Kolejna perła polskiej przyrody zagrożona.

Foto: arquez/Flickr/Creative Commons
Nie przebrzmiała jeszcze skandaliczna sprawa budowy bez oceny oddziaływania na środowisko schroniska na przełęczy Krowiarki, a światło dzienne ujrzały kolejne plany godzące w przyrodę i nienaruszalność Babiogórskiego Parku Narodowego.
Z pomysłem budowy kolei gondolowej na Małą Babią Górę (Cyl) w Babiogórskim Parku Narodowego wyszedł radny powiatu suskiego, Sławomir Hajos (PiS). To powrót do pomysłu sprzed lat, kiedy oprócz kolejki chciano wybudować także trasy narciarskie. Zdaniem radnego inwestycja nie zaszkodzi przyrodzie, bo budowa samej kolei, bez wyciągu, nie wymaga zbytniej ingerencji i nie oznacza wycinki drzew. Co znamienne, inicjator planów zabudowy Babiej Góry jest równocześnie prezesem wspólnoty leśnej mieszkańców Zawoi, na której terenie miałaby stanąć kolej gondolowa. Radny byłby więc pierwszym beneficjentem jej powstania.
Babia Góra to miejsce bardzo cenne przyrodniczo, co odzwierciedla objęcie tego terenu parkiem narodowym – najwyższą formą ochrony przyrody w Polsce. Wyjątkowość tego terenu dostrzegło także UNESCO, wpisując Babią Górę na listę rezerwatów biosfery UNESCO. Masyw ten jest także szczególny dla ludzi. Królowa Beskidów, Orawska Święta Góra, Matka Niepogód – to tylko niektóre nazwy wyrażające wyjątkowy stosunek człowieka to tego najwyższego masywu w Beskidzie Żywieckim. To co przyciąga rzesze turystów to właśnie dzikość i magia Babiej Góry.
To są działania antypolskie, a pomysł jest irracjonalny i nierealny. Nie da się pogodzić ochrony tak cennych zasobów naturalnych z budową infrastruktury inwazyjnej turystyki. Babia Góra to skarb narodowy i nie pozwolimy go zniszczyć – komentuje prezes Pracowni na rzecz Wszystkich Istot Radosław Ślusarczyk.
Budowa kolei gondolowej w sercu BPN wiązałaby się z ogromną degradacją krajobrazu oraz przyrody. Do p.o. dyrektora Babiogórskiego Parku Narodowego Janusza Fujaka dotarły na razie tylko informacje medialne w tej sprawie. Podkreśla jednak, że gdyby był wniosek o budowę kolejki w parku, wypowiedzieć na ten temat musiałaby się rada naukowa, należałoby zebrać opinie w tej sprawie, przeprowadzić inwentaryzację i zbadać wpływ inwestycji na przyrodę. – Sądzę, że opinia na temat takiej inwestycji byłaby na pewno negatywna – mówi.
Parki narodowe i inne formy miejsc chronionych stanowią ok. jeden procent powierzchni kraju. Możemy ingerować w pozostałe 99 procent, ale miejsca szczególne jak Babia Góra, które są dziedzictwem przyrody i każdego Polaka, powinniśmy chronić. Rozwój miejscowości kosztem jej największych atutów nie ma nic wspólnego z mądrą samorządnością – dodaje prezes Pracowni.
źródło: Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot
CZAS SPRZECIWIĆ SIĘ MONSANTO!
CO TO JEST GLIFOSAT, I DLACZEGO POWINNIŚMY SIĘ GO OBAWIAĆ?
Glifosat jest substancją chemiczną używaną w środkach chwastobójczych, takich jak Roundup firmy Monsanto, i ostatnio stał się najpowszechniej stosowanym rolniczym preparatem chemicznym w historii. Pomimo to, bardzo możliwe, że nigdy o nim nie słyszeliście, i giganty przemysłu chemicznego prawdopodobnie byłyby szczęśliwe, gdyby tak pozostało.
Dlaczego? Cóż, oprócz tego, że jest tak często stosowany, glifosat jest również substancją niezwykle kontrowersyjną, istnieją poważne obawy co do jego bezpieczeństwa. Pozwolenie na używanie glifosatu w Unii Europejskiej wygasa z końcem czerwca, co daje Komisji Europejskiej znakomitą sposobność na wprowadzenie zakazu.
Niestety, wydaje się, że Komisja podjęła już decyzję, przedkładając wniosek o przedłużeniu zezwolenia do 2031 roku. Będzie to przedmiotem spotkania przedstawicieli rządów krajów UE, które odbędzie się w dniach 7-8 marca*. Ponieważ Komisja zdaje się być skłonna do pośpiesznego przepchnięcia swojej propozycji, bardzo ważne jest, aby argumenty przeciwko przedłużeniu autoryzacji glifosatu zostały nagłośnione tak szybko, jak to tylko możliwe.
Poniżej przedstawiamy siedem powodów dla których, naszym zdaniem, glifosat powinien być zabroniony w Unii Europejskiej:
1. MOŻE ON POWAŻNIE ZASZKODZIĆ NASZEMU ZDROWIU
Trwa gorąca debata naukowa w kwestii tego, czy glifosat jest rakotwórczy, czy też nie. Podczas gdy Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem Światowej Organizacji Zdrowia doszła do wniosku, że glifosat jest „prawdopodobnie rakotwórczy dla ludzi”, Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) twierdzi coś przeciwnego. Środki chwastobójcze oparte na glifosacie są stosowane nie tylko w rolnictwie, lecz także w publicznych i prywatnych ogrodach, stwarzając potencjalne zagrożenie zarówno dla rolników, jak i konsumentów.
Badania pokazują również, że herbicydy zawierające glifosat, działają jak substancje wywołujące zaburzenia endokrynologiczne (endocrine disrupters) – które zakłócają pracę naszych gruczołów dokrewnych i mogą negatywnie wpływać na płodność.
Unia Europejska powinna zakazać używania glifosatu, dopóki nie zostanie udowodniona jego nieszkodliwość.
2. ZAGRAŻA RÓWNIEŻ ZWIERZĘTOM I ROŚLINOM
Nie tylko ludzkie zdrowie może ucierpieć na skutek stosowania glifosatu. Zgodnie z badaniami EFSA stanowi on długoterminowe zagrożenie dla zwierząt hodowlanych, takich jak krowy i owce. Niemiecki Urząd Ochrony Środowiska udokumentował również poważny negatywny wpływ pestycydów, w tym szczególnie glifosatu, na bioróżnorodność. Glifosat zabija nie tylko chwasty, lecz również pożyteczne roślin rosnące na polach spryskiwanych glifosatem i w ich pobliżu.
Wziąwszy pod uwagę zagrożenia dla zwierząt i bioróżnorodności związane z glifosatem, Unia Europejska powinna odrzucić jego autoryzację.
3. GMO I GLIFOSAT SĄ DWIEMA STRONAMI TEJ SAMEJ MONETY
Jest wiele powodów, dla których glifosat i GMO można postrzegać jako dwie strony tej samej monety. Z 61 produktów, które uzyskały zezwolenie na import do Unii Europejskiej, ponad połowa to rośliny odporne na glifosat, zaprojektowane specjalnie do używania z tym herbicydem. Są one narzędziem dla tego samego rodzaju rolnictwa – które jest intensywne, szkodliwe dla zdrowia i środowiska, a także negatywnie wpływa na lokalną wiejska gospodarkę. W Południowej Ameryce, gdzie ogromne obszary ziemi zostały obsadzone soją GMO odporną na glifosat z przeznaczeniem na pasze dla zwierząt na eksport do Europy, udokumentowano wiele przypadków nowotworów i fizycznych deformacji.
Odrzucając glifosat staniemy w obronie zdrowia ludzi w Unii Europejskiej i poza nią, środowiska, okażemy poparcie dla lokalnych gospodarek i powstrzymamy ekspansję GMO.
4. EKSPANSJA ZAGROŻENIA
Glifosat jest szkodliwy sam w sobie. Lecz środki chwastobójcze, takie jak Roundup, zawierają mieszankę chemikaliów, która może być bardziej szkodliwa od samego glifosatu, stanowiąc jeszcze większe zagrożenie dla rolników i całego społeczeństwa.
Ponadto z powodu nadmiernego stosowania Roundupu w uprawach GMO odpornych na glifosat w USA i Kanadzie, rozprzestrzeniły się tam już odporne na ten herbicyd „superchwasty”. Aby powstrzymać ich ekspansję, zezwolono na komercyjne użycie jeszcze bardziej odpornych odmian roślin modyfikowanych, które tolerują wiele różnych herbicydów, w tym takie, które są prawdopodobnie bardziej toksyczne i szkodliwe dla środowiska od glifosatu.
Zgoda na stosowanie glifosatu wiąże się z całą gamą dodatkowych zagrożeń, których również można uniknąć wprowadzając zakaz.
5. LUKI W WIEDZY NAUKOWEJ
EFSA wyraziła „zaniepokojenie” faktem, że 8 z 24 firm ubiegających się o zezwolenia, w tym Monsanto, przedstawiło specyfikacje dla glifosatu, które nie były poparte oceną toksykologiczna. Innymi słowy, zaprezentowane dane dotyczyły substancji różniących się od tych, które w rzeczywistości przedsiębiorstwa te zamierzają sprzedawać. Ponadto raport EFSA wymienia 21 luk w bazie faktograficznej.
Wziąwszy pod uwagę znane i prawdopodobne zagrożenia dla zdrowia ludzi i zwierząt związane z glifosatem, powinniśmy upewnić się, że dysponujemy wystarczającym materiałem dowodowym, zanim zezwolimy na jego powszechne użycie.
6. BRAK PRZEJRZYSTOŚCI
Mamy do czynienia nie tylko z lukami w wiedzy naukowej – kluczowe badania są ukrywane przed publiczną kontrolą. Główne wnioski raportu Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności oparte są na nieopublikowanych badaniach, przeprowadzonych przez sam przemysł, czyli przez firmy ubiegające się o zezwolenia. To niedopuszczalne, że pozwala się na to, aby te nieopublikowane badania przeważały nad informacjami dostępnymi publicznie.
Co więcej, ponad 80% ekspertów zaangażowanych w ocenę glifosatu przez Unię Europejską odmówiło podania swoich nazwisk do wiadomości publicznej, unikając w ten sposób jakiejkolwiek oceny możliwego konfliktu interesów.
Komisja nie powinna pozwalać na dalsze stosowanie glifosatu na podstawie sponsorowanych przez przemysł, tajnych raportów ocenianych przez ludzi, którzy odmawiają złożenia publicznego oświadczenia o swoich powiązaniach.
7. ISTNIEJĄ ALTERNATYWY!
Rolnicy ekologiczni wielokrotnie udowodnili, że glifosat nie jest niezbędny dla wydajnego rolnictwa. Rolnictwo przyszłości polega na pracy z naturą, a nie przeciwko niej. Opiera się na wysokiej bioróżnorodności i dużym zróżnicowaniu upraw i struktur, przede wszystkim unikając ogromnych monokultur, które przyciągają szkodniki, oraz ciągłego wysiewania tych samych roślin, co powoduje koncentrację szkodników w glebie i roślinności.
Stosowanie glifosatu związane jest z wysoko intensywnym rolnictwem, które jest po prostu niezrównoważone. Dysponujemy bezpieczniejszymi, nie-chemicznymi alternatywami, które są tak samo skuteczne w radzeniu sobie z chwastami (zobacz oświadczenie Niemieckiego Urzędu Ochrony Środowiska).
Z tego, oraz wszystkich innych wymienionych powyżej powodów, autoryzacja glifosatu musi zostać odrzucona.
CO MOŻESZ ZROBIĆ?
Podczas gdy Komisja Europejska wydaje się dążyć do jak
najszybszego przedłużenia zgody na stosowanie glifosatu przez następnych 15 lat, ciągle mamy możliwość zablokowania tej propozycji. Skontaktuj się z właściwym ministrem swojego rządu i poproś go o zablokowanie tego posunięcia.
Jeśli chciałbyś poznać więcej szczegółów na temat glifosatu lub zapoznać się z bibliografią, zapraszamy do przeczytania bardziej wyczerpujących materiałów informacyjnych dostępnych na naszej stronie internetowej:
http://eat-better.greens-efa.eu/fileadmin/dam/Images/Food_site/Seven_Reasons_To_Ban_Glyphosate_Long_Version_Final_CLEAN_Monday.pdf
Źródło: greens-efa.eu
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
*Decyzja w sprawie przedłużenia zgody na stosowanie glifosatu w UE została 8 marca odroczona z powodu z powodu braku zgody pomiędzy reprezentantami krajów członkowskich. Więcej na ten temat: Decyzja o przedłużeniu zezwolenia na używanie glifosatu w UE odroczona
→ Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Duńczycy triumfowali w corocznym indeksie szczęśliwości (World Happiness Index ). Dla ONZ przygotowała go Sieć Rozwiązań na rzecz Zrównoważonego Rozwoju (SDSN) i Earth Institute (Columbia University). Badanie objęło 157 państw. Są w nim brane pod uwagę takie czynniki jak: przeciętna wysokości zarobków, oczekiwana długości życia w zdrowiu, dostępie do opieki medycznej, postrzeganie korupcji, bezpieczeństwo zatrudnienia, a nawet relacje rodzinne. Na drugim miejscu uplasowali się Szwajcarzy a na trzecim Islandczycy. W pierwszej dziesiątce znalazły się również pozostałe państwa skandynawskie oraz Kanada, Holandia, Nowa Zelandia i Australia.
Polska według World Happiness Index nie wypada najlepiej. Znalazła się na 57 miejscu, tuż za Kazachstanem, Mołdawią i Rosją. Najsmutniejszą grupą wiekową są w Polsce nastolatki. Tylko 68% polskich piętnastolatków czuje, że są szczęśliwi. Średnia międzynarodowa to aż 82%. W grupie wiekowej 11-15 lat znaleźliśmy się na przedostatnim miejscu.
W ostatniej dziesiątce jest aż osiem państw z Afryki. Znalazły się tam również pogrążone w wojnie domowej Syria i Afganistan. Cały raport jest dostępny po angielsku pod linkiem: http://worldhappiness.report
oprac. Marcin Wrzos
Swoją najnowszą książkę, „This changes everything”, Naomi Klein napisała, by zmienić kurs historii.
Klimat Ziemi zmienia się. Skutkiem tych zmian będą susze, powodzie, huragany, fale upałów, podnoszący się poziom mórz. Za tym pójdą klęski głodu, gigantyczne migracje, wojny o wodę.
I mimo że od dawna to wszystko wiemy, to przez ostatnie dwie dekady światowi przywódcy nie zrobili właściwie nic, by tego scenariusza uniknąć. Dlaczego? Bo niszczenie klimatu jest zyskownym biznesem. Zysk biznesu w świecie zderegulowanego, neoliberalnego kapitalizmu okazuje się być pierwszym i nadrzędnym celem polityki.
Najczarniejszego scenariusza można jeszcze uniknąć – będzie to jednak wymagało radykalnej zmiany logiki, według której zorganizowany jest świat. Klein pokazuje drogę, którą należy pójść, żeby tego dokonać.
„This changes everything” zaczyna się od refleksji nad mechanizmami zaprzeczenia. Klein precyzyjnie analizuje wszystkie powody i preteksty, które każą nam odwrócić wzrok, nie myśleć o nadciągającej katastrofie i dalej zajmować się swoimi sprawami.
Otworzyć oczy
Przywykliśmy uważać, że okresowe kryzysy są rzeczą normalną. Sprawia to, że ciężko otworzyć oczy szerzej, spojrzeć na fakty i zadać sobie pytanie, czy może tym razem naprawdę jesteśmy na skraju przepaści?
Ludzkość nie była nigdy wcześniej w analogicznej sytuacji – nie groziła nam nigdy katastrofa na taką skalę. Może więc to właśnie ten brak wcześniejszego doświadczenia, do którego można by się odnieść sprawia, że nie potrafimy właściwie rozpoznać sytuacji?
Według tych, którzy na te fakty patrzą, sytuacja dojrzała wręcz do tego, by zacząć na politycznym forum używać wulgaryzmów. Klein wspomina pewnego badacza, który, prezentując na poważnej konferencji naukowej wnioski ze swoich badań nad klimatem i światowym systemem ekonomicznym zatytułował swoją prezentację „Is Earth f***ed?”, w wolnym tłumaczeniu: „Czy Ziemia ma prze****ne”.
W tej samej stylistyce wypowiadają się przed nadchodzącym szczytem klimatycznym młodzi Zieloni z całej Europy, którzy prowadzą kampanię pod hasłem „It’s our f***ng future”.
Wiemy, dokąd zmierza obecny system. Naukowcy opracowali modele i powiedzieli nam to jasno. Jeśli globalny wzrost temperatur zbliży się do 2°C lub przekroczy ten poziom, dojdziemy do punktu zwrotnego, za którym konsekwencje zmian klimatu będą niemożliwe do opanowania.
Rozpad pokrywy lodowej Antarktydy będzie oznaczał szybsze podnoszenie się poziomu mórz. Obumieranie lasów Amazonii pociągnie za sobą dramatyczne konsekwencje dla ekosystemów, rzek, rolnictwa i źródeł utrzymania ludzi. Do tego należy dodać niszczycielskie huragany, susze, pożary i powodzie oraz fale morderczych upałów.
Ofiary zmian klimatu
To wszystko oznaczać będzie światową katastrofę humanitarną. Wielkie migracje z terenów zalanych przez morze i zniszczonych przez susze, klęski głodu, wojny o wodę, śmierć setek tysięcy, jeśli nie milionów ludzi. I koniec świata, jaki znamy, co powinno być oczywiste dla każdego, kto patrzy na kryzys migracyjny spowodowany przez wojnę w Syrii.
Na razie nie potrafimy sobie z nim poradzić – a jest to kryzys o skali znikomej w porównaniu z tym, co czeka nas w drugiej połowie obecnego stulecia, jeśli nie powstrzymamy zmian klimatu.
Wiemy też (a właściwie widzimy po tym, co już się dzieje) jaka będzie reakcja na klimatyczną katastrofę, jeśli pozwolimy sytuacji rozwijać się według znanych schematów, opisanych przez Klein w „Doktrynie szoku”. Jeśli wszystko odbędzie się jak zwykle, odpowiedź na kryzys będzie polegała na sprywatyzowaniu przez wąską elitę regionów wciąż nadających się do zamieszkania oraz pozostałych jeszcze zasobów wody, ziemi rolnej i pożywienia, by czerpać z nich zyski tak długo, jak to będzie możliwe.
Reszta zmuszona będzie walczyć o przeżycie, uciekając przed kataklizmami, suszami, powodziami i klęskami głodu. Do tego dojdzie coraz bardziej barbarzyńska segregacja ludzi na nielicznych zwycięzców i rzesze przegranych.
Żeby dać pojęcie, jak to może wyglądać, Klein przytacza w książce fragment wypowiedzi przedstawiciela firmy zbrojeniowej Rayethon. Przewiduje on, że zmiany klimatu spowodują zwiększenie popytu na broń i usługi uzbrojonych bojówek.
Witajcie w świecie „Igrzysk śmierci”, tylko że tym razem to będzie prawdziwe życie, a nie kino.
Racje i interesy
Klein pisze o ponad dwóch dekadach negocjacji klimatycznych, w którym to czasie rządy państw świata nie zrobiły prawie nic, spotykając się i rozjeżdżając co dwa lata bez decyzji w sprawie zdecydowanej zmiany kursu. Tłumaczy się nam, że międzyrządowe negocjacje są złożone i trudne, a pogodzenie sprzecznych interesów prawie niemożliwe.
Klein zwraca jednak uwagę, że w tym samym czasie światowe negocjacje w sprawie liberalizacji handlu odniosły spektakularny sukces – stworzono WTO, zawarto liczne umowy o wolnym handlu, powstał system jasno określonych reguł i zobowiązań oraz sądów i kar służących ich egzekwowaniu.
A więc da się. Da się wtedy, gdy chodzi o interes międzynarodowych korporacji, ich zyski, nowe rynki i inwestycje. Trudność pojawia się wtedy, gdy chodzi o interes (a wręcz o przeżycie) ludzi i planety. Nie jest to trudność obiektywnie nie do przezwyciężenia.
Problem polega na tym, że realna walka ze zmianami klimatu wymagałaby zmuszenia bogatej elity do rezygnacji ze spodziewanych gigantycznych zysków, jakie wciąż daje się wyciągnąć z eksploatacji paliw kopalnych. Wymagałaby zakwestionowania fundamentalnej logiki, jaką rządzi się światowa gospodarka.
I tu dochodzimy do najważniejszej diagnozy Klein. Brak zdecydowanych działań w sprawie klimatu nie wynika z niedostatku technicznych możliwości czy z nierozstrzygalnych konfliktów interesów między państwami. Trudność leży gdzie indziej – ratowanie Ziemi i ludzkości wymagałoby zakwestionowania podstawowych zasad globalnego kapitalizmu.
Realną zmianę obecnego katastroficznego kursu uniemożliwia podstawowa logika rządząca zderegulowanym kapitalizmem, zgodnie z którą jeśli eksploatacja ropy, gazu czy węgla jest zyskowna dla wielkiego kapitału, to zasoby te będą eksploatowane – niezależnie od kosztów dla ludzi i środowiska.
Te koszty zresztą się nie liczą bo nie poniesie ich biznes tylko ludzie, zgodnie z podstawową zasadą neoliberalnej ekonomii, która zyski każe prywatyzować, a koszty – uspołeczniać.
Realne działania w sprawie klimatu są tak trudne, bo wymagałyby rzeczy, która w tej logice jest nie do pomyślenia – rozmontowania najbogatszej i najbardziej lukratywnej branży światowego przemysłu, jaką jest przemysł naftowo-gazowy, który w dodatku funkcjonuje w ścisłym splocie z geopolityką.
Wymagałaby podjęcia decyzji o tym, że ogromne pieniądze, które są tam do zarobienia, nie zostaną zarobione. W obecnym paradygmacie ekonomicznym i politycznym to nie do pomyślenia.
Nie chodzi tu zatem o energię, ale przede wszystkim o władzę. O to czyj interes przeważa, kiedy podejmowane są polityczne decyzje, które zdeterminują przyszłość świata. Komentując mizerne i nieistotne rezultaty kolejnych rund negocjacji klimatycznych Klein pisze: „Naprawdę jesteśmy zostawieni sami sobie. Jakakolwiek wiarygodna nadzieja na pokonanie tego kryzysu będzie musiała pochodzić z dołu.”
I tak jest w istocie. Paryski szczyt jeszcze się nie zaczął, ale od jego najważniejszych uczestników już teraz płyną sygnały, że celu 2°C nie uda się osiągnąć. Trzeba zatem będzie poradzić sobie inaczej.
Mobilizacja dla planety
Kończąc książkę, Klein zostawia czytelników z jasno określonym zadaniem. Technicznie rzecz biorąc uratowanie Ziemi i ludzkości jest w zasięgu ręki. Dysponujemy już technologiami, które pozwoliłyby w krótkim czasie zbudować gospodarki oparte wyłącznie na energii odnawialnej.
Czasu na działanie mamy bardzo mało, ale wciąż wystarczająco dużo, żeby dopiąć tego prawie niemożliwego celu. Potrzebny jest masowy, globalny ruchu protestu, wystarczająco silny aby nie tylko powstrzymać nowe odwierty i odkrywki, ale przede wszystkim – doprowadzić do fundamentalnej zmiany wartości, na których opiera się światowa polityka.

Protestami i obywatelskim nieposłuszeństwem zmusić przywódców, by przypomnieli sobie, że gospodarka i biznes są jedynie środkiem, a ostatecznym celem polityki jest dobro ludzi (w tym również tych, którzy dopiero mają się urodzić).
Tej zmiany myślenia nie da się osiągnąć łagodną perswazją, ale – co ważne – zdaniem Klein da się ją osiągnąć bez przemocy. Potrzebna jest masowa mobilizacja i wspólny wysiłek zmiany myślenia. Racje moralne są po naszej stronie i powinniśmy mieć odwagę się na nie powoływać.
Książka Klein jest napisana bardzo wyważonym tonem – mimo że mówi się tam o czekającej nas niemal nieuniknionej katastrofie, Klein nie popada w histeryczne tony. Wbrew wszystkiemu spokojnie analizuje sytuację, szukając drogi wyjścia. Lewara, którego pociągnięcie pozwoliłoby nam skręcić z obecnej trajektorii i uniknąć kataklizmu.
Nie oszukuje czytelnika, że będzie łatwo – w zakończeniu książki poświęca sporo miejsca na dokładną analizę wcześniejszych wielkich emancypacyjnych ruchów społecznych, trudności, przed jakimi stawały i przyczyn ich porażek.
Piękno i odwaga tej książki polegają na tym, że Klein podejmuje się w niej jednocześnie dwóch wielkich zadań, które naprawdę nie jest łatwo połączyć. Stara się otworzyć czytelnikom i czytelniczkom oczy na skalę zbliżającej się katastrofy, która powinna nas przerazić. Nie pozwala nam na przerażenie, ale spokojnym tonem mówi, co musimy zrobić, i wytycza drogę działania.
Ministerstwo Finansów ogłosiło założenia dwóch wariantów podatku od handlu detalicznego, zwanego niedawno „podatkiem od hipermarketów”, które to warianty będą dyskutowane z handlowcami.
Pierwszym jest podatek liniowy z wysoką kwotą wolną oraz podatek progresywny z niższą. Dotychczasowa propozycja MF zakładała podatek progresywny z dwoma progami, w wysokości 0,7% (dla sklepów o przychodzie do 300 mln zł) oraz 1,3% (dla tych, których przychody są wyższe niż 300 mln zł). O 0,6 punkta procentowego wyższe stawki mają obowiązywać od przychodó weekendowych. W tej wersji kwota wolna ma wynosić 18 mln zł, co, według ministerstwa, wyłączy z podatku małe sklepy.
Przedstawiciele MF nie boją się także sprzeciwu UE, gdyż wysokość podatku ma wynosić mniej niż 2%. Węgry, które miały problem z Komisją Europejską w tej materii, przyjęły podatek w wysokości 6%.
Część handlowców jednak krytykuje projekt, który ich zdaniem nie chroni małych sklepów przed dominacją wielkich graczy, a przeciwnie – zadusi mały handel detaliczny. Pojawiają się też uwagi co do krótkiego, bo tylko czternastodniowego, vacatio legis.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Nowym prezydentem Birmy został Htin Kyaw, przyjaciel i bliski współpracownik liderki demokratycznej opozycji Aung San Suu Kyi. Jest to pierwsza od 53 lat cywilna głowa państwa.
Jego wybór stał się możliwy dzięki zwycięskim dla opozycyjnej Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) wyborach parlamentarnych jesienią zeszłego roku. NLD zdobyła w nich 255 mandatów (na 440) w izbie niższej i 135 (na 224) w izbie wyższej parlamentu. Htin Kyaw zdobył 360 głosów zgromadzenia narodowego.
Htin Kyaw jest wieloletnim działaczem opozycji, synem potety i pisarza Min Thu Wuna, oraz przedstawicielem rodziny która jest „sercem birmańskiej tradycji liberalnej od niemal wieku”, jak określił historyk Thant Myint-U, wnuk byłego sekretarza generalnego ONZ U Thanta.
Sama liderka NLD nie mogła wziąć udziału w wyborach z powodu faktu posiadania dwóch synów ze związku z Brytyjczykiem, a obecna konstytucja zakazuje piastowania funkcji głowy państwa osobom posiadającym dzieci ze związków z cudzoziemcami.
W elekcji wzięli udział także przedstawiciel wojskowego betonu, Myint Swe (213 głosów) i kandydat mniejszości narodowych Henry Van Thio (79 głosów.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Grupa senatorów PiS zapowiedziała złożenie inicjatywy ustawodawczej powołującej kasy oszczędnościowo-budowlane, które miałyby wspomagać politykę mieszkaniową państwa.
W ramach rachunku oszczędnościowo-budowlanego państwo, co roku, dodawało do wysokości rachunku dopłatę w wysokości 15% zgromadzonych w ciągu mijającego roku oszczędności. Oznacza to, że osoba, która na rachunek przekazywałaby 300 zł miesięcznie, otrzymywałaby od państwa 540 zł rocznie. Maksymalna dopłata nie może jednak wynieść więcej niż 900 zł, a minimalny okres oszczędzania – cztery lata.
Po okresie oszczędzania kasa zobowiązana będzie do udzielenia kredytu klientowi w kwocie wynoszącej maksymalnie tyle ile wynosi kwota oszczędności, przy czym oprocentowanie kredytu nie mogłoby wynieść więcej niż 3% ponad poziom odsetek od oszczędności.
Rozwiązanie to jest wzorowane na niemieckim systemie Bausparkassen, gdzie jednak występuje on jako dodatek do budownictwa komunalnego. W Niemczech własne mieszkanie ma jedynie 41% mieszkańców.
Dodał: Łukasz Markuszewski
W osiemnastu miastach Brazylii na ulicę wyszło ponad trzy miliony obywateli tego kraju, protestując przeciw kryzysowi ekonomicznemu i wszechobecnej korupcji.
Według korespondentów przeciw rządom centrolewicowej Partii Robotniczej (PT) urzędującej prezydentki Dilmy Rousseff protestowali raczej przedstawiciele białej klasy średniej, ale nie brakowało także niezamożnych i ubogich mieszkańców przedmieść.
Protesty związane są ze spadkiem pensji (w niektórych sektorach nawet o 40%) i gigantyczną aferą korupcyjną wokół państwowego koncernu naftowego Petrobras oraz firm budowlanych. W aferę uwikłane jest najbliższe otoczenie prezydentki Rousseff, a także uwielbiany do tej pory były prezydent Lula da Silva.
Dilma Rousseff, zagrożona usunięciem z urzędu, musi się także obawiać upadku koalicji i wcześniejszych wyborów parlamentarnych, wobec gróźb głównego koalicjanta, który twierdzi, że w ciągu miesiąca podejmie decyzję o zakończeniu koalicji.
Partia Robotnicza jest największą siłą polityczną w Brazylii i doszła do władzy na hasłach wyczyszczenia brazylijskiej polityki i przywrócenia państwa zwykłym obywatelom. Prezydenci z tego ugrupowania, rządzący od 2003 r., mają na koncie imponujące dokonania na polu walki z ubóstwem i analfabetyzmem, jednak od dłuższego czasu mierzą się z zarzutami korupcji i nieudolności gospodarczej.
Rousseff ledwo wygrała w 2014 r. wybory prezydenckie, zdobywając 51% poparcia, a trzecie miejsce w pierwszej turze zdobyła kandydatka lewicy na lewo od PT – Marina Silva, której przypadło aż 21%. Głosowali na nią głównie wyborcy zawiedzeni rządami Rousseff.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Fundacja Centrum CSR.PL wykonała ogromną, mrówczą pracę w celu sprawdzenia jak naprawdę wygląda społeczna odpowiedzialność biznesu w Polsce. (więcej…)
Religia i duchowość pozostają grząskim tematem dla sporej części postępowych sił politycznych. (więcej…)
Decyzja w sprawie przedłużenia zezwolenia na używanie kontrowersyjnej toksycznej substancji, glifosatu w Unii Europejskiej została 8 marca odroczona, z powodu braku zgody pomiędzy reprezentantami rządów krajów członkowskich. Komisja Europejska zaleciła rządom ponowną autoryzację glifosatu na kolejne 15 lat, jednak narastająca opozycja rządów europejskich doprowadziła do odroczenia decyzji w tej sprawie.
Glifosat, obok innych zastosowań, jest powszechnie używany jako środek chwastobójczy, stanowi główny składnik flagowego produktu firmy Monsanto – Roundupu, najczęściej stosowanego herbicydu na świecie. W zeszłym roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem ONZ uznała Roundup i inne produkty zawierające glifosat są „prawdopodobnie rakotwórcze dla ludzi”.
Utrzymanie legalności glifosatu jest szczególnie ważne dla korporacji Monsanto, ponieważ zamierza ona zwiększyć sprzedaż swoich upraw modyfikowanych genetycznie (GMO), które mają wbudowaną odporność na produkty zawierające glifosat. Nic więc dziwnego, ze firma prowadzi w tej sprawie intensywny lobbing.
Ustawodawcy z 28 krajów członkowskich i Komisja Europejska, spotkali się na dwudniowych obradach w celu omówienia kwestii ponownej autoryzacji, lecz nie udało się stworzyć decydującej większość i decyzja została odroczona.
Po spotkaniu rzecznik Zielonych ds. rolnictwa i zdrowia publicznego, Martin Häusling powiedział:
„Narastająca opozycja rządów europejskich dodaje otuchy. Wziąwszy pod uwagę obawy dotyczące zagrożeń zdrowotnych i ekologicznych oraz sprzeczne opinie naukowców w sprawie glifosatu, jak również sprzeciw społeczny, należy się cieszyć, że Unia Europejska po niewczasie zaczyna dostrzegać problem. Mamy nadzieję, że to odroczenie przekona więcej rządów krajów Unii Europejskiej do przyłączenia się do sprzeciwu wobec pozwolenia na stosowanie tej kontrowersyjnej substancji.
„To skandal, że Komisja Europejska po prostu zignorowała poważne wątpliwości naukowe w kwestii zagrożeń związanych z glifosatem i zaproponowała przedłużenie zezwolenia na stosowanie tej substancji na następne 15 lat. Wyniki badań WHO wskazujące na to, glifosat jest prawdopodobnie substancją rakotwórczą powinny doprowadzić do globalnego moratorium. Podczas gdy Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności dała glifosatowi ocenę pozytywną, opinia ta stała się obiektem krytyki społeczności naukowej. Biorąc pod uwagę poważne obawy zdrowotne i sprzeczne opinie naukowe, Komisja powinna uszanować swój obowiązek kierowania się zasadą ostrożności i nie wyrazić zgody na używanie tej wysoce kontrowersyjnej substancji. Dopóki producenci nie są w stanie udowodnić jej nieszkodliwości, glifosat nie powinien zostać dopuszczony do użycia w Unii Europejskiej.
„Rządy krajów członkowskich UE powinny rozważyć te obawy i odrzucić propozycję Komisji. Autoryzacja glifosatu przed rokiem 2031 byłaby decyzją całkowicie nieodpowiedzialną w kontekście poważnych wątpliwości w kwestii jego wpływu na zdrowie i środowisko.
Następne spotkanie komitetu, którego zadaniem jest podjęcie decyzji w sprawie dalszej autoryzacji glifosatu odbędzie się 28 maja.
Grupa Greens/EFA prowadzi kampanię przeciwko zezwoleniu na stosowanie glifosatu: http://www.greens-efa.eu/seven-reasons-to-ban-glyphosate-15234.html
Opracował Jan Skoczylas na podstawie: greens-efa.eu, euractive.com
W czerwcu wygasa w UE pozwolenie na stosowanie herbicydu glifosat, który jest substancją stosowaną w produkcji środków chwastobójczych. Jest on m.in. składnikiem produkowanego przez Monsanto popularnego Roundupu. Komisja Europejska wystąpiła z wnioskiem o przedłużenie pozwolenia na następne 15 lat, ale wśród 28 państw członkowski UE na razie nie ma konsensusu w tej sprawie.
Eksperci zasiadający w stałym Komitecie ds. Roślin, Zwierząt, Żywności i Pasz (PAFF), organu doradczego KE nie byli w stanie porozumieć się i poprzeć wniosku przedstawionego przez KE. Dyskusja na temat szkodliwości glifosatu rozgorzała po tym, jak należąca do Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) ogłosiła, że może on powodować raka. Inną opinię wydał Europejski Urząd Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Jego zdaniem glifosat nie jest wcale szkodliwy dla ludzi. Różnicę w ocenie zagrożenia tłumaczy przyjęciem odmiennej metodologii badań. Wsparcie dla tej opinii wyraził koncern Monsanto w specjalnie wydanym oświadczeniu.
Oprac. Marcin Wrzos