Jak podaje Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) w komunikacie prasowym z 25 listopada, rok 2015 będzie najprawdopodobniej najcieplejszy rokiem w historii pomiarów, a wzrost średniej globalnej temperatury przekroczy 1°C w stosunku do ery przedprzemysłowej. Ale to nie koniec złych wieści. Lata 2011-2015 „były najcieplejszym okresem pięcioletnim w historii pomiarów, z wieloma ekstremalnymi zdarzeniami pogodowymi – szczególnie falami upałów – w konsekwencji zmiany klimatu”.
Naukowcy informują również, że w bieżącym roku odnotowano również rekordowe poziomy stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze, na wiosnę na półkuli północnej średnie globalne trzymiesięczne stężenie CO² przekroczyło po raz pierwszy barierę 400 ppm (cząsteczek na milion).
„Są to złe wiadomości dla planety” – powiedział Sekretarz Generalny WMO, Michel Jarraud. „Jesteśmy w stanie kontrolować emisje gazów cieplarnianych, które powodują zmiany klimatu. Posiadamy wiedzę i narzędzia do działania. Mamy wybór. Przyszłe pokolenia nie będą go miały”.
na podstawie: World Meteorological Organization
Wielu ludziom łatwiej wyobrazić sobie koniec świata, a nawet koniec kapitalizmu, niż odejście od wzrostu gospodarczego. (więcej…)
Islandczycy masowo zapisują się do zarejestrowanego kościoła anzuistycznego w proteście przeciwko istniejącemu systemowi finansowania wyznań i kościołów w kraju. Zakłada on pobór tzw. opłaty parafialnej w wysokości 8741 koron islandzkich (62 euro) rocznie od wszystkich obywateli powyżej 16 roku życia.
Przy poborze podatku nie ma znaczenia faktyczne wyznanie czy brak wyznania podatnika. Środki pobrane od osób niewierzących lub przynależących do niezarejestrowanego wyznania trafiają do budżetu państwa, z kolei te od osób związanych z oficjalnym kultem – do odpowiedniego kościoła lub wspólnoty religijnej.
Przeciwnicy tego systemu zdecydowali się założyć w 2013 r. wspólnotę anzuistyczną, która czci bóstwa sumeryjskie. Jednocześnie jednym z „dogmatów” wspólnoty jest zwrot podatku kościelnego wiernym. W ciągu ostatnich dwóch tygodni do anzuistów zapisało się blisko 3100 osób, czyli 1% populacji Islandii.
Ani władze ani największy w kraju Kościół Islandii, o obrządku luterańskim, nie komentują tej sprawy, choć niektórzy politycy domagają się delegalizacji wspólnoty anzuistycznej, jako organizacji założonej w celach innych niż religijne.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Jak wynika z najnowszego raportu fundacji Oxfam, 50 proc. najuboższej ludności na świecie jest odpowiedzialna za jedyne 10 proc. emisji CO2. To oni jednak stoją przed poważnymi zagrożeniami, jakie niosą ze sobą klęski żywiołowe spowodowane zmianami klimatu.
„Najwyższy czas na zmiany i działania dla dobra naszych społeczeństw, a nie dla zanieczyszczających” – powiedziała Kandi Mosset z organizacji Indigenous Environmental Network (Sieć Ekologiczna Ludów Tubylczych).
Podczas gdy politycy, dyplomaci i najwięksi przedsiębiorcy zebrali się w Paryżu na międzynarodowej konferencji klimatycznej COP21, nowy raport opublikowany w środę przez pozarządową organizację humanitarną Oxfam International potwierdza oskarżenia organizacji społecznych, które od dawna twierdziły, że chociaż to głównie najbogatsi ludzie świata i najzamożniejsze kraje są odpowiedzialne za zmianę klimatu, to jednak ubodzy – a w szczególności mieszkańcy Globalnego Południa – cierpią z powodu susz, nawałnic i podniesienia się poziomu mórz.
Wnioski raportu pokazują, że 50 proc. najuboższej ludności świata jest odpowiedzialna za jedyne 10 proc. emisji CO2.
Dla porównania, bogaci mieszkańcy naszej planety biorą nieproporcjonalnie większy udział w zanieczyszczaniu klimatu: 10 proc. najzamożniejszych jest winna emisji około światowej 50 proc. CO2.
Z kolei największą nierówność znajdziemy, kiedy przyjrzymy się czołówce, czyli zaledwie 1 proc. najbogatszych. Zużycie związków węgla przez jednostkę z tej grupy jest średnio 175 razy większe niż osoby pochodzącej z najbiedniejszych 10 proc. populacji.
„Jedynymi beneficjentami statusu quo i kiepskiego porozumienia zawartego w Paryżu, jest elitarna grupa multimilionerów, którzy swoich fortun dorobili się w przemyśle paliw kopalnych” – donosi Oxfam International.
Nie da się zaprzeczyć globalnym nierównościom.
We wnioskach raportu można przeczytać, że średnie zużycie CO2 przez jednostkę z najbiedniejszej połowy populacji Indii to jedynie 1/20 tego, co zużywa najuboższa połowa w Stanach Zjednoczonych. Natomiast 10 proc. najbogatszych ludzi w Indiach wykorzystuje tylko 1/4 tego, co jedna osoba należąca do najbiedniejszej połowy populacji Stanów Zjednoczonych.
Podobne zestawienie pokazuje, że 600 milinów ludzi stanowiących 50 proc. najbiedniejszej populacji Chin jest odpowiedzialna za wytwarzanie 1/3 emisji 10 proc. najbogatszych Amerykanów.
Autorzy raportu Oxfam piszą w podsumowaniu, że ich „analiza pozwala rozwiać mit, który głosi, że obywatele szybko rozwijających się krajów w jakikolwiek sposób ponoszą winę za zmianę klimatu”. Raport dobitnie pokazuje, że „chociaż emisje dwutlenku węgla zwiększają się szybciej w krajach rozwijających się, to jednak są one wynikiem produkcji towarów konsumowanych w innych miejscach na świecie. To oznacza, że emisje związane ze stylem życia zdecydowanej większości ludzi, są nadal niższe niż te w krajach wysoko rozwiniętych”.
Co więcej, Bank Światowy odnotował w swoim sprawozdaniu (pdf) z listopada, że skutkami wynikającymi z ocieplenia klimatu takimi jak powodzie, susze, brak urodzaju i fale gorąca zagrożeni są najbiedniejsi mieszkańcy naszej planety, ale w szczególności kobiety.
Dlatego też autorzy raportu Oxfam podkreślają, że „jedynymi beneficjentami statusu quo i kiepskiego porozumienia zawartego w Paryżu, jest elitarna grupa multimilionerów, którzy swoich fortun dorobili się w przemyśle paliw kopalnych”.
To przesłanie wybrzmiewa na ulicach Paryża, gdzie ludzie z całego świata uczestniczą w tzw. ceremoniach leczniczych, tworzą łańcuchy ludzi i ogłaszają kreatywne kampanie artystyczne, domagając się konkretnych rozwiązań dla klimatu. Wspierają ich marsze i protesty ludzi na całym świecie.
Bogate kraje, takie jak Stany Zjednoczone, atakowane są za uchylanie się od odpowiedzialności w walce z obecnym kryzysem.
„Jeśli rząd Obamy poważnie podchodzi do zmian klimatu, to musi równie poważnie podejść do zmian, które chcą wprowadzić” – podkreśliła w oświadczeniu prasowym opublikowanym w drugiej połowie listopada Kandi Mosset z organizacji Indigenous Environmental Network (Sieć Ekologiczna Ludów Tubylczych), będącej częścią koalicji liderów lokalnych społeczności przewodzących walce ze zmianami klimatu w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. „Dokonanie tych zmian nie będzie łatwe, jednak droga na skróty i uległość wobec interesów przemysłu paliw kopalnych były tym, co wpędziło nas w obecny kryzys”.
„Najwyższy czas na zmiany i działania dla dobra ludzi, a nie trucicieli” – pointuje Mosset.
Sarah Lazare
autorka jest członkinią redakcji Common Dreams
Przekład: Justyna Gontarz
Źródło: http://www.commondreams.org/news/2015/12/02/new-report-confirms-worlds-wealthy-fueling-carbon-pollution-poor-suffer
Według badań Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji STER co czwarta kobieta ma za sobą doświadczenie próby gwałtu, a co piąta – sam gwałt.
87% kobiet doświadczyło molestowania seksualnego, z reguły werbalnego, ale także fizycznego (np. prób wymuszenia kontaktu fizycznego przez ocieranie się).
62% badanych brało udział w aktywności seksualnej, której nie chciało (pocałunki, czy tzw. petting).
Co piąta zgwałcona doświadczyła gwałtu ze strony partnera obecnego (22%) lub byłego (63%).
Najczęściej do gwałtu dochodziło do sytuacji, gdy mężczyzna pod presją lub ciągłym naciskiem doprowadzał do stosunku seksualnego wbrew woli kobiety – spośród wszystkich kobiet, które doświadczyło gwałtu, 79 proc. wskazało na tego typu sytuację. Innymi formami był gwałt z wykorzystaniem władzy (31 proc.), pod wpływem alkoholu lub narkotyków, w tym tzw. pigułki gwałtu (29 proc.) i przemocy fizycznej (23 proc.).
Ponad połowa kobiet nie mówi swoich doświadczeniach rodzinie i znajomym, a ponad 95 proc. nie zgłasza tych spraw na policję ani do prokuratury. W wielu przypadkach odpowiedzią na opór jest przemoc fizyczna, lub psychiczna oraz ekonomiczna, przed którą kobiecie trudno się bronić.
Według działaczek STERu najważniejsza teraz jest zmiana definicji gwałtu na taką, by obejmowała także sytuacje, w których kobieta nie zgadza się na czynności seksualne. Do tej pory gwałt jest stwierdzany w przypadku, gdy kobieta stawia opór sprawcy.
Konieczne jest także przeformułowanie dotychczasowego myślenia o przemocy domowej. W tej chwili nie myśli się o przemocy domowników jako o wymuszaniu seksu przez partnera.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Nowe idee wymagają nowych przestrzeni. Zielone miejsca pracy mogą powstawać tam, gdzie zrównoważony rozwój wpisany jest w lokalne DNA – na przykład w pewnym francuskim miasteczku. (więcej…)
Zrównoważona konsumpcja i produkcja w miastach ma przed sobą świetlaną przyszłość. Już dziś mają do tego stosowne narzędzia. (więcej…)
Coraz lepiej poznajemy mechanizmy psychiczne związane z działaniem serwisów społecznościowych. Znane do tej pory były badania mówiące, że użytkowanie serwisów takich jak Facebook może zwiększyć ryzyko np depresji. Jak twierdzi prof. Izak Benbasate „Udział mediów społecznościowych w rozwoju depresji, stanów lękowych czy zachowań narcystycznych jest coraz częściej dyskutowaną sprawą. Badania dowodzą, że jest niemały. Jednak przyczyny takiego stanu nie zostały dotychczas dobrze wyjaśnione. Nam udało się odnaleźć to brakujące ogniwo: jest nim zazdrość.”
Zdaniem naukowców z zespołu Benbaste zazdrość sprawia, że chcemy publikować na serwisach społecznościowych. Zazdrościmy bowiem interesującego życia naszym znajomym i sami chcemy wywołać zazdrość publikując posty i zdjęcia ukazujące nas z jak najlepszej strony. Jest to zamknięte, samonapędzające się koło, które prowadzi do społecznej konkurencji i rywalizacji. Jest ona powodem zaburzeń depresyjnych u wielu użytkowników.
Dodał: Łukasz Markuszewski, na podstawie PAP
Według wstępnych wyników wyborów parlamentarnych w Wenezueli zwycięstwo odniosła centroprawicowa wielka koalicja opozycji pod nazwą Okrągły Stół Jedności Demokratycznej (Mesa de la Unidad Democrática, MUD). Według komisji wyborczej uzyskała ona 99 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym.
Rządząca do tej pory Zjednoczona Socjalistyczna Partia Wenezueli (Partido Socialista Unido de Venezuela, PSUV) uzyskała jedynie 46 mandatów. Pozostałe dwadzieścia mandatów czeka na przydzielenie.
Jest to najpoważniejsza klęska chavistów w historii ruchu Socjalizmu XXI. Prezydent Wenezueli, Nicolas Maduro ogłosił już, że uzna wyniki i będzie współpracował z nowym parlamentem. Jednocześnie stwierdził, że nie jest to koniec rewolucji boliwariańskiej, tylko „jedna przegrana bitwa” i że przygotowuje się już do wyborów prezydenckich w 2018 r.
Chaviści rządzą Wenezuelą od 1999 r., kiedy Hugo Chavez po raz pierwszy wygrał wybory prezydenckie. Wdrożyli rozmaite programy socjalne, które wyciągnęły z ubóstwa znaczną część społeczeństwa. Jednocześnie prowadzą politykę wrogą USA i przyjazną Rosji. Wenezuela stała się liderem antyamerykańskiego, lewicowego bloku w Ameryce Południowej, który ostatnio zaczął się jednak kruszyć – opuściła go Argentyna, w której wybory prezydenckie wygrał kandydat prawicy, Mauricio Macri.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Drugiego dnia szczytu klimatycznego zwiedzałam pawilony różnych krajów, niektóre spektakularne i nowoczesne jak przestrzeń Indii, inne bardzo aktywne, obszerne i pełne wartościowych informacji. Takim jest oczywiście pawilon Francji złożony z obszernej przestrzeni wystawowej i dużej Sali konferencyjnej. Wystawa, dostarczając konkretnych informacji, promuje w przystępny, syntetyczny i atrakcyjny sposób, w dwóch językach, ambitną politykę zrównoważonego rozwoju Francji, w tym politykę klimatyczną rządu, regionów, miast, parlamentu i senatu, a także najróżniejszych państwowych, prywatnych, społecznych i mieszanych struktur, instytucji, firm i organizacji wspierających. Wielka różnorodność tematów, projektów, polityk sektorowych i działań, od transformacji energetycznej w kierunku energii odnawialnych i efektywności energetycznej w budownictwie i przemyśle, przez agroekologię i rolnictwo ekologiczne, niskoemisyjną i bezemisyjną politykę transportową, ochronę wody i bioróżnorodności, kwestie zdrowia i środowiska, gospodarkę cyrkularną i zarządzanie odpadami, badania naukowe, nauczanie i edukację, partnerstwa publiczno-prywatne, aż po zaangażowanie społeczeństwa obywatelskiego w zapobieganie zmianom klimatu jak i dostosowanie się do nich.
W dużej sali konferencyjnej pawilonu francuskiego każdego dnia odbywa się pięć konferencji, niektóre z udziałem czołowych polityków, jak minister środowiska Segolen Royal, albo organizowane w partnerstwie z innymi krajami jak konferencja nt. francusko-chińskiej współpracy przy monitoringu emisji gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń powietrza, francusko-japońska inicjatywa na rzecz zrównoważonego miasta w Afryce, czy konferencja norweskiego ministerstwa spraw zagranicznych nt. Arktyki.
Ale nie tylko francuska prezydencja i bogate kraje rozwinięte promują swoje narodowe i regionalne wyzwania oraz polityki i działania mające im sprostać. Takich krajów jest wiele. Na przykład Wietnam na niezbyt dużej przestrzeni wypełnionej edukacyjno-promocyjnymi plakatami organizuje side-eventy i spotkania, oraz rozdaje broszury w kilku językach pokazujące ograniczające ale tez adaptacyjne działania tego kraju.
A co z Polską? Znalazłam na wywieszonej liście, a potem fizycznie, pawilon z napisem Polska, ale niestety drzwi były zamknięte – nie zapraszano publiczności do wejścia. Zapukałam i weszłam. Zastałam jeden długi stół, przy którym siedziało przed komputerami ok. 8 osób i mały stolik z jedną panią. Dowiedziałam się od niej, że Polska nie ma żadnej przestrzeni otwartej dla publiczności, tylko to jedno biuro dla delegatów. Dowiedziałam się przy okazji, że delegacja liczy około dwudziestu osób oraz, że są wśród nich zarówno osoby które już uczestniczyły w poprzednich negocjacjach klimatycznych („jest kilka osób”…), jak i osoby całkiem nowe.

Jedyny plakat ilustrujący działania proklimatyczne Polski, umieszczony na ścianie pawilonu Unii Europejskiej. Fot.: Ewa Sufin-Jacquemart
Jedyne świadectwo pro-klimatycznych wysiłków Polski jakie do tej pory znalazłam, znajduje się na ścianie jednej z dwóch sal konferencyjnych pawilonu Unii Europejskiej, pokrytej opisanymi zdjęciami ilustrującymi działania krajów członkowskich, jednym dla każdego kraju. Polskę reprezentuje zdjęcie warszawskiej sieci rowerów publicznych.
Ale jednak trafiłam, i to „aż” 3 razy, na obecność Polski na szczycie klimatycznym COP 21, poza samymi negocjacjami: pierwszego dnia na otwarciu, wśród innych szefów państw, głos zabrała przez regulaminowe 3 minuty polska pani premier Beata Szydło. Zadeklarowała, że Polska, choć nie ma obowiązku, jest gotowa do 2020 r. wyasygnować 8 mln dolarów, aby wesprzeć m.in. Zielony Fundusz Klimatyczny (GCF) w działaniach na rzecz adaptacji do zmian klimatu i redukcji emisji. „Miedzy innymi” jest tu ważne, bo w sumie nie wiadomo ile Polska włoży do GCF i gdzie trafią pozostałe miliony.
Drugiego dnia trafiłam w pawilonie francuskim na event poświęcony oficjalnemu otwarciu francuskiej inicjatywy„4 na 1000: gleby dla bezpieczeństwa żywnościowego i klimatu”, na którym, po przedstawieniu inicjatywy nastawionej na ochronę i wzbogacanie gleb, dzięki czemu pochłaniać mogą nawet duże ilości dwutlenku węgla, wśród przedstawicieli innych krajów głos zabrał tez krótko nowy minister ds. środowiska Polski, p. Jan Szyszko. Bardzo krótko powiedział, że gleby i lasy mają ważny udział w zapobieganiu zmianom klimatu i zaprosił wszystkich na konferencję następnego dnia nt. polityki Polski wobec lasów.
Oczywiście udałam się na tę konferencję, która odbyła się wieczorem drugiego dnia obrad, w pawilonie Unii Europejskiej, zatytułowanej: „Contribution of forestry to climate change mitigation efforts – national perspective of Poland” (Wkład gospodarki leśnej w wysiłki ograniczenia zmian klimatu – perspektywa krajowa Polski”).
Konferencję otworzył pan minister Szyszko, najpierw po polsku, aby powitać telewidzów, gdyż konferencja była podobno transmitowana na żywo, najprawdopodobniej przez TV Trwam, gdyż pan minister zakończył swoje powitanie katolickim „Szczęść Boże”….
Z konferencji prowadzonej przez szefa polskiej delegacji rządowej na COP 21 prof. Mieczysława Ostojskiego dowiedzieliśmy się przede wszystkim jak wiele Polska ma lasów (aktualnie 29,4% powierzchni) i że może mieć jeszcze więcej, a już na pewno może te lasy zagęszczać i intensyfikować, aby pochłaniać czy absorbować (jeszcze) więcej dwutlenku węgla. W ten sposób Polska zmniejszy swoje emisje CO2, a może nawet całkiem je zrekompensuje…To już nie było jasne. Na zadane pytanie otrzymałam wymijającą odpowiedź, jedynie dowiedziałam się, jeżeli dobrze zrozumiałam intencję, że metodologia metodologii nierówna, nasza w każdym razie wykazuje, że polskie lasy absorbują znacznie, znacznie więcej CO2 niż wynika to z oficjalnych obliczeń. Zrozumiałam, że jeśli chodzi o emisje GHG netto, to mimo spalania węgla nie powinniśmy być ostatni w klasie.
Ale tytuł konferencji nie oddawał do końca zawartości, może to taka nasza strategia zmyłek: przy okazji inicjatywy dla gleb pan minister mówił o lasach, a na konferencji o lasach w połowie było o geotermii. Bo dowiedzieliśmy się też, że Polska ma ogromny potencjał geotermii, którą z sukcesem ojciec Rydzyk wykorzystał w Toruniu, a teraz w trakcie realizacji jest już projekt w Koninie. Razem ma tych projektów być 20 w ciągu najbliższych 10 lat.
W kuluarach pan minister Szyszko zapewnił mnie, że w razie konfliktu lokalnego miedzy geotermią a łupkami, będzie bronił opcji aby wygrywała geotermia. I tu go trzymamy za słowo – będziemy sprawdzać…
Z Paryża Ewa Sufin-Jacquemart dla Zielonych Wiadomości
Paryż, 3 grudnia, 2015 roku – Chevron, EDF i BNP-Paribas otrzymały dzisiaj nagrody Klimatycznego Pinokio za swoją rolę w osłabianiu działań na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu i niszczeniu lokalnych społeczności. Wyniki głosowania, w którym wzięło udział 42 000 osób zostały ogłoszone na specjalnej ceremonii w Paryżu. Dwie z „nagrodzonych” firm są sponsorami międzynarodowych negocjacji klimatycznych COP21.

Foto: www.pinocchio-awards.org
Sponsor COP21, BNP-Paribas otrzymał nagrodę za finansowanie projektów węglowych na całym świecie, w tym ogromnych elektrowni węglowych w Południowej Afryce i Indiach. EDF został nagrodzony za użycie swojego kontrowersyjnego sponsoringu w celu promocji energii jądrowej, jako energii „czystej” i inwestycje w paliwa kopalne – 16 elektrowni węglowych na całym świecie – w tym kilka z najbrudniejszych w Europie.
Juliet Renaud z Friends of the Earth France powiedziała: ”Dopóki BNP-B i EDF inwestują ogromne pieniądze w “brudne” energie, są częścią problemu, a nie rozwiązaniem. Publiczne głosowanie na dwóch sponsorów COP21 pokazuje, ze obywatele nie dają się ogłupić „greenwashingiem”, wpływającym na negocjacje i osłabiającym wysiłki na rzecz osiągnięcia ambitnego i sprawiedliwego porozumienia klimatycznego. Rząd francuski musi podjąć natychmiastowe, konkretne działania dla autentycznej, sprawiedliwej transformacji energetycznej, bez paliw kopalnych i energii jądrowej”.
Chevron został potępiony za agresywną promocję szczelinowania hydraulicznego w Argentynie. Jest głównym partnerem rządu i kontrolowanej przez państwo firmy YPF w nieustających próbach rozwoju, bez względu na konsekwencje, wydobycia niekonwencjonalnej ropy naftowej i gazu w Patagonii.
Colin Roche z Friends of the Earth Europe powiedział: „Społeczności na całym świecie cierpią z powodu przedsiębiorstw, które zmówiły się, aby zniszczyć klimat, udając jednocześnie, że popierają wysiłki na rzecz przeciwdziałania globalnemu ociepleniu. Niektóre z najbrudniejszych firm na świecie próbują w bezprecedensowy sposób „zazielenić” (greenwash) swoje wizerunki na konferencji klimatycznej COP21 w Paryżu. Lecz nigdy nie poradzimy sobie ze zmianami klimatu, jeżeli nie powstrzymamy ich wpływu i nie wyrzucimy korporacji takich jak BNP-Paribas i EDF z negocjacji”.
Do nagrody zostały nominowane niektóre z największych i najbardziej wpływowych korporacji na świecie. Wśród nich Shell, za jego dziedzictwo zniszczeń ekologicznych i społecznych w Nigerii, oraz Anglo-American za niszczycielską kopalnię w Kolumbii. Gigant naftowy i gazowy Total – został nominowany za infiltrację lobby energetyki odnawialnej, Avril – za propagowanie biopaliw, Yara – za próby greenwashingu nawozów sztucznych, a sponsor negocjacji Engie – za inwestycje w paliwa kopalne.
Naukowiec i kampanier Corporate Europe Observatory, Pascoe Sabido powiedział: „Brudna działalność wydobywcza Chevronu nie byłaby możliwa bez jego kumoterskich stosunków z tymi samymi rządami, od których oczekuje się kontroli i nadzoru nad tego rodzaju przedsięwzięciami. Dość, znaczy dość – Chevron i reszta wielkich trucicieli, powinni zostać usunięci z COP21 i trzymani z dala od naszych decydentów na wszystkich szczeblach rządowych”.
Nagrody Klimatyczne Pinokio wzywają rządy do podjęcia konkretnych działań na rzecz zakończenia bezkarności korporacji poprzez uchwalenie wiążących regulacji prawnych, takich jak francuski projekt prawa dotyczącego międzynarodowych korporacji i prawnie wiążący traktat ONZ o międzynarodowych korporacjach i prawach człowieka. Rządy muszą zignorować korporacyjne fałszywe rozwiązania i nadać priorytet ochronie praw człowieka.
Nagrody zostały przedstawione 3 grudnia na publicznej ceremonii podczas negocjacji klimatycznych ONZ w Paryżu.
Nagrody Klimatyczne Pinokio 2015 (Pinocchio Climate Awards 2015) są zorganizowane przez Friends of the Earth Europe, Friends of the Earth France, Corporate Europe Observatory, CRID i Action Aid France, we współpracy medialnej z Basta, The Multinational Observatory i Real World Radio.
źródło: www.pinocchio-awards.org
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
Polska na arenie międzynarodowej często przedstawia się jako kraj na dorobku, zbyt biedny na solidaryzowanie się w przeciwdziałaniu zmianom klimatu. Nasz kraj wydaje jednocześnie ogromne pieniądze na ratowanie sektora węglowego oraz planowanie elektrowni atomowej, której powstanie wciąż stoi pod znakiem zapytania. A więc bieda czy raczej kamuflaż? Zastanówmy się jak mogłaby się odnieść do naszej polityki energetycznej biedniejsza, z pewnością, Kenia.
Nowy minister gospodarki Krzysztof Tchórzewski twierdzi, że Polska nadal i coraz więcej powinna inwestować w węgiel. Z kolei minister środowiska Jan Szyszko jest zdania, że ograniczenie zmian klimatu powinno być w Polsce realizowane poprzez sadzenie lasów. Jeżeli chodzi o politykę ochrony klimatu oraz odchodzenie od spalania węgla polski rząd jak na razie nie ma ambitnych planów. Przed szczytem w Paryżu mowa była raczej o niebezpieczeństwach jakie dla polskiej gospodarki może mieć angażowanie się w porozumienie. Polski rząd rozważał nawet rewizję zobowiązań klimatycznych, szczególnie, jeżeli w Paryżu nie dojdzie do porozumienia. Przykład Kenii warto dlatego przedstawić, aby pokazać, jakie są kierunki rozwoju i oczekiwania krajów rozwijających się. Oczekiwania te kierowane są również pod naszym adresem.
Pieniądze dla zmiany
Jeżeli chcemy zostawić przyszłym pokoleniom świat, przynajmniej w takim stanie w jakim go zastaliśmy, nie możemy doprowadzić do podwyższenia się temperatury powyżej 1,5 stopni Celsjusza. Stąd organizacje społeczne żądają zaprzestania finansowania energii z paliw kopalnych ze środków publicznych. Pozwoli to zaoszczędzić fundusze, jakie będzie można przeznaczyć na adaptację i ograniczenie zmian klimatu. Środki na przeciwdziałania i adaptację do zmian klimatu pochodzić będą z Zielonego Funduszu Klimatycznego (GCF), na który składają się kraje rozwinięte – w tym również Polska jako państwo członkowskie Unii Europejskiej. Dodatkowo kraje rozwijające się podkreślają, że zapobieganie należy ściśle powiązać z adaptacją. Filipiny czy Kenia już teraz dotkliwie odczuwają skutki zmian klimatu i potrzebują środki np. na przywracanie zniszczonej infrastruktury do życia.
Byle polska wieś spokojna…
Podczas kampanii wyborczej polscy politycy nie komentowali takich problemów jak susza ostatniego lata, która stała się ogromnym problemem dla elektrowni węglowych. Musiały one znacznie zredukować z jej powodu produkcję prądu. Jak dotąd ministerstwo gospodarki twierdzi, że problem leży po stronie technologii, a nie zmian klimatu. Zdaniem nowych władz Polacy chcą się rozwijać, a to oznaczać ma zwiększone zapotrzebowanie na energię. Niemcy, kraj transformacji energetycznej, polski rząd uznaje za przykład energetyki węglowej i taką wizję wciąż przedstawia polskiemu społeczeństwu. Zdaniem ministra gospodarki Krzysztofa Tchórzewskiego rozwiązaniem problemu polskiej energetyki i górnictwa jest budowa nowych kopalń – tam, gdzie złoża są płytsze.
Na klimatycznym celowniku
Kenia z kolei to kraj, który w zmianie klimatu widzi ogromne wyzwanie dla własnego kraju. Mimo minimalnego wkładu w globalne emisje gazów cieplarnianych oraz niewielkiej gospodarki i dochodów postanowił przyjąć bardzo ambitną postawę w zakresie proponowanej redukcji emisji (INDC) na konferencji COP 21 w Paryżu. Kenia już teraz odczuwa dramatyczne skutki zmian klimatu, mimo że sama produkuje stosunkowo niewielkie ilości gazów cieplarnianych. Przeciętny jej mieszkaniec emituje rocznie 1 tonę CO2. W tym samym czasie mieszkaniec UE 8 ton a USA – około 25. Historyczny wkład Kenii w zmiany klimatu wynosi 0,1% globalnych emisji.
Z raportu Christian Aid „Low-carbon Africa” wynika, że Kenia już dzisiaj około 75% swojej energii czerpie ze źródeł odnawialnych – głównie z elektrowni wodnych. Problematyczne jest jednak opieranie bezpieczeństwa na dużych elektrowniach wodnych właśnie ze względu na zmiany klimatu – powodzie oraz okresy suszy. W interesie tego kraju jest też dalsze uniezależnianie się od produkcji energii z paliw kopalnych. Ministerstwo środowiska Kenii już kilka lat temu przyjęło więc Krajowy Plan Reagowania na Zmiany Klimatu (NCCRS 2010) oraz Krajowy Plan Działania na Rzecz Klimatu (NCCAP 2013). W programach tych ważną rolę odgrywa energetyka odchodząca od węgla.
Zdaniem Mohameda Adow z organizacji Christian Aid, plany Kenii wyglądają dość nietypowo, ale jednocześnie ambitnie na tle krajów rozwiniętych. „Kenia pokazuje innym krajom afrykańskim, że nie chce być niewolnikiem kopalnych źródeł energii. Wiadomo jednak, że planowana, imponująca zmiana w tym biednym kraju wymagać będzie solidarności, szczególnie ze strony krajów bogatszych. Porozumienie w Paryżu powinno przynieść możliwość wsparcia finansowego oraz technologicznego. Dlatego tak ważne jest, aby uzgodniona pomoc dotyczyła technologii czystych, niezależnych od paliw kopalnych. Dalsze wspieranie paliw kopalnych przyczyni się tylko do tego, że tak ambitne przedsięwzięcie biednego kraju jakim jest Kenia może się nie udać”.
Klimatyczne ambicje
Okazuje się, że kraj taki jak rozwijająca się Kenia – mimo że w zasadzie w minimalnym stopniu przyczyniła się do zmian klimatu, a do tego ponosi już skutki jego zmian – postawił na ambitną pozycję w przeciwdziałaniu zmianom klimatu. W lipcu 2015 Ministerstwo Środowiska i Zasobów Naturalnych Kenii przedstawiło planowany wkład redukcyjny gazów cieplarnianych (INDC). Wynosi on 30% do 2030 r. Dla porównania bogata Unia Europejska proponuje redukcję 40% do 2030.
Kenia zamierza również grać istotną rolę, jeżeli chodzi o kwestię komunikowania znaczenia sprawiedliwego podziału środków na zapobieganie zmianom klimatu, transferu technologicznego oraz odchodzenia od inwestowania w paliwa kopalne.
Polski hamulec?
Konferencja w Paryżu trwa. Minister Tchórzewski nie tylko podtrzymuje wcześniejszą pozycję Polski, ale jeszcze wyraźniej stwierdza, że potrzeba budowy nowych kopalni. Trzeba dodać, że scenariusz pozostania naszego kraju przy węglu wiąże się z małym wsparciem dla energetyki odnawialnej, szczególnie tej służącej produkcji energii dla gospodarstw domowych. Skarżą się na to głównie rolnicy i mali przedsiębiorcy.
Dalsze poparcie dla węgla i wspieranie go ze środków publicznych to także konsekwentne pogarszanie jakości powietrza jakim oddychają Polki i Polacy. Na chwilę obecną jest ona jedną z najgorszych w Europie. Nikt nie twierdzi, że pożądana w Polsce zmiana wydarzy się nagle – wszak polska energetyka w prawie 90% opiera się na węglu! Potrzebna ze względów bezpieczeństwa klimatycznego, gospodarczego i środowiskowego zmiana polskiej struktury energetycznej wymagać będzie czasu, inwestycji, pracy i pieniędzy. Trudno sobie wyobrazić, że stopniowe odchodzenie od węgla wiązać się będzie z nagłym załamaniem gospodarki jak twierdzi lobby węglowe.
Trzeba jednak powiedzieć wprost – polski rząd, który chce słuchać strony społecznej i wypełniać moralną wolę papieża Franciszka powinien więcej energii wkładać w transformację energetyczną. Jak na razie mowa jest tylko o pogłębianiu monokultury węglowej. W żadnym wypadku nie daje się to pogodzić z bezpieczeństwem energetycznym i zdrowotnym oraz międzynarodową solidarnością. Dodatkowo, jeżeli Polska chce ograniczyć problem napływu do Europy uchodźców musi zdać sobie sprawę, że zmiany klimatu są jednym w głównych powodów migracji i konfliktów zbrojnych na świecie. Liczymy więc na polską delegację i zdrowy rozsądek!