Ochrona przyrody w Polsce musi opierać się na naukowych podstawach i nie może być przedmiotem politycznych rozgrywek – Fundacja Greenpeace Polska i Fundacja Dzika Polska sprzeciwiają się próbom odebrania niezależności Państwowej Radzie Ochrony Przyrody (PROP). Podporządkowanie Rady ministrowi środowiska może negatywnie wpłynąć na sytuację szczególnie cennych przyrodniczo obszarów, w tym naszego największego skarbu – Puszczy Białowieskiej.
8 marca posłowie zaproponowali zmiany w Ustawie o ochronie przyrody, które pozwalają zmniejszyć skład Państwowej Rady Ochrony Przyrody oraz dają ministrowi środowiska możliwość odwoływania jej członków. Wprowadzenie takich rozwiązań nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia i bardzo poważnie ogranicza niezależność Rady – ciała doradczo-opiniodawczego, w którym zasiadają najwyższej klasy eksperci z różnych dziedzin przyrodniczych. Członkowie Rady będą mieli swobodę działania w ramach powierzonego im mandatu jedynie wówczas, gdy nie będzie im groziło przedwczesne odwołanie. Ograniczenie liczby członków dodatkowo niesie ze sobą ryzyko znacznego uszczuplenia naukowego potencjału Rady.
– PROP stoi na straży ochrony przyrody w Polsce. Próba rozmontowania Rady to nie tylko atak na instytucje demokratycznego państwa, ale również bardzo poważne zagrożenie dla polskiego środowiska naturalnego. W ostatnich miesiącach PROP negatywnie opiniował m.in. zasady ochrony żubra a przede wszystkim plany drastycznego zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Obawiamy się, że propozycja posłów jest próbą ukarania PROP za jej niezależne i poparte rzetelnymi badaniami opinie, które wyraźnie nie są zgodne z wyobrażeniami ministra środowiska o tym, jak „chronić’ przyrodę w Polsce – powiedział Robert Cyglicki, dyrektor Greenpeace Polska.
Aby przyroda w Polsce była skutecznie chroniona, zgodnie z najlepszą wiedzą naukową dotyczącą procesów biologicznych i ekologicznych oraz z zobowiązaniami międzynarodowymi, których podjął się nasz kraj, potrzebne jest wprowadzenie szeregu zmian w polskim prawie. Zwracała na to uwagę sama PROP, ale także inne środowiska naukowe i liczne organizacje pozarządowe. Jednym z przykładów jest kwestia Puszczy Białowieskiej, której pełna ochrona wymaga wyjęcia jej spod reżimu Ustawy o lasach i – jak postulowała PROP – zapewnienie trwałego statusu ochronnego jako obiektu wyjątkowego w skali międzynarodowej, w celu uniknięcia w przyszłości nacisków grup interesu, branżowych i lokalnych na zwiększenie pozyskania drewna.
Symptomatyczne jest to, że posłowie w pierwszej kolejności zajmują się nie pracami nad tymi istotnymi zmianami, a próbą politycznego podporządkowania niezależnego grona ekspertów. – Ochrona przyrody, aby była skuteczna i pozwoliła zachować dla przyszłych pokoleń nasze najcenniejsze dziedzictwo naturalne, musi opierać się na naukowych podstawach i nie może być przedmiotem politycznych rozgrywek – mówi Adam Bohdan z Fundacji Dzika Polska. – Dlatego wyrażamy swój stanowczy sprzeciw wobec propozycji zmian w zasadach funkcjonowania PROP – dodaje.
źródło: Greenpeace Polska
O tym, jak publiczne systemy społeczne – począwszy od władz, przez służby publiczne (policję, więziennictwo czy szkolnictwo), media, aż po systemy gospodarcze i finansowe – sprawdzają się w obliczu kryzysów, można było się przekonać po katastrofie, jaką był huragan Katrina z 30 sierpnia 2005, kiedy to „puściły” tamy i zalane zostało ponad 80% miasta.
Świetną robotą filmową oddała to ekipa Davida Simone’a w serialu Treme. Pokazane w nim zostało, jak Nowy Orlean stał się polem „niedziałania” instytucji powołanych do likwidacji szkód, odbudowy szkód i ochrony ludności.
Wcześniej, w serialu The Wire, Simone dokonał gruntownej wiwisekcji korupcji tych systemów na przykładzie Baltimore, miasta opanowanego przez gangi narkotykowe. Pokazał, jak z narkotyków żyli wszyscy: policja – bo miała zajęcie i mogła „nabijać statystyki”, więziennictwo – bo miało stały dopływ „klienteli”, media – bo miały o czym pisać i zarazem dostawały dofinansowanie, gdy pisały „po linii” władz, a także burmistrz – bo to on wyznaczał na stanowiska, które zapewniały mu głosy wyborcze.
…instytucje wykorzystały stan klęski dla własnych, niejasnych celów i interesów
W tej grze tracili natomiast mieszkańcy, których dobro liczyło się tylko w sferze deklaracji. Wymienione wyżej instytucje wykorzystały stan klęski dla własnych, niejasnych celów i interesów. Serial pokazał mechanizmy tej instrumentalizacji, a zwłaszcza mechanizmy wykluczania całych grup społecznych z przysługujących im praw i wpychania ich w obszar biedy.
Służby zawodzą
Właśnie to korupcjogenne tło ujawniło się jaskrawo przy katastrofie luizjańskiej. Bezpośrednim powodem nieszczęścia było skrajne zaniedbanie wałów przeciwpowodziowych, które od lat wymagały remontu i wzmocnienia.
Kiedy fala sztormowa zalewała miasto, niewydolne okazały się zarówno ściany arterii wodnych, jak i stacje pomp. Zawiódł transport i nie była możliwa skuteczna ewakuacja ludności. Okolice zostają ogłoszone rejonem klęski żywiołowej.
Powołana zostaje agencja kryzysowa FEMA, odpowiadająca za pierwszą pomoc (poszukiwania ofiar, wyposażenie pomocowe, zabezpieczenie leków, wody, żywności i odzieży – zwłaszcza ubrań nieprzemakalnych), jednak wkrótce okazuje się, że jest kompletnie niewydajna, a wsparcie istnieje głównie na papierze.

Na zdjęciu: W rafinerii naftowej Murphy po huraganie Katrina: Do rafinerii przybywają jednostki ratownicze w celu usunięcia skutków wycieku ropy. Rafineria nie podała ilości rozlanej ropy, lecz według Straży Granicznej USA ze zbiornika wyciekło 1.072.500 galonów (1 galon = 3,785 l). Duża część tej ropy zalała tereny zamieszkałe wokół rafinerii, przekształcając je w obszary nie nadające się do zamieszkania. Według mieszkańców, prawnicy pracujący dla rafinerii dążą do kupna ich domów, aby powiększyć rafinerię i postawić magazyn zbiornikowy na ich ziemi. Foto: © Greenpeace / Christian Aslund
Agencja ta uznana została za symbol korupcji instytucji publicznych. Gdyby nie wolontariusze, który w liczbie 950 tysięcy (zarówno bezpośrednio po katastrofie, jak i przez parę kolejnych lat) przyjechali z całego kraju, miasto pozostałoby bez realnej pomocy i nie zostałoby odbudowane.
Zawiodły także inne służby: cześć policji uciekła, część zaś „wsławiła” się stosowaniem przemocy na granicy prawa, służby więzienne robiły machlojki z wypuszczeniem więźniów lub zamykaniem niewinnych, ludzie – winni i niewinni ginęli bez śladu, a wiele śladów prowadziło właśnie do policji, więziennictwa, sądownictwa i wojska. Szalała przestępczość, która nie była rozliczana wiele lat po katastrofie. Można było mówić o upadku służb publicznych – nie tylko braku przygotowania, ale także etosu.
Media bez misji
Oskarżenie padały również w stronę głównonurtowych mediów, które estetyzowały całą tragedię, produkując chwytliwe obrazy, „naturalizowały” katastrofę i „odczłowieczały” ją przez pokazywanie jej jako „porządku natury”, z którym „trzeba się pogodzić”.
Typowe telewizyjne ujęcia to z widok z góry, z zewnątrz, oko kamery podstawiane pod widza, który patrzy się z bezpiecznego dystansu. Produkowano obrazy całościowe, bez szczegółu, „ładne”: oto natura łączy się z architekturą, a detal – jeśli się pojawia – to w formie czekającego na pomoc człowieka. Może on na nią czekać bo ją dostanie, my zaś możemy mu spokojnie współczuć. Widz jest przyzwyczajony się do tego sposobu obrazowania, wydaje mu się, że przedstawia ono „całą prawdę”, odwodząc tym od problematyzacji i refleksji.
Kontrą mogłyby być obrazy od dołu, niezdystansowane, wyprodukowane przez samych mieszkańców. Amerykanie nie mieli wtedy telefonów z nagrywaniem video – a gdyby nawet mieli, to nie było czynnej sieci, w której mogliby je umieszczać – ta bowiem padła. Lokalni dziennikarze i mieszkańcy próbowali sił w mediach niezależnych (np. film autorstwa Spike Lee opublikowany w serwisie YouTube), wprowadzając inną, oddolną, uszczegółowioną narrację o tragedii, licząc na emancypacyjny charakter tych mediów. Nie zmienia ona niestety niczego ani w głównych mediach, ani w polityce miasta.
Katastrofa jest tylko chodliwym towarem, znikającym gdy widz znudzi się tematem. Sytuacja nie zmieniła się także po katastrofie. Zainteresowanie sytuacją w Luizjanie było znikome, mimo iż kataklizm realnie wpłynął na amerykańską gospodarkę. Mieszkańcy Nowego Orleanu do dziś twierdzą, że jedynym źródłem rzetelnej informacji z tego czasu pozostaje serial ekipy Davida Simone’a.
A mury rosną…
Kolejnym oskarżonym są władze, które wdrażają sposób odbudowy miasta odzwierciedlający podziały klasowe i rasowe. Mieszkańcy masowo tracą swoje grunty, domy i miejsca pracy, przejmowane przez wielkich graczy w branży budownictwa czy rynku kulturowego.
Bogaci biali mogą liczyć na fundusze odbudowy, remont ich zniszczonych domostw i pomoc ze strony ubezpieczycieli. Klasy średnie i niebiałe, mieszkańcy mniej „chodliwych” dzielnic, wpadają w macki zorganizowanej, korupcyjnej przestępczości polegającej na takiej wycenie ich zrujnowanych domostw, że nadają się one tylko do wyburzenia lub sprzedaży za bezcen.
Wielką nierówność społeczną generował program administracji Busha zwany Road Home. Poszkodowanym właścicielom nieruchomości obiecywał on system rekompensat finansowych. Zostały one jednak uzależnione od wartości nieruchomości przed katastrofą, a nie od rzeczywistych kosztów odbudowy. Beneficjentami okazywali się więc właściciele najbogatszych posiadłości. W mieście utrwalił się podział na biednych i bogatych. Odbudowywane i budowane na nowo były w większości tzw. „lepsze” dzielnice, natomiast biedni zmuszeni byli do opuszczenia miasta.
Wielu krytyków tego systemu do dziś twierdzi, że była to prowadzona z rozmysłem polityka mająca na celu ekonomiczną i kulturową gentryfikację miasta. Zyskiwali na niej deweloperzy i inni powiązani z urzędnikami i decydentami Nowego Orleanu – producenci „nowego”.
Mieszkańcy walczyli tymczasem o „stare”: swój dorobek (materialny i kulturowy), który można było przecież uratować. Można było ocalić dawne domostwa, dzielnice i inicjatywy muzyczne.
Niestety, często wygrywały interesy: dzielnice budowane przez wielkich deweloperów i uporządkowane na nowy, bardziej segregacyjny sposób. Stare kluby muzyczne zostały zastąpione nowymi, prowadzonymi przez wielkie korporacyjne sieci, tradycyjne małe restauracje zostały przejęte przez wielkie sieciówki, stare szkolnictwo zaś wyparte przez czarterowe.
Miasto przejęła sieć wielkich interesów korporacyjnych, z realną szkodą dla dorobku ekonomicznego i kulturowego Nowego Orleanu.
Nowa szkoła
Właśnie przy szkołach czarterowych odsłonił się mechanizm działania polityki neoliberalnej. Jak w swych publikacjach pisał Milton Friedman społeczeństwa są leniwe i nieskore do innowacji. Tylko kryzys (taki jak Katrina) jest szansą na zaprowadzenie realnych zmian.
Radykalne reformy należy wówczas zaprowadzać niezwłocznie, korzystając z kryzysowego zamieszania, zanim – jak to określił eufemistycznie – społeczeństwo znów nie popadnie w „tyranię status quo”. Radził korzystać z klęski, bo druga taka okazja może się już się nie powtórzyć.
Tak też się stało w Luizjanie. Większość szkół publicznych została zrujnowana przez katastrofę – doskonała okazja, by przeprowadzić reformę systemu. Administracja Busha wyasygnowała ogromne kwoty na te przekształcenia, swoje środki dołożył biznes.
Wyprzedaż placówek państwowych przeprowadzono z szybkością akcji wojskowych – w ciągu 19 miesięcy zostały niemal całkowicie zastąpione przez prywatne szkoły czarterowe. Przestał obowiązywać wynegocjowany przez nauczycieli kontrakt zbiorowy. 4.300 nauczycieli należących do związku zawodowego zostało zwolnionych. Pozostawiono młodszych, oferując im niższe płace. Nowy Orlean stał się laboratorium eksperymentu na szeroką skalę. Huragan zdziałał dla neoliberałów to, czego nie udało im się przedtem osiągnąć przez lata.
Nauczyciele nie muszą już mieć kwalifikacji, ale muszą być w pełni dyspozycyjni. Nie mają ochrony związkowej ani praw w rodzaju Karty Nauczyciela. W szkołach panuje „dobrowolna” segregacja – religijna, etniczna, płciowa i ekonomiczna. Brakuje ochrony uczniów z problemami – w zamian promowana jest brutalna rywalizacja.
Stwierdzono niższy poziom wszystkich uczniów. Dzieci z rodzin wyższego ryzyka osiągały wyniki na poziomie znacznie gorszym, niż te ze szkół publicznych. Szkoły te zakwestionowały konieczność istnienia sektora publicznego, którego istnienie uważają za sprzeczne z interesem społecznym. Same jednak się na sferze publicznej uwłaszczyły – Naomi Klein zwróciła uwagę na fakt, że szkoły te finansowane są także z publicznych pieniędzy.
Możliwości kontroli społecznej?
Casus Katriny i Nowego Orlenu powinien być dla nas nauczką. Jak się przed tym wszystkim bronić, skoro skorumpowane instytucje publiczne wyprodukowały skuteczne mechanizmy uwłaszczania się na tym, co wspólne? Czy mamy iść za dynamicznym zapisem tragedii przedstawionej w serialu, kiedy to mieszkańcy prowadzą śledztwa na własną rękę?
Prawniczka w serialu uruchamia to, co powinno robić państwo – system nadzoru, docieranie do prawdy – także w zakresie tego, czy tamy zostały wysadzone celowo. Czy powinniśmy społecznie uzupełniać wszystko to, w czym państwo zawodzi i co ukrywa przed obywatelem? Gdzie obywatele są zdani sami na siebie i tylko od ich sprytu w wykorzystywaniu luk w systemie zależy, czy mogą się obronić?
Czy mottem dla nas mają stać się słowa Simone’a Wydział zabójstw. Ulice śmierci, Warszawa 2102, s. 23: Dowcipkują i wymieniają szeptem komentarze, ale nawet najmłodsi wiedzą, że trzeba odwrócić oczy i zamilknąć na pierwsze pytanie mundurowego. Nie ma żadnego powodu, aby zachowywać się inaczej, ponieważ za pół godziny zabity będzie leżał na stole w kostnicy przy Penn Street, ludzie z Dzielnicy Zachodniej będą sączyć kawę w 7-Eleven przy Monroe Street, a dilerzy znowu będą sprzedawać niebieskie torebki na zapomnianych przez Boga skrzyżowaniach Gold i Etting. Nic, co się teraz powie, tego nie zmieni.”?
Świetną ilustracją tego, o czym tu mowa, jest sekwencja z „Treme” pokazująca dzień pierwszego wyborczego sukcesu Obamy – w kilku minutach autorzy zebrali w niej wszystko: amerykański, prawie religijny patos piosenki „Every Man A King”, poczucie zmiany, wkraczania nowego, zrywu, pokonania wiekowych niesprawiedliwości… ale też sceptycyzm czarnego indiańskiego wodza, który zbyt wiele widział, żeby teraz po prostu wierzyć, jak również przytłaczającą scenę końcową, kiedy jeden ze świętujących muzyków gaśnie, patrząc na migające kogutami samochody policjantów otaczających powyborcze święto kolorowego Nowego Orleanu.
Piosenka ta to czytelne dla wielu w Ameryce nawiązanie do postaci i pomysłu politycznego Hueya P. Longa, gubernatora Luizjany na początku lat trzydziestych XX wieku i senatora USA, który próbował przeprowadzić systemową redystrybucję majątku Amerykanów w momencie, w którym 4 procent Amerykanów posiadało 85 procent bogactwa Ameryki, a ponad 70 procent ludzi w Ameryce nie było w stanie spłacać swoich długów.
Nawiązanie do tamtego czasu i tamtych idei w kontekście wybuchu nadziei związanych z pierwszym zwycięstwem wyborczym Obamy, pokazane Amerykanom i nam w momencie, w którym z tamtych nadziei nie zostało już wiele, jest jak sądzę świadomie wysłanym sygnałem twórców serialu. Ówczesny problem i wynikające z niego wyzwania pozostają, ponieważ wciąż tkwimy w tym samym systemowym uwikłaniu.
Dlaczego także ludzie świadomi i krytyczni, zdolni do obserwowania realnych sytuacji politycznych, społecznych czy kulturowych wokół siebie, nie tylko godzą się na swoje działanie wewnątrz takich systemów ale więcej: wykorzystują swoją twórczą inteligencję i wynikające z niej możliwości na rzecz ich rozwijania?
Powiedzmy od razu, że łatwo narzucająca się odpowiedź „ponieważ mają z tego bezpośrednie, krótkoterminowe lub długoterminowe korzyści” na pewno nie jest nie wystarczająca, a kto wie, czy po prostu błędna. Korzyści też mają – zwłaszcza te doraźne – ale w perspektywie ostatecznej nie jest to takie pewne. Akceptują system, który – nawet szczerze chcąc odnowić – w skutku przegrywamy: dostajemy nie to, po co wyruszyliśmy w polityczną przygodę, ale to, co chcieliśmy naprawić. Układ, w którym tkwimy coraz mocniej, coraz bardziej bezwładnie i beznadziejnie.
Odpowiedź na pytanie o powody działania tych, którzy mimo swojego krytycyzmu utwierdzają system brzmi więc inaczej. Nie chodzi o korzyści. Oni to robią, ponieważ w istocie nie wierzą, że można skutecznie istnieć poza systemem, jakikolwiek on w każdym konkretnym przypadku jest. Nie ma większego znaczenia, czy wiarę tę choćby przez chwilę żywili, czy, co bardziej prawdopodobne, nigdy jej nie mieli.
Co nam więc pozostaje? Pisać, jak mieszkańcy Nowego Orlenu swoje adresy i numery telefonów na ścianach opustoszałych budynków? Pogodzić się z katastrofą – także sfery publicznej? Pytanie o możliwości przezwyciężania społecznej bezwładności pozostaje otwarte.
W jaki sposób możemy skonfigurować nowoczesne technologie, aby pomóc nam lepiej rozdzielać bogactwo? (więcej…)
Podpisy pod takim wnioskiem chce zbierać Solidarność, jak poinformował szef krajowej sekcji pracowników handlu NSZZ „Solidarność”, Alfred Bujara. Założenia projektu zostały przedstawione podczas wtorkowego spotkania Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego.
Argumentował, że pracownicy handlu są przemęczeni pracą 7 dni w tygodniu, że nie mają czasu na życie rodzinne. Wprowadzanie wolnych niedziel, jego zdaniem, nie spowoduje pogorszenia sytuacji gospodarczej ani nie doprowadzi do wzrostu bezrobocia, bo handel przeniesie się na inne dni tygodnia. „Nie boimy się konsekwencji wprowadzenia wolnej niedzieli” – mówił Bujara. „Będziemy zbierać podpisy pod projektem obywatelskim” – zapowiedział.
Projekt zakłada, że handel zakazany byłyby w niedziele i święta. Wyjątkiem byłoby kilka niedziel w roku, m.in. niedziele przedświąteczne i tzw. niedziele wyprzedażowe. Wyłączone spod działania ustawy byłyby też sklepy do 5 metrów kwadratowych, prowadzone przez właścicieli i członków ich rodzin, piekarnie, stacje benzynowe do 300 metrów kwadratowych, sklepy w szpitalach, na lotniskach, czy kwiaciarnie.
Uczestnicy spotkania poparli pomysł, by dzień wolny wprowadzony został odgórnie i obligatoryjnie i nie podlegał decyzji samorządów.
Dodał: Łukasz Markuszewski, na podstawie pap.pl
Izrael rozszerza operację wyburzania postawionych przez społeczność międzynarodową budynków na Zachodnim Brzegu. Do końca lutego 2016 izraleczycy zrównali z ziemią więcej budynków niż w całym 2015 r.
Zniszczeniu uległy głównie domy mieszkalne, ale także pomieszczenia gospodarskie i szkoła. Były one sfinansowane w całości lub częściowo z funduszy międzynarodowych darczyńców, a ich administratorem było Biuro Koordynatora Działań Rządu na Terytoriach (COGAT), podległe ONZ.
Izrael podkreśla, że obiekty te powstają bez zezwolenia i w związku z tym są nielegalne. Natomiast organizacje broniące Palestyńczyków zwracają uwagę, że otrzymanie zezwolenia na budowę jest praktycznie niemożliwe w strefach Zachodniego Brzegu znajdujących się pod kontrolą izraelskiej armii.
Przedstawiciele Narodów Zjednoczonych złożyli już protest na ręce władz izraelskich i określili tempo wyburzań jako „alarmujące”. Izraelskiego osadnictwa na Zachodnim Brzegu nie uznaje społeczność międzynarodowa.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Grecy mogą wkrótce doczekać się długo zapowiadanego zmniejszenia długu wobec wierzycieli, czyli Europejskiego Banku Centralnego, Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
W celu przedyskutowania tego działania mają na dniach spotkać się ministrowie finansów krajów członkowskich. Następnie przedstawiciele unijni mają udać się do Aten by dokonać audytu przeprowadzonych reform. Wiadomo już, że mają oni zastrzeżenia co do braku realizacji reformy emerytalnej. W związku z tym istnieje ryzyko odroczenia oddłużenia Grecji.
Dług Grecji sięga już 180% PKB i jest w tej chwili długiem nie do spłacenia. Jedynym sposobem na jego likwidację jest jego częściowe zmniejszenie. W tym celu rząd Aleksisa Tsiprasa dokonuje od kilku miesięcy radykalnych i ostrych reform społecznych, których wymagają od Grecji wierzyciele.
O oddłużenie Grecji zaapelowała w ostatnich tygodniach m.in. szefowa MFW, Christine Lagarde.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Duńska grupa monitorująca globalizację w świetle praw człowieka, Danwatch, oskarżyła dwóch największych potentatów na rynku kawy o tolerowanie niewolnictwa.
Do niewolniczej pracy ma dochodzić na plantacjach, które znajdują się w łancuchu dostaw dla obu koncernów, głównie z Brazylii. Pracownicy na takich plantacjach otrzymują w sumie ok 1,5% wartości ceny detalicznej zebranego przez siebie surowca i często pracują pod przymusem, przez kilkanaście godzin dziennie, bez odzieży ochronnej, opieki lekarskiej, nie wspominając o ubezpieczeniach chorobowych. Stosuje się także wobec nich przemoc.
Firmy przyznały, że nie znają wszystkich swoich dostawców, zapewniły, że traktują kwestie praw pracowniczych i niewolnictwa bardzo serio, zapowiedziały kontrole w tej sprawie. Jacobs ponadto ogłosił, że zobowiązał dostawców do zerwania kontraktów z plantacjami podejrzewanymi o stosowanie niewolnictwa.
Nestle i Jacobs Udowe Egberts kontrolują w sumie niemal dwie piąte światowego handlu kawą.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Jacek Żakowski: By uzdrowić rynek medialny w Polsce potrzebny jest konsensus wokół mediów publicznych.
Marek Nowak: Wydaje mi się, że nie możemy rozpocząć naszej rozmowy bez komentarza w sprawie akcji CBŚ w redakcji „Faktów i mitów”. Czy to wydarzenie jest próbą dla całego środowiska dziennikarskiego?
Jacek Żakowski: Tak, choć w takiej sytuacji zawsze pojawia się ten sam problem. W analogicznych sytuacjach dziennikarze prawicowi ruszają zdyscyplinowanym frontem, podczas gdy środowiska liberalne i lewicowe zaczynają „dzielić włos na czworo”. Nie wynika to z siły lub słabości obu środowisk, lecz jest kwestią pewnej fundamentalnej różnicy wynikającej z ich kulturowej istoty. Oni się poruszają w świecie jasności i jaskrawych opozycji w rodzaju „Zło-dobro”. Liberałowie i lewica widzą świat złożony i pełen niejednoznaczności. Nasze zachowania, reakcje oraz nasz styl mówienia o polityce są zupełnie inne, dlatego gdy się spotykamy z takim „światem prostoty”, to często jesteśmy bezradni. Obecne rządy prawicowe postrzegają tę naszą cechę jako słabość i ją wykorzystują.
MN: Sądzi Pan, że takie zdarzenia będą się powtarzać?
JŻ: Już się powtarzają. W poniedziałek (15.02) było najście na redakcję „Faktów i mitów” i bezprecedensowe zajęcie materiałów oraz okupowanie redakcji przez cały dzień, a we wtorek (16.02) było najście na dom wydawcy tygodnika „Wprost”. To nie jest ani człowiek, ani tym bardziej pismo, z mojej bajki, ale po raz kolejny mogliśmy zaobserwować zasadniczą różnicę, o której Panu mówiłem. Pamięta Pan słynną aferę podsłuchową? Gdy pod rządami Platformy – w sytuacji uzasadnionego podejrzenia, że mamy do czynienia z wielką szpiegowską prowokacją – prokuratura i służby weszły do redakcji „Wprost”, mieliśmy transmisje telewizyjne i wielką aferę. Dziś mamy „kipisz” w domu wydawcy dwóch ważnych tygodników oraz najście na redakcję trzeciego tygodnika, a o żadnej z tych spraw nic nie wiemy. I co? Nic. Żadna telewizja tego nie transmituje. To bardzo symptomatyczne. Oznacza to, że PiS-owi udało się zastraszyć i zneutralizować opór środowisk medialnych. Część mu służy, a część jest zdezorientowana.
MN: Jest Pan nie tylko aktywnym dziennikarzem, ale także wykładowcą dziennikarstwa. Gdyby jeden ze studentów zapytał Pana, co to znaczy dzisiaj „bycie dziennikarzem”, to co Pan by odpowiedział?
JŻ: To zawsze oznacza to samo. Pomagać ludziom odróżnić zdarzenia istotne od nieistotnych. Umieć nadać im sens, opisać je w sposób możliwie prosty i zajmujący dla osób, które mają mało czasu na interesowanie się światem.
MN: Dziennikarz zawsze pracuje w informacji. Czy informacja jest dobrem wspólnym, czy jest towarem?
JŻ: Wiele wspólnych dóbr ma charakter towarowy. Skrajnym przypadkiem jest prawo do życia. W przypadku zastosowania kosztownych procedur medycznych staje się towarem. Tu mamy kontinuum między „prawem”, a „towarem”. Moim zdaniem, niewątpliwie są takie informacje, które są towarem i tylko nim. Jest jednak pewne minimum egzystencji, tak jak przy zdrowiu i przy życiu, czy też przy żywieniu. Towarem jest kawior, ale chleb i woda to jednak jest prawo. Tak samo jest z informacjami. Dlatego powinny istnieć media publiczne. Pewne minimum informacyjne należy się każdemu, jak powietrze. To jest warunek funkcjonowania. Są też informacje, które są bardzo kosztownym towarem. Na skraju dziennikarstwa, działalności akademickiej albo eksperckiej jest wiele informacji, a warto wiedzieć, że pozyskiwanie informacji jest bardzo drogie. Dlatego pewne informacje siłą rzeczy muszą być towarem.
MN: Jakby Pan postawił granicę od kiedy informacja przestaje być dobrem, a zaczyna być towarem? Czy ona ma być pochodną trudności zdobycia danej informacji?
JŻ: To jest tak, jak z drogami. Musi istnieć bezpłatna droga z Warszawy do Poznania. Może jednak być też autostrada, którą się jedzie efektywniej, ale która jest płatna. Tak też jest z informacjami. Jest minimum, które jest potrzebne do normalnego funkcjonowania. Powinno ono być dostępne na warunkach wolnych od rynkowych ograniczeń. Są jednak informacje będące towarem. To, czy mamy wzrost czy spadek gospodarczy, to jest informacja publiczna, ale jeśli Pan chce mieć bardziej skomplikowane agregacje, to musi Pan za nie zapłacić. Ja to rozumiem, ponieważ zbierane informacji np. przez GUS i ich późniejsze agregowanie jest kosztowne.
MN: Może przemawia przeze mnie pewna naiwność, ale uważam, że od określenia czym jest dla nas informacja, zależy odpowiedź na pytanie: czym jest dziennikarstwo. Nie mam osobiście problemu z tym, by płacić za informacje, tak jak nie mam problemu, z tym by płacić za leki. Jednak nigdy nie powiedziałbym, że zdrowie jest towarem. Nie wszystko co jest dobrem, jest bezpłatne, a nie wszystko co jest płatne, jest towarem. Jeśli będziemy traktować informacje tylko stricte rynkowo, to w efekcie dostaniemy dziennikarstwo rodem z dwóch największych prawicowych tygodników. Proszę zwrócić uwagę, że gdy „Uwarzam Rze” rozbiło się na „wSieci” i „DoRzeczy”, to z początku ten drugi tygodnik miał być wychylony do Centrum. Ponieważ „wSieci” zaczęło wygrywać konkurencję rynkową, to stopniowo coraz bardziej zaczęło radykalizować „DoRzeczy”. Dziś oba tygodniki się ścigają na radykalizm. Jeśli informacja jest towarem, to celem towaru jest zabieganie o konsumenta – dziennikarz przestaje kształtować widza i pokazywać mu świat, a zaczyna mu schlebiać, nawet wtedy, gdy schlebia najniższym instynktom. W tak sformatowanym świecie media rozlicza się jedynie z wyników sprzedaży, a jeśli wyznacznikiem jest zysk, to nie można liczyć na żaden etos zawodowy.
JŻ: Absolutnie się z Panem zgadzam, jednak w tym momencie mówi Pan o rynku opinii.
MN: Mówię o rynku medialnym, którego istotną częścią jest rynek opinii.
JŻ: Wydaje mi się, że po to potrzebne są media publiczne, żeby były takimi kotwicami. W Polsce mediów publicznych nigdy nie stworzyliśmy. Deficyt mediów publicznych, ich komercjalizacja prowadzi do tego, że media zaczynają stawać się przede wszystkim atrakcyjne, a mniej użyteczne. To jest duży problem i tu się z Panem zgadzam. To pokazuje, że jeśli zostawimy rynek samemu sobie, to w wielu dziedzinach, w zdrowiu też, następuje zdziczenie. W gruncie rzeczy cywilizacja to nadawanie zorganizowanego, instytucjonalnego charakteru naturalnym funkcjom.
MN: Rynek powoduje też, że dziennikarze stają się przede wszystkim pracownikami korporacji. Młody dziennikarz, który z dziennikarstwa obywatelskiego przechodził do profesjonalnego, powiedział mi kiedyś, że „wszelka niezależność dziennikarska skończy się, kiedy pojawi się kredyt hipoteczny”. Przekonany był, że nawet gdy ktoś przyjdzie do tego zawodu z poczuciem misji, to rynek go tak sformatuje, że będzie musiał się pod coś ustawić.
JŻ: Życie to zawsze jest walka. W przypadku dziennikarza to walka, także z samym sobą, by zachować niezależność, chociaż są różne presje, w tym presja ekonomiczna. W tym sensie myślę, że można zachować uczciwość mając kredyt hipoteczny, ale też nie jestem zwolennikiem społeczeństwa, w którym kredyt hipoteczny staje się konieczną częścią życia ludzi, zwłaszcza młodych. Szczególnie kredyt hipoteczny w polskim wydaniu, czyli przywiązanym do człowieka, a nie jak np. w USA, gdzie jest przywiązany do domu. W Polsce problemem jest cały model, którego hipoteka jest dobrym przykładem. W systemie amerykańskim to bank ponosi odpowiedzialność za decyzję hipoteczną, bo w razie czego, to on zostaje z tym domem. W Polsce można stracić dom i płacić raty do końca życia, więc bank jest uwolniony od odpowiedzialności.
MN: To chyba nie jest jednak specyfika jedynie kredytów hipotecznych.
JŻ: Ma Pan rację. Cały system jest tak skonstruowany, by na pojedynczego człowieka przerzucić ciężar całej odpowiedzialności. Jeśli Pan idzie na operacje, to musi Pan podpisać oświadczenie, że Pan wie, co Panu zrobią, chociaż na końcu jest napisane, że jeśli tak uznają, to zrobią co innego – i Pan też się na to godzi. Nie instytucja ma na siebie wziąć odpowiedzialność, lecz zwykły człowiek. Jak nie chce, to słyszy, że to są wytyczne towarzystwa chirurgicznego, które obowiązują we wszystkich szpitalach. Pojedynczy człowiek ma wziąć na siebie odpowiedzialność, chociaż nie ma pojęcia, co mu będą robili, bo nie odróżnia trzustki od wątroby, tak jak nabywca domu nie odróżnia okolicy, której cena będzie rosła w ciągu 30 lat, od okolicy, która będzie taniała w ciągu tego okresu. Niemniej cała odpowiedzialność jest zawsze na niego przerzucana. To dotyczy też mediów. W takich warunkach trudno jest funkcjonować i zachować niezależność dziennikarską. To nie jest kwestia tylko kredytu. To kwestia braku stowarzyszeń dziennikarskich. To kwestia tego, że jak dziennikarz wejdzie w konflikt z szefem, to nie ma nigdzie oparcia. To co się stało teraz w mediach publicznych, było bardzo symptomatyczne. Kiedy ktoś pytał na konferencji Jacka Kurskiego o dziennikarzy wyrzuconych z telewizji, on odpowiadał zgodnie z prawdą, że nikt nie został zwolniony.
MN: Ponieważ nikt nie był zatrudniony.
JŻ: No właśnie. Władza Platformy skonstruowała nieludzki system, który umożliwił Kurskiemu wprowadzenie faktycznie niedemokratycznej struktury w mediach publicznych. W miejsce państwa prawnego PO zbudowała państwo samotnych jednostek i teraz PiS z tego korzysta. Jeśli mówimy o mediach, to nie można mówić o niezależności mediów, jeśli nie ma pewności zatrudnienia. To nie jest tylko moja opinia – to jest definicja Rady Europy.
MN: Dziś chyba żaden dziennikarz nie ma pewności zatrudnienia.
JŻ: To prawda
MN: Przez 8 lat swoich rządów Platforma nie zbudowała cywilizacyjnego minimum, czego skutkiem jest „spalona ziemia”, na którą łatwo było wkroczyć PiS-owi. Sytuacja w mediach publicznych jest dobrym, choć nie jedynym, tego przykładem. Czy środowiska liberalne nie są winne, że nie potrafiły tego na PO wymusić?
JŻ: Środowiska liberalne są w Polsce bardzo słabe. Mamy silne środowisko leseferystyczne, które nie jest liberalne. To jest środowisko, które nie dba o wolność, lecz o prawo najsilniejszych do zagospodarowania wolności pozostałych. Jest to wizja Balcerowicza, Petru, Gadomskiego. Oni się przedstawiają jako liberałowie, jednak nie reprezentują myśli politycznej, której fundamentem jest wolność. Liberalizm zrodził się z buntu przeciw niewoli, z chęci pozbawienia możnych np. władców feudalnych, ich własności, praw nabytych dziedzicznie itd. W Polsce ruch przedstawiający sam siebie jako liberalny przechodzi płynnie w ruch monarchistyczny. Widać to bardzo, jak się patrzy na Ruch Kukiza, którego jednym z liderów jest Pan Wilk liberał-monarchista.
MN: Lider Kongresu Nowej Prawicy i polityczny uczeń Janusza Korwina Mikkego.
JŻ: To jest taki monarchistyczny liberalizm, który, jeśli o jakąś wolność zabiega, to o wolność dla monarchy. Tego typu forma liberalizmu jest bardzo bliska radykalnej, antydemokratycznej prawicy, bo ona nie daje się wcielić w życie w warunkach demokratycznych , gdyż zawsze prowadzi do buntów i rewolucji, więc trzeba tę demokrację zawiesić albo zlikwidować. Wydaje mi się, że Platforma w tym kierunku szła. Wszystko co robiła systemowo przez lata, to było demontowanie demokracji na różne sposoby. Ona oczywiście częściowo sobie z tego nie zdawała sprawy, bo moim zdaniem, wielu polityków PO miało szczere intencje demokratyczne. Jednak my, dziennikarze, pisaliśmy o tym i ich przestrzegaliśmy. To nie jest tak, że krytyka liberalna Platformy była nieskuteczna. Problem polegał na tym, że krytyka była liberalna, a Platforma nie.
MN: Gdyby PO było inne, dziś nie mielibyśmy PIS-u u władzy?
JŻ: Gdyby prawidłowo funkcjonowała demokracja. Mechanizm demokratyczny polega na tym, że trzeba mieć konsens społeczny, by sprawować władzę. Ten konsens słabł napędzając wyborców PiS-owi. Gdyby większość ludzi była zadowolona z sytuacji w Polsce, toby nie głosowali na PiS i Kukiza. Gdyby działał mechanizm demokratyczny i gdyby nie został zablokowany przez polaryzację i różne sztuczki PO, to sama Platforma pod wpływem tego wahadła szybciej by wyewoluowała. Tymczasem ona zaczęła ewoluować dużo za późno.
MN: Jaka jest Panna recepta na naprawę rynku medialnego w Polsce?
JŻ: Musi być konsens między ludźmi, że pewne sfery wyjmujemy w różnym zakresie z prostych praw rynkowych i to musi dotyczyć między innymi informacji szeroko rozumianej, a także przekazu kulturowego itd. Musi być konsens, że istnieje coś takiego, jak media publiczne i istnieje coś takiego, jak etos dziennikarstwa i szerzej – etos mediów.
Deklaracja Międzynarodowego Forum na rzecz Agroekologii
Nyéléni, Mali
27 lutego 2015
Jesteśmy delegatkami i delegatami reprezentującymi różnorodne organizacje i ruchy międzynarodowe drobnych producentów żywności i konsumentów, w tym chłopów, ludy tubylcze, myśliwych i zbieraczy, rolników rodzinnych, pracowników rolnych, pasterzy i hodowców, rybaków uprawiających tradycyjne rybołówstwo przybrzeżne oraz mieszkańców miast. Społeczności reprezentowane przez nasze organizacje produkują wspólnie około 70% żywności konsumowanej przez gatunek ludzki. Są głównymi globalnymi inwestorami w sektorze rolniczym, jak również największym źródłem miejsc pracy i środków niezbędnych do życia.
Spotkaliśmy się tutaj w Nyéléni Center w Sélingué w dniach od 24 do 27 lutego, aby wypracować naszą wspólną wizję Agroekologii, jako kluczowego elementu w budowie Suwerenności Żywnościowej, i opracować strategie w celu promocji Agroekologii i obronienia jej przed zawłaszczeniem przez korporacje. Jesteśmy wdzięczni mieszkańcom Mali za przyjęcie nas w tym pięknym kraju. Nauczyli nas oni na swoim przykładzie, że dialog pomiędzy różnymi formami naszej wiedzy opiera się na pełnym szacunku słuchaniu i kolektywnym formułowaniu wspólnych decyzji. Solidaryzujemy się z naszymi malijskimi siostrami i braćmi, które/którzy walczą – często poświęcając własne życie – aby obronić swoje terytoria przed ostatnią falą zawłaszczania ziemi, która dotyka tak wiele naszych krajów. Agroekologia oznacza, że stoimy razem w kole życia, a to znaczy, że musimy także wspólnie walczyć przeciwko zawłaszczaniu ziemi i kryminalizacji naszych ruchów.
BUDOWANIE NA PRZESZŁOŚCI, PATRZENIE W PRZYSZŁOŚĆ
Nasze narody, grupy, organizacje i społeczności zaszły już bardzo daleko w określeniu Suwerenności Żywnościowej, jako sztandaru wspólnej walki o sprawiedliwość, a także szerszej podstawy dla Agroekologii. Nasze przekazywane z pokolenia na pokolenie systemy produkcji rozwijały się przez tysiąclecia, i w ostatnich 30-40 latach zostało to nazwane Agroekologią. Obejmuje ona skuteczne praktyki i produkcję, uczenie się od siebie nawzajem, zarówno poprzez wymianę wiedzy pomiędzy indywidualnymi rolnikami, jak i terytoriami, ośrodki szkoleniowe; wymaga również zaawansowanych konstrukcji teoretycznych, technicznych i politycznych.
W roku 2007 wielu i wiele z nas zebrało się tutaj w Nyéléni na Forum na rzecz Suwerenności Żywnościowej, aby wzmocnić sojusze oraz poszerzyć i pogłębić zrozumienie Suwerenności Żywnościowej, poprzez kolektywne dzielenie się wiedzą pomiędzy naszymi różnorodnymi regionami. Podobnie, spotykamy się tutaj na Forum Agroekologii 2015, aby wzbogacić Agroekologię poprzez dialog pomiędzy różnymi grupami producentów żywności, jak również konsumentami, społecznościami miejskimi, kobietami, młodzieżą i innymi. Dzisiaj nasze ruchy, zrzeszone globalnie i regionalnie w Międzynarodowej Komisji Planowania na rzecz Agroekologii (International Planning Committee for Food Sovereignty – IPC), zrobiły nowy, historyczny krok.
Różnorodne, oparte na Agroekologii formy drobnej produkcji żywności, generują lokalną wiedzę, promują sprawiedliwość społeczną, pielęgnują tożsamość i kulturę oraz wzmacniają gospodarki obszarów wiejskich. Jako drobni producenci rolni, wybierając metody agroekologiczne, bronimy swojej godności.
PRZEZWYCIĘŻANIE LICZNYCH KRYZYSÓW
Agroekologia jest odpowiedzią na pytanie, w jaki sposób zmienić i naprawić nasz system żywnościowy i życie obszarów wiejskich, które zostały zniszczone przez rolnictwo przemysłowe oraz tak zwane Zielone i Niebieskie Rewolucje. Uważamy agroekologię zza kluczową formę oporu wobec systemu gospodarczego, który przedkłada zyski ponad ludzi.
Model korporacyjny produkuje w nadmiarze żywność, która nas zatruwa, wyjaławia gleby, jest odpowiedzialny za deforestację obszarów wiejskich, skażenie wody i niszczenie łowisk. Podstawowe zasoby naturalne uległy utowarowieniu, a wzrastające koszty produkcji zmuszają nas do opuszczania naszej ziemi. Nasiona rolników są przywłaszczane i sprzedawane z powrotem po zawrotnych cenach, w odmianach, które wymagają stosowania drogich, trujących substancji agrochemicznych. Przemysłowy system żywnościowy jest główną przyczyną licznych kryzysów: klimatycznego, żywnościowego, ekologicznego, zdrowia publicznego i innych. Umowy o wolnym handlu i korporacyjne porozumienia inwestycyjne, umowy w sprawie rozstrzygania sporów pomiędzy inwestorami a państwami oraz fałszywe rozwiązania, takie jak rynki emisji związków węgla, a także postępująca „finansjalizacja” ziemi i żywności, wszystkie z nich powodują dalsze pogłębianie się tych problemów. Agroekologia w ramach Suwerenności Żywnościowej oferuje nam wspólną ścieżkę do przezwyciężenia wymienionych wyżej kryzysów.
AGROEKOLOGIA NA ROZDROŻU
Na skutek swoich wewnętrznych sprzeczności – takich jak degradacja gleb, chwasty odporne na herbicydy, przetrzebione łowiska, monokultury spustoszone przez szkodniki i choroby, oraz coraz bardziej oczywiste negatywne konsekwencje: emisje gazów cieplarnianych; kryzys zdrowotny spowodowany spożywaniem dużych ilości przemysłowego i śmieciowego jedzenia: niedożywienie, otyłość, cukrzyca, zespół jelita drażliwego i rak – przemysłowy system żywnościowy zaczyna wyczerpywać swój potencjał produkcyjny i zdolność przynoszenia zysków.
Powszechne naciski sprawiły, że międzynarodowe instytucje, rządy, uniwersytety i centra badawcze, niektóre organizacje badawcze, korporacje i inni, doceniły w końcu wartość „Agroekologii”. Jednak próbują one przedefiniować ją, jako zestaw technologii mogących posłużyć do złagodzenia kryzysu związanego z brakiem zrównoważenia przemysłowej produkcji żywności, bez zmieniania istniejących struktur władzy. To przejęcie Agroekologii w celu dostrojenia przemysłowego systemu żywnościowego, i jednoczesne gołosłowne deklaracje w dyskursie ekologicznym, przyjmują różne nazwy, takie jak „rolnictwo przyjazne klimatowi” (climate smart agriculture), „zrównoważona-” albo „ekologiczna intensyfikacja”, przemysłowa monokulturowa produkcja żywności „ekologicznej” itp. Dla nas nie są one Agroekologią: odrzucamy je, i będziemy walczyć, aby ujawnić i zablokować te podstępne próby zawłaszczenia Agroekologii.
Dostosowanie do modelu przemysłowego nie przyniesie prawdziwych rozwiązań kryzysów: klimatycznego, związanego z niedożywieniem i innych. Musimy ten model przekształcić i zbudować nasze własne, lokalne systemy żywnościowe, które stworzą nowe związki pomiędzy wsią a miastem, oparte na prawdziwie agroekologicznej produkcji żywności przez rolników, tradycyjnych rybaków, pasterzy, ludy tubylcze, rolników miejskich itd. Nie możemy pozwolić, aby Agroekologia stała się narzędziem przemysłowego modelu produkcji żywności: postrzegamy ją jako podstawową alternatywę dla tego modelu, i środek służący do przekształcenia sposobu, w jaki wytwarzamy i konsumujemy żywność, tak by lepiej służył ludzkości i naszej Matce Ziemi.
NASZE WSPÓLNE FILARY I ZASADY AGROEKOLOGII
Agroekologia jest sposobem życia i językiem Natury, którego uczymy się jako jej dzieci. Nie jest to po prostu zbiór technik i sposobów produkcji. Nie może być wprowadzana wszędzie w ten sam sposób. Oparta jest na zasadach, które, jakkolwiek mogą być podobne na naszych wszystkich zróżnicowanych terytoriach, mogą być i są wprowadzane w życie na wiele różnych sposobów, gdzie każdy sektor dodaje własne barwy do ich lokalnej rzeczywistości i kultury, jednocześnie szanując zawsze Matkę Ziemię i nasze wspólne wartości.
Praktyki produkcyjne Agroekologii (takie jak uprawa międzyplonów, tradycyjne rybołówstwo, pasterstwo wędrowne, połączenie upraw z leśnictwem, hodowlą zwierząt i rybołówstwem, nawożenie, kompostowanie, stosowanie lokalnych nasion i paszy itd.) oparte są na zasadach ekologicznych, takich jak wspomaganie życia biologicznego w glebie, recykling składników odżywczych, dynamiczne zarządzanie bioróżnorodnością i oszczędność energii bez względu na skalę. Agroekologia drastycznie zmniejsza poziom nakładów zewnętrznych, łączących się z koniecznością zakupów od przedsiębiorstw przemysłowych. Nie używa się chemicznych środków ochrony roślin, sztucznych hormonów, GMO i innych nowych niebezpiecznych technologii.
Terytoria są fundamentalnym filarem Agroekologii. Narody i społeczności mają prawo do zachowania swoich własnych materialnych i duchowych związków z zamieszkiwanymi przez siebie ziemiami. Są uprawnione do zabezpieczania, rozwijania, kontrolowania i rekonstrukcji właściwych im zwyczajowo struktur społecznych i administrowania własnymi ziemiami i terytoriami, w tym łowiskami, zarówno pod względem społecznym, jak i politycznym. Oznacza to pełne uznanie ich praw, tradycji, zwyczajów, systemów praw własności i instytucji, i stanowi o uznaniu prawa narodów do samostanowienia i autonomii.
Zbiorowe prawa i dostęp do Dóbr Wspólnych są głównymi filarami Agroekologii. Dzielimy dostęp do terytoriów, które są domem dla różnych grup ludzi, i mamy rozbudowane zwyczajowe systemy w celu regulacji tego dostępu oraz unikania konfliktów, i chcemy je zachować i wzmocnić.
Różnorodna wiedza i sposoby poznawania właściwe dla naszych narodów są fundamentem agroekologii. Rozwijamy nasze sposoby poznawania poprzez dialog pomiędzy nimi (diálogo de saberes). Nasze procesy uczenia się oparte są na powszechnej edukacji, są horyzontalne i polegają na bezpośredniej wymianie wiedzy (peer-to-peer). Odbywa się ona w naszych własnych ośrodkach szkoleniowych i lokalnie (rolnicy uczą rolników, rybacy rybaków itd., i zachodzi również pomiędzy pokoleniami, wiedzą wymieniają się ludzie młodzi i starsi). Agroekologia rozwija się dzięki innowacjom, badaniom, selekcji upraw i inwentarza żywego, oraz hodowli.
Istotą naszej wizji kosmosu jest niezbędna równowaga pomiędzy naturą, wszechświatem a istotami ludzkimi. Uznajemy fakt, że jako ludzie jesteśmy tylko częścią natury i wszechświata. Dzielimy związek duchowy z naszymi ziemiami i z całą siecią życia. Kochamy nasze ziemie i nasze narody, wiemy, że bez tej miłości nie będziemy w stanie obronić Agroekologii, walczyć o nasze prawa ani nakarmić świata. Odrzucamy przekształcanie w towar jakichkolwiek form życia.
Rodziny, społeczności, kolektywy, organizacje i ruchy społeczne są żyzną glebą, na której rozkwita Agroekologia. Kolektywna samoorganizacja i działanie są tym, co umożliwia rozpowszechnienie Agroekologii, budowanie lokalnych systemów żywnościowych i skuteczny opór wobec korporacyjnej kontroli naszego systemu żywnościowego. Kluczowym elementem jest solidarność pomiędzy narodami oraz mieszkańcami wsi i miast.
Autonomia Agroekologii eliminuje kontrolę globalnych rynków i umożliwia samorządność społeczności. Oznacza to, że minimalizujemy użycie środków kupowanych na zewnątrz. Wymaga to przekształcenia rynków tak, by opierały się na zasadach ekonomii solidarnościowej i etyce odpowiedzialnej produkcji i konsumpcji. Sprzyja powstawaniu bezpośrednich i sprawiedliwych łańcuchów dystrybucji. Implikuje przejrzyste relacje pomiędzy producentami a konsumentami, i opiera się na solidarnym dzieleniu ryzyka i korzyści.
Agroekologia jest polityczna, wymaga ona od nas zakwestionowania i przekształcenia struktur władzy w społeczeństwie. Musimy oddać kontrolę nad nasionami, bioróżnorodnością, ziemią i terytoriami, wodą, wiedzą, kulturą i innymi dobrami wspólnymi w ręce ludzi, którzy karmią świat.
Kobiety i ich wiedza, wartości, wizje i przywództwo mają kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju. Migracje i globalizacja powodują, że kobiety coraz więcej pracują, jednak mają o wiele gorszy od mężczyzn dostęp do zasobów. Zbyt często, ich praca nie jest dostrzegana ani uznawana. Aby Agroekologia mogła osiągnąć swój pełny potencjał, musimy doprowadzić do równej dystrybucji władzy, zadań, podejmowania decyzji i wynagrodzenia.
Ludzie młodzi, wraz z kobietami, stanowią jedną z dwóch głównych społecznych podstaw ewolucji Agroekologii. Agroekologia może zapewnić młodym przestrzeń dla włączenia się w radykalną transformację społeczną i ekologiczną, która rozpoczęła się w wielu naszych społeczeństwach. Na młodych spoczywa odpowiedzialność za przeniesienie w przyszłość kolektywnej wiedzy, której nauczyli się od swoich rodziców, starszyzny i przodków. Są oni sługami Agroekologii dla przyszłych pokoleń. Agroekologia musi wytworzyć dynamikę społeczną i terytorialną, która stworzy możliwości dla młodzieży wiejskiej i doceni przywództwo kobiet.
STRATEGIE
Budujemy, wzmacniamy Agroekologię i bronimy jej wraz z innymi. Nasze ewoluujące strategie obejmują:
I. Promocję produkcji agroekologicznej poprzez polityki, które:
1. Są terytorialne w swoim podejściu do kwestii społecznych, gospodarczych i dotyczących zasobów naturalnych.
2. Zabezpieczają dostęp do ziemi i zasobów naturalnych w celu ułatwienia długoterminowych inwestycji dla drobnych producentów żywności.
3. Zapewniają całościowe i odpowiedzialne podejście do zarządzania zasobami, produkcją żywności, polityką zamówień publicznych, miejską i wiejską infrastrukturą oraz planowaniem urbanistycznym.
4. Promują prawdziwie demokratyczne procesy planowania wraz z odpowiednimi władzami lokalnymi.
5. Promują odpowiednie przepisy zdrowotne i sanitarne, które nie dyskryminują drobnych producentów żywności i przetwórców praktykujących Agroekologię.
6. Promują politykę integracji zdrowotnych i odżywczych aspektów Agroekologii oraz tradycyjnych leków.
7. Zapewniają pasterzom dostęp do, i kontrolę nad pastwiskami, trasy migracyjne oraz źródła wody, jak również usługi mobilne, takie jak służba zdrowia, edukacja i usługi weterynaryjne, które są oparte na, i zgodne z tradycyjnymi praktykami.
8. Zapewniają zwyczajowe prawa do Dóbr Wspólnych. Zapewniają polityki nasienne gwarantujące rolnikom wspólne prawa do używania, wymiany, hodowli, selekcji i sprzedaży własnych nasion.
9. Zachęcają młodych ludzi do podjęcia agroekologicznej produkcji żywności i wspierają ich w tym, poprzez zwiększenie dostępu do ziemi i zasobów naturalnych, zapewnienie sprawiedliwych dochodów oraz wymianę i przekazywanie wiedzy.
10. Wspierają agroekologiczną produkcję żywności na terenach miejskich i podmiejskich.
11. Chronią prawa społeczności, które uprawiają chwytanie zwierząt, polowania i zbieractwo na swoich tradycyjnych obszarach – i wspomagają przywracanie ich do poprzedniego stanu ekologicznej i kulturowej obfitości.
12. Wdrażają strategie zapewniające prawa społeczności rybackich.
13. Wdrażają dobrowolne wytyczne dotyczące tytułów prawnych do ziemi, łowisk i lasów (Voluntary Guidelines on the Tenure of Land, Fisheries and Forests ) Komisji ds. Bezpieczeństwa Żywnościowego na Świecie oraz dobrowolnych wytycznych w sprawie ochrony drobnego rybołówstwa (Voluntary Guidelines on Securing Small-scale Fisheries) FAO.
14. Rozwijają i wprowadzają w życie strategie i programy, które gwarantują prawo do godnego życia pracownikom rolnym, w tym prawdziwą reformę rolną i szkolenia w dziedzinie Agroekologii.
II. Dzielenie się wiedzą
1. Wymianę horyzontalną (pomiędzy rolnikami, rybakami, pasterzami, konsumentami a producentami itd.) oraz wymianę pomiędzy różnymi pokoleniami, jak również tradycjami, włącznie z nowymi ideami. Kobiety i młodzież muszą być traktowani priorytetowo.
2. Kontrolę społeczną nad programami badawczymi, celami i metodologią.
3. Usystematyzowanie doświadczeń w celu uczenia się z, i działania w oparciu o pamięć historyczną.
III. Uznanie kluczowej roli kobiet
1. Walkę o równe prawa dla kobiet w każdej sferze Agroekologii, w tym o prawa pracownicze, dostęp do Dóbr Wspólnych, bezpośredni dostęp do rynku i kontrolę nad dochodami.
2. Programy i projekty muszą na wszystkich etapach, od wstępnego opracowania poprzez planowanie i wdrażanie, angażować kobiety na stanowiskach decyzyjnych.
IV. Budowanie lokalnych gospodarek
1. Promocję lokalnych rynków dla lokalnych produktów.
2. Wspieranie i rozwój alternatywnej infrastruktury finansowej, instytucji i mechanizmów wspierających zarówno producentów, jaki konsumentów.
3. Zmieniane rynków żywnościowych poprzez nowe relacje pomiędzy producentami a konsumentami, oparte na solidarności.
4. Tam gdzie jest to właściwe, tworzenie powiązań z doświadczeniami ekonomii solidarnościowej i systemami gwarancji opartymi na uczestnictwie (participatory guarantee systems).
V. Dalszy rozwój i popularyzację naszej wizji Agroekologii
1. Stworzenie planu komunikacji dla naszej wizji Agroekologii.
2. Promocję żywieniowych i zdrowotnych aspektów agroekologii.
3. Promocję terytorialnego podejścia Agroekologii.
4. Promocję praktyk umożliwiających młodym kontynuację procesu ciągłego odradzania się naszej agroekologicznej wizji.
5. Promocję Agroekologii jako kluczowego sposobu na zmniejszenie marnowania żywności i strat w całym systemie żywnościowym.
VI. Budowanie sojuszy
1. Konsolidację i wzmocnienie istniejących przymierzy, takich jak partnerstwo z Międzynarodowym Komitetem Planowania na rzecz Suwerenności Żywnościowej (International Planning Committee for Food Sovereignty – IPC).
2. Rozszerzenie naszych przymierzy na inne ruchy społeczne i publiczne organizacje oraz instytucje badawcze.
VII. Ochronę bioróżnorodności i zasobów genetycznych
1. Ochronę, poszanowanie i zapewnienie odpowiedniego gospodarowania bioróżnorodnością.
2. Odzyskanie kontroli nad nasionami i materiałem reprodukcyjnym i wprowadzenie przepisów gwarantujących prawa producentów do używania, sprzedaży i wymiany swoich własnych nasion i paszy dla zwierząt.
3. Zapewnienie społecznościom rybackim głównej roli w kontrolowaniu morskich i śródlądowych dróg wodnych.
VIII. Ochłodzenie planety i adaptację do zmiany klimatu
1. Doprowadzenie do uznania Agroekologii, w formie zdefiniowanej w tym dokumencie, nie zaś „rolnictwa przyjaznego dla klimatu” (climate-smart-agriculture) czy innych fałszywych wersji Agroekologii, przez międzynarodowe instytucje i rządy za główne rozwiązanie, mające na celu radzenie sobie z, i adaptację do zmian klimatu.
2. Identyfikację i udokumentowanie dobrych doświadczeń lokalnych inicjatyw na rzecz ochrony klimatu oraz dzielenie się nimi.
IX. Potępienie korporacyjnych i instytucjonalnych prób zawłaszczenia Agroekologii i walkę z nimi.
1. Walkę z korporacyjnymi i instytucjonalnymi próbami przejęcia Agroekologii, w celu wykorzystania jej jako środka do promocji GMO i innych fałszywych rozwiązań oraz niebezpiecznych technologii.
2. Ujawnianie korporacyjnych interesów kryjących się za technicznymi modyfikacjami, takimi jak „rolnictwo przyjazne klimatowi”, zrównoważona intensyfikacja i doskonalenie przemysłowej akwakultury.
3. Walkę z utowarowieniem i finansjalizacją korzyści ekologicznych z Agroekologii.
Zbudowaliśmy Agroekologię poprzez wiele inicjatyw i zmagań. Mamy prawo do dalszego jej rozwijania w przyszłości. Decydentom nie wolno kształtować jej bez nas. Muszą oni szanować i wspierać nasze agroekologiczne procesy, zamiast nadal wspomagać siły, które nas niszczą. Apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli o przyłączenie się do nas w kolektywnym zadaniu współtworzenia Agroekologii, jako części ludowego ruchu na rzecz budowy lepszego świata, świata opartego na wzajemnym szacunku, sprawiedliwości społecznej, równości, solidarności i harmonii z naszą Matką Ziemią.
Międzynarodowe Forum na rzecz Agroekologii zostało zorganizowane w Nyeleni Center w Mali, od 24 do 27 lutego 2015 roku przez następujące organizacje: Coordination Nationale des Organisations Paysannes du Mali (CNOP Mali) jako przewodniczący; La Via Campesina (LVC), Movimiento Agroecológico de América Latina y el Caribe (MAELA), Réseau des organisations paysannes et de producteurs de l’Afrique de l’Ouest (ROPPA) , World Forum of Fish Harvesters and Fishworkers (WFF), World Forum of Fisher Peoples (WFFP), World Alliance of Mobile Indigenous Peoples (WAMIP), More and Better
Deklaracja w języku angielskim: foodsovereignty.org (pdf)
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
120 organizacji opowiada się za wycofaniem szkodliwych biopaliw i biomasy drzewnej w procesie konsultacji następnej Dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (RED).
Aktywiści twierdzą: Nieprawidłowe rozwiązania w sprawie zmian klimatycznych nie tylko nie ograniczają emisji, ale niszczą grunty i środki do życia w innych krajach.

Foto: Energias Renovables/Flickr/Creative Commons
120 organizacji społecznych, obywatelskich i federacji opublikowało 10 lutego 2016 r. deklarację wzywającą do wycofania bioenergii z przyszłej Dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (RED). Deklaracja została złożona w procesie konsultacji nowej dyrektywy mającej obowiązywać od roku 2020.
Unia Europejska (UE) chce, by bioenergia przemysłowa, czyli biopaliwa i biomasa drewnopochodna odgrywała główną rolę w nowej strategii dla energii odnawialnej. Aktywiści stwierdzają, że nasili to groźne skutki, których doświadczamy w wyniku obecnego wsparcia UE dla biopaliw i biomasy drzewnej. Obecnie około dwóch trzecich źródeł uznawanych w UE za odnawialne pochodzi z bioenergii.
Bioenergia przemysłowa nie jest odnawialna
Głównym przesłaniem deklaracji jest to, że bioenergia nie powinna być klasyfikowana i wspierana jako energia odnawialna, w przeciwieństwie do obecnie obowiązujących definicji UE. Aktywiści wskazują coraz więcej dowodów pokazujących, że bioenergia przemysłowa nie jest odnawialna, ponieważ nie jest odtwarzana tak szybko, jak jest pochłaniana. Co gorsza, emisje dwutlenku węgla ze spalania biomasy są często większe niż z paliw kopalnych, które to miały być nią zastąpione.
Katastrofalne skutki stosowanej na dużą skalę bioenergii dla ludzi, lasów i klimatu
Deklaracja wymienia istotne przypadki dokumentujące potrzebę wykluczenia wszystkich rodzajów bioenergii z nowej legislacji, przytacza liczne przykłady szkód wyrządzonych ludziom, lasom i klimatowi przez obecną politykę bioenergetyczną UE.
„Pośredni i bezpośredni niszczący wpływ wielkoskalowej bioenergii musi zostać w pełni rozpoznany i uwzględniony w nowej dyrektywie RED.” stwierdza Teresa Perez z World Rainforest Movement . „Razem ze 120 organizacjami chcemy wysłać mocny sygnał: UE musi zmienić swój pogląd na bioenergię, gdyż ryzykuje spowodowaniem więcej szkód, niż pożytku. Jest jasnym, że wsparcie dla bioenergii w UE bezpośrednio wpływa na lasy światowe oraz ludzi od nich zależnych, promuje przemysłową uprawę drzew, a także dalsze zwiększenie emisji dwutlenku węgla”.
Niezależnie recenzowane studia i badania terenowe pokazują, że bioenergia w skali przemysłowej nie jest odnawialna . Powoduje natomiast znaczne emisje dwutlenku węgla i niszczy bioróżnorodność lasów od Ameryki Północnej, poprzez Azję Południowo-wschodnią, aż po samą Europę. Lasów tak istotnych przy pochłanianiu dwutlenku węgla. Biopaliwa odgrywają główną rolę w zagrabianiu gruntów w krajach Globalnego Południa oraz w wielu przypadkach są związane z poważnymi naruszeniami praw do ziemi i praw pracowniczych.
Standard i kryteria zrównoważonego rozwoju nie rozwiążą problemu
Sygnatariusze deklaracji odrzucają twierdzenia decydentów, jakoby standardy zrównoważonego rozwoju dla bioenergii mogły łagodzić jej negatywne skutki. Helena Paul z Econexus, Wielka Brytania: „Standardy i certyfikacja nie mogą rozwiązać podstawowego problemu skali zapotrzebowania ani skali eksploatacji. Zamiast tego certyfikacja wspomaga legitymizację destrukcyjnych i prowadzących do wyzysku praktyk, dostarcza iluzorycznej, pozytywnej wizji takich rozwiązań. Żaden organ regulacyjny w Europie ani nigdzie indziej, nie ma możliwości weryfikowania łańcucha dostaw bioenergii”.
żródło: miastowruchu.pl
Zapytaliśmy ekopolityków z Francji, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec na temat m.in. podejścia ich partii do sektora przemysłowego, dronów, Afganistanu czy dziedzictwa Joschki Fischera. (więcej…)
Eurostat ponownie zmierzył PKB na głowę mieszkańca w poszczególnych regionach Unii Europejskiej. W dwudziestce najbiedniejszych znalazło się aż pięć województw z Polski. Wszystkie są województwami ściany wschodniej – Lubelskie, Podkarpackie, Warmińsko-Mazurskie, Świętokrzyskie i Podlaskie. Pośród tego grona znalazły się jeszcze regiony z Bułgarii, Rumunii, Węgier oraz po jednym greckim i francuskim (tutaj chodzi o wyspę Majotta, położoną na archipelagu Komorów na Oceanie Indyjskim). Polskie regiony uplasowały się wśród najbiedniejszych po raz
Pośród najbogatszych regionów UE znalazły się dzielnice Londynu, Luksemburg, Belgia, Hamburg, Bratysława, Górna Bawaria, Paryż, Praga, Sztokholm oraz kilka innych miejsc ze Skandynawii, Niemiec, Holandii i Belgii, oraz Irlandii.
Dodał: Łukasz Markuszewski