ISSN 2657-9596
zdjęcie: canva

O sztuce i przyrodzie: Jaskinia

Ochinowski Tomasz
02/04/2026

W nawiązaniu do dialogu o jaskini Dominiki Kieruzal i Moniki Kostery

Tym razem dialog artystki i naukowczyni społecznej zamienił się w intymną- bo dotyczącą intensywnych uczuć- rozmowę dwóch artystek, mających wiele do powiedzenia także światu nauki. Przychodzi na myśl choćby przekonanie Paula Tillicha, iż nauka i sztuka to dwa sposoby poznania, różne, ale uzupełniające się. Nie dziwi więc, że aktualna odsłona „Dwugłosu o sztuce i przyrodzie” przynosi zarówno opis wystawy jednej z rozmówczyń, jak i wiersz drugiej, tej reprezentującej naukę.

Oczywiście za daleko posunęli się przedstawiciele anarchizmu metodologicznego- z  Feyerabendem na czele- stawiając znak równości między wynikiem artystycznego natchnienia a pracą naukową. Ale mieli rację w poszukiwaniu licznych pokrewieństw tych dziedzin, pokrewieństw umykających scjentystycznym metodologom. Sztuka często odsyła do nauki, jeszcze częściej oświetla nowymi znaczeniami interpretację jej wyników. Taj jest w wypadku najnowszej rozmowy Dominki z Moniką. Pies prowadzący człowieka do jaskini to „wypisz, wymaluj” piękna, a zarazem precyzyjna metafora pracy Briana Hare, amerykańskiego psychologa ewolucyjnego, który wykazał- na podstawie badania relacji człowieka z psem- że „przetrwają najżyczliwsi”, jak głosi tytuł według mnie najważniejszej książki przywołanego badacza. Piękne, momentami wręcz wzruszające uzupełnienie ustaleń Hare’a stanowi wcześniejsza książka- „Zażyła więź” – autorstwa Birana Fagana amerykańskiego archeologa, a zarazem mistrza słowa popularyzującego rzetelną naukę. Fagan pokazuje jak większość kluczowych wydarzeń w historii ludzkości wiąże się z procesami udomowienia kolejnych gatunków zwierząt. Jesteśmy więc winni zwierzętom wdzięczność i etyczne postawy wobec nich.

Jaskinia, do której pies przyprowadza człowieka, którą wypełniają malarstwem przodkowie współczesnych ludzi, stanowi coś więcej niż tylko rezonowanie w mroku. To poziom, czy raczej głębia relacji jako podstawowej potrzeby i podstawowego potencjału człowieka każdych czasów. Warto przypomnieć Davida Haya, biologa człowieka z Oxfordu, który już w latach 90. ubiegłego stulecia pisał, na podstawie swoich badań, o świadomości relacyjnej jako podstawowej kompetencji istoty ludzkiej. Pisał też o tym, jak współczesna kultura indywidualizmu, spotęgowana przez szeroko rozumianą kulturę biznesu, dekonstruuje świadomość relacyjną.

Przy czym, trzeba uważać ze „zwalaniem” wszystkiego na indywidualizm. Micah Sadigh, amerykański psycholog egzystencjalny, przypomniał mi niedawno sztukę Ibsena „Wróg ludu” i wyraźne echo w niej echo rozpaczliwego wołania Kierkegaarda „The Crowd is Untruh”, jak przetłumaczył na angielski tytuł duńskiego protoplasty egzystencjalizmu Charles K. Bellinger. Po polsku zazwyczaj zwrot ten oddaje się sformułowaniem „tłum nie ma racji”. Warto pamiętać oczywistość, iż indywidualizm, radykalnie rozpoczęty w dziejach kultury zachodniej reformacją, był właśnie protestem przeciw „racji tłumu”. Kierkegaard zadedykował swój esej „pojedynczej, indywidualnej osobie”. Jednak indywidualizm Kierkegaarda i dzisiaj Sadigha, który (chodzi o drugiego z wymienionych) pięknie analizuje trud stawania się indywidualnością, nie oznacza zrywania relacji. Jeśli oznacza, to – jak w tym znaczeniu z pełną racją podkreśla Dominika- staje się kłamstwem.

Siłę na przeciwstawienie się z jednej strony tłumowi, a z drugiej na pokonanie odizolowania jednostki od innych daje właśnie sztuka wyrażona tym razem przez Dominikę i Monikę za pomocą metafory jaskini oraz za pomocą przykładów konkretnych, już nie metaforycznych jaskiń.

Pozwolę sobie dodać jeszcze jeden przykład tego rodzaju. Właśnie wszedł na ekrany polskich kin film Emi Buchwald „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej”, pokazujący trudy dojrzewania dwudziestolatków+. Janusz, mój najstarszy syn, z którym byłem na seansie, twierdzi, że przy całej oryginalności omawianego obrazu, to taki „polski Jarmusch” (Janusz nawiązuje tu szczególnie do ostatniego obrazu Jarmuscha „Father, Mother, Sister, Brother”). Ja bym dodał jeszcze, że to film świeży, wręcz sympatycznie „niedorobiony” właśnie niczym psychika dwudziestolatka. Zadałem film Buchwald jako „lekturę obowiązkową “moim studentom z psychologii rozwoju człowieka dorosłego. Mam nadzieję, że Reżyserka mi wybaczy.  Ostatnia scena „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej”, rozpropagowana na plakatach promocyjnych pokazuje rodzeństwo młodych dorosłych, bohaterów filmu, przytulonych do siebie pod namiotem w ich domu. Namiot imituje jaskinię, jak zwykle to się dzieje podczas dziecięcych zabaw. Jednocześnie jest centralnym fragmentem instalacji artystycznej.

Trudno o lepszą zbieżność filmu i rozmowy Dominiki z Moniką. Trudno o lepsze wzajemne komentowanie się tekstów. Metafora jaskini przypomina, że sztuka stwarza możliwość doświadczeń indywidualnego zatracenia się w przeżyciu, a zarazem chroni relacje bliskości, bycia razem.

Niedawno moje dorosłe dzieci z przyjaciółmi odwiedziły Berlin. Wspomniany już przeze mnie Janusz, twardo stąpający po ziemi student informatyki zaginął w Muzeum Historii Niemiec. Jak się okazało, dosłownie zatracił się w oglądaniu wystawy. Rodzeństwo uruchomiło personel muzeum do szukania brata, aż się odnalazł. Nie zostawili go samego, mimo, że chodziło przecież o ludzi dorosłych.  I silny indywidualizm i równie silne relacje międzyludzkie jako istota sztuki inspirowanej naturą, tym razem wyrażoną w metaforze jaskini.

To właśnie dala mi najnowsza rozmowa naukowczyni społecznej, która jest artystką i artystki, która ma do sporo do powiedzenia nauce.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Odkryj więcej z Zielone Wiadomości

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej