Znany  mnich buddyjski, autor książek i aktywista Thich Nhat Hanh w wywiadzie dla magazynu The Ecologist mówi o utracie bioróżnorodności i o tym, dlaczego zagrożenie dla  rodzaju ludzkiego nie powinno być powodem do rozpaczy.

Czy Twoim zdaniem ludzkość może uniknąć globalnego załamania ekologicznego, czy też właśnie do niego zmierzamy?

National Wildlife Federation podaje, że  z powodu deforestacji tracimy codziennie  100 gatunków roślin i zwierząt.  Wymieranie gatunków ma miejsce każdego dnia. W ciągu zaledwie  jednego roku może wymierać   200 000 gatunków. To właśnie się dzieje; to nie jest problem przyszłości. 

Wiemy, że 251 milionów lat temu miało już miejsce globalne ocieplenie, spowodowane przez gigantyczne  erupcje wulkanów.  Doprowadziły one do największego masowego wymierania w historii planety. Wzrost globalnej temperatury o 6° C wystarczył, by zmieść z powierzchni ziemi  95% żyjących wówczas gatunków. Teraz ma miejsce drugie globalne ocieplenie, tym razem z powodu deforestacji i industrializacji,  spowodowanych przez człowieka. Być może za 100 lat – zaledwie 100 lat – na planecie nie będzie już ludzi. Po zniknięciu, na skutek  masowego wymierania,  95% gatunków, przywrócenie życia na naszej planecie zajęło Ziemi 100 milionów lat.  Jeśli nasza cywilizacja ulegnie zagładzie, to aby ponownie pojawiła się inna cywilizacja, potrzebny będzie podobny okres czasu. 

Gdy 251 milionów lat  temu nastąpiły erupcje wulkanów, wzrosło stężenie dwutlenku węgla w atmosferze. Teraz nagromadzenie dwutlenku węgla jest skutkiem naszego własnego stylu życia i działalności przemysłowej. Jeśli klimat ociepli się o 6° C, znowu wyginie 95% gatunków,  w tym Homo sapiens

Właśnie dlatego musimy nauczyć się dotykać naszym wdechem i wydechem wieczności.  Wymieranie gatunków nastąpiło już kilka razy –  masowe wymieranie pięć razy, i to jest szóste.  Zgodnie z naukami buddyjskimi, nie ma narodzin i śmierci.  Po wymarciu rzeczy pojawią się w innej formie. Musicie oddychać bardzo głęboko, aby pogodzić się z faktem, że za zaledwie 100 lat my – ludzie możemy zniknąć z powierzchni Ziemi. Musicie nauczyć się, jak zaakceptować ten twardy fakt. Nie powinniście pozwolić, by przytłoczyła was rozpacz. Rozwiązaniem jest nauczenie się, w jaki sposób dotykać wieczności w tym właśnie momencie. 

Mówimy zwykle o środowisku, tak jakby było ono czymś różnym od nas, ale to przecież my jesteśmy środowiskiem.  Elementy pozaludzkie są naszym środowiskiem, ale my jesteśmy środowiskiem dla elementów pozaludzkich,  więc jesteśmy z nim jednym i tym samym.  Jesteśmy środowiskiem.  Jesteśmy Ziemią, a Ziemia ma zdolność przywracania równowagi. Czasem wiele gatunków musi zniknąć, by równowaga mogła zostać przywrócona.  Być może na skutek powodzi, a może gorąca lub zanieczyszczenia powietrza.

Na całym świecie powiększa się populacja miejska.  Co, i czy w ogóle, tracimy z powodu tego coraz szybszego przekształcania się w gatunek miejski?

No cóż,  życie w mieście i życie na wsi są powiązane, ponieważ musimy nakarmić miasto, i to z tego powodu wieś musi się zmienić i  jest zanieczyszczana  w wyniku działania różnych czynników. Rolnicy są zmuszeni używać dużo trucizn, aby zaopatrzyć miasto w żywność, antybiotyków i tym podobnych rzeczy.

Tak więc wieś nie jest już dla nas bezpieczna.  Nawet jeśli wrócimy na wieś, nie będzie to rozwiązanie.  Niezależnie od tego, czy jesteśmy w mieście czy na wsi, dużo tracimy. Niemniej nawet teraz na wsi mamy większą szansę na dotknięcie natury, dotknięcie ziemi. Jest  nieco łatwiej usłyszeć siebie, jeśli  prowadzimy życie wiejskie. Ale wieś coraz bardziej traci swój charakter na rzecz miasta.

Większość ekologów sprowadza stojące przed nami problemy do dwóch kwestii: nadmiernej konsumpcji i zbyt licznej populacji. Jakie jest twoje stanowisko?

Oczywiście musimy konsumować w taki sposób, by ograniczyć cierpienie gatunków na Ziemi, to jest całkowicie jasne.  Lecz powinniśmy także zmniejszyć populację. Jednym ze sposobów na dokonanie tego jest zostanie mnichem,  apeluję więc do was, abyście przyłączyli się do nas jako mnisi.  Jeśli stworzycie małe społeczności, założycie szkoły i zaopiekujecie się dziećmi innych par, nie będzie wam brakowało własnych dzieci.  Na podstawie mojego własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że żyjąc w stanie mnisim, nie pozbawiłem się w życiu niczego ważnego.  Mam wiele.  Nawet jeżeli nie mam dzieci, z którymi byłbym związany więzami krwi,  czuję, ze mam ich dużo. Dają mi mnóstwo radości i poczucia świeżości.

Tak więc uważam, że powinniśmy  działać na dwóch poziomach.  Musimy ograniczyć konsumpcję i  zmniejszyć populację, i nie oznacza to konieczności pozbawiania się  w życiu czegokolwiek, włącznie z dziećmi.

Co jest najtrudniejsze w stylu życia, który wybrałeś?

Nie sądzę, żebym cokolwiek stracił, wybierając życie mnicha. Cieszę się życiem mnicha. Jeśli na przykład stosujemy się do diety wegetariańskiej, jesteśmy  szczęśliwi, że możemy to robić.  Nie cierpimy z tego powodu. Niejedzenie mięsa nie sprawia nam cierpienia. To szczęście nie jeść mięsa, gdyż nie musimy zjadać ciał innych gatunków, aby  pozostać przy życiu.  Jedząc możemy ochraniać życie.  Musicie nauczyć się jeść w taki sposób, aby chronić naszą planetę i zmniejszyć cierpienie żyjących istot. Odżywianie wegetariańskie może dostarczać wielkiej radości, szczególnie jeśli potraficie gotować.  Przygotowaliśmy książkę kucharską, aby pokazać ludziom,  że jedzenie wegetariańskie  może być źródłem wielu  przyjemności.

Życie mnicha jest o wiele łatwiejsze niż osoby świeckiej.  Jako mnich żyjesz w społeczności i podążasz za nią – w medytacji siedzącej, medytacji chodzonej, jedzeniu o właściwej porze. To bardzo łatwe. Bycie mnichem jest najłatwiejszą rzeczą do nauczenia.  Niczego się nie pozbawiamy, czerpiemy wiele radości z bycia razem. Mamy czas na zbudowanie braterstwa i siostrzeństwa.  Miłość romantyczna nie może trwać tak długo, jak braterstwo lub siostrzeństwo.

Radzimy, abyście – zamiast  dalszego pełnego pośpiechu życia w miastach –  próbowali tworzyć społeczności na wsi. Możecie stworzyć społeczność świecką, nie musi to być koniecznie społeczność buddyjska. Dzielcie się samochodami i maszynami rolniczymi. Obecność dzieci w społeczności jest czymś wspaniałym, ale nie trzeba być matką czy ojcem, żeby się nią cieszyć. Zostałem mnichem w wieku 16 lat i nie mam poczucia, żebym z tego powodu cierpiał. Mam tak wiele duchowych i świeckich dzieci!  Gdy  żyjesz we wspólnocie, nawet jeśli nie masz dzieci, możesz patrzeć na dzieci innych ludzi jak na własne. Możecie założyć własną szkołę, dzielić mieszkania, domy… Żyjąc we wspólnocie składającej się ze 100-200 osób, możecie używać mniej samochodów, bo macie auta wspólne.  Możecie dzielić ze sobą lodówki, traktory, stworzyć razem ogród, szkołę czy park, razem opiekować się dziećmi.

W jaki sposób przyciągacie młodych ludzi, aby  naśladowali wasz styl życia?

W ogóle nie staramy się przyciągać młodych, aby nas naśladowali. Po prostu przyjeżdżają na nasze odosobnienia i do naszej świątyni. Doświadczają obecnego tutaj braterstwa i siostrzeństwa i czują, że to coś, czego najbardziej w życiu potrzebujemy.  Wielu młodych ludzi przeżyło romantyczną miłość i cierpiało z tego powodu. Kiedy przyjeżdżają do naszej świątyni, widzą łączące nas braterstwo i siostrzeństwo,  widzą,   że możemy być sobą i że ta energia wspólnoty nas ożywia.  

Tak więc tworzenie wspólnoty i budowanie braterstwa i siostrzeństwa jako źródła siły jest bardzo ważne.  Zamiast żyć w miastach i oddychać zatrutym powietrzem, możemy się zorganizować, aby stworzyć wiele wspólnot na wsi i spróbować żyć w sposób sprzyjający ochronie matki ziemi i środowiska.  Możemy wspólnie pracować i uprawiać ogród, używając swojego talentu w służbie społeczności, i budować w ten sposób braterstwo i siostrzeństwo, alternatywny styl życia.

Jeśli więc przychodzą do nas młodzi ludzie, to nie dlatego, że im coś dajemy. Przyciąga ich radość i szczęście wypływające z panującego między nami braterstwa i siostrzeństwa. Naszą codzienną praktyką jest wytwarzanie energii miłości i poczucia wspólnoty.

Wiemy, ze przyjaźń i braterstwo są ważne, ale nie wiemy, jak je w sobie obudzić.  Powinna powstać partia polityczna, zdolna do generowania braterstwa,  wolności i przyjaźni. Gdyby istniała partia, która wiedziałaby, jak generować uczucia braterskie,  przystąpilibyśmy do niej, ale wielu ludzi będzie o tym tylko mówiło.  Zakładając zaś małe wspólnoty, takie jak ta, będziemy naprawdę stymulować powstawanie energii braterstwa i siostrzeństwa. Młodzi ludzie potrafią to dostrzec, i wielu z nich poświęci  życie,   aby wytworzyć tę energię, której nie da się kupić w supermarkecie.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: theecologist.org

Dziękujemy redakcji magazynu The Ecologist za pozwolenie na publikację tego tłumaczenia.

Była sekretarz stanu USA, starająca się o nominację prezydencką Partii Demokratycznej, Hillary Clinton, ogłosiła, że gdy zostanie prezydentką Stanów Zjednoczonych, to jej mąż, i były prezydent tego kraju, będzie osobą odpowiedzialną za gospodarkę państwa.

Oświadczyła, że jej mąż powinien „wrócić z emerytury”, by pomóc ludziom wrócić do pracy, „bo on wie jak to robić”.

W czasie prezydentury Clintona naprawie uległy finanse publiczne, nastąpił wzrost PKB i zdynamizował się wzrost gospodarczy. Jednocześnie Clinton zlikwidował dużą część ograniczeń dla sektora bankowego, co było bezpośrednią przyczyną ostatniego kryzysu ekonomicznego w 2008 r.

Clinton prawdopodobnie wygra prawybory u Demokratów i w wyborach zmierzy się z Donaldem Trumpem, który uzyska nominację republikanów. Sondaże pokazują przewagę byłej szefowej dyplomacji nad skrajnie prawicowym biznesmanem, jednak różnica między nimi sukcesywnie się zmniejsza.

Łukasz Markuszewski

Studenci Technologii Energii Odnawialnych ze Szkoły Głównej Handlowej wysłali tysiąc listów do prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Krytykują w nich opór przed nastawieniem gospodarki na energię odnawialną oraz proponują swoje rozwiązania w tej kwestii.

W ich opinii państwo powinno rozszerzyć definicję prosumenta także na prywatne firmy, samorządy czy Kościoły. Dodatkowo chcą, by państwo ustaliło gwarantowane taryfy sprzedaży energii firmom energetycznym, wspierało OZE w długim okresie oraz by zwolniono prosumentów z opłat za wyprodukowaną energię.

Studentów popiera profesor Andrzej Chochowski, założyciel kierunku.

Listy dotyczą wyłącznie energetyki słonecznej.

Łukasz Markuszewski

Państwowa Rada Ochrony Przyrody, jak dotąd apolityczny organ, opiniujący działania związane z ochroną przyrody w Polsce, przestała istnieć w dotychczasowym składzie. Minister Środowiska skorzystał ze zmiany w prawie, przeprowadzonej już w tym roku przez parlament nowej kadencji, która pozwala mu na manipulowanie składem Rady. Odwołanie członków PROP jest karą za ich poglądy odmienne od wizji obecnego rządu. Decyzja Ministra Środowiska może oznaczać koniec niezależności Państwowej Rady Ochrony Przyrody – organu, który od niemal stu lat konsekwentnie i bezkompromisowo stał na straży ojczystej przyrody – uważają organizacje ekologiczne.

To właśnie członkowie PROP stali na stanowisku, że należy chronić Puszczę Białowieską, sprzeciwiając się propozycji zwiększenia cięć. Zdecydowane stanowisko PROP w sprawie Puszczy nie jest jedynym, które nie spodobało się Ministrowi Janowi Szyszce. Tylko w 2016 roku Państwowa Rada Ochrony Przyrody negatywnie zaopiniowała projekty dotyczące komercyjnego odstrzału żubrów, czy masowego odstrzału dzików w związku z ASF.

Bez względu na ekipę rządzącą i jej opcję polityczną, Rada negatywnie opiniowała szkodliwe pomysły dla polskiej przyrody. Teraz resort środowiska zdecydował się na zmianę składu PROP. Wśród nowych członków przeważają leśnicy, przedstawiciele Polskiego Związku Łowieckiego i inni specjaliści od przekształcania przyrody na potrzeby człowieka, a nie jak dotąd eksperci od ochrony przyrody. Ci ostatni znaleźli się w zdecydowanej mniejszości. Nie ma też fachowców od wód, co stwarza nie lada problem, biorąc pod uwagę rządowe plany budowy dróg wodnych, które zniszczą polskie rzeki.

Zmiana składu Rady wygląda na próbę umożliwienia rządzącym uzyskania pozytywnych opinii legitymizujących wycinkę Puszczy Białowieskiej i prawdopodobnie już wkrótce odstrzału łosia, osłabienia ochrony i zgody na odstrzał wilka, czy też na komercyjne polowania na żubry. Będzie też miała wpływ na stan polskich rzek.

Państwowa Rada Ochrony Przyrody była organem apolitycznym, skupiającym specjalistów i wysokiej klasy praktyków. Celem działania PROP było wsparcie merytoryczne ministerstwa środowiska w zakresie ochrony przyrody w Polsce. PROP posiada długą tradycję (powstała w 1919 roku ) i trwale zapisała się w historii ochrony przyrody w Polsce. Na jej czele stał m.in. profesor Władysław Szafer, postać wybitna, uczony o wielkim autorytecie, twórca ruchu ochrony przyrody w Polsce. Zasiadanie w gremium rady było wyróżnieniem, wyrazem docenienia wkładu w ochronę przyrody i jednocześnie gwarantem podejmowania decyzji podyktowanych jedynie dobrem ojczystej przyrody, a nie interesami wynikającymi z prowadzonej gospodarki leśnej i łowieckiej.

Stanowisko podpisali:

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze

Fundacja Greenpeace Polska

Fundacja WWF Polska

Klub Przyrodników

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków

Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot

źródło: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot

Jeśli majowe wybory w Zjednoczonym Królestwie były gdzieś szczególnie dla Zielonych życzliwe, to na pewno w Szkocji. Jakie są źródła ich sukcesu na północy kraju? (więcej…)

Do polskiej świadomości dotarł ogrom zniszczeń wywołanych gigantycznym pożarem, który ogarnął Indonezję. Kraj ten stał się nagle największym emitentem gazów cieplarnianych na świecie, przeganiając Stany Zjednoczone.

Nie jest to katastrofa naturalna. Pożary wywołane zostały wyłącznie przez działalność człowieka. Są skutkiem masowej wycinki dziewiczych lasów i suszenia torfowisk pod rozległe monokultury roślin, przede wszystkim na potrzeby oleju palmowego.

Czy z tego tragicznego wydarzenia wyciągniemy jakiekolwiek wnioski? Rząd indonezyjski niby zaczyna reagować – świadom tego, że rozmiar gospodarczych zniszczeń, spowodowanych przez te pożary, przekroczył wszelkie korzyści i zyski z biznesu z ostatnich 20 lat.

Podstawowe problemy pozostają jednak nierozwiązane. Unia Europejska wciąż utrzymuje w mocy anachroniczne i szkodliwe przepisy o biopaliwach, które podkręcają biznes palmowy – nie tylko na Dalekim Wschodzie, ale także w Afryce czy w Ameryce Łacińskiej. Korporacyjne rozpasanie w ponadpaństwowym bezkrólewiu nadal pozostaje tematem, o którymi mało się mówi.
Pojawia się jednak nadzieja na zwiększenie świadomości co do tego najbardziej nieetycznego biznesu współczesnego świata – uprawy palmy olejowej.

Splot ludzi i przyrody

Sprawa nie ma wyłącznie wymiaru ekologicznego. Dochodzi tu też aspekt czysto ludzki. W tle największego współczesnego rabunku bogactw naturalnych tzw. Globalnego Południa dochodzi także do masowej kradzieży ziemi pod uprawy. Międzynarodowe korporacje, funkcjonujące w tandemie z lokalnymi skorumpowanymi elitami, skupują olbrzymie połacie ziemi. Często na pograniczu prawa, a czasem wręcz je łamiąc.

Ignorowane są przy tym wszelkie przepisy dotyczące własności plemiennej. Bezlitośnie wykorzystuje się wszelkie niejasności dotyczące własności gruntów. Korzystając ze słabego lokalnego sądownictwa i nieuregulowanych spraw ziemskich (często zagmatwanych problemem „własności plemiennej”) dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi traci ziemie, na których mieszkają od pokoleń, na rzecz korporacji nabywających dziewicze lasy za grosze.

Tam, gdzie dotychczas uprawiano rolę zgodnie z cyklami natury, wdziera się niszczycielski korporacyjny pęd do krótkoterminowego zysku. Proceder przybrał niespotykaną skalę na Dalekim Wschodzie – szczególnie w Indonezji. Nie tylko tam – właściwie cała Afryka i większość obu Ameryk musi mierzyć się z zakusami korporacji.

Oddolny opór

W nielicznych wypadkach mają miejsca spektakularne zwycięstwa, takie jak obalenie rządu Madagaskaru w 2009 roku przez powszechny ruch społeczny, sprzeciwiający się sprzedaży olbrzymich połaci ziemi koreańskiemu Daewoo. Takie wydarzenia są jednak niestety wyjątkiem od reguły.

Do dziś inwestycje w niszczycielskie przedsięwzięcia palmowe wspierane są pożyczkami czy dotacjami Banku Światowego i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jeszcze w 2012 roku w Ugandzie uprawy palmowe korporacji Wilmar International, wspierane przez agencję ONZ IFAD i europejskie banki, takie jak ING Bank Śląski, brytyjski HSBC, niemiecki Deutsche Bank czy holenderski Rabobank, wykosiły cały dziewiczy las na wyspie Bugula na jeziorze Wiktorii, uprzednio okradając mieszkańców tej wyspy z własności ziemi.

A wszystko to dzięki pożyczce IFAD w wysokości 52 milionów dolarów. Agencja została powołana, żeby „umożliwić biednym mieszkańcom terenów wiejskich wydźwignięcie się z biedy”. W jaki sposób? Bezprawnie wywłaszczając z ich ziemi?

Lokalni mieszkańcy nie poddali się. Kontynuują walkę z ONZ, własnym rządem, europejską finansjerą i bezduszną korporacją. Pomimo że organizacje ekologiczne od lat walczą z tym procederem, globalne elity uznają ów biznes za korzystny społecznie i ekologicznie.

Walka trwa

Mit o ekologiczności upraw oleju palmowego padł po wydarzeniach w Indonezji. Temat okradania biednych tego świata przez wielkie korporacje zapewne zostanie pominięty milczeniem. Jednak to właśnie ci biedni wieśniacy stanowią forpocztę ekologicznej walki o przyszłość naszego świata.
Od jej wyniku zależy to, czy uprawy pozostaną rabunkowe, oparte na wyzysku i powodujące nieodwracalne szkody w płucach ziemi, czy też przejmą ją drobni rolnicy, dbający o zrównoważony rozwój jako podstawę ich trwałego dobrobytu. Prawa człowieka po raz kolejny przenikają się z ochroną środowiska.

Tydzień w tydzień dochodzą do nas słuchy o nowych grabieżach w Kambodży, Nigerii, Brazylii, Kenii czy Papui Nowej Gwinei. Wątpliwe, czy nawet ta epokowa tragedia ekologiczna zmieni podstawy tego procederu. Czy wierzycie, że europejskie rządy wprowadzą zakaz grabieży ziemi poza granicami UE? Czy wierzycie, że całkowicie zakażą importu oleju palmowego – szczególnie tego z wątpliwych źródeł? Dotychczasowa niemoc rządów każe nam w to wątpić.

Nasz portfel, nasz wybór

Jak możemy zareagować jako konsumentki i konsumenci? Zacząć od małych kroków. Często sami nie mamy świadomości, jak powszechny jest olej palmowy w naszej diecie czy w produktach codziennego użytku: kremach, makijażach, mydłach, płynach do mycia czy dezodorantach. Praktycznie każdy produkt spożywczy można podejrzewać o jego obecność…

Od początku 2015 roku wszelkie produkty spożywcze i użytku domowego w UE nie mogą oględnie opisywać składnika pod niewiele mówiącym hasłem „olej roślinny”. Każdy zakup można sprawdzić pod kątem stosowania oleju palmowego.

O ile większość produktów łatwo można zastąpić bardziej ekologicznymi substytutami, najgorzej będą mieli „słodyczolubni”. Olej palmowy znajdziemy w około 90% czekolad czy ciastek. Jego odrzucenie uszczupla dietę „czekoladową”, ale konsumpcja tychże wciąż jest jak najbardziej możliwa.

Większość „tanich” czekolad z sieci takich jak Biedronka czy Lidl nie ma w sobie oleju palmowego. Pokazuje to, że kryterium ceny nie jest kluczowym powodem stosowania tego składnika w produkcji. Najbardziej niepocieszeni będą miłośnicy wszelkich produktów typu Nutella, gdyż aż 1/4 składu tych smarowideł to właśnie olej palmowy.

Wiele oleju palmowego wykorzystuje się też w produkcji różnego rodzaju chipsów. W tym przypadku trzeba jednak przyznać, że ich producenci jako pierwsi wyszli problemowi naprzeciw. Wielu z nich stosuje olej palmowy wyłącznie ze zrównoważonych i certyfikowanych upraw RSPO (np. Lorenz czy polska marka Wiejskie Ziemniaczki).

Także ta inicjatywa nie gra jednak w całkiem czyste karty – choć stosuje metody upraw mniej destrukcyjne dla środowiska, to wg Friends of the Earth International wciąż uczestniczą w procederze grabieży ziemi i czyszczenia lasów dziewiczych pod plantacje.

Na zdrowie?

Koniec końców może najlepiej całkowicie zrezygnować z produktów zawierających olej palmowy. Jeśli bowiem aspekt humanitarny i ekologiczny nie wystarcza, to warto wspomnieć o zdrowotnym. Zawiera on do 45 proc. niekorzystnych dla organizmu nasyconych kwasów tłuszczowych, które bardzo mocno wpływają na zdrowie, powodując otyłość, rozwój cukrzycy typu II i wzrost „złego” cholesterolu LDL we krwi.

Składnik, który odbiera ludziom dorobek ich życia, niszczy przyszłość naszą i naszej planety, a w dodatku jest trucizną, wciąż stanowi tak kluczowy element naszego pożywienia. Może już czas to zmienić?
W 2016 roku festiwal AfryKamera (www.afrykamera.pl) bierze udział w kampanii na rzecz uświadamiania na temat oleju palmowego.

Polecamy wejście na stronę kampanii: www.saynotopalmoil.com

Prawo i Sprawiedliwość chce, by posłowie, którzy w trakcie kadencji zmienią klub, tracili mandat parlamentarny. Zapis taki miałaby wprowadzić reforma kodeksu wyborczego.

Mandat imperatywny uchroniłby wątłą większość parlamentarną przed utratą kontroli nad Sejmem, bo w miejsce osób odchodzących z partii i tak wchodziliby posłowie, którzy startowali z list tej partii. Nie wiadomo co działo by się w przypadku wyrzucenia posła z klubu.

Rozwiązaniem zainteresowana jest także PO, która obawia się transferów do Nowoczesnej. Politycy organizacji Ryszarda Petru również nie mówią rozwiązaniu „nie”, którzy jednak obawiają się wzmocnienia roli liderów partii i ograniczenia praw parlamentarzystów.

Przeciwko pomysłowi są politycy klubów Kukiz’15 i PSL, którzy nie chcą, by to lider decydował o tym, kto będzie w parlamencie.

Mandat imperatywny funkcjonuje w Portugalii i częściowo w Niemczech.

Łukasz Markuszewski

Pięć wysp na archipelagu Wysp Salomona zatonęło w skutek podnoszenia się poziomu morza oraz erozji. Kilkudziesięciu mieszkańców przesiedlono na inne wyspy. Zajmowały one powierzchnię od jednego do pięciu hektarów.

Wyspy Salomona są jednym z wielu wyspiarskich krajów regionu zagrożonych zatonięciem. Może się tak stać w ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat. Rząd państwa wzywa społeczność międzynarodową do podjęcia zdecydowanych kroków walce z ocieleniem klimatu.

Łukasz Markuszewski

Foto: Nick/Hobgood/Flickr/Creative Commons

Foto: Nick/Hobgood/Flickr/Creative Commons

Werner Faymann ustąpił ze stanowiska kanclerza Austrii i lidera Socjaldemokratycznej Partii Austrii (SPÖ). Decyzja związana jest z porażkami wyborczymi  centrolewicy w ostatnim czasie i niestałą polityką Faymanna.

Socjaldemokraci w ostatnich latach ponosili porażkę za porażką. Nie jest w stanie od lat przebić się ponad poziom 26% poparcia, co przekłada się na powstawanie kolejnych wielkich koalicji z chadekami. Dodatkowo sromotną klęskę poniósł kandydat SPÖ w wyborach prezydenckich, który uzyskał ledwie 11% poparcia.

Oprócz tego Faymann miał przeciw sobie część partii, zwłaszcza związki zawodowe i młodzieżówkę, które to krytykowały zarówno neoliberalną politykę ekonomiczną rządu, jak i odejście od polityki otwartych drzwi w sprawie imigrantów.

Faymanna na stanowisku szefa państwa zastąpił tymczasowo wicekanclerz Reinhold Mitterlehner z koalicyjnej Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP).

W samej ÖVP też dochodzi do tarć wewnętrznych na linii strategii partii. Prawica partyjna domaga się ostrzejszej odpowiedzi na kryzys migracyjny i skłania się ku współpracy z austriackimi ksenofobami i Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ).

Łukasz Markuszewski

Premier Francji, Manuel Valls, zapowiedział, że tego lata powstanie specjalny obóz dla radykałów islamskich, który będzie miał za zadanie ich reedukację. Docelowo taki obóz ma stanąć w każdym regionie Francji do końca 2017 r.

Dodatkowo także rząd przeznaczy na walkę z dżihadyzmem w sumie 40 mln euro, z czego część ma być przeznaczona na ściganie młodych ludzi aktywnych w środowiskach dżihadystów lub mogących dołączyć do ich radykalnych organizacji.

Za realizację planu odpowiedzialne będą samorządy, jednak wspierać je będą agencje rządowe, w tym komunikacyjne, które mają stworzyć zaporę dla radykalnej propagandy, jak i specjalna rada naukowa ds. islamizmu, która powstać ma przy premierze.

Szacuje się, że we Francji mieszka ok. 10 tys. radykalnych muzułmanów. Cała populacja francuskich muzułmanów szacowana jest na ok. 5 milionów.

Łukasz Markuszewski

 

Minister skarbu, Dawid Jackiewicz, zapowiedział, że resort zamierza przygotować plan konsolidacji przemysłu rolno-spożywczego w jedno przedsiębiorstwo publiczne, co ma dać oszczędności na poziomie kilkuset milionów złotych z samych wspólnych zakupów.

Według Jackiewicza, w Polsce istnieje około osiemdziesięciu przedsiębiorstw, które, jak Krajowa Spółka Cukrowa, zajmują się skupem, przechowaniem i przetwarzaniem surowców. Połączenie ich umożliwiłoby utworzenie dużego holdingu narodowego, który lepiej byłby w stanie konkurować na rynku z koncernami międzynarodowymi, czy choćby europejskimi. Pojedynczo firmy te skazane są na porażkę. Według ministra pieniądze udałoby się zaoszczędzić także na biurokracji, która zostałaby ograniczona.

Łukasz Markuszewski

Zatrudniającą 1500 osób fabrykę za 800 mln euro zamierza w Jaworze na Dolnym Śląsku otworzyć niemiecki koncern samochodowy Daimler. Zakład ma produkować silniki dla takich marek jak Mercedes.

Jak powiedział rzecznik Daimlera, w pierwszym okresie przewidziane są inwestycje na łączną kwotę 500 mln euro. Zaznacza, że finalizacja rozmów zależeć będzie od wsparcia strony rządowej. Decyzja w tej sprawie ma zostać ostatecznie podjęta do końca roku, a fabryka stanąć ma do 2020 r.

Zakład ma stanąć w Dolnośląskiej Strefie Aktywności Gospodarczej – S3 Jawor (DSAG-S3), która jest częścią Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W 2015 r. zainteresowania inwestycjami na tym terenie zainteresowana była indyjska grupa TATA produkująca brytyjskie marki samochodów Jaguar i Land Rover, nie doszło jednak do tego z powodu „zbyt wygórowanych oczekiwań inwestora w stosunku do państwa”. Chodziło tu o wysoką pomoc publiczną dla inwestora.

Niedawne badania wykazały, że specjalne strefy ekonomiczne przynoszą zyski społeczne znacznie niższe niż koszty ich utrzymywania.

Łukasz Markuszewski