wymiarze praktycznym, w konkretnych decyzjach, przed którymi teraz stoimy. Europa musi pokazać, że:
- Życie każdego człowieka, w tym osób starszych, jest wartością bezwzględną – a nie obciążeniem dla budżetu państwa czy gospodarki. Rozpatrywanie śmierci znacznej części społeczeństwa jako kosztu zewnętrznego, świadome poświęcanie życia ludzi na ołtarzu szybkiego powrotu do ścieżki wzrostu PKB jest barbarzyńskie, a w dodatku ekonomicznie nieskuteczne.
- Zdobyczą cywilizacyjną Europy było wprowadzenie powszechnych systemów emerytalnych – państwowego usankcjonowania solidarności całego społeczeństwa wobec starszych. Nie zostawiajmy samych ludzi, którzy przez całe życie pracowali na rzecz naszego wspólnego dobrobytu – zasługują oni na naszą wdzięczność i mają prawo do opieki i ochrony ich życia.
- Nie ma wolnego rynku bez wolności jego uczestników. Ta wolność jest ułudą, gdy zachodzi sytuacja skrajnej nierównowagi. Dzieje się tak, kiedy pracownicy stają się zakładnikami zmuszonymi do narażania zdrowia i życia dla zapewnienia sobie utrzymania. System swobodnej wymiany dóbr i przedsiębiorczości zmienia się wówczas w bezwzględny reżim ekonomiczny.
Dlatego postulujemy:
-
Bezwarunkowe wsparcie dla wszystkich
Bezwarunkowy dochód podstawowy powinien być wypłacany przez okres co najmniej trzech miesięcy zarówno tym obecnie pracującym, jak i bezrobotnym, bezpośrednio na ich konta. Pamiętajmy, że biurokracja jest wrogiem słabszych. Jeśli uzyskanie wsparcia finansowego będzie obwarowane długimi i skomplikowanymi procedurami, to nie trafi w pierwszej kolejności do tych, którzy dopiero co stanęli przed wizją wpadnięcia w spiralę zadłużenia oraz ubóstwa. Nie mamy czasu na weryfikację dochodową – to działanie standardowe w polityce rynku pracy, ale czasu pokoju, a nie wojny. Odpowiednia weryfikacja opodatkowująca wypłacone w ramach dochodu podstawowego dodatkowe wpływy na konta osób najbogatszych powinna nastąpić pod koniec roku podatkowego.
Gospodarka nie może czekać na impuls popytowy i wsparcie konsumpcji. Tymczasem musimy pilnie kupić czas konieczny do utrzymania niezbędnej kwarantanny. Nie możemy czekać, aż pieniądze przekazane wielkim graczom w formie bail outu zaczną „skapywać w dół” na rynek do konsumentów i obywateli. To twierdzenie nie było aktualne w czasach pokoju, a tym bardziej nie będzie działać w czasach stanu wyjątkowego lub wojny. Nie możemy nieodpowiedzialnie zmuszać pracowników pozbawionych finansowej stabilności do opuszczania niezbędnej kwarantanny. Dlatego potrzebujemy natychmiastowego, bezpośredniego i uniwersalnego transferu finansowego od Unii Europejskiej do jej obywateli, finansowanego wprost z budżetu Unii, oraz emisji pieniądza przez Europejski Bank Centralny.
-
Dofinansowanie firm dla utrzymania miejsc pracy i uspołecznienie zysków
Konieczne jest zapewnienie europejskim firmom – w tym zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorstwom (MŚP) – utrzymania ich potencjału produkcyjnego oraz stabilnego otoczenia ekonomicznego przez dostarczenie płynności, a także odroczenie zobowiązań podatkowych i składkowych. Polityka monetarna i fiskalna muszą tu iść ramię w ramię – poprzedni kryzys w Unii trwał tak długo i był tak dotkliwy dla najuboższych, bo rządy bały się przyznać, że luzowanie ilościowe nie przekłada się na wzrost gospodarczy. Dlatego postulujemy wprost wsparcie finansowania działań antykryzysowych z budżetów krajowych przez Europejski Bank Inwestycyjny oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Przewaga Europy nad systemami autorytarnymi wynikać musi z siły ich instytucji oraz zdolności do reagowania na sytuacje kryzysowe.
Należy jednocześnie doprowadzić do zmiany struktury własności kluczowych wspomaganych przedsiębiorstw. Środki przeznaczone na ratowanie miejsc pracy powinny służyć pracownikom, a nie zarządom przedsiębiorstw i rynkom finansowym. Konsekwencją kryzysu nie może być dalszy wzrost nierówności i fala prywatyzacji usług publicznych. Europa powinna ratować miejsca pracy, nie zaś zyski zarządów. Dlatego pomoc dla przedsiębiorstw musi być powiązana z odpowiedzialnością za europejskich podatników i z ich zabezpieczeniem. Postulujemy, aby pomoc publiczna dla korporacji przyjęła postać europejskiego dokapitalizowania, a Europejski Bank Centralny przejmował udziały we wspieranych przedsiębiorstwach. Takie rozwiązanie – znane choćby z kryzysu finansowego z 2008 roku – zagwarantuje zarówno kontrolę płac oraz dywidend, jak i solidarny udział społeczeństw europejskich w przyszłych zyskach korporacji.
-
Dofinansowanie usług publicznych przez odpowiednią formę europejskich obligacji obowiązującą dla całej Unii
Kryzys, z którym się mierzymy, dotyczy zdrowia publicznego. Pokazuje on, że społeczeństwo jest tak bezpieczne i zdrowe, jak jego najsłabsi członkowie. Dlatego społeczeństw i gospodarki nie stać na brak dostępu do uniwersalnej opieki zdrowotnej na wysokim poziomie. To właśnie błędna reakcja na kryzys finansowy z 2008 roku doprowadziła do degradacji usług publicznych w imię rzekomej racjonalności ekonomicznej – co teraz generuje dodatkowe koszty i utrudnia skuteczną walkę z pandemią.
Dziś Unia Europejska, uwalniając za pomocą odpowiedniej formy obligacji europejskich, obowiązujących dla całej Unii, dodatkowe środki finansowe dla państw narodowych na radykalne zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną – zwłaszcza w krajach najsilniej dotkniętych pandemią – pokazałaby, że zdrowie i życie obywateli Europy jest dla niej priorytetem, a państwom narodowym – że europejska solidarność jest rzeczywistością, a nie fantasmagorią. Pozwoliłoby to również na kontrolowaną mobilizację zasobów produkcyjnych w Europie na rzecz wspólnego celu, jakim jest zdrowie publiczne.
-
Europejskie badania nad lekami i szczepionką
Konieczne jest sfinansowanie z europejskich środków publicznych badań nad lekami na COVID-19 i poszukiwań szczepionki na wirusa SARS-CoV-2. Odkryte dzięki tym funduszom szczepionki i leki powinny być wolne od patentów, zgodnie z zasadami ogólnoludzkiej solidarności.
Zjednoczona Europa wyłoniła się jako odpowiedź na duchową i materialną dewastację II wojny światowej, sięgającą korzeniami kryzysu i bezrobocia lat 30. Kryzys to moment wyboru – może on doprowadzić nas do rozpadu Unii i fluktuacji między chaosem a autorytaryzmem. Może jednak stać się szansą na odnowienie umowy społecznej łączącej Europę i jej obywateli/obywatelki – okazją do zmiany modelu gospodarowania na bardziej solidarny i zrównoważony.
Wiara w to, że europejskie państwa znajdujące się w trudniejszej sytuacji ekonomicznej poradzą sobie z pandemią same, jest złudna. Jeśli chcemy zarówno pokonać pandemię, jak i oddalić widmo nadchodzącego ogromnego kryzysu gospodarczego, aby uchronić Europę przed pogrążeniem się w chaosie na długie dekady, musimy działać zgodnie z zasadą: United we stand, divided we fall.
Nasz list kierujemy do kierujących instytucjami Unii Europejskiej; Przewodniczącego Rady, Przewodniczącej Komisji Europejskiej i Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego oraz posłów wszystkich frakcji Parlamentu Europejskiego. Reprezentujemy różne środowiska ideowe. Jesteśmy przekonani, że dziś liberałowie uznający wartość każdej jednostki, konserwatyści wierzący w solidarność międzypokoleniową i ludzie lewicy nawołujący do poszanowania godności pracy muszą działać wspólnie.
Prawdziwy podział nie przebiega w tej chwili między liberałami, lewicą a konserwatystami. Linia demarkacyjna zarysowuje się między tymi, którzy przywiązani do idei krótkoterminowych zysków są gotowi poświęcić współobywateli w imię rzekomej ochrony PKB, a tymi, którzy nie zgadzają się na taką logikę.
Autorzy:
- Mateusz Piotrowski, działacz społeczny i ekologiczny
- Maciej Grodzicki, ekonomista
- Marta Olesik, filozofka
- Aleksander Temkin, filozof, działacz społeczny
- Zofia Sajdek, redaktorka, działaczka społeczna
- Filip Konopczyński, prawnik
- Jan Zygmuntowski, ekonomista
- Adam Ostolski, socjolog
Sygnatariusze:
- Olga Tokarczuk, pisarka, laureatka Nagrody Nobla w roku 2019
- Luigino Bruni, ekonomista, dyrektor naukowy papieskiego programu Ekonomia Franciszka
- Aleksander Kwaśniewski, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej (1995–2005)
- Jan Zielonka, politolog, profesor Oxford University
- Agnieszka Holland, reżyserka filmowa i teatralna
- Ladislau Dowbor, brazylijski ekonomista, główny doradca ekonomiczny prezydenta Brazylii Luli da Silvy
- Carlo Ginzburg, włoski historyk, jeden z pionierów mikrohistorii
- Ulrike Guerot, niemiecka myślicielka polityczna, założycielka i przewodnicząca European Democracy Lab
- Alessandra Smerilli, członkini Papieskiej Komisji Państwa Watykańskiego, profesor ekonomii politycznej
- Fernando Savater, hiszpański filozof i etyk
- Mieke Bal, holenderska krytyczka i teoretyczka kultury
- Rocco Buttiglione, włoski polityk, były senator, minister ds. stosunków europejskich Włoch i minister kultury Włoch
- Dorota Gardias, pielęgniarka, działaczka związkowa, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych
- Aleksander Smolar, prezes zarządu Fundacji im. Stefana Batorego
- Stefano Zamagni, włoski ekonomista, prezydent Papieskiej Akademii Nauk Społecznych
- Vera Zamagni, historyczka ekonomii, Uniwersytet Boloński
- Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, posłanka na Sejm RP IX kadencji
- Krzysztof Pomian, profesor nauk humanistycznych, filozof, historyk
- John Milbank, brytyjski teolog i filozof polityki, założyciel think tanku Res Publica
- Alenka Zupančič, słoweńska filozofka i teoretyczka psychonalizy
- Reinhard Bütikofer, niemiecki polityk, były współprzewodniczący Europejskiej Partii Zielonych, poseł do Parlamentu Europejskiego VII, VIII i IX kadencji.
- Małgorzata Omilanowska, była minister kultury i dziedzictwa narodowego RP
- Michał Boni, poseł na Sejm RP I kadencji, były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, deputowany do Parlamentu Europejskiego VIII kadencji
- Michał Kołodziejczak, rolnik, założyciel Ogólnopolskiego Ruchu Rolników Agrounia
- Robert Biedroń, poseł do Europarlamentu, kandydat na urząd prezydenta RP w wyborach 2020
- Claus Offe, niemiecki socjolog polityki
- Stefano Quintarelli,członek Rady Przywódczej Sieci Organizacji na Rzecz Zrównoważonego Rzowoju przy ONZ oraz Grupy Experckiej ds. Sztucznej Inteligencji przy Komisji Europejskiej
- Mladen Dolar, słoweński filozof i psychoanalityk
- Tomaso Montanari, historyk sztuki, opiniotwóca, profesor na Uniwersytecie w Sienie
- Claus Leggewie, niemiecki profesor nauk politycznych oraz dyrektorKulturwissenschaftliches Institut w Essen
- Kira Peter-Hansen, duński polityk, członek Socjalistycznej Partii Ludowej oraz Parlamentu Europejskiego
- Gianfranco Poggi, profesor socjologii na Uniwersytecie w Trydencie
- Lluís Torrens Mèlich, Red Renta Básica, Dyrektor Innowacji Społecznych przy Radzie Miejskiej Barcelony
- Andrzej Leder, filozof kultury, profesor w Polskiej Akademii Nauk
- Sergi Raventós, hiszpańska Sieć Dochodu Podstawowego
- Andrzej Nowak, profesor nauk humanistycznych, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego
- Alicja Zdziechniewicz, pisarka i działaczka na rzecz ochrony środowiska
- Adrian Zandberg, poseł na Sejm RP IX kadencji, członek Zarządu Krajowego Partii Razem
- Jan Śpiewak, działacz społeczny i samorządowy, współtwórca stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, prezes stowarzyszenia Wolne Miasto Warszawa
- Tomasz Terlikowski, publicysta, dyrektor programowy TVP Republika
- Bogdan Zdrojewski, polityk, prezydent Wrocławia (1990-2001), senator IV kadencji i były poseł na Sejm RP, minister kultury i dziedzictwa narodowego (2007-2014), poseł do Parlamentu Europejskiego 8. kadencji
- Paweł Szypulski, dyrektor programowy Greenpeace Polska
- Gérard Rabinovitch, francuski filozof i socjolog, Centre National de la Recherche Scientifique (CNRS), professor University of Paris VII-Denis Diderot
- Dominik Zgódka, dyrektor zarządzający Greenpeace Polska
- Jutta Paulus, deputowana do Parlamentu Europejskiego IX kadencji
- Monika Vana, austriacka polityk, działaczka Zielonych – Zielonej Alternatywy, deputowana do Parlamentu Europejskiego VIII i IX kadencji
- Benoît Biteau, francuski polityk, poseł do Parlamentu Europejskiego, Grupa Zielonych, Wolne Przymierze Europejskie
- Katarzyna Batko-Tołuć, wiceprezydent i dyrektor programowy Sieci Obywatelskiej Watchdog
- Marta Petrusewicz, profesor historii gospodarczej, City University of New York, wykłada historię nowożytną na Università della Calabria
- Damien Carême, francuski polityk, poseł do Parlamentu Europejskiego, członek Komisji Swobód Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych
- David Cormand, francuski polityk, poseł do Parlamentu Europejskiego
- Mounir Satouri, francuski polityk, poseł do Parlamentu Europejskiego, grupa Zielonych, Wolne Przymierze Europejskie
- Tilly Metz, luksemburska nauczycielka i polityczka, posłanka do Parlamentu Europejskiego, grupa Zielonych, Wolne Przymierze Europejskie
- Mareike Dittmer, dyrektorka fundacji The Art Stations Foundations CH, Museum Susch
- Monika Kostera, ekonomistka, profesor nauk ekonomicznych, profesor nauk humanistycznych
- Piotr Graczyk, filozof i tłumacz, doktor nauk humanistycznych, wykładowca Instytutu Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego
- Kacper Pobłocki, antropolog, działacz społeczny, inicjator i koordynator ogólnopolskiego Porozumienia Ruchów Miejskich, laureat Nagrody im. Jerzego Regulskiego
- Przemysław Czapliński, krytyk literacki, badacz literatury współczesnej, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk
- Andrzej Friszke, profesor nauk humanistycznych, historyk, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk, były członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej
- Ryszard Nycz, profesor nauk humanistycznych, teoretyk i historyk literatury, członek Polskiej Akademii Nauk, redaktor naczelny dwumiesięcznika „Teksty Drugie”
- Maciej Szlinder, filozof, socjolog, tłumacz, redaktor czasopisma „Praktyka Teoretyczna”, członek Zarządu Krajowego Lewicy Razem
- Anda Rottenberg, historyczka i krytyczka sztuki, pisarka, była dyrektorka Galerii “Zachęta”
- Karol Tarnowski, profesor nauk humanistycznych, fenomenolog, filozof Boga i podmiotu, także pianista
- Adam Leszczyński, historyk, socjolog, dziennikarz i publicysta, członek zespołu „Krytyki Politycznej” oraz współzałożyciel OKO.press
- Marcin Wicha, grafik, rysownik (twóca m.in. rysunków satyrycznych), felietonista, autor książek dla dorosłych i dla dzieci
- Adam Chmielewski, profesor nauk humanistycznych, filozof nauki i polityki, redaktor naczelny czasopisma “Studia Philosophica Wratislaviensia”, szef wrocławskiego biura ds. Europejskiej Stolicy Kultury
- Emanuele Ferragina, socjolog, zainteresowany m.in. zagadnieniem wykluczenia z rynku pracy
- Aleksandra Przegalińska, filozofka, futurolożka, publicystka
- Remigiusz Okraska, socjolog, działacz społeczny, publicysta prasy ekologicznej i społeczno-politycznej, redaktor naczelny kwartalnika „Nowy Obywatel”
- Sławomir Sierakowski, publicysta, socjolog, redaktor pisma „Krytyka Polityczna”
- Dariusz Stola, historyk, profesor nauk humanistycznych, pracownik Polskiej Akademii Nauk, były dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich
- Przemysław Sadura, socjolog, publicysta, współzałożyciel Fundacji Pole Dialogu
- Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Solidarność Oświata
- Michał Łuczewski, socjolog, stypendysta m.in. Fundacji Fulbrighta, laureat Nagrody im. księdza Józefa Tischnera, publicysta, członek Narodowej Rady Rozwoju, zastępca dyrektora Centrum Myśli Jana Pawła II
- Rafał Woś, dziennikarz i publicysta ekonomiczny, członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”
- Bartosz Bartosik, członek rady redakcyjnej czasopisma „Więź”, sekretarz think tank Laboratorium „Więź” oraz członek zespołu Komitetu Dialogu Społecznego przy Krajowej Izbie Gospodarczej
- Anna Dziewit Meller, pisarka, publicystka i dziennikarka, wcześniej także liderka kobiecej grupy rockowej „Andy”
- Zygmunt Miłoszewski, wielokrotnie nagradzany pisarz, wcześniej dziennikarz i redaktor polskiego Newsweeka, autor powieści, fabuł i opowiadań
- Marta Miłoszewska, reżyserka, nauczycielka akademicka i działaczka społeczna
- Miłosława Stępień, aktywistka społeczna, miejska, ekologiczna
- Agata Urbanik, facylitatorka, trenerka i badaczka społeczna, jedna z założycieli Fundacji Pole Dialogu
- Dariusz Piórkowski SJ, publicysta, duchowny, kierownik duchowy i rekolekcjonista, autor publikacji na temat duchowości, rozwoju osobistego i Pisma Świętego
- Jędrzej Malko, dziennikarz, badacz historii dyskursów gospodarczych, analityk Fundacji Kalecki
- Weronika Paszewska, współzałożycielka i dyrektorka Akcji Demokracja, trenerka, psycholożka, aktywistka
- Joanna Kos Krauze, reżyserka i scenarzystka
- Krystyna Zachwatowicz-Wajda, scenografka, kostiumografka i aktorka, członkini Polskiej Akademii Filmowej, współzałożycielka (wraz z A. Wajdą) Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha” w Krakowie
- Henryk Wujec, polityk, fizyk, działacz opozycji w czasach PRL
- Mateusz Wojcieszak, członek zarządu Fundacji Pole Dialogu
- Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych, publikacji dotyczących demokracji, dobrego rządzenia, migracji, integracji europejskiej i współpracy transatlantyckiej
- Łukasz Domagała, prezes Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych, prezes zarządu Fundacji dla Polski
- Michał Pałasz, nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Jagiellońskim, kierownik ds. sztuki, kultury i mediów społecznościowych oraz działacz społeczny
- Andrzej Mencwel, historyk literatury i krytyk polskiej literatury i kultury, antropolog kultury, eseista, publicysta, profesor nauk humanistycznych
- Bogdan de Barbaro, lekarz psychiatra, terapeuta, profesor nauk medycznych, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego
- Bartosz Rydliński, doktor nauk o polityce, współzałożyciel centrum im. Ignacego Daszyńskiego, adiunkt w Instytucie Politologii UKSW
- Jean-Yves Potel, francuski historyk, politolog, pisarz, nauczyciel akademicki, dyplomata, specjalista od historii politycznej Europy Środkowej, zwłaszcza Polski
- Jarema Piekutowski, socjolog, dziennikarz, komentator („Więź”, „Tygodnik Powszechny”), główny ekspert ds. Społecznych w Thinkzine „Nowa Konfederacja”, współpracownik Fundacji Pole Dialogu i Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego
- Jean-François Chanlat, profesor stowarzyszony Wydziału Zarządzania, szkoła Biznesu HEC, Uniwersytet w Montrealu, socjolog organizacji
- Mateusz Bednarkiewicz, artysta filmowy i teatralny, reżyser i scenarzysta
- Paweł Krupa OP, doktor teologii, historyk idei, mediewista
- Marek Naczyk, profesor porównawczej polityki społecznej, Uniwersytet Oksfordzki
- Jurgen De Wispelaere, political theorist and policy scholar, University of Bath
- Evamaria Langer-Dombrady – Feltétel Nélküli Alapjövedelem (Hungarian Basic Income Association)
- Paola Guglielmotti, profesor mediewistyki, Uniwersytet Genewski
- Luca Meldolesi, profesor ekonomii, Uniwersytet w Neapolu
- Lina Scalisi, profesor historii nowożytnej, Uniwersytet w Katanii
- Marcelina Zawisza, posłanka na Sejm RP IX kadencji
- Maria Teresa Iannelli, dyrektorka Narodowego Muzeum Archeologicznego “Vito Capalbi”, dyrektorka Muzeum Archeologicznego “Monasterace”, radna ds. Dziedzictwa Kulturowego Gminy Locri
- Battista Sangineto, włoski archeolog i nauczyciel akademicki
- Tomasz Karoń, strateg polityczny, analityk trendów społecznych i rynkowych
- Tamar Pitch, profesor filozofii i socjologii prawa, Uniwersytet w Perugii
- Paulina Matysiak, posłanka na Sejm RP IX kadencji
- Romano Luperini, włoski krytyk literacki, pisarz, polityk
- Claudia Stancatti, profesor filozofii jezyka, Uniwersytet w Kalabrii
- Paul Corner, profesor historii europejskiej, Uniwersytet w Sienie
- Piero Bevilacqua, włoski historyk, pisarz, eseista
- Lucyna Gebert, profesor, Katedra Europeistyki, Amerykanistyki i Studiów Międzykulturowych, Uniwersytet Sapienza w Rzymie
- Maria Adele Teti, włoski profesor urbanistyki, Uniwersytet Reggio di Calabria
- Giuseppe Buondonno, regional secretary of The Italian Left (Sinistra Italiana)
- Massimo Veltri, polityk włoski
- Renate Siebert, socjolożka, Uniwersytet w Kalabrii
- Rudi Assuntino, muzykolog, piosenkarz, autor piosenek, reżyser telewizyjny i scenarzysta
- Salvatore Adorno, historyk, Uniwersytet w Katanii
- Wojciech Kubalewski, współprzewodniczący Partii Zieloni
- Marek Kossakowski, działacz opozycji demokratycznej w PRL, dziennikarz
- Ida Dominjanni, filozofka, politolożka, eseistka i dziennikarka, Genoa School of Humanities
- Marie Toussaint, francuska prawniczka, aktywistka społeczna i polityczka, posłanka do Parlamentu Europejskiego, grupa Zielonych, Wolne Przymierze Europejskie
- Salima Yenbou, francuska menedżerka oświaty, nauczycielka i polityczka, posłanka do Parlamentu Europejskiego, grupa Zielonych, Wolne Przymierze Europejskie
- Tonino Perna, ekonomista i socjolog, Uniwersytet w Mesynie
- Michał Rusinek, teoretyk literatury, Uniwersytet Jagielloński
- Dorota Kozicka, historyk i teoretyk literatury, Uniwersytet Jagielloński
- Tomasz Majewski, kulturoznawca i filmoznawca, Uniwersytet Jagielloński
- Oxana Pachlovska, kulturoznawczyni, studia europejskie, amerykańskie i międzynarodowe, Uniwersytet Rzymski “La Sapienza”
- Eva Catizone, polityczka włoska
- Filippo Veltri, dziennikarz
- Tomasz Aniśko, poseł na Sejm RP IX kadencji
- Hanna Gil-Piątek, polityk, aktywista miejski
- Nicoletta Stame, socjolożka, Uniwersytet Rzymski “La Sapienza”
- Enzo Scandurra, antropolog kultury, badacz środowiska, Uniwersytet Rzymski “La Sapienza”
- Luziana Polliotti, dziennikarka, historyczka kultury
- Alfonso Gianni, polityk włoski
- Giulia Mafai, kostiumografka, scenografka
- Alberto Ziparo, teoretyk miasta, Uniwersytet Florencki
- Gwendoline Delbos-Corfield, francuska polityczka, posłanka do parlamentu europejskiego, członkini Partii Zielonych
- Karima Delli, francuska polityczka, wybrana posłanką do parlamentu europejskiego w latach 2009, 2014 i 2019 z okręgu Île-de-France constituency
- Maria Rosaria Stabili, politolożka, Uniwersytet Roma TRE
- Maria Luisa Boccia, polityczka włoska, pisarka
- Laura Guidi, historyczka, Uniwersytet Neapolitański im. Fryderyka II
- Carmelo Caravella, historyk pracy i ruchów pracowniczych
- Chiara Giunti, badaczka technologii edukacji, Uniwersytet Florencki
- Vittorio Cappelli, historyk, pisarz, kierownik the ICSAIC-Research Center on Migration, współredaktor „Journal of Contemporary History”
- Daria Gosek-Popiołek, posłanka na Sejm RP IX kadencji
- Anna Foa, historyczka, Uniwersytet Rzymski “La Sapienza”
- Amalia Collisani, filozofka muzyki i muzykolożka
- Ignacy Dudkiewicz, filozof, bioetyk, publicysta i dziennikarz, członek zarządu Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, redaktor naczelny „Magazynu Kontakt”
- Leszek Koczanowicz, profesor nauk humanistycznych, politolog, filozof, psycholog, etyk polityki,
- Krzysztof Podemski, socjolog, specjalista w zakresie metodologii badań jakościowych, nierówności społecznych i socjologii podróży
- Piotr Trzaskowski, działacz społeczny, pomysłodawca i założyciel Akcji Demokracja, kierownik programu Energia & Klimat (Heinrich Böll Foundation)
- Claude Gruffat, francuski przedsiębiorca i polityk
- Yannick Jadot, francuski aktywista na rzecz ochrony środowiska naturalnego, poseł do Parlamentu Europejskiego z okręgu Francji Zachodniej, były koordynator działań Greenpeace we Francji
- Andrzej Gniazdowski, filozof, profesor nadzwyczajny w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN
- Ryszard Szarfenberg, politolog, popularyzator nauki
- Małgorzata Kowalska, profesor nauk humanistycznych, filozofka, tłumaczka
- Zbigniew Mikołejko, profesor nauk humanistycznych, filozof i historyk religii, eseista
- Marcin Miłkowski, filozof analityczny, filozof umysłu
- Anna Cieplak, animatorka kultury, aktywistka miejska, pisarka, laureatka m.in. Nagrody Conrada
- Grzegorz Uzdański, filozof, pisarz, poeta
- Jakub Majmurek, krytyk filmowy, publicysta
- Marta Dziewańska, kuratorka, Kunstmuseum Bern
- Aleksandra Andrzejewska, aktywistka miejska, Stowarzyszenie Aktywności Miejskich “Rozkwit”
- Franciszek Sterczewski, poseł na Sejm IX kadencji, aktywista miejski
- Tomasz Stawiszyński, filozof, publicysta, eseista, redaktor Radia TOK FM
- Mikołaj Grynberg, fotograf, pisarz, reporter
- Lucinia Speciale, profesor historii sztuki średniowiecznej, Uniwersytet Salento
- Magdalena Kicińska, dziennikarka, pisarka, poetka
- Elżbieta Korolczuk, socjolożka, kulturoznawczyni, działaczka na rzecz praw kobiet
- Bolesław Rok, specjalista od społecznej odpowiedzialności biznesu
- Mikołaj Trzaska, saksofonista, klarnecista basowy, kompozytor muzyki filmowej
- Wiesław Łukaszewski, profesor nauk humanistycznych, psycholog
- Miguel Pina e Cunha, profesor nauk o organizacji
- Katrin Langensiepen, niemiecka polityczka, posłanka do Parlamentu Europejskiego, grupa Zielonych, Wolne Przymierze Europejskie
- Tineke Strik, holenderska urzędniczka państwowa, wykładowczyni i polityczka, posłanka do Parlamentu Europejskiego, grupa Zielonych, Wolne Przymierze Europejskie
- Alexia Panayiotou, naukowczyni, specjalistka od zarządzania i nauk o organizacji, Centre for Entrepreneurship, Uniwersytet Cypryjski
- Marianna Fotaki, profesor etyki biznesu
- Michał Sutowski, politolog, publicysta, tłumacz
- Maciej Wereszczyński, aktywista klimatyczny
- Zoi Michailova, performerka i DJ-ka
- Olga Stefan, niezależna badaczka i kuratorka
- Mihai Burcea, doktor historii, historyczne centrum doradcze, Rumunia
- Yegór Osipov-Gipsh, duński dziennikarz i badacz kultury
- Paul Zawadzki, antropolog, politolog, L’École Pratique des Hautes Études, Université Paris Sciences et Lettres
- Emanuele Trevi, pisarz
- Anita Prażmowska, Profesor Historii Międzynarodowej, The London School of Economics and Political Science
- Mohinder Singh, Jawaharlal Nehru University, teoretyk myśli politycznej i społecznej
- Jan Toporowski, brytyjski ekonomista, specjalizujący się w problematyce kryzysów finansowych oraz myśli Michała Kaleckiego
- Ferdinando Laghi, Przewodniczący International Society of Doctors for the Environment (ISDE)
- Paweł Dobrosielski, kulturoznawca i filozof, adiunkt w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego
- Anna Konieczyńska-Dobrosielska, dziennikarka
- Michał Konieczyński, adwokat
- Agata Szczęśniak, polska dziennikarka, redaktor, socjolog
- Ignacy Niemczycki, prezes zarządu w Fundacja Centrum im. prof. Bronisława Geremka
- Ludwika Wujec, polska polityk, fizyk, urzędniczka samorządowa, działaczka opozycji w PRL
- Bartłomiej E. Nowak, dr nauk ekonomicznych, prezes Grupy Uczelni Vistula
- Bartosz Lech, założyciel Partii Zieloni i ekspert misji obserwacji wyborów dla OBWE i The Carter Center
- Małgorzata Jacyno, socjolożka, Uniwersytet Warszawski
- Maciej Konieczny, poseł na Sejm RP IX kadencji
- Małgorzata Tracz, posłanka, współprzewodnicząca Partii Zieloni
- Magdalena Biejat, posłanka na Sejm RP IX kadencji
- Klaudia Waryszak-Lubaś, przedsiębiorczyni
- Jacek Grzeszak, ekonomista, aktywista miejski
- Mihaela Kelemen, profesor, specjalistka od zarządzania, Nottingham University
- Alicja Zdziechiewicz, pisarka i działaczka na rzecz ochrony środowiska
- Agata Araszkiewicz, historyczka literatury, krytyczka sztuki
- Jarosław Charchuła SJ, socjolog, nauczyciel akademicki
- Rafael Lewandowski, francusko-polski reżyser, scenarzysta i producent filmowy
- Luba Jurgenson, francuska pisarka, profesor rusycystyki, Sorbonne Université
- Malgorzata Smorag-Goldberg, profesor polonistyki, Sorbonne Université
- Agnieszka Grudzinska, profesor polonistyki, Sorbonne Université
- Anna Saignes, docent komparatystyki literackiej, Uniwersytet Grenoble-Alpes
- Mateusz Chmurski, docent polonistyki, Sorbonne Université
- Iwona H. Pugacewicz, profesorka historii, dyrektor Ośrodka Cywilizacji Polskiej przy Sorbonie
- Marek Tomaszewski, profesor polonistyki, INALCO (Paryż)
- Paul Gradvohl, docent historii najnowszej, Université de Lorraine (Nancy), były dyrektor Ośrodka Kultury Francuskiej i Studiów Frankofońskich przy UW
*Sygnatariusze podpisali list jako indywidualni obywatele, a nie jako przedstawiciele instytucji
Swój podpis pod listem otwartym można złożyć pod adresem: https://www.petycjeonline.com/pacjent_europa
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
W całej Polsce obowiązuje zakaz wchodzenia do lasów, leśnicy kontynuują jednak swoje prace. W takiej sytuacji organizacje społeczne i zwykli obywatele nie mają możliwości kontrolowania przeprowadzanych wycinek. Czy Lasy Państwowe wykorzystują pandemię koronawirusa do przeprowadzenia prac, które w normalnych okolicznościach wywołałyby społeczny sprzeciw? Wiele wskazuje, że tak może się dziać. Zanim jeszcze wydano ogólnopolski zakaz, w niektórych częściach kraju próbowano lokalnie uniemożliwiać ludziom wejście do lasu. O takich sytuacjach w Małopolsce i na Podkarpaciu informowały media.
Wycinka przy jest prowadzona na Górze Chełmskiej w Koszalinie od dłuższego czasu. W marcu mieszkaniec miasta zauważył harvestera i zaalarmował lokalne media. Działania prowadzone przez Lasy Państwowe budzą sprzeciw w lokalnej społeczności. Publikujemy list otwarty w sprawie Góry Chełmskiej, pod którym podpisały się: członkowie i sympatycy środkowopomorskiej Partii Zieloni, KOD-u Koszalin oraz Stowarzyszenia Era Kobiet. Został on wystosowany do lokalnych nadleśnictw (Karnieszewice i Manowo), Urzędu Miejskiego w Koszalinie oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
List otwarty w sprawie Góry Chełmskiej
Obecni władcy Polski nie potrafią w czasie zarazy zapewnić służbie zdrowia wystarczającej liczby testów czy maseczek. Zamiast tego udają, że toczą walkę z wirusem, wykonując ruchy pozorne: zamykając przed ludźmi parki i lasy. Co więcej, w obiegu pojawiają się sprzeczne informacje na temat tego, czy zakaz obejmie także myśliwych czy też nie. Gdyby miał ich jednak nie objąć, ludzie ci, którzy polują przecież w grupie, mogliby rozwlekać nie tylko wirusa ASF, ale również i koronawirusa.
Natomiast ktoś, kto spaceruje po lesie w pojedynkę czy też z członkiem najbliższej rodziny, ani nie ma jak się w lesie zarazić, ani też nie ma jak zarazić kogo innego. Owszem, przez kilka dni po ogłoszeniu pandemii na skraju Chełmskiej Góry pojawiało się więcej niż zwykle spacerowiczów. Potem jednak las ponownie opustoszał. Nie ma więc dziś sensu zabraniać ludziom spacerować, biegać czy jeździć po lesie rowerem. Co więcej, taki relaks w lesie służy naszemu zdrowiu nie tylko fizycznemu, ale i psychicznemu. Zwłaszcza w czasach epidemii, kiedy z konieczności ograniczamy kontakty z innym ludźmi, wskazany jest kontakt z przyrodą.
Spójrzmy zresztą, jak radzą sobie inne kraje europejskie, spójrzmy na skuteczność takich działań. W Holandii parki są otwarte. W Niemczech parki są otwarte, a policja sprawdza tylko, czy spacerowicze nie gromadzą się w grupach. W Finlandii władze wręcz zachęcają do spacerów po lesie, otwierając przy lasach nowe, prowizoryczne parkingi i wytyczając nowe szlaki leśne. Bo tam władze zdają sobie sprawę, jak ważny dla naszego zdrowia jest kontakt z zielenią.
Zakładamy, że i władze naszego kraju opamiętają się i wycofają się z tych wątpliwych prawnie, niezgodnych z postanowieniami Konstytucji zakazów.
Na tym jednak nie koniec problemu. Wyżej wspomnieliśmy o Górze Chełmskiej. Od kilku lat ludzie, którzy po tych lasach spacerują, biegają czy jeżdżą rowerami, podnoszą alarm, że pracownicy leśni na potęgę wycinają drzewa. Jakby Lasy Państwowe chciały dziś bardzo szybko zarobić jak najwięcej pieniędzy, zupełnie nie martwiąc się dniem jutrzejszym.
Kilka tygodni temu jeden z czytelników portalu gk24.pl zauważył nawet na terenie masywu Góry Chełmskiej harvester, maszynę, która okryła się ponurą sławą w czasach wycinki Puszczy Białowieskiej. W naszych lasach, które pełnią rolę podmiejskiego parku koszalińskiego, straszy coraz więcej łysin. Także przy szlakach turystycznych, które przecież wytyczono po to, by spacerowicze czy rowerzyści mogli podziwiać przyrodę. Co gorsza, ciężki sprzęt, który zwozi drewno, przy okazji rozjeżdża szlaki, które po opadach zamieniają się w zwały błota.
Ale nie chodzi tylko o wygodę turystów, ani też o to, by mogli oni cieszyć oko. Nie to jest najważniejsze. Żyjemy w dobie ocieplenia klimatu, a globalne ocieplenie to dla nas wszystkich dużo większe zagrożenie niż koronawirus. Drzewa nie tylko produkują tlen, ale i pochłaniają dwutlenek węgla, który jest gazem cieplarnianym. A także dają cień i chłód. W dobie ocieplenia klimatu wycięcie drzewa powinno być ostatecznością, a nie sposobem na szybki zarobek kosztem przyrody, której częścią jesteśmy także my.
Jednocześnie zwracamy uwagę, iż od marca do października, z uwagi na okres lęgowy, obowiązuje zakaz masowej wycinki drzew.
Członkowie i sympatycy środkowopomorskiej Partii Zieloni, KOD-u Koszalin oraz Stowarzyszenia Era Kobiet:
Juliusz Adel (Partia Zieloni),
Dorota Róża Chałat (radna Rady Miejskiej, prezeska Stowarzyszenia Era Kobiet),
Anna Cwojdzińska,
Katarzyna Czarkowska (radna Rady Miejskiej),
Iwona Deodato,
Barbara Grygorcewicz (radna Rady Miejskiej)
Eugeniusz Kołtan,
Halina Kołtan,
Anetta Michurska,
Barbara Orłowska,
Iwona Palińska (Partia Zieloni),
Błażej Papiernik (radny Rady Miejskiej),
Beata Marianna Skonieczka,
Elżbieta Skrzyniarz,
Agnieszka Szantyr,
Małgorzata Maria Szmat,
Teresa Grażyna Prokaziuk Tomczyk (sekretarz Stowarzyszenia Era Kobiet),
Krzysztof Ulanowski,
Marcin Urbaniak (Partia Zieloni),
Marianna Urycka,
Beata Korbak Zawadzka
Foto: JDavid
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Pod presją aktywistów i organizacji ekologicznych Ministerstwo Środowiska zaktualizowało zasady wstępu do lasów. Zakazem nie są objęci tylko pracownicy Lasów Państwowych. W specjalnym komunikacie powołano się na zalecenia Głównego Inspektora Sanitarnego oraz decyzję Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego.
„Oznacza to, że myśliwi mogą się przemieszczać, ale poza zamkniętym obszarem, wyłącznie w celu szacowania szkód łowieckich, zabezpieczania pól rolników przed szkodami, dokonywania niezbędnych napraw lub wykonywania poleceń odpowiednich władz związanych zapobiegających rozprzestrzenianiu się Afrykańskiego Pomoru Świń, który zagraża polskim rolnikom. Jednak poza zamkniętymi terenami zielonymi” – napisano w komunikacie.
Sam zakaz wstępu do lasów wzbudził dużo kontrowersji, jednak wyłączenie z niego myśliwych wywołało społeczne oburzenie. „Taryfa ulgowa dana myśliwym jest skandaliczna wobec całego społeczeństwa, które ogromnym kosztem musi dostosować się do najnowszych wymogów epidemiologicznych. Zamarła gospodarka, ludzie zostali w domach, wielu nie może wykonywać swoich codziennych zajęć i obowiązków, nie wolno pójść na spacer do parku ani pochodzić po lesie, a myśliwi, pod pretekstem prowadzenia „gospodarki łowieckiej” i walki z ASF, będą mogli bezkarnie polować” – mówił na dzień przed wprowadzeniem zakazu Tomasz Zdrojewski z koalicji Niech Żyją!
Aktualnie dopuszczalne są tylko polowania na polnych obwodach łowieckich, i tylko na dziki w ramach walki z ASF. Mogą w nich uczestniczyć maksymalnie dwie osoby. Zakaz wstępu do lasów obowiązuje do 11 kwietnia i niemal na pewno zostanie przedłużony. Jest to wspaniała wiadomość dla wszystkich, którym na sercu leży dobrostan zwierząt, ponieważ w ostatnich dekadach nie zdarzyło się nigdy, aby wydano zakaz polowań w lasach na tak długi czas.
Fot. Marcin Moga
Oprac. Marcin Wrzos
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Trzy lata temu, 4 kwietnia 2017 r. sąd rejonowy w Poznaniu wpisał do Krajowego Rejestru Sądowego Związek Stowarzyszeń Kongres Ruchów Miejskich pod numerem KRS 0000 671 496.
Trzy lata to mało i dużo zarazem, zależnie od kryteriów i kontekstów, jakie zostaną wzięte pod uwagę. Trudno dziś występować z euforycznym samozadowoleniem z dokonań tych trzech lat, trzeba nam oczywiście więcej. Gdyby jednak nie nastąpiło sformalizowanie Kongresu, najprawdopodobniej zostalibyśmy w tych burzliwych politycznie czasach kompletnie zmarginalizowani – w toku gwałtownych zdarzeń rozpuścilibyśmy się w kolejnych, często efemerycznych inicjatywach, będących doraźnymi reakcjami na to, co się dzieje. Tymczasem jesteśmy trwałym, coraz ważniejszym i bardziej znaczącym uczestnikiem polityki miejskiej, nie tylko lokalnie w naszych miastach.
Przypomnijmy zdarzenia
Decyzję o powołaniu Związku Stowarzyszeń KRM, czyli ogólnopolskiej federacji, podjęliśmy 18 września 2015 r. w pierwszym dniu IV Kongresu Ruchów Miejskich w Gorzowie (przełomowego jak niemal każdy Kongres, ale bardziej), ogromną większością głosów, albo nawet jednomyślnie. Oznaczała ona przekształcenie swobodnej sieci komunikacji i współpracy, głównie wirtualnej, zapoczątkowanej I Kongresem w Poznaniu w czerwcu 2011 r., w formalną instytucję z osobowością prawną i z wszystkimi innymi jej atrybutami. Po szeregu maratonów dyskusyjnych via mail i spotkaniach w realu (dwa razy w Warszawie), w czerwcu 2016 r. w Toruniu odbyło się zebranie założycielskie Związku KRM. Uczestniczyło w nim formalnie 14 organizacji założycielskich, KRSowych, bo tylko takie mogły na gruncie przepisów zakładać federację. W zebraniu brały też gościnnie udział inne organizacje i osoby zaangażowane w przygotowanie powołania federacji. Po finalnej dyskusji przyjęliśmy statut i wybraliśmy „techniczny” zarząd oraz komisję rewizyjną. Zatwierdziliśmy też kilka innych niezbędnych dokumentów. Po złożeniu papierów do sądu i dwóch zwrotach „już” po 9 miesiącach zostaliśmy zarejestrowani. Właśnie 4 kwietnia 2017 r.

Decyzja o formalizacji KRM – głosowanie na IV Kongresie w Gorzowie Wlkp.
I konteksty
Decydowaliśmy o powołaniu Związku Stowarzyszeń KRM nieco ponad miesiąc przed wyborami parlamentarnymi, które przyniosły początek zinstytucjonalizowanej wojny polsko-polskiej. Wtedy o tym nie wiedzieliśmy, i nie wiedzieliśmy, co to będzie oznaczać. Nie mieliśmy też pojęcia, że zacznie się spore ssanie, żeby nas w tę „wojnę” uwikłać, póki co nieskuteczne.
Kiedy przygotowywaliśmy V KRM na Śląsku i Zagłębiu (maj 2017), podczas którego mieliśmy wybrać trwały zarząd I kadencji i przyjąć do Związku ok. 20 organizacji członkowskich, wybuchła afera LexSzyszko, w którą bardzo sensownie i w miarę skutecznie się zaangażowaliśmy. Wlokła się ona z „ogonami” (późniejsze rozporządzenia wykonawcze i nowelizacje ustawy ) kilka miesięcy i w jej wyniku ubyły w Polsce miliony drzew.
Na końcówce V Kongresu zaczęliśmy już przedwyborcze knucie, jako że w październiku 2018 odbywały się wybory samorządowe, miejskie. I przez ten rok, niemal do końca 2019 było to nasze główne, bardzo absorbujące przedsięwzięcie. Federacja KRM nie była stroną tych wyborów, ale wszechstronnie wspierała komitety z udziałem naszych organizacji.
Rok następny, 2019 przyniósł jakościowe zmiany w funkcjonowaniu KRM, jakie poniekąd zakładaliśmy powołując federację. Zorganizowaliśmy i przeprowadziliśmy VI Kongres Ruchów Miejskich w Ostródzie, z imprezami towarzyszącymi, także przełomowy, bo przynajmniej w intencjach otwierający nas na miasta małe. Braliśmy udział w Święcie Wolności i Solidarności w Gdańsku w 30-lecie wyborów 1989 r. I ruszyliśmy z dużym projektem instytucjonalizacyjnym, finansowanym przez Narodowy Instytut Wolności. Zaczęliśmy mieć znaczniejsze wpływy finansowe, także z Fundacji im. S.Batorego, a wcześniej „drobne” od Miasta Gdańska. Byliśmy partnerem II Kongresu Polityki Miejskiej w Kielcach. W wyniku wyborów parlamentarnych mamy dwuosobową, nieformalną reprezentację w Sejmie. W 2020 r. zdążyliśmy jeszcze w ostatni dzień lutego (29.02 !) zorganizować w Gdańsku publiczną imprezę na okoliczność 30-lecia powołania w Polsce samorządu. I potem przez wirusa z koroną nastąpił szlaban na działalność w realu – nie będziemy teraz obchodzić tej ani żadnej innej rocznicy. Teraz redefiniujemy plany kolejnych przedsięwzięć, przenosząc je w nowych formach do sieci.

Wyzwania
Według zakolegowanych uczonych socjologów wyspecjalizowanych w badaniach ruchów obywatelskich na całym świecie nasz Kongres jest unikalnym fenomenem, właśnie ze względu na jego zdolność do długoterminowej aktywności mimo różnorodności i lokalności tworzących go podmiotów. Formalna organizacja była i jest nam potrzebna jako narzędzie działania bardziej skutecznego. Potrzebujemy własnej instytucji, bo życie społeczne zbudowane jest na instytucjach. Bez niej, w sprawach poważnych, nie istniejemy.
Podstawowe nasze wyzwanie to pewnego rodzaju odrębność, czy nawet potencjalny konflikt zorganizowanego działania instytucjonalnego versus żywiołowa, spontaniczna aktywność społeczna. Zderzenie zimnych i twardych (oraz nudnych) rygorów pierwszego porządku ze swobodną, żywiołową energią aktywności społecznikowskiej, często kontestatorskiej. Niemal wszyscy z takiej właśnie aktywności się wywodzimy.
Pierwsze pozwala aktywnie trwać, budować bazę i zaplecze oraz perspektywy dla działalności w relacji do innych znaczących instytucji i do współpracy z nimi. Drugie to potencjał zapału, świeżych emocji, dzięki której „robi się samo” a pasja i żar społecznikowski powodują, że ludzie niemal unoszą się w ruchu nad ziemią. Pierwsze niesie ryzyko, że z czasem rutyna i nuda spowodują, że instytucjonalna skorupa stanie się pusta, bez treści, energii i sensu. Zagrożenie drugiego to krótki termin, w którym bez instytucjonalnego wsparcia ogień żaru i czystej pasji się wypali, jak słoma.
Według ekspertów jedno nie jest do pożenienia z drugim.
Ale my o tym nie wiemy.
I powinniśmy jak najdłużej w tej niewiedzy pozostać, robiąc dalej swoje.
A jest tyle do zrobienia w tej naszej miejskiej rzeczywistości, której kształtu nie sposób dziś przewidzieć.

Aktywista miejski z Poznania, z zawodu inżynier, potem wydawca i publicysta. Współtwórca stowarzyszeń My-Poznaniacy i Prawo do Miasta. Współorganizator Kongresu Ruchów Miejskich w 2011 r. w Poznaniu, prezes zarządu KRM 2016-2019.
Rozprzestrzenianie się koronawirusa przekłada się na obniżenie emisji gazów cieplarnianych. Wraz z końcem epidemii sytuacja może szybko wrócić do poziomu sprzed jej wybuchu. Chyba, że programy pomocowe dla przemysłu powiązałoby się z inwestycjami pro-środowiskowymi.
Gdy wybuchła epidemia COVID-19 w Chinach, przemysł dosłownie, zamarł. Nie tylko w dotkniętym do niedawna kwarantanną Wuhan, najważniejszym w Chinach hubie gospodarczym i transportowym, wiele zakładów zmuszonych było do wstrzymania produkcji.
Nagła redukcja emisji CO2
Z ulic zniknęły samochody. Skutek? Jak szacuje fińskie Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem CREA, konsumpcja węgla i ropy w chińskich zakładach spadły tylko w lutym o jedną trzecią w porównaniu do tego samego okresu w ubiegłym roku, dzięki czemu wyemitowały o ok. 200 milionów ton mniej dwutlenku węgla. To tyle, co Holandia czy Ukraina emitują w ciągu całego roku, a Wielka Brytania przez ponad pół roku!
Z powodu zmniejszonego ruchu ulicznego spadły również w tym czasie emisje m.in odpowiedzialnego za smog dwutlenku azotu – między 30-50 procent w całych Chinach. Do spadku szkodliwych emisji dołożyła się też 70-procentowa redukcja w liczbie lotów wewnętrznych.
Biorąc pod uwagę, że Chiny odpowiadają za ok. 30 proc. światowych emisji CO2 rocznie, nawet najmniejszy ich spadek w tym kraju ma znaczenie w procesie globalnego ocieplenia.
„Poprawa jakości powietrza w Chinach mogła przyczynić się do ocalenia życia czterech tysięcy dzieci poniżej piątego roku życia i 73 tys. dorosłych powyżej siedemdziesiątki”.
Marshall Burke, naukowiec ze Stanford University, oszacował, że poprawa jakości powietrza w Chinach mogła przyczynić się do ocalenia życia czterech tysięcy dzieci poniżej piątego roku życia i 73 tys. dorosłych powyżej siedemdziesiątki. Zgodnie z jego opinią, czystsze powietrze ratuje więcej ludzi niż zabija koronawirus…
Powoli „dobroczynne” skutki kwarantanny widać też w innych krajach. W wyniku epidemii samoloty zostały uziemione, a ruch na wielu trasach międzynarodowych i krajowych wstrzymany.
Unijny serwis monitorowania atmosfery Copernicus podał w ubiegłym tygodniu, że w związku z gwałtownym zahamowaniem aktywności w północnych Włoszech w ciągu ostatnich 4-5 tygodni, nastąpiła gwałtowna redukcja emisji dwutlenku azotu.
Zmniejszył się transport, który odpowiada za 21 proc. światowych emisji CO2, dzięki czemu miasta, które dotychczas przekraczały wszelkie normy jakości powietrza, zaczynają je spełniać.
Najpierw spadek potem wzrost
Czy faktycznie jest się z czego cieszyć? Nie ma wątpliwości, że jak tylko epidemię uda się zahamować, sytuacja wróci do poprzedniego stanu.
Doświadczenia z przeszłości pokazują, że może być nawet jeszcze gorzej. Emisje CO2 spadały już kilkakrotnie w trakcie kryzysów, co pokazuje organizacja Global Carbon Project : w trakcie wielkiego kryzysu 1929-1933, dwukrotnie w latach 70. po szoku naftowym wywołanym embargiem na dostawy ropy do krajów Zachodu po wojnie izraelsko-arabskiej, po upadku Związku Radzieckiego, kiedy gospodarka socjalistyczna urealniła zapotrzebowanie na swoje produkty i wreszcie podczas kryzysu finansowego w 2008 roku po upadku banku Lehman Brothers.
Jak wskazuje, Helen Mountford z World Resources Institute, po każdym z tych wydarzeń emisje CO2 były wyższe niż przed, osiągając rekordowe wartości. Przemysł, wspomagany rządowymi pakietami kryzysowymi, ruszał bowiem do pracy pełną parą, aby nadrobić straty.
Przykładowo, w trakcie ostatniego kryzysu zużycie paliw kopalnych i produkcja cementu spadły o 1,4 proc. w 2009 r., by w 2010 r. wzrosnąć o 5,9 procent. Ówczesny pakiet stymulacyjny Pekinu w wysokości czterech bilionów jenów w znacznym stopniu przyczynił się do 10-procentowego wzrostu emisji CO2 w Chinach w 2009 roku, w czym 70-procentowy udział miało samo budownictwo.
Miliardy na stymulację
Nie ma wątpliwości, że podobnie może być i tym razem. Rządy poszczególnych państw starają się ratować swoje gospodarki specjalnymi ruchami: obniżkami stóp procentowych, programami pomocowymi dla firm czy skupem obligacji korporacyjnych.
Przykładowo, Niemcy ogłosiły niedawno program pomocowy dla gospodarki w wysokości 550 mld euro, Wielka Brytania – 350 mld funtów, Francja – 335 mld euro,a Hiszpania – 200 mld euro. Włochy mają wyłożyć 25 mld euro, a Polska 200 miliardów złotych.
Amerykański Senat zatwierdził pakiet w wysokości biliona dolarów. Ludowy Bank Chin (PBOC) uruchomił m.in. program skupu obligacji o wartości 240 mld dolarów, który ma wspomagać płynność w sektorze finansowym i zaczął pożyczać pieniądze bankom po obniżonej cenie.
Rząd Chin pracuje nad programem stymulacji fiskalnej. Na rynek ma trafić gigantyczna ilość gotówki na nową falę projektów infrastrukturalnych, takich jak budowa dróg, szpitali i linii metra oraz na wspieranie eksportu.
„Kwarantanna w Wuhan skończyła się 19 marca, a cały kraj wrócił do pracy już w poprzednim tygodniu”.
Produkcja, a tym samym emisje gazów cieplarnianych, błyskawicznie wrócą więc do „normy”. Kwarantanna w Wuhan skończyła się oficjalnie 19 marca, a cały kraj wrócił do pracy już w poprzednim tygodniu.
Zdominowane przez państwo zakłady ruszyły pełną parą, a wraz z tym produkcja stali i konsumpcja węgla. Według naukowego czasopisma Nature Climate Change, zanim wybuchła pandemia koronawirusa, naukowcy przewidywali, że globalne emisje w 2020 r. pozostałyby na podobnym poziomie, co w 2019 r. lub lekko wzrosły.
W poprzednim roku emisje ze zużycia paliw kopalnych wzrosły bowiem ledwie o 0,6 proc. w stosunku do 2018 roku. Gdy wydatki na infrastrukturę po kryzysie epidemiologicznym gwałtownie wystrzelą, prognozy emisji mogą również gwałtownie wzrosnąć.
Trudniejsza walka o środowisko
Co więcej, istnieje ryzyko, że wskutek kryzysu rządy będą mniej skłonne do „dobijania” osłabionych przedsiębiorstw kolejnymi restrykcjami dotyczącymi ochrony środowiska i zapobiegania zmianom klimatu.
Jeszcze miesiąc temu konieczność wdrażania nowych wymogów, niezbędnych do spełnienia postanowień Porozumienia Paryskiego, czy rozmowy o globalnym podatku węglowym, były wiodącymi tematami najważniejszych konferencji gospodarczych. Globalne korporacje prześcigały się w ogłaszaniu strategii zrównoważonego rozwoju i opracowywaniu technologii środowiskowych.
Część z nich była motywowana chęcią obniżki kosztów, bo przy rosnących kosztach paliwa i energii z paliw kopalnych, inwestowanie w energooszczędne rozwiązania, czy własne, odnawialne źródła energii, było po prostu opłacalne.
W sytuacji ostatnich gwałtownych spadków cen ropy – po części spowodowanych wojną taryfową między Rosją a Arabią Saudyjską, a po części spowolnieniem gospodarczym będącym następstwem epidemii – część z nich straci do nich motywację. A inni, korzystając z niskich cen, po prostu zwiększą zużycie. Co oczywiście przywróci emisje na dotychczasową ścieżkę wzrostu.
Niższe ceny ropy uderzą w rozwój branży samochodów elektrycznych, już przecież drogich i wymagających stymulacji sprzedażowej. Zwiastunem tego był gwałtowny spadek akcji Tesli w ostatnich dniach.
Ratowanie przyrody schodzi na drugi plan
Inwestycje środowiskowe przyhamują też w małych i średnich przedsiębiorstwach, które szczególnie mocno odczują skutki spowolnienia gospodarczego i w najbliższym czasie będą walczyły o przetrwanie.
Co więcej, rozwój inwestycji w energetykę odnawialną może się zatrzymać również z powodu problemów z dostawami sprzętu do jej wytwarzania. Czasowe wstrzymanie produkcji w Chinach, które są największym producentem paneli słonecznych, turbin wiatrowych i baterii litowych do samochodów elektrycznych i magazynów energii, oraz zaburzenia w transporcie morskim, wpłynęły na stabilność dostaw do innych krajów i spowolniło rozwój inwestycji w energię odnawialną. Dodatkowo zaburza go wojna handlowa amerykańsko-chińska.
W sytuacji ratowania gospodarki przed, nomen omen, wirusem zagłady, ratowanie planety schodzi na dalszy plan. I osłabia takie projekty, jak ogłoszony w lutym przez amerykańskich Demokratów Green New Deal (Zielony Nowy Ład), nawiązujący nazwą do pakietu reform społeczno-gospodarczych Franklina D. Roosevelta w czasach Wielkiego Kryzysu z lat 30.
Łączenie walki z globalnym ociepleniem i tworzenia milionów dobrze płatnych miejsc pracy może być teraz łatwo storpedowane przez Republikanów i lobby przemysłowe.
Kevin Book, szef działu analiz w firmie badawczej ClearView Energy Partners, szacuje, że samo zastąpienie 83 proc. energii wytwarzanej obecnie z wykorzystaniem źródeł nieodnawialnych przez OZE – co obecnie w USA oznacza wykorzystanie fotowoltaiki, farm wiatrowych i biomasy – kosztowałoby 2,9 biliona dol., czyli prawie roczny dochód USA z podatków. Jak można się domyślać, będą one raczej przeznaczane na inne projekty infrastrukturalne.
Doktrynę szoku można zmienić
O tym, że kryzysy dotychczas działały przeciw walce ze zmianami klimatu czy nierównościami społecznymi wspomina Naomi Klein, autorka książki „Doktryna szoku: jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne”.
Autorka definiuje „kapitalizm kataklizmowy” jako sposób, w jaki prywatny przemysł rozwija się i czerpie zyski z kryzysów na dużą skalę, korzystając z sytuacji, w której rządy muszą ulegać oczekiwaniom przemysłu, niemożliwym do spełnienia w normalnych warunkach.
W rozmowie z serwisem vice.com Naomi Klein twierdzi, że kryzys związany z epidemią koronawirusa nie różni się w tym względzie od poprzednich globalnych kryzysów. A jego głównymi ofiarami będzie środowisko i najbiedniejsi członkowie rynku. W momencie kryzysów na pierwszy front wysuwają się żądania ratowania, w tym wykupu, tzw. kluczowych gałęzi gospodarki oraz instytucji: banków, linii lotniczych, zakładów związanych z przemysłem wydobywczym itp.
Czy to oznacza, że ochrona środowiska polegnie w walce z koronawirusem? Niekoniecznie, ale wymagałoby to świadomych strategii przy opracowywaniu kryzysowych programów pomocowych. Szczególnie, jeśli – jak prognozuje David Livingston, analityk z Eurasia Group, najwięksi gracze w sektorze wydobywczym uznają spadek cen ropy za długoterminowy trend i rynek będzie lepiej wyceniał inwestycje w energię odnawialną.
„Korzystniejsze warunki wsparcia powinni dostać ci, których inwestycje będą służyły środowisku”.
Wtedy państwa wdrażające programy ratunkowe dla przedsiębiorstw powiązałyby je z adaptacją do zmian klimatu i przejściem na czyste źródła energii. Na przykład oferując korzystniejsze warunki wsparcia tym, których inwestycje będą służyły redukcji emisji i, ogólnie, ochronie środowiska. Tego domagają się już senatorzy Demokratów w USA, którzy ogłosili stanowisko, że jakiekolwiek programy pomocy dla linii lotniczych muszą zostać powiązane z warunkami ograniczenia przez nie emisji CO2.
Amerykański przemysł lotniczy już poprosił rząd o ponad 50 mld wsparcia w formie grantów, pożyczek i ulg podatkowych. Unia Europejska, mimo wybuchu epidemii, ogłosiła w ubiegły poniedziałek długo oczekiwany raport Technicznej Grupy Ekspertów dotyczący europejskiej taksonomii dla zrównoważonego rozwoju.
Raport zapowiada walkę z greenwashingiem (czyli pozorowanymi inwestycjami proekologicznymi) oraz pokazuje możliwe sposoby finansowania inwestycji przyjaznych środowisku. Unia prawdopodobnie nie zdecyduje się za to na wprowadzenie tzw. granicznego podatku węglowego (dla towarów z importu z krajów, gdzie nie obowiązuje strategia walki z emisjami) z obawy przed tym, że będzie to doskonały pretekst dla USA, by wprowadzić cła na europejskie produkty.
Szybszym sposobem na stworzenie proklimatycznych zachęt mógłby stać się za to teoretycznie uruchomiony właśnie przez Europejski Bank Centralny warty 750 mld euro pakiet pomocowy. Zapowiedziany przez EBC specjalny program kredytów dla małych i średnich firm w związku z epidemią koronawirusa mógłby być choć częściowo powiązany ze wsparciem dla tych firm, które wdrażają bądź wdrożyły proklimatyczne rozwiązania.
Taką nadzieję ma m.in. Helen Mountford z World Resources Institute, która uważa, że to „ostatnia chwila, by pierwszeństwo w pomocy dostały niskoemisyjne projekty infrastrukturalne, aby zapobiec gwałtownemu wzrostowi emisji po ustąpieniu kryzysu”. Lauri Myllyvirta, główna analityczka CREA, twierdzi, że powtórzenie starych modeli pokryzysowego stymulowania gospodarek niechybnie spowoduje wzrost emisji w ciągu najbliższych lat. Chyba że inwestycje w odnawialne źródła energii i inne zielone przedsięwzięcia będą wciąż dla rządów istotne.
Fot. Richard Masoner

European Coordination Via Campesina, Bruksela, 26 marca 2020 r.:
W trakcie ogromnego kryzysu, którego doświadczają w tej chwili Europa i cały świat z powodu epidemii COVID-19, po raz kolejny kluczowymi kwestiami stają się transformacja naszego modelu gospodarczego i znaczenie suwerenności żywnościowej. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek przedtem, Europejska Koordynacja Via Campesina (ECVC) wraz z tysiącami rolników i rolniczek prowadzących rodzinne gospodarstwa w całej Europie, których reprezentuje, chce podkreślić, że chłopi, mali i średni rolnicy oraz pracownicy rolni, są tutaj i są gotowi. Będziemy nadal z poczuciem odpowiedzialności wypełniać nasze najważniejsze zobowiązanie wobec społeczności Europy – produkować zdrową i świeżą żywność.
ECVC chce również wyrazić swoją solidarność z wszystkimi rolnikami i innymi sektorami społeczeństwa (w tym z pracownikami sektorów krytycznych i całym personelem medycznym), którzy kontynuują swoją pracę na pierwszych liniach frontu.
Dzisiejszy zglobalizowany system stał się przyczyną ogromnego uzależnienia i braku odporności. Po latach stosowania programów oszczędnościowych i cięć budżetowych, bardziej niż kiedykolwiek przedtem widzimy potrzebę wzmocnienia usług publicznych, szczególnie w ochronie zdrowia i innych najważniejszych dziedzinach, tak by mogły one skutecznie radzić sobie z poważnymi trudnościami, w obliczu których właśnie stoimy. Podobnie, dostrzegamy również kluczowe znaczenie zapewnienia pewnych, bezpiecznych i wystarczających dostaw zdrowej lokalnej żywności dla całej populacji.
Ten bezpieczny łańcuch dostaw żywności w UE i w całej Europie gwarantują miliony małych i średnich gospodarstw rolnych, których produkty stanowią podstawowe pożywienie dla mieszkańców wielu miast i miasteczek na całym kontynencie. W 2016 roku 95,2% gospodarstw w Unii Europejskiej stanowiły gospodarstwa rodzinne [1]. W niektórych krajach europejskich procent ten jest jeszcze wyższy [2]. Innymi słowy, w Europie jest mnóstwo drobnych producentów żywności, którzy mają do zaoferowania gotowe rozwiązania niepokojących dziś cały świat problemów: zapewnienie dostępu do zdrowej, lokalnej żywności, który nie jest zależny od długich łańcuchów dostaw, tak drastycznie zagrożonych na skutek obecnej pandemii.
Jednak polityki rolne i gospodarcze, które powinny skupiać się na wyżywieniu ludności Europy, w rzeczywistości podporządkowują rolnictwo interesom globalizacji i międzynarodowych rynków. W rezultacie zaopatrzenie w żywność i suwerenność żywnościowa stają pod znakiem zapytania i są zagrożone. Polityki te niszczą tysiące małych gospodarstw, a w konsekwencji narażają na szwank bezpieczeństwo żywnościowe całej populacji.
Neoliberalna globalizacja rynków rolnych prowadzi do utraty kontroli publicznej nad systemami żywnościowymi, jak również znacznej zależności od importu i bardzo małej grupy międzynarodowych przedsiębiorstw, które kontrolują dużą część dystrybucji.
Zdolność wielkiego sektora dystrybucji żywności i innych przedsiębiorstw międzynarodowych do zapewnienia wystarczającej ilości świeżej żywności zależy od wielu kruchych czynników, które, jak to mogliśmy zobaczyć podczas wybuchu epidemii COVID-19, z powodu wielkiej liczby powiązań w łańcuchu dostaw, są w dużej mierze poza ich kontrolą. Konieczność interwencji władz publicznych staje się tutaj oczywista.
Tak więc w chwili, gdy decydenci, międzynarodowe korporacje i wielcy detaliści spożywczy wpadają w panikę, nie wiedząc jak kontynuować transport żywności bez dalszego rozprzestrzeniania wirusa, polityczni decydenci na wszystkich szczeblach nie mogą pozwolić sobie na pomijanie roli małych i średnich gospodarstw. Prawie 10 milionów drobnych rolników [3] w UE i jeszcze więcej w innych krajach europejskich [4] każdego dnia uprawiają ziemię, wytwarzają żywność i pracują, aby nakarmić lokalną populację.
Jest oczywiste, że aby mogli to robić, narodowe, regionalne i lokalne instytucje i władze muszą zapewnić obywatelom dostęp do tych produktów. Niezbędne są konkretne polityki publiczne skupione na wsparciu i ochronie drobnych producentów i wzmocnieniu lokalnej gospodarki.
Obecny kryzys, ze wszystkimi jego sprzecznościami, może oznaczać koniec dla wielu drobnych producentów w Europie, którym odmawia się dostępu do rynków, przez które do tej pory przepływały ich produkty. Jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania, zamknięcie publicznych i prywatnych stołówek, większości restauracji, ograniczenia w sprzedaży bezpośredniej, zamknięcie większości publicznych targowisk i koncentracja handlu żywnością w wielkich supermarketach, mogą doprowadzić do utraty znaczącej części naszych zdolności produkcyjnych.
Również sytuacja pracowników najemnych w europejskim sektorze rolniczym, z których większość stanowią migranci narażeni na niestabilne i niebezpieczne warunki pracy, nieuregulowany status społeczny i brak dokumentacji, jeszcze bardziej się pogarsza. W wielu przypadkach pracują oni i dojeżdżają do pracy w warunkach zagrażających ich zdrowiu i bezpieczeństwu, ogranicza się ich prawa pracownicze, a kiedy są zwalniani lub nie wzywa się ich do pracy, pozbawieni są wystarczających zasobów i wsparcia. Ta sytuacja jest jeszcze gorsza w przypadku międzynarodowych przesiedleń, a także w wielu niebezpiecznych osiedlach w całej Europie, gdzie tysiące sezonowych pracowników rolnych zmuszonych jest przebywać.
Z wymienionych powyżej powodów ECVC apeluje do wszystkich decydentów na każdym szczeblu w całej Europie, o podjęcie w tych trudnych czasach wszelkich możliwych działań na rzecz ochrony dostępu do rynku małych i średnich gospodarstw oraz zapewnienie im wszystkich niezbędnych środków, aby mogli kontynuować swoją pracę. W szczególności:
- Żądamy, aby krótkie (lokalne) łańcuchy dostaw i miejsca bezpośredniej sprzedaży, takie jak lokalne targowiska i sklepy w gospodarstwach pozostały otwarte, i zastosowania odpowiednich środków, by były one bezpieczne.
- Apelujemy do europejskich, regionalnych i lokalnych władz o zastosowanie aktywnych, dostosowanych do sytuacji środków w celu umożliwienia drobnym rolnikom i chłopom sprzedaży ich produktów poprzez różnorodne kanały. Dotyczy to zarówno sprzedaży bezpośredniej i krótkich łańcuchów dostaw, jak i wielkoskalowej dystrybucji, aby zmniejszyć ryzyko pozostania dużej ilości niesprzedanych produktów na wsi na skutek braku odpowiedniej infrastruktury lub innych biurokratycznych barier.
- Ekonomiczne wsparcie dla chłopskich gospodarstw, tam gdzie to możliwe w formie płatności pieniężnych, w tym wcześniejszą wypłatę subsydiów w ramach WPR-u oraz redukcję VAT-u i innych podatków.
- Promocję rynków bezpośrednich i solidarnościowych grup zakupowych (RWS-y, kooperatywy konsumenckie itp.), które mogą pomóc zminimalizować ryzyko skażenia, po pierwsze dzięki redukcji transportu żywności i ludzi, a po drugie poprzez zapobieganie gromadzeniu się dużych ilości ludzi w zamkniętych przestrzeniach, takich jak supermarkety.
- Zagwarantowanie bezpieczeństwa małych i średnich producentów żywności i pracowników sektora żywności w odniesieniu do zagrożeń ze strony wirusa COVID-19, tak by mogli kontynuować swoją pracę na polach i na lokalnych rynkach. Rządy muszą znaleźć sposoby na zapewnienie im wszystkich niezbędnych narzędzi (takich jak maski, środki higieniczne itd.), aby mogli pracować w bezpiecznych warunkach.
- Zapewnienie utrzymania zatrudnienia wszystkich najemnych pracowników rolnych, ich pełnych praw pracowniczych i wystarczającego wynagrodzenia we wszystkich okolicznościach i bez jakiejkolwiek dyskryminacji. Instytucje muszą zapewnić odpowiednie warunki zdrowotne w osiedlach robotniczych i miejscach ich zakwaterowania, jak również wystarczających ilości żywności i innych zasobów, jeśli nie mogą ich opuścić lub pozostają bez pracy lub świadczeń społecznych. Migranci i uchodźcy powinni mieć możliwość otrzymania i przedłużenia pozwolenia na pobyt bez żadnych przeszkód.
ECVC apeluje również do europejskich i narodowych decydentów o użycie determinacji wykazywanej w walce o zatrzymanie pandemii COVID-19 do zmiany na lepsze polityki rolnej i żywnościowej, w zgodzie z wymogami gospodarczych, społecznych i ekologicznych kryzysów, które dotknęły ten sektor. Muszą oni opracować środki na rzecz zagwarantowania lokalnej, zdrowej i zrównoważonej produkcji w rękach drobnych i średnich gospodarstw, w sprawiedliwej cenie, a nie na podstawie sztucznych cen na międzynarodowych rynkach, które nie biorą pod uwagę kosztów produkcji i czynników społecznych i środowiskowych w poszczególnych regionach. Unia Europejska musi przestać traktować rolnictwo i prawo do żywności jako jeszcze jeden z wielu elementów biznesu zawartych w międzynarodowych porozumieniach handlowych.
Zamiast tego UE powinna powinna rozpocząć przygotowywanie skutecznych instrumentów regulacyjnych w celu ustabilizowania rynków niektórych, zagrożonych zachwianiem równowagi sektorów – albo poprzez restrykcje na eksport do krajów trzecich, bądź też poprzez zmniejszenie konsumpcji. Jak do tej pory nie wiadomo jak długo potrwają ograniczenia wprowadzone w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się COVID-19. Podstawowe znaczenie ma działanie już teraz na rzecz promocji i ochrony drobnych producentów i chłopów oraz wsparcia suwerenności żywnościowej w tym niezwykle ważnym czasie.
Przeczytaj najnowsze informacje od członków ECVC na temat COVID-19 : https://www.eurovia.org/covid-19-latest-information-and-updates/
Kontakty:
Andoni García Arriola – ECVC Coordinating Committee: +34 636 451 569 – ES, EUZ
Ramona Duminicioiu – ECVC Coordinating Committee: +40 746 337 022 – FR, ES, EN, RO
José Miguel Pacheco – ECVC Coordinating Committee: +351 918736441 – ES, PT
[1] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Agriculture_statistics_-_family_farming_in_the_EU#Structural_profile_of_farms_-_analysis_for_the_EU
[2] http://www.fao.org/3/aq676e/aq676e.pdf
[3] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Agriculture_statistics_-_family_farming_in_the_EU#Structural_profile_of_farms_-_analysis_for_the_EU
[4] http://www.fao.org/europe/resources/assessment-of-agriculture-and-rural-development-sectors-in-the-eastern-partnership-countries/en/
źródło: European Coordination Via Campesina
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Epidemia koronaowirusa spadła na samorządy jak egipska plaga. Miasta zamarły, lokale handlowe, usługowe i gastronomiczne albo zamknęły działalność, albo prowadzą ją w ograniczonym zakresie.
Wielu podmiotom gospodarczym, zwłaszcza małym, żyjącym z miesiąca na miesiąc, grozi upadek. Nad miastami zawisło widmo mniejszych wpływów do budżetu, zarówno w krótkiej, jak i w długiej perspektywie – bankrutujące firmy to puste lokale i brak czynszów już w najbliższych miesiącach, długofalowo: mniejsze wpływy z PIT-u i CIT-u. Czy władze lokalne mogą ulżyć lokalnym, małym przedsiębiorcom? Jak reagują w bardzo wyjątkowej, bezprecedensowej sytuacji?
Mijają tygodnie powszechnej „kwarantanny”. W wypowiedziach prezydentów i burmistrzów powtarza się oczekiwanie na systemowe rozwiązania rządu. „Tarcza antykryzysowa” jednak rodzi się w bólach i najwcześniej wejdzie w życie zapewne 1 kwietnia (stan wiedzy na 25 marca), a przedsiębiorcy wsparcia od swoich lokalnych władz oczekują już teraz, bo drugi tydzień „narodowej kwarantanny” daje przedsmak nadchodzącego załamania koniunktury, zwłaszcza w branży gastronomicznej, drobnym handlu i usługach.
Niektóre z miast już kilka dni po 13. marca, czyli po ogłoszeniu pierwszego rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego, odważnie ogłosiły pakiety – głównie odroczenie lub zwolnienie z czynszów za najem komunalnych lokali użytkowych oraz odroczenie lub rozłożenie na raty podatków i opłat lokalnych. Inne samorządy zaczynają powoli iść ich śladem, większość czeka, co wymyśli rząd, asekuracyjnie informując, że „miasto przygotowuje odpowiednie regulacje” lub „poszukuje podstawy prawnej”.
Do pionierów na pewno można zaliczyć Gdynię i Wrocław. Władze Wrocławia od 14. marca zawiesiły konieczność płacenia za czynsze w lokalach komunalnych podmiotom, które musiały ograniczyć działalność w związku z rozporządzeniem Ministra Zdrowia. Dotyczy to m.in. restauracji, kawiarni, hoteli ośrodków kulturalnych, salonów kosmetycznych, księgarni, ale też sklepów z odzieżą czy sprzętem gospodarstwa domowego. We Wrocławiu to zawieszenie to nic innego, jak odroczenie terminów płatności, urząd podkreśla, że kiedyś w końcu trzeba będzie czynsze spłacić. Prezydent Jacek Sutryk zaproponował również przedsiębiorcom możliwość odroczenia podatku od nieruchomości czy za dzierżawę terenu, rozłożenie płatności na raty (czynsze, podatki od nieruchomości, dzierżawy), ewentualne umorzenie odsetek od tych kwot – każdy przypadek ma być rozpatrywany indywidualnie, a w uzasadnionych przypadkach urząd bierze pod uwagę możliwość umorzenia zaległości.
W Gdyni prezydent Wojciech Szczurek już 17. marca ogłosił, że najemcy lokali należących do gminy, którzy prowadzą działalność, jaka została objęta zakazem wynikającym ze wspomnianego rozporządzenia zostaną zwolnieni z czynszu za ten okres. Co ważne, wygląda na to, ze to rzeczywiście zwolnienie, nie prolongata. Ponadto Gdynia proponuje odroczenia płatności lokalnych podatków za okres od marca do czerwca, w wyjątkowych może też umorzyć zaległości podatkowe. Przedsiębiorcy mogą też liczyć na zwolnienie z opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi w czasie zamknięcia lokali.
W Krakowie powstał program „Pauza dla krakowskich przedsiębiorców”. Prezydent Jacek Majchrowski zadeklarował odroczenie płatności podatków lokalnych (m. in. od nieruchomości, środków transportu, opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi i targowej) w okresie od marca do maja lub rozłożenie ich na raty. Tu także będzie możliwość starania się o umorzenie zaległości podatkowych. Najemcy gminnych lokali, którzy ze względu na sytuację musieli całkowicie zawiesić działalność, będą zwolnieni z czynszów za ten okres. Kraków zawiesza też na trzy miesiące pobieranie opłaty za zajęcie terenu, na którym działają letnie ogródki. Zawieszono na czas pandemii opłaty za strefę płatnego parkowania w centrum miasta, zniesiono strefę ograniczenia ruchu samochodów na Kazimierzu oraz opłatę za oznakowanie stanowisk postojowych.
Prezydent Kielc, Bogdan Wenta, poza ulgami podatkowymi i możliwością „wyzerowania” opłat za śmieci wprowadził na trzy miesiące 90% bonifikatę czynszów dla dzierżawców gruntów miejskich, jeśli prowadzą działalność handlową, handlową – sezonową, usługową, parkingów, przemysłowo – składową, sportową i rekreacyjną.
Kalisz zwalnia z czynszu najemców, którzy zamknęli lokale i całkowicie zawiesili działalność – do czasu wznowienia działalności muszą płacić tylko za media (ogrzewanie, wodę, ścieki i odpady komunalne). Tam, gdzie działalność nadal jest prowadzona, ale pandemia wpłynęła na spadek obrotów, można starać się o ulgę w czynszu. Prezydent Kalisza, Krystian Kinastowski ogłosił 23 marca „pakiet pomocowy dla przedsiębiorców” obejmujący możliwość odroczenia lub rozłożenia na raty płatności podatków lokalnych w okresie od marca do maja.
Tego samego dnia swoje propozycje przedstawiła Hanna Zdanowska, prezydentka Łodzi. Tu ma on obejmować odroczenie lub rozłożenie na raty czynszu za lokale użytkowe, podatku od nieruchomości, podatku od środków transportu oraz dzierżawy wraz z umorzeniem odsetek. Na uregulowanie zaległości będzie aż 12 miesięcy. Miasto przygotowało też propozycję „pokryzysowego” wsparcia, będą to poręczenia kredytowe, kredyty, pożyczki i dotacje celowe.
Do bardziej zachowawczych samorządów należą Katowice, gdzie dopiero powołano zespół, który ma wypracować „pakiet dla przedsiębiorców”, w jego skład wchodzą urzędnicy, radni wszystkich klubów oraz przedstawiciele przedsiębiorców stowarzyszeni w izbach gospodarczych. Najemcy miejskich lokali użytkowych mogą się jednak już teraz ubiegać o karencję w opłatach za lokal na czas pandemii, zaległości trzeba będzie wyrównać w okresie trzech miesięcy po zakończeniu obowiązywania stanu epidemii w kraju.
W Poznaniu prezydent Jacek Jaśkowiak jeszcze 20 marca na konferencji prasowej mówił, że woli się „wystrzegać populizmu”, a ulgi przyznawane przedsiębiorcom wynajmującym lokale miejskie są „nośne medialnie”, ale niesprawiedliwe wobec tych, którzy wynajmują lokale na wolnym rynku. Już 25marca na miejskich stronach pojawił się komunikat, że Poznań będzie jednak wspierał, ale tylko tych, którzy płacą lokalnie podatki. Na razie można skorzystać jedynie z możliwości odroczenia terminu płatności czynszu za kwiecień (do 20.08.2020 r.) oraz za maj (do 20.11.2020 r.) albo poprosić o rozłożenie na raty zaległości, które powstały w związku z epidemią (innych niż wyżej wymienione, ale nie wiadomo dokładnie, jakie) oraz o nienaliczanie odsetek w związku z powstałymi zadłużeniami. Przedsiębiorcom Miasto proponuje za to, przy współpracy z prywatnym partnerem: „bezpłatne telefoniczne konsultacje marketingowo-sprzedażowe, w tematach dotyczących prowadzenia biznesu w tym trudnym czasie”.
Są też miasta takie jak Szczecin, na którego oficjalnej stronie internetowej trudno znaleźć jakąkolwiek informację o ulgach dla przedsiębiorców. Poszukujący informacji mogą przeczytać jedynie, w jaki sposób mogą zawiesić działalność. W odpowiedzi na apel lokalnego biznesu o obniżenie czynszów i podatków komunalnych, biuro prasowe prezydenta Piotra Krzystka odpowiedziało 23 marca, że ratusz „przygotowuje lokalną regulację” i „poszukuje odpowiedniego rozwiązania formalnego, które umożliwi odroczenie podatku od nieruchomości”. Może trzeba zadzwonić do Wrocławia lub Kalisza?
Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw na mapie samorządów, które udzieliły przedsiębiorcom pomocy przy opłatach czynszowych umieściło (poza miastami wymienionymi już w tekście): Wejherowo, Gdańsk, Ełk, Bielsk Podlaski, Włocławek, Gostynin, Podkowę Leśną, Tomaszów Mazowiecki, Lubartów, Lublin, Chełm, Oleśnicę, Opole, Michałów, Zabrze, Świętochłowice, Rybnik, Wodzisław Śląski i Rzeszów. Na pewno nie jest to mapa pełna i będzie takich miast przybywało, bo ulgi w czynszach i podatkach lokalnych to w zasadzie jedyne narzędzia, jakimi dysponują samorządy w walce o zminimalizowanie skutków powszechnego wygaszenia działalności handlowej, usługowej i gastronomicznej.
Na koniec ciekawostka (a może pierwsza jaskółka?): Kraków pomyślał nie tylko o przedsiębiorcach i wstrzymał pierwsze od 12 lat podwyżki w lokalach komunalnych i socjalnych, które miały wejść w życie 1. maja. Na razie podwyżki przesunięte są na 1. lipca. Mieszkańcy zasobu komunalnego mają też możliwość indywidualnego starania się o obniżkę czynszu ze względu na trudną sytuację społeczno-ekonomiczną. Podobną decyzję podjęły władze Sopotu.
Dorota Bonk-Hammermeister, prezeska Stowarzyszenia Prawo do Miasta, radna Miasta Poznania, przewodnicząca Rady Osiedla Wilda w Poznaniu.