O „raporcie Lunacek”, wzmacniającym ochronę praw osób LGBT w Europie, a także o dalszym rozszerzaniu Unii Europejskiej na wschód opowiada austriacka europosłanka Ulrike Lunacek. (więcej…)

Silniejsza ochrona danych osobowych i Karta Praw Cyfrowych – to jedne z głównych pomysłów Zielonych na lepszą Europę. Prawo Europejczyków i Europejek do prywatności musi być szanowane. Europoseł z Niemiec Jan Philipp Albrecht opowiada o swoich bojach o prawa cyfrowe w Parlamencie Europejskim. (więcej…)

Z Grzegorzem Bożkiem, redaktorem naczelnym Miesięcznika Dzikie Życie i rzecznikiem prasowym Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, rozmawia Michał Wszołek. (więcej…)

Fermy norek nie generują wielu miejsc pracy, a towarzyszą im duże koszty środowiskowe. Pozostaje niesmak, wielki smród i niechęć do lokalnej władzy, która nie jest w stanie zabezpieczyć potrzeb mieszkańców. Ewa Koś w rozmowie z Marcinem Wrzosem. (więcej…)

Jednym z głównych wniosków mijającej kadencji Parlamentu Europejskiego jest to, że skończyły się dni „łatwej polityki”. Przeszliśmy do ery twardej polityki. Transformacja w stronę bardzie zrównoważonego społeczeństwa spotkała się z większym oporem, niż można było przewidywać. „Zielona fala” wzmożonej świadomości ekologicznej, rozpoczęta w 2008 r., została odparta przez silne tendencje konserwatywne. Nie tylko z powodu kryzysu ekonomicznego, który posłużył tylko za katalizator już szykującego się kontrataku. To również reakcja systemu, który czuje, że jego zorganizowane interesy są bezpośrednio zagrożone.

Kim są przeciwnicy

Producenci energii opartej na paliwach kopalnych nie mogą pogodzić się z myślą o rezygnacji z 500 mld euro, jakie co roku wydajemy na importowany do Unii Europejskiej gaz, ropę i węgiel. Banki wolałyby przerzucić koszty swoich nieodpowiedzialnych działań na podatników. Lobby agrobiznesu wolałoby utrzymać obecny system, który sieje spustoszenie w środowisku, szkodzi rolnikom i niszczy zdrowie konsumentów. Wyznawcy neoliberalizmu i produktywizmu dalej wierzą w konkurencję wszystkich przeciwko wszystkim oraz wzrost napędzany przez konsumpcję dóbr, niezależnie od tego, jakie one są.

Zieloni pokazali, że są zdolni tworzyć sojusze w ramach systemu z tymi, którzy chcą pracować na rzecz zrównoważonego rozwoju. Od regulacji sektora finansowego przez wsparcie odnawialnych źródeł energii i walkę z przełowieniem aż po prawa cyfrowe – w każdej z tych kwestii Zieloni pragmatycznie posunęli sprawy do przodu dzięki współdziałaniu z partiami, z którymi nie zawsze się zgadzają.

Ale Zieloni potrafią też twardo walczyć z tymi, którzy opierają się zmianom. Czasem oznacza to zwyczajne wskazanie ich palcem! W dzisiejszych czasach globalnej komunikacji ważne jest jasne określenie przeciwników. Jest to tym ważniejsze, że Zieloni mogą liczyć na rosnące poparcie obywatelek i obywateli, którzy już zmieniają swoje nawyki. Te sojusze między politykami a oddolnymi ruchami społecznymi mają nadrzędne znaczenie dla sukcesu Zielonych. Jest tak dlatego, że choć zielone myślenie stało się większościowe w sferze kultury, pozostaje ono w mniejszości na scenie politycznej. Właśnie w Europie te sojusze mają decydujące znaczenie, ponieważ jedynie działanie na poziomie europejskim daje realny wpływ na zmiany globalne.

Walka Zielonych w Europie

Walka Zielonych prowadzona jest w Europie. Mimo, że sprzeciw wobec obecnych unijnych decydentów jest w pełni zrozumiały, wspieranie sił politycznych pragnących powrotu do państw narodowych byłoby przeciwskuteczne. Wspieranie zwolenników suwerenności i nacjonalistów z lewa i prawa będzie zwyczajnie na rękę konserwatystom. Ci ostatni wyraźnie zaś powiedzieli w swoich programach wyborczych, że nie zamierzają zmieniać swojej obecnej polityki.

Walka z dzisiejszymi wyzwaniami – zmianami klimatu, utratą bioróżnorodności czy deregulacji sektora finansowego – może być prowadzona globalnie jedynie przez zjednoczoną i zdeterminowaną Unię Europejską. Europa musi odbudować pozycję lidera walki ze zmianami klimatu, którą niestety straciła podczas szczytu w Kopenhadze w 2009 r. Podobnie, tylko Unia Europejska jest zdolna wprowadzić ustawodawstwo regulujące sektora finansowy, aby ochronić nas przed przyszłymi kryzysami, które zawsze najmocniej uderzają w najsłabszych.

Walka Zielonych o Europę

Walka o globalną sprawiedliwość nie będzie możliwa, jeżeli najpierw nie przywrócimy jej w Europie. To będzie wymagało budowania mostów nad okopami, które Europejczycy sami zbudowali. Można to osiągnąć tylko przez lepsze radzenie sobie z kryzysem. Nikt nie weźmie na poważnie wystąpień Europy w obronie globalnej solidarności, dopóki nie potrafi ona utrzymać jej we własnych granicach.

Nie będzie zarządzania gospodarczego w strefie euro bez wymiaru społecznego i znaczącej redystrybucji bogactwa na skalę kontynentu („unii transferowej”). Ci, którzy łudzą się, że jest inna droga, biorą na siebie wielką historyczną odpowiedzialność.

Musimy utrzymać Europę w jednym kawałku! Debata nad potrzebą zacieśnienia integracji wewnątrz strefy euro oznacza, że musimy dać jasny sygnał kraje spoza niej, jakie będą warunki przystąpienia. Obywatele Ukrainy dobrze wiedzą, co oznacza Unia Europejska: demokrację i dzielenie się dobrobytem, niezależnie od ich definicji.

Zrozumieć historyczny moment

Na łamach „Green European Journal” chcemy pokazać, co udało się osiągnąć małej, ale zdeterminowanej grupie Zielonych europosłów, bez nadmiernego koloryzowania czy fałszywej skromności. Ich odwaga i determinacja ma korzenie w wizji wspólnego postępu dla wszystkich Europejczyków. Kryzys nauczył nas jednej rzeczy – postęp jest powolny i odbywa się w drodze prób i błędów, mamy obowiązek uczyć się zarówno na naszych porażkach, jak i z naszych zwycięstw.

W setną rocznicę wybuchu I wojny światowej (1914–1918) pochylamy się nad naszą historią, by lepiej zrozumieć obecną politykę. Aby zapewnić owocną debatę nad tym, jakie powinny być nasze priorytety i jakich potrzeba reform, musimy – jak przekonuje Etienne Balibar – zrozumieć historyczny moment, w jakim znalazła się Europa. Mimo że może to wydawać się zadaniem żmudnym i teoretycznym, mamy taki obowiązek. Niepowodzenie będzie bowiem oznaczać porażkę naszych przedsięwzięć politycznych i naszej zdolności do zaoferowania wizji odważnie patrzącej w przyszłość.

Artykuł The Green European Fights ukazał się w Green European Journal (Zielonym Magazynie Europejskim) jako artykuł wstępny w numerze podsumowującym działania Zielonych w Parlamencie Europejskim w latach 2009–2014. Przeł. Tomasz Szustek.

W „Zielonych Wiadomościach” ukazały się już dwa artykuły podsumowujące zieloną kadencję: Jean Lambert o prawach socjalnych oraz Claude’a Turmesa o polityce energetyczno-klimatycznej. Jeszcze w tym tygodniu: Ulrike Lunacek o prawach LGBT i Jan Philipp Albrecht o prawach cyfrowych.

Środowiska ekopolityczne często kojarzone są z tyleż wyrafinowaną, co momentami abstrakcyjnie brzmiącą myślą programową. Czy da się o niej opowiedzieć prostym językiem? (więcej…)

Walka ze zmianami klimatu weszła w fazę tyleż trudną, co decydującą. Za oporem konserwatystów przed podejmowaniem działań czają się lobbyści sektora paliw kopalnych, którzy chcą, aby to konsumenci zapłacili rachunek za transformację energetyczną. Nie pora na oddawanie pola: Zieloni muszą się jeszcze bardziej zmobilizować do działań na rzecz ambitnej polityki energetyczno-klimatycznej. Rozmowa z Claude’em Turmesem, europosłem z Luksemburga. (więcej…)

W mijającej kadencji Europarlamentu Zieloni odgrywali istotną rolę w podnoszeniu świadomości dramatycznych społecznych konsekwencji polityki cięć i zaciskania pasa. Co udało się im osiągnąć? Rozmowa z Jean Lambert, europosłanką z Wielkiej Brytanii. (więcej…)

Jedną z podstawowych zasad Unii Europejskiej jest swobodny przepływ osób. Jakie są blaski i cienie mobilności z perspektywy pokolenia młodych Europejczyków i Europejek? (więcej…)

Zielona Rewolucja Przemysłowa jest bez wątpienia pozytywną i inspirującą narracją. Jednak czy zielone technologie okażą się zdolne do stymulowania nowej fali wzrostu porównywalnej z rewolucjami przemysłowymi XIX i XX w.? (więcej…)

Jakie zmiany w systemach energetycznych w krajach Europy Środkowej zaszły w ostatnich latach? Jak wiele o polityce, realizowanej przez sąsiadów wie się w Czechach, Niemczech i w Polsce? Fundacja im. Heinricha Bölla postanowiła to sprawdzić. (więcej…)

Przez ostatnie dekady rynki inwestowały w szkodliwe dla środowiska gałęzie gospodarki, takie jak sektor paliw kopalnych czy spekulacje finansowe. Napędzały one niezrównoważony rozwój i kto wie, czy na naszych oczach nie tworzą właśnie kolejnej bańki – tym razem węglowej. Możemy jednak to powstrzymać, tak, by uniknąć kryzysu podobnego do tego, jaki nastąpił po pęknięciu bańki na amerykańskim rynku nieruchomości.

Znaczne sumy pieniędzy – zarówno prywatne, jak i publiczne – przez długie lata inwestowano w sektory, których rozbudowa stoi w sprzeczności ze zrównoważonym rozwojem. W raporcie Programu Środowiskowego ONZ (UNEP) „Towards a green economy: Pathways to Sustainable Development and Poverty Eradication” opisano, w jaki sposób obecne kryzysy – klimatyczny, bioróżnorodności, paliwowy, żywnościowy, związany z dostępem do wody, finansowy czy ekonomiczny – mają ze sobą jeden element wspólny: wadliwą alokację olbrzymich sum pieniędzy:

„W ciągu ostatnich dwóch dekad znacząca ilość kapitału została zainwestowana w nieruchomości, paliwa kopalne oraz instrumenty finansowe takie jak derywaty, stosunkowo niewiele zaś w energetykę odnawialną, efektywność energetyczną, transport publiczny, rolnictwo ekologiczne, ochronę ekosystemów i bioróżnorodności czy gleb i wody”.

Zarówno prywatne inwestycje, jak i publiczne subsydia i pożyczki napędzały niezrównoważony rozwój. Np. Bank Światowy i Europejski Bank Inwestycyjny (EBI), ale także prywatne fundusze emerytalne wspierały działania sprzeczne z deklarowanymi celami politycznymi.

Zagrożenie nieodwracalnymi, niszczącymi zmianami klimatu jest coraz bardziej palące. To przykład problemu z obecną nieprawidłową alokacją kapitału. Środki w celu zapobieżeniu temu zagrożeniu, podejmowane przez społeczność międzynarodową i przez prywatny biznes są podmywane przez inne działania, mające dokładnie odwrotny skutek.

Bańka węglowa w sektorze finansowym

Ze zmianami klimatu powiązane są dwa istotne ryzyka, stanowiące dla nas problem niezależnie od tego, w jaki sposób do niego podejdziemy. Jeśli spalimy wszystkie znane nam dziś złoża węgla, ropy naftowej i gazu, uzgodniony politycznie cel ograniczenia wzrostu globalnej temperatury do 2 stopni Celsjusza w porównaniu do okresu przed rewolucją przemysłową nie zostanie zrealizowany. Jeśli z kolei rezerwy te pozostaną niewykorzystane, będzie to miało wpływ na wycenę wartości spółek, w rękach których obecnie się znajdują. Jeśli ich obecna wycena jest bańką, to efekty jej pęknięcia mogą okazać się niszczące zarówno dla funduszy emerytalnych, jak i giełd papierów wartościowych. Jeśli politycy oraz społeczność międzynarodowa na serio myślą o zapobieżeniu zmianom klimatu, jest tylko kwestią czasu, kiedy bańka pęknie. Decydenci muszą wziąć na siebie odpowiedzialność i przedsięwziąć działania, które zminimalizują wyrządzone przez nią szkody.

Rezerwy paliw kopalnych w rękach biznesu

Jeśli chcemy mieć realną szansę na to, by globalna temperatura nie wzrosła powyżej 2 stopni Celsjusza, będziemy mogli do r. 2050 wyemitować do atmosfery 565 mld ton CO2. Nawet ta prognoza nie jest zresztą pewna, nadal bowiem istnieć będzie ryzyko rzędu 20%, że wzrost temperatury przekroczy wspomniany próg – oznacza to grę w rosyjską ruletkę o przetrwanie naszej cywilizacji.

Setka największych firm węglowych wraz z setką największych przedsiębiorstw naftowych i gazowych dysponuje łącznymi rezerwami, których spalenie wyemitowałoby 745 mld ton CO2 – o 180 mld ton więcej, niż powinniśmy. Jeśli zużyjemy te znane nam zasoby, emisje CO2 przyczynią się do przekroczenia progu 2 stopni. Konsekwencje tego scenariusza będą niemożliwe do zignorowania.

CO2 w znanych zasobach paliw kopalnych

Poza rezerwami wspomnianych przedsiębiorstw istnieją również złoża, należące do mniejszych firm oraz do rządów. Największe znane zasoby ma np. Arabia Saudyjska (ropa naftowa) oraz rosyjscy oligarchowie (ropa, gaz ziemny). Nawet jeśli prawdą okażą się twierdzenia części badaczy, dowodzących politycznie motywowanego przeszacowania wielkości złóż na Bliskim Wschodzie, eksploatacja złóż paliw kopalnych, o których wiemy z całą pewnością, już dziś znacząco przekroczyłaby granice wytrzymałości planety.

Emisje CO2 ze spalenia wszystkich znanych nam złóż paliw kopalnych wyniosłyby 2.795 mld ton – 65% pochodziłoby z węgla, 22% z ropy, zaś 13% z gazu. Oznacza to, że firmy i rządy dysponują dziś pięciokrotnie większymi zasobami, niż wynosi „globalny budżet węglowy” na najbliższe 40 lat.

Rezerwy niekonwencjonalne

Poza znanymi złożami węgla, ropy czy gazu istnieją również znaczące zasoby tzw. „niekonwencjonalnych” zasobów energetycznych. Szacunki dotyczące ich wielkości są dość zachowawcze, zważywszy na różne metody ich szacowania w poszczególnych krajach – dla przykładu w Kanadzie rezerwy (np. piasków roponośnych) nie są wyliczane w momencie ich odkrycia, lecz w momencie, gdy nastąpiło ich wydobycie. Oznacza to, że kraj ten może jeszcze sprawić nam niejedną niespodziankę, jeśli chodzi o potencjalne, uwięzione dziś pod ziemią emisje gazów cieplarnianych.

Innym niekonwencjonalnym zasobem jest gaz łupkowy, którego eksploatacja wiąże się z emisją większej liczby gazów cieplarnianych niż w przypadku gazu „konwencjonalnego”. Jego wydobycie rodzi szereg innych problemów, np. duże ilości chemikaliów mogą wpływać na ludzkie zdrowie. Niedoszacowanie wielkości tych zasobów, a także fakt, że generują one większe emisje, wpływa na to, o ile owe emisje będziemy musieli zredukować.

Nowe odkrycia

Duże ilości pieniędzy inwestowane są co roku w poszukiwanie nowych złóż oraz w możliwość wyciśnięcia większej ilości surowców z tych już znanych. W r. 2010 inwestycje największych firm naftowych oraz gazowych sięgnąć miały ok. 798 mld dol. – jedynie niewielka ich część poszła na rozwijanie energetyki odnawialnej.

Do tego wskaźnika powinniśmy dodać inwestycje pozostałych przedsiębiorstw (w tym państwowych), kontrolujących 2/3 globalnych złóż paliw kopalnych. Jeśli tylko 1/5 z nich będzie mogła zostać zużyta – co jest absolutnie konieczne, jeśli chcemy zachować zasadę przezorności wobec naszego klimatu, będzie to miało istotne konsekwencje dla rynków finansowych, w tym dla funduszy emerytalnych.

Skutki bańki węglowej dla sektora paliwowego

Zużycie jedynie 1/5 całości rezerw paliw kopalnych oznacza, że jedynie 149 z 745 mld ton CO2, jakie znajdują się dziś w rękach największych koncernów, będzie mogło zostać wyemitowanych. Jeśli decydenci na serio traktować będą politykę klimatyczną, inwestorom grozi utknięcie z „niespalalnymi” złożami paliw kopalnych.

Oznacza to nic innego, jak opartą na zasobach kopalin bańkę – nie da się bowiem zaprzeczyć, że wycofanie 80% rezerw z rynku miałoby istotne konsekwencje dla pozycji firm, które znajdują się w ich posiadaniu. Ich pozycja na giełdach papierów wartościowych uległaby znaczącej zmianie, przy której zbladłyby dotychczasowe deprecjacje, które mogliśmy obserwować przy okazji pęknięć bańki na rynku nieruchomości czy bańki internetowej. Nabrzmiewanie tej bańki okazało się możliwe dzięki temu, że na żadnej instytucji finansowej nie spoczywała odpowiedzialność systematycznego monitorowania ryzyka związanego z wpływem inwestycji na zmiany klimatu.

Ryzyka te to z jednej strony skutki spalania paliw kopalnych, z drugiej zaś regulacje użycia tychże paliw oraz utrata wartości posiadanych przez koncerny zasobów, która może zagrozić stabilności społecznej. Instytucje udzielające koncesji i regulujące – zarówno w sektorze finansowym, jak i w ochronie środowiska – powinny wraz z inwestorami oraz instytucjami kredytującymi ich działania brać te zagrożenia na poważnie. Unia Europejska w wyniku rozczarowania niezdolnością rynku do przewidzenia i poradzenia sobie z kryzysem w strefie euro rozważa obecnie pomysł stworzenia swoich własnych instytucji ratingowych. Potrzeba nam jednak także instytucji, która oceniać będzie ryzyka finansowe związane z problemami ekologicznymi. Inwestycje w sektor paliw kopalnych czy poszukiwania nowych ich złóż automatycznie otrzymywałyby „śmieciowy” rating. Zarówno planeta, jak i gospodarka skorzystałyby na wysoko ocenionych przez taką instytucję inwestycjach, biorących pod uwagę kwestie ekologiczne – otrzymywałyby one najwyższy status, potwierdzający ich niskie ryzyko inwestycyjne.

Uwzględniając „ryzyko węglowe”

Unia Europejska powinna rozważyć obowiązkowe badanie przez banki oraz instytucje finansowe swojego wystawienia na ryzyka związane ze zmianami klimatu – taką sugestię podsuwają autorzy raportu „Funding the Green New Deal”. Ich zdaniem ryzyka te są tak znaczące, że powinno się je uznać za systemowe. Banki, instytucje finansowe oraz inwestorzy powinni mieć obowiązek badania „ryzyka węglowego” swoich koszyków inwestycyjnych.

Doprowadziłoby to do przeniesienia wartych miliardy inwestycji z sektora paliw kopalnych w stronę energetyki odnawialnej. Przykładem narzędzia, sprzyjającego tego typu przepływom finansowym, byłyby obowiązkowe „stress testy” sprawdzające, w jaki sposób na inwestycje wpłynęłyby wyższe ceny paliw oraz emisji. Tego typu sprawdziany unaoczniłyby inwestorom, na jakie ryzyka są narażeni.

Szwedzki publiczny koncern Vattenfall może służyć tu za ostrzeżenie – jego ekspansja w Niemczech i w Polsce może go bowiem drogo kosztować. Gdyby firma ta brała pod uwagę wzrost kosztów emisji CO2, być może mniej inwestowałaby w wydobycie węgla brunatnego. Testy te pokazałyby również szanse, jakie pojawiają się dzięki inwestowaniu w sektor zielonej gospodarki. Zielone inwestycje przyczyniły się do bardzo obecnie potrzebnej dywersyfikacji oraz redukcji ryzyka, nie tylko dla już pełnych publicznych skarbców bogatych w paliwa kopalne krajów.

Branie odpowiedzialności

Sektor paliw kopalnych jest nadmiernie dokapitalizowany. Rynki finansowe inwestują w niego, kierując się błędnym założeniem – że skorzystają na już zrealizowanych inwestycjach. Oznacza to spore ryzyko, z którego obecnie mogą nie zdawać sobie sprawy. Zużycie całości paliw kopalnych byłoby zagrożeniem dla całej ludzkości. Znajdując się między młotem a kowadłem, musimy uznać, że niekontrolowane zmiany klimatu stanowią znacznie większe zagrożenie niż bańka węglowa.

Brytyjski Departament Środowiska, Żywności oraz Spraw Wiejskich (DEFRA), a także Climate Disclosure Standard Board (CDSB) uznają, że instytucje regulujące rynki powinny zacząć działać. „Skala inwestycji sprzyjających środowisku będzie rosła tylko wtedy, gdy cały rynek skupi się na inwestycjach ekologicznych. (…) Bez jakiejś formy strukturalnej interwencji grozi nam trwanie w impasie”. Oznacza to, że najlepszy czas na dobrowolne działania mamy już za sobą i że osoby, które gotowe są działać z własnej inicjatywy, już to zrobiły.

Artykuł The carbon bubble: the real threat to the financial system ukazał się w Green European Journal (Zielonym Magazynie Europejskim). Przeł. Bartłomiej Kozek.