Środowiska naukowe i organizacje pozarządowe apelują do Banku Światowego o wycofanie się z finansowania inwestycji prowadzących do niszczenia polskich rzek! Niepotrzebna rozbudowa dróg wodnych i wiążąca się z nieuniknioną regulacją rzek, zniszczy unikalne wartości polskiej przyrody.
Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA oraz Zielony Instytut, działając w imieniu ponad 60 organizacji naukowców i samorządowców, 11 sierpnia złożyły w biurze Banku Światowego w Warszawie apel dotyczący zaniechania planów rozwoju żeglugi śródlądowej na polskich rzekach. Do apelu dołączony został również list do Prezesa Banku Światowego Jim Yong Kim w sprawie Projektu Banku Światowego Ochrona Przeciwpowodziowa Dorzecza Odry i Wisły (zwanego dalej: Projektem).

Pod biurem Banku Światowego odbyła się manifestacja oraz konferencja prasowa, podczas której wyjaśniano powody akcji. Sygnatariusze apelu kwestionują sens Projektu wartego ponad $1,3 mld, który mieliby sfinansować głównie polscy podatnicy. Projekt wpisuje się w nierealistyczne, forsowane przez rząd plany zamiany polskich rzek w żeglowne kanały.
Projekt Banku jest bałamutny, pod hasłem ochrony przeciwpowodziowej kanalizuje Odrę dla żeglugi śródlądowej, niszczy przyrodę i pogarsza bezpieczeństwo powodziowe – podsumowuje Radosław Gawlik z EKO-UNII.
W 2010 roku Warszawę przed katastrofalną w skutkach powodzią uratowała także dzika i nieuregulowana Wisła. Dzięki temu, że fala powodziowa częściowo rozlała się w swoim środkowym biegu rzeki Stolica była nie zagrożona. Mądra ochrona przeciwpowodziowa dla ludzi i środowiska to budowanie suchych polderów, ochrona terenów wilgotnych i lasów. Zamiast betonować rzeki, należy dać im przestrzeń.
Plan rozwoju żeglugi w Polsce nie ma sensu gospodarczego. Rząd, po skanalizowaniu rzek, zapowiada przewiezienie nimi ok. 28 mln ton towarów w 2020 r. Pomijając realność tego zamiaru co do wielkości i towarów, które można wozić po rzekach, to nawet dwukrotnie większą ilość towarów może przewieźć bez problemu coraz nowocześniejsza polska kolej. PKP w 2014 roku przewiozły 228 mln ton. Nie ma uzasadnienia dla tworzenia przez rząd za publiczne środki sztucznej konkurencji dla państwowych, przez lata modernizowanych i dofinansowywanych kolei.
Nie jest też zrozumiałe dlaczego Projekt miałby zostać wsparty kwotą ponad $219 mln ze strony Komisji Europejskiej, która jednocześnie skutecznie skarży Polskę za sposób regulacji rzek przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości (ETS). W dniu 30 czerwca 2016 r. ETS orzekł, że Polska naruszyła ramową dyrektywę wodną oraz że przeprowadzane w Polsce projekty osuszania i kanalizacji rzek prowadziły do pogorszenia stanu ekosystemów, a ich wpływ na poziom ochrony przed powodziami był wątpliwy.
Jeden z sygnatariuszy apelu Sławomir Chmielewski, burmistrz Gminy i Miasta Mogielnica zauważa:
Zamkniecie Wisły i Odry w kanałach przystosowanych do żeglugi wielkich barek, gminom nadrzecznym nie przyniesie niczego dobrego. Nasz rozwój wiąże się z zachowaniem unikalnej przyrody tych rzek oraz rozwojem transportu pasażerskiego i usług turystycznych. Dziś trzeba dostosować zanurzenie statków do rzeki a nie odwrotnie.
Dla organizacji ekologicznych i dla całego społeczeństwa nie powinno być obojętne, iż kosztowne i archaiczne plany rozwoju dróg wodnych zagrażają zniknięciem unikalnych w całej Europie walorów przyrodniczych.

Odra Zachodnia. Foto: Tomasz Przywecki/Flickr/Creative Commons
Paweł Pawlaczyk, współautor ekspertyzy Klubu Przyrodników, przestrzega:
Na całej długości środkowej i dolnej Odry, działania projektu stanowią krytyczne zagrożenie dla zasobów siedliska przyrodniczego rzeki z mulistymi brzegami. Także dla bezcennych aluwialnych siedlisk, takich jak łęgi wierzbowe, topolowe, olszowe, wiązowo-jesionowe oraz łąki selernicowe. Negatywne skutki dotkną całego łańcucha obszarów chronionych, ciągnącego się nieprzerwanie od Malczyc aż do Szczecina (m.in. 8 obszarów Natura 2000).
Protestujący zaapelowali do Prezesa Banku Światowego o ponowne przeanalizowanie i wycofanie się z finansowania tego Projektu, poddanie jego założeń szerokiej dyskusji naukowej i społecznej oraz wsparcie rozwiązań rzeczywiście poprawiających bezpieczeństwo przeciwpowodziowe.
Treść apelu dostępna jest online pod adresem
http://eko.org.pl/index_trendy.php?dzial=2&kat=17&art=1708
źródło: www.eko.org.pl
Jeśli lewica chce przekuć rosnące w siłę nastroje antyestablishmentowe w Europie, musi postawić na stole kwestię przyszłości kapitalizmu oraz odpowiedzieć na napięcie między dalszą integracją ekonomiczną a przyszłością demokracji w Europie. (więcej…)
Filozof, językoznawca i krytyk społeczny Noam Chomsky rozmawiał niedawno o swoich doświadczeniach związanych z aktywizmem w miasteczkach uniwersyteckich oraz wizji sprawiedliwego społeczeństwa. Pretekstem do rozmowy była inauguracja nowej ambitnej inicjatywy the Next System Project polegającej na organizowaniu w USA krytycznych debat będących rodzajem protestów (teach-in). Chomsky, który jest jednym z pierwszych sygnatariuszy deklaracji Next System Project, opowiada o relacjach kultury, ruchów społecznych i eksperymentów gospodarczych, których „odpowiednie skorelowanie” może pomóc zbudować podstawy nowego systemu szybciej niż się wydaje.
Next System Project (NSP): W ramach the Next System Project organizowane są dziesiątki krytycznych debat w kampusach w całym kraju. Jakie jest pana zdanie o takim podejściu do zaangażowania społeczności studenckich w proces głębokiej i krytycznej refleksji. Czy pomogą one zmienić nasze społeczeństwo?
Noam Chomsky: Posłużę się przykładem z własnego doświadczenia. Pracuję w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (MIT) od 65 lat. Kiedy tam przyjechałem, kampus był bardzo cichy i bierny: sami biali mężczyźni, elegancko ubrani, układni, zawsze przygotowani i tak dalej. Tak było przez prawie całe lata 60. poprzedniego wieku, przez cały ten burzliwy okres. Byli ludzie, którzy się angażowali, ale bez przesady. Były akcje na rzecz pokoju i sprawiedliwości, ale rzadko z inicjatywy studentów.
Właściwie kampus w ogóle nie był politycznie zaangażowany. Kiedy w 1968 roku administracja Lyndona Johnsona przymierzała się do powolnego wycofywania się z wojny w Wietnamie, postanowiła pojednać się ze studentami. Wyznaczyli do tego zadania najmniej odpowiednią osobę, byłego harvardzkiego dziekana, McGeorge’a Bundy’ego, który ich zdaniem wiedział, jak rozmawiać ze studentami. No i odwiedzał kampusy i wszyscy mieliśmy się jednać. Na początek wybrali bardzo bezpieczne miejsca. MIT był drugi na liście, ale to był błąd. Pojawiło się bowiem kilkoro zaangażowanych i zorganizowanych studentów. Kiedy przysłali Bundy’ego, wkurzony tłum studentów otoczył go i żądał wyjaśnień, dlaczego angażował się w tak skandaliczne sprawy. No i tak zakończyło się pojednanie.
Już wtedy mała grupa studentów skutecznie organizowała kampus wokół kilku spraw, którymi wtedy wszyscy żyliśmy. Coraz głośniej mówiło się o wojnie w Wietnamie, rasizmie i początkach ruchu kobiecego. W kilka lat kampus MIT stał się prawdopodobnie najbardziej zaangażowany i radykalny w całych Stanach. Mike Albert, jeden z ówczesnych liderów, został wybrany na przewodniczącego samorządu studentów, głosząc tak radykalne poglądy, że trudno było w to uwierzyć. Ogólnie kampus przeszedł wtedy ogromne zmiany – w zakresie kultury i organizacji.
Po raz pierwszy podjęto poważną dyskusję na temat etycznego wymiaru rozwoju technologicznego, która toczy się po dziś dzień. Dosłownie kilka minut temu dyskutowałem o tym ze studentami, tak jak robi się to w serwisie Reddit. Studenci zaczęli poruszać wiele kwestii, co na początku lat 60 było nie do pomyślenia. Podobne zmiany zachodziły we wszystkich miasteczkach uniwersyteckich. Zmieniała się kultura i całe społeczeństwo. Przez ostatnie lata znaczny postęp widzieliśmy właśnie w zakresie spraw społecznych i kulturowych, natomiast poważnemu regresowi uległy polityka i ekonomia. Nie tyle nie udało nam się zmniejszyć podziałów klasowych i poprawić głównych instytucji publicznych, co obserwujemy zmiany na gorsze. Są też istotne zmiany na lepsze: pozytywny stosunek do praw kobiet i praw obywatelskich, sprzeciw wobec agresji, troska o środowisko naturalne, to kroki w dobrym kierunku. Duża w tym zasługa aktywistek i aktywistów na uniwersytetach, których udział w zmianach społecznych był i jest ważny.
To zrozumiałe i nie ogranicza się do amerykańskiego kontekstu. Studia to wolność, niedostępna na innych etapach życia. Nie kontrolują nas rodzice. Przeważnie nie musimy jeszcze przejmować się zarabianiem na życie, często na poniżających warunkach. Możemy poznawać świat, tworzyć, działać i organizować się. Aktywizm na uniwersytetach odegrał w ostatnich latach fundamentalną rolę w inicjowaniu i napędzaniu istotnych zmian społecznych. Nie widzę powodów, by teraz miało być inaczej.
NSP: Dlaczego akurat teraz powinniśmy rozmawiać o regresie polityki i ekonomii w naszym społeczeństwie? Dokąd taka dyskusja ma nas zaprowadzić?
Noam Chomsky: Odpowiedź na te pytania wymaga nakreślenia szerszego tła. Obecna sytuacja pod wieloma względami różni się od wielkiego kryzysu z lat 30. XX wieku. Mam swoje lata i dobrze pamiętam. Obiektywnie patrząc, było znacznie gorzej niż teraz. Ale subiektywnie można powiedzieć, że było lepiej. Był to bowiem okres nadziei dla całej mojej rodziny, głównie bezrobotnej, robotniczej, niewykształconej – często bez dyplomu ukończenia szkoły średniej. Byliśmy jednak zaangażowani, zorganizowani i optymistyczni. Pamiętam burzliwe strajki. Na początku akcje Kongresu Związków Zawodowych (CIO) były brutalnie pacyfikowane, ale w połowie lat 30. strajki nabierały znaczenia. Kongres był dobrze zorganizowany. Strajki okupacyjne poważnie ograniczały kapitalistom możliwość kontrolowania środków produkcji i to przemawiało do nich. Ówczesna administracja była całkiem życzliwa dla robotników. Chociaż działały wtedy różne partie polityczne, to właśnie związki zawodowe dawały ludziom nie tylko możliwość zaangażowania się, lecz również poczucie solidarności, wzajemnego wsparcia i wymiany idei. Dawały ludziom nadzieję, że wkrótce będzie lepiej – bez względu na to, jak źle jest tu i teraz.

Strajk okupacyjny, lata 30.
Zdobyczy było wiele. Nowy Ład dał ludziom bardzo dużo – nie wszystko było idealne, ale życie naprawdę uległo poprawie. Pod koniec lat 30. biznes już przechodził do ofensywy, ponieważ był przyzwyczajony do władzy. Udało się ją zahamować podczas wojny i właściwie pełną parą ruszyła dopiero po jej zakończeniu. Jej celem było zniszczenie radykalnej demokracji, której uczyliśmy się podczas wielkiego kryzysu i wojny. Ten trend nie dotyczył tylko Stanów Zjednoczonych, ale całego świata. Ta ofensywa nadal trwa.
Aktywizm rozkwitał w latach 60., a opór i reakcja rosły w latach 70., co wieńczył szczególnie trudny okres prezydentury Ronalda Reagana, którego neoliberalna polityka siała spustoszenie nie tylko u nas, ale gdziekolwiek i pod jakąkolwiek postacią postanowiono ją realizować. W Stanach neoliberalizm psuł demokrację i podważał politykę społeczną, która większości ludzi miała dać szansę awansu. To dotyczy praktycznie wszystkiego. Weźmy płace realne mężczyzn. Obecnie są mniej więcej na takim samym poziomie jak w latach 60. Odnotowano istotny wzrost – nie tak silny jak w poprzednich latach, ale ciągle znaczący – ale napycha on kieszenie bardzo małej grupie.

Architekci neoliberalizmu, rok 1984
Od ostatniego kryzysu finansowego w 2008 roku około 90% wypracowanego wzrostu gospodarczego ląduje w kieszeniach 1% populacji. System polityczny nigdy nie był wrażliwy na nastroje wśród mas, ale obecnie zaczyna on przypominać plutokrację. Badania pokazują, że około 70% społeczeństwa nie ma reprezentacji, a ci, którzy je reprezentują nie liczą się z jego zdaniem.
Kilka lat temu ktoś zauważył, że społeczno-ekonomiczna sytuacja grup, które nie głosują w USA, przypomina grupy, które w innych krajach, choćby w Europie, głosują na partie pro-pracownicze i socjaldemokratyczne, których w Stanach nie ma. Mamy natomiast partie, które geograficznie wywodzą się wprost z wojny secesyjnej, kierujące się interesem biznesu, a nie interesem klasowym. Problem z klasą polityczną ciągle rośnie. Przyczynia się do niebezpiecznej sytuacji, w której coraz więcej ludzi jest wkurzonych i zmarginalizowanych. Jest inaczej niż w latach 30., ponieważ brakuje nadziei, którą razem z solidarnością zastąpiła izolacja, gniew, strach i nienawiść – łatwy cel dla demagogów, czego przykładów widzimy dziś coraz więcej. Znaleźliśmy się w niebezpiecznej sytuacji, z której ciągle jest wyjście, i to właśnie studentki i studenci mają możliwości je znaleźć, zmieniając powiązane ze sobą instytucje publiczne, gospodarcze i polityczne w tym kraju.
Istnieją zagrożenia, których nie da się tak po prostu zażegnać. Ludzkość jest w momencie, kiedy musi podjąć decyzje mające wpływ na to, czy przetrwanie na przyzwoitym poziome w ogóle jest możliwe. Katastrofa klimatyczna, konflikty zbrojne, czy pandemie to bardzo poważne wyzwania, z którymi obecne instytucje sobie nie radzą. To już właściwie fakt. Muszą zajść istotne zmiany podobne do tych w latach 30. ubiegłego wieku, ale nie będzie ich bez naprawdę skutecznych masowych ruchów społecznych.
NSP: Niedawne badanie wśród osób od 18 do 26 roku życia pokazało, że 58% ankietowanych uważa, że socjalizm „jest najbardziej opiekuńczym systemem politycznym”, a 6% wskazało na komunizm. Wydaje się, że mamy rosnące zainteresowanie socjalizmem wśród młodych ludzi, choć chyba ciągle trudno powiedzieć, co to oznacza. Czy to dobry moment, by roztrząsać kwestie własności, władzy oraz zasad organizacji, które pozwalają zbudować wspólnotę, zrównoważony rozwój i pokój? Czy może to debata ciągle zbyt akademicka, skoro projekt polityczny z prawdziwego zdarzenia, który miałby oparcie w masach to ciągle pieśń przyszłości?
Noam Chomsky: Ja nie jestem taki pewny, czy przyszłości. Spójrzmy na ostatni kryzys gospodarczy. Jedną z konsekwencji było przejęcie przez rząd praktycznie pełnej kontroli nad przemysłem samochodowym. Mieli kilka rozwiązań. Zdecydowali się opodatkować płace, wykupić właścicieli i kierowników, by następnie system mógł pracować tak samo jak przed kryzysem. Może i pojawiły się nowe nazwiska, ale ta sama nietknięta struktura miała nadal robić to samo – samochody. Ale mogli przecież przekazać władzę pracownicom i pracownikom, wprowadzić demokratyczny system kontroli i zarządzania oraz dostosować produkcję do potrzeb społeczności. Nie potrzebujemy więcej samochodów. Potrzebujemy efektywnego systemu komunikacji zbiorowej – z wielu powodów. Z Pekinu do Kazachstanu kursuje już szybka kolej, ale z Bostonu do Nowego Jork jeszcze nie. Infrastruktura jest w ruinie i potwornie szkodzi środowisku. Ludzie spędzają pół swojego życia w korkach. To bolączka wolnego rynku, który daje konsumentom wybór między fordem a toyotą. Nie daje jednak wyboru między samochodem a dobrym transportem publicznym.
Rozwiązania, o których wspomniałem angażują wspólnoty, ruchy demokratyczne, organizacje, opierają się na poczuciu solidarności. Alternatywne rozwiązania były możliwe jeszcze kilka lat temu, kiedy mieliśmy inne nastroje społeczne. Moim zdaniem rząd miał je w zasięgu ręki. Dowodów nie muszę szukać daleko, bo miałem je niedaleko swojego domu na przedmieściach Bostonu. Działał tam całkiem dobry zakład produkujący części do samolotów. Korporacja, która była jej właścicielem uznała jednak, że przynosił zbyt niski zysk i postanowiła go zamknąć. Progresywny związek zawodowy chciał zakład odkupić, co opłacało się korporacji, ale chyba głównie z powodów klasowych odrzucili tę propozycję. Jeśli wtedy społeczeństwo wspierałoby tę inicjatywę, to przejęcie zakładu doszłoby do skutku i mielibyśmy prosperujący biznes w rękach pracowników. Takich przykładów jest więcej.
Uważam, że to wcale nie jest pieśń przyszłości. Od alternatywnych rozwiązań dzieli nas cienka warstwa pozorów naszej świadomości. Trzeba je uwolnić, co zresztą już się dzieje. Pamiętajmy o tym, że obecny system polityczno-ekonomiczny pod wieloma względami nie reaguje na postawy obywatelek i obywateli. Ciągle nam o tym przypominają. Weźmy choćby Berniego Sandersa, którego poglądy uchodzą za radykalne czy nawet ekstremistyczne. Jeśli się im jednak przyjrzymy, okazuje się, że odzwierciedlają od dawna wyrażaną wolę społeczeństwa. Weźmy państwową służbę zdrowia. Obecnie około 60% ludzi popiera takie rozwiązanie, co jest zaskakujące, zważywszy, że jego zwolenników w debacie publicznej praktycznie brak, a wszyscy ciągle je demonizują. Ale historia pokazuje, że ludzie są konsekwentni. Pod koniec prezydentury Reagana około 70% społeczeństwa uważało, że państwowa służba zdrowia powinna być wpisana do konstytucji, jako podstawowe prawo, a co ciekawe 40% było przekonane, że taki zapis już w niej jest.
To jest właśnie konsekwencja. Powszechną służbę zdrowia uważa się za politycznie niemożliwą tylko dlatego, że instytucje finansowe i korporacje farmaceutyczne są jej przeciwne. To z kolei mówi nam wiele na temat naszego społeczeństwa, ale nie jego woli. Inne sprawy mają się podobnie: społeczeństwo ma od dawna podobne poglądy na temat darmowych studiów czy wyższych podatków dla bogatych, ale rozwiązania polityczne idą w przeciwnym kierunku. Jeśli tylko udałoby się zorganizować i zmobilizować społeczeństwo, wespół z organizacjami nauczonymi współpracy i solidarności, takimi jak związki zawodowe, to moim zdaniem pozorów nie dałoby się dłużej zachować, a alternatywne rozwiązania mogłyby zyskać poparcie i być wprowadzane w życie.
NSP: Jeśli mamy rozmawiać o własności i demokracji w gospodarce, jakie idee lub modele będą nam pomocne? Czy mamy skupić się na pracownikach? Czy może społecznościach? Czy gospodarka powinna działać w oparciu o zasadę subsydiarności? A co z przemysłem ciężkim? Czy według pana powinniśmy czerpać z różnych rozwiązań, brać pod uwagę cele i interesy różnych instytucji, aby stworzyć strategię dla całego kraju?
Noam Chomsky: Jestem zdania, że wszystkie postępowe inicjatywy powinny być podejmowane nie tyle równolegle, co we współpracy, ponieważ to by je tylko wzmocniło. Jeśli mamy zakład, w którym pracownicy są właścicielami i kierownikami, i który znajduje się w społeczności, która stworzyła powszechny budżet i prawdziwie demokratyczne procedury, to wszystkie te rozwiązania wzmacniają się nawzajem i przez to mogą być kopiowane w innych miejscach. I to w bardzo szybkim tempie. Mój przykład z przedmieścia Bostonu mógłby być powielany w całych Stanach. Ludzie tacy jak David Ellerman pracują nad takimi rozwiązaniami od lat. Co rusz jakaś korporacja międzynarodowa postanawia zamknąć zakład, w którym pracownicy są zadowoleni, a praca przynosi zyski, ale dla niej są zbyt niskie. Często pracownicy organizują się, by przejąć zakład i udaje im się. Niekiedy jednak nie udaje się, choć zakład w rękach pracowników dawałby zysk nieporównywalny do zamknięcia. Biznes ma powody, by takie zmiany blokować – dobrze wie, że takie przejęcia mogłyby pojawić się w innych miejscach.
Na świecie funkcjonują sprawne modele biznesowe tego typu, jak choćby spółdzielnia Mondragon. Nie są doskonałe, ale skoro udało się w Kraju Basków, czemu miałoby się nie udać po drugiej stronie Atlantyku. Ludzie tego chcą. Do przemyślenia jest idea pracy najemnej. Często się o tym zapomina, ale w trakcie rewolucji przemysłowej, pod koniec XIX wieku, praca najemna była właściwie tożsama z niewolnictwem. Różnica polegała na tym, że praca najemna była tymczasowa. Nawet Partia Republikańska sprzeciwiała się niewolnictwu najemnemu. Dlaczego jedni mieliby rozkazywać innym? To jest relacja pana i niewolnika, nawet jeśli jest tymczasowa.
Ruch robotniczy w XIX wieku był reprezentowany przez media. Robotnicy i robotnice mieli swoje gazety, prowadzili je i pisali dla swoich. Wiele z nich to były właśnie kobiety – dziewczyny z fabryk włókienniczych. Prowadzono nieprzerwany atak na pracę najemną. Głoszono hasła: „Pracownicy zakładów powinni zostać właścicielami”. Sprzeciwiano się narzuconej siłą industrializacji społeczeństwa, która całkowicie niszczyła kulturę. Podejmowano próby, by połączyć siły z radykalnym ruchem agrarnym. Wtedy mieliśmy społeczeństwo rolnicze, a rolnicy chcieli pozbyć się bankierów i kupców z północnego wschodu i dalej robić swoje. To był radykalnie demokratyczny moment w historii. Robotnicy zarządzali całymi miastami, jak choćby centrum przemysłowe Homestead, w Pensylwanii. Wiele z takich przyczółków zostało zniszczonych siłą, ale powtórzę – pozorów nie da się dłużej zachować, te rozwiązania są na wyciągnięcie ręki i znowu mogą wziąć górę.

Odpowiedzią kapitalizmu na próby zmiany systemu przez ruchy robotnicze w XIX wieku była przemoc państwowa i paramilitarna.
NSP: Jednym z pana głównych zainteresowań jest imperializm. Na jakich podstawach powinniśmy budować społeczeństwo, które odrzuca militaryzm i imperializm? Jaka instytucjonalną strukturę powinny mieć społeczności, gospodarka, system polityczny?
Noam Chomsky: Zasadniczo odpowiedź na te pytania sprowadza się do kwestii solidarności. Międzynarodowej solidarności. Dobrym przykładem jest tak zwany kryzys migracyjny. Ludzie w Meksyku i Ameryce Centralnej migrują do Stanów. Dlaczego? Ponieważ zniszczyliśmy ich społeczeństwa. Oni wcale nie chcą żyć u nas. Chcą mieć dom. Powinniśmy okazać im solidarność i przede wszystkim pozwolić im migrować, jeśli w ten sposób mogą uchronić się przed warunkami, które przez nas panują w ich krajach. Ale powinniśmy też pomóc im odbudować ich własne społeczeństwa. Tak samo jest w Europie. Ludzie z Afryki migrują do Europy. Dlaczego? Kilka ostatnich wieków dostarcza wiele odpowiedzi na to pytanie. Europa ponosi odpowiedzialność i powinna przyjmować, integrować migrantów oraz pomagać w odbudowie społeczeństw, które sama zniszczyła, i na których zbudowała swoje bogactwo.
My też jesteśmy odpowiedzialni. Nasze bogactwo i przywileje w dużej mierze zawdzięczamy niewolnictwu – najbardziej masowemu i brutalnemu zniewoleniu ludzi w historii. Bawełna była XIX-wieczną ropą naftową. Napędzała wczesną rewolucję przemysłową, a za bogactwem Stanów Zjednoczonych, Anglii i innych krajów stały przede wszystkim przerażające obozy pracy niewolniczej w Ameryce Północnej, gdzie stosowano brutalne tortury w celu zwiększenia produktywności, co z kolei napychało kieszenie kapitalistom. Pierwsze zakłady były właśnie zakładami włókienniczymi. Do rozwoju systemu finansowego przyczynili się kupcy i handlarze tekstyliów. Echo tamtych czasów ciągle dobrze słychać. Wiele konkretnych problemów tego systemu to pochodne niszczącej siły imperializmu.
Jednym z przykładów jest Afryka. Pod koniec XIX wieku fragmenty Afryki Północnej były w takim stanie jak Japonia. Jedna rzecz je odróżniała. Japonia nie była skolonizowana, więc mogła naśladować model rozwoju państw uprzemysłowionych i stać się potęgą przemysłową. W Afryce Wschodniej proces ten zablokował imperializm. Dziś trudno w to uwierzyć, ale w 1820 roku Egipt był na poziomie Stanów Zjednoczonych. To były bogate społeczeństwa rolnicze. Miały pod dostatkiem bawełny – głównego surowca w tamtych czasach. Egipski rząd realizował model rozwoju gospodarczego podobny do amerykańskiego modelu autorstwa Alexandra Hamiltona. Różnica polegała na tym, że Stany Zjednoczone skruszyły okowy imperializmu, a Egipt nie. Brytyjczycy bardzo jasno dali do zrozumienia, że nie pozwolą na rozwój niezależnej konkurencji na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Z czasem Egipt stał się tym dzisiejszym Egiptem. Stany Zjednoczone zostały Stanami. Tak wyglądała spora część historii nowożytnej, z pewnymi wyjątkami. Nie możemy o tym zapomnieć.
Na zbrodnie imperializmu należy odpowiedzieć uznaniem ich, zadośćuczynieniem i solidarnością wobec ofiar. Nie mówimy przecież o historii starożytnej. Weźmy na przykład tak zwany kryzys uchodźczy w Europie. Ludzie z Afganistanu i Iraku żyją w strasznych warunkach w obozach na terenie Grecji. Dlaczego akurat oni? Co takiego wydarzyło się w Afganistanie czy Iraku?
Przełożył Robert Reisigová-Kielawski
źródło: The Next System Project
Dziękujemy redakcji strony The Next System Project za pozwolenie na publikację tego tłumaczenia.
Papież Franciszek mówi, że właściwy nowoczesnej gospodarce kult „bożka pieniędzy” prowadzi do pozbawienia praw obywatelskich i ekstremizmu.
Papież Franciszek zaskoczył dziennikarzy podczas lotu z Krakowa do Watykanu w niedzielę wieczorem, gdy stwierdził, że przyczyną ekstremistycznej przemocy w Europie i na Bliskim Wschodzie jest „bożek pieniędzy”, ponieważ bezwzględna globalna gospodarka popycha pozbawionych praw ludzi do agresji.
Według the Wall Street Journal, papież powiedział dziennikarzom, że „Terroryzm wzrasta, kiedy nie ma żadnej innej opcji, tak długo jak światowa gospodarka ma w swoim centrum bożka pieniędzy, a nie osobę” . „Jest to podstawowy terroryzm, przeciwko całej ludzkości”.
Papież odpowiadał na pytanie dziennikarza o to, czy istnieje związek pomiędzy Islamem a terroryzmem, szczególnie w kontekście śmiertelnego ataku na księdza, przeprowadzonego przez muzułmańskich ekstremistów w zeszłym tygodniu we Francji.
Jak podaje agencja Reutersa, papież powiedział: „Pytam sam siebie, jak wielu jest młodych ludzi, których my, Europejczycy pozbawiliśmy ideałów, którzy nie mają pracy. Sięgają oni po narkotyki i alkohol lub zaciągają się do ISIS”.
Papież stwierdził, że żadna religia nie ma monopolu na przemoc, The Wall Street Journal zauważa, że jego własne doświadczenie w dialogu międzyreligijnym pokazało mu, że „Muzułmanie dążą do pokoju i spotkania”. „Twierdzenie, że Islam jest religią terrorystyczną, jest niezgodne z prawdą i niesprawiedliwe”. I dodał [papież], że żadna religia nie ma monopolu na agresywnych wyznawców.
„Jeśli mówię o islamskiej przemocy, powinienem również mówić o przemocy katolickiej. Nie wszyscy muzułmanie są agresywni, nie wszyscy katolicy są agresywni”, powiedział papież Franciszek. Państwo Islamskie jest „małą grupą fundamentalistyczną”, nie jest reprezentatywne dla całego Islamu, dodał.
„Prawie we wszystkich religiach zawsze jest mała grupa fundamentalistów”, nawet w kościele katolickim, chociaż niekoniecznie stosująca przemoc fizyczną, zauważył papież. „Można zabić słowem, tak samo jak nożem”.
Uwagi te poprzedzone były podobnymi komentarzami w poprzednią środę, gdy papież stwierdził, że przyczyną obecnych konfliktów na Bliskim Wschodzie nie jest religia czy też tzw. „Terroryzm islamski”, lecz walka o interesy gospodarcze i polityczne.
Według the Wall Street Journal, papież powiedział w środę: „Jest wojna o pieniądze. Jest wojna o zasoby naturalne. Jest wojna o dominację nad narodami. Niektórzy mogą myśleć, że mówię o wojnie religijnej. Nie. Wszystkie religie pragną pokoju; to inni ludzie chcą wojny”.
Nika Knight (Common Dreams)
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
źródło: Common Dreams
Artykuł opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 .
29 lipca br. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot złożyła krytyczne uwagi do projektu zmiany ustawy o ochronie przyrody autorstwa resortu Jana Szyszki. Analiza nowych regulacji ujawnia, że Ministerstwo Środowiska wydało wojnę polskiej przyrodzie i standardom jej dotychczasowej ochrony. Skandaliczna liberalizacja prawa spowoduje postępującą degradację ojczystej przyrody.
Zmiany jakie szykuje minister Szyszko to między innymi:
- zniesienie dotychczasowej ochrony drzew i krzewów, co spowoduje niekontrolowaną, masową wycinkę drzew na terenie całego kraju.
- możliwość pozyskania zwierząt objętych ochroną częściową (np. bobrów) z pominięciem spełnienia przesłanki braku alternatywnych rozwiązań, co tworzy nadrzędność zabijania nad innymi formami ograniczenia szkód.
- ograniczenie roszczeń odszkodowawczych od Skarbu Państwa za szkody spowodowane przez gatunki chronione jeżeli poszkodowany nie skorzysta z możliwości uzyskania zezwolenia na „pozyskanie” zwierzęcia. Ta kuriozalna zmiana powoduje, iż aby otrzymać odszkodowanie, poszkodowany musi de facto wykazać iż podjął działania zmierzające do zabicia gatunku chronionego.
- ułatwienie inwestowania w obszarach Natura 2000 poprzez zniesienie możliwości odmowy zezwolenia na realizację planu lub działania mogącego znacząco negatywnie oddziaływać na cele ochrony obszaru Natura 2000, w przypadku w którym przemawiają za tym konieczne wymogi nadrzędnego interesu publicznego i wobec braku rozwiązań alternatywnych,
- osłabienie ochrony otulin rezerwatów przyrody poprzez zniesienie obowiązku uzgodnienia planu urządzania lasu na terenie otuliny.
Konsekwencje zmiany prawa ochrony przyrody będą znaczące: nowelizacja obniża skuteczność systemu ochrony gatunkowej dzikich zwierząt, generuje konflikty na linii społeczeństwo – duże drapieżniki tj. niedźwiedzie, rysie i wilki, spowoduje spustoszenie w zieleni wysokiej, osłabia standardy ochrony najcenniejszych przyrodniczo terenów. Co znamienne, szereg regulacji wprost narusza europejskie prawo środowiskowe i orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Polska jest liderem w Europie i świecie w modelowym podejściu do ochrony niedźwiedzia, rysia i wilka. Istnieje ogromna akceptacja tych drapieżników w społeczeństwie. Obecny system odszkodowań zapewnia pełną rekompensatę za szkody powodowane przez te gatunki. Po nowelizacji prawa dojdzie do kuriozalnej sytuacji, w której pszczelarz by uzyskać odszkodowanie za szkodę w pasiece będzie musiał zwalczać niedźwiedzia, który jest gatunkiem ściśle chronionym. Ministerstwo środowiska przygotowało ustawę o zwalczaniu przyrody
– mówi Sylwia Szczutkowska z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Przy okazji krytycznych uwag do nowelizacji ustawy o ochronie przyrody przypomnieliśmy Ministrowi Szyszce o inicjatywie ustawodawczej Oddajcie parki narodowi, w której ponad 250 tysięcy polskich obywateli domagało się przyjęcia obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o ochronie przyrody dla ułatwienia powstawania parków narodowych w Polsce.
Obecne regulacje dają samorządom prawo sprzeciwu wobec powstania lub powiększenia parków narodowych w Polsce, nawet jeżeli takie rozszerzenie dotyczy terenów należących do Skarbu Państwa, czyli do wszystkich Polaków. W konsekwencji jedna gmina może (i w praktyce to czyni) zablokować bez racjonalnej przyczyny powiększenie lub utworzenie parku narodowego.
Apelujemy do ministra Szyszki o zmianę przepisów i wyeliminowanie trwającej patologii, w której o dziedzictwie przyrodniczym na skalę kraju, Europy i świata decyduje wąska grupa lokalnych władz. Zmiana ustawy o ochronie przyrody pozwoliłaby na powoływanie parków narodowych na bazie merytorycznych, naukowych przesłanek. Warto przypomnieć, że na należytą ochronę wciąż czekają cała Puszcza Białowieska, Mazury, Jura czy Lasy Arłamowa
– mówi Sylwia Szczutkowska z Pracowni.
żródło: Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot
Osoba kontaktowa: Sylwia Szczutkowska
tel. 512 281 664; e-mail: sylwia@pracownia.org.pl
ul. Jasna 17, 43-360 Bystra
tel.: (+48) 33 817 14 68

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons
Profesor Bronisław Geremek był dla Europy niczym ojciec. Swój sen o wolnej Polsce wniósł do na nowo zjednoczonej Europy przez stocznię w Gdańsku, polski Sejm oraz urząd ministra spraw zagranicznych. (więcej…)
Jeśli jesteście naprawdę uważni, trudno jest uciec od głębokiego oburzenia, lęku i rozpaczy. Autorka, głęboka ekolożka i nauczycielka buddyzmu Joanna Macy mówi: Nawet nie próbuj.
Jak można żyć ze świadomością, że niszczymy naszą planetę? Co myślicie o znikaniu lodowców, topniejącej Arktyce, wyspiarskich narodach zalewanych przez morze, powiększających się pustyniach, i wysychających ziemiach uprawnych?
Na skutek społecznego tabu, rzadko przyznajemy się do rozpaczy z powodu stanu świata i do lęku o naszą przyszłość. Tłumienie rozpaczy, tak jak każdej innej powtarzającej się głębokiej reakcji, przyczynia się do otępienia naszej psychiki. Wyrazy cierpienia lub oburzenia są zduszone, znieczulone tak, jakby nerwy zostały przecięte. Ta odmowa odczuwania zubaża nasze odczuwanie i życie emocjonalne. Kwiaty są bardziej wyblakłe i mniej aromatyczne, a nasze miłości mniej ekstatyczne. Stajemy się rozproszeni: jako jednostki i jako narody – w walkach, które podejmujemy, celach do których dążymy i w naszej konsumpcji.
Ze wszystkich grożących nam niebezpieczeństw, od chaosu klimatycznego po permanentną wojnę, żadne nie jest tak poważne, jak to zduszenie naszych reakcji. Ponieważ odrętwienie psychiczne upośledza zdolność do przetwarzania informacji i właściwej reakcji. Energia wkładana w tłumienie rozpaczy zostaje odwrócona od istotniejszych kwestii, zmniejszając odporność i niszcząc wyobraźnię, potrzebne do stworzenia świeżych wizji i nowych strategii.
Poeta zen Thich Nhat Hanh został zapytany:” Co przede wszystkim musimy zrobić, żeby ocalić nasz świat?” Jego odpowiedź brzmiała: „Przede wszystkim musimy usłyszeć we własnym wnętrzu dźwięk płaczącej ziemi”.
Kruszenie skorupy
Jak stanąć twarzą w twarz z czymś o czym nawet boimy się pomyśleć? Jak skonfrontować się z naszym żalem, lękiem i wściekłością „nie rozpadając się na kawałki”?
Dobrze jest uświadomić sobie, że rozpaść się, nie jest taką zła rzeczą. W istocie, jest to konieczne dla transformacji, tak jak skruszenie skorupy, z której się wyrosło.
Obawy i wątpliwości mogą być zdrowe i twórcze, nie tylko dla jednostki, lecz również dla społeczeństwa, ponieważ pozwalają na nowe i oryginalne podejście do rzeczywistości.
Tym, co dezintegruje się w procesie transformacji nie jest ego, lecz jego obrony i założenia. Obrona własnego ja ogranicza wizję i ruch jak zbroja, sprawiając, ze trudniej się dostosować. Rozpadnięcie się na kawałki, jakkolwiek niekomfortowe, może otworzyć nas na nową percepcję, nowe dane, i nowe reakcje.
Wyrażanie naszego bólu z powodu stanu świata burzy mury pomiędzy nami, wzbudzając w nas głębokie poczucie solidarności. Niepewność, z którą musimy się zmierzyć sprawia, że ta solidarność jest o wiele bardziej autentyczna.
W naszej kulturze rozpacz budzi obawę i opór, ponieważ oznacza utratę kontroli. Wstydzimy się jej i unikamy, domagając się natychmiastowego rozwiązania problemów. Szukamy środków doraźnych. Ten kulturowy nawyk zaciemnia nasze postrzeganie i sprzyja niebezpiecznej niewiedzy na temat realnego świata.
Z drugiej strony, akceptacja rozpaczy to po prostu powiedzenie prawdy o tym, co dzieje się z naszym światem – tak jak to widzimy, wiemy i czujemy – nie ma w tym nic tajemniczego. Podczas gdy kontrolowane przez korporacje media utrzymują społeczeństwa w niewiedzy, a ci, którzy posiadają władzę manipulują wydarzeniami, aby wytworzyć atmosferę lęku i posłuszeństwa, mówienie prawdy jest jak tlen. Ożywia nas i przywraca zdrowie i werwę.
Przynależność do całego życia
Dzielenie się tym, co w naszym sercu przynosi pozytywną zmianę tożsamości, ponieważ uświadamiamy sobie, że złość, żal i lęk nie ograniczają się do obaw o nasz osobisty dobrostan czy nawet przetrwanie. Nasze obawy i troska przekraczają osobiste potrzeby i chciejstwa. Ból z powodu stanu świata – oburzenie i smutek – otwierają nas na szersze poczucie tego kim jesteśmy. Jest to brama do uświadomienia sobie naszej wzajemnej przynależności do sieci życia.
Wielu z nas boi się, że konfrontacja z rozpaczą przyniesie osamotnienie i izolację. Jest wprost przeciwnie, puszczenie starych sposobów obrony sprawia, że odnajdujemy bardziej autentyczną wspólnotę. I w tej wspólnocie, uczymy się ufać naszym wewnętrznym reakcjom na świat – i znajdować naszą siłę.
Nie jesteś sam! Jesteśmy częścią ogromnego, globalnego ruchu: przełomowego przejścia od imperium do społeczności Ziemi. Jest to wielki przełom. I ekscytacja, niepokój, a nawet poczucie kompletnego rozbicia, są wszystkie częścią naszego budzenia się do tej wspólnej przygody.
Tak jak w każdej prawdziwej przygodzie, istnieje ryzyko i niepewność. Nasza korporacyjna gospodarka niszczy zarówno samą siebie, jak i świat natury. Jej wpływ na systemy żywe David Korten nazwał trafnie Wielkim Rozpruwaniem. Dzieje się to równolegle do Wielkiego Przełomu i nie wiemy jak ta historia się skończy.
Porzućmy pomysł, że możemy zarządzać planetą dla naszej własnej wygody i zysku – a nawet, że możemy stać się teraz jej ostatecznymi wybawcami. To złudzenie. Zaakceptujmy zamiast tego skrajną niepewność naszych czasów, w tym niepewność co do naszego dalszego przetrwania.
W społeczeństwach pierwotnych, nastolatki uczestniczą rytuale przejścia, gdzie konfrontacja z własną śmiertelnością jest bramą do dorosłości. W podobny sposób, zmiany klimatu wzywają nas rozpoznania naszej śmiertelności jako gatunku. Z tym darem niepewności możemy dorosnąć i przyjąć prawa i obowiązki wieku planetarnej dorosłości. Wtedy dowiemy się w pełni, że należymy nierozłącznie do sieci życia, będziemy mogli jej służyć, i otworzyć się na przepływ jej mocy.
Zgoda na niepewność rzuca jasne światło na siłę intencji. Intencja jest tym, na co możemy liczyć: nie rezultat, lecz motywacja, którą wnosisz, twoja wizja, wybrane przez ciebie ustawienia kompasu, które wskazują twój kierunek. Nasza intencja i determinacja mogą uratować nas od zagubienia się w rozpaczy.
Podczas ostatniej wizyty w stanie Kentucky dowiedziałam się, co dzieje się z krajobrazem i kulturą Appalachów – o tym, jak przedsiębiorstwa węglowe używają dynamitu, żeby zamienić w proch wszystko, co znajduje się powyżej podziemnych pokładów węgla; jak buldożery i wysokie na dwadzieścia pięter maszyny górnicze spychają wypełniające doliny „przeszkadzające” lasy i wierzchnią warstwę gleby. Widziałam aktywistów podtrzymywanych jedynie siłą intencji, wobec powszechnej obojętności. Pomimo, ze naród wydaje się nie zważać na tę tragedię, ci mężczyźni i kobiety upierają się przy swojej wizji, że Appalachy mogą, przynajmniej w części, zostać ocalone i przyszłe pokolenia będą miały możliwość poznania zboczy pokrytych drzewami ambrowca, sasafrasu i magnolii, fascynujących rysi i szopów, a także muzyki wijących się w zagłębieniach czystych strumieni. Wydaje się, że wiedzą oni – i my również wiemy, kiedy tylko porzucimy nasze obrony – że jesteśmy żywymi częściami żywego ciała Ziemi.
To jest dar Wielkiego Przełomu. Gdy otworzymy oczy na to, co właśnie się dzieje, nawet jeśli łamie to nasze serce, odkryjemy naszą prawdziwą wielkość, ponieważ kiedy nasze serce się otwiera, może pomieścić cały wszechświat. Odkrywamy, że wyrażenie prawdy o naszym bólu z powodu stanu świata burzy mury pomiędzy nami, wzbudzając w nas głębokie poczucie solidarności. Niepewność z którą musimy się zmierzyć sprawia, że ta solidarność – z naszymi sąsiadami i wszystkim co żyje – jest o wiele bardziej autentyczna.
Kiedy przestajemy rozpraszać samych siebie próbując przekalkulować szanse na sukces bądź porażkę, nasze umysły i serca uwalniają się do tej właśnie chwili. Następnie ta chwila staje się żywa, wypełniona możliwościami, gdyż uświadamiamy sobie, jakie to szczęście być teraz żywym i uczestniczyć w tej planetarnej przygodzie.
Joanna Macy napisała ten artykuł dla wiosennego wydania Yes! Magazine z 2008 roku, zatytułowanego Stop Global Warming Cold. Joanna jest nauczycielką buddyzmu i ekolożką głęboką, a także filozofką specjalizującą się w ogólnej teorii systemów. Mieszka w Berkeley w Kalifornii. http://www.joannamacy.net/
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
żródło: www.yesmagazine.org
Artykuł opublikowany na podstawie licencji Creative Commons
Tłumaczenie po raz pierwszy ukazało się na stronie Ekobuddyzm – buddyzm ekologiczny
W racjonalnym świecie zagrożenia bezpieczeństwa powinny – jako że mają ponadgraniczny charakter – wzmacniać europejską integrację. Dzisiejsza Europa jest jednak inna. (więcej…)
Propagatorzy GMO wykorzystują laureatów nagrody Nobla do ataku na Greenpeace i celowego wprowadzenia w błąd opinii publicznej.
Rozpoczęła się nowa kampania pro-GMO, w ramach której, posługując się słowami z artykułu Washington Post „ponad 100 laureatów nagrody Nobla podpisało list, będący apelem do Greenpeace’u o zaprzestanie sprzeciwu wobec organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO). Autorzy listu proszą Greenpeace o zakończenie działań mających na celu zablokowanie wprowadzenia na rynek nowej odmiany ryżu modyfikowanego genetycznie, który zdaniem jego zwolenników, może zmniejszyć niedobory witaminy A, będące przyczyną ślepoty i śmierci dzieci w krajach rozwijających się”.
Napisany niezwykle emocjonalnym językiem list, opublikowany na tajemniczej stronie supportprecisionagriculture.org, obwieszcza, że „Greenpeace stoi na czele sprzeciwu wobec Złotego Ryżu, który może zmniejszyć lub wyeliminować ilość zgonów i chorób powodowanych przez niedobór witaminy A (VAD), który ma największy wpływ na najbiedniejszych ludzi w Afryce i Azji Południowo-Wschodniej”.
Autorzy listu apelują do Greenpeace’u „o zakończenie kampanii, w szczególności skierowanej przeciwko Złotemu Ryżowi, a ogólnie uprawom i żywności ulepszonym poprzez biotechnologię”, oraz do rządów o „o odrzucenie kampanii Greenpeace,u, w szczególności skierowanej przeciwko Złotemu Ryżowi, a ogólnie uprawom i żywności ulepszonym poprzez biotechnologię, i zrobienie wszystkiego, co w ich mocy, aby sprzeciwić się działaniom Greenpeace’u oraz zwiększyć dostęp rolników do wszystkich narzędzi nowoczesnej biologii, a zwłaszcza do nasion ulepszonych przez biotechnologię. Sprzeciw oparty na emocjach i dogmacie, który jest sprzeczny z danymi naukowymi, musi zostać powstrzymany”.
List kończy się żarliwym pytaniem retorycznym: „Jak wielu ludzi na świecie musi jeszcze umrzeć, zanim uznamy to za ‘zbrodnię przeciwko ludzkości’”?
Problem z tym obrazem polega na tym, że „emocje i dogmat” nie należą do Greenpeace’u, lecz do tych, którzy twierdzą bądź sugerują, że Złoty Ryż jest gotowy do zastosowania, i tylko aktywiści anty-GMO uniemożliwiają jego wejście na rynek.
Jest tak, ponieważ w rzeczywistości, jak zauważył profesor Glenn Davis Stone w studium zrecenzowanym przez środowisko naukowe, którego współautorem jest ekspert ds. rozwoju, Dominic Glover, ryż GMO nie jest jeszcze gotowy, i nie ma żadnych dowodów, że są temu winni aktywiści.
W 2014 roku organizacja odpowiedzialna z wejście na rynek złotego ryżu, the International Rice Research Institute (IRRI), ogłosiła, że plony ryżu z upraw eksperymentalnych były niezadawalające i konieczne są dalsze prace badawczo – rozwojowe, aby wyprodukować rośliny, które rolnicy chcieliby uprawiać. Komentarz Stone’a: „Ryż ten po prostu nie odniósł sukcesu na poletkach badawczych instytutów hodowli ryżu na Filipinach, gdzie prowadzi się najważniejsze badania”. Badanie Stone’a pokazuje, że konieczne są jeszcze długie prace zanim ryż GMO będzie gotowy do wprowadzenia na rynek.
Wbrew temu co twierdzą niektórzy propagatorzy GMO, że wypuszczenie złotego ryżu opóźnia się z powodu zbyt rygorystycznych przepisów forsowanych przez nadgorliwych aktywistów anty-GMO, Stone zauważa, że ten nowy gatunek ryżu modyfikowanego genetycznie „nie został nawet przedłożony do autoryzacji przez urząd kontrolny, the Philippine Bureau of Plant Industry (BPI)”.
W rzeczy samej, jakim cudem mógłby zostać przedstawiony do autoryzacji, skoro IRRI mówi, że nie jest jeszcze gotowy do wypuszczenia na rynek i nie został przetestowany pod względem toksyczności, nie wspominając o skuteczności w zwalczaniu niedoboru witaminy C w docelowych niedożywionych populacjach?
Jak oświadczył Greenpeace w odpowiedzi na kampanię:
„Oskarżenia, że ktokolwiek blokuje rozwój genetycznie zmodyfikowanego ryżu są nieuzasadnione. Pomimo prowadzonych od ponad dwudziestu lat badań nad tym produktem, „złoty” ryż nie spełnił pokładanych w nim nadziei i wciąż nie jest dostępny na rynku. Międzynarodowy Instytut Badań Ryżu potwierdził, że nie udowodniono jeszcze, by „złoty” ryż rzeczywiście uzupełniał niedobory witaminy A. Dyskutujemy o czymś, co w ogóle nie istnieje”.
Autorytet ponad kompetencjami
Wpływ listu laureatów polega całkowicie na domniemanym autorytecie sygnatariuszy. Jednak niestety, żaden z nich nie wydaje się posiadać odpowiednich kompetencji. Philip Stark, prodziekan wydziału nauk matematycznych i fizycznych oraz profesor statystyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, zamieścił na Twitterze swoją własną analizę kompetencji sygnatariuszy: „1 nagroda pokojowa, 8 ekonomistów, 24 fizyków, 33 chemików, 41 lekarzy”. Dodał, że nauka opiera się „na dowodach, nie na autorytecie”. Co oni wiedzą o rolnictwie? Czy zrobili odpowiednie badania? Nauka powinna polegać na: „pokaż mi”, nie na „uwierz mi”. Nagroda Nobla nie ma tu żadnego znaczenia”.
Devon G. Peña, profesor antropologii na Uniwersytecie Waszyngtońskim w Seattle i ekspert od rolnictwa ludności rdzennej, zamieścił komentarz na stronie internetowej nowej kampanii, w którym nazwał list noblistów „żenującym”. Profesor zauważył, ze sygnatariusze są” białymi mężczyznami z klas uprzywilejowanych z niewielkimi kompetencjami w dziedzinie naukowych projektów badawczych obciążonych ryzykiem, niewielu z przygotowaniem w zakresie studiów toksykologicznych, i z pewnością żaden z nich nie ma wiedzy na temat agroekologicznych alternatyw ludności rdzennej. Wszystkim z was powinno się odebrać wasze Noble”.
Brak kompetencji sygnatariuszy listu wyraźnie kontrastuje z kwalifikacjami człowieka, którego nowa kampania usiłuje zdyskredytować. Glenn Davis Stone – który nigdy nie opowiadał się przeciwko złotemu ryżowi GMO – jest ekspertem w dziedzinie zastosowania roślin uprawnych i zmian technologicznych dla ubogich rolników, w tym tych uprawiających ryż na Filipinach, kraj wybrany do wypuszczenia na rynek złotego ryżu – jeśli kiedykolwiek to nastąpi. Śledził dane dotyczące ryżu GMO przez wiele lat i dużo na ten temat pisał. Innymi słowy, w przeciwieństwie do noblistów, wie o czym mówi.
Kto kryje się za listem?
Mówi się, że nowa kampania propagandowa została zorganizowana przez Sir Richarda J. Robertsa. Roberts otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za odkrycie sekwencji genetycznych zwanych intronami, i jest dyrektorem ds. naukowych w New England Biolabs. Według strony internetowej tej organizacji, New England Biolabs jest „kolektywem naukowców oddanych rozwojowi innowacyjnych produktów dla przemysłu związanego z naukami biomedycznymi (life sciences industry)…uznanym światowym liderem w odkrywaniu, rozwoju i komercjalizacji enzymów rekombinowanych i natywnych dla badań genomów”.
Wziąwszy pod uwagę te fakty, oświadczenie Robertsa, że „nie ma interesu finansowego w badaniach nad GMO”, może budzić zdziwienie.
Według badacza i pisarza Colina Todhuntera, Roberts aktywnie propagował żywność i uprawy GMO w Indiach. Todhunter uważa, że wypowiedzi Robertsa zawierały emocjonalny szantaż w formie twierdzenia, że gdyby nie było upraw GMO, miliony ludzi w trzecim świecie umarłyby z głodu, jak również wysoce wątpliwe tezy na temat bezpieczeństwa biotechnologii.
Odkładając na bok konflikty interesów i brak obiektywności, jeśli myślisz, że jest mało prawdopodobne, by sam Roberts był w stanie zmobilizować ponad stu laureatów nagrody Nobla do rozpoczęcia kampanii, która rozpowszechnia w sposób oczywisty nieprawdziwe informacje o uprawie rośliny GMO, która może nigdy nie ujrzeć światła dziennego na prawdziwych polach rolników, nie jesteś w tym odosobniony.
Więc kto naprawdę kryje się za listem noblistów?
Pewne podejrzane wydarzenia na konferencji prasowej informującej o wydaniu listu, mogą posłużyć za wskazówkę. Tim Schwab z Food & Water Watch i przedstawiciel Greenpeace’u próbowali wziąć udział w konferencji, która odbyła się w National Press Club. Jednak, jak donosi Schwab, „Zostaliśmy zatrzymani w wejściu – przez nikogo innego, jak samego Jay’a Byrne’a, którego długa relacja z Monsanto nie wymaga wyjaśnień”.
Byrne jest byłym dyrektorem Monsanto ds. Public Relations, a obecnie zarządza firmą PR dla przemysłu biotechnologicznego, v-Fluence.
„Zatrudnienie Byrne’a jako wykidajły, to dziwaczny wybór dla tej kampanii” – skomentował Schwab. „Byrne powiedział, że tylko akredytowani dziennikarze mają prawo uczestniczyć w konferencji. Parę sekund później zobaczyłem, że do sali wchodzi przedstawiciel CSPI (organizacja pozarządowa). Byrne powiedział, że niektóre organizacje pozarządowe zostały zaproszone. Naprawdę? Dlaczego nie Greenpeace – obiekt tej kampanii?” – dodał.
Schwab umieścił wpis na Tweeterze: „#GMO #goldenrice Konferencja prasowa laureatów Nobla byłaby o wiele bardziej wiarygodna, gdyby facet z przemysłu nie wpisywał na czarną listę NGO-sów”.
Dlaczego teraz?
Termin wybrany na tę konferencję może mieć duże znaczenie. Czy został wybrany ze względu na zbliżające się głosowanie w sprawie znakowania produktów zawierających GMO w amerykańskim Senacie, z dodatkową „korzyścią” pogrzebania niewygodnej krytyki złotego ryżu przez Stone’a?
Jakakolwiek jest odpowiedź na to pytanie, kampania „supportprecisionagriculture.org” bezwstydnie wykorzystuje grupę laureatów nagrody Nobla w ćwiczeniu propagandowym, które rozmyślnie wprowadza w błąd opinię publiczną, media i rządy.
Claire Robinson (GM Watch)
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
Oryginalna wersja artykułu w języku angielskim po raz pierwszy ukazała się na stronie GM Watch
Ujawnione przez Greenpeace poufne dokumenty ws. TTIP (umowa o wolnym handlu pomiędzy UE a USA) pokazują, że Unia Europejska promuje nieograniczony handel paliwami kopalnymi i zmierza do ograniczenia realizacji polityk dotyczących czystej energii, zaledwie kilka miesięcy po dumnym oświadczeniu, że blok „przewodzi międzynarodowym wysiłkom na rzecz globalnego porozumienia klimatycznego”.
Sześć miesięcy temu w Paryżu, prawie 200 rządów osiągnęło powszechne porozumienie mające na celu przeciwdziałanie zmianie klimatu, obiecując redukcję użycia paliw kopalnych i zwiększenie zużycia energii odnawialnej.
Unia Europejska z dumą twierdzi, że „przewodzi międzynarodowym wysiłkom na rzecz porozumienia klimatycznego”.(1) Jednak ujawniona przez Greenpeace przedłożona przez Komisję Europejską propozycja rozdziału Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowo-Inwestycyjnego, dotyczącego energii i surowców, zaprezentowana 20 czerwca 2016 roku Radzie Europejskiej, pokazuje, że Komisja promuje nieograniczony handel paliwami kopalnymi, dążąc jednocześnie do ograniczenia realizacji polityk odnoszących się do czystej energii.
Unia Europejska domaga się, aby TTIP zawierała „wiążące prawnie zobowiązanie do eliminacji wszystkich obecnych ograniczeń eksportu gazu ziemnego pomiędzy” Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Skroplony gaz ziemny (LNG) jest paliwem kopalnym charakteryzującym się wysoką emisją gazów cieplarnianych. Jeśli ta propozycja wejdzie w życie, zwiększy się eksport LNG z USA do Unii Europejskie (2), co pogłębi zależność Europy od paliw kopalnych, osłabiając tym samym transformację energetyczną konieczną dla osiągnięcia celów redukcji emisji wyznaczonych przez Unię Europejską.
Propozycja UE może również osłabić wysiłki zmierzające do zwiększenia użycia energii odnawialnych. UE aktywnie wspiera działania interwencyjne rządów państw członkowskich na rzecz pobudzenia rozwoju energii odnawialnych. (3) Jednak unijna propozycja zapisów w TTIP uniemożliwia pozytywną dyskryminację na korzyść czystej energii, stwierdzając, że przedsiębiorstwa energetyczne nie powinny rozróżniać „pomiędzy rodzajami energii” w procesie przyznawania dostępu do sieci energetycznej.
W dokumencie tym UE promuje „samoregulację” przemysłu przez korporacje w oparciu o wydajność energetyczną, w odróżnieniu od obowiązkowych wymogów. Unia proponuje również utworzenie „Grupy Roboczej ds. Energii i Surowców”, która, jeśli powstanie, zinstytucjonalizuje możliwości lobbystyczne korporacji paliwowych i może posłużyć przedstawicielom przemysłu jako ekspresowa droga do zastosowania przepisów TTIP dla zablokowania polityk ograniczających handel paliwami kopalnymi lub inwestycje w tej dziedzinie.
Ujawnione dokumenty ukazują w jaki sposób umowy handlowe takie jak TTIP, mogą wzmocnić zależność od paliw kopalnych i osłabić wysiłki na rzecz ochrony klimatu.
„Pomimo wzniosłej retoryki, jaką mogliśmy usłyszeć w Paryżu, ten przeciek z poufnych negocjacji pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi demonstruje, że handel i interesy korporacji są zawsze ważniejsze od działania na rzecz klimatu. W obliczu zaostrzającego się nieustannie kryzysu klimatycznego, pilnie potrzebujemy umów handlowych, które stawiają klimat i ludzi na pierwszym miejscu.” – powiedziała Cecilia Olivet, badaczka w dziedzinie handlu i inwestycji z Transnational Institute.
„Ten tekst wygląda tak, jakby jego głównym celem było zabezpieczenie interesów przemysłu oraz producentów i konsumentów paliw kopalnych. Zamiast zapisów, które pomogłyby w uzyskaniu pewności, że cele klimatyczne zostaną osiągnięte, na co mieliśmy nadzieję, ten dokument jedynie utrudni osiągnięcie potrzebnej transformacji energetycznej” – powiedział Burghard Ilge z organizacji Both ENDS.
- http://ec.europa.eu/clima/policies/international/negotiations/paris/inde…
2. The EU is already the world’s third-largest importer of LNG
3. https://ec.europa.eu/energy/en/topics/renewable-energy/suppor
Ujawniony dokument:
TTIP leaked text on Energy June 2016
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
Żródło: Transnational Institute

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons
Raport IUCN z misji terenowej w Białowieży stwierdza, że zarządzanie Puszczą trzeba dostosować do zasad zapisanych w porozumieniu z UNESCO, czyli pozwolić, by las rozwijał się i zmieniał przy minimalnej interwencji. Decyzja Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO wzywa polski rząd, by stworzył adekwatny plan zarządzania niezwłocznie.
“Skoro Ministerstwo Środowiska tak pozytywnie zareagowało na decyzję UNESCO, liczymy na szybkie przygotowanie planu zarządzania Puszczą i przestrzeganie rekomendacji IUCN. Zgodnie z raportem IUCN powinien on uwzględniać ochronę naturalnych procesów biologicznych. Podpowiadamy, że najlepszym sposobem na to będzie rozszerzenie parku narodowego na cały obszar Puszczy” – mówi Marianna Hoszowska z Greenpeace Polska.
Puszcza na Liście wyłącznie ze względu na wartości przyrodnicze
Eksperci UNESCO jednoznacznie stwierdzają, że status światowego dziedzictwa został przyznany Puszczy wyłącznie ze względu na jej wartości przyrodnicze. UNESCO uznało, że jest ona jedynym na świecie tak dobrze zachowanym przykładem nizinnego lasu liściastego i mieszanego, który pokrywał Europę przez tysiące lat. Kluczowe są tu procesy biologiczne, które zachodzą bez ingerencji człowieka oraz duża ilość martwego drewna i stare drzewostany.
“Jest to coś, co powtarzamy od samego początku. Kornik jest naturalnym i potrzebnym elementem lasu, kształtującym Puszczę od wieków. Należy go zostawić tam, gdzie jest. Tylko hodowca, a nie przyrodnik może postrzegać go jako szkodnika” – mówi dr hab. Przemysław Chylarecki z Fundacji Greenmind.
Wycinka w ramach cięć sanitarnych i ze względów bezpieczeństwa? Brak zasad
Raport nie pozostawia wątpliwości – ingerencja człowieka w procesy naturalne w Puszczy powinna być ograniczona do minimum. Drzewa usuwać można tylko w jasno sprecyzowanych okolicznościach. To, czego brakuje – jak zwracają uwagę eksperci – to klarowne zasady kiedy, jak, i gdzie stosować takie awaryjne środki, jak cięcia sanitarne czy ze względów bezpieczeństwa. Rekomendują oni, że warunki te powinny zostać określone przy udziale wszystkich zainteresowanych stron. “Raport podkreśla również, że unijne prawo i wymogi UNESCO wzajemnie się uzupełniają, nie ma między nimi sprzeczności. Jest to ważne, ponieważ minister Szyszko swego czasu zgłaszał, co do tego wątpliwości” – dodaje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Brak oceny wpływu i nielegalne wycinki
Raport IUCN zwraca uwagę na to, że ministerstwo nie przeprowadziło oceny wpływu zwiększonego pozyskania drewna w na te cechy, dzięki którym Puszcza została uznana za Światowe Dziedzictwo. Co więcej, jasno stwierdza, że zasady gospodarki gospodarki leśnej nie są zgodne wymaganiami ochrony przyrodniczego obiektu Światowego Dziedzictwa. “Eksperci IUCN rekomendują, by cele gospodarki leśnej w Puszczy Białowieskiej oceniać i zmienić zgodnie z wymaganiami prawa międzynarodowego, którego Polska zobowiązała się przestrzegać. Gospodarka leśna powinna być podporządkowana ochronie przyrody w Puszczy, a więc tak zwanej „wyjątkowej uniwersalnej wartości”, czyli różnorodności biologicznej oraz naturalnych procesów zachodzących w Puszczy” – mówi Dariusz Gatkowski z WWF Polska, uczestnik szczytu.
W 2014 roku, kiedy status UNESCO został rozszerzony na całą Puszczę, polski rząd zobowiązał się do przestrzegania zasad obowiązujących w strefach ochronnych UNESCO. Definiują one, gdzie można pozyskiwać drewno, a gdzie jest to zabronione. “Polski rząd złamał to zobowiązanie. Raport IUCN wskazuje, że wycinki były prowadzone też w tych strefach, gdzie porozumienie z UNESCO tego jednoznacznie zakazuje. Alarmowaliśmy o tym od dawna” – dodaje Adam Bohdan z fundacji Dzika Polska.
Status Puszczy zagrożony
“W tym roku UNESCO nie podjęło stanowczych kroków w związku z Puszczą, nie rozpoczęło także procedury zmierzającej do sprawdzenia, czy obszar ten wpisać na listę obszarów zagrożonych Światowego Dziedzictwa. UNESCO nadal liczy na dobrą wolę ministerstwa i na to, że powstrzyma się ono z działaniami, które mogą mieć negatywny wpływ na ten obszar oraz pilnie stworzy taki plan zarządzania tym lasem, który ochroni najcenniejsze walory Puszczy, czyli wycofa się z planów zwiększenia wycinki” – mówi Jarosław Krogulec z Ogólnopolskiego Towarzystwa na rzecz Ochrony Ptaków.
„To, że Puszcza Białowieska nie została umieszczona na Liście Dziedzictwa Zagrożonego trudno nazwać sukcesem. Mając choćby minimalną wiedzę na temat tego, jak działa UNESCO, było wiadomo, że w Stambule to się nie stanie. UNESCO, tak jak każda duża instytucja, ma swoje procedury. Natomiast jeśli ministerstwo będzie dalej forsowało, niezależnie od wyników raportu, plan zwiększonej wycinki, stanie się to już bardzo realnym scenariuszem” – mówi Agata Szafraniuk z ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.
źródło: Fundacja Greenmind
„Nie dla Rzeczpospolitej Myśliwskiej!” – pod takim hasłem apel do Jarosława Kaczyńskiego o przerwanie prac nad nowelizacją Prawa łowieckiego autorstwa ministra środowiska Jana Szyszki wystosowała we wtorek koalicja organizacji Niech Żyją! oraz Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA. Jednocześnie rozpoczęła się zbiórka podpisów pod petycją do prezesa Prawa i Sprawiedliwości o interwencję w sprawie szkodliwego dla ludzi i przyrody prawa.
„Zwracamy się do Pana jako przyjaciela zwierząt z apelem o przerwanie prac nad nowelizacją Prawa łowieckiego przygotowaną przez ministra środowiska Jana Szyszkę. Projekt ten, zamiast dążyć do cywilizowania myślistwa, stanie się źródłem ostrych społecznych konfliktów. Przede wszystkim jednak, w razie jego przyjęcia przez Sejm, doprowadzi do znaczącego pogorszenia standardów ochrony dzikich zwierząt, odda w ręce myśliwych absurdalnie szeroki zakres uprawnień i zlekceważy fundamentalne prawa milionów właścicieli nieruchomości, uniemożliwiając jednocześnie zwykłemu Polakowi korzystanie z uroków ojczystej przyrody” – piszą autorzy apelu.
Zaproponowana przez ministra Szyszkę zmiana jest niezgodna z Konstytucją RP, bowiem według nowego przepisu właściciel, który nie chce polowań na swojej ziemi, będzie musiał dowodzić przed sądem, że myślistwo jest niezgodne z wyznawaną przez niego religią lub zasadami moralnymi
– zauważa Zenon Kruczyński z koalicji Niech Żyją!
Organizacje krytykują także inne zapisy:
Jan Szyszko planuje określać listę gatunków zwierząt łownych nie pod kątem troski o zachowanie zasobów przyrodniczych, ale dla umożliwienia kultywowania tradycji myśliwskiej. Czy mamy powrócić do polowań na chronione wilki, żubry czy niedźwiedzie tylko dla utrzymania anachronicznych zwyczajów wąskiej grupy społecznej?
– mówi Radosław Ślusarczyk, prezes Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
W nowelizacji zabrakło kluczowych zmian zgłaszanych od lat przez organizacje, m.in.: wprowadzenia zakazu udziału dzieci w polowaniach, zakazu używania toksycznej amunicji ołowianej, odsunięcia polowań od zabudowań mieszkalnych na odległość co najmniej 500 metrów, wprowadzenia zakazu dokarmiania dzikich zwierząt czy trenowania psów na żywych zwierzętach.
Żyjemy w XXI wieku, podejście do naszych „braci mniejszych” się zmieniło. Zmienić powinno się także Prawo łowieckie, tymczasem proponowana nowelizacja to instrumentalne potraktowanie ludzi i zwierząt. Nowelizacja powinna wprowadzić do ustawy regulacje ograniczające cierpienia zwierząt, a nie być przygotowana pod dyktando myśliwskiego lobby.
– argumentuje Dorota Wiland z Fundacji IUS ANIMALIA
Myśliwi nie mogą żyć ponad prawem. Nie powinni też bronić udziału dzieci w polowaniach
– podkreśla Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.
Petycję można podpisać tutaj
Osoby do kontaktu:
Radosław Ślusarczyk, Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, tel. 660 538 329
Dorota Wiland, Fundacja IUS ANIMALIA, tel. 884 990 007
Zenon Kruczyński, koalicja Niech Żyją!, tel. 696 604 746
Więcej o uwagach organizacji społecznych do nowelizacji
źródło: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot