Zajmując 30%-50% całkowitej powierzchni rolnej, drobne gospodarstwa wytwarzają żywność dla mieszkańców Europy. Są znacznie bardziej produktywne w przeliczeniu na hektar ziemi. W ramach VII Konferencji La Via Campesina, europejska gałąź organizacji opublikowała opracowanie na temat rolnictwa chłopskiego w Europie.
1. Ilu rolników jest w UE?
W UE jest 12,248 mln gospodarstw, które zajmują obszar 174 milionów ha i zatrudniają 25 milionów osób [1]. Większość z nich to gospodarstwa małoobszarowe. Tylko 2,7 % z wszystkich farm stanowią te powyżej 100 ha. 11,885 mln (97%) ma poniżej 100 ha [2]. 75% z nich ma poniżej 10 ha, a 69% poniżej 5 ha. [3]. Ziemia jest kontrolowana przez duże farmy. To te powyżej 100 ha (2,7%) zajmują ponad 50% ziemi rolnej w Europie. To oznacza, że 336 tys. rolników zarządza 91 mln ha w Europie. Pozostałe 50% ziemi jest w rękach 12 mln europejskich rolników (97% wszystkich).
2. Drobni rolnicy (gospodarstwa małoobszarowe) żywią mieszkańców Europy.
Zajmując 30%-50% całkowitej powierzchni rolnej, drobne gospodarstwa wytwarzają żywność dla mieszkańców Europy. Są znacznie bardziej produktywne w przeliczeniu na hektar ziemi. Wg Eurostatu gospodarstwa wielkoobszarowe odpowiadają tylko za 11% całkowitej produkcji rolnej [4]. W 21 krajach drobni rolnicy uzyskują wyższą wartość produkcji uzyskiwaną z jednostki areału (ang. Standard Gross Margin), niż duże gospodarstwa. W krajach takich jak: Bułgaria, Grecja, Hiszpania, Włochy, Holandia, Austria, Portugalia, Rumunia i Wielka Brytania wartość produkcji z ha w mniejszych gospodarstwach jest dwukrotnie wyższa niż w dużych [5].
3. Małe gospodarstwa tworzą miejsca pracy.
W 27 krajach UE, duże farmy odpowiadają za 5 % całkowitego zatrudnienia w rolnictwie [5]. To pokazuje jak rolnik i jego rodzina są szczególnie istotni w generowaniu zatrudnienia [6]. Przedsiębiorstwa przemysłowe (wielkoobszarowe, wysoko kapitałowe, oparte na ekspansji) wymagają 1,9 jednostki pracy na wyprodukowanie 1 mln kg mleka. W gospodarce chłopskiej taką samą ilość mleka produkuje się przy 3,3 jednostkach pracy (77% więcej) [7].
4. Chłopska agroekologia zużywa mniej surowców.
Drobne gospodarstwa zużywają mniej paliw kopalnych na produkcję i dystrybucję żywności niż intensywne rolnictwo. Produkcja 1kg wołowiny wymaga 8800 kalorii w małym gospodarstwie i ponad 10 tysięcy na farmie przemysłowej. „Hodowle w których krowy są karmione trawą zużywają 50% mniej energii kopalnej niż konwencjonalne hodowle oparte na paszy“ [8].
5. Polityki publiczne wspierają wielkie farmy przemysłowe oraz produkcję rolną nastawioną na eksport.
Unijna Wspólna Polityka Rolna (WPR, ang. CAP) jest podstawową polityką publiczną w Europie. Budżet WPR na lata 2014-2020 wynosi 400 miliardów euro i odpowiada za 40% całkowitego budżetu UE [9]. Głównymi beneficjentami WPR są właściciele ziemscy i duże przedsiębiorstwa rolne, a nie rolnicy chłopscy. 80% środków na wsparcie rolnictwa trafia do ok 20% rolników UE – tych z największymi gospodarstwami. W 2011 roku 1,5% gospodarstw otrzymały 1/3 dotacji ze WPR. W 2011 roku Europa Zachodnia z 44% gospodarstw otrzymywała 80% dotacji w ramach WPR. Europa Wschodnia z 56% gospodarstwami w UE otrzymała jedynie 20% wsparcia [11].
6. Kto przegrywa na obecnym wsparciu publicznym?
WPR wprowadziła system unijnych dopłat do każdego hektara gospodarstwa [12]. Konsekwencją tego systemu jest proces koncentracji ziemi (w latach 2000-2011 w UE zniknęła 1/3 gospodarstw). Intensywne subsydiowanie eksportu produktów z przemysłowego rolnictwa przez ostatnie 50 lat zniszczyło gospodarkę chłopską w Europie. To doprowadziło do poważnego zagrożenia jej bezpieczeństwa żywnościowego [13].
7. Chłopi znikają, a ziemia jest koncentruje się w rękach nielicznych.
W okresie 2000-2012 zniknęło 4,8 miliona pełnoetatowych miejsc pracy w rolnictwie UE [14]. Europa straciła 1/3 małych gospodarstw od 2003 r. (12 mln gospodarstw) do 2013 r. (8 mln gospodarstw). Tymczasem wielkoobszarowe farmy ciągle zwiększają swój areał [15]. Ziemia jest również coraz częściej wykorzystywana pod działania pozarolnicze, takie jak urbanizacja, górnictwo, energia odnawialna, inwestycje, transport, turystyka, centra handlowe i tak dalej.
8. Dochód rolników załamuje się podczas gdy przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją przemysłową i handlem detalicznym bogacą się za pomocą publicznych pieniędzy.
W latach 2000 do 2016 r. przychody rolników w większości krajów UE pozornie wzrosły. Ale w tym samym okresie ceny środków produkcji rolnej (nawozy, nasiona, energia i pasza) wzrosły ponad dwukrotnie [16]. Dochody rolników maleją ze względu na presję produkcji rolnictwa przemysłowego z jednej strony i sektor sprzedaży detalicznej z drugiej. Dlatego też w ciągu ostatniej dekady zniknęła 1/3 małych gospodarstw w UE. W samym 2016 r. dochód z działalności rolniczej w Europie zmniejszył się o 0,4%.
Im bardziej uprzemysłowione i kapitałochłonne jest gospodarstwo rolne tym bardziej jest zależne od innych gałęzi przemysłu. Ze 100 kg ziarna wyprodukowanego przez niemiecką firmę, 75 jest przeznaczone do zapłaty branży przemysłowej. To, co pozostaje, nie jest w stanie zagwarantować gospodarstwu dochodu, ani ekonomicznej opłacalności. Dlatego z pomocy publicznej pochodzi nawet 50% dochodu gospodarstwa przemysłowego[ 17].
Rolnictwo przemysłowe przetrwa dzięki dzierżawie ziemi, unijnym i państwowym dotacjom. Ale jego silna zależność od innymi gałęzi przemysłu (brak autonomiczności), sprawia, że rolnictwo to jest wyjątkowo kruche, a jego opłacalność jest w rzeczywistości wynikiem publicznego wsparcia (bezpośrednio lub pośrednio). W przeważającej mierze publiczne dotację są odgórnie przekazywane na wsparcie przemysłu, aby skompensować niskie ceny w produkcji w przemyśle rolno-spożywczym i sektorze detalicznym.
9. Aktualna polityka rolna najmocniej uderza w pracowników najemnych, imigrantów, kobiety i młodzież
Kobiety posiadają o 22% mniej gospodarstw rolnych [w Hiszpanii] (…) natomiast są odpowiedzialne za 98% wszystkich prac opiekuńczych, będących częścią niewidzialnej domowej siły roboczej, dzięki czemu jest im trudniej znaleźć pracę i uzyskać niezależność [18].
Pracownicy najemni na wsiach stanowią istotny element sektora rolnego i dlatego powinni być uznani za producentów żywności. Każdego roku w UE zatrudnionych jest pół miliona pracowników sezonowych spoza UE. Przykładowo 80% pracowników sezonowych w hiszpańskim rolnictwie pochodzi z krajów Europy Wschodniej, Północnej Afryki i Ameryki Łacińskiej. Natomiast w Niemczech 90% pracowników sezonowych pochodzi z Polski i Rumunii. Kobiety w tej grupie są szczególnie narażone na dyskryminację [19].
We włoskim rolnictwie każdego roku około 430 tys. pracowników jest zatrudnionych nielegalnie przez nielegalnych pośredników, którzy eksploatują imigrantów. Większość pracowników sezonowych we Włoszech pochodzi z Afryki, Europy Wschodniej, Bałkanów, Indii i Pakistanu [20].
10. W całej Europie rolnicy i ich sojusznicy walczą aby odwrócić te trendy
Gdy w 1969 r. Sicco Mansholt, europejski Komisarz ds. Rolnictwa i pionier WPR, rozpoczynał plan „modernizacji” europejskiego rolnictwa, przewidywał, że małe gospodarstwa wkrótce znikną.
W 2017 roku chłopi w całej Europie jednoczą się bez względu na klasę, płeć, rasę i granice. To nowe zjednoczenie niesie ze sobą połączenie kwestii rolnictwa, ochrony środowiska, zmian klimatu, praw pracowniczych oraz polityki, które daje początek nowym formom protestów i solidarności w całej Europie i na świecie.
Źródło:
http://www.eurovia.org/wp-content/uploads/2017/07/EN_10_Facts-about-peasant-agriculture-in-Europe.pdf
za: Nyeleni Polska
Komunikat prasowy Nyeleni Polska, 5 lutego 2018 roku: W dniach 25-28.01. 2018 roku w Warszawie odbyło się Forum Suwerenności Żywnościowej, które zgromadziło ponad 120 osób działających na rzecz zmiany przemysłowego modelu produkcji i dystrybucji żywności, w kierunku zrównoważonych gospodarek lokalnych opartych o ekologiczne sposoby wytwarzania żywności, niezależnych od globalnych rynków i skupionych na zaspokajaniu potrzeb żywieniowych lokalnych społeczności.
Jednym z tematów często poruszanych na Forum była struktura dopłat bezpośrednich w ramach Wspólnej Polityki Rolnej UE. Uczestniczący w spotkaniu rolnicy przyznawali, że dopłaty do hektara faworyzują duże gospodarstwa i produkcję przemysłową. Zmiana unijnej polityki rolnej powinna odbyć się wraz z przyjęciem nowej Wspólnej Polityki Rolnej po 2020 roku. Wiele z obecnych na Forum organizacji w grudniu sformułowało rekomendacje dla polityków określające potrzebne reformy polityk publicznych w tym zakresie.
Uczestnicy i uczestniczki Forum podczas dyskusji zgadzali się, że potrzebna jest zmiana polityki państwa, które, m.in. za pomocą zamówień publicznych, powinno faworyzować zrównoważoną produkcję żywności – by w ten sposób zadbać zarówno o jej producentów jak i konsumentów. Obecnie jednak nieograniczona ekspansja sklepów sieciowych i supermarketów podkopała fundamenty zdrowego systemu żywnościowego. [Kampania Dlaczego Nie Kupuję w Supermarkecie].
Odpowiedzią na wiele wyzwań dzisiejszej wsi i drobnego rolnictwa, jest przestawianie gospodarstw na produkcję ekologiczną i stały, bezpośredni kontakt z konsumentami, który tworzy podwaliny pod sprawiedliwe relacje handlowe i daje szanse na godną pracę dla rolników. Pojawia się coraz więcej kooperatyw spożywczych, którzy organizują się oddolnie tworząc alternatywny łańcuch dystrybucji żywności, oparty o bezpośrednią współpracę z producentami i rolnikami. Solidarność i współpraca miasta ze wsią okazała się także ważnym elementem wspierającym lokalne społeczności walczące o wspólne zasoby– o czym mówili na Forum przedstawiciele wioski Żurawlów, grupy Lokalsi dla Puszczy, czy protestów rolniczych z Zielonego Miasteczka organizowanych przez NSZZ Solidarność RI.
Ważną osią dyskusji podczas Forum był temat agroekologii jako praktyki Suwerenności Żywnościowej. W Deklaracji Agroekologii czytamy: „Agroekologia jest odpowiedzią na pytanie, jaki sposób zmienić naprawić nasz system żywnościowy i życie obszarów wiejskich, które zostały zniszczone przez rolnictwo przemysłowe oraz tak zwane Zielone i Niebieskie Rewolucje. Uważamy agroekologię zza kluczową formę oporu wobec systemu gospodarczego, który przedkłada zyski ponad ludzi (…). Praktyki produkcyjne Agroekologii (takie jak uprawa międzyplonów, tradycyjne rybołówstwo, pasterstwo wędrowne, połączenie upraw z leśnictwem, hodowlą zwierząt i rybołówstwem, nawożenie, kompostowanie, stosowanie lokalnych nasion i paszy itd.) oparte są na zasadach ekologicznych, takich jak wspomaganie życia biologicznego w glebie, recykling składników odżywczych, dynamiczne zarządzanie bioróżnorodnością i oszczędność energii bez względu na skalę. Agroekologia drastycznie zmniejsza poziom nakładów zewnętrznych, łączących się z koniecznością zakupów od przedsiębiorstw przemysłowych. Nie używa się chemicznych środków ochrony roślin, sztucznych hormonów, GMO i innych nowych niebezpiecznych technologii”.
Podczas Forum miał także miejsce Targ Inicjatyw, na którym uczestnicy i uczestniczki mogli podzielić się swoim doświadczeniem. Więcej materiałów i informacji wkrótce.
źródło: Nyeleni Polska
Swoje programy wyborcze na zbliżające się wybory samorządowe zaprezentowały w ostatnich tygodniach Partia Razem oraz Polskie Stronnictwo Ludowe. (więcej…)
Burzenie kościoła, puszcza Hambacher niszczona przez buldożery RWE, gaz pieprzowy w oczy aktywistów klimatycznych. Oto obrazki, jakie docierały do nas ostatnio z Niemiec. (więcej…)
W belgijskiej Gandawie obserwować możemy szeroki zakres projektów i inicjatyw, skupiających się na dobrach wspólnych.
Nadal jednak ma ona przed sobą wdrożenie modelu, który w realny sposób wcielać będzie w życie zasadę skupiania się na dobrach wspólnych w realizowanych przez lokalne instytucje działaniach i procesach. Realizowana ostatnimi czasy praca ekspercka daje miastu mapę drogową do przemyślenia i zmiany swoich struktur tak, by realizowały swe działania pod hasłem partycypacji obywatelskiej, dzielenia się zasobami oraz ponadlokalnej współpracy.
Michel Bauwens, jeden z najważniejszych światowych ekspertów w zakresie commons i założyciel P2P Foundation wyróżnia co najmniej trzy powody, dla których miasta mogą chcieć pobudzać inicjatywy i projekty związane z dobrami wspólnymi. Po pierwsze, odgrywają one istotną rolę w transformacji ekologicznej, umożliwiając dzielenie się dobrami, warsztatami produkcyjnymi oraz niezbędną infrastrukturą. Po drugie, umożliwiają one szybsze przechodzenie do ekonomii obiegu zamkniętego, przyczyniając się do dzielenia o informacjami na temat łańcuchów produkcji, ale też dając szansę na tworzenie lokalnych, wysokiej jakości miejsc pracy.
Lokalne platformy wymiany wiedzy i umiejętności pozwalają na realizację idei krótkich łańcuchów dostaw i dystrybucji, stanowiąc alternatywę dla outsourcingu zadań do prywatnych firm z długimi łańcuchami tego typu. Po trzecie wreszcie, jako że dobra wspólne opierają się na otwartych systemach wzmacniają one demokrację oraz partycypację społeczną. Tak w Gandawie, jak i w innych miejscach odczuwalny jest brak modelu „miasta wytwórców”, a mówiąc bardziej konkretnie wdrażania modelu produkcji opartego na otwartym wzornictwie przemysłowym.
Zobowiązanie do pracy na rzecz dóbr wspólnych
Gandawa – belgijskie miasto liczące sobie 260 tysięcy mieszkanek i mieszkańców – pochwalić się może imponującą historią inicjatyw obywatelskich oraz innych form samorządu.
W średniowieczu była to bogata miejscowość z przeszło 50 gildiami. W trakcie rewolucji przemysłowej było z kolei kolebką nowych ruchów robotniczych i spółdzielczości. W przez ostatnie 10 lat mogliśmy obserwować trzecią falę aktywności, reprezentowaną przez przeszło 500 inicjatyw oddolnych – od kooperatywy energetycznej i cyfrowej platformy współdzielenia samochodów aż po rozliczne inicjatywy związane z lokalną żywnością.
W wymiarze politycznym Gandawa ma tradycję partii postępowych – w tym dość sporej partii Zielonych, obecnych na lokalnej scenie od kilku dekad. Wybory samorządowe w roku 2012 wygrał tu czerwono-zielony sojusz, któremu udało się zdobyć większość w radzie miasta. Rządzi on razem z partią liberalną, a podstawę aliansu tworzy wizja innowacyjnego projektu społeczno-ekologicznego. Progresywne tradycje wiążą się również z kulturą otwartego podejmowania decyzji, dającej około 4 tysiącom pracowników instytucji miejskich całkiem sporo przestrzeni do realizacji własnych inicjatyw oraz do współdziałania z mieszkankami i mieszkańcami.
Wszystko to w sytuacji, w której belgijskie miasta mają dość niewielką przestrzeń podejmowania decyzji czy autonomii fiskalnej w porównaniu np. do tych w Danii.
Nie jest zatem zaskoczeniem, że rada miejska Gandawy była pierwszą na świecie, która poprosiła Michela Bauwensa o przygotowanie planu transformacji miasta na bazie dóbr wspólnych (Commons Transition Plan). Wraz ze współpracownikiem zamieszkali tu na wiosnę roku 2017, rozmawiając z 80 mieszkankami i mieszkankami przewodzącymi lub zaangażowanymi w projekty typu commons, przeprowadzając sondaż poświęcony naturze dóbr wspólnych oraz roli miasta, a także wywiady w rozlicznych spółkach komunalnych oraz wśród radnych. Efektem była otwarta encyklopedia internetowa, która zgromadziła około 500 udokumentowanych inicjatyw obywatelskich.
Celem nie było jednak jedynie stworzenie mapy projektów – pytania badaczy miały również aspekt polityczny. Skupiły się najpierw na nowych relacjach mediacji i regulacji, powstającymi między lokalnymi władzami miejskimi a obywatelkami i obywatelami, mającymi na celu wsparcie rozwoju inicjatyw zogniskowanych wokół dóbr wspólnych. Pytali się potem, czy miasta mogą być graczami w zmianie społecznej, ekonomicznej i instytucjonalnej w okresie, gdy państwa narodowe nie są już w stanie regulować globalną gospodarkę. Czy częścią nowego, międzynarodowego modelu władzy mogą się zatem stać sieci miast?
Na bazie prowadzonych w wielu miastach badań na temat dóbr wspólnych Bauwens rozpoczął opracowywanie planu transformacji, opierając go na dwóch przesłankach. Po pierwsze – rada miejska, skupione na dobrach wspólnych inicjatywy miejskie, a także spora część mieszkanek i mieszkańców Gandawy nie jest już tylko i wyłącznie lokalnymi graczami. Stali się częścią ponadnarodowych, ponadlokalnych sieci, które wspólnymi siłami mogą wpływać na globalne zmiany społeczno-polityczne.
Widać to wyraźnie w wypadku planowanych „globalnych społeczności dizajnu”. Lokalne projekty, takie jak fab laby(1), połączone są z globalnymi sieciami przepływu informacji, społecznościami, a nawet sojuszami. Po drugie, miasta mogą bardziej świadomie zarządzać sposobem, w jaki ze sobą współpracują. Już dziś widzimy przykłady tego typu przy kwestiach klimatycznych czy próbach regulowania Ubera – proces ten można jednak pociągnąć dalej. Międzynarodowe sojusze miast powinny być instytucjami realnej współpracy ponadlokalnej i globalnej.
Będziesz moim… miastem partnerskim?
Docenianie inicjatyw skupionych na dobrach wspólnych to jedno – mobilizowanie władz lokalnych do dawania im wsparcia strukturalnego to inna sprawa. Wymaga ono fundamentalnej zmiany w kulturze i strukturze władz publicznych, którą Bauwens określa mianem „państwa partnerskiego”.
Zmiana ta w tym wypadku wymagana byłaby na szczeblu lokalnym. Miasto przestaje być przestrzenią, potrzebującą polityków zachowujących się jak menadżerowie. Jest ono przede wszystkim żyjącą społecznością kreatywnych obywatelek i obywateli. Oznacza to, że zamiast prywatyzować spółki komunalne czy zawierać partnerstwa publiczno-prywatne celem powinny być partnerstwa publiczno-społeczne.
Bauwens wykorzystuje do osiągnięcia celu Gandawy jako „miasta partnerskiego” już istniejące tu ziarna transformacji. Od jakiegoś czasu realizowało ono strategię zrównoważonego systemu żywnosciowego – Gent en Garde. Instytucją kluczową dla jej realizacji jest Voedselraad – rada do spraw żywności, w której znajdują się osoby związane z każdym elementem łańcucha produkcji i dystrybucji żywności, łącząc tym samym wiele istniejących (i nowych) inicjatyw związanych z lokalnym rolnictwem i promowaniem krótkich łańcuchów dostaw oraz umożliwiając kontakt między producentami a konsumentami.
Rada do spraw żywności – jako organ dający reprezentację różnym graczom – umieszcza jednak ludzi w obrębie ich dotychczasowych interesów i struktur działających na rzecz ich osiągnięcia. Nierzadko nie mogą lub nie chcą rozmawiać z nowymi inicjatywami wokół dóbr wspólnych jak równy z równym. Właśnie dlatego potrzebny jest drugi, bardziej doradczy organ, którym w tym wypadku jest istniejąca już grupa robocza do spraw rolnictwa miejskiego. Ta niezależna inicjatywa sama jest koalicją zróżnicowanych projektów, ekspertów oraz zaangażowanych grup obywatelek i obywateli. Pozwala społeczeństwu obywatelskiemu na gromadzenie wiedzy – bez wchodzenia w stare struktury władzy.
Plan na rzecz transformacji wokół dóbr wspólnych pomógł w tworzeniu dwóch nowych instytucji, mających na celu zwiększenie partycypacji społecznej.
Stany Generalne Dóbr Wspólnych zorganizowane zostały przez sektor inicjatyw tego typu i działają jako organizacja parasolowa. Są przestrzenią przeznaczoną dla osób troszczących się o dobra wspólne i chcących zaangażować się na ich rzecz. Izba Dóbr Wspólnych odwołuje się z kolei do praktyki już istniejących izb gospodarczych. Obywatelki i obywatele zasiadają tam jako przedsiębiorcy, którym leży na serce przyszłość odpornej na wstrząsy gospodarki skupionej wokół commons.
Różnica perspektyw czyni obie te instytucje niezbędnymi. Walcząc o lepszą widzialność i większy wpływ organ doradczy zdobywa siłę, która przydaje mu się w dyskusjach z miastem oraz organem skupionym na reprezentacji. Stany Generalne i Izba Dóbr Wspólnych pilnują, by doceniana była rola współtworzenia, a decyzje polityczne nie działały na ich szkodę. Powyższy schemat może zostać zastosowany w wielu innych sektorach, dając instytucjom publicznym nieustający strumień inspiracji ze strony inicjatyw i idei dóbr wspólnych.
Bauwens proponuje ponadto skopiować odnoszące sukcesy miejskie instytucje z Włoch, na przykład z Bolonii. Chodzi o lokalne laboratorium dóbr wspólnych (Commons City Lab) wspierające świeże, eksperymentalne inicjatywy tego typu, upowszechniające udane pomysły i modele, a także wspierające tworzenie sieci współpracy.
Kolejną kwestią są tyczące dóbr wspólnych regulacje, wspierające prawo do inicjowania projektów tego typu i określające rolę miast oraz innych aktorów miejskiego życia publicznego. „Prawo do rozpoczęcia” (Right to Initiate) to pozytywne uprawnienie, którego celem nie jest zastąpienie już istniejących usług publicznych, lecz rozwijanie przestrzeni opartych na trosce zmian.
Spotkanie strumieni
Nie da się ukryć faktu, że w kwestiach takich jak dobra wspólne czy regulowanie hiperkapitalistycznych inicjatyw typu Airbnb to miasta znajdują się dziś na czele peletonu. To nie brytyjski rząd lecz Londyn ma na tyle odwagi, by w wypadku łamania reguł skonfrontować się z Uberem. Miasta w roli awangardy nie są niczym zaskakującym. Fakt, że lokalna rada miejska jest dla obywatelek i obywateli bliżej niż ich rząd z pewnością ma tu coś do rzeczy. Burmistrzowi łatwiej też jest wejść w dialog dotyczący swoich posunięć politycznych z lokalnymi graczami.
Te pragmatyczne uwagi kryją jednak aspekt ideologiczny, który w swej książce Vrijheid & Zekerheid (Wolność i pewność) określam mianem „kraju dwóch nurtów(2)”. W Europie mamy dziś do czynienia z dominującym nurtem neoliberalnym oraz nurtem alternatywnym, będącym wobec niego w kontrze. Główny nurt tworzy większość rządów, instytucje międzynarodowe oraz wielkie korporacje. Rządy narodowe funkcjonują w gorsecie Traktatu z Maastricht, stawiającego cele polityki monetarnej wyżej niż kwestie społeczne i ekologiczne.
Samorządy mają tu większe pole manewru. Lobbyści ponadnarodowych koncernów nie są w stanie być obecni w każdej miejscowości.
Miasto jest miejscem, w którym rodzi się szereg obywatelskich inicjatyw na rzecz zrównoważonego rozwoju. Tak jak w wypadku małych strumyczków łączą się tu ze sobą w większy prąd w którym wzmacniają siebie nawzajem. To najczęściej na szczeblu lokalnym – najbliższym ludziom – łatwiej o włączenie się w ten nurt. To tu lokalne inicjatywy mogą stać się realnymi alternatywami politycznymi. Wybór Ady Colau, reprezentującej obywatelski ruch miejski Barcelona en Comú na burmistrzynię tego miasta jest tego najlepszym dowodem.
Łączenie sił
Jeśli miasta chcą być aktywną częścią nowej formy ponadnarodowej władzy, muszą one aktywnie tworzyć sieci współpracy wokół dóbr wspólnych. To pragmatyczna propozycja. Osoby zaangażowane w inicjatywy tego typu czy innowacyjni przedsiębiorcy realizują swoje pomysły i kreują lokalne standardy – rośnie więc potrzeba wzmocnienia ich pozycji i umożliwienia im działania w klasycznym, konkurencyjnym otoczeniu, które dziś zwala na społeczeństwo ekologiczne i społeczne wygenerowane przez siebie koszty zewnętrzne.
Miasta, a także inicjatywy wokół commons będą mieć jakiekolwiek znaczenie, jeśli uda im się połączyć swoją wiedzę i zasoby. Wspólnymi siłami możliwe będzie na przykład wspieranie wolnego oprogramowania, umożliwiające stworzenie platform umożliwiających chociażby dzielenie się samochodem czy rowerem, tworzenie lokalnej waluty czy zarządzanie systemem produkcji żywności w krótkich łańcuchach – od sprzedaży nasion po sklepy internetowe.
Proces ten oznaczać będzie dzielenie się wiedzą na temat podejścia do dóbr wspólnych w różnych miastach i miasteczkach. Możemy potem ocenić, jakie regulacje i nowe instytucje działają najlepiej dla wspierania ich rozwoju. By podać konkretny przykład, Bauwens odwołuje się do koalicji 16 metropolii, które podpisały Obietnicę Barcelońską czy do modelu FabCity, który ma pomóc w zrelokalizowaniu połowy produkcji żywności do roku 2054.
Poza lokalny horyzont
Znaczenie opracowanego przez Bauwensa planu transformacji wykracza poza lokalny kontekst. Proponowane przez niego lokalne struktury są tu szczególnie ważne. Jest czymś oczywistym, że po dziesięcioletnim trendzie zwyżkowym Gandawa potrzebuje nowych instytucji, które skanalizują energię na rzecz zmiany społecznej i ekonomicznej w kierunku bardziej uczciwej, sprawiedliwej, wspólnej przyszłości.
Wszystkie proponowane na szczeblu miasta innowacje wymagać będą sporo czasu i energii ze strony lokalnych aktywistów, władz czy przedsiębiorców. Istnieje spore zagrożenie, że wszyscy uznają wprawdzie wagę poszerzania sieci o ponadlokalnym charakterze, ale za słowami nie pójdą czyny. Bauwens w swoim planie wspomina o potrzebie tworzenia tego typu sieci, podobnie jak o potrzebie zmian w samym mieście. Ważne, by od początku swego istnienia każda nowa instytucja uwzględniała w swym działaniu kontekst ponadlokalny.
Pogłębienie współpracy jest niezbędnie do wzmocnienia wspomnianego już nurtu alternatywnego. Kluczowe w tej kwestii są sieci miast, współpracujące z sieciami uniwersyteckimi w celu opracowania i podzielenia się niezbędną wiedzą i dizajnem.
Gdyby 20 miast od jutra wyznaczyło środki na rzecz przygotowania, powiedzmy, alternatywnej platformy cyfrowej dla Airbnb, a następnie wdrożyło ją we współpracy z miejskimi graczami w sektorze dóbr wspólnych, odegrałyby wówczas istotną rolę w tworzeniu alternatywy dla produktów, oferowanych przez neoliberalnych graczy. To realne zmagania, z którymi mamy dziś do czynienia.
Jest tu również miejsce na naukę z doświadczeń lat 70. XX wieku. Z energii tamtego okresu, definiowanego czasem jako „maj ’68” wyłonił się szereg graczy i inicjatyw społecznych, domagających się większej przestrzeni dla działań autonomicznych wobec państwa i rynku. O ile w wielu krajach przestrzeń ta została zdobyta w kwestiach takich jak równość małżeńska, elastyczność kariery zawodowej czy eutanazja, o tyle w wypadku inicjatyw o charakterze ekonomicznym było dokładnie odwrotnie – pozycja obywatelek i obywateli osłabła.
Dzięki zorganizowaniu się na globalnym szczeblu potęga biznesu znacząco wykroczyła poza władzę państwa narodowego czy obywatelskiej samoorganizacji. Jeśli nowa fala ruchów społecznych ma zdobyć realną władzę to od początku musi się organizować na szczeblu ponadlokalnym, na którym przywództwo obejmą koalicje miast o czytelnych celach politycznych i ekonomicznych. Ze strony Zielonych wymagać to będzie wzrostu świadomości i uważnego przyglądania się wydarzeniom, które stanowić powinno punkt wyjściowy dla wszystkich przyszłych działań.
(1) Fab lab (ang. fabrication laboratory) – niewielki warsztat, zapewniający sprzęt i usługi potrzebne do produkcji cyfrowej.
(2) Vrijheid & Zekerheid. Naar een sociaalecologische samenleving (wyd. holenderskie: EPO, 2016). Dirk Holemans. Anglojęzyczny esej, zawierający podstawowe elementy książki jest od końca 2017 roku dostępny na stronie Green European Foundation (projekt Ecopro): www.gef.eu
Artykuł „The City Taking the Commons to Heart” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek
Zdj. Derek Sherman na licencji CC BY-SA 3.0
Nie jest przesadą stwierdzenie, że od rozstrzygnięcia tych walk zależeć będzie los nas wszystkich, także na globalnej Północy. Kwestia agrarna jeszcze długo nie przejdzie do historii, ale będzie jednym z jej kół zamachowych.
Prawie połowa ludzkości mieszka na wsi. Mimo gigantycznych postępów urbanizacji oraz ekspansji przemysłu poza centralne ośrodki systemu światowego, w krajach globalnego Południa produkcja rolna w dalszym ciągu odgrywa wielką rolę w gospodarce. Na Południu też koncentruje się przygniatająca większość populacji chłopskiej planety. Rodzinne gospodarstwa mało-obszarowe dźwigają ciężar wyżywienia większości populacji w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji. A jednak kwestia agrarna nie zaprząta zbytnio uwagi opinii publicznej i decydenckich forów w rodzaju G8 czy Davos.
Nic dziwnego, bo ruchy chłopskie od dawna nie mają dobrej prasy. Nowoczesna myśl społeczna już w XIX wieku miała tendencje do niedoceniania chłopów i tocznych przez tę klasę walk. Zarówno liberałowie jak marksiści hołdowali przekonaniu, że w epoce przemysłowej historia chłopstwa dobiega końca. Chłopi, jako formacja schyłkowa, mieli być „z natury” konserwatywni, bierni, ksenofobiczni i niezdolni do wypracowania nowoczesnych form podmiotowości politycznej. Oceny tej nie zmienił nawet fakt, że niemal wszystkie rewolucje XX wieku, od meksykańskiej przez rosyjską, chińską, hiszpańską, kubańską, aż po algierską, indochińską i nikaraguańską miały chłopski charakter. Dopiero ostatnie dekady zmieniły nieco ten stan rzeczy. Przyczyniła się do tego rola jaką chłopi Południa odgrywają w oporze wobec neoliberalizmu i w ruchach alterglobalistycznych. Powstanie zapatystów w Meksyku, walki brazylijskich pracowników rolnych bez ziemi, mobilizacje rolników indyjskich przeciw wysiedleniom i liberalizacjom, opór chłopów w Afryce Subsaharyjskiej, czy Konfederacja Chłopska we Francji stały się ważnym sektorem Światowych Forów Społecznych, ale także źródłem inspiracji ideowych i innowacji strategicznych dla innych skupionych w nim podmiotów. Ruch chłopski przetrwał zresztą zmierzch alterglobalizmu po roku 2003-2004 i wciąż odgrywa dużą rolę, także w skali międzynarodowej. Dość wspomnieć o sile oddziaływania chłopskiej międzynarodówki Via Campesina – założonej w 1993 roku koalicji działającej dziś w 70 krajach i skupiającej wiele milionów rodzin w 143 organizacjach. Dynamika międzynarodówek chłopskich kontrastuje ze słabością wielu międzynarodowych organizacji pracowniczych i lewicowych.
Głównym źródłem walk chłopskich jest dziś narzucany przez logikę kapitalizmu nierównomierny rozwój rolnictwa rozdartego między wielkoobszarowym agroprzemysłem nastawionym na zysk a drobnym rolnictwem wyżywieniowym. Linię konfliktów wytyczają kwestie prawa do ziemi, suwerenności żywnościowej, oporu wobec nowych postaci ekstraktywizmu czyli rozwoju opartego na eksploatacji surowców w krajach Południa, wreszcie demokratycznego samostanowienia społeczności wiejskich. Stawka daleko wykracza poza partykularne interesy konkretnych społeczności wiejskich. W gruncie rzeczy jest globalna, tak jak globalne są kryzysy żywnościowy, klimatyczny, energetyczny i finansowy, które bezpośrednio zagrażają chłopom. Kapitał stale poszukuje obszarów, na które mógłby rozciągnąć swoje panowanie. W przypadku rolnictwa, chce de facto wyrugować trzymiliardową populację stojącą na przeszkodzie przekształceniu ziemi i żywności w towar przynoszący zyski obracającym nim na globalnych rynkach korporacjom. Logika poszukiwania rentownego zatrudnienia dla kapitału napotyka tu przeciwstawną logikę zaspokojenia potrzeb.
Gwałtowna fala zawłaszczenia ziemi pojawiła się w kontekście kryzysu globalnego kapitalizmu trwającego od połowy 2007 roku. Krach na rynkach finansowych, które do dziś utrzymują się dzięki kroplówce pomocy publicznej, recesja lub stagnacja w sektorze produkcyjnym, wzrost bezrobocia i destabilizacji pracy, spadek inwestycji – wszystko to sprawia, że, mówiąc słowami Zygmunta Baumana, kapitalizm poszukuje gorączkowo nowych pastwisk, na których mógłby generować zyski. Domena dóbr wspólnych (kulturowych i naturalnych), przestrzeń publiczna, dziedzictwo biogenetyczne, a nawet prawa do emisji zanieczyszczeń – wszystko to są obiecujące pola akumulacji w czasach, gdy gospodarka kapitalistyczna pogrąża się w zastoju.
W rzeczywistości jednak obecna sytuacja jest tylko spiętrzeniem tendencji strukturalnej narastającej od przynajmniej dwóch dekad. Intensyfikacja korporacyjnego najazdu na ziemie uprawne zarówno na globalnym Południu jak i w krajach Europy, gdzie w rolnictwie dominują gospodarstwa rodzinne, stanowi konsekwencję promowania, a w wielu przypadkach narzucania modelu rolnictwa przemysłowego i zliberalizowanych rynków rolnych przez organizacje takie jak Bank Światowy, Światowa Organizacja Handlu (WTO) oraz rządy Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.
Pieniądze zamrożone w chłopskich poletkach spędzają sen z powiek szefom wielkich korporacji. Z ich punktu widzenia są zupełnie bezużyteczne – zaspokajają potrzeby społeczne (wyżywienia i bezpieczeństwa na starość), ale nie przynoszą zysku, który jest przecież najważniejszym i jedynym celem kapitału.
Chłopi walczą o prawo do ziemi przeciw wywłaszczeniom gruntów pod uprawy biopaliwowe czy monokultury upłynniane na rynkach globalnych (takie jak choćby kawa czy kakao). Stawiają opór komercjalizacji dziedzictwa biogenetycznego w formie ziarna modyfikowanego genetycznie, które należy do produkujących je korporacji, a nie stanowi powszechnie dostępnego dobra wspólnego. Rewindykują politykę rolną zorientowaną na wsparcie dla produkcji żywnościowej przeciwko liberalizacji otwierającej drogę do monopolu dotowanego przemysłu żywnościowego z Północy i globalnych cen narzucanych przezeń lokalnym społecznościom Południa. Domagają się poszanowania nieustannie łamanych praw człowieka. Chcą demokratycznej kontroli nad produkcją i dystrybucją żywności oraz zasobów naturalnych.
Zliberalizowane rolnictwo przemysłowe nie zapewnia bezpieczeństwa, a odbiera suwerenność żywnościową krajom globalnego Południa, zagraża drobnym rolnikom na Północy, napędza bezrobocie, pauperyzację i slumsową urbanizację społeczności chłopskich. Niesie negatywne skutki ekologiczne i klimatyczne. Ten bilans uprawnia do odrzucenia tego kosztownego i ekskluzywnego modelu. Alternatywy są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy skorzystać z doświadczeń rolnictwa zrównoważonego, które także dziś, tam gdzie opiera się presji ze strony wielkiego kapitału jest w stanie w jest w stanie wyżywić społeczności i zapewnić ich rozwój.
Nie jest przesadą stwierdzenie, że od rozstrzygnięcia tych walk zależeć będzie los nas wszystkich, także na globalnej Północy.
Sceną konfliktów są zresztą nie tylko tereny wiejskie Południa, ale także Północy. W Europie, w tym w Polsce, postępuje koncentracja ziemi uprawnej, a prawa społeczności rolniczych składane są na ołtarzu logiki ekstraktywistycznej. Walka rolników włoskich czy hiszpańskich o ziemię mieści się w tej samej perspektywie co walka mieszkańców Żurawlowa przeciw przekształceniu okolic ich wsi w miejsce eksploatacji gazu łupkowego. Nie jest przypadkiem, że w Polsce to właśnie rolnicze związki zawodowe najmocniej zaangażowały się w kampanię przeciw porozumieniom wolnohandlowym TTIP oraz CETA. Rolnicy doskonale zdają sobie sprawę z zagrożeń społecznych jakie niesie otwarcie polskiego rynku na przemysłową żywność z USA i nie mają ochoty płacić swoim życiem za zyski wielkich korporacji. Podobnie ma się sprawa z uprawami GMO, przeciw którym najmocniej walczą organizacje chłopskie. Przykłady te pokazują, że nie ma specyficznie „wiejskich tematów”. Zarówno gaz łupkowy, TTIP/CETA jak i GMO dotyczą także mieszkańców miast. Chłopi okazują się zatem stać w awangardzie wielu walk o charakterze uniwersalnym. Wiele wskazuje na to, że podobne konflikty będą narastać w przyszłości. Kwestia agrarna – na Południu jak i Północy – jeszcze długo nie przejdzie do historii, ale będzie jednym z jej kół zamachowych.
Przemysław Wielgosz
źródło: gazetoplakat „Głodna wieś, to głodne miasto” do pobrania w formacie pdf – http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2014/12/gazeta_strajk_chlopski_1937_net.pdf
za: Nyeleni Polska
Unia Europejska będzie zielona – albo może nie być jej wcale. Coraz więcej wizji integracji kontynentu uwzględnia kwestie ekologiczne jako istotny element budowy lepszej, bardziej sprawiedliwej Europy. (więcej…)
Mamy do czynienia z radykalną zmianą. (więcej…)
Krzysztof Wodiczko jest jednym z najważniejszych współczesnych polskich artystów.
Najnowszy projekt pt. „Żywe obrazy” to niezwykła podróż, w którą zabiera nas artysta wraz z bohaterkami i bohaterami swojego najnowszego dzieła. Jest to podróż bardzo bolesna. Mimo to warto w nią wyruszyć, gdyż będzie ona dla nas ważną lekcją o niedostatkach naszej demokracji. (więcej…)
Jędrzej Niklas z London School of Economics w rozmowie z Bartłomiejem Kozkiem opowiada, w jaki sposób mogą dyskryminować nas algorytmy i apeluje, byśmy nie zostawiali ich w rękach informatyków. (więcej…)
Rolnictwo przyjazne dla klimatu i agroekologia nie są pojęciami wymiennymi, a stosowane przez nie metody nie są łatwe do pogodzenia. Reprezentują one dwie fundamentalnie różne wizje rozwoju i dobrobytu.
Agroekologia wraz z suwerennością stanowią alternatywny paradygmat dla rolnictwa przyjaznego dla klimatu i konwencjonalnego rozwoju. Ten artykuł skupia się na bardziej transformacyjnych aspektach agroekologii i suwerenności żywnościowej, aby jasno określić punkty wspólne i rozbieżności z rolnictwem przyjaznym dla klimatu oraz uwydatnić ich niezgodność z konwencjonalnym rozwojem.
Pięć lat temu temat agroekologii był w oficjalnych kręgach prawie nieobecny, lecz dzisiaj znajduje się w centrum politycznej debaty na temat żywności i rolnictwa. To wzrastające międzynarodowe uznanie jest dobrą nowiną dla zwolenników agroekologii. Jednak agroekologia oznacza różne rzeczy dla różnych ludzi. Podobnie jak to się stało w przeszłości z określeniami takimi jak „rozwój zrównoważony”, znaczenia tego słowa są coraz częściej kwestionowane i reinterpretowane przez rozmaitych ludzi i grupy interesów.
Krótko mówiąc, termin „agroekologia” jest obecnie używany przez różnych aktorów jako część ich wizji przyszłości, które albo dążą do dostosowania się do dominującego modelu przemysłowego systemu rolnego i żywnościowego, bądź też zmierzają do jego radykalnej transformacji. Przykładem tego pierwszego jest koncepcja rolnictwa przyjaznego dla klimatu (Climate-smart agriculture – CSA), w której agroekologia przedstawiana jest jako ważna część składowa. Koncepcja ta została rozwinięta przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO, 2010), i jest promowana przez Globalny Sojusz na rzecz Rolnictwa Przyjaznego dla Klimatu (Global Alliance for Climate-smart Agriculture – GACSA). Z podejściem tym wyraźnie kontrastuje agroekologia mieszcząca się w paradygmacie suwerenności żywnościowej, która ma charakter o wiele bardziej transformacyjny, zarówno w sferze teoretycznej, jak i stosowanych metod i praktyk.
Rolnictwo przyjazne dla klimatu i agroekologia: zbieżności i podobieństwa
Zwolennicy CSA wybiórczo włączyli do niego niektóre praktyki agroekologiczne i połączyli je z należącymi bardziej do głównego nurtu technologiami rolnictwa przemysłowego.
Na pewnej płaszczyźnie wydaje się, że istnieją podobieństwa i możliwe zbieżności pomiędzy CSA a tradycjami agroekologii przedstawionymi poniżej. Na przykład ogólna definicja CSA podana przez FAO opisuje atrybuty, głoszone również przez agroekologię: „CSA w sposób zrównoważony zwiększa wydajność, odporność (adaptację), redukuje/usuwa gazy cieplarniane (GHGs) (łagodzenie), przyczyniając się jednocześnie do osiągnięcia krajowego bezpieczeństwa żywnościowego i celów rozwoju”.
Co więcej, zwolennicy rolnictwa przyjaznego dla klimatu zdają sobie sprawę, że skupienie się wyłącznie na produkcji rolniczej bez brania pod uwagę zrównoważenia ekologicznego będzie prawdopodobnie miało negatywne, i możliwe, że nieodwracalne, konsekwencje dla środowiska. Istotnie w podejściu CSA podkreśla się potrzebę zwiększenia wydajności rolniczej i dochodów w sposób zrównoważony.
Krótka historia agroekologii
Sednem agroekologii jest pogląd, że systemy rolne powinny naśladować poziom bioróżnorodności i funkcjonowanie naturalnych ekosystemów. Od czasu, gdy termin ten został ukuty przez Bensina w 1928 roku, znaczenie, teoria i praktyka agroekologii ulegały zmianie:
– Wzrastająca świadomość negatywnego wpływu na środowisko i zanieczyszczeń powodowanych przez rolnictwo przemysłowe doprowadziła do zacieśnienia współpracy pomiędzy agronomią a ekologią w poszukiwaniu bardziej zrównoważonego modelu rolnictwa. Początkowo skupiano się przede wszystkim na naukach ekologicznych, jako podstawie dla jego stworzenia.
– Pionierzy agroekologii zdawali sobie coraz bardziej sprawę ze znaczenia wiedzy rolników dla innowacji agroekologicznych. Podejścia agroekologiczne świadomie dążą do połączenia praktycznej wiedzy rolników i ludów tubylczych z najnowszymi odkryciami ekologii jako nauki.
– W latach 90. obszar zainteresowania agroekologii poszerzył się z agroekosystemów do całego systemu żywnościowego. Ta szersza perspektywa doprowadziła do ściślejszych powiązań z organizacjami rolników, obywatelskimi grupami konsumenckimi i ruchami społecznymi.
– Dla wielu organizacji rolników i ruchów społecznych agroekologia jest dzisiaj jednoznacznie powiązana z suwerennością żywnościową.
Rolnictwo przyjazne dla klimatu a agroekologia: rozbieżności
Pomimo przedstawionych wcześniej znacznych podobieństw, agroekologia i CSA pod innymi ważnymi względami różnią się fundamentalnie. Na przykład CSA nie wyklucza metod i technologii, które podkopują praktyki agroekologiczne lub są z nimi niekompatybilne. Obok przyjaznego dla środowiska agroleśnictwa i międzyplonów, CSA obejmuje również eklektyczną mieszankę upraw odpornych na herbicydy, toksycznych środków owadobójczych i fungicydów, zmodyfikowanych genetycznie nasion, zwierząt gospodarskich i ryb, technologii prawnie zastrzeżonych i patentów na nasiona, jak również energochłonnej hodowli przemysłowej, wielkoskalowych monokultur przemysłowych i plantacji biopaliw. Wpływowi aktorzy popierający rolnictwo przyjazne dla klimatu wspierają również fundusze i inwestycje związane z podejściami rynkowymi do adaptacji i łagodzenia zmian klimatu, a także finansowanie projektów CSA poprzez system równoważenia emisji dwutlenku węgla. Utowarowienie emisji dwutlenku węgla i tworzenie prywatnych uprawnień do nich w imię „zielonego wzrostu” jest częścią programu CSA.
Brakuje jasnej definicji, czym jest, a czym nie jest rolnictwo przyjazne dla klimatu. Pozwala to na przejęcie tego pojęcia przez niektóre z przedsiębiorstw najbardziej przyczyniających się do globalnego ocieplenia. Korporacje agrochemiczne i ich grupy lobbingowe są obecnie mocno reprezentowane w najważniejszych sojuszach i inicjatywach promujących CSA. Na przykład rolnictwo przyjazne dla klimatu jest jednym z ośmiu priorytetowych obszarów Partnerstwa na rzecz Technologii Niskoemisyjnych Światowej Rady Biznesu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, w którym uczestniczą największe korporacje z sektorów powiązanych z żywnością i rolnictwem. Programowi współprzewodniczy Monsanto, a biorą w nim udział również firmy takie jak Yara, DuPont, Dow, Olam, Walmart, Tyson Foods, PepsiCo, Diageo, Starbucks, Kellogg’s, Jain Irrigation, ITC, Uniphos, Coca-Cola i Unilever. W dzisiejszym świecie konkurencyjnego globalnego kapitalizmu szefowie wszystkich tych firm zaangażowanych w CSA są zobligowani do przedkładania zysków nad sprawiedliwość i zrównoważenie ekologiczne.
CSA – a szczególnie jego korporacyjna wersja – oznacza zatem kontynuację dotychczasowego scenariusza rolnictwa przemysłowego, w którym rolnicy stają się coraz bardziej zależni od środków produkcji dostarczanych przez korporacje agrochemiczne i globalnych rynków towarowych, na których sprzedają swoje produkty. Co więcej dążenie koncernów do otwarcia rynków CSA na nawozy azotowe i fosforowe, a także jednakowe genetycznie nasiona, najprawdopodobniej zdestabilizuje jeszcze bardziej ekosystem Ziemi i jego zdolność podtrzymywania współczesnych społeczności ludzkich. Z tego powodu praktyki rolnictwa przyjaznego dla klimatu są całkowicie niezgodne z bardziej transformacyjnymi koncepcjami agroekologii.
Cztery wymiary agroekologii dla suwerenności żywnościowej sprawiają, że różni się ona w sposób zasadniczy od projektu CSA i konwencjonalnego rozwoju.
Nowe podejście do nowoczesności i tożsamość chłopska
2,5 miliarda drobnych rolników, pasterzy, mieszkańców lasu i tradycyjnych rybaków, którzy wciąż dostarczają większość światowej żywności poprzez lokalne systemy żywnościowe, są w dużej mierze ignorowani, zaniedbywani i niszczeni przez rządy i korporacje. Po pierwsze dominujący paradygmat rozwoju zakłada zmniejszenie ilości ludzi żyjących na obszarach wiejskich, uprawiających ziemię i zależnych od lokalnych systemów żywnościowych. Wiele strategii rozwojowych opartych jest w istocie na przekonaniu, że ci niskotowarowi producenci powinni „zmodernizować się” tak szybko jak to tylko możliwe. Powinni zastosować przemysłowe technologie żywności i rolnicze, pozwalające na osiągnięcie efektu skali, i stać się w pełni komercjalnymi wytwórcami. Po drugie globalna restrukturyzacja systemów rolno-spożywczych, w których garstka transnarodowych korporacji uzyskuje monopolistyczną kontrolę nad różnymi ogniwami łańcucha żywnościowego, zagraża systemom lokalnym. Tego rodzaju program modernizacji jest postrzegany jako pożądany i nieunikniony przez większość rządów i korporacji.
Jednak pogląd, że drobni producenci i ludy tubylcze są skazani na zniknięcie, odzwierciedla jedynie jedną wizję przyszłości – jest to wybór polityczny, który jest poddawany w wątpliwość i odrzucany przez ruchy społeczne działające na rzecz agroekologii i suwerenności żywnościowej. Powoli następuje proces „ponownego schłopienia” (ang: re-peasantisation), w miarę jak coraz liczniejsze organizacje krajowe i regionalne przyjmują z dumą nazwę „chłopski/chłopska”, aby opisać same siebie, budując alternatywną, współczesną tożsamość, bogatą w znaczenia i dającą nadzieję na przyszłość. Ta wizja nowoczesności, która przyciąga coraz większą liczbę ludzi młodych, sprzeciwia się utowarowieniu natury i relacji społecznych, poszukuje innych definicji „dobrego życia”, takich jak Buen Vivir czy Sumak Kasai w Ameryce Południowej, postwzrost w Europie lub Ecological Swaraj w Indiach.
Od linearnych do cyrkularnych systemów żywnościowych
Zakres agroekologii w kontekście suwerenności żywnościowej wykracza znacznie poza koncentrację rolnictwa przyjaznego dla klimatu wyłącznie na produkcji rolnej: kwestionuje ona strukturę całego systemu żywnościowego. Od pola do talerza, zglobalizowane łańcuchy zaopatrzeniowe, które dostarczają światu pożywienie, opierają się na intensywnym użyciu paliw kopalnych dla wyrobu nawozów, substancji agrochemicznych, produkcji, transportu, przetwarzania, chłodzenia i handlu detalicznego. Są one główną przyczyną zmian klimatu i zanieczyszczenia powierza. Globalny system produkcji i dystrybucji żywności może być odpowiedzialny za około 50% światowych emisji gazów cieplarnianych. Współczesne przemysłowe systemy żywnościowe, energetyczne i wodne są w sposób fundamentalny niezrównoważone. Konieczna jest całkowita transformacja nowoczesnych systemów żywnościowych – reformy, które pozostawią ich podstawową strukturę niezmienioną, są z pewnością niewystarczające.
Alternatywą dla konwencjonalnego modelu rozwoju jest przejście z systemów linearnych na cyrkularne, które naśladują procesy naturalne. Można to zrobić poprzez zastosowanie dwóch zasad ekologicznych. Pierwsza z nich mówi o tym, że natura oparta jest na przenikających się i oddziaływających na siebie wzajemnie cyklach – na przykład węglowym, azotowym, fosforowym i wodnym. Druga dotyczy użyteczności odpadów, które są poprzez naturalne cykle i procesy przekształcane w formy użyteczne, sprawiając, że odpady jednych gatunków stają się pożywieniem dla innych w tym samym ekosystemie. W cyrkularnych systemach produkcji, wyspecjalizowane i scentralizowane łańcuchy zaopatrzeniowe zastępowane są odpornymi i zdecentralizowanymi sieciami systemów żywnościowych i energetycznych, które są zintegrowane ze zrównoważonymi systemami wodnymi i zarządzania odpadami. Systemy cyrkularne mogą być budowane na różną skalę, od indywidualnych działek rolnych po całe duże miasta.
Dobrze zaprojektowany system cyrkularny, oparty na spółdzielczej, wspólnej lub kolektywnej własności ziemi, wody, nasion, wiedzy i innych źródeł utrzymania może: zmniejszyć zużycie paliw kopalnych i emisje; zwiększyć bezpieczeństwo żywnościowe, wodne i energetyczne; stworzyć nowe miejsca pracy; i promować odporne i samowystarczalne społeczności, wolne od dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, klasę społeczną, niepełnosprawność, przynależność etniczną i inne różnice.
Nowe podejście do ekonomii, handlu i rynku
W zasadniczym przeciwieństwie do CSA i konwencjonalnego rozwoju, transformacyjna agroekologia i suwerenność żywnościowa dążą do zmniejszenia uzależnienia od korporacyjnych dostaw zewnętrznych środków produkcji i odległych globalnych rynków towarowych. Tego rodzaju wizja przeobrażenia dominującego systemu rolno-spożywczego przekłada się na podejście, które kładzie nacisk na formy organizacji gospodarczej i rewitalizacji oparte na pięciu zmianach:
- Ponownym zakorzenieniu rolnictwa w naturze, opieraniu się na funkcjonalnej bioróżnorodności i zasobach wewnętrznych dla produkcji żywności, włókien i dla innych korzyści;
- Dystansowaniu się rolników od rynkowych dostaw środków produkcji (nasion, nawozów, hormonów wzrostu, pestycydów, itp.) oraz kredytów;
- Dywersyfikacji produkcji i rynków zbytu przez rolników;
- Ponownym odkryciu zapomnianych zasobów;
- Zasadach handlowych, które chronią lokalne gospodarki i ekosystemy.
Na głębszym poziomie staje się również jasne, że aby umożliwić powszechne przejście na agroekologię i suwerenność żywnościową, potrzebny jest fundamentalnie inny rodzaj ekonomii.
Pogłębianie demokracji
Jednym z najmocniej wyartykułowanych postulatów ruchu agroekologii i suwerenności żywnościowej jest umożliwienie obywatelom korzystania z ich prawa do decydowania o własnej żywności i polityce rolnej, które należy do podstawowych praw człowieka. (Nyeleni, 2007). Suwerenność żywnościową można w gruncie rzeczy najlepiej zrozumieć, jako dążenie do poszerzenia sfery wolności i demokracji poprzez odtworzenie różnorodności lokalnych autonomicznych systemów żywnościowych. Demokratyzacja zarządzania systemem żywnościowym oznacza umożliwienie rolnikom, zarówno mężczyznom jak i kobietom, bezpośredniego udziału w wyborze oraz tworzeniu strategii i instytucji, decyzji w sprawie strategicznych priorytetów badawczych i inwestycji, oraz oceny zagrożeń ze strony nowych technologii. Można to najlepiej zrobić poprzez rozwinięcie demokracji bezpośredniej w procesie podejmowania decyzji, w celu uzupełnienia bądź zastąpienia modeli demokracji reprezentatywnej, które dominują w rozwoju konwencjonalnym.
Walka o demokratyzację badań naukowych w dziedzinie rolnictwa ma w tym względzie znaczenie symboliczne. Ruchy społeczne i naukowcy- aktywiści uważają, że rozwiązania technologiczne są niewystarczające i postrzegają naukę jako część oddolnego, partycypacyjnego procesu rozwoju, w którego centrum znajdują się rolnicy i obywatele. W tym podejściu, zamiast być pasywnymi beneficjentami rozwoju lub transferu technologii „powoli przesączających w głąb” („tricle down” development or technology transfer)), producenci żywności i obywatele są jego aktywnymi i świadomymi uczestnikami, włączając w to ustalanie na wyższym szczeblu strategicznych priorytetów narodowych projektów badawczych i źródeł ich finansowania.
Prawdziwie transformacyjna agroekologia
Rolnictwo przyjazne dla klimatu i agroekologia nie są pojęciami wymiennymi, a stosowane przez nie metody nie są łatwe do pogodzenia. Reprezentują one dwie fundamentalnie różne wizje rozwoju i dobrobytu. CSA zostało stworzone głównie po to, by służyć interesom agrobiznesu i branży finansowej. Jego potężni zwolennicy i grupy lobbingowe są żarliwymi orędownikami konwencjonalnego rozwoju, opartego na ujednoliceniu, centralizacji i ekspansji globalnych rynków – w tym nowych rynków emisji związków węgla. W przeciwieństwie do CSA, celem prawdziwie transformacyjnej agroekologii jest odbudowa różnorodności zdecentralizowanych, sprawiedliwych i zrównoważonych systemów żywnościowych, które zwiększają odporność społeczności i ekosystemów na zmiany klimatu. Jej zwolennicy dążą do pogłębienia gospodarczej i politycznej demokracji, tworząc nowe podejście do nowoczesności, oparte na solidarności, życzliwości i wielopłaszczyznowych definicjach dobrobytu.
Michel Pimbert
Profesor Michel Pimbert jest Dyrektorem Naczelnym Centre for Agroecology, Water and Resilience na Uniwersytecie w Coventry w Wielkiej Brytanii.
Ten artykuł oparty jest na oryginalnym artykule autora: Agroecology as an Alternative Vision to Conventional Development and Climate-smart Agriculture, Development (2015), 58(2-3): 286-298.
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
źródło: https://www.ileia.org/2017/06/26/agroecology-alternative-vision-agriculture/
za: Nyeleni Polska
Nyeleni Polska i Instytut Globalnej Odpowiedzialności zapraszają na I Forum Suwerenności Żywnościowej, które odbędzie się w dniach 25-28 stycznia w Warszawie.
Czas połączyć siły i pokazać, że chcemy zdrowej i lokalnej żywności, będącej plonem sprawiedliwych relacji handlowych i odpowiedzialnego traktowania przyrody.
REJESTRACJA TRWA do 10.01.2018
W dniach 25-28.01.2018 w Warszawie spotkają się przedstawiciele i przedstawicielki różnorodnych środowisk, które działają na rzecz dostępu do zdrowej i lokalnej żywności, będącej plonem sprawiedliwych relacji handlowych i odpowiedzialnego traktowania przyrody. Chcemy zdrowej żywności, wytwarzanej w sprawiedliwy i odpowiedzialny sposób. Chcemy podjąć konkretną, międzyśrodowiskową współpracę dla budowy ruchu Suwerenności Żywnościowej w Polsce. Dążymy do konsekwentnej zmiany systemu żywnościowego w oparciu o realne potrzeby ludzi.
Od kilku lat obserwujemy próbę nawiązywania współpracy między mieszkańcami miast i wsi. Konsumenci organizują się w grupy, których celem jest zwiększenie dostępu do zdrowej żywności, pozyskiwanej w sposób odpowiedzialny społecznie i środowiskowo (bezpośrednio od wytwórców). Rolnicy, sadownicy, rybacy, poszukują sposobu na bezpośredni kontakt z konsumentem, który zapewni im lepszą zapłatę za ich pracę. U podstaw wielu z tych działań leży chęć zmiany systemu żywnościowego w kierunku rolnictwa zrównoważonego i ochrony wsi, jako miejsca do życia i pracy. Z drugiej zaś strony widzimy procesy polityczne wspierające trend uprzemysłowienia produkcji żywności, zwiększającą się liczbę dyskontów wypierających lokalne targi i sklepiki. Czy oddolne ruchy będą w stanie stworzyć alternatywę wobec globalnego systemu? Budowa ruchu Suwerenności Żywnościowej nie będzie możliwa bez współpracy. Dlatego zapraszamy Was do udziału w Forum i podzielenia się swoimi doświadczeniami i wyzwaniami.
Suwerenność Żywnościowa to prawo ludzi do decydowania o ich własnej żywności, rolnictwie, hodowli zwierząt, rybołówstwie i systemach zarządzania nimi. To prawo ludzi do kupowania lokalnej, sezonowej i zdrowej żywności. To właśnie te prawa są nam odbierane niewidzialną ręką rynku, w istocie ręką kilku największych korporacji, które w duchu logiki zysku dominują światowy system żywności, pogłębiając różnice społeczne i niszcząc środowisko naturalne. Więcej o suwerenności żywnościowej: Nyeleni Polska.
Forum będzie szansą na spotkanie się środowisk związanych ze zmianą systemu żywności na model suwerenności żywnościowej, w tym producentów (rolników, sadowników, ogrodników, rybaków, pasterzy), dystrybutorów i konsumentów żywności, naukowców i jednostek badawczych, przedstawicieli i przedstawicielek społeczeństwa obywatelskiego oraz organizacji społecznych i pozarządowych. Więcej informacji na stronie.
Jest nas wiele, tworzymy międzynarodowy, oddolny ruch społeczny, którego rządy i instytucje międzynarodowe nie mogą już ignorować. Chcemy suwerenności żywnościowej, dla nas i dla przyszłych pokoleń. Razem możemy ją osiągnąć. Teraz!
Zobacz program Forum
Kiedy? 25–28.01.2018, Gdzie? Marzyciele i Rzemieślnicy, ul. Bracka 25, Warszawa
Opłata za uczestnictwo: standardowa 25zł, solidarnościowa 35zł i więcej, obniżona 15zł. Opłata obejmuje: 2 posiłki dziennie i przerwy kawowe
Pomagamy w organizacji noclegów i przejazdu.
Zarejestruj się już dzisiaj => LINK
Rejestracja potrwa do 10.01.2018
Liczba miejsc ograniczona!
INFO TECHNICZNE dla osób mieszkających w Warszawie:
“Jeśli jesteś z Warszawy, tematyka suwerenności żywnościowej leży Ci na sercu, ale nie możesz wziąć udziału w Forum, może jesteś w stanie nam pomóc w organizacji wydarzenia. Poszukujemy osób, które mogłyby w czasie Forum przenocować uczestników i uczestniczki. W zamian zapraszamy na wydarzenie kulturalne, które odbędzie się w sobotę 27 stycznia o 19:00 w Domu Innowacji Społecznych “Marzyciele i Rzemieślnicy”, znajdujący się na III piętrze Domu Towarowego Braci Jabłkowskich, przy ul. Brackiej 25. Jeśli możesz przenocować kogoś podczas Forum, prosimy o wypełnienie poniższej ankiety (zajmuje to 3 minuty): https://goo.gl/forms/NJO8Hsvn2r2SnZOG3”
Organizatorzy Forum:
Nyeleni Polska i Instytut Globalnej Odpowiedzialności:


Organizacje partnerskie:
Kooperatywa Spożywcza „Dobrze”

źródło: Nyeleni Polska